Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

[FELIETON] Czy Goncerz powinien być kapitanem w kolejnym sezonie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Już za kilka dni rozegramy pierwszy mecz o stawkę w nowym sezonie. W Pucharze Polski zmierzymy się z Siarką Tarnobrzeg. Oprócz tego jak będzie wyglądał ten mecz, cały nadchodzący sezon, jak zaprezentują się nowi zawodnicy, zastanawia mnie jedna rzecz – kto będzie, lub tez kto powinien być – kapitanem zespołu.

Od lipca 2015 roku kapitanem naszej drużyny jest napastnik, Grzegorz Goncerz. Opaskę przejął on po Przemysławie Pitrym, który z Katowic przeniósł się do Łęcznej.

Kiedy „Gonzo” został wybrany przez drużynę kapitanem, miał za sobą fantastyczny sezon 2014/2015, w którym zdobył 21 bramek i został Królem Strzelców I ligi. W kolejnym sezonie w nowej roli zdobył 12 goli, natomiast w ostatnim, zakończonym totalną kompromitacją całej drużyny, „jedynie” 9.

W ostatnich miesiącach kibice do Goncerza mieli sporo pretensji – o bezproduktywne bieganie, ciągłe zagrywanie „piętek Goncerza”, niewykorzystane karne, marnowane sytuacje i oczywiście – za całokształt wyników. Jak to w GieKSie, część z nich była przesadzona, pisana/mówiona pod wpływem emocji, część jednak – całkowicie trafna. Mnie osobiście nie podobała się forma często stosowana przez kibiców – bluzgi, obrażanie, jakieś odgrażanie się. Niezależnie od tego jak bardzo spierdolony został poprzedni sezon, Goncerz jako jeden z nielicznych zasługiwał na krytykę wyważoną, pozbawioną głupich wulgaryzmów. Czy się to komuś podoba czy nie, w ostatnich latach był prawdziwą gwiazdą tej drużyny. Został Królem Strzelców I ligi, wbił hat-tricka GKS-owi Tychy, wskoczył na czwartą pozycję najlepszych zawodników w całej historii klubu (do trzeciego Zygmunta Szmidta traci już zaledwie dwie bramki) i strzelał wiele ładnych i ważnych goli. Oczywiście można spojrzeć na sprawę z drugiej strony – strzelał w większości słabym, 58 bramek zdobył na przestrzeni blisko 10 lat, itd. To nie jest jednak wina Grzegorza, że klub 10 lat gnije w pierwszej lidze, że gramy z takimi rywalami, że na Bukową nie chcieli przychodzić lepsi piłkarze. Doceniajmy to co mamy, bo nawet takich małych radości jak Król Strzelców w ostatnich sezonach nie mieliśmy zbyt wiele.

Nie znam Grzegorza prywatnie, parę(naście?) razy rozmawialiśmy przy okazji meczów czy akcji marketingowych organizowanych przez klub. Oceniam go z perspektywy współpracy z mediami, oglądania go z bliska podczas meczów (tuż zza bandy reklamowej) i właśnie tych krótkich rozmów. Odnośnie tego pierwszego mam w pamięci kilka obrazków. Wszystkie są związane z wypowiedziami „Gonza” w programach klubowej telewizji:

„Klub Ekstraklasa, kibice Ekstraklasa, tylko piłkarze kurwa jak zwykle”

„(…) Dzisiaj też mamy takie spotkanie przy kawie z Mateuszem Kamińskim, niestety muszę tutaj siedzieć i odpowiadać na Wasze pytania, więc zabieracie mi trochę tego cennego czasu”

„Gdybym nie był piłkarzem, to pracowałbym na kopalni, kibice nas tam wysyłają, więc pewnie czymś bym się tam zajął”

Takie wypowiedzi, czy „pukanie się w czoło” w stronę kibiców podczas wyjazdowego meczu w Niecieczy bardziej zaangażowanym kibicom zapadają w pamięć.

Z drugiej jednak strony widzę, że Grześkowi mocno zależy – widziałem z bliska jego załamanie i łzy po meczu z Kluczborkiem. Widziałem praktycznie w każdym meczu w ciągu ostatnich dwóch latach jak wściekał się na siebie i na kolegów oraz jak motywował drużynę. Z trybun nie zawsze to widać, i prawie nigdy tego nie słychać.

Grzegorz ma więc dla mnie dwa oblicza – zaangażowanego gościa, któremu zależy na zwycięstwach i na tym, by po tylu latach niepowodzeń ten awans wywalczyć,wpisać się już ostatecznie w historię klubu. Z drugiej jednak strony widzę zawodnika, któremu czasami przeszkadza krytyka i który nie rozumie, że reakcje kibiców biorą się z faktu, iż gnijemy w tej lidze 10 lat. 10 lat bez awansu i spadku. Kibice nie potrafią tak jak piłkarze oceniać poszczególnych meczów, bo Ci pierwsi obserwują te mecze od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, natomiast Ci drudzy przychodzą tu na 2-3 lata i zawsze im się wydaje, że mają prawo do czystej karty. Nie mają, tu już nie ma czasu na granie w 1 lidze, tu trzeba natychmiast awansować.

Najlepszym podsumowaniem postrzegania popularnego „Gonza „ jest w mojej opinii poniższa historia. Jakiś czas temu w gronie kilku osób po jednym z (zapewne przegranych) meczów jak zwykle dyskutowaliśmy wieczorem na osiedlowej ławce o GieKSie. Jeden z moich kolegów powiedział wtedy, że „Goncerz to taki gość, który GieKSę traktuje jak korporacje. Nie jest związany z nią na śmierć i życie, ale też nie jest mu obojętna. Przesiąkł takim trybem – przychodzi, pracuje i spada do domu”.

Zgadzam się z tym stwierdzeniem w 100%. Grzegorz w ostatnich miesiącach zatracił gdzieś tą miłość do GieKSy i radość z wygrywania. Czy wpływ na to miały dwa sezony, w których zaprzepaściliśmy sporą szansę na awans? Tego na 100% nie wiem, ale mam wrażenie że tak.

Pojawia się więc pytanie, czy w sezonie który zdaje się być naszym „być albo nie być” kapitanem zespołu wciąż powinien być Goncerz? W mojej opinii nie. Dziś potrzebujemy lidera, który nie będzie grał „za zasługi” (a niestety tak często Goncerza traktował Jerzy Brzęczek) i który nie przesiąkł dołującą atmosferą, która od kilku lat roztacza się wokół szatni naszej drużyny praktycznie po każdym zakończonym sezonie.

Po sparingach powoli można wysnuć wniosek, że raczej od pierwszych meczów na Goncerza nie będzie stawiał również trener Mandrysz. Bilans naszego kapitana w meczach kontrolnych prezentuje się następująco:

Odra Opole: 90 minut
Śląsk Wrocław:: 45 minut
Karpaty Lwów: 45 minut
Termalica Nieciecza: 19 minut
Fastav Zlin: 20 minut
Chrobry Głogów: 45 minut

Uściślijmy – to nie jest tak, że Goncerzowi trzeba koniecznie opaskę kapitańską odebrać, bo się już całkiem nie nadaje. Absolutnie nie! Tylko zdaje się, że formuła z Goncerzem jako kapitanem trochę się wyczerpała, zwłaszcza w takiej formie sportowej, jaką Goncerz prezentował w poprzednim sezonie.

Ciężko dziś jednak wytypować następcę Goncerza. Naturalnym kapitanem z racji stażu w klubie wydaje się być Mateusz Kamiński, który kilka razy występował już w roli lidera drużyny pod nieobecność „Gonza”. Gołym okiem widać jednak, że jest to człowiek zbyt spokojny i cichy na co dzień, by na boisku być liderem i motywatorem dla całego zespołu.

Kapitanem miałby szansę zostać Tomasz Foszmańczyk, jednak po tańcu na środku boiska oraz wypowiedziach po meczu z Olimpią w poprzednim sezonie raczej nikt w klubie do tego nie dopuści. Mam przynajmniej taką nadzieję.

Kandydatem do bycia formalnym liderem zespołu jest też oczywiście Dawid Plizga. Wraca on do klubu po latach z łatką „gwiazdy”. Warto jednak, by Dawid najpierw na boisku udowodnił swą wartość i pozycję w drużynie, dlatego ustanowienie go kapitanem od początku sezonu byłoby chyba działaniem pochopnym i na wyrost.

W mojej ocenie trener sam wybierze nowego kapitana i raczej postawi na zawodnika, który będzie regularnie grał od pierwszej kolejki. Dużą szansę na opaskę będą mieć obrońca Tomasz Midzierski, bramkarze – Mateusz Abramowicz i Sebastian Nowak oraz mimo wszystko Mateusz Kamiński, który w sparingach pełnił tę zaszczytną funkcję.

Kibicuję Grześkowi, by odbudował swoją formę, w najbliższej rundzie strzelił 15 bramek i pokazał wszystkim, że to on jest liderem drużyny. Nic nie stoi na przeszkodzie, by w zimie zmienić kapitana jeśli Goncerz opaskę utraci i by to właśnie on, jako zawodnik najbardziej na to zasługujący w ostatnich latach był kapitanem drużyny, która awansuje do Ekstraklasy. A za nowego(starego?) kapitana mocno trzymam kciuki i życzę samych zwycięstw.

13 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

13 komentarzy

  1. Avatar photo

    Tomek

    17 lipca 2017 at 07:54

    Największy błąd to pozostawienie Goncerza w GKS. Gołym okiem widać że nie ma umiejetności. Jego możliwości to maks II liga. Pamiętacie był na topie krolem strzelców a nikt go w ekstraklapie nie chciał. Dlaczego bo gołym okiem widać, że jest drewniany. Styl gry Rasiak II. Jak spadnie na noge to czasem trafi.

  2. Avatar photo

    stefan

    17 lipca 2017 at 08:29

    Odpowiedz na tytułowe pytanie jest prosta, NIE.
    Niestety będąc kapitanem , w zeszłym roku nie sprostał zadaniu , a miał ku temu sporo okazji które dostał od Brzęczka.
    Forma piłkarska jaką prezentował był słabiutka .

  3. Avatar photo

    on

    17 lipca 2017 at 11:46

    Nie

  4. Avatar photo

    Mario1964

    17 lipca 2017 at 13:32

    Kto bydzie kapitanem to jest mało ważne!!!

  5. Avatar photo

    z

    17 lipca 2017 at 13:53

    @Tomek Skąd wiesz, że nikt go nie chciał? Chłop dostał od nas ofertę 3 letniego kontraktu na b.dobrych pewnie warunkach. Pomyślał o rodzinie i stabilność go zachęciła. Że potem jego forma to równia pochyła to już inna sprawa…

    Albo za Mandrysza się odbuduje, albo się niestety żegnamy. Opaski oczywiście nie powinien mieć bo cel jakim był awans nie został zrealizowany i konsekwencje muszą być.

  6. Avatar photo

    Paweł

    17 lipca 2017 at 14:58

    Odpowiedź brzmi – NIE.
    To musi być zawodnik, który ma pewne miejsce w składzie.
    Kapitanem powinien zostać Mateusz Kamiński.

  7. Avatar photo

    Tomek

    17 lipca 2017 at 15:26

    Do z. Wiem bo mam znajomego który był blisko tego. Podobno bardzo sie irytował że nie przychodziły poważne oferty dla niego. Sam nie mógł tego pojąć że nikt nie chce krola strzelcow I ligi. Ostatecznie musiał sie pogodzić z tym i brac to co bylo na stole. No a że CYgan nie potrafi zdyskontowac odpowiednio pozycji negocjacyjnej to niestety mocno przepłaca ten wybitny talent. Jak widisz ekstraklapa wiedziala co robi ze nikt go nie chcial

  8. Avatar photo

    Irishman

    18 lipca 2017 at 10:15

    Całkowicie się zgadzam, że Goncerz absolutnie nie zasługuje na słowa, którymi często był obrażany przez kibiców. To ambitny facet, twardziel, który nigdy nie odstawił nogi. Zapłacił przez to z resztą poważną kontuzją, która zachwiała jego karierą. Mimo to nie poddał się ale podniósł i ciężką pracą doszedł, aż do tytułu króla strzelców. Osobiście, takich waśnie sportowców cenię najwyżej.

    Sęk w tym, że wtedy coś się „sypnęło” i nie wiadomo do końca co?
    Może, tak jak pisze Tomek, pomimo tego sukcesu Grześka, nie pojawiło się za tym zainteresowanie nim klubów z ekstraklasy i to go tak zdołowało?
    A może za bardzo wtedy uwierzył w swoje umiejętności oraz to, że jako „gwiazda” może więcej? Pamiętam jak dyskutowaliśmy na Forum o tym, że jeśli nie idzie mu w ataku to powinien grać w pomocy, po czym chyba Błażej stwierdził, że „on nie widzi się na innej pozycji”. No sory ale to do trenera należy decyzja gdzie ma dany piłkarz grać – bo dobro drużyny jest najważniejsze. Mam też wrażenie, że to właśnie Gonzo często jako kapitan bronił kolegów przed „niezasłużona” krytyka, po słabych meczach. Zdaje się, że m.in. przez to utarło się, że kibice GieKSy wywierają na swoich piłkarzy jakąś niesamowitą presję przez co oni wręcz grają jak sparaliżowani i nie pokazują tego co potrafią. Jak głupia była to teoria okazało się w minionym sezonie.
    A może prawda jest bardziej prozaiczna. Zdaje się że Grzegorzowi nie tak dawno powiększyła się rodzina, więc może on po prostu musi teraz bardziej myśleć o rodzinie???

    Tak czy inaczej ABSOLUTNIE nie powinien on pozostać nadal kapitanem. Wszyscy, bardzo chcielibyśmy, aby ten nadchodzący sezon był nareszcie tym przełomowym. Jeśli tak ma być to potrzebujemy nowego otwarcia. Nie możemy ciągle wracać do tego co było, a niestety Goncerz jako kapitan ciągle by nam to przypominał.

    Co dalej z Grześkiem?
    Na pewno nie może być tak jak było i pewnie nie będzie, że Gonzo będzie grał pomimo tego, że nic nie daje drużynie (to jak śmieszna okazała się teoria, żeby stawiać na zawodników tylko dlatego, że motywują kolegów też mogliśmy się niestety boleśnie przekonać). To właśnie przez to był często niesłusznie obrażany przez kibiców, którzy mogli tylko bezsilnie się wkurzać na to, że mimo słabej formy trener ciągle widział go w I składzie. Na pewno nie potrzebujemy też Goncerza wykłócającego się z kibicami, bo to tylko szkodzi nam wszystkim, a nie pomaga.

    Natomiast bardzo potrzebujemy Gonzy, tego który po kontuzji mało gadał, a za to zacisnął zęby i wbrew przeciwnościom losu ciężko walczył najpierw o powrót na boisko, potem o miejsce w drużynie, a w końcu o tytuł króla strzelców! Bo, że ma umiejętności to jest pewne. W końcu facet, który był w stanie strzelić w sezonie 21 bramek (i to grając w znacznie słabszej drużynie od tej obecnej) MUSI JE MIEĆ.

  9. Avatar photo

    Mecza

    18 lipca 2017 at 15:20

    Mało kto zauważa że bramkostrzelnego napastnika z Goncerza zrobił trener Moskal i taktyka którą grał wtedy GKS. Na dzisiaj jest tym samym zawodnikiem co przed Moskalem. Każdego zawodnika trzeba dobrze wkomponować w zespół, taktykę aby jego wartość sportowa rosła i tu nie zawsze podejście zawodnika mimo szczerych chęci wystarczy na jego postrzeganie przez kibiców, media itd.

  10. Avatar photo

    Kibic

    18 lipca 2017 at 16:11

    Mam pytanie czy to już koniec transferów, jest ktoś poinformowany

  11. Avatar photo

    Taśmy gieksy

    18 lipca 2017 at 16:50

    Czy Goncerz powinien być kapitanem? Zdecydowanie Tak!!!!!!

  12. Avatar photo

    q

    18 lipca 2017 at 20:14

    @Taśmy Gieksy hehe nieźle się uśmiałem. Ty to masz poczucie humoru, chyba że to był czysty sarkazm.

  13. Avatar photo

    Taśmy gieksy

    19 lipca 2017 at 20:38

    Uśmiałeś się? Gonzo jest piłkarzem Gieksy z najdłuższym stażem, no tego waleczny i ambitny. To zdolny piłkarz z instynktem napastnika. Gra zawsze do samego końca. Jak był królem strzelców to wszyscy go uwielbiali. Brzeczek zmienił nieco strategie i Gonzo przestał strzelać na zawołanie, jak to miało miejsce za czasów trenera Moskala. Z obecnych piłkarzy nie ma dla niego alternatywy. W tym sezonie się odblokuje i strzeli dla gieksy najwięcej bramek z wszystkich piłkarzy – wspomnicie moje słowa. Pozdro dla forumowiczów a dla Grześka – powodzenia!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga