Dołącz do nas

Kibice Klub SK 1964

List otwarty SK 1964 do radnych

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Stowarzyszenie Kibiców GKS-u Katowice „SK 1964” kilka dni temu napisało list otwarty do radnych Miasta Katowice.

W swoim piśmie stowarzyszenie wskazuje, że jest to odpowiedź na jednostronny przekaz z ostatniej sesji Rady Miasta. Przypomnijmy, że nieoczekiwanie dla wszystkich (w tym samych radnych) na sesji pojawił się prezes klubu, który przedstawiał konflikt jako działanie spowodowane jedynie meczem sprzed prawie ośmiu miesięcy.

Mieliśmy też (nie)słynną deklarację „Stop agresji w świecie sportu”, którą podpisali niektórzy z obecnych na sesji radnych. Choć większość z nich z samą treścią deklaracji się zgadzała, to mieli duże pretensje, że nie zostali o tym poinformowani wcześniej. Zwracano także uwagę, że dlaczego rządzący miastem tak wybiórczo traktują deklaracje i nie są tak chętni do zbiorowego podpisywania („przymuszania”), gdy sprawy dotyczą innych tematów, niekoniecznie zgodnych ze światopoglądem rządzącej w mieście kolacji. Dawid Durał, który jest nieprzychylny finansowaniu zawodowego sportu z publicznych pieniędzy, napisał w mediach społecznościowych, że już rozumie, dlaczego kibice nie pojawili się na wcześniejszej konferencji, skoro miasto potraktowało ich w taki sam sposób, jak radnych. Media, które napisały o tym zdarzeniu, także wskazywały, że to tylko pijarowa zagrywka, a prezes klubu swoim wystąpieniem stworzył nieprawdziwe wrażenie, jakoby do ekscesów na stadionie przy Bukowej dochodziło co kolejkę. 

Prezydent Marcin Krupa tłumaczył, że deklaracja pojawiła się dopiero teraz (a nie na wcześniejszej sesji Rady Miasta, bezpośrednio po konferencji), ponieważ… kibice GKS Katowice, będący mieszkańcami Katowic, przyszli na Komisję Kultury, Promocji i Sportu. Prezydent miał pretensje do radnych z tej komisji, że podjęli temat zgłoszony tam przez kibiców (i co akurat pominął prezydent – jednogłośnie zgodzili się z kibicami, że jest problem z zarządzeniem klubem, akcjami społecznymi i marketingiem). Prezydent mijał się też z prawdą, mówiąc, że środowisko kibiców usilnie zabiega o spotkanie z zarządem klubu (co dla każdego, kto obserwuje konflikt, jest oczywiste – widać prezydent nie jest taką osobą). Marcin Krupa wskazał także, że środowisko kibiców usilnie zabiega o spotkanie z samym miastem. To też duże niedopowiedzenie – rzeczywiscie było tak na samym początku, ale po tym, jak miasto wyraziło swoje stanowisko, to kibice już nie dążą do tego spotkania (choć są na nie gotowi). Co ciekawe warunkowanie rozmów podpisaniem deklaracji (i tym samym stwarzanie presji na radnych) prezydent tłumaczył… demokracją. To chyba taki „katowicki” rodzaj demokracji… 

Poniżej prezentujemy treść listu otwartego do radnych Miasta Katowice oraz załączamy skan samego pisma, które trafiło do każdego radnego w formie papierowej oraz elektronicznej. 

List otwarty do Radnych Miasta Katowice

Szanowni Państwo!

Niedawno odbyła się sesja Rady Miasta Katowice, na której większość z Państwa podpisała deklarację „Stop agresji w świecie sportu”. Pierwszy raz zaprezentowano ją 17 października na specjalnie zwołanej przez klub i miasto konferencji prasowej. W międzyczasie, 27 października odbyła się sesja Rady Miasta, ale na niej ten temat nie był poruszany. Zostaliście Państwo zaskoczeni gotową do podpisu deklaracją (w podobny sposób jak my konferencją z 17 października) dopiero na sesji z 24 listopada. Prezydent Marcin Krupa wprost powiedział, że jest to odpowiedź na wizytę naszych przedstawicieli (będących mieszkańcami Katowic) na Komisji Kultury, Promocji i Sportu, która odbyła się 14 listopada. Podpisanie deklaracji poprzedziła wypowiedź prezesa klubu Marka Szczerbowskiego, który z uporem maniaka przypominał o meczu z Widzewem, który odbył się ponad siedem miesięcy temu. Na temat obecnej sytuacji w GKS Katowice nie padło ani jedno słowo. Z racji jednostronnego przekazu oraz — kolejny już raz — pomijania zdania kibiców GieKSy — chcemy Państwu przedstawić prawdziwą genezę konfliktu.

Od początku prezesury Marka Szczerbowskiego wielokrotnie spotykaliśmy się z prezesem oraz pracownikami klubu. Zwracaliśmy uwagę, że marketing jest ważny i można go realizować niewielkim nakładem finansowym, korzystając z istniejących zasobów ludzkich. Uważamy, że miejski klub powinien być wizytówką Katowic i łączyć jego mieszkańców. Stąd tak duży nacisk kładliśmy na akcje społeczne, szczególnie te skierowane do najmłodszych. Niestety mimo tego, że spotykaliśmy się ze zrozumieniem ze strony klubu, to problem był z realizacją najprostszych akcji. Mimo coraz większego lekceważenia i nieprofesjonalizmu ze strony klubu, przez ponad 1,5 roku milczeliśmy. Potem zaczęliśmy pokazywać nasze niezadowolenie z tego, w którym kierunku zmierza klub — najpierw w postaci transparentów (2021 rok) aż po obszerny tekst napisany przez kilkunastu kibiców (luty 2022). Nieprawdziwa jest więc teza lansowana przez Marka Szczerbowskiego, że konflikt wziął się dopiero od meczu z Widzewem.

Sytuacja narastała od kilkunastu miesięcy. Klub przywłaszczył sobie sukces w postaci frekwencji na meczach hokeja, choć to wymyślona przez nas akcja (Rywalizacja Dzielnic) się do tego przyczyniła. Najlepsza frekwencja na domowym meczu GKS Katowice za czasów prezesury Marka Szczerbowskiego to towarzyski mecz z Banikiem Ostrava, który zorganizowaliśmy sami, mimo problemów stwarzanych przez klub. Klub nie wywiązał się także z dżentelmeńskiej umowy dotyczącej chorego dziecka i przekazał na jego konto o kilka tysięcy złotych mniej, niż to było wcześniej ustalone. Przez niekompetencje pracownika klubu nie zorganizowano „Zagraj na Bukowej” (najlepszej akcji społecznej w historii GKS Katowice), podając za pretekst mecz z Widzewem, choć informacje o projekcie powinny były ukazać się co najmniej dwa tygodnie przed tym spotkaniem. Nie wykorzystano marketingowo pierwszego od 52 lat mistrzostwa Polski sekcji hokeja na lodzie. Zablokowano wyjazd kibiców do Bełchatowa na mecz ze Skrą, a organizację Superpucharu Polski w hokeja klub wziął na siebie, dopiero kiedy dowiedział się, że byliśmy gotowi to zrobić sami. Nie autoryzowano listy wyjazdowej (mimo spełnienia przez nas wszystkich standardowych procedur) na derbowy mecz do Chorzowa, gdzie pozbawiona wsparcia drużyna przegrała z lokalnym rywalem, który o takim wsparciu finansowym miasta, jak ma GieKSa, może tylko pomarzyć (co nie przeszkadza im być wyżej w ligowej tabeli).

Naszym celem nie jest wybieranie prezesa, trenera, piłkarzy czy jakiegokolwiek pracownika klubu, co wielokrotnie udowadnialiśmy, także podczas prezesury Marka Szczerbowskiego. Dla przykładu pracownicy klubu chcieli, abyśmy wyznaczyli osobę, którą zatrudnią na szefa marketingu, ale odmówiliśmy. Na pierwszym spotkaniu z nami prezes Marek Szczerbowski był gotowy przedstawiać nam zarobki piłkarzy, ale o tym także nie chcieliśmy słuchać. Dwukrotnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat ratowaliśmy GKS Katowice przed upadkiem i nie chcemy tego robić ponownie. Wspominamy o tym tylko dlatego, że druga strona rozsiewa o nas nieprawdziwe informacje, jakoby naszym celem była chęć rządzenia klubem lub posiadania na niego wpływu. Nie jest to prawdą — jesteśmy tylko (i aż) kibicami GKS Katowice.

Nie chcemy zarabiać na klubie. Ze wszystkich akcji, w których pomagaliśmy lub dystrybuowaliśmy bilety, w pełni się rozliczaliśmy. Jeśli prezes klubu twierdzi, że dochodziło do jakichkolwiek nieprawidłowości z naszej strony, to ma do tego odpowiednie organy i instytucje. Jeśli jesteśmy przy kwestiach finansowych, to nadmienimy jedynie, że podczas prezesury Marka Szczerbowskiego na klub nałożono kary spowodowane działaniem kibiców w takiej samej wysokości jak… za żółte i czerwone kartki piłkarzy. Przez ponad trzy lata było to 15 tys. złotych (od których klub się nie odwoływał, choć miał do tego podstawy). Moglibyśmy to porównać do miesięcznych pensji wielu sportowców GKS Katowice lub miejskich pieniędzy, które trafiły przez ten czas do klubu (ponad 60 milionów złotych), ale porównamy do corocznie kupowanych przez nas karnetów (kilkadziesiąt tysięcy złotych co sezon trafiało z zapisów na dzielnicach i fan clubach).

Jesteśmy organizacją non-profit, którą tworzą w większości mieszkańcy Katowic. Od kilkunastu lat działamy dla dobra GKS Katowice. Nie pozwolimy sobie jednak narzucić żadnych porozumień, w których będziemy zobowiązani do brania odpowiedzialności za wszystkie osoby będące na stadionie oraz do pokrywania kar nakładanych przez inne instytucje. Nie jesteśmy stroną w tych postępowaniach, ale przede wszystkim nie mamy narzędzi, które ma klub (monitoring, ochrona, możliwość odwoływania się od kar). To klub jest organizatorem wydarzeń sportowych i odpowiada za bezpieczeństwo na stadionie. Próbę scedowania tej odpowiedzialności na nasze stowarzyszenie uważamy za coś niedopuszczalnego. Nie godzimy się także na warunkowanie spotkań poprzez: podpisywanie deklaracji, odcinanie od meczu z Widzewem, przepraszanie prezesa za protesty oraz przepraszanie miasta. Tak, to nie są żarty — dwa ostatnie warunki pojawiły się w piśmie wiceprezydenta Waldemara Bojaruna, a podtrzymał je potem wiceprezydent Bogumił Sobula.

Jesteśmy gotowi rozmawiać z każdym, dla którego liczy się dobro GKS Katowice. Wierzymy, że Państwo są takimi osobami.

.

2 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

2 komentarze

  1. Avatar photo

    Daro

    5 grudnia 2022 at 17:23

    Dobry tekst, w 100% popieram protest.
    Jedyny minus jaki widzę to że się on szybko nie skończy i trzeba będzie czekać półtorej roku aby coś się zmieniło, a dokładnie do dnia wyborów i wywalić ciamajdę Krupę ze stanowiska. Tylko tak możemy zmienić coś w klubie bo widać że Krupa popiera śpiocha i zmian tam w ich myśleniu nie przewiduję. Dalej będą tą bajkę gadać o meczu z Widzewem i szantażować nas abyśmy zrobili wszystko co oni chcą.

    • Avatar photo

      Kato

      8 grudnia 2022 at 07:27

      Szybko się nie skończy bo problem wykracza poza klub, miasto czy nawet województwo. Godna podziwu wiara w demokrację i wolne wybory. Protest słuszny, ale bojkot z pod ogrodzenia mało efektywny.
      Władza to władza, obecnie to nie my obywatele czy społeczeństwo lokalne. Przykre i tragiczne.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Niezłomność i perełki

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Jak przełamywać niemoce – to właśnie tak. Jak wygrywać po raz pierwszy od pół roku na wyjeździe – to właśnie w taki sposób. Nie wymarzylibyśmy sobie lepszego scenariusza. Choć z drugiej strony… przecież coś podobnego przeżywaliśmy na otwarcie Areny Katowice. Przecież wtedy – nawet minutę później niż Ilja – Filip Szymczak strzelił zwycięskiego gola. W Zabrzu nie lubią liczby sto. Bo to dokładnie w dziesiątej doliczonej minucie nasz super-napastnik zdobył zwycięskiego gola i wprawił w euforię całe Katowice.

Historia i interpretacja pisze się przez strzelone gole. Możemy zaklinać rzeczywistość, ale nie uciekniemy od tego. Oczywiście można zagrać jeden czy dwa lepsze mecze, które się przegra. I można wtedy mówić o tendencji wznoszącej, o optymizmie, o pechu. Jednak jeśli coś powtarza się długo lub wielokrotnie, to raczej tworzy się pewna reguła.

Taką regułą są na przykład drużyny grające ładną, ofensywną piłkę, miłą dla oka, ale ostatecznie dostawającą jednego czy drugiego gonga, który decyduje o niepowodzeniu. Jeszcze za wcześnie, żeby taki wniosek wysuwać, ale prototypem takiego momentu jest dla mnie Wieczysta. Ich naprawdę niezła gra może pójść w dwie strony – albo zaczną w związku z nią punktować, albo będą tymi „wyszumiejącymi” się zawodnikami, którym brakuje pewnej dyscypliny, by osiągnąć korzystny rezultat. Takim przykładem też póki co jest Widzew. W poprzednim sezonie i teraz. Niby cisną, niby mają sytuacje, ba – strzelają sporo goli. Ale co z tych sześciu strzelonych w dwóch ostatnich meczach, gdy dały one ledwie punkt. I dwie przegrane u siebie.

Ta przydługawa dygresja dlatego, bo wynik wczorajszego meczu w oczywisty sposób determinuje patrzenie na to spotkanie. Gdyby utrzymał się wynik 2:1 dla Górnika to oczywiście powiedzielibyśmy, że był to jeden z najlepszych meczów wyjazdowych w ostatnich miesiącach. GieKSa nie pękała, grała swoją piłkę, stworzyła kilka sytuacji. Trudno jednak byłoby nie być znów zirytowanym, gdy ta dobra gra zostałaby zniweczona utratą dwóch goli w dwie minuty. A konkretniej – w 78 sekund! Absurdalna jest to sytuacja, bo przecież w tych 78 sekundach lwia część jest radość piłkarzy, więc czystej gry pozostaje minimum. Od wznowienia gry do utraty drugiego gola minęło około 40 sekund, a przecież jeszcze w tym czasie Chłań miał sytuację.

Przypomniała się Wisła Kraków. Tam co prawda było „dużo” dłużej, bo dwie stracone bramki dzieliło trzy i pół minuty. Ale i tak wszystko przecież tam też odbyło się błyskawicznie. Po utracie dwóch goli nie było czego zbierać i czasu oraz możliwości starczyło tylko na bramkę Bartlewicza. Jeśli w drugim meczu w początkowej fazie sezonu zawalilibyśmy sobie coś w przysłowiowe dwie minuty (uśredniając), to byłoby to coś więcej niż incydent.

Sytuacja zrobiła się piekielnie trudna psychicznie. Grasz na wyjeździe z wicemistrzem Polski i zdobywcą krajowego pucharu. Z drużyną, którą eksperci dokooptowali już do ścisłej czołówki ligi. Która ma za sobą 25 tysięcy kibiców, którzy nic sobie nie robią z niekorzystnego wyniku, tylko ciągle głośno wspierają swój zespół. I w ciągu tych kilku minut – począwszy od sytuacji po rzucie rożnym i zamieszania pod bramką – poziom decybeli systematycznie wzrasta. Podyktowany rzut karny. Gol Kacpra Urbańskiego. „My jesteśmy chłopcy z Zabrza” – wybrzmiewa coraz głośniej, bo jest śpiewane w pobramkowej radości. I z tej radości – w momencie gdy Josema strzela gola na 2:1 – wyłania się już absolutny ryk euforii, ryk, którego dawno nie słyszałem na polskim stadionie. Górnik momentalnie odwrócił losy meczu i dał sobie wszystko, żeby ruszyć z furią dalej.

Sprowadzenie w tym momencie tego meczu do takiego o „letniej” temperaturze było pierwszym zadaniem GieKSy. I tak to odbieram, że właśnie schłodziliśmy to spotkanie, mimo że znaleźliśmy się w fatalnej sytuacji. Oczywiście jakieś tam sytuacje jeszcze były – jak ta, gdy Jarosław Kubicki strzelał, ale ostatecznie – mimo że piłka spadła na poprzeczkę – bardzo dobrze zablokował go Pau Resta. Jednak Górnik nie poszedł za ciosem tak mocno, żeby sobie stworzyć 5-6 kolejnych sytuacji.

Tak więc schłodzenie się powiodło. A potem mieliśmy dwie podwójne zmiany i czas doliczony. Ciekawe, czy kibice Górnika plują sobie w brodę, że zadymili boisko tym zielonym czymś, bo to właśnie w tak mocno doliczonym czasie przez to GieKSa strzeliła dwie bramki.

Trzeba naprawdę docenić upór naszych zawodników. Rozgrywali tę swoją piłeczkę, a gdy była możliwość, zagrywali w pole karne. I to co było wielkim mankamentem w Lublinie, czyli niecelne, kompletnie niecelne dośrodkowania w pole karne – tym razem wykonane porządnie – dały niesamowity efekt. Kapitalne było to podanie Nowaka – choć trudno do dośrodkowanie nazwać, bo było raczej z centralnej części boiska. Ale wykończenie Ilji w tym momencie – majstersztyk. Trzeba naprawdę dobrze ułożyć głowę, żeby przy tak ostrym kącie skontrować piłkę. Pisałem niedawno o meksykańskim piłkarzu Jaredzie Borgettim, który kapitalnie układał głowę do strzału. Pisałem o tym przy okazji gola Mateusza Wdowiaka z Žiliną. Teraz Ilja oddał taki strzał, że Schulze nie miał co zbierać. Trochę to wyglądało, jak gol do pustej bramki – tak było precyzyjne. No a potem geniusz Alana, który dość zabawnie sobie przekładał piłkę na prawą nogę, ale zrobił to tylko po to, by po raz enty już zacentrować idealnie. O to w piłce chodzi – żeby zagrywać idealne zagrania, a napastnicy z tego kapitalnie korzystali. Tu zagrało i jedno i drugie. Oczywiście nie zapominamy o pierwszym golu, bo tam po raz kolejny Bartek Nowak zagrał tak niesamowitą piłkę, która minęła chyba z pięć czy sześć linii zabrzan. Eman co prawda trafił w bramkarza, ale świetnie ustawiony nasz Białorusin pewnie dołożył nogę.

Więc tradycyjnie, jeśli chodzi o Bartka.

Trenerze Urban. Ty wiesz co.

Oprócz wyniku, największym sukcesem tej drużyny jest to, że we wspomnianych niesprzyjających okolicznościach – nie złapała piłkarskiej depresji. Grali swoje, ciągle wierzyli, że mogą przynajmniej najpierw tę jedną bramkę strzelić. Po tym praktycznie nokautującym ciosie Górnika, remis nie byłby wynikiem złym. Wyjechalibyśmy z niedosytem, ale jednak z punktem. A tu nasz zespół strzelił dwa gole i wygrał to spotkanie.

Mieliśmy też w tym meczu trochę pecha i trochę szczęścia. Pecha, bo inaczej nie można nazwać spalonego w postaci pięty Ilji Szkurina w akcji, która zakończyła się golem Erika Jirki. 2:0 do przerwy to byłoby coś. I w erze przed-VARowej taki wynik po pierwszej połowie byśmy mieli. A szczęście? No jednak wydaje mi się, że Arek Jędrych faulował Prekopa na koniec pierwszej połowy, a skoro tak, jeden czy drugi sędzia mógłby rozpatrywać czerwoną kartkę. Wyszło więc na zero.

Nie będę analizował poszczególnych piłkarzy, tym zajmą się trenerzy – jedni zagrali lepiej, jedni trochę mniej, ale jako drużyna było naprawdę dobrze. Chcę tylko jeszcze pochwalić Kowala, bo wykonuje kapitalną robotę w środku boiska. Jak jeszcze zniweluje to dalsze kiwanie się, po okiwaniu dwóch przeciwników – to będzie naprawdę wielki piłkarz. On potrafi tak podziałać z piłką, że pojawia mu się przestrzeń przed nim, ale nie zawsze potrafi to dalej wykorzystać otwierającym podaniem. Ale na to przyjdzie czas. Od powrotu Mateusza na boisko, nasz środek zdecydowanie się ustabilizował.

Tym samym kończymy tę nieciekawą serię wyjazdów bez wygranej. W końcu więc na jakiś czas nie będziemy musieli na to psioczyć. GieKSa odniosła spektakularne zwycięstwo, bez dwóch zdań.

Dodatkowo przełamaliśmy to nieszczęsne Zabrze. Pamiętam to ostatnie zwycięstwo, bo byłem na tym meczu w 2003 roku, kiedy to również strzeliliśmy trzy bramki, a bohaterem był Marcin Bojarski. Pamiętam, jak rok później swoją pierwszą bramkę w GKS zdobył w deszczu przy Roosevelta Dawid Plizga, ale w doliczonym czasie gry gospodarze wyrównali. A potem mieliśmy już same wtopy i przez wiele lat nie potrafiliśmy strzelić tam bramki.

W końcu GKS wygrał też na wyjeździe przy bardzo dużej publiczności. Po awansie do ekstraklasy na tych większych stadionach dostawaliśmy w czapkę. W końcu potem wygraliśmy we Wrocławiu przy 21 tysiącach widzów. Wczoraj na meczu było ponad 27 tysięcy ludzi i również w tym aspekcie nastąpiło przełamanie.

W rundzie wiosennej mieliśmy bardzo dużo meczów, w których traciliśmy prowadzenie. Gdynia, utrata dwubramkowej przewagi z Rakowem, trzykrotnie z Lechem, także z Koroną czy Jagiellonią. W obecnym sezonie co prawda też nam się to zdarzyło z Žiliną, ale za to mecz z Górnikiem jest trzecim, w którym GKS w pewnym momencie przegrywa, a ostatecznie odnosi zwycięstwo. Tak było wcześniej z Radomiakiem i Hapoelem. To się naprawdę ceni.

No i w końcu nie straciliśmy walorów z Nowej Bukowej. Co prawda trener przyznał na konferencji, że trochę zmienili sposób gty bez piłki – rozumiem, że jest to cofnięcie się niżej. Jest to trochę ryzykowna taktyka, bo wiemy, że jak przeciwnik nas przygniecie to mamy duże problemy. Ale jeżeli nie ma zmasowanego ataku, to Katowiczanie dobrze radzą sobie w destrukcji. Przede wszystkim jednak w ofensywie dołożyliśmy ten animusz, który znamy z meczów u siebie. Akcja na 1:0 to właśnie było to, precyzja, energia i szybkość Emana, ale polecam zwrócić uwagę, jak Ilja poszedł do tej akcji. To było świetne.

W ogóle Ilja to nam wyrasta na ulubieńca katowickiej publiczności. Wygląda na to, że zawodnik poczuł ten projekt GKS Katowice, w zakresie nie tylko wykańczania akcji, ale też pracy w środku boiska. Ostatnio ta praca jest bardzo widoczna, robi kawał dobrej roboty w środku pola. A skoro tak, to sam daje kolegom okazję do tego, by potem odwdzięczyli mu się jakimś jednym czy drugim kapitalnym podaniem. Tak – powtórzę to, co pisałem już kilka razy – niech Katowice będą dla Ilji jego miejscem na piłkarskiej Ziemi.

Cieszymy się i prosimy o jeszcze. Przed nami dwa kolejne wyjazdy i trudne spotkania. Nikt nie wymaga kompletu punktów, choć byłoby to wspaniałe. Ale niech GieKSa utrzyma ten vibe z wczorajszego spotkania, a to automatycznie zwiększy prawdopodobieństwo zdobyczy punktowych.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

Szkurin show w Zabrzu!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Derby, emocje i bramka na wagę zwycięstwa w samej końcówce! GieKSa po szalonym spotkaniu pokonała Górnika Zabrze 3:2, a wszystkie trzy gole dla zdobył Ilja Szkurin. Zapraszamy do trzeciej galerii, którą przygotował dla Was Marcin.

 

 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga