Dołącz do nas

Hokej Kibice Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka

Gorąca noc pod Spodkiem. Kibice świętowali awans GieKSy czyli tygodniowy wielosekcyjny przegląd doniesień mediów

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej oraz hokeja GieKSy.

Wczoraj piłkarze rozegrali mecz ostatni mecz ligowy w sezonie 2020/21, z drużyną Sokoła Ostróda. GieKSa przegrała 2:3 (1:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Po zakończeniu sezonu w sekcjach: kobiecej piłki nożnej, siatkarskiej i hokejowej trwają ruchy/rozmowy kadrowe w przed startem nowego sezonu.

 

PIŁKA NOŻNA

tylkokobiecyfutbol.pl – Ekstraligowa giełda transferowa – notowanie pierwsze

Przerwa między rozgrywkami, to gorący czas transferowy. Wiele kontraktów się kończy, więc zawsze odbywa się spory ruch na rynku transferowym. Czas na pierwszy odcinek naszej transferowej giełdy. Zapraszamy!

[…] GKS KATOWICE

PRZYBYŁY : –

mogą przyjść : Monika Sowalska

ODESZŁY : Jessica Ludwiczak (szuka klubu), Klaudia Miłek (Górnik Łęczna), Zofia Buszewska (Czarni Sosnowiec)

mogą odejść : Kinga Kozak

 

kobiecyfutbol.pl – Nadja Stanovic wraca do kadry!

Nadja Stanovic po dłuższej przerwie powróciła do gry w kadrze narodowej, jej reprezentacja wygrała 2:1 po zaciętym meczu z Maltą!

Piłkarka GKS-u Katowice zagrała pierwszy mecz po ponad roku przerwy w reprezentacji narodowej, ostatnie spotkanie rozegrała w starciu przeciwko Irlandii. Głównym powodem braku możliwości wyjazdu piłkarki na kadrę były obostrzenia spowodowane Covid-19, brak zgody klub na wyjazd na Bałkany. Poprosiliśmy Nadję o wypowiedź na temat meczu z Maltą oraz przyszłości jej kadry narodowej.

– Myślę, że realizowaliśmy wszystkie założenia taktyczne co do tego spotkania z Maltą. Mecz był bardzo ciężki i mimo tego, że byłyśmy na to przygotowane i tak przez chwile wprowadziliśmy trochę paniki w naszym graniu. A co do mojego występu oczywiście jestem zadowolona ale wiadomo, że zawsze można lepiej grać.

– Mamy bardzo młody zespół i każdy wie, że jesteśmy małym krajem i z ciężka przeszłością, ale staramy się dawać z siebie jak najwięcej .Chcemy ciągle pracować nad sobą i być wyżej niż jesteśmy aktualnie.

– Myślę że do poprawy jest bardzo dużo nie tylko po tym meczu ale rzecz nie leży tylko w tym meczu. Więc tak jak mówię przeanalizujemy wszystko i będziemy pracować jak do tej pory.

Mecz towarzyski

Malta – Czarnogóra 1:2 (1:2)

 

sportdziennik.com – Rafał Górak: Za nami lekcja cierpliwości

Rozmowa z Rafałem Górakiem, trenerem GKS-u Katowice, meldującego się po 2-letniej przerwie w I lidze.

Jak to już przy Bukowej zostało powiedziane – załatwiliście bardzo poważną sprawę. GKS w I lidze…

Rafał GÓRAK: – Życie zatoczyło koło. Również wokół mnie, bo GieKSa przez cały czas jest obok. Wszyscy wiedzą, że już kilka lat temu tu byłem. Teraz jestem drugi raz. Mieliśmy coś do zrobienia. To poważna sprawa, a nie domek z kart – zawsze tak do tego podchodziłem i będę podchodził – obojętnie, czy będę jej trenerem, czy kibice, czy obojętnie kim, bo życie pisze różne scenariusze. Ale teraz nieważne są odczucia Rafała Góraka. Górak niech będzie schowany do szafy.

Najistotniejsze jest to, że GKS Katowice wrócił do pierwszej ligi. Taki plan przed dwoma laty wyznaczyliśmy sobie z dyrektorem Góralczykiem i grupą będącą nad nami. Wiedzieliśmy, że to plan ambitny, ale do zrealizowania. Dążyliśmy do tego. Przed rokiem przełknęliśmy gorzką pigułę, ale może tak właśnie miało być? Może nauczyliśmy się w GKS-ie Katowice cierpliwie uczyć… cierpliwości? Mam nadzieję, że to taka pierwsza lekcja dla nas wszystkich; kibiców, ludzi wokół klubu, a i dla mnie , skoro to tak bliski mi klub. To świetna sprawa, zrobić awans.

Dwa lata temu był spadek i wiele do zrobienia. Teraz jesteśmy bardzo szczęśliwi. Liczy się ten moment, ten awans. Strasznie się cieszę, dziękuję wszystkim dookoła. Potem będziemy się regenerować i myśleć o tym, co przed nami.

Kluczowe są chyba słowa o cierpliwości. Po przegranym poprzednim sezonie nie było rewolucji, a sensowne wzmocnienia. Gdy w tym sezonie nie szło, nie było w ogóle tematu zmiany trenera.

Rafał GÓRAK: – To lekcja, której – wydaje mi się – udzielili wszystkim prezes Szczerbowski i dyrektor Góralczyk. To nie ja. Ja byłem tylko od tego, by tę drużynę dobrze przygotować. Mogłem jedynie przychodzić do pracy. Czułem ogromne wsparcie, ogromną motywację.

W momencie, gdy nie szło, ci ludzie powiedzieli: „To wszystko jest w twoich rękach i ty to masz zrobić. Myśmy na ciebie postawili i my w ciebie wierzymy. Ty się o nic nie martw, a po prostu to zrób, bo masz dobry zespół i dobrze pracujesz. To ogromne wsparcie, którego nie da się przeliczyć na nic innego.

Wygrywając z Chojniczanką, wszyscy już was koronowali, ale margines błędu przed meczem ze Stalą Rzeszów, którym postawiliście kropkę nad „i”, wcale nie był duży.

Rafał GÓRAK: – Po zwycięstwie w Chojnicach wiedziałem, że mentalnie to właśnie wtedy nastał najtrudniejszy dla nas moment. Wiele osób uniosło już ręce w górę, a my zdawaliśmy sobie sprawę, że nie tylko Chojniczanka, ale też Wigry Suwałki dalej uczestniczą w tej rozgrywce. Dlatego w sobotę byliśmy w pracy, w Krakowie, obserwując, jak walczy Sokół Ostróda z Hutnikiem. Przecież nie siedzieliśmy w klubie, nie czekaliśmy na inne wyniki…

Byłem przekonany, że Chojniczanka i Wigry wygrają swoje mecze. Dokonała tego Chojniczanka, bardzo mocno na nas napierała, a my mieliśmy trochę swoich problemów. Pięciu ważnych ludzi nie zagrało ze Stalą Rzeszów. Cieszę się, że ci, którzy grali, tak świetnie wystąpili, a ławka rezerwowych też dała popis ambicji, by przypieczętować ten awans.

Jaki był najtrudniejszy moment tego sezonu?

Rafał GÓRAK: – Gdy dowiedziałem się, że mam 17 zawodników chorych na covid. Byłem przekonany, że to nie przejdzie łatwo. Kilkunastu zawodników na kwarantannie, odizolowanych… Choć nie mieli wcale dużych objawów, to chorowali, byli poza zespołowym treningiem. Wiedziałem, że to w pewnej chwili mus i wyjść, musi się pokazać. Że nie będzie pięknie i miło. Kiedy graliśmy w Kalisz, Stargardzie, zespół cierpiał wydolnościowo. Mamy to szczęście, że dysponujemy nadajnikami.

To nie jest tania sprawa, ale możemy monitorować wszelkie zapisy wydolnościowe i widzieliśmy gołym okiem, że jest bardzo źle. A nie mieliśmy czasu na trening, skoro graliśmy w ciągu 30 dni 10 meczów! To, że z tego wyszliśmy, wynikło ze strasznej mobilizacji piłkarzy, naszej pracy między zajęciami, no i tej pracy, którą wykonaliśmy przed pauzą covidową. Gdyby jej nie było, to nie dalibyśmy sobie rady.

Trzeba było wytrzymać ciśnienie.

Rafał GÓRAK: – W środowisku najniżej jest najwięcej emocji. Wszyscy mówią: „Musicie!”. Ważne są umiejętności i świadomość. Umiejętności – przecież ci zawodnicy je mają. Tak jak świadomość. Założyliśmy sobie pewien szkielet gry, a to już bardzo dużo. Na tym kształtuje się tożsamość i ta drużyna jej nabrała. Zawodnicy wiedzieli, że potrafią grać zgodnie z tym, czego byśmy chcieli.

Mieliśmy szkielet taktyczny działań w ofensywie i defensywie. Poszło. Może dlatego łatwiej było się zmierzyć z trudnym momentem, bo naprawdę wiele mieliśmy. Jakoś poszło. Już było dobrze z Wigrami, na Motorze, choć bez efektu punktowego. I to znowu była trudna chwila dla trenera. Trzeba było w jakiś sposób przekonać drużynę, że jest nieźle, ale jeszcze nie dobrze, skoro nie ma wyników, punktów, a opinia publiczna wrze. Nikomu się to nie podobało. Ale przyszło przełamanie z Bytovią, a dziś jesteśmy, gdzie jesteśmy.

Czyli w pierwszej lidze.

Rafał GÓRAK: – Musimy się do niej gruntownie przygotować. Mam fantastycznych ludzi nad sobą. Usiądę z nimi i będziemy długo rozmawiać o tym, co nas czeka.

Pańska umowa obowiązuje do 30 czerwca.

Rafał GÓRAK: – Kontrakt może się przedłużyć…

infokatowice.pl – Gorąca noc pod Spodkiem. Kibice świętowali awans GieKSy

Wczoraj zakończył się sezon II ligi, w którym GieKSa wywalczyła awans na zaplecze ekstraklasy. Z tej okazji kibice Trójkolorowych zebrali się pod Spodkiem i do późnych godzin nocnych świętowali pierwszy po 14 latach sukces swojej drużyny.

Choć GieKSa awansowała i świętowała już w poniedziałek na stadionie przy ul. Bukowej, po zwycięstwie 4:1 ze Stalą Rzeszów, wczoraj spragnieni sukcesów kibice pod Spodkiem zorganizowali kolejną fetę. Tym razem powodem było zakończenie udanego dla ich klubu sezonu.

Całość rozpoczęła się około godziny 23.00, kiedy sympatycy GKS-u wrócili z meczu wyjazdowego z Ostródy. Z dworca udali się pod Spodek, gdzie czekali już na nich inni kibice. W pewnym momencie do kilkusetosobowej grupy dołączyli także katowiccy piłkarze, którzy przyjechali z Ostródy autokarem.

W trakcie świętowania nie zbrakło sztucznych ogni i głośnych śpiewów, co można zobaczyć w materiale przygotowanym przez portal kibiców gieksa.pl.

 

HOKEJ

hokej.net – Dwuletni kontrakt Mularczyka

Szymon Mularczyk zostaje w ekipie GKS-u Katowice. 21-letni napastnik złożył dziś podpis pod nową, dwuletnią umową.

– Bardzo się cieszę, że mogę kontynuować karierę w GKS-ie Katowice. Zdążyłem się tutaj zadomowić i wierzę, że będę w stanie pomóc drużynie w kolejnym sezonie. Nie mogę się także doczekać współpracy z trenerem Jackiem Płachtą, ponieważ zdaje sobie sprawę, że jego wiedza i doświadczenie bardzo mi pomogą – mówi Mularczyk, który jest wychowankiem Polonii Bytom.

Od sezonu 2019/2020 reprezentuje barwy GieKSy. W poprzednich rozgrywkach wystąpił w 44 meczach, notując w nich 2 asysty. Na ławce kar spędził 6 minut.

 

Oficjalnie. Murray dołączył do GKS-u Katowice

GKS Katowice potwierdził w klubowych kanałach pozyskanie Johna Murraya. 33-letni bramkarz podpisał z GieKSą roczny kontrakt.

„Jasiek Murarz”, bo taki przydomek nadali mu polscy kibice, przez ostatnie cztery sezony występował w ekipie GKS-u Tychy.

Z trójkolorowymi sięgnął po trzy tytuły mistrza Polski, Puchar i dwa Superpuchary Polski. W barwach ekipy z piwnego miasta rozegrał 176 spotkań, w których bronił ze skutecznością oscylującą w granicach 93,1 procent i wpuszczał średnio 2,01 bramki na mecz. Szefostwo ekipy z piwnego miasta nie odnowiło z nim kontraktu.

Wcześniej grał też w Ciarko STS Sanok, z którym zdobył tytuł mistrzowski i z Orlikiem Opole. Przez rok występował też w kazachskim Kułagierze Pietropawłowsk.

[…] Obecna kadra GKS Katowice:

Bramkarz:

John Murray

Obrońcy:

Jakub Wanacki, Dawid Musioł, Oskar Krawczyk.

Napastnicy:

Mateusz Bepierszcz, Bartosz Fraszko, Patryk Krężołek, Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Szymon Mularczyk.

 

Murray: W każdym klubie, w jakim grałem, cieszyłem się dobrą opinią

John Murray w najbliższym sezonie będzie występował w drużynie GKS-u Katowice. Dlaczego zdecydował się na taki krok?

– To jeden z zespołów, które mają duży potencjał w kontekście kolejnego sezonu – powiedział reprezentant Polski.

[…] – Już na początku mojego pobytu w Polsce odniosłem sukces w Sanoku. W każdym klubie, w jakim grałem, cieszyłem się dobrą opinią. Pomagałem wygrywać kluczowe mecze, a co za tym idzie zdobywać mistrzostwa – podkreślił 33-letni golkiper.

[…] – Chciałem pozostać w okolicy. Przede wszystkim chciałem dołączyć do GKS-u Katowice, bo to jeden z zespołów, które mają duży potencjał w kontekście kolejnego sezonu – wyjaśnił reprezentant Polski.

– Mam nadzieję, że uda nam się awansować do finału, nawet jeśli nie uda się zdobyć mistrzostwa. Taki cel stawiam sobie przed każdym sezonem – zakończył.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga