Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Katowiczanie czekali na to aż trzy lata
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z pięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W najbliższą sobotę (drugiego marca, o godzinie 17:30) kobieca drużyna rozpoczyna rundę rewanżową Orlen Ekstraligi meczem z Czarnymi Sosnowiec. Spotkanie będzie transmitowane na antenie TVP Sport. Piłkarze przegrali wyjazdowe spotkanie z Wisłą Płock 1:2 (1:1). Prasówkę po tym meczu można przeczytać TUTAJ. Najbliższe spotkanie (zaległe z jesieni) drużyna rozegra na Bukowej już jutro (dwudziestego siódmego lutego, o godzinie 18:00). Przeciwnikiem będzie Miedź Legnica. Z okazji jubileuszu 60-lecia powstania GieKSy przed i po tym meczu będzie sporo atrakcji. Kolejne „normalne” ligowe spotkanie piłkarze rozegrają w sobotę drugiego marca ze Zniczem Pruszków. Mecz rozpocznie się o godzinie 12:40 na Bukowej.
Siatkarze wygrali w hali w Szopienicach z wyżej notowanym AZS-em Olsztyn 3:2, następne spotkanie zespół rozegra szóstego marca. Przeciwnikiem będzie Exact Systems Hemarpol Częstochowa.
Hokeiści w minionym tygodniu rozegrali dwa spotkania: z Energą, przegrany 1:4 oraz wygrany z Zagłębiem 4:2. Do rozegrania w rundzie zasadniczej zostało jedno spotkanie z STS-em Sanok. Spotkanie zostanie rozegrane jutro w Sanoku. Początek o godzinie 18:00.
PIŁKA NOŻNA
wkatowicach.eu – Jubileuszowy mecz GKS-u Katowice. Wyjątkowa oprawa spotkania GieKSy z Miedzią Legnica
Na wtorek, 27 lutego zaplanowano spotkanie GKS-u Katowice z Miedzią Legnica. Tego dnia przypada 60. rocznica powstania GKS Katowice. Z tej okazji dla kibiców przygotowano specjalne atrakcje oraz okazyjną cenę biletów na trybuny Stadionu Miejskiego przy Bukowej.
We wtorek 27 lutego o godz. 18:00 piłkarze GKS-u Katowice zmierzą się na Stadionie Miejskim przy ul. Bukowej z Miedzią Legnica. To będzie wyjątkowe spotkanie, bo właśnie tego dnia GieKSa będzie świętować swoje 60. urodziny.
Meczowi towarzyszyć będzie moc atrakcji, by w jak najlepszy sposób uczcić jubileusz klubu. Bramy stadionu otworzą się już o godz. 16:30, a na kibiców czekać będą specjalna strefa gastronomiczna, pokaz sprzętu wojskowego przygotowany przez Wojskowe Centrum Rekrutacji z Katowic oraz prezentacja samochodów dostarczonych przez partnera GKS-u – salon Auto-Zięba.
Dla najmłodszych fanów przygotowane zostanie sportowe miasteczko. Klub razem z Decathlon Katowice w specjalnej strefie przy Trybunie Głównej zaoferuje zabawy i konkurencje, które zachęcą do aktywności na świeżym powietrzu. Na wszystkich fanów czekać będą też pamiątkowe bilety z jubileuszowego spotkania. Atrakcją będzie też przedmecz w wykonaniu zawodników GKS-u i Miedzi drużyn do lat 11.
Piłkarze GKS-u wyjdą na mecz w specjalnej oprawie. Wyjątkowe będą też ich stroje, bo klub przygotował trykoty nawiązujące do górniczych tradycji GieKSy.
Symbolicznego pierwszego kopnięcia piłki dokona Franciszek Sput, który jest rekordzistą pod względem liczby występów dla GKS-u. Legendzie Klubu towarzyszyć będzie 11-letni Fabian z Akademii „Młoda GieKSa”.
W przerwie meczu odbędzie się konkurs, w którym do wygrania będą cenne nagrody. Na Bukowej będzie też wyjątkowo także po zakończeniu gry. Wtedy nad stadionem rozbłysną fajerwerki. To jednak nie koniec. Boisko przy Bukowej zostanie zadymione, a następnie rozpocznie się pokaz laserów. W połączeniu z muzyką całość ma stworzyć znakomite widowisko dla wszystkich odbiorców.
Dodajmy, że w trakcie meczu będzie prowadzona zbiórka dla Domu Aniołów Stróżów. W ten sposób Klub kolejny raz włączy się w pomoc dla swojego wieloletniego partnera, który niesie pomoc dzieciom.
Bardzo zależy nam na godnym uczczeniu jubileuszu 60-lecia Klubu. Za nami turniej Spodek Super Cup, którego GKS był głównym partnerem. Dla wszystkich sekcji zostały też przygotowane stroje dedykowane jubileuszowi. Wierzymy, że mecz GKS-u z Miedzią będzie wielkim świętem całej społeczności skupionej wokół Klubu, dlatego spotkanie ma tak wyjątkową oprawę, a bilety kosztują symboliczne 5 zł. Nam tym obchody jubileuszu się jednak nie kończą. Szykujemy się też do gali, w trakcie której uhonorujmy legendy GKS-u – podkreśla prezes GKS-u Katowice, Krzysztof Nowak.
Bilety na mecz można zakupić na stronie internetowej bilety.gkskatowice.eu. Stacjonarnie bilety dostępne są w Regionalnym Centrum Informacji Turystycznej (Katowice, Rynek 13) oraz w Oficjalnym Sklepie GKS Katowice (Katowice, Bukowa 1A). W dniu meczu wejściówki dostępne są w kasach Stadionu Miejskiego.
SIATKÓWKA
siatka.org – Niespodzianka w Katowicach. GKS wygrał z AZS-em Olsztyn
Do niespodzianki doszło w Katowicach, gdzie tamtejszy GKS niespodziewanie wygrał z Indykpolem AZS-em Olsztyn 3:2. Po trzech partiach prowadzili przyjezdni 2:1, nie wykorzystali swoich szans. Nie mający nic do stracenia siatkarze z Górnego Śląska ruszyli do ataków. Ich zryw okazał się skuteczny, wygrali kolejne dwie partie i dopisali do swojego konta cenne dwa punkty. Porażka zespołu z północnej Polski skomplikowała ich sytuację w grze o grę w fazie play-off.
Z powodu choroby w szeregach gości nie mógł wystąpić Moritz Karlitzek. Po wykorzystaniu kontry przez Manuela Armoę przyjezdni prowadzili 4:1. Od tego momentu zaczęło się naprzemienne zdobywanie punktów i dopiero po zatrzymaniu Alana Souzy seria ta została przerwana (8:9). W środkowym fragmencie seta katowiczanie zaczęli popełniać błędy własne, zwłaszcza w polu serwisowym, ale nie tylko. Po trafieniu z prawego skrzydła przez Souzę przegrywali już czterema ,,oczkami”, a kiedy przestrzelił Łukasz Usowicz – nawet pięcioma. Dodatkowo Davide Saitta przełożył dłonie na drugą stronę siatki i sytuacja miejscowych w samej końcówce była bardzo trudna. Grali oni dużo słabiej w przyjęciu, co przekładało się także na ich ofensywę. Akademicy grali skuteczniej i prezentowali się lepiej, dlatego premierową odsłonę spotkania wygrali pewnie do 18.
Po wykorzystaniu kontry przez Alana Souze oraz bloku Szymona Jakubiszaka goście rozpoczęli drugą partię od prowadzenia 6:3. Szybko jednak miejscowi doprowadzili do wyrównania, gdyż przechodzącą piłkę wykorzystał Łukasz Usowicz. Po asie serwisowym Jakuba Jarosza wyszli nawet na dwupunktowe prowadzenie. Duża w tym zasługa zagrywki, którą wzmocnili w porównaniu do poprzedniej partii. Set ten miał jednak wyrównany przebieg i po skończeniu kontry przez Kamila Szymenderę ponownie był remis. Gospodarze uwierzyli jednak, że mogą tą partię wygrać i z każdą akcją grali coraz lepiej. Kiedy trafił Jakub Jarosz mieli trzy ,,oczka” więcej i to oni prowadzili grę. Siatkarze Javiera Webera próbowali się zbliżyć, ale ich gra nie wyglądała już tak dobrze i zaczęli mieć coraz więcej kłopotów. W końcówce seta nic się nie zmieniło. Olsztynianie cały czas mieli punkt bądź dwa straty i ostatecznie po zepsutej zagrywce Souzy przegrali go do 23.
Początek trzeciego seta obfitował w wiele błędów po obu stronach siatki. Choć prowadzący zmieniał się to żadna z drużyn nie mogła uciec rywalowi. Nawet gdy były ku temu okazje to zawodnicy obu drużyn nie potrafili tego wykorzystać. Dopiero przy zagrywkach Marcina Walińskiego to się zmieniło. Cztery odbicia po stronie gości i blok na Manuelu Armoi sprawiły, że zrobiło się 8:11. Jednak podopieczni Grzegorza Słabego szybko przewagę stracili, gdy dwukrotnie z blokiem nie poradził sobie Jakub Jarosz. Olsztynianie ograniczyli ilość zepsutych zagrywek i od razu miało to przełożenie na wynik. Mimo choroby na boisku pojawił się Lukáš Vašina, gdyż graczom GKS-u potrzeba było skutecznego ataku. Kiedy z prawego skrzydła zapunktował Alan Souza to siatkarze Indykpolu AZS-u mieli dwa ,,oczka” więcej, ale po udanym bloku w wykonaniu katowiczan zrobiło się po 21. Decydujące dla losów tego seta okazało się wykorzystanie kontry przez Armoę (23:21). Do końca tego seta trwało naprzemienne zdobywanie punktów i po ataku Kamila Szymendery set zakończył się wygraną olsztynian.
Na początku czwartej partii długo utrzymywał się wynik remisowy. Goście ponownie przestali kończyć swoje akcje i powrócili do popełniania błędów. Po ataku w antenkę Alana Souzy oraz zagraniu blok-aut przez Lukáša Vašinę było 10:7, co wyraźnie podbudowało gospodarzy. Dobrą zmianę dał Vašina, który wyraźnie poprawił skuteczność lewoskrzydłowych, a dodatkowo dobrze czytał zamiary atakujących rywali. Katowiczanie w ważnych momentach punktowali też blokiem, dzięki czemu zwiększyli różnice do czterech ,,oczek”. Serię dobrych ataków po obu stronach siatki przerwał Jakub Jarosz, który posłał zagrywkę nie do przyjęcia. Postawiło to przyjezdnych pod ścianą, którzy nie potrafili znaleźć rozwiązania na skutecznych gospodarzy. Dużym ich mankamentem była słaba zagrywka, która nie wyrządzała zbyt wiele krzywdy. Trener Weber nie miał zbyt wielkiego manewru zmian, więc niewiele mógł zmienić. Ich licznik zatrzymał się na 20 punktach i wygrany miał zostać wyłoniony po tie-breaku.
W nim szybko na dwupunktowe prowadzenie wyszli siatkarze GieKSy. Przy zmianie stron gospodarze mieli trzy ,,oczka” więcej po tym jak pomylił się Alan Souza. Joshua Tuaniga wiele piłek kierował do Souzy, który jako jeden z nielicznych utrzymywał skuteczność. Jednak i on się zaciął, dlatego katowiczanie niebezpiecznie odskoczyli. Dobrze w ich szeregach spisywał się Jakub Jarosz, który w ważnych momentach brał na siebie ciężar zdobywania punktów. Od momentu wejścia na boisko wspierał go Lukáš Vašina, który skutecznym atakiem z lewego skrzydła dał swojej drużynie aż pięć meczboli. Całe spotkanie zakończył Marcin Waliński udanym zagraniem z lewego skrzydła. Wygrana ta pozwoliła im awansować na trzynaste miejsce w tabeli PlusLigi.
MVP: Jakub Jarosz
GKS Katowice – Indykpol AZS Olsztyn 3:2 (18:25, 25:23, 23:25, 25:20, 15:10)
Składy zespołów:
GKS: Waliński (12), Jarosz (25), Saitta (3), Kvalen (8), Adamczyk (2), Usowicz (7), Mariański (libero) oraz Mielczarek, Fenoszyn, Domagała (1), Vasina (11), Krulicki (5)
dziennikzachodni.pl – Katowiczanie czekali na to aż trzy lata
W rozegranym 26 lutego meczu 23. kolejki PlusLigi siatkarzy GKS Katowice pokonał po zaciętym boju Indykpol AZS Olsztyn 3:2. Katowiczanie na wygraną z Akademikami czekali trzy lata, a poniedziałkowy pojedynek trwał aż 153 minuty.
Siatkarze GKS Katowice na wygraną z Indykpolem AZS Olsztyn czekali od marca 2021 roku. W poniedziałkowe popołudnie katowiczanie podejmowali Akademików we własnej hali w Szopienicach i po trzech latach wreszcie ich pokonali przerywając serię trzech kolejnych zwycięstw gości w PlusLidze.
W pierwszym secie od początku do końca prowadzili olsztynianie. Podopieczni trenera Grzegorza Słabego kilka razy dochodzili rywali na odległość jednego punktu. Ostatni raz taki wynik widniał przy stanie 11:12, ale później goście zdobyli cztery punkty z rzędu i odskoczyli na bezpieczną odległość, a w końcówce jeszcze ją powiększyli zdobywając ostatni punkt po zepsutej zagrywce Sebastiana Adamczyka.
Druga partia była bardziej wyrównana. Początkowo ton nadawał w niej AZS, który prowadził 7:4. Katowiczanie szybko jednak odrobili straty i po ataku Jakuba Jarosza wyszli na prowadzenie 17:14, które mimo zaciekłej walki olsztynian, utrzymali do końca seta.
Równie zacięty bój oglądaliśmy w trzecim secie. GKS prowadził w nim 12:9, lecz goście zdobyli pięć punktów z rzędu i odskoczyli na 12:14. Ostatni remis był przy stanie 21:21, a w dramatycznej końcówce, w której nie zabrakło długiej wideoweryfikacji olsztynianie przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść, a piłkę setową skończył Kamil Szymendera.
W czwartej partii od stanu 7:7 uwidoczniła się przewaga gospodarzy, dla których najwięcej punktów zdobywał niezawodny Jarosz. Katowiczanie odskoczyli na 10:7. Od stanu 19:16 to był już popis GKS, który wygrał seta 25:20 po ataku Lukasa Vasiny.
W tie-breaku drużyna trenera Słabego szybko objęła prowadzenie 3:1, a strony boiska zmieniła przy wyniku 8:5. Kilkupunktową bezpieczną przewagę katowiczanie utrzymali do końca partii i cieszyli się z siódmej wygranej w tym sezonie PlusLigi. Był to jednocześnie trzeci wygrany tie-break GKS w obecnych rozgrywkach. Ostatni punkt w trwającym 153 minuty meczu zdobył Marcin Waliński, a MVP spotkania wybrany został Kuba Jarosz.
HOKEJ
hokej.net – KH Energa Toruń zatrzymuje lidera! Hat trick Larionovsa
KH Energa Toruń przed własną publicznością pokonała 4:1 GKS Katowice. Decydująca o losach spotkania była końcówka trzeciej tercji, w której gospodarze zdobyli trzy bramki. Architektami zwycięstwa „Stalowych Pierników” byli świetnie dysponowany między słupkami Julius Pohjanoksa oraz strzelec trzech bramek- Danila Larionovs.
W składzie mistrzów Polski na dzisiejsze spotkanie zabrakło Aleksi Varttinena, zmiana nastąpiła również w obsadzie bramki, gdzie trener Płachta podjął decyzję o zadysponowaniu do gry Michała Kielera. Obraz początku spotkania w dużej mierze został zdeterminowany przez wydarzenia z 80 sekundy, kiedy to arbitrzy podwójną karą mniejszą „2+2” za grę wysoko uniesionym kijem wykluczyli z gry lidera katowickiej ofensywy, Joone Monto. Podopieczni Juhy Nurminena pomimo sposobności gry przez cztery minuty w liczebnej przewadze nie zdołali oddać strzału na bramkę strzeżoną przez Michała Kielera. Pierwsza tercja nie obfitowała w sytuację bramkowe, a żadna ze stron nie potrafiła znaleźć recepty na zdominowanie wydarzeń na lodzie. W 10. minucie „Stalowe Pierniki” stanęły przed kolejną możliwością gry w przewadze, jednak i tym razem nie przyczyniło się to do otwarcia wyniku spotkania. Po wyrównaniu formacji goście coraz śmielej radzili sobie w poczynaniach ofensywnych, co zdołali udokumentować w 19. minucie. Mocne uderzenie na toruńską bramkę posłał Jakub Wanacki. Odbity przez Pohjanoksę krążek skierowany został wprost na kij Miro Lehtimakiego, któremu nie pozostało nic innego jak skierować gumę do siatki.
Dużo żwawsze tempo zafundowali nam po przerwie zawodnicy GieKSy. W pierwszych minutach goście wypracowali sobie wyśmienite okazje do zdobycia bramki, krążek po uderzeniach gości albo mijał światło bramki, albo na jego drodze stawał świetnie dysponowany Pohjanoksa. W miarę upływu czasu trudno było nie ulec wrażeniu, że mistrzowie Polski mają przebieg spotkania pod kontrolą. Wydarzenia dla podopiecznych Jacka Płachty skomplikowały się jednak w 31. minucie. W tercji środkowej Maciej Kruczek dopuścił się niebezpiecznego zagrania w okolice głowy Daniła Larionovsa. Decyzją arbitrów na kapitana GKS-u została nałożona kara 5 minut za przewinienie oraz kara meczu. Na domiar złego po 25 sekundach kolejnego przewinienia dopuścił się Jakub Wanacki, co oznaczało, że przez kolejne dwie minuty goście zmuszeni będą bronić podwójnego osłabienia. Choć torunianie w dzisiejszym spotkaniu mieli spore problemy z rozgrywaniem swoich przewag, to z tak szczodrego prezentu ze strony rywali nie wypadało im nie skorzystać. W 33. minucie Daniła Larionovs zmienił lot krążka po uderzeniu Paulsa Svarsa i doprowadził do wyrównania. Szansa na odpowiedź dla GieKSy nadeszła w 36. minucie, gdy na ławce kar zasiadł Kamil Kalinowski, wynik nie uległ jednak zmianie do końca drugiej tercji.
W 43. minucie goście mieli doskonałą okazję, aby ponownie objąć prowadzenie. Mateusz Michalski świetnie dostrzegł wjeżdżającego do tercji za akcją Jakuba Wanackiego. Gdy wydawało się,że reprezentacyjny duet książkowo rozegrał atak, w ostatniej instancji krążek zatrzymał przesuwający się za podaniem Pohjanoksa, kolejny raz ratując swój zespół. Obie strony w trzeciej tercji miały swoje okazje, aby wyjść na prowadzenie. Niemoc strzelecka trwała aż do 53. minuty. Ambitnie walczący w forechecku Mirko Djumić zdołał wyłuskać krążek dla swojej drużyny. Akcje sfinalizował Mikałaj Syty i tym sposobem „Stalowe Pierniki” zdołały po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru wyjść na prowadzenie. Po straconej bramce, goście ruszyli w poszukiwaniu wyrównania, jednak torunianie nie zamierzali w biernej defensywie wyczekiwać końca spotkania. W 59. minucie pracujący na remis zawodnicy GKS-u znacznie utrudnili sobie zadanie, za sprawą dwuminutowych wykluczeń nałożonych na Hampusa Olssona I Jakuba Wanackiego. Ledwie czterech sekund potrzebowali grający w podwójnej przewadze torunianie, by podwyższyć swoje prowadzenie, drugi raz na listę strzelców wpisał się Larionovs. Na 90 sekund przed końcem spotkania, trener Płachta porzucił wszystkie kalkulacje i ściągnął do boksu Michała Kielera. Strzałem do pustej bramki wynik spotkania ustanowił Daniła Larionovs, czym skompletował hat tricka.
GieKSy patent na Zagłębie
GKS Katowice pokonał przed własną publicznością Zagłębie Sosnowiec 4:2, czym odnotował piąte w tym sezonie zwycięstwo nad rywalem zza miedzy. Bohaterem ostatniego domowego spotkania katowiczan w sezonie zasadniczym był Sam Marklund, który zapisał na swoim koncie dwie bramki.
Pierwsza tercja toczyła się w pełni pod dyktando o gospodarzy. Mistrzowie Polski nie mieli większych problemów aby wprowadzić krążek do tercji rywala, a następnie tamże go utrzymywać. Choć zespół Piotra Sarnika przejawiał sporą wolę walki i ambicję, to większość pojedynków na bandach padało łupem katowiczan. W 8. minucie Tomasz Kozłowski został zaproszony przez arbitrów do boksu kar, jednak GieKSa nie potrafiła zamienić liczebnej przewagi na zdobycz bramkową. Najbliżej szczęścia był Hampus Olsson, lecz z jego soczystym strzałem poradził sobie Szczepkowski, pewnie mrożąc krążek. Zespół Jacka Płachty sposobu na sosnowieckiego golkipera szukał mocnymi uderzeniami spod niebieskiej linii, jednak Mikołaj Szczepkowski zdawał swój egzamin zadowalająco. Otwarcie wyniku powinno nastąpić w 16. minucie gdy Ben Sokay pomknął z krążkiem na sosnowiecką bramkę. Kanadyjski napastnik wręcz podręcznikowo wymanewrował Szczepkowskiego lecz mając otwartą drogę do bramki posłał krążek w słupek.
Drugą tercję gospodarze rozpoczęli w liczebnej przewadze, gdyż Tomasz Kozłowski na 28 sekund przed końcem pierwszej odsłony zasiadł na ławce kar. I tym razem mistrzowie Polski nie zdołali odczarować swojej niemocy strzeleckiej w przewagach. W 22. minucie nastąpiło otwarcie wyniku. Hampus Olsson posłał podanie wzdłuż bramki, bierność defensywy gości pozwoliła aby dotarło ono do Sama Marklunda, który w tej sytuacji zobowiązany był skierować krążek do bramki. 3 minuty później Szczepkowski po wrzutce Delmasa, raz jeszcze zmuszony był wyciągać gumę z własnej bramki, jednak sędziowie analizując zapis video, doszukali się gry wysokim kijem przez jednego z napastników zbijających krążek do bramki. W 33. minucie Ryan Cook bez pardonu potraktował Kamila Sikorę, czym zdaniem arbitrów przekroczył przepisy. Mający nieco więcej przestrzeni na lodzie Michał Naróg, zdecydował się na indywidualny rajd, który przyniósł gościom wyrównanie. Niedługo przyszło drużynie Zagłębia cieszyć się remisem. W 37. minucie Miro Lehtimäki otrzymując krążek za bramką, indywidualnie wykończył akcję, sprawiając, że Szczepkowski nie zdążył się nawet zorientować, w którym momencie krążek wpadł do jego bramki. W 38. minucie w odstępie 30 sekund do boksu kar zostal oddelegowani Smal i Pasiut, co sprawiło, że GieKSa poraz trzeci w ciągu dwóch spotkań zmuszona była bronić podwójnego osłabienia. Tym razem katowiczanie dali popis świetnej gry obronnej, wybraniając 90 sekund gry 5 na 3.
Początek trzeciej tercji to mocne uderzenie gospodarzy. W 42. minucie Santeri Koponen uderzył z pełnego zamachu, a lot krążka przeciął pozostawiony bez żadnej opieki Joona Monto, czym nie dał żadnych szans na interwencję Szczepkowskiemu. W 44. minucie Olli Valtola został wykluczony z gry karą mniejszą, a GieKSa w końcu zdołała zamienić przewagę na bramkę. Szybkie rozegranie krążka na bramkę zamienił Sam Marklund. Do 52. minuty wydarzenia utrzymywały się pod kontrolą katowiczan. Na ławkę kar zostali wzajemnie oddelegowani za Monto i Lindgren, jednak goście mieli sposobność gry w przewadze, gdyż Monto został wykluczony karą „2+2”. Zagłębie wykorzystało liczebna przewagę za sprawą trafienia Patryka Krężołka, który dobił krążek do bramki, po interwencji Murraya. To jednak okazał się być ostatni akcent ofensywnych poczynań gości i wraz z upływem 60 minuty, na tablicy wciąż widniał wynik 4:2.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze