Felietony Piłka nożna
[FELIETON] Skauting
Często rozmawiając z kibicami, bądź ludźmi związanymi z klubami sportowymi, padało pytanie, dlaczego kluby piłkarskie, akademie nie inwestują w skauting, a jeśli już takowy istnieje, to działa on bardzo amatorsko. Muszę przyznać, że mnie od dłuższego czasu trapi to, czemu w Polsce nikt tym tematem poważnie się nie zainteresuje. Wiemy, że jest to coś, co jest potrzebne, ale boimy się w to zainwestować. Zachód niesamowicie nam pod tym względem odjechał – tam już obserwuje się zawodników na poziomie U-13 w górę, my mamy problem z obserwacją zawodników na poziomie seniorskim…
Ostatnio zastanawiałem się, ilu zawodników przewinęło się przez szatnie GieKSy przez ostatnie 10 lat i czy byłbym w stanie patrząc na zdjęcia owych zawodników wymienić ich z imienia i nazwiska. Przyznam szczerze, że miałbym z tym problem. Dlaczego o tym wspominam? Zastanawiam się, na jakiej podstawie ci zawodnicy trafili do GieKSy, jak wielu z nich było monitorowanych, załóżmy przez okres jednej rundy, jak zachowują się w sytuacjach trudnych, jak sobie radzą z presją, jak wyglądają na przestrzeni całej rundy pod względem motorycznym. Stawiam sobie pytanie, na które jednoznacznie nie da się odpowiedzieć, możemy się tylko domyślać, jak to się odbywało. Pierwszy wariant: trener ciągnie za sobą zawodników, z którymi kiedyś współpracował i wie, że dadzą mu wartość dodaną. To akurat uważam za dobre rozwiązanie. Drugi wariant zawodnicy kontraktowani są na podstawie statystyk i opinii środowiska, czy jest to dobre, sami sobie odpowiedzcie. Ja dyplomatycznie odpowiem: nie jest to złe. Trzeci wariant: kilkudniowe testy, ale czy można ocenić kogoś, czy się nadaje, czy nie, po 2-3 dniach? Ja osobiście uważam, że nie. W profesjonalnym klubie takie rzeczy raczej nie powinny mieć miejsca. Powinno to się odbywać bardziej profesjonalnie. Czwarty wariant: temat rzeka – menadżerzy. Ilu z tych zawodników odpaliło, a ilu nie, każdy z Was może mieć inne zdanie, ja swoje zachowam dla siebie.
Jaki jest mój pomysł na to? Oczywiście jest to moja luźna prywatna opinia.
Uważam, że profesjonalne kluby powinny mieć w swojej strukturze szeroko rozbudowany dział sportu. Gdzie na czele tego departamentu jest dyrektor sportowy, który nie działa sam, tylko otacza się sztabem ludzi. Funkcja dyrektora sportowego jest bardzo rozbudowana: odpowiada on za cała sekcję piłkarską i uważam, że będąc sam, nie jest w stanie działać na wielu płaszczyznach w 100 proc. Po prostu nie da się. To jest tylko człowiek, a nie robot, mam na myśli tutaj: transfery, przedłużania umów, negocjacje, organizację zgrupowań, penetrację rynku itd. Mając pod sobą siatkę skautingu, byłoby to o wiele łatwiejsze. Jak to miałoby działać, już opisuję.
Potrzebny jest model klubu, który jest sztywny, ewentualnie delikatnie zmieniany w celu jego udoskonalenia. Nie jest on zmieniany przy każdej roszadzie na ławce trenerskiej. Trener, który przychodzi do klubu, ma się wpisać w koncepcję i model gry klubu, a nie na odwrót. Polska jest krajem, gdzie trenerzy są zmieniani najczęściej w trakcie sezonu. Klub jest w stanie zmienić trenera w trakcie sezonu nawet 3 razy, a wiemy, jak to wygląda: przychodzi nowy trener i nie jest zadowolony z personaliów. W przerwie letniej bądź zimowej dokonuje rewolucji, a po pół roku jest zwalniany. Przychodzi ktoś nowy i wprowadza nową koncepcję. I tak to się kręci i tak naprawdę klub nie ma tożsamości, bo jeden trener chce grać tiki-takę, drugi lagować, a trzeci preferuje jeszcze inny styl.
Swojego czasu Lech Poznań, gdy zdobywał mistrzostwo kraju i grał z powodzeniem w pucharach, pracował według określonego modelu. Trener, który przychodził do klubu, musiał się wpasować w koncepcje klubu. Dokładnie nie pamiętam, jak to było, ale coś na zasadzie takiej, że w klubie ma być 18 zawodników poniżej 30. roku życia, w klubie może być 4 obcokrajowców, na boisku ma przebywać minimum jeden chłopak z Akademii Lecha Poznań, a w szerokiej kadrze ma być ich 4. To są oczywiście przykłady, ale tak mniej więcej działał Lech Poznań. Później zmieli się ludzie, model klubu poszedł do kosza i razem z tym modelem do kosza poszły wyniki Lecha. Chociaż trzeba im oddać to, że potrafią promować swoich zawodników z akademii i nieźle na nich zarobić.
Może warto byłoby stworzyć w Katowicach coś takiego i tych wytycznych się trzymać. Stworzyć sobie dwa ustawienia, w jakich GieKSa ma grać, określić jacy zawodnicy są potrzebni do danej taktyki np. gram bocznymi sektorami boiska, wtedy szukamy zawodników szybkich dobrych w grze 1×1, gramy podaniem bezpośrednim (dłuższe podanie) – szukamy napastnika silnego, który będzie piłki utrzymywał, chcemy dominować na boisku – szukamy zawodników kreatywnych itd. Określamy parametry zawodników na dane pozycje, określamy ich wiek, określamy, na jakiej pozycji ma grać młodzieżowiec i według tego schematu pracuje skauting. Nie da się tego zrobić w rok, ale po pół roku możemy mieć obraz gdzie mamy deficyty i w tym momencie trener, dyrektor sportowy, wraz ze swoim sztabem ludzi, czyli skautami rozpoczyna poszukiwania, które nie trwają tydzień, miesiąc bądź dwa, tylko pół roku po to, aby zminimalizować ryzyko błędu. Jeśli ktoś wpadnie w oko, jest obserwowany nie przez jedną osobę, tylko przez drugiego, trzeciego i czwartego skauta. Każdy ze skautów składa raport, jeśli wszyscy są zgodni łącznie z dyrektorem i trenerem, taki zawodnik powinien trafić do klubu. Oczywiście skauci powinni być wyspecjalizowani: jedni odpowiadają za monitorowanie południa Polski, drudzy północy, trzeci i czwarty państwa ościenne: Czechy, Słowacja, Litwa, a piąty odpowiada za skauting do akademii. Ktoś powie „my nie mamy na to czasu”, ale my już siedzimy w tej lidze 12. sezon i nic nie zdaje egzaminu, może warto zadziałać radykalniej.
Popatrzcie na reprezentantów Polski, w jakich klubach się wychowali, ktoś ich musiał stamtąd wyciągnąć: Grzegorz Krychowiak (Orzeł Mrzeżyno), Karol Linetty (Sokół Damasławek), Mariusz Stępiński (Piast Błaszki), Piotr Zieliński (Orzeł Ząbkowice Śląskie), Tomasz Jodłowiec (Koszarawa Żywiec), Łukasz Fabiański (Pogoń Słubice), a to tylko część zawodników. Taki Żurkowski z Górnika, czemu nie mógł trafić do nas, czy ktoś go monitorował? Kolejne przykłady, oprę się tutaj na młodych zawodnikach: Arkadiusz Reca obecnie Atalanta – wychowanek Kolejarza Chojnice, później grał w Chojniczance; Koral Dębnica – Flota Świnoujście; Adam Chrzanowski – obecnie Lechia Gdańsk, wcześniej KS Raszyn, Znicz Pruszków; Przemysław Szymiński – obecnie Palermo, wcześniej Rozwój Katowice. Z każdego z tych klubów bylibyśmy w stanie ich wyciągnąć – oczywiście nie mam na myśli tutaj obecnych klubów, w których grają. Można by wymieniać setki takich przykładów. Taki najbardziej znamienny to chyba N’Golo Kante, którego nie chcieli w Wigrach Suwałki i Pogoni Siedlce. Kto wie, czy gdyby mieli sztab ludzi, który o tym by decydował, a nie jedną osobę, to Kante nie grałby w lidze polskiej. Oczywiście druga para kaloszy to taka, czy by się tutaj rozwinął i doszedłby do tego poziomu, na którym jest obecnie.
Można zadać sobie pytanie, jak to robią najlepsi? Moim zdaniem najlepszy system skautingu mają w Portugalii. Porto i Benfica odjechali konkurencji niesamowicie, zarabiają olbrzymie kwoty na transferach. Doszli do takiego poziomu perfekcji, że ich siatkę scoutingu tworzą kibice – każdy z kibiców może przysłać raport o zawodniku, każdy taki raport w klubie jest analizowany i zawodnik poddawany jest dalszej obserwacji.
Ktoś może powiedzieć, że na to trzeba olbrzymich pieniędzy. Czy aby na pewno? Jestem przekonany, że jest wielu pasjonatów, którzy za nieduże pieniądze byliby to w stanie robić. Niekiedy kosztem pensji tego 25-26 zawodnika, bo tak szerokie niekiedy są kadry, można by było taki dział stworzyć.
Bardzo kibicuje Ruminowi – gość wszedł bez kompleksów, pokazał, że ma umiejętności i papiery na poważne granie. Teraz pytanie, ile takich Ruminów biega w niższych ligach? Na szybko przyszedł mi jeszcze przykład Daniela Smugi.
Podsumowując ten długi felieton, mam nadzieję, że nie zanudziliście się przy czytaniu tego. Myślę, że warto o tym rozmawiać, warto, aby ktoś zaczął tym na poważnie zarządzać i nie na pół gwizdka, tylko profesjonalnie i rzetelnie od podstaw. Wiadomo, nie będziemy od razu FC Porto, czy Benficą, ale może uda nam się wyłowić jakieś perełki, które dadzą nam jakość, a także, na których będzie można nieźle zarobić. Wystarczy jeden konkretny transfer, a inwestycja w skauting zwróci się z nawiązką.
Luka Modrić
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Skilu78
29 sierpnia 2018 at 20:24
Mądrze napisane… ale prawdopodobieństwo wprowadzenia w życie u Nas… znikome.
A szkoda…
Mecza
29 sierpnia 2018 at 21:38
Wielokrotnie pisałem, że marzy mi się zbudowanie takiej świadomości klubowej. Taktyka którą grają wszystkie grupy wiekowe, rezerwy, pierwsza drużyna, dobór zawodników i trenerów do tego klucza przy czym trener zawsze musiałby się dostosować a nie na odwrót. Do dzisiaj nikt się nie dowiedział jaki pomysł na funkcjonowanie ma Bartnik, może przyjdzie czas jak go nakreśli nie chcą w gorącym czasie opowiadać o takich sprawach.
Mecza
29 sierpnia 2018 at 21:44
Żartobliwie ale można też inaczej, pytanie ilu tak filtruje bo żaden się nie przyzna. Grając w FM filtrując edytorem zawodników z największym potencjałem po kilku latach (nie wirtualnych, realny czas) okazywało się że 7 na 10 o których kilka lat wcześniej nikt nie słyszał a w FM talenty to absolutny top światowy w realnym świecie. Nic tylko kupić nowe wydanie FM każdego roku z edytorem i próbować.