Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice rozgromił Wisłę Kraków i myśli już nie tylko o barażach!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice –Wisła Kraków 5:2 (2:1). Piłkarkom gratulujemy zdobycia Pucharu Polski. 

 

1liga.org – GKS rozbija Wisłę
Miedź Legnica pomimo początkowych problemów pokonała Zagłębie Sosnowiec 2:1. Piłkarze z Katowic pewnie pokonali grającą w osłabieniu Wisłę Kraków 5:2
[…] GKS Katowice – Wisła Kraków (2:1)
Bramki: Arkadiusz Jędrych 22′, Adrian Błąd 33′, Grzegorz Rogala 47′, Marc Carbo (s) 63′, Mateusz Maczec 90′ – Angel Rodado 19′, Angel Rodado 82′
Fatalnie rozpoczęło się to spotkanie dla piłkarzy Wisły Kraków, bo już w 5. minucie czerwoną kartkę otrzymał Eneko Satrustegui. Niespodziewanie kilkanaście minut później to goście wyszli na prowadzenie za sprawą bramki Angela Rodado. Szybko w 22. minucie wyrównał Arkadiusz Jędrych, a prowadzenie do przerwy zapewnił katowiczanom Adrian Błąd. GKS mógł prowadzić 3:1, jednak sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Strzelanie w drugich 45. minutach rozpoczął Grzegorz Rogala, który popisał się pięknym trafieniem. Czwarte trafienie dla gospodarzy to samobójcze trafienie Marca Carbo w 63. minucie. Tlen wiślakom dał jeszcze w 82. minucie Angel Rodado, dla ktorego było to drugie trafienie w tym meczu, ale ostateczny cios w meczu zadał Mateusz Marzec.

 

katowickisport.pl – Wielki mecz GKS-u Katowice
GKS Katowice jest pewny, że sezon skończy na trzecim miejscu. Katowiczanie nadal mają szansę na awans bezpośredni. Wszystko zależy od niedzielnego wyniku meczu Arki Gdynia z Lechią Gdańsk.
Wisła grała w osłabieniu już od piątej minuty, ale i tak dosyć nieoczekiwanie wyszła na prowadzenie.
Angel Rodado dostał piłkę w polu karnym i uderzył. Futbolówka odbiła się od pięty obrońcy GKS-u, zmieniła tor lotu i wpadła do bramki.
Krakowianie nie cieszyli się długo. GKS wznowił, wywalczył rzut wolny. Dogranie ze stałego fragmentu gry wykorzystał Arkadiusz Jędrych. Ataki katowiczan nie ustępowały.
Minęło pół godziny i krakowianie stracili kolejnego obrońcę. Boisko z urazem opuścił Igor Łasicki. Zastąpił go Igor Sapała, który w tym sezonie gra niewiele. Piłka dosyć przypadkowo spadła pod nogi Adriana Błąda. Mocnym strzałem wyprowadził GKS na prowadzenie. Przed przerwą mogło być 1:3, ale po analizie VAR, sędzia nie uznał gola Oskara Repki.

 

weszlo.pl – Wisła Kraków sama się zaorała. Była dziś jak zespół z okręgówki
Wiele wskazuje na to, że w europejskich pucharach będzie nas reprezentował pierwszoligowiec. Wisła Kraków potrafiła zdominować Pogoń Szczecin na Stadionie Narodowym, a w I lidze nie wygrała w tym sezonie 20 (!) z 33 meczów i przed ostatnią kolejką ma minimalne szanse na udział w barażach. Gdy myślisz, że Wisła bardziej w tym sezonie nie może się już skompromitować, jej piłkarze mówią: „Tak? To potrzymajcie nam piwo!”. Dziś przegrała 2:5 z GKS-em w Katowicach i był to zdecydowanie najniższy wymiar kary. Zaraz będziemy pewnie słyszeć z krakowskiego obozu kolejne wymówki. Pech. Szybko stracony gol. Kontuzje. Rywal w formie. Te wymówki można tylko wyśmiać. Wisła Kraków to za duża firma, by tak kompromitować się na drugim szczeblu rozgrywek.
Wisła w najważniejszym meczu sezonu musiała ratować się Mariuszem Kutwą. Tak, nie przesłyszeliście się – Mariuszem Kutwą. Nic nie mamy do chłopaka, nie on dzisiaj najbardziej zawalił, ale sytuacja z pierwszej połowy, gdy Wisła grała już w dziesiątkę i on, trochę przerażony, musiał pojawić się na boisku, to trochę taki symbol drużyny z Krakowa. Przecież Kutwa do tego meczu w całym sezonie rozegrał ledwie 40 minut.
Oczywiście będziemy teraz słyszeć, że Wisłę dotknął w ostatnim czasie największy pech świata.
„Nie sądziliśmy, że będzie tyle kontuzji”
„Szybko straciliśmy piłkarza, w dziesiątkę gra się ciężko”
„Co można zrobić, jak w drugiej połowie tak szybko dostajesz gola?”

„Trafiliśmy na GKS, który teraz wyśmienicie gra”

Idziemy o zakład, że z krakowskiego obozu usłyszymy tego typu wymówki, a prawda jest taka, że to, co dzieje się z tym klubem w ostatnich kolejkach, to publiczne ośmieszanie się drużyny, która ludziom w średnim wieku kojarzy się z wielką piłką i wspaniałą grą. Z Henrykiem Kasperczakiem. Z akcjami Kamila Kosowskiego i Macieja Żurawskiego. Z Kalu Uche. Z reprezentantami Polski w składzie. Tymczasem Wisła w I lidze jest nijaka, a momentami bezradna jak dzieci we mgle. Współczujemy tylko kibicom.
Niby Wisła, grając w osłabieniu, potrafiła wyjść w Katowicach na prowadzenie, ale każdy człowiek orientujący się choć trochę w futbolu widział, że więcej w tym było przypadku. Strzał Angela Rodado, zadziwiający rykoszet i piłka w bramce. GKS nic sobie z tego nie robił, zaatakował i słabiutka dziś Wisła, grająca momentami jak klub z okręgówki, zaczęła przyjmować kolejne gongi. Najpierw Arkadiusz Jędrych, głową. Kto go pilnował? To dla nas zagadka. Później Adrian Błąd, ładnym strzałem, po tym, jak Angel Baena niespecjalnie chętnie blokował rywala. Przed przerwą padł jeszcze trzeci gol, ale Wisła znów miała szczęście (minimalny spalony).
Zobaczcie, jak to w ogóle brzmi – Wisła, grając o życie, miała masę szczęścia, że do przerwy przegrywała tylko jednym golem. Reszta niech będzie milczeniem. W drugiej połowie stało się to, co musiało się stać – GKS wypunktował gości. Do zdobycia trzeciej bramki (co za strzał Grzegorza Rogali w okienko!) potrzebował półtorej minuty. A później w to samo okienko, co Rogala, trafił Marc Carbo, tyle że Hiszpan władował samobója. W kolejnych minutach Wisła miała trochę szczęścia. Odpowiedziała drugim trafieniem Rodado, po fatalnym zachowaniu obrony GKS-u, ale później straciła jeszcze kolejnego gola. Skończyło się 2:5, choć wydarzenia na boisku lepiej oddawałby wynik 1:7.
[…] I jeszcze ta ironia losu – że Eneko Satrestegui, który na Stadionie Narodowym był bohaterem, bo to on w ostatniej chwili doprowadził do wyrównania, dziś okazał się największym dzbanem meczu, bo już na samym początku za głupi faul, wynikający trochę z roztargnienia, wyłapał czerwoną kartkę. W GKS-ie po raz kolejny podobał nam się 19-letni Antoni Kozubal, który bawił się z Hiszpanami z Wisły jak z amatorami. To on zaliczył 10. asystę w sezonie przy golu Jędrycha.
Kozubal, wielki talent, który po sezonie wróci pewnie do Lecha Poznań, to w tym sezonie jeden z najlepszych zawodników I ligi. Pomocnik ma wokół siebie może nie równie utalentowanych, ale solidnych piłkarzy. GKS wystawił dziś w pierwszym składzie dziewięciu Polaków, a Wisła? Tam po raz kolejny mieliśmy więcej Hiszpanów (sześciu) niż naszych rodaków (czterech) i zwłaszcza u tych pierwszych, poza skutecznym Rodado, nie widzieliśmy jakiejś wielkiej ambicji, gdy Wisła traciła piłkarza, a później kolejne gole. To chyba nie jest najbardziej rozsądna metoda odbudowywania wielkiego klubu.
[…] Dla porównania – GKS Katowice w ostatnich czterech meczach odniósł same zwycięstwa, strzelając w nich … 18 goli. Dwa razy, w Warszawie i Tychach, zapewniał sobie zwycięstwo w doliczonym czasie gry. Można mieć jaja, a można, jak Wisła, w trudnych momentach grać z przerażeniem i chować głowę w piasek.
Nie ma żadnego przypadku w tym, że GKS po tej wygranej ma jeszcze szanse na bezpośredni awans do Ekstraklasy, z drugiego miejsca. Musi liczyć na porażkę Arki w Gdańsku, a później ograć ją w Gdyni. To całkiem możliwy scenariusz. Zespół z Krakowa musi natomiast pokonać w ostatniej kolejce Bruk-Bet Termalikę i liczyć na korzystne rozstrzygnięcia innych spotkań.
Trener Wisły, Albert Rude, przyznawał przed spotkaniem, że to mecz o wszystko. Po czwartym golu dla GKS-u stał przy ławce i powtarzał tylko po hiszpańsku: „To niemożliwe”. Prezes klubu Jarosław Królewski, zajął się przed spotkaniem strofowaniem dziennikarza, Marka Wawrzynowskiego, stwierdzając, że o ile on zarządza klubem, o tyle jego adwersarz zarządza co najwyżej dojściem jego kota do kuwety

 

dziennizachodni.pl – GKS Katowice rozgromił Wisłę Kraków i myśli już nie tylko o barażach! To był mecz, który przejdzie do historii klubu
Piłkarze GKS Katowice odegrali w sobotnie popołudnie prawdziwy koncert rozbijając Wisłę Kraków 5:2. Bukowa buzowała radością, a kibice wierzą, że możlliwy jest jeszcze nawet bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy!x
Takiej atmosfery na Bukowej nie było od lat. Na trybunach pojawiło się blisko 7,5 tysiąca kibiców, którzy mieli już pewność, że ich zespół wystąpi co najmniej w barażach o Ekstraklasę. W dodatku naprzeciw stawała Wisła Kraków, dla której był to mecz o być albo nie być w strefie barażowej.

W 5 minucie kocioł na Bukowej zawrzał. Eneko Satrustegui sfaulkował wybiegającego z własnej połowy z kontrą Sebastiana Bergiera i Paweł Raczkowski słusznie wyrzucił wislaka z boiska. Falowe ataki gospodarzy skłoniły Alberta Rude do dokonania pierwszej zmiany w… 12 minucie, a to oznaczało, że ze składu, jakie otrzymali dziennikarze przed spotkaniem na murawie ubyło już trzech zawodników. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem arbitra wypadł bowiem Dawid Szot, którego zastapił Jakub Krzyżanowski.

Wiśle jednak dopisało w końcu szczęście. W 19 minucie Angel Rodado oddał strzał z 15 metrów, a piłka trafiła w Martena Kuuska, co całkowicie zmyliło Dawida Kudłę. Konsternacja katowiczan trwała niespełna dwie minuty. Wtedy Antoni Kozubal wykonał rzut wolny niemal ze środka boiska, a Arkadiusz Jędrych zamienił go w wyrównującego gola.
W 29 minucie goście stracili kolejnego zawodnika z wyjściowej jedenastki. Kontuzji doznał Igor Łasicki. A chwilę później Bukowa znów eksplodowała szczęściem. Grzegorz Rogala wrzucił piłkę w pole karne, a ta po pokonaniu całej jego szerokości została kopnięta przez Arkadiusza Błąda do siatki za plecami Antona Chichkana.
GKS dążył do zamknięcia meczu. Kapitalną okazję zmarnował Mateusz Mak, ale jeszcze większy błąd popełnił sędzia nie dyktując rzutu karnego za ewidentne zagranie ręką przez Jakuba Krzyżanowskiego. Festiwal pomyłek kontyunuował Bergier mijając się tuż przed linią bramkową z piłką podawaną przez Oskara Repkę. W 45+3 sprawiedliwości niemal stalo się zadość, jednak Raczkowski anulował trafienie Repki, uznając, że Arkadiusz Jędrych był na spalonym, chociaż kapitan gospodarzy błyskawicznie wycofał się z akcji, którą zakończył gol.
Co się odwlecze to nie uciecze. Wkrótce po rozpoczęciu drugiej połowy przepięknym strzałem bramkę zdobył Grzegorz Rogala i tym razem nawet VAR nie mógł juz Wiśle pomóc. Dominacja GKS był bezdyskusyjna, ale kolejnego gola krakowianie strzelili sobie sami, a dokładniej Marc Carbo, efektownie zamykając dośrodkowanie Repki! Humorów gospodarzom nie mógł już nawet popsuć drugi gol Rodado, zwłaszcza, że w doliczonym czasie Białą Gwiazdę ostatecznie dobił Mateusz Marzec.
Rozgromienie Wisły oznacza, że GKS zachował szansę nawet na bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy. Aby tak się stało Arka Gdynia najpierw musi przegrać w niedzielnych derbach z Lechią Gdańsk, a potem katowiczanie muszą ją pokonać w bezpośrednim starciu w Gdyni w ostatniej kolejce.

 

wislaportal.pl – Szanse już tylko iluzoryczne… GKS Katowice – Wisła 5-2
Piłkarze krakowskiej Wisły zaliczają kolejny katastrofalny występ na finiszu pierwszoligowych zmagań sezonu 2023/2024, bo grając przez niemal cały mecz w „dziesiątkę” – po czerwonej kartce Eneko Satrústeguiego już w 5. minucie – przegrywamy z GKS-em Katowice aż 2-5. Obydwa gole dla „Białej Gwiazdy” zdobył jedyny, który ostatnio nie zawodzi, a więc Ángel Rodado.
Szalenie ważny dla losów bieżącego sezonu mecz w Katowicach jeszcze się dla nas nie zaczął, a już mogliśmy mówić o ogromny, pechu. Na mecz z „Gieksą” pojechaliśmy bowiem bez kontuzjowanego Bartosza Jarocha oraz bez pauzujących za kartki Josepha Colleya i Davida Junki, a jakby tego było mało – na rozgrzewce kontuzji doznał awizowany do gry Dawid Szot. Za mało problemów? No to zrobiliśmy sobie sami kolejny, bo już w 5. minucie po niedokładnym podaniu Alana Urygi – próbując ratować sytuację Eneko Satrústegui sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Sebastiana Bergiera i przyszło nam grać w „dziesiątkę”! No i trener Albert Rudé musiał jeszcze bardziej żonglować składem, bo nie mając zbyt wielu możliwości do gry na środku obrony wprowadził niedoświadczonego Mariusza Kutwę.
Taka sytuacja sprawiła, że także i GKS musiał na chwilę przyzwyczaić się do mniejszej liczby zawodników na murawie, stąd też na pierwszą poważniejszą akcję spotkania czekaliśmy do 16. minuty, kiedy to celnie z dystansu uderzył Antoni Kozubal, ale futbolówkę pewnie wyłapał Anton Cziczkan.
No i całkiem niespodziewanie to Wisła zadała chyba zbyt pewnym siebie gospodarzom. Kacper Duda odszukał podaniem w polu karnym Ángela Rodado, a ten huknął z rykoszetem od nogi próbującego zatrzymać piłkę Märtena Kuuska i „Biała Gwiazda” wyszła w 19. minucie na prowadzenie. 1-0!
Niestety z niego nie cieszyliśmy się długo, bo już trzy minuty później stały fragment gry i dośrodkowanie na głowę Arkadiusza Jędrycha daje gospodarzom wyrównanie! 1-1… Zresztą w 25. minucie powinniśmy już przegrywać, ale Kozubal z dobrej okazji nie trafił w naszą bramkę. Zrobił to natomiast idealnie Arkadiusz Błąd w minucie 33. Katowiczanie bardzo dobrze wykorzystali więc grę w przewadze oraz kolejny kadrowy problem Wisły, bo chwilę wcześniej z urazem kolana murawę opuścił Igor Łasicki. To tak, jakby pecha Wisły było w tym spotkaniu za mało.
Mimo tych kłopotów wiślacy starali się odrabiać stratę, ale strzał z 37. minuty z dystansu Igora Sapały został zablokowany przez obrońcę gospodarzy. Po kolejnych zaś dwóch minutach GKS znów miał znakomitą okazję do podwyższenia wyniku, ale Cziczkan zatrzymał w sytuacji sam na sam Mateusza Maka, a także poprawę w wykonaniu Oskara Repki. Po chwili gospodarze domagali się jeszcze od sędziego Pawła Raczkowskiego podyktowania rzutu karnego za zagranie ręką Jakuba Krzyżanowskiego, ale arbiter wyraźnie wskazał, że jego zdaniem przewinienia wiślaka nie było.
Nie było też gola dla wciąż atakujących gospodarzy w 42. minucie, bo Cziczkan kapitalnie odbił piłkę po strzale głową Repki, a z dobitką nie zdążył Bergiel. Zanim zaś obydwa zespoły zeszły do szatni gospodarze zdobyli wprawdzie trzeciego gola za sprawą Repki, tyle że wcześniej był spalony, stąd też do przerwy nasza strata była tylko jednobramkowa.
Jeszcze jednak dobrze nie zaczęła się II połowa, a było już 1-3. Nikt z wiślaków nie doskoczył bowiem do Grzegorza Rogali, a ten huknął z dystansu i jeśli ktokolwiek mógł się łudzić, że Wisła będzie jeszcze w stanie odwrócić losy tych zawodów, to mógł o tym zapomnieć. Kolejne minuty to zresztą wciąż wyraźna przewaga gospodarzy, ale w 56. minucie to Rodado miał swoją okazję na strzał, ale obrońca gospodarzy zdołał zablokować uderzenie Hiszpana. Od 63. minuty było już jednak aż 1-4, bo niefortunnie zagraną ze skrzydła piłkę wybijać próbował Marc Carbó, trafiając do własnej bramki!
Wynik mógł być dla nas po chwili jeszcze gorszy, ale błąd Cziczkana uratował Uryga. W odpowiedzi w 72. minucie rozmiary naszej porażki po podaniu od Rodado zmniejszyć powinien Jesús Alfaro, ale nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Dawidem Kudłą.
W końcówce meczu wynik dla gości poprawić miał szansę w 79. minucie Mateusz Marzec, tyle że uderzył z dystansu niecelnie. Celnie uderzył za to wykorzystując błąd obrony w 82. minucie Rodado, doprowadzając do wyniku 2-4.
Wisła jeszcze starała się coś w tym spotkaniu zdziałać, ale choćby strzał Dudy z 86. minuty z dystansu był niecelny. Za to w doliczonym czasie gry Marzec wykończył już pewnie składną akcję gospodarzy i ustalił wynik tego jednostronnego meczu na 5-2.
Ostatecznie Wisła przegrywa w Katowicach różnicą trzech bramek, ale od goli ważniejsza jest kolejna strata punktów! Ta dzisiejsza oznacza, że aby zagrać w barażach liczyć musielibyśmy na szalenie korzystny splot wydarzeń w meczach, które pozostaną do rozegrania nie tylko w 33. kolejce, ale także za tydzień w ostatniej serii gier. Taka matematyka to już jednak chyba zbyt wiele, tym bardziej, że sami nie pomagamy sobie w grze o wymarzoną Ekstraklasę. Plany na nią odkładać należy niestety na raczej bliżej nieokreśloną przyszłość…

 

polsatsport.pl – Koszmar Wisły Kraków! „Biała Gwiazda” rozbita w Katowicach
Aż siedem goli zobaczyli kibice w Katowicach. GKS pokonał przed własną publicznością Wisłę Kraków 5:2 w spotkaniu 33. kolejki Fortuna 1 Ligi. Warto wspomnieć, że przez niemal cały mecz goście musieli radzić sobie w osłabieniu.
Kluczowa dla losów spotkania była sytuacja z piątej minuty gry. Szansę, by wyjść na sytuację „sam na sam” z bramkarzem Wisły, miał Sebastian Bergier. Napastnik GKS został jednak sfaulowany przez Eneko Satrusteguiego. Sędzia Paweł Raczkowski postanowił ukarać Hiszpana czerwoną kartką. Od tamtej pory drużyna Alberta Rude musiała radzić sobie w dziesiątkę.
Niespodziewanie jednak to piłkarze „Białej Gwiazdy” zdobyli bramkę na 1:0. Do siatki w 20. minucie spotkania do siatki trafił Angel Rodado. Radość krakowian nie trwała jednak długo. 120 sekund później do wyrównania strzałem głową doprowadził Arkadiusz Jędrych. Grająca w przewadze „GieKSa” wyszła na prowadzenie w 33. minucie gry. Gola na 2:1 strzelił Adrian Błąd.

Przed przerwą gospodarze mieli jeszcze szansę na podwyższenie prowadzenia. Ostatecznie jednak podopieczni Rafała Góraka zeszli na do szatni z jednobramkową przewagą.
Tuż po wznowieniu gry zawodnicy GKS zdobyli trzecią bramkę. Świetnym strzałem z dystansu popisał się Grzegorz Rogala. Kwadrans później padł gol na 4:1 i było to trafienie samobójcze. Bramkarza swojej drużyny pokonał Marc Carbo.
Wówczas stało się jasne, że Wisła nie ma szans na wywiezienie z Katowic korzystnego rezultatu. „Białą Gwiazdę” stać było jednak na strzelenie gola na 2:4. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Rodado. Wynik meczu na 5:2 w doliczonym czasie gry ustalił Mateusz Marzec. GKS wygrał umocnił się na trzecim miejscu w tabeli i przynajmniej do niedzieli zachował matematyczne szanse na wyprzedzenie drugiej Arki Gdynia. Z kolei Wisła straciła punkty po raz trzeci z rzędu i jej sytuacja w kontekście gry w barażach o awans do PKO BP Ekstraklasy znacząco się utrudniła.

 

sportowefakty.wp.pl – Niewiarygodny gol w Katowicach. Wisła Kraków na kolanach
Grzegorz Rogala popisał się fantastycznym strzałem w meczu GKS-u Katowice z Wisłą Kraków. Być może była to jego najładniejsza bramka w karierze.
Przed tym meczem sprawa była prosta: GKS Katowice musiał pokonać Wisłę Kraków, żeby zachować szansę na zajęcie drugiego miejsca w Fortuna I lidze, co będzie oznaczać bezpośredni awans do PKO Ekstraklasy.
Spotkanie w Katowicach było nieprawdopodobne. Eneko Satrustegui został usunięty z boiska już w 5. minucie za faul taktyczny. Co więcej, to Wisła wyszła na prowadzenie po strzale Angela Rodado (i wyraźnym rykoszecie), ale później to gospodarze dali popis ofensywnej gry.
Wyrównał niezawodny Arkadiusz Jędrych, później bramkę zdobył Adrian Błąd, ale fajerwerki GKS zatrzymał na drugą połowę. Dosłownie, bo Grzegorz Rogala odpalił prawdziwą petardę zza pola karnego.
28-latek raczej nie jest kojarzony ze strzelania dużej liczby goli, natomiast po tym meczu na pewno nie ucieknie od haseł, że potrafi uderzyć z dystansu. Oj, zdecydowanie potrafi.
Dostał podanie przed „szesnastką”, poprawił sobie piłkę i po prostu huknął lewą nogą ile sił. Wyszło perfekcyjnie i piłka wpadła w samo okienko bramki Wisły. Było to jego czwarte trafienie w obecnym sezonie.

 

gazetakrakowska.pl – Wisła Kraków beznadziejna w Katowicach. GKS zmiótł „Białą Gwiazdę” i jej marzenia o ekstraklasie
To czarny dzień dla Wisły Kraków jak koszulki GKS-u Katowice, który zdemolował „Białą Gwiazdę” w meczu, który miał przedłużyć szanse tej ostatniej na grę w barażach o awans do ekstraklasy. Teraz są one tylko matematyczne, ale powiedzmy sobie szczerze, po tak kompromitującym meczu, jaki rozegrali podopieczni Alberta Rude mało kto wierzy, że taki scenariusz może w ogóle się jeszcze zrealizować.
Dla Wisły w tym meczu problemy rozpoczęły się już przed pierwszym gwizdkiem. Kontuzji na rozgrzewce doznał Dawid Szot i w wyjściowym składzie musiał na szybko zastąpić go Jakub Krzyżanowski. Wprowadziło to też zmiany w ustawieniu obrony Wisły, w której ostatecznie na prawej stronie rozpoczął Igor Łasicki, w środku Alan Uryga z Eneko Satrusteguim, a na lewej wspomniany Krzyżanowski.
Mecz na dobre jeszcze się nie zaczął, a Wisła już grała… w dziesiątkę. Alan Uryga niedokładnie zagrał do Eneko Satrusteguiego, tego uprzedził Sebastian Bergier, który pierwszy dotknął piłkę i został sfaulowany przez Hiszpana. Decyzja mogła być tylko jedna, czerwona kartka i „Biała Gwiazda” od 5 min grała w dziesiątkę. Pamiętając jak Wisła radziła sobie w tym sezonie w osłabionym składzie, kibice mieli prawo w tym momencie mocni zwątpić w wygraną krakowian czy choćby remis…
Na brak jednego ze środkowych obrońców Albert Rude zareagował szybko. Zdjął z boiska Mikiego Villara i wpuścił Mariusza Kutwę. GKS tymczasem cisnął od pierwszych minut bardzo mocno. Zamykał wręcz krakowian na ich połowie. Ci bronili się jednak dobrze, nie dopuszczali do bardzo groźnych sytuacji pod swoją bramką. Do czasu, jak się miało okazać…
W 19 min Wisła wyprowadziła jeden z nielicznych ataków. W końcu piłka trafiła do Angela Rodado, a ten zdecydował się na strzał z pola karnego. Miał w tym wszystkim trochę szczęścia, bo po drodze był rykoszet od Martena Kuuska, ale lobem piłka poleciała do bramki GKS-u.
„Biała Gwiazda” miała zatem prowadzenia, mogła nim wprowadzić nieco nerwowości w szyki gospodarzy. Problem w tym, że nie pocieszyła się nim zbyt długo. Już w 22 min było bowiem 1:1. GKS miał rzut wolny. Daleko od bramki Wisły, więc Antoni Kozubal posłał dalekie dośrodkowanie w pole karne. A tutaj krakowscy obrońcy dopuścili do strzału głową, czy raczej lekkiego trącenia piłki Arkadiusza Jędrycha. To wystarczyło. Katowice wyrównały.
Na tym nieszczęścia Wisły się nie skończyły, bo po 30 minutach gry z boiska musiał zejść Igor Łasicki. Wszystko z powodu kontuzji.
Niewiele później Katowice już prowadziły. Po akcji lewą stroną i zagraniu do środka piłka trafiła do Adriana Błąda, który uderzył z dystansu idealnie, przy słupku. Wisła leżała na deskach. To, że miała jeszcze nadzieję na to, że może z nich wstać, zawdzięczała Antonowi Cziczkanowi, który w dwóch przypadkach bronił strzały z bliska, do których dopuszczali jego koledzy z obrony. W doliczonym czasie gry nawet Białorusin nie był nic w stanie zrobić, ale na szczęście dla wiślaków chwilę wcześniej na spalonym był Arkadiusz Jędrych, więc sędzia Paweł Raczkowski gola nie uznał. W ten sposób pozostawił Wiśle cień szansy, że po przerwie może coś jeszcze się zmienić. Biorąc pod uwagę przebieg pierwszej połowy, był to właśnie zaledwie cień…
Nadzieje beznadziejnie grającej w sobotę Wisły rozwiane zostały jednak już na początku drugiej połowy, gdy po rzucie rożnym nie udało się na dłużej zażegnać niebezpieczeństwa i Grzegorz Rogala potężnym strzałem z dystansu w samo okienko dał już dwie bramki zapasu Katowicom. Gospodarzom było mało. Atakowali z rozmachem, szukali kolejnych goli. I znaleźli w 63 min. A może inaczej, dostali kolejny prezent od Wisły, bo Marc Carbo tak wybijał piłkę wślizgiem, że zapakował ją idealnie pod poprzeczkę.
Ze strony krakowskiej honor próbował ratować Angel Rodado, chyba jedyny piłkarz, do którego po tym meczu trudno mieć o cokolwiek pretensje. Jego gol na 4:2 mógł jednak tylko nieznacznie osłodzić smak tej porażki. Na moment, bo GKS jeszcze strzelił piątą bramkę. Wisła zagrała w Katowicach koszmarny mecz. W niczym nie przypominała drużyny, która walczy o życie. Porażki w sporcie się zdarzają, ale to, co zaprezentowali krakowianie, to po prostu kompromitacja! Przejdą do historii jako najgorszy zespół w blisko 120-letniej historii klubu z ul. Reymonta. Nigdy wcześniej Wisła nie kończyła bowiem sezonu tak nisko, jak to się stanie obecnie.

 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga