Dołącz do nas

Felietony

Eliminacja mankamentów, pielęgnacja potencjału – refleksje po Zniczu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

No i po zawodach, można by rzec. Długie oczekiwanie na pierwszy mecz ligowy i skończyło się w sposób dla nas bardzo znany, czyli porażką u siebie na inaugurację. Trzeba by naprawdę ze świecą poszukać drugiej drużyny na świecie, która nie dość, że startuje tyle razy z rzędu u siebie (w sumie sześć), to jeszcze cztery ostatnie razy kończy porażką w tym pierwszym meczu. Można więc powiedzieć, że historycznie trzeba było być na to przygotowanym. Część kibiców była też przygotowana z tytułu życiowego czarnowidztwa. Ale była też spora ilość osób, które wierzyły, że tym razem będzie inaczej, przełamiemy kompleks inauguracji i w ogóle meczów na własnym boisku.

GieKSa zaczyna nowe życie. Już nie w lidze szuwarowo-bagiennej, a w lidze paździerzowej (cytat z jednego z kibiców). Stosując pewną gradację, można powiedzieć, że polskie drużyny w europejskich pucharach dostają po tyłku, ale w ekstraklasie wiodą prym (ogólnie, a nie w tym sezonie). Ci którzy są za słabi na ekstraklasę, grają w pierwszej lidze. A ci, którzy są za słabi na pierwszą, trafiają do drugiej. To taka luźna refleksja dotycząca poziomu sportowego, jakiego możemy w tej drugiej lidze oczekiwać. Niestety poziomu, który będzie tworzony także przez nasz zespół i bardzo ważnym zadaniem będzie po prostu od tego poziomu ligi nie odstawać.

Często jest tak, że spadkowicze mają problem na początku kolejnego sezonu w lidze niższej. Każda liga ma bowiem swoją specyfikę i jeśli ktoś uważa, że ligę niżej będzie grało się łatwiej, a „nasza” ekipa jest faworytem, to jest w dużym błędzie. Co potwierdza rzeczywistość raz za razem.

GieKSa ze Zniczem rozegrała jeden z najbardziej dziwnych meczów, które widziałem. Pierwsze skojarzenie, które mi przychodzi do głowy to spotkanie Austria – Polska na Euro 2008, kiedy to Austriacy cisnęli nas niesamowicie, mieli setki, dwusetki, ale cuda wyczyniał Artur Boruc, wszystko w pierwszej połowie wybronił, a Polska nagle wyskoczyła jak Filip z konopi i strzeliła gola. Dzisiaj aż takiej dysproporcji nie było, ale coś podobnego już tak. Różnica polega na tym, że my dwustuprocentowych sytuacji nie mieliśmy, ale oddawaliśmy dużo strzałów, graliśmy kombinacyjnie, z pierwszej piłki, strzelaliśmy z pola karnego i spoza jego obrębu. Oddawaliśmy celne strzały (co w ostatnich latach nie jest regułą). Znicz był zepchnięty do defensywy i dla laika było oczywistym, że GieKSa ten mecz wygra. Natomiast kibic GieKSy oczywiście obawiał się, że zaraz oddamy pole i nas wypunktują. I to już nie było wspomniane „życiowe czarnowidztwo” tylko zwykłe, rzetelne doświadczenie stałych bywalców z Bukowej. Oczywiście była nadzieja, że „tym razem będzie inaczej”, ale nie było. Dodatkowo Znicz wzmógł to, co znamy i nie strzelił nam dwóch goli (co zdarzało się zdecydowanie najczęściej), a trzy. I to do przerwy. Nokaut, z którego ciężko się było podnieść.

W drugiej połowie już nic dziwnego nie było – mieliśmy normalną kolej rzeczy. Rywal grał spokojnie, GieKSa biła głową w mur i wymęczyła tylko jednego gola.

Patrząc na opinie kibiców, zdania są mocno podzielone. Jedni uważają, że dramat, żenada i generalnie wszystkie standardowe słowa, które znamy doskonale z poprzednich sezonów. Inni widzą jakieś plusy, pamiętają o tym dobrym początku meczu, widzieli walkę. Dowodem była reakcja kibiców po końcowym gwizdku i wsparcie dla zespołu.

Ja osobiście uważam, że ten mecz pokazał kilka rzeczy. Po pierwsze, że jest potencjał ofensywny w tej drużynie. Jeśli tak mało zgrana ze sobą ekipa potrafi stworzyć kilka akcji tak jak na początku meczu, dojść do sytuacji strzeleckich i te strzały oddać, to jest to powód do optymizmu. Dodatkowo nie uczestniczyło w tej grze dwóch zawodników, tylko naprawdę kilku. Był Błąd, Wroński, Stefanowicz, Rumin, Kiebzak czy Rogala. Nie oznacza to, że wszyscy grali super, ale byli nabuzowani i każdy z nich miał jakiś udział w tym początkowym szturmie. Trzeba tę ofensywę pielęgnować, wiedzieć, że jest zalążek i nie zmarnować tego, tak jak rok temu zostało zmarnowane po kilku kolejkach, co było jednym z grzechów głównych Jacka Paszulewicza.

Na tym plusy się kończą, a zaczynają problemy. Tak jak to, że sytuacje nie zostały wykorzystane i cały czas mieliśmy zero po stronie zysków. Przypomniał się koszmar Daniela Rumina z poprzedniego sezonu. Co prawda takiej sytuacji jak w meczu w Nowym Sączu wówczas nie miał, ale dzisiaj powinien był strzelić co najmniej jednego, jeśli nie dwa gole. Upodobał sobie jednak trafianie w bramkarza.

O ile jednak nieskuteczność to coś, co daje nadzieję na poprawę (najważniejsze, że sytuacje są), to niepokój można mieć o defensywę i grę defensywną całego zespołu. I tu zdania wśród kibiców są podzielone, na ile winę za utratę bramek ponoszą obrońcy, a na ile również pomocnicy, którzy dopuścili do tego, że w ogóle jakiekolwiek zagrożenie pod naszą bramką mogło powstać. No niestety – dużym minusem jest to, że z tak dużej przewagi w początkowej fazie meczu, rywal wyszedł bez szwanku, a dodatkowo bez większego problemu przeniósł ciężar gry pod naszą i również bez większego problemu strzelił trzy gole. Przyznam, że jeśli chodzi o początek bramkowych akcji, poczekam do obejrzenia obszerniejszego skrótu niż ten z TVP, ale widząc same gole, to niestety trzeba powiedzieć, że bardzo zawiedli ci, którzy przecież tę drużynę powinni trzymać w ryzach – doświadczeni Jędrych i Dejmek. Przy pierwszym golu zakręcili się niczym na karuzeli, przy drugim Dejmek staranował (?) rywala (czy to było na karnego?), przy trzecim również Dejmek w łatwy sposób dał się ograć rywalowi z szybką nogą – kryjąc na radar. Dodatkowo trzeba by przyjrzeć się wielu innym akcjom Znicza, po których musiał interweniować Mrozek. Wygląda na to, że problem z defensywą nie jest rozwiązany i na tym będzie musiał skupić największą uwagę Rafał Górak. Pół biedy bowiem, gdybyśmy jeszcze te swoje sytuacje wykorzystali. Strzelając jednak w meczu zero bramek, będzie wystarczył tylko jeden błąd, by przegrać mecz. A my tych błędów nie robimy jeden, tylko wiele.

Ogólnie nie ma co popadać w jakiś wielki pesymizm, bo mimo wszystko ten wynik nie oddaje do końca przebiegu meczu. Dobrze, że przynajmniej Jędrych to skorygował swoim trafieniem. Znicz za wyrachowanie, chłodną głowę i wypunktowanie jak najbardziej zasłużył na zwycięstwo, ale raczej trudno przewidywać, że wszyscy przeciwnicy będą tak wyrachowani, a my będziemy ciągle płacić frycowe.

Tak jak powiedział trener Górak, zabrakło doświadczenia i umiejętności. Niestety po początkowym zrywie mało dali boczni obrońcy, jak również pomocnicy. Walki zespołowi odmówić nie można było, ale widoczne było zmęczenie. Szkoda, że rezerwowi nie podnieśli poziomu drużyny, a takie sytuację, jak w samej końcówce miał Urynowicz, trzeba rozwiązywać bardziej rozważnie, z większą starannością, bo jednak dobitka z 20 metrów po ziemi w gąszcz przeciwników nie jest zbyt dobrym pomysłem.

Nie ma tragedii, ale do zachwytów również daleko. Przede wszystkim trzeba poprawić grę obronną, bo taka postawa, jak w meczu ze Zniczem może spowodować kuriozalną sytuację, że będziemy w danym meczu naprawdę dużo lepsi, ale rywal zrobi dwie akcje i strzeli dwa gole. Pamiętajmy jednak również o pracy z ofensywą i nad skutecznością.

Niech trener pracuje z zespołem i poprawia to, co zostało uwidocznione jako mankament i niech wzmacnia to, co pokazało się jako potencjał. Za tydzień katowiczanie grają z Gryfem Wejherowo, co będzie zupełnie innym spotkaniem. W sobotę będziemy mieli okazję sprawdzić, jak postępuje rozwój tej drużyny.

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    Nerwus

    28 lipca 2019 at 19:57

    Żydki wygrały tam na farcie, będzie ciężko, remis będzie naszym sukcesem

  2. Avatar photo

    Piki

    28 lipca 2019 at 20:26

    Cytując po części klasyka … „to , że jesteśmy w dupie to wiemy , problem w tym , że NIE umiemy zacząć się w niej urządzać”

  3. Avatar photo

    Roh

    28 lipca 2019 at 21:07

    Ja tam nie widze dużo pozytywów. Prawda jest taka, ze niektorzy nasi zawodnicy nie nadaja sie nawet na ten poziom. A to co wyprawiaja w obronie Jendrych i Dejmek to piłkarski kryminał.

  4. Avatar photo

    Mleczak

    28 lipca 2019 at 23:03

    Nadzieja była, jest i będzie. Również bez większych oczekiwań szedłem na mecz, ale wybaczcie z kolejną wyprawą poczekam aż się w końcu zgrają, stworzą monolit, zbiorą doświadczenie etc. Szkoda mojego czasu, a może po prostu przynoszę im pecha…Poczekam aż się przełamią, albo może zrobią nawet jakąś serię. Oprócz miłości do barw mam jeszcze poczucie dobrego smaku…

  5. Avatar photo

    KaTe

    29 lipca 2019 at 00:50

    Wiosną najlepiej w obronie grali Remisz z Jędrychem. Ale ktoś uznał, że lepszy będzie powolny grubasek Dejmek…
    A jeśli chodzi o atak, to zadziwia mnie nieustająca wiara w Rumina. Facet dużo biega, ale snajperem nie jest i chyba nie będzie. Może lepiej go ustawić na skrzydle – słabszy od tego boroka Kiebzaka nie będzie

  6. Avatar photo

    Irishman

    30 lipca 2019 at 11:07

    @Mleczak, a nie będzie Ci później szkoda, że nie byłeś przy tym jak właśnie rodziła się drużyna, która za chwile będzie nam przynosić mnóstwo radości?
    Bo ja im więcej czasu mija od meczu im więcej oglądam jego skrótów, im bardziej chłodno o nim myślę tym bardziej rośnie we mnie wiara, że coś z tego będzie! Bo ja naprawdę nie spodziewałem się aż tak dobrej gry w ofensywie! Oczywiście „dla równowagi” gra obronna „koncertowo” zawiodła. Napewno więc trzeba to zbalansować, dokonać kilku odważnych zmian personalnych (w końcu selekcja tak naprawdę ciągle trwa) czy w ustawieniu, poćwiczyć wzajemną asekurację i myślę, że będzie tylko lepiej!

  7. Avatar photo

    pablo eskobar

    30 lipca 2019 at 14:17

    Przy trzeciej bramce poprostu jakas masakra gosc tylem do bramki przyjmuje pilke obraca sie i strzela gola przy biernosci dwoch naszych kopaczy tak sie w B klasie niegra

  8. Avatar photo

    funclub

    31 lipca 2019 at 04:54

    „Tak jak powiedział trener Górak, zabrakło doświadczenia i umiejętności.”
    Pytanie zasadnicze, kto odpowiada za taki dobór zespołu?
    Może taniej, szybciej i lepiej pozbierać uczniów po osiedlowych boiskach szkolnych?
    Niech sobie chłopaki pokopią na prawdziwym stadionie trochę i pojeżdżą po Polsce.

  9. Avatar photo

    Ab

    31 lipca 2019 at 09:32

    Doświadczenie będą zbierać z kolejnymi batami natomiast ich umiejętności były, są i będą na tym samym niskim poziomie. Jeśli piłkarsko byliby lepsi to już dawno nie graliby tam skąd przyszli. Duet G-G kieruje się jednak innymi kryteriami niż umiejętności piłkarskie, wystarczy biegać tam i z powrotem i ćwiczyć na siłowni. No a piłka może trochę przeszkadza no ale co zrobić musi być.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga