Felietony
Jeszcze nie gasimy światła…
Jesteśmy już po wszystkich meczach 31. kolejki. Łudziliśmy się, że po naszej porażce przegra i Zagłębie Sosnowiec. Niestety Zagłębie wygrało w Suwałkach, wygrała też Chojniczanka w Grudziądzu. Powoduje to bardzo złą sytuację naszej ekipy w walce o awans, ale jeszcze nie beznadziejną.
To oznacza, że do Chojniczanki musimy odrobić punkt, a do Zagłębia aż cztery. Czyli przy naszych trzech zwycięstwach, sosnowiczanie musieliby zdobyć maksymalnie pięć punktów. Czyli mogą sobie nawet pozwolić na porażkę (!), bo w przypadku dwóch wygranych już ich nie dogonimy. Jest to realne, patrząc przez pryzmat całej wiosny, ale czy tak się stanie – to w dużej mierze loteria.
Wszystkie te wyliczenia mają jednak sens tylko w przypadku trzech naszych wygranych. I nie ma kalkulacji, tym bardziej, że GKS zagra z Kluczborkiem w sobotę, a zarówno Zagłębie, jak i Chojniczanka – dzień później.
Ktoś by powiedział, że musimy się oglądać na siebie, a nie zastanawiać nad rywalami. Nie da się jednak tego zrobić. Zdobycie 9 punktów to już absolutnie warunek konieczny i absolutnie niewystarczający. Zagłębie musi się potknąć nie w jednym, a w dwóch meczach. I tak to, co jeszcze daje nam iluzoryczną nadzieję, to porażki Miedzi i Podbeskidzia.
Co tu pisać o meczu z Kluczborkiem? Zespół MKS wczoraj spadł z pierwszej ligi. Najgorsza drużyna ligi, już dawno bez szans na utrzymanie, drużyna, która w tym sezonie wygrała tylko trzy mecze. Na wyjazdach zdobyła cztery punkty. Pisane więc, że wygrać ten mecz to obowiązek, to jak napisać, że trawa jest zielona.
Co zrobi trener, jak podejdą do tego meczu piłkarze? Nie mają wyjścia, muszą grać o te trzy wygrane. Zepsuli już prawie wszystko w tej rundzie, ale dopóki tli się iskierka nadziei, trzeba walczyć. Bywały w piłce tak niesamowite historie, jak choćby kilka lat temu w Polsce gole Lecha w Chorzowie i utrata bramki przez Wisłę w derbach w 90. minutach swoich meczów, co zupełnie odwracało sytuację i dało Lechowi tytuł Mistrza Polski. Podobna sytuacja miała miejsce kiedyś z Realem i Barceloną.
Jeszcze nie gasimy światła…
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

MilowiceZS
18 maja 2017 at 13:50
My was cyganki juz zgasilismy co mecz to porazka z Wialkim Zaglebiem.Extraklasa dla Zaglebia
tombotleg
18 maja 2017 at 14:31
Trzeba się ogarnąć w następnym sezonie, nowy trener, kilka wzmocnień i gramy dalej, już widzę tych zaglębioków w ekstraklapie, filia Legii będzie tam niezłym chłopcem do bicia, w tym roku nikt nie powinien awansować za całokształt wyczynów, przecież oni z nami u siebie nie potrafili jednej akcji zrobić a jednak wygrali kabaret.
Mecza
18 maja 2017 at 14:33
Jak wygramy 3 mecze a Sosnowiec wygra 2 mecze i zajmiemy 3 miejsce to będzie gorsze dla psychiki niż gdybyśmy wszystko już przegali. O zgrozo po 3 zwycięstwach może Brzęczek zostać na kolejny sezon.
kejta
18 maja 2017 at 14:38
Shellu prosze cie skoncz juz z tymi tekstami i nie nakrecaj wszystkich od nowa bo dostaniemy baty od Olimpii i sie skonczy marzenie o awansie. Jakby GKS mial awansowac to juz dawno by to zrobil. Liga jest tak slaba ze szok wystarczylo wygrac ze 2,3 mecze a oni wszystko w plecy. Awansu mialo nie byc i nie bedzie! Ciekawe tylko co bedzie z Brzeczkiem?
tombotleg
18 maja 2017 at 14:54
Faktycznie możemy wygrać 3 mecze i nie awansować a ten wuefista dalej tu będzie, nie pomyślałem o tym nawet to by były jajca
1964
18 maja 2017 at 17:24
Światła nie gasimy,ale co z tego jak nie ma żarówki!Awans przegrany na własne życzenie!Zarząd przespał zimę!Na filmie kulisy meczu z Górnikiem wodać uśmieszek na twarzy prezesa ,od siedmiu boleści!To prezes kolega po przegranej poklepie i powie że następnym razem będzie lepiej.Wyobrażam sobie co zrobił by magnat(Marian Dziurowicz) po takich wyczynach naszych kopaczy!Ktoś napisał fajnie że jego zasługa wyprowadzenia z długów GieKSy jest znikoma.I ma racje dostawał hajs od miasta i spłacał długi.Jedyny chłop który się nadaje w zarządzie to pan Janicki który w marketingu zrobił super robotę.Reszta out.Cygan-obiecał awans w 2 lata,celu raczej nie zrealizuje won.
Motała-tranfsery zimą to jakaś paranoja-won
trener Brzęczek i jego asystent-gra jednym schematem 30 podań w poprzek boiska zagranie do boku i wrzuta do nikogo.Liczenie na szczęście po rożnych i autach.-won
Miasto Galerii sorry Katowice!Wstyd że takie miasto nie ma drużyny piłkarskiej i stadionu na miare ekstraklapy.Zobaczcie co dzieje się w hokeju kontraktują najlepszych polskich krążkoklepów.Oni za darmo grać nie będą.Czyli się da!Wkurwia mnie to że prezydent najważniejszą dyscyplinę sportową w tym kraju ma za nic.Na siate do spodka zapierdalał zawsze,na B1 miał wyjebane.
Mam nadzieję że miasto się ogarnie i nie będzie nas kibiców robiło w chuja!Za długo to trwa.Propozycja spotkania po sezonie z UM,w sprawie piłkarskiej GieKSy to konieczność!Mamy osoby decyzyjne wśród kibiców i mam nadzieję że owe spotkanie się odbędzie!
Mecza
18 maja 2017 at 18:44
@1964, prezydent Miasta nie musi się intersować piłką i na siłę lansować się na Bukowej aby miasto inwestowało w piłkę. To jest wiodąca sekcja na którą idą największe pieniądze i tak zostanie. Nie pieniądze są w Katowicach problemem a ich wydawanie tzn osoby zarządzające pionem sportowym. GKS jest teraz 1 ligowym takim Zagłębiem Lubin, duży budżet nędzne zarządzanie sportem, w dodatku spadli dwa raz z tą kasą.
1964
18 maja 2017 at 18:59
Ja nie mówie że ma chodzić na każdy mecz ale w 2 lata był raz na finale zagraj na bukowej.Mógłby przynajmniej stwarzać pozory.Będąc taką figurą w mieście będąc na GieKSie pokazałby kibicom że jest z nimi i mu zależy na piłkarskiej GieKSie!
hajna
18 maja 2017 at 22:52
Taka szansa jest tylko teoretycznie bo w realu jej nie ma z takim trenerem przemeczonymi zawodnikami kompletnie nieprzygowanymi do sezonu ale pomarzyć może każdy choć Shellu powinien być realistą i nie tworzyć zbędnej japonki.
Irishman
19 maja 2017 at 09:13
Oczywiście, że trzeba walczyć. Przed nami są drużyny ani specjalnie nie przygotowane do gry w ekstraklasie, ani specjalnie nie atrakcyjne dla LOTTO Ekstraklasy. Powiem więcej, oni tam w Nowym Sączu, Sosnowcu i Chojnicach sami są zaskoczeni miejscem, które zajmują na 3 kolejki przed końcem.
Tak więc róbmy swoje (jakkolwiek głupio to nie zabrzmi w kontekście tego co robimy) i poczekajmy co tam wydarzy się i na boisku, i na posiedzeniach Komisji Licencyjnej.
Aczkolwiek jeśli mimo nawet trzech zwycięstw nie awansujemy to po prostu nie wyobrażam sobie tego, aby trenerem miał u nas pozostać Brzęczek. Ja już normalnie nie mogę na tego gościa patrzeć albo słuchać co gada, wpadam wręcz w jakąś traumę, jak widzę co on wyprawia z drużyną, co mówi w pomeczowych wywiadach itp. I autentycznie, szczerze współczuje redaktorom (ktokolwiek się tego podejmie), którzy będą pisać zaraz analizę możliwych ustawień drużyny na mecz z Kluczborkiem.
Mecza
19 maja 2017 at 09:41
Można powiedzieć że ktokolwiek awansuje w tym roku jest murowanym kandydatem do spadku (w razie co podsunąłem pomysł na pierwszą oprawę w ekstraklasie) Co do braku licencji nie chciałbym takiego awansu.
LupusHanysInFabula
19 maja 2017 at 09:48
1964 puknij Ty się synek w czoło , gdyby nie UM ignorancie to by już dawno tego klubu nie było !!! Miasto nic nie musi a co najwyżej może i na całe szczęście robi dużo dla Gieksy. Z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca te grube miliony wpompowane na Bukową to nic innego jak marnotrawstwo . Co do hokeja i siaty to chętnie zobaczyłbym zestawienie wydatków UM na te dyscypliny w Kato, wtedy byś zobaczył ile hajsu poszło na fusbal. Ciekawe też jak wypada porównanie wypłaty Gonza i załóżmy Wronki, ktoś ma jakieś pojęcie ? Drugi dostanie chociaż połowę wypłaty pierwszego ? Nie wydaje mi się…o siatkarzach nawet nie wspomnę. Zaprawdę powiadam jeżeli nie masz chwilowo gotówki by zostać głównym sponsorem Gieksy to przynajmniej nie psiocz na instytucję , która ciężkie pieniądze daje bo to się może niebawem zmienić. Nie od dziś w magistracie jest silny front uznający sponsorowanie piłki jako wyrzucanie hajsu w błoto. Pyrsk
hans33
19 maja 2017 at 10:07
Lupus, racja w 80%,jednakże, miasto wydaje pieniądze podatników, którzy w większości są kibicami GKS
stefan
19 maja 2017 at 10:45
Lupus , chciałbyś zobaczyć liste płac i wydatków? Zapomnij o tym !
Irishman
19 maja 2017 at 11:21
Lupus, nie gadaj głupot, że wydawanie pieniędzy na piłkę to marnotrawstwo! Fusbal to dziś potężne narzędzie marketingowe, które MĄDRZE WYKORZYSTANE może przynieść ogromne korzyści.
Wszyscy dookoła to rozumieją więc tylko się cieszyć, że zrozumieli to także w Katowicach. Aczkolwiek ja jestem z kolei bardzo ciekawy zestawienia ile kasy wydały na piłkę (w tym na „budowę” stadionu) Katowice, a ile znacznie biedniejsze przecież Zabrze (mają też handbalistów), Chorzów (mają też handbalistki) czy Tychy (mają też hokeistów)!
Oczywiście zupełnie inna sprawa jak te pieniądze są wydawane. I tu (jako podatnik) też mogę się zastanawiać:
– dlaczego wydano kilka baniek na projekty nowego stadionu przy Bukowej, po czym to wywalono do kosza?
– dlaczego do realizacji wydawałoby się poważnego projektu pt. Awans do ekstraklasy zatrudniono menedżera i trenera na dorobku, bez sukcesów?
– dlaczego nie było żadnej reakcji, żadnej minimalnej nawet presji ze strony UM, czy choćby prezesa gdy ten projekt stawał pod coraz większym znakiem zapytania?
Irishman
19 maja 2017 at 11:35
Mecza, mnie też by się to nie podobało, gdybyśmy zdobyli awans przez brak licencji dla kogoś tam.
Ale jakbyś się czuł jakby tak np. wyprzedził nas Górnik i w ten sposób awansował?
A z resztą potencjał organizacyjny to też jest pewna wartość, którą trzeba w końcu docenić! Właśnie niesprawiedliwe jest to, że jedne kluby liczą każdą złotówkę, a inne budują swoją siłę sportową, a co za tym idzie sukcesy NA KREDYT i śmieją się w twarz tym frajerom, którzy oszczędzają.
1964
19 maja 2017 at 14:51
lobusHanys chyba nie czytałeś ze zrozumieniem.Ja kibicem GieKSy jestem już prawie 40 lat więcnie wyzywaj mnie od synków!Piszę o tym jak chwalony jest Cygan.Spłacił długi bo dostawał hajs od miasta.To nie jego polityka czy inne opcje doprowadziły do tego że wyszliśmy na prostą.I chwała miastu za to!Niestety ale sportowo odkąd stery objął prezes Cygan to jesteśmy dalej w dupie!Hokej pewnie reprezentanci kraju którzy przychodzą do GieKSy zarabiają mniej niż kopacze ale za darmo na pewno nie pszyszli.Chodzi mi o to że „nazwiska” dało się namówić na grę w GieKSie.Nie pisałem nic o marnotrawieniu kasy!
Mecza
19 maja 2017 at 14:54
Nie będzie mnie ściskać przy awansie Górnika, prędzej Sosnowca. My to my a co by powiedział Cerimagic? Dopiero dołek. Szanse Górnika oceniam na 1%, nie wiem skąd ta euforia w Zabrzu.