Piłka nożna
Kolejna porażka.. [Relacja]
Mecz z Miedzią miał zmazać plamę (którą to już?) po przegranym spotkaniu z Pogonią Siedlce. Trener Piekarczyk widząc problemy jakie ma nasz zespół dokonał kilku roszad w składzie. Duet środkowych pomocników stworzyli tym razem Leimonas z Dudą. Na prawą obronę został skierowany Pielorz, ma to związek z kontuzją dobrze sprawującego się w tym sezonie Czerwińskiego. Wołkowicza natomiast zastąpił Bębenek.
Skład GieKSy:
Kuchta – Pielorz, Kamiński, Jurkowski, Pietrzak – Bębenek, Leimonas, Duda, Frańczak – Burkhardt – Goncerz.
Pierwsza połowa mogła się podobać w wykonaniu naszej drużyny. Katowiczanie stworzyli sobie kilka klarownych sytuacji, bardzo aktywne było lewe skrzydło z Frańczakiem i Pietrzakiem. Ci zawodnicy kilkukrotnie dobrze dośrodkowywali w pole karne, bądź też Frańczak próbował pokonać Smuga oddając strzał zza pola karnego. Okazję na strzelenie gola miał również Burkhardt, który otrzymał dokładną piłkę od Bębenka. Niestety będąc w dogodnej sytuacji minimalnie przestrzelił. GKS większość czasu dominował, jednak brakowało dokładności. Rywal natomiast nie stworzył sobie żadnej sytuacji, która mogła zakończyć się bramką.
W pierwszym kwadransie drugiej połowy niewiele działo się na boisku. Katowiczanie nadal częściej byli w posiadaniu piłki, jednak nie mieli pomysłu na sforsowanie szczelnej obrony Miedzi. Bębenek i Burkhardt próbowali pokonać Smuga strzałami z dystansu, niestety mocno niecelne były to uderzenia. Miedź odpowiedziała strzałem z dystansu Keona Daniela, piłkarz gości był bardzo bliski pokonania Kuchtę. W 61. minucie kontuzjowanego Dudę, zmienił Trochim. W kolejnych minutach nadal niewiele działo się na boisku, choć częściej do głosu dochodziła Miedź. W 80. minucie goście nawet po dośrodkowaniu z rzutu wolnego strzelili bramkę, jednak sędzia w tej sytuacji dopatrzył się spalonego. Ta sytuacja mocno zdenerwowała naszą drużynę i natychmiastowo katowiczanie rzucili się do ataku. Bliski strzelenia gola był Trochim, niestety jego strzał z dystansu nieznacznie minął bramkę rywala. W ostatnich minutach meczu GKS musiał grać w osłabieniu, ponieważ drugą żółtą kartkę otrzymał Kamiński, była to bardzo kontrowersyjna decyzja sędziego. Niestety nasza drużyna grając w osłabieniu straciła bramkę. Tomasz Midzierski strzałem głową umieścił piłkę w siatce. GKS nie zdołał już odwrócić losów spotkania i nasza drużyna przegrała kolejny mecz.
GKS nie zasługiwał na porażkę, ale czy to coś zmienia? Fakty są takie, że w sześciu spotkaniach czterokrotnie przegraliśmy. Jest źle, kolejne plamy są nie do przyjęcia.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Felietony Piłka nożna
Budowa Wielkiej GieKSy
Zakończyła się nasza przygoda w europejskich pucharach. Była ona krótka, ale bardzo intensywna. Cztery środkowotygodniowe meczowe wieczory dostarczyły nam emocji, których kilka pokoleń kibiców w ogóle nie doświadczyło. Zarówno tych wyjazdowych, specyficznych, bo poza granicami naszego kraju, jak i domowych świąt futbolu, z pełnym stadionem i poczuciem czegoś wyjątkowego.
Trudno ostatecznie ten dwumecz ocenić jednoznacznie. To znaczy – łatwo było go ocenić do 83. minuty, ale potem mieliśmy przebłysk Katowiczan, który spowodował, że GKS ten mecz po prostu wygrał.
Nie da się jednak ukryć, że z perspektywy dwumeczu awans Hapoelu jest absolutnie zasłużony. To Izraelczycy byli drużyną zdecydowanie lepszą. Neutralizowali nas tak, że do bramki Ilji, czyli przez 173 minuty dwumeczu, najgroźniejszą okazją był chyba strzał Bartka Nowaka z rzutu wolnego, a przecież to był strzał zaledwie niezły. Ewentualnie jeszcze w drugiej połowie ta sytuacja Kacpra Łukasiaka, który w idealnej wprost pozycji skiksował kompletnie. Hapoel raz, że kasował nasze próby ofensywne bez większego problemu, to i jakość tych prób pozostawiała wiele do życzenia. Rywale sami też do pewnego momentu jednego i drugiego meczu – stwarzali sobie sytuacje bramkowe. Przez trzy połowy ofensywa GieKSy nie istniała. Goście wczorajszego meczu byli bardziej dynamiczni, choćby jeśli chodzi o pokazywanie się na pozycjach, pressing czy wychodzenie spod pressingu. U nas wyglądało to tak, że brakowało w tym zakresie jakiegoś doświadczenia i pomyślunku – nie było tego przestawienia się, że być może w pucharach trzeba w każdej sytuacji reagować o pół sekundy szybciej. Detale.
Druga połowa była już nieco lepsza, ale tak naprawdę to dopiero te ostatnie 10 minut to była ta GieKSa, jaką chcemy oglądać. I nie mówię tylko o bramkach, ale o zamknięciu i zdominowaniu rywala. Jak się okazało – w tych okolicznościach Hapoel był w stanie się pogubić i raz stracić bramkę, raz sprokurować karnego. Można sobie zadać pytanie – dlaczego nie wcześniej? Gdyby to „swoje” GieKSa grała choćby od początku meczu lub po jednej połowie na Węgrzech i u nas – losy tej rywalizacji wcale nie musiały być takie, jakie są.
Jeśli chodzi o ofensywę, to duży zawód sprawiły w tym dwumeczu stałe fragmenty. Bartoszowie Nowak i Wolski bili je niestety bardzo źle. Poza wspomnianym jednym rzutem wolnym mieliśmy rzuty wolne niecelne czy tam jeden w środek bramki w Miszkolcu. Po rzutach rożnych też kompletnie nie stwarzaliśmy zagrożenia. Szwankowało to bardzo, a od takich techników wymagamy przynajmniej uderzenia w światło bramki.
No i znów kuriozalna stracona bramka. Sposób w jaki piłka fruwała nad głowami Arka Jędrycha i Bartosza Wolskiego był niezrozumiały. Pomijaliśmy się głowami z futbolówką i zaraz rywal miał czystą sytuację. Niestety wszystkie trzy bramki strzeliliśmy sobie sami. O meczu sprzed tygodnia napisano już wiele, jednak tym razem gol dla piłkarzy z Tel Awiwu też nie było po nie wiadomo jakiej składnej akcji.
Końcówka była znakomita. Kapitalną zmianę dał Mateusz Wdowiak. Poszarpał, pogonił, zaliczył asystę i wywalczył rzut karny. Świetnie wykończył akcję na 1:1 Ilja Szkurin, a potem kapitan bardzo dobrze wykonał rzut karny. Swoje do gry wniósł Eman Marković czy Erik Jirka. Także Szymon Bartlewicz miał dobry moment, choć te kilka wrzutek na sam koniec na wysokość kolan sfrustrowało Nową Bukową. Mimo wszystko – gdy wydawało się, że dwumecz zostanie z kretesem przegrany, nieoczekiwanie nasi zawodnicy zapewnili nam w końcówce wielkie emocje. I wygrali mecz. Jakby do tego wszystkiego nie podchodzić – to cieszy. Jak i kolejna bramka naszego napastnika.
Cieszy to, że GieKSa nadal u siebie seryjnie wygrywa mecze. Cieszy, że nie została przerwana passa meczów bez porażki na własnym stadionie. Uważam, że to psychologicznie jest bardzo dobry aspekt. Także to, że ta końcówka okazała się efektywna i wyszliśmy z takiego jednak marazmu, którym był naznaczony ten dwumecz. Na sam koniec o marazmie nie ma mowy. Bo GieKSa znów była GieKSą. I to też ma zaprocentować już w niedzielę w meczu ligowym.
Wstydu nie przynieśliśmy. GKS Katowice wracający do pucharów po tylu latach – zdołał jedną rundę przejść, a przecież tam też były trudności. Mieliśmy ten piękny wieczór z wyeliminowaniem Žiliny. To nie był ten przez wiele lat trawiący polski futbol „eurowpierdol”. Odpadliśmy, popełniliśmy swoje błędy, odpaść nie musieliśmy. Ale nie ma mowy o żadnej kompromitacji. I paradoks według mnie jest taki, że choć Hapoel był w naszym zasięgu, to wcale nie jestem przekonany, że Atalanta będzie z tym rywalem miała tak łatwo.
Pamiętam czas, częściowo w sezonie spadkowym do drugiej ligi, kiedy GieKSa przez rok nie potrafiła u siebie wygrać meczu. CAŁY ROK! Teraz w ciągu dwóch tygodni wygraliśmy na swoim boisku dwa mecze w europejskich pucharach. To naprawdę są wartościowe rzeczy w tym ciągłym i ciągłym procesie budowy Wielkiej GieKSy. To daje radość, to daje poczucie sensu w tym wszystkim.
Wracamy do ligi. Ligi, która była totalnie gdzieś w tle tego wszystkiego. Ale teraz ruszymy już do niej pełną parą i będziemy ciułać te ligowe punkciki – oby jak najczęściej po trzy, choć czasem jednym też nie wzgardzimy. Najważniejsze, żeby wspomniana para nie uciekła po odpadnięciu z europejskich rozgrywek. Ale jestem dziwnie spokojny, że to nie nastąpi. Raczej mam myśl, że pójdzie to w drugą stronę i te puchary GieKSę napędzą jeszcze bardziej. Już mecz z Radomiakiem to pokazał.
Ostatecznie więc trochę pomarudzić sobie tam czasem pod nosem możemy, ale tak naprawdę wszystko jest w jak najlepszym porządku. Długofalowo – te cztery mecze to kolejne punkty do doświadczenia i stawania się coraz lepszą drużyną. Europejskie puchary były czymś, czego nie zakładaliśmy na początku i przez długi czas w poprzednim sezonie. A jednak nam się one przydarzyły. To był dla kibica GieKSy prawdziwy bonus. I cztery dodatkowe mecze, a przecież… uwielbiamy mecze i im więcej, tym lepiej. Myślę, że piłkarze czy trenerzy mają podobnie. Przecież wszyscy kochamy atmosferę stadionu, te sztuczne światła, te krzyki publiczności, euforię po bramkach, nerwy na sędziego, otoczkę medialną i całą tę fabułę, która ciągle trwa i trwa.
I będzie trwać dalej, bo historia tego sezonu – z przytupem – ale dopiero się zaczyna. Przed nami maraton ligowych meczów, w którymś momencie dojdzie jeszcze Puchar Polski. GieKSa jest gotowa, a zawodnicy z całej kadry – sprawdzeni. Nic więc tylko czekać na kolejne popołudnia i wieczory z GKS Katowice w roli głównej.
Panowie, dziękujemy za ten czas i czekamy na kolejne pojedynki. A jak jeszcze powalczycie o puchary i kolejną europejską przygodę za rok – to już będzie w ogóle wspaniale!

kibic
30 sierpnia 2015 at 19:57
Idziemy dalej na awans? czy na spadek
Fox
30 sierpnia 2015 at 20:00
Jak sie uda to sie utrzymamy
Marcin
30 sierpnia 2015 at 20:00
Dalej grajmy 1 napastnikiem, Trener zobacz na Reprezentację jak zaczęli grać z 2woma napastnikami może czas zmienić tą chorą taktykę bo Gieksa nie ma wybitnych piłkarzy.. Pomyśl chłopie!!!!
keku
30 sierpnia 2015 at 20:06
kuźwa jakie klarowne sytuacje???? ja pierdole kto to pisał???!!! chyba bylismy na innnym meczu!!!
Marcin
30 sierpnia 2015 at 20:15
URZĄD MIASTA KATOWIC proponuję wyciągnąć odpowiednie konsekwencję bo ten prezes i zarzad napewno nie gwarantuje sukcesów jakich my zagorzali kibice od lat pragniemy.. Oni są do zwolnienia !!!!!
GieKSiorz
30 sierpnia 2015 at 20:18
Kurrrwa jak sędzia mnie wkurwil gdyż dawał złota kartkę po kłótni zaś kartkę pozniej kamyk czerwona dostał to sędziemu mało jeszcze kurwa było w ryj powinien dostać ten chuj jebany skurwysyn
Łukasz
30 sierpnia 2015 at 20:22
o jakich tych klarownych sytuacjach piszesz !!!! chyba na innym meczu byłeś!!!!
Marianoitaliano
30 sierpnia 2015 at 20:31
Panowie powodzenia dalej w oglądaniu frajerów darmozjadow trochim jako jedyny waleczny
Bartolo
30 sierpnia 2015 at 20:42
Po dzisiejszym widowisku sportowym nie wiem kim trzeba byłoby być,żeby wybrać się na kolejne..Downem??
GieKSiarz
30 sierpnia 2015 at 20:44
do kibic i misiek – umówiałem się z wami kiedyuś na 10 kolejkę – zwracam wam honor ja już do 10 kolejki nie czekam
tyta
30 sierpnia 2015 at 20:48
… Super Blaszok i Super Kibice na których ci piłkarze i prezes z dyrektorem nie zasługują. PROPONUJĘ AKCJĘ ZBIERZMY ZAMIAST KAPSLI NASZE KARTY KIBICA I ODEŚLIJMY DO ZARZĄDU. Ja wiem, że organizacyjnie w klubie jest lepiej niż kilka lat temu ale piłkarsko do jest dno które odzwierciedla tabela. PRZESTAŃMY TO NA JAKIŚ CZAS WSPIERAĆ BO DZISIAJ ZAMIAST DUMY JEST WSTYD.
Igor
30 sierpnia 2015 at 20:49
Ta relacja to chyba nie z tego meczu, he, he. W pierwszej połowie nie mogli się podobać, było słabo. Po przerwie już powinny być zmiany, zupełnie nie wiem po co zmiana po 80 min, gdy nie chodzi o utrzymanie wyniku lecz o zmianę jakościową na boisku. Zarząd do dymisji, niech wezmą się za to ludzie którzy znajdą 11 chłopa, którzy będą chcieli grać.
MARLIN
30 sierpnia 2015 at 20:52
a może to o to chodzi http://www.gkskatowice.eu/n/okiem-bukmachera-gks-miedz
kibic
30 sierpnia 2015 at 21:13
Irshman,Lukasz i inni gdzie teraz wasze wypowiedzi ze sie czepiam,czy dalej twierdzicie ze bedzie dobrze i nie trzeba zmian,czekam na wasze wpisy
dbzzg
30 sierpnia 2015 at 21:13
dzisiaj skumałem o co chodzi naszemu zarządowi z tym że w ciągu 2 lat musimy awansować, czyli w tym sezonie spadamy, w przyszłym awansujemy… taka rodzi mi się w głowie żałosna prawda…
lukasz
30 sierpnia 2015 at 21:16
Nie wiem jak Wy ale czuje sie jakby mi ktos jebnal … najgorsze ze zaczyna mi to byc obojetne . Nie wiem co powie trener po tym meczu ale jak uslysze cos o tym ze czerwona kartka ustawila koncowke to jebne. Naszych „pilkarzy” nie stac nawet na dowiezienie remisu z grajaca na stojąco Miedzia. Oni nie chcieli wygrac – my im wygralismy ten mecz. Szkoda mowic kto gral jak bo niby tragedi nie bylo ale porazka czwarta juz jest. Ostatnio Shellu napisal takie zdanie na temat Burego , ze on wyprzedza mysleniem i wizja innych naszych pilkarzy (moze troche inaczej ale cos w ten desen). O kazdym mozna mowic takie rzeczy ale najpierw dobrze byloby zobaczyc to na boisku. Ten chlop poza dwoma meczami spada w dol, nie spelnia oczekiwan, nie robi roznicy nie wprowadzil jakosci a wrecz przeciwnie. Podobno ma przyjsc Iwan. Dla mnie to jakis kabaert bierzemy 4 pomocnika (Bury Trochim Betkowski a tera Iwan) a w obronie nie ma rywalizacji. Naprawde zastanawiam sie czy tylko na takie odgrzewane kotlety nas stac panie dyrektorze Proksa? Obym sie mylil a Iwan odmieni oblicze naszej gry… ale ile juz bylo nadziei ? Za kazdym razem nastepowalo zderzenie z rzeczywistoscia co niestety widac po frekwencji na trybunach … marazm, zal i brak widokow na przyszlosc…
Misiek
30 sierpnia 2015 at 21:18
Można wprowadzić nowy zwyczaj. Aby z ”kopaczem – cieniasem” meczu wywiad po porażce przeprowadzili przedstawiciele wq… kibiców… Ciekawe, który odważny by się tłumaczył czemu tak spartolił…
lukasz
30 sierpnia 2015 at 21:18
kibic ja nie twierdzilem ze nie tzreba zmian ale albo ZMIANY ale dajmy sobie spokoj. Ile juz bylo zmian u nas ? kroko – w huj i efekt zawsze taki sam. Brak kogos kto nauczy pilakrzy czym jest gra w pilke, bo dzis Miedz stala a nam sie nie chcialo przyspieszyc gry. Czemu ? Podobno (sam nie slyszalem) Goncerz w Polsacie powiedzial ze grali na remis … jesli to prawda … no niestety skladam bron.
Misiek
30 sierpnia 2015 at 21:20
Mimo wszystko to ją chciałbym się mylić…
Łukasz
30 sierpnia 2015 at 21:22
Niestety z tym graniem na remis to prawda ,słuchałem tego wywiadu Goncerza i nie mogłem w to uwierzyc co ten gość gada!!!
dbzzg
30 sierpnia 2015 at 21:27
taktyka żałosna, kopanie pod swoją bramką wszerz, zero szybkich przejść między liniami, zero łamania lini i głebokości w grze, i te umiejętności piłkarskie… do lini i wrzutka na ślepo najlepiej w aut, żenujące jest to ze żaden pomocnik nie umie dośrodkować, żaden pomocnik nie nie idzie 1 na 1 i w kółko to samo, sam gonzo w polu karnym a przy nim 4-5 z miedzi, mimo to nasze bezmózgie pomocniki wrzucają bezsensownie piłkę nawet nie patrząc co się dzieje w polu karnym, inne bezmózgi się tylko patrzą na 25 metrze i nikt nie wejdzie w te pole karne żeby przypadkiem nie pomóc, ale z drugiej strony nawet jak wejdą w te pole karne to szanse na otrzymanie niezłej centry sa zerowe. To jest totalne piłkarskie dno zarówno pod kątem taktyki jak i umiejętności piłkarskich, minimum 50% składu jest za słaba na pierwsza lige, Piekarczyk jeśli chce zachować resztki swojego nazwiska powinien tym jebnąć wciul, nie jest bez winy ale wydaje mi się że z tego szrotu żaden trener nic nie zrobi. Powtórzę to jeszcze raz, umiejętności piłkarskie połowy drużyny to poziom 2-3 ligi chociaż w 3 lidze niemal każdy już umie walczyć, podać, dośrodkować wiec to i tak może za wysoko oceniam
kibic
30 sierpnia 2015 at 21:31
Lukasz jest jeden prosty sposob na uratowanie naszej gry,odsunac od zespolu wszystkich bylych naszych zawodnikow,nalerzy im sie szacunek ale ich miejsce jest w lozy honorowej,trzeba sciagnac caly nowy sztab szkoleniowy zewnatrz i nie wieze ze nas na to nie stac,podobno wraca Iwan,sciagnac na szybko srodkowego obroncy i napastnika,gra jednym w takim meczu to tragedia,trenerowi juz chyba zabraklo koncepcji na gre,jedyny walczacy facet Trochim grzeje lawe,cos jest nie tak,na temat prezesa i Proksy wypowiadac sie nie bede bo znasz moje zdanie na ich temat,posluchaj wypowiedzi Gonza,Franczaka ci ludzie nie wiedza co mowia tak jakby mowili o innym meczu moze trzeba ich poslac na badania,twierdza ze mecz byl pod kontrola a ja sie pytam jaka
kibic
30 sierpnia 2015 at 21:47
Jeśli już w ogóle iść na następny mecz to jedynie po to , aby zrobić w końcu porządny protest i pokazać zarządowi i tym kopaczom co o nich sądzimy. Proponuję oprawę w tym temacie. Zaprezentować nasze zdanie i wyjść ze stadionu niech grają przy pustych.
GieKSiarz
30 sierpnia 2015 at 21:49
to jest nasz kapitan http://www.polsatsport.pl/Film/Goncerz-Zbyt-Szybko-Uwierzylismy-W-Remis_6326684/index.html
Misiek
30 sierpnia 2015 at 21:55
Iwan… Śmiać się czy płakać… Wystarczy spojrzeć na tabele ekstraklasy i zestawić z faktem kto zlał mistrza Polski…
kibic
30 sierpnia 2015 at 22:21
oni robia z nas posmiewisko wystarczy posluchac wypowiedzi pilkarzy i trenera,mozecie dalej twierdzic ze sie czepiam ale paru gosciom w klubie czeba podziekowac i sie pozegnac czas na zmiany i to konkretne
JR-100%
30 sierpnia 2015 at 22:57
Panie cygan, przychodząc do Gieksy obiecywał Pan sponsora strategicznego. Nie dotrzymał Pan słowa, kolejne bajki, ale fajnie siedzi się na stołku z grubym dupskiem i kasuje się co miesiąc 40 tys zł. A co do Pana Proksy za te transfery, których Pan dokonał i co do których był Pan sceptycznie nastawiony- to świadczy tylko o tym, że jeszcze Pan odczuwa walkę z Gołowkinem (dla przypomnienia ciężki nokaut).
lukasz
30 sierpnia 2015 at 23:04
Smutne to wszystko, ja oczekuje jakiejs konferencji zarzadu na temat gry naszego zespolu jakies kroki jakies zmiany … cokolwiek bo narazie mam wrazenie ze ten marazm wszystkim pasuje a kasa z Urzedu wiecznie plynac nie bedzie…
Irishman
30 sierpnia 2015 at 23:49
Zostałem tu wywołany do tablicy ale co ja mam powiedzieć? Smutno mi i tyle! Smutno, gdy czytam triumfujących…..hmmmm…..podobno kibiców GieKSy, że mieli rację, bo mój ukochany klub znowu przegrał. I co mam teraz może przepraszać, że w niego wierzę?!? Że wierzę w te, ukochane trójkolorowe barwy?!? Nie będę przepraszał, bo nadal w nie wierzę! Ale tym bardziej mi smutno, bo zobaczyłem dziś w tych ukochanych barwach bardzo, bardzo przeciętną drużynę. Czeka nas niewyobrażalny ogrom pracy, aby zrobić z tej drużyny ekipę, która mogłaby awansować, a potem utrzymać się w ekstraklasie. ALE DAMY RADĘ! Tylko, że ma rację prezes Cygan – tego się w rok chyba jednak nie da zrobić… Nie mamy takich pieniędzy!
Chomik64
31 sierpnia 2015 at 00:13
Pobieraj z Chomika bez opłat za transfer danych!!
http://chomikuj2.twojanagroda.pl/9a2f87cb/1
Piotrek
31 sierpnia 2015 at 01:00
Na ławę posadzić Jurkowikiego.Pielorz spowrotem na obronę. Do bramki spowrotem Dobro. Czemu nie gra Januszkiewicz? Ciechanski wpuszczony w 90 minucie po co taka zmiana Dać mu szansę od pierwszych minut. I grać dwoma napastnikami a nie jednym Gonzem. A jak nie to jeszcze 10 takich jak Wojtek Trochim I będzie walka . Bo szybciej będzie ekstraklasa kobiet w Katowicach. I może jakiś doping na meczu naszych Pań ?
kibic
31 sierpnia 2015 at 10:32
do Irshman my wiezymy w nasz klub i jest nam przykro ze przegrywaja,niestety nie wiezymy juz Cyganowi,Proksie i co najgorsze juz trenerowi i paru grajkom co natychmiast powinni wyladowac w rezerwach,a jaka mamy odpowiedz zarzadu na gre i wyniki zadna maja nas w dupie i robia z nas posmiewisko
antyGrzyb
31 sierpnia 2015 at 11:20
Oni graja z nami w ciula to pokazac należy ze i my potrafimy. Propnuje mecz bez dopingu na znak ze nie jest nam obojętne to co się dzieje w klubie i jak oni w żaden sposób nie odpowiedaja na nasze glosy choćby na takiej stronie jak ta to my mamy inne sposoby alebo im rozkurwimy szatnie bo po ciul im niech się przebierają na parkingu albo nie kibicujemy
Pytam Was kibice cy dostaliście kiedykolwiek jaks odpowiedz na adres emal który podajecie przy logowaniu się? Ja pisze pradziwy i na pewno jakby to czytali choćby w min stopni mogli by się odnieść do np. moich obelg ale i pytan