Dołącz do nas

Felietony

Utrzymanie – sfera cudu i abstrakcji

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Możemy sobie pisać felietony, nagrywać podcasty, ostrzegać, bić na alarm, zauważać różne błędy, ale jakie to ma znaczenie? W klubie zawsze wiedzieli i wiedzą lepiej, bo przecież to są „profesjonaliści”.

„Bo są w klubie na co dzień i lepiej wiedzą, jaka jest sytuacja”.

„Bo to trener wie najlepiej, w jakiej dyspozycji są zawodnicy i wystawia optymalny skład”.

„Bo piłkarze wiedzą o co grają i chcą się zrehabilitować za poprzedni mecz”.

I tak dalej, i tak dalej, ciągle te same frazesy i błędy. Od kilku lat zauważamy coś – i w czasie, gdy o tym mówimy, w klubie uważają to za atak i przejaw nadmiernych emocji, a po czasie zawsze się okazuje, że mieliśmy rację i cały tabun piłkarzy i trenerów z tego klubu wylatuje z hukiem. Zostajemy tylko my – kibice – ze standardowym, odwiecznym „a nie mówiłem?”. Tylko jaka to jest satysfakcja, gdy po chwili przychodzi nowy sort coraz to gorszych piłkarzy oraz gorsi trenerzy.

Przeraża mnie to, że klub zmierza z zawrotną prędkością do drugiej ligi, a ja nie widzę u kibiców złości, jakiejś chęci walki o to utrzymanie za wszelką cenę. Widzę i słyszę zewsząd zobojętnienie i pogodzenie się z tym losem. Ludzie zastanawiają się, z kim to będziemy grać w II lidze, jak dalekie będą wyjazdy i czy będziemy grać derby z Ruchem. To zobojętnienie było widać także na meczu z Rakowem.

Przeraża mnie to, a jednocześnie to rozumiem. W pełni rozumiem, bo sam tak mam. Nie wierzę w to utrzymanie. Nie twierdzę, że jest ono niemożliwe, że nagle coś się nie zmieni i GieKSa zacznie na tyle punktować, by zapewnić sobie ligowy byt, ale wątpię w to. Ostatnie lata pokazały, że niemożliwe dla naszych piłkarzy jak najbardziej nie istnieje i przewalili masę spotkań, których wyjściowo przegrać nie mieli prawa. Dodatkowo robili to w tak kompromitującym stylu, że różne myśli się nasuwały.

Przeraża mnie to, że nie widzę sportowej złości u piłkarzy. Niestety nie widziałem jej także, gdy udawaliśmy, że walczymy o awans. Te następujące po sobie szatnie są tak bezjajeczne, tak mało ambitne, takie miałkie, że jakiekolwiek sukcesy nie miały prawa być osiągnięte. A teraz z nożem na gardle – nadal nie ma adrenaliny. Jest tylko standardowo żel na włosy i radość z kolejnych darmowych wakacji w Turcji…

Ech, znów byłem naiwny. Dałem się nabrać na ten okres przygotowawczy i byłem spokojny o utrzymanie z Dudkiem. Nie wiem czy się pomyliłem, to się dopiero okaże. Ale widząc te dwa mecze, tę wiarę straciłem.

Dałem się nabrać sparingom w zimie. Naprawdę pomyślałem, że idzie to w dobrym kierunku, a Dudek ogarnie. Niestety dwa ligowe żenujące mecze, w których nie dało się choćby odrobinę pochwalić żadnego z 27 „aktorów” (celowo traktuję w tej liczbie te dwa mecze rozłącznie, mimo że wielu zawodników się powtórzyło) pokazały, że sparingi okazały się odwróconą zasłoną dymną, czyli nie ukryły atutów, a mankamenty. Choć słowo mankamenty zarezerwujmy może dla takich klubów jak ŁKS czy Stal. U nas to nie są mankamenty, tylko po prostu żenujący poziom: sportowy i mentalny. Piłkarzy, trenerów oraz ludzi z gabinetów.

Dariusz Dudek od czasu przyjścia do GKS ma średnią 0,6 punktu na mecz. To oznacza, że jeśli nadal punktowałby w taki sposób do końca sezonu, to nie dogoni będących nad kreską Wigier nawet, gdyby zespół z Suwałk przegrał wszystkie mecze.

Problem w tym, że sytuacja nie rozwiąże się nawet jeśli Dudek od teraz podwoi swoją średnią, bo na koniec rozgrywek zgromadzi wówczas 31 oczek, czyli Wigrom wystarczą dwie wygrane w trzynastu meczach, aby nie dać się dogonić GieKSie. Żeby o czymkolwiek myśleć, trener musi punktować trzy razy tyle, co dotychczas.

Żeby sobie uświadomić, w jak tragicznej sytuacji jest GKS Katowice, przyjrzyjmy się liczbom. W ostatnich pięciu sezonach do 15. miejsca (pierwszego nad kreską) trzeba było uzyskać następującą liczbę punktów: 41, 30, 41, 35, 38.

Patrząc na obecną liczbę punktów drużyn nad kreską możemy zapomnieć, żeby do utrzymania wystarczyło 30 oczek. Analizując pozostałe sezony i czyniąc założenie, że Wigry utrzymają swoją średnią punktową z tego sezonu (1,08), do utrzymania potrzebne będzie minimum 36 punktów, ale może się okazać, że ta liczba będzie nawet 2-3 punkty większa. Pozostańmy jednak przy wspomnianych 36 punktach. Co to oznacza dla GKS?

Ano to, że w pozostałych 11 meczach, trzeba będzie zgarnąć 18 punktów. Czyli przykładowe bilanse 6-0-5, 5-5-3, 4-6-1. Gołym okiem widać, że katowiczanie muszą wygrywać co drugi mecz. A jeśli będą „chcieli” wygrywać co trzeci, to praktycznie nie mogą sobie pozwolić nawet na 2 porażki.

A przecież wiemy, że GieKSa w tym sezonie nie wygrywa co drugiego meczu, tylko co szósty.

Wiemy, że na jedenaście meczów GieKSa nie przegrywa jednego meczu, tylko sześć.

Wiemy, że najdłuższa seria bez porażki w tym sezonie wynosi dwa.

Wiemy, że najdłuższa seria zwycięstw wynosi jeden.

Wiemy też, że notowaliśmy serie 3 i 4 porażek z rzędu. Że notowaliśmy serie 4, 5 i 7 meczów bez zwycięstwa.

Jeśli myśleliśmy, że po „udanym” okresie przygotowawczym coś się w tej materii zmieni, to okazało się, że byliśmy w błędzie. GieKSa nie tylko powiela fatalną dyspozycję z jesieni, ale nawet jeśli dwa ostatnie mecze w 2018 roku były stosunkowo przyzwoite i dały cień nadziei, to pierwsze dwa w tym roku – były o pięć klas gorsze. Zespół nawet się nie zatrzymał w rozwoju, tylko się cofnął.

Sezon był, owszem, do uratowania. Dwie kolejki temu. Naprawdę wystarczyło wygrać lub nawet nie przegrać z Wigrami. Niestety start do rundy „z przytupem” spowodował, że teraz utrzymanie w tej lidze należy rozpatrywać w kategorii cudu.

Obecnie nawet przyzwoita, jak na GKS, postawa tego utrzymania nie da. Bo jednak wspomniane wygrywanie co drugi mecz trzeba by było uznać za postawę wybitną – dość powiedzieć, że gdyby takie niezbędne teraz punktowanie mieć od początku sezonu, utrzymywałoby to nas w realnej grze o awans.

Przed nami mecz z Jastrzębiem, tak naprawdę mecz niemalże ostatniej szansy. Jeśli w tej kolejce nie uda się zmniejszyć straty do bezpiecznego miejsca będzie już bardzo źle. Jeśli ta strata się powiększy, to naprawdę będzie można już odtrąbić spadek z hukiem do drugiej ligi. Na samym początku wiosny…

14 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

14 komentarzy

  1. Avatar photo

    PanGoroli

    14 marca 2019 at 10:36

    Realnie, to w następnych 3 meczach można liczyć na 1 punkt, może. Zostanie nam wtedy 7 kolejek do końca i co najmniej 10 punktów straty, i mecz z Chrobrym już nie o życie, tylko o szansę chwycenia się brzytwy…
    Niestety widać, że pozostawienie Bartnikowi-Szkodnikowi misji ratowania GieKSy było potężnym błędem prezesa Janickiego. Kontrowersyjna decyzja Szkodnika z Dudkiem, zarówno personalnie, jak i jeśli chodzi o czas, gdy została podjęta, jak narazie wygląda na przysłowiowy gwóźdź do trumny. Nowe twarze jak zwykle nie wnoszą żadnej jakości.
    Ja w tej chwili nie martwię się o utrzymanie w 1 lidze. Ja martwię się o utrzymanie w 2 lidze. To wszystko wygląda mi na dalekosiężny plan Szkodnika na derby jego 2 drużyn – Myszkowa i naszej GieKSy.

  2. Avatar photo

    PanGoroli

    14 marca 2019 at 10:50

    A, i mecze z Odrą, Chojną i Chrobrym, kluczowe w kontekście jakichkolwiek jeszcze szans, będziemy grać w odstępach 3 dni…

  3. Avatar photo

    Irishman

    14 marca 2019 at 11:32

    A ja tak trochę irracjonalnie, po kibicowsku jeszcze trochę wierzę, że może się uda? Oczywiscie to taka sama wiara jak prawie co roku na wiosnę, tyle tylko, że dotąd łudziłem się, że nagle zaczniemy punktować i zrobimy awans. Teraz też wmawiam sobie, że pierwsze mecze zawsze bywają gorsze, trochę loteryjne, że może musieliśmy się zaaklimatyzować do polskiego błota (na szczęście nie śniegu) o tej porze roku po sparingach na tureckich dywanach, że w drugim meczu trafiliśmy na „galacticos” z Częstochowy 😉 itp. itd. No i tak będę wierzył jeszcze do Jastrzębia, mając nadzieje na zwycięstwo. I ja wiem, że to derby, na trudnym terenie ale jak mamy wygrywać to właśnie z taka drużyną. Bo to jednak nie Stal czy Sandecja.

  4. Avatar photo

    Mecza

    14 marca 2019 at 14:11

    Ja nie widzę braku ambicji, widzę bezradność. W pewnym momencie byliśmy w tym samym miejscu co Nieciecza. Oni postawili na Kaczmarka którego szanuję za to co zrobił w Płocku przez kilka lat. Przewijał się w moich myślach o nowym trenerze. Wówczas Dudek nie był rozpatrywany przez mnie nawet w 1% ale czarodziej nam go wyczarował. Tak sobie myślę. Kiedyś trener to był ktoś. Zajmował się treningiem mentalnym, potrafił przygotować drużynę fizycznie, ustawić taktycznie a teraz? Kilku asystentów od każdego aspektu pracy z drugą osobą. Kogo nam jeszcze brakuje? Może Daniec albo Kryszak.

  5. Avatar photo

    Łukasz

    14 marca 2019 at 14:20

    Dziwię się o tym tu mowa…
    Spadek pewny już jest. Jedyną szansą jest że liga zdyskfalilikuje inna drużynę. Taka jest prawda. Dziwię się że nie palimy opon pod biurem. Klub ginie na naszych oczach.

  6. Avatar photo

    KaTe

    14 marca 2019 at 19:08

    Chyba musieliby zdyskwalifikować dwie drużyny, bo nie wygląda na to byśmy mogli wyprzedzić Stomil…

  7. Avatar photo

    Robson

    14 marca 2019 at 22:22

    Jak zwykle świetny artykuł Shellu.
    Ale tym razem nie będę dolewał oliwy do ognia..
    WIARA CZYNI CUDA !

  8. Avatar photo

    Irishman

    14 marca 2019 at 22:39

    @Łukasz, bardzo dobrze, że „nie palimy opon”, bo to nie jest jednak rola kibiców.
    Niestety bardzo źle, ze stało się to akurat w momencie gdy moim zdaniem mamy jednego z najsłabszych w historii GieKSy – prezesa, menedżera piłki nożnej i trenera….. 🙁

  9. Avatar photo

    achim

    14 marca 2019 at 22:39

    Najgorsze jest to, że okazuje sie, że to niy Cygan był darymny.

  10. Avatar photo

    Robson

    14 marca 2019 at 22:57

    Cygan jest Gieksiarzem i zawsze będzie miał w sercu Gieksę a Janicki wyrobnik którego wali nasz los byle by kasa się zgadzała.

  11. Avatar photo

    Irishman

    14 marca 2019 at 23:06

    @Robson… taki z niego „GieKSiarz”, że podobno obiecał specjalną premię za pokonanie nas? No chyba, ze to plotka!
    Ostatnimi GieKSiarskimi prezesami to był Jasiu, a potem nasi kibice! I to jest właśnie nasz dramat, że zatraciliśmy nasz charakter od prezesa po piłkarzy, a w zamian za to NIC NIE DOSTALIŚMY!!! Chociaż nie…. dostaliśmy w łeb przy kolejnych derbach, które z reguły we wstydliwy sposób przegrywamy!

  12. Avatar photo

    bonik

    15 marca 2019 at 00:09

    Sytuacja jest tragiczna ale całkowicie wyjąłbym poza nawias ostatni mecz. Graliśmy bryndzę ale co by nie było z gościami co zdążyli już wykopać lecha i legię z pp. To nie meczami z liderem się spada z ligi- nie wiem skąd ten lament akurat teraz – bo teraz dotarło jaka sytuacja była po ostatnim meczu jesieni??? dopiero teraz?? Już wtedy pisałem że patrząc na terminarz możemy mieć po 3 meczach może ze 3 pkt optymistycznie…. te z Wigrami.

    Problem na wiosnę to Wigry i el tragedios tam oraz to, że pozostałe drużyny zaczęły robić punkty (no niesamowite odkąd to dół tabeli robi punkty na wiosnę). Jeśli w Jastrzębiu wygramy to jeszcze we mnie pozostanie jakaś nadzieja… bo Chojniczanka też cienka- bardziej już bałbym się Chrobrego po zmianach

    • Avatar photo

      Mecza

      15 marca 2019 at 16:50

      Bać to możemy się już tylko siebie… Ciekawe czy Garbarnia nas wyprzedzi…

  13. Avatar photo

    Mecza

    16 marca 2019 at 08:35

    a co do Cygana to nie przesadzajcie. Lubię gościa ale to jak Raków wygląda sportowo to nie ma nic wspólnego z pracą Cygana. Facet wsiadł po prostu do dobrze pracującej maszyny.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga