Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Dwie kolejne zawodniczki wzmocnią zespół Mistrzyń Polski

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które obejmują sekcję piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Piłkarki dzisiaj wrócą do treningów po przerwie pomiędzy sezonami. W ostatnim tygodniu do drużyny dołączyły Dżesika Jaszek, Natalia Kulig oraz Karolina Bednarz. W ramach przygotowań do sezonu 2023/24 piłkarze rozegrali w minionym tygodniu dwa sparingi. W pierwszym z nich przegrali z ekstraklasowym ŁKS-em 0:1 (0:0), w drugim pokonali GKS Jastrzębie 2:1 (1:0). Grzegorz Janiszewski podpisał nowy kontrakt.

Drużyna siatkarzy wystąpi w turnieju PreZero Grand Prix w grupie „D”. Turniej zostanie rozegrany w drugiej połowie sierpnia w Gdańsku.

Mistrzowie Polski w hokeju na lodzie do treningów wrócą 31 lipca, z zespołem ostatecznie rozstał się Patryk Krężołek.

 

PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Dwie kolejne zawodniczki wzmocnią zespół Mistrzyń Polski
Świetne wiadomości dla sympatyków GieKSy – do katowickiego zespołu dołączą dwie kolejne, bardzo wartościowe zawodniczki! GKS Katowice zbroi się na Ligę Mistrzyń.
Pierwszą z zawodniczek dzisiaj zakontraktowanych w GKS-ie Katowice jest Natalia Kulig. Myślę, że sylwetki tej zawodniczki nie trzeba szczególnie przybliżać wszystkim sympatykom kobiecej piłki w Polsce. Związana była z WKS-em Śląsk Wrocław od początku powstania sekcji kobiecej w stolicy Dolnego Śląska. Ikona wrocławskiego futbolu w sezonie 2020/2021 rozegrała 20 spotkań, zdobywając w nich jedną bramkę. Kolejny sezon 22-letniej pomocniczki był równie udany, zanotowała w nim komplet, 22 spotkań ligowych. Jak się okazało, sezon 2022/2023 Orlen Ekstraligi był ostatnim w barwach Śląska Wrocław. Natalia Kulig po raz kolejny udowodniła swoją niesamowitą wartość dla zespołu, zdobywając jedną bramkę w 20 rozegranych spotkaniach. Bez wątpienia, utrata filaru drużyny jest dla Śląska dużą stratą. Niebawem przekonamy się czy także w Katowicach układanie składu na mecz będzie się zaczynało od Natalii Kulig.

 

GKS Katowice z kolejnym letnim transferem!
GKS Katowice zbroi się na potęgę! Bohaterką kolejnego letniego transferu jest Karolina Bednarz, która żegna się z Resovią Rzeszów.
22-letnia pomocniczka jest wychowanką Resovii Rzeszów, przeprowadzka do Katowic jest jej pierwszą zmianą przynależności klubowej. Jeśli coś zmieniać, to z przytupem! Transfer do zespołu aktualnych mistrzyń Polski jest z pewnością wielką szansą dla Bednarz i sportowym awansem. W zespole z Podkarpacia była ona podporą zespołu, liderką ofensywy, zawodniczką, od której zaczynało się konstruowanie wyjściowej jedenastki. Za komentarz wystarczy krótkie liczbowe podsumowanie jej występów od momentu debiutu w zespole seniorskim 1 lipca 2016 roku na poziomie I ligi: 112 rozegranych spotkań, 51 zdobytych bramek! Te liczby robią duże wrażenie i z pewnością Katowiczanie z zakontraktowaniem tej zawodniczki wiążą duże nadzieje zarówno w kontekście walki o Ligę Mistrzyń, jak i obronę tytułu mistrzowskiego w nowym sezonie Orlen Ekstraligi.
Karolina Bednarz była także powoływana do młodzieżowych zespołów reprezentacji Polski, może przyjdzie też czas na kadrę seniorską. GKS Katowice bez wątpienia przed Karoliną taką szansę otwiera.
Poniżej prezentujemy komentarz Aleksandry Noras, menedżerki sekcji piłki nożnej kobiet w GKS Katowice:
“Od dłuższego czasu próbowaliśmy namówić Karolinę na dołączenie do naszego zespołu. To bardzo dynamiczna piłkarka o bardzo dobrych warunkach fizycznych. Cieszę się, że ostatecznie udało się ją namówić do gry dla GKS-u Katowice. Liczymy na to, że będzie dużym wzmocnieniem dla naszego zespołu.”

 

sportdziennik.com – Nigdy się nie wyłamywał
Liga będzie fenomenalna – mówi trener Rafał Górak, odnosząc się do sytuacji kadrowej, zmian w sztabie czy odejściu Roberta Góralczyka, czyli tego wszystkiego, co latem zdążyło wydarzyć się już przy Bukowej.
Już nie utrzymanie – bądź też utrzymanie szybciej niż w poprzednim roku – a dużo ambitniejszy cel przyświecać będzie piłkarzom GieKSy w nachodzącym sezonie Fortuna 1. Ligi. Jest nim walka o czołową szóstkę, gwarantującą udział w barażach o ekstraklasę, w której Katowic nie ma od 18 lat.
– Cel został rzucony z góry. Skoro właściciele, prezes, wszyscy dookoła powiedzieli o szóstce, to nie wolno mi się z tego wyłamywać. Ja zresztą nigdy nie wyłamywałem się z celów, które klub mi narzucał. Liga będzie fenomenalna. Bardzo fajnie, że możemy w niej grać, bo nawet w ekstraklasie część klubów nie jest takimi markami, co w pierwszej lidze. Będzie ciekawie, a ja na razie jestem bardzo mocno zafiksowany, by zbudować kadrę i być gotowy na pierwsze spotkanie w Legnicy – mówi Rafał Górak, trener GKS-u.
Budowa kadry postępuje, bo w miejsce pożegnanych Michała Kołodziejskiego, Dominika Kościelniaka, Marko Roginicia, Daniela Tanżyny, Marcina Urynowicza i Zbigniewa Wojciechowskiego, których kontrakty wygasły 30 czerwca i nie zostały przedłużone, a także Daniela Dudzińskiego wracającego do Lubina po okresie wypożyczenia, na Bukową trafili póki co wahadłowy Adrian Danek (Korona Kielce), stoper Aleksander Komor (Resovia) i ofensywny pomocnik Mateusz Mak (Stal Mielec).
– Pracujemy nad kolejnymi tematami. Dyrektor Dubas spędza w klubie w zasadzie całe dnie, jesteśmy informowani, wiemy, czego byśmy chcieli. A że transfery lubią ciszę, to na razie tak to zostawmy – nabiera wody w usta szkoleniowiec GieKSy, którego pytamy o obsadę ataku. Bardzo dobrą wiosnę miał Sebastian Bergier, ale raz, że wzbudza zainteresowanie innych klubów, dwa – w tej chwili nie ma zmiennika, bo wspomniany Roginić jest już w Łęcznej, a Jakub Arak dopiero wraca po kontuzji.
– Jest już bardzo blisko, spodziewamy się go na treningach w przyszłym tygodniu. Miał artroskopię łąkotki, wszystko ładnie się zagoiło. Napastnicy? Zawodnikiem o nietuzinkowych umiejętnościach grania w polu karnym przeciwnika jest też Mateusz Mak. Wydaje mi się, że może być w jakiś sposób wykorzystywany na „dziewiątce”. Zobaczymy, czy na tym poprzestaniemy, czy jeszcze jednym z naszych celów będzie zawodnik na tę pozycję; w szczególności, że Kuba Arak może też grać jako „dziesiątka” – przypomina Górak.
To nie pierwsze okienko transferowe, w którym w kontekście GieKSy przewijało się nazwisko Mak. Obu bliźniaków szkoleniowiec doskonale zna sprzed lat, gdy wprowadzał ich do seniorskiej piłki prowadząc Ruch Radzionków.
– Bardzo chciałem Michała. Niestety, przegraliśmy walkowerem z Wieczystą, wiadomo… Mateusza też mocno u nas widzieliśmy. Zawsze byli mi bliscy, razem zaczynaliśmy i mam nadzieję, że razem skończymy: z przytupem, żeby było z tej współpracy dużo dobrego. Bardzo na Mateusza liczę – podkreśla Rafał Górak.
Nie będzie natomiast liczył na Daniela Ściślaka, bo po krótkim okresie testów i sparingu z rumuńskim FC Voluntari (0:1) zrezygnował z pozyskania pomocnika Górnika Zabrze.
– Brakło niedużo, ale trzeba sobie powiedzieć, że na jednej z pozycji nr 8 celujemy w młodzieżowca. Zostaje zatem tylko druga „ósemka”, do której aspirują Rafał Figiel, Oskar Repka, być może ktoś jeszcze. Daniel to utalentowany zawodnik, ale wydaje mi się, że jego czas powinien się teraz odmierzać gdzieś w drugiej lidze. Niech rozegra sezon na takim poziomie, co ostatnio w trzeciej lidze (w rezerwach Górnika – dop. red.) i powinno być dobrze. To nie był moment, bym u nas zagwarantował mu tyle, ile by sobie pewnie życzył – wyjaśnia szkoleniowiec pierwszoligowca z Bukowej.
Zawodnikiem GieKSy nie zostanie też Oskar Kozdroń. Junior z rezerw Zagłębia Lubin wystąpił w sparingach z Voluntari i Hutnikiem Kraków (3:1).
– To jeszcze nie ten czas, by otworzyła się przed nim pierwsza liga. To chłopak z błyskiem, ale nie na takim poziomie, by natarł na naszych młodzieżowców. Agencja, klub, musi mieć dla niego ścieżkę rozwoju – przyznaje trener GKS-u, dodając jednocześnie, że Bartosza Baranowicza, młodzieżowca z Górnika Zabrze, którego pozyskania klub dotąd jeszcze oficjalnie nie ogłosił, traktuje już jak swojego.
Młodzieżowcy błysnęli w sobotnim sparingu z Hutnikiem. Do siatki drugoligowca, przesądzając o zwycięstwie, trafili Alan Bród i mniej znany, mający jeszcze przed sobą debiut w I drużynie, Kacper Pietrzyk z rocznika 2004.
– Cieszy postawa naszych młodzieżowców, niech się rozwijają. Kacper to chłopak, który u nas terminował już w poprzednim sezonie, a grał w drugiej drużynie u trenera Pańpucha i zbierał bardzo dobre recenzje. Nasz wychowanek, może jeszcze było na niego za wcześnie, ale tak to jest, że niekiedy ktoś rozwija się szybko, a niekiedy ciut dłużej. Przyglądamy się mu, ale trzeba odpowiedzieć sobie, czy to młodzieżowiec gotowy na pierwszą ligę, czy nie warto byłoby jednak rozwinąć go jakimś dobrym wypożyczeniem. Decyzji jeszcze nie podjęliśmy – tłumaczy Rafał Górak.
Te decyzje przy Bukowej podejmowane są już w nieco innym gronie niż przez poprzednie cztery sezony. Z klubem wkrótce pożegna się prezes Marek Szczerbowski, a już uczynił to – z dniem 30 czerwca – dyrektor Robert Góralczyk.
– Moja relacja z Robertem Góralczykiem ma dwa oblicza. Jedna to prywatna, a druga to ta na linii dyrektor-trener. Za nami cztery udane lata, świetnie mi się pracowało, tak jak wcześniej, gdy spotykaliśmy się w nieco innych rolach. Robert to moim zdaniem top dyrektorów w Polsce. Wydaje mi się, że lada moment gdzieś go będziemy mogli oglądać. Tak to jest, że ktoś nieraz potrzebuje zmiany. Ja jego decyzję uszanowałem, a czy mi z nią lekko, czy źle… Ja wiem najlepiej, ile dyrektor dla nas robił. Tu nie chodzi tylko o sekcję piłki nożnej mężczyzn, ale klub. Dla całego GKS-u to niewątpliwie duża strata – przekonuje Górak.
Do zmian doszło też w sztabie szkoleniowym, do którego dołączył Dariusz Mrózek, wcześniej z powodzeniem samodzielnie pracujący z III-ligowcami: Podhalem Nowy Targ czy Rekordem Bielsko-Biała.

 

Ósemka dla młodzieżowca
Alan Bród pod nieobecność uczestniczącego w finałach Euro U-19 Antoniego Kozubala wysłał sygnał, że jest coraz bardziej gotowy na regularną grę w I lidze.
Ma zadatki na jednego z ulubieńców trybun przy Bukowej. Posiada zmysł do gry kombinacyjnej. Na boisku szybko rzuca się w oczy, no i ważną część piłkarskiej edukacji odbył przy Bukowej, mając już status wychowanka. Adrian Bród w sobotnim sparingu z drugoligowym Hutnikiem Kraków (3:1) doczekał się premierowego trafienia w pierwszej drużynie GieKSy.
– Udało mi się wybiec do prostopadłej piłki. To była świetna asysta od Grześka Rogali. Strzeliłem swojego pierwszego gola dla GKS-u. Mimo że to tylko sparing, cieszy jak normalny ligowy – uśmiecha się środkowy pomocnik, który w sierpniu skończy 19 lat.
Dotąd jeśli strzelał w seniorskiej piłce, to tylko dla rezerw GieKSy, występujących w klasie okręgowej. Za nim debiutancki sezon na zapleczu ekstraklasy. Rozegrał 16 meczów – 7 w wyjściowym składzie – i zaliczył blisko 600 minut. W kibicach miał adwokatów. Dopytywali, czemu nie więcej, o czym nieraz opowiadać musiał trener Rafał Górak, zdecydowanie chętniej stawiający na Daniela Dudzińskiego, który po okresie wypożyczenia z Zagłębia Lubin tego lata rozstał się z Bukową.
– Alan to chłopak, który bardzo dobrze się rozwija, a najważniejsze w tym wszystkim jest to, że panuje wkoło niego dużo cierpliwości. W poprzednim sezonie zaczął w podstawowej jedenastce, po pierwszej kolejce, w której wygraliśmy z ŁKS-em, było o nim bardzo głośno. Powtarzałem jednak, że to jeszcze nie jest zawodnik gotowy do regularnego grania w pierwszej lidze. Wydaje mi się, że z każdą chwilą jest z nim coraz lepiej i jest tego coraz bliżej – mówi szkoleniowiec GieKSy.
Bród będzie w nadchodzącym sezonie jednym z młodzieżowców walczących o miejsce w podstawowym składzie katowickiej drużyny.

 

lkslodz.pl – Drugi na plus. ŁKS Łódź – GKS Katowice 1:0
Podopieczni Kazimierza Moskala wygrali w drugim meczu kontrolnym podczas letniego okresu przygotowawczego. Ełkaesiacy zwyciężyli 1:0 z GKS-em Katowice, po samobójczym trafieniu Bartosza Jaroszka.
W pierwszych minutach spotkania obie drużyny nieco się wybadywały, zarówno z jednej i drugiej strony próbowano szybszych, czasem bardziej niekonwencjonalnych zagrań, które miały otworzyć drogę do szesnastki. Nieco nerwów było pod bramką ełkaesiaków, kiedy przy wymianie piłki w swoim polu karnym katowiczanie nacisnęli na nich, choć skończyło się to bez konsekwencji.
Pierwsza groźna sytuacja należała do przyjezdnych, którzy w 11. minucie zdecydowali się na wrzut z autu wprost w szesnastkę biało-czerwono-białych. Tam z pierwszej piłki uderzył jeden z żółto-czarnych, który trafił w spojenie bramki. Łodzianie próbowali odpowiadać, szukając otwarcia gry po prostopadłych podaniach (kilka dobrych piłek w taki sposób zagrał Dani Ramirez). Mimo starań obu ze stron, żadna w początkowej fazie meczu nie mogła sobie wypracować klarownej sytuacji strzeleckiej.
W 22. minucie to ełkaesiacy byli bliscy zdobycia bramki po błędzie w wyprowadzeniu piłki. Bartosz Szeliga jeszcze na skraju pola karnego przejął piłkę, zagraną przez golkipera GKS-u i wpadł w szesnastkę, gdzie z bliskiej odległości oddał strzał, choć ten został niestety zablokowany.
Kolejne minuty pierwszej połowy upłynęły przy grze momentami toczącej się od jednej bramki do drugiej. Łodzianie starali się zmusić rywali do błędu – właśnie po takiej stracie piłki ełkaesiacy zainicjowali w 41. minucie akcję, która skończyła się mocnym uderzeniem z dystansu w wykonaniu Artemijusa Tutyskinasa. Tu czujnie zachował się golkiper z Katowic, który pochwycił ten strzał. Niekiedy biało-czerwono-białym brakowało nieco dokładności, czy szczęścia przy ostatnim podaniu, bądź próbach strzałów, szczególnie, że kompaktowo broniący katowiczanie pilnie starali się nie dopuścić ich do żadnej groźnej sytuacji.
Drugą połowę świetnie zaczęli biało-czerwono-biali, którzy po przerwaniu akcji na swojej połowie wyprowadzili szybką kontrę, którą poprowadził świetnym rajdem Maciej Śliwa, kończąc to groźnym strzałem, który został zablokowany na rzut rożny. Widać było, że ełkaesiacy złapali wiatr w żagle i sprawnie udało im się to przekuć na bramkę. W 50. minucie łodzianie po przerwanej akcji zebrali piłkę jeszcze pod szesnastką rywali. Wówczas Piotr Głowacki oddał silny strzał na długi słupek, po którym piłka odbiła się od nogi Bartosza Jaroszka i wpadła prosto do siatki.
Ełkaesiacy nie spoczywali na laurach. W kolejnych minutach dwie świetne okazje wypracował sobie Kay Tejan – najpierw po wrzutce w pole karne celnie uderzył na bramkę, a piłka zatrzepotała w siatce, jednak arbiter odgwizdał spalonego. Chwilę później, w podobnej sytuacji, Holender uderzył minimalnie niecelnie, obok słupka.
Biało-czerwono-biali w drugiej połowie spotkania kontrolowali przebieg meczu i spokojnie utrzymywali swoje prowadzenie, cały czas dążąc do podwyższenia wyniku. Na lewym skrzydle często indywidualnych rajdów próbował Kelechukwu Ibe-Torti, stwarzając dzięki temu kilka okazji. W 87. minucie po dograniu tego skrzydłowego w pole karne, rywale wybili piłkę, którą ełkaesiacy zebrali niedaleko szesnastki. Wówczas Piotr Głowacki popisał się świetnym uderzeniem z dystansu, które niemalże wpadło w okienko, odbijając się ostatecznie od spojenia bramki.

 

dziennikzachodni.pl – Sparingowe derby Śląska przy Bukowej dla GieKSy
W sobotę 8 lipca 2023 roku rozegrany został mecz sparingowy GKS-u Katowice z GKS-em Jastrzębie. Spotkanie odbyło się na głównej płycie stadionu przy ulicy Bukowej i było otwarte dla publiczności.
[…] Mecz odbył się w upalnej pogodzie, ale piłkarze obu drużyn wykazywali dużą ochotę do gry. Gospodarze objęli prowadzenie w 45. minucie. Sebastian Bergier sprytnie zachował się w polu karnym – wziął „na zamach” interweniujących obrońcę i bramkarza, a następnie spokojnie drugą nogą posłał piłkę do pustej bramki.
Jastrzębianie wyrównali w 81. minucie, kiedy Szymon Gołuch uderzył z pola karnego i Dawid Kudła dał się zaskoczyć strzałem w bliższy róg bramki. GieKSa szybko odpowiedziała – Szymon Krawczyk dobił z pięciu metrów piłkę, którą sparował bramkarz po szarży Adriana Błąda.

 

SIATKÓWKA
niebywalesuwalki. – Znamy podział grup w PreZero Grand Prix PLS
Losowanie grup PreZero Grand Prix PLS Kobiet i Mężczyzn 2023 odbyło się 21 czerwca w Warszawie. To wydarzenie, które ponownie rozbudzi sportowe emocje wśród fanów siatkówki plażowej w Polsce. Nowością jest fakt, że turniej PreZero Grand Prix PLS Mężczyzn, który odbędzie się w dniach 17-20 sierpnia 2023 roku, zostanie rozegrany w Gdańsku. W poprzednich dwóch edycjach wydarzenia zawodnicy PlusLigi rywalizowali na boiskach KS Wanda w Krakowie.
[…] Grupa D
1. Aluron CMC Warta Zawiercie
2. Projekt Warszawa
3. GKS Katowice
4. Barkom-Kazhany Lwów
W ubiegłorocznej edycji PreZero Grand Prix PLS Mężczyzn zwyciężyli siatkarze LUK Lublin, którzy pokonali w finale PSG Stal Nysa. Turniejowe podium uzupełnili zawodnicy Cuprum Lubin. MVP, czyli najlepszym zawodnikiem kilkudniowego wydarzenia, został wówczas Wojciech Włodarczyk, przyjmujący LUK Lublin. Biało-niebiescy zakończyli PreZero Grand Prix PLS Mężczyzn 2022 w Krakowie w ćwierćfinale, przegrywając po tie-breaku z Cuprum Lubin 1:2 (25:22, 22:25, 11:15).

 

sportdziennik.com – Elita nie tylko z nazwy
GieKSa to dobre miejsce do rozwijania umiejętności. – Chcemy pomagać zawodnikom w mozolnym wspinaniu się po sportowej drabince – przekonuje trener Grzegorz Słaby.
Nawet w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałem, że w klubie mojego dzieciństwa będzie moja ulubiona dyscyplina i będę miał okazję współpracować z Piotrem Gruszką oraz Dariuszem Daszkiewiczem. Ba, od pewnego czasu odpowiadam za wyniki siatkarzy. To była czysta abstrakcja, a teraz jestem w kosmosie, czyli PlusLidze, jednej z najważniejszych i najsilniejszych lig świata – mówi trener katowickiego zespołu Grzegorz Słaby, który wpisał się w jego historię.
Gdy katowiczanie awansowali do PlusLigi, ówczesne władze sekcji oraz klubu zdecydowały, że jeden z twórców tego sukcesu nie poprowadzi zespołu. To była kontrowersyjna decyzja. Trener Słaby znał tę ekipę najlepiej i liczył, że będzie za nią odpowiadał również w elicie.
– Zaraz po awansie nie miałem wątpliwości, że oddam stery – zdradza szkoleniowiec. – Zrobiłem właściwy krok, bo utwierdziłem się w przekonaniu, że nie podołałbym obowiązkom PlusLigi. Zostałbym „zjedzony” przez atmosferę, otoczkę towarzyszącą rozgrywkom, a może i przez zawodników… Grałem na poziomie II ligi, czyli de facto amatorsko. Gdy prowadziłem GKS w II i I lidze, również działaliśmy po amatorsku. Mieliśmy 30 piłek, jeden wałek do masażu i dochodzącego fizjoterapeutę.
– Gdy w 2016 roku sięgnęliśmy po awans, potrzebny był trener z zewnątrz. On na chłodno by ocenił zespół i tak go ułożył, żeby dobrze funkcjonował w elicie. Przyszli więc Piotr Gruszka i Andrzej Zahorski (odpowiedzialny za przygotowanie fizyczne – przyp. red.), dołączył na stałe fizjoterapeuta, co pozwoliło dokonać poważnego skoku jakościowego. Działacze inaczej odbierali trenerów Gruszkę, a później Daszkiewicza, którzy wskazywali jak powinna wyglądać praca w profesjonalnym klubie niż Słabego (śmiech). Miałem okazję uczyć się od fachowców, obserwować jak zarządzają i komunikują się z grupą. To był dla mnie ważny okres, który mam nadzieję, że wykorzystałem – przekonuje Grzegorz Słaby.
Po wybuchu pandemii nastał trudny czas nie tylko dla GKS-u, który na finiszu sezonu zasadniczego zajmował 6. miejsce. Ligę jednak przerwano i wokół drużyny powstało wiele zawirowań oraz niedomówień. Można było ich uniknąć, ale reagowano zbyt impulsywnie, pod wpływem chwili. Prezes Marek Szczerbowski, żegnający się w sierpniu z klubem, powierzył kierowanie zespołem trenerowi Słabemu. Potem przy każdej okazji chwalił się, że to była trafna decyzja; o szkoleniowcach piłkarzy i hokeistów też tak zresztą mówił.
– Jako GieKSiarz nie zastanawiałem nad tą propozycją. Wszyscy znaleźliśmy się w trudnej sytuacji i drużynie trzeba było zapewnić stabilny poziom – podkreśla Słaby. – Sztab działał w zmniejszonym składzie, bo wszędzie szukano oszczędności. W drugim sezonie awansowaliśmy do play offu i był to wyczyn, który odbił się szerokim echem, a wielu fachowców prognozowało, że do końca będziemy walczyć o utrzymanie. Stało się inaczej, jednak w kolejnym sezonie przyszło nam się zmierzyć z wieloma przeciwnościami, czego nie przypuszczałem.
Trenerzy różnie reagują na wydarzenia na parkiecie. Jedni nie kryją emocji i dyskutują ze wszystkimi dookoła, a inni ze spokojem obserwują i tylko w czasie przerw wydają krótkie instrukcje. Do tej drugiej grupy należy Grzegorz Słaby.
– Cały czas się uczę, choć już nie jestem bezimienny w lidze i chyba zostałem zaakceptowany – uważa Grzegorz Słaby, szkoleniowiec, który kontrakt z katowickim klubem przedłużył o kolejny rok.
– Miniony sezon uważam za największe osiągnięcie w trenerskiej przygodzie. Jeszcze się nie rozpoczął, a musieliśmy się zmierzyć z sytuacją kryzysową. Micah Ma’a niespodziewanie nas opuścił, wybierając bardziej intratną ofertę z Turcji. Zostaliśmy więc bez rozgrywającego nr 1, bo Georgi Seganow został ściągnięty w ostatniej chwili i niemal wszystko zaczynaliśmy od nowa. Ponadto mieliśmy aż czterech serwisujących „floatem”. Nie chcę powiedzieć, że oddawaliśmy piłkę rywalom, ale solidnie ułatwialiśmy im zadanie. Z powodu różnych przeciwności losu, głównie kontuzji, mieliśmy poważny kryzys i przegrywaliśmy mecz za meczem. Potrafiliśmy jednak wyjść zapaści, co uważam za swoje największe osiągnięcie.
– Zajęliśmy 11. miejsce, wyprzedzając renomowaną Skrę Bełchatów, z budżetem nieporównywalnym do naszego. Przy okazji przypomniał mi się okres, kiedy prowadziłem I-ligowy zespół z Tychów. Zawodnicy pracowali, więc trenowaliśmy między 20.00 a 22.30, lecz mimo to zdołaliśmy się utrzymać. To pokazuje jak ważna jest dobra komunikacja i odpowiednie zarządzanie grupą. W takich momentach elementy czysto siatkarskie schodzą na nieco dalszy plan, bo nie są już na odpowiednim poziomie. Dotarcie do zawodnika i przekonanie go do roli, jaką ma odegrać, są niesłychanie ważne. W trakcie meczu trzeba podjąć szybką decyzję i dokonać zmiany, czasem na jedną akcję. Trzeba więc reagować błyskawicznie. Prowadzenie zespołu w siatkówce jest trudniejsze niż w pozostałych grach zespołowych. Komunikacji i zarządzania ciągle się uczę… – mówi Grzegorz Słaby
GieKSa od lat ma mniej więcej tak sam budżet. Jednak z roku na rok jest on zmniejszany i oscyluje raczej w dolnej strefie. Trzeba wysokich umiejętności negocjacyjnych, by związać koniec z końcem i stworzyć zespół zdolny do rywalizacji z mocarzami.
– Moim celem jest gra o najwyższe cele – podkreśla nasz rozmówca. – Muszę jednak mierzyć się z odmienną rzeczywistością. Najbogatsze kluby już w listopadzie, względnie na początku grudnia wiedzą, których zawodników będą miały w kolejnym sezonie. Potem składy konstruują te z mniejszymi pieniędzmi, a my jesteśmy pod koniec tego procesu. Takie są realia. Nie narzekam, bo nasz zespół jest postrzegany jako trampolina do lepszej przyszłości i dobre miejsce na odbudowanie formy. Na przestrzeni sezonów kontraktowaliśmy zawodników, którzy wśród konkurencji wywoływali zdziwienie – dodaje Grzegorz Słaby.
– Po cichu się z nas naśmiewano, a mimo to wciąż jesteśmy w elicie. Przychodzą do nas gracze, którzy pokazują się z dobrej strony i odchodzą do bogatszych klubów. Chcemy im pomagać, by podnosili umiejętności i mozolnie wspinali się po sportowej drabince. Na przestrzeni kilku lat przez nasze ręce „przewinęło się” wielu siatkarzy, którzy odgrywają ważne role w innych zespołach. Mało kto pamięta, że w I lidze parę atakujących tworzyli Jan Król i Karol Butryn, w zeszłym sezonie grający w Indykpolu AZS-ie Olsztyn. Gdy Butryn do nas przychodził, był kompletnie nieznany. Tymczasem play off kończył jako nr 1 na tej pozycji, a dziś jest w reprezentacji.
– Rozgrywającymi z kolei byli Marcin Komenda i Jan Firlej, również z ciekawą perspektywą w kadrze. Ma’a i Seganow zostali już wspomniani, a do nich dochodzi duet libero Dustin Watten i Bartłomiej Mariański, należący do ścisłej czołówki. Na przyjęciu przez cały sezon grał m.in. Rafał Szymura, mistrz kraju z Jastrzębskim Węglem, a Jakub Szymański. Jako młody chłopak przychodził do nas jako czwarty przyjmujący, dziś jest kadrowiczem. A Sebastian Adamczyk, rezerwowy środkowy Skry Bełchatów, którego sprowadziliśmy z powodu plagi kontuzji na tej pozycji, w tym sezonie zadebiutował w Lidze Narodów – kontynuuje Grzegorz Słaby.
PlusLiga należy do światowej elity. 5-6 zespołów rywalizuje o medale, 11-12 o miejsce w play offie, czyli konkurencja jest niezwykle wymagająca. Wejście do czwórki jest sporym osiągnięciem, a medal należy odtrąbić jako sukces.
– O sile naszej ligi najlepiej świadczy fakt, ilu zawodników dostarczyła do szerokiej kadry – podkreśla trener Grzegorz Słaby. – Jest jednak druga strona medalu, o której trzeba powiedzieć. 16 zespołów sprawia, że gramy na okrągło, bez chwili wytchnienia. Sezon jest za krótki w porównaniu do międzynarodowego, który zaczyna się na początku czerwca, a kończy – jak w tym roku – w połowie października. Wydaje mi się, że należy zreformować rozgrywki międzynarodowe. Dla siatkarza przerwa ligowa od maja do października to jakieś nieporozumienie, a wręcz dramat. Ileż można trenować?
PlusLigę czeka reforma. W sezonie 2024/25 spadną aż trzy zespoły i oczyma wyobraźni już widzimy, co się będzie działo. To jednak zmartwienie na później, bo od końca października rozpocznie się kolejne ligowe szaleństwo.

 

HOKEJ
hokej.net – Krężołek oficjalnie w Zagłębiu Sosnowiec

Wyjaśniła się ostatecznie przyszłość Patryka Krężołka. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami parafował dzisiaj nową umowę z Zagłębiem Sosnowiec.

24-letni skrzydłowy ma w swoim dorobku występy zarówno w młodzieżowych, jak i seniorskiej reprezentacji Polski.Kibice kojarzą go głównie z występów w ekipie GKS-u Katowice, w którym spędził ostatnich sześć lat. W tym czasie rozegrał 270 ligowych spotkań, w których strzelił 65 bramek i zanotował 61 asyst. Najlepsze w jego wykonaniu były sezony 2019/2020 i 2020/2021, w których zdobył odpowiednio 19 i 18 goli.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga