Dołącz do nas

Piłka nożna

Dariusz Motała odszedł z klubu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W dniu dzisiejszym otrzymaliśmy z klubu oficjalny komunikat w którym poinformowano, iż z dniem 14.08.17 rozwiązano za porozumieniem stron umowę z dyrektorem sekcji piłkarskiej mężczyzn Dariuszem Motałą. Manager pracował w klubie dwa lata. 

Prezes Wojciech Cygan w krótkim komunikacie poinformował również, iż trwają poszukiwania osoby, która zastąpi Motałę na stanowisku. 

Dziękujemy za jego pracę na rzecz GKS-u Katowice i życzymy powodzenia w dalszej karierze zawodowej.

24 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

24 komentarze

  1. Avatar photo

    PanGoroli

    14 sierpnia 2017 at 11:59

    Sluszna decyzja. Miał gadane, ale efekty jego działań, to nieporozumienie.

  2. Avatar photo

    KaTe

    14 sierpnia 2017 at 12:20

    Dziękujemy za chaotyczną „politykę transferową”. Pan Motała pewnie podąży za Brzęczkiem.
    Na takim stanowisku przydałby się ktoś związany emocjonalnie z Gieksą. I odpowiednio „kumaty”. Może Kaz Węgrzyn?

  3. Avatar photo

    bce

    14 sierpnia 2017 at 12:33

    Brawo dla prezesa Cygana. Ta decyzja miała zapasć dużo prędzej. Pan jest tu prezesem!!! Teraz jeszcze kary finansowe dla piłkarzy. Kate to by była dobra decyzja Kazik Węgrzyn. Zostawił sporo zdrowia w Gieksie. Potrzeba ludzi zwiazanych emocjonalnie z regionem.

  4. Avatar photo

    Greg

    14 sierpnia 2017 at 12:53

    A po huj nam ktoś związany emocjonalnie jak dla nas to może być gorol. Czy czorny ważne żeby był obeznany na rynku transferowym i miał dojścia bo z ekstraklasy nikt do nas nie przyjdzie chyba że znowu jakiś emeryt czy słaby mokwa to musi być ktoś kto zna się na rynku zagranicznym zobacz cię sosnowiec czy Górnik

  5. Avatar photo

    Rafał

    14 sierpnia 2017 at 13:00

    zamiast kandydatów związanych emocjonalnie z klubem, wolę fachowców którzy przyczynią się do budowania jego sukcesu. Wali mnie czy ktoś jest z Poznania, czy Krakowa. Wolę kogoś kto wie jak wygląda świat.

  6. Avatar photo

    piotr

    14 sierpnia 2017 at 13:19

    Moze swierczewski

  7. Avatar photo

    Dziadek

    14 sierpnia 2017 at 13:24

    Spec od kontraktów odszedł, teraz czas na speca od brania pensji prezesa. Obiecał odejść, ale słowa nie dotrzymał. Nadal czekamy panie Cygan. A co do osób związanych emocjonalnie z klubem, to niech byłe gwiazdy reklamują klub, robią pokazowe treningi dla dzieci, robią klubowi dobry PR. A za biznes, jakim jest prowadzenie klubu, niech biorą się ci, którzy się na tym znają. Klub wyprowadzony, teraz tylko prywatny sponsor, tylko żaden tutaj nie przyjdzie gdy nadal większościowy pakiet UM będzie w pakiecie…

  8. Avatar photo

    Majki

    14 sierpnia 2017 at 13:39

    NArESZCIE…powinien zabrać ten szrot co tu posprowadzał…jak szczur z tonącego okrętu…ale to akurat cieszy…Cygan twoja kolej.

  9. Avatar photo

    UK

    14 sierpnia 2017 at 15:57

    Teraz przetrzepac mordy chujograjcom i zaczynamy od nowa

  10. Avatar photo

    tomek

    14 sierpnia 2017 at 16:52

    Kolej na Cygana Prezesa Ciamajde

  11. Avatar photo

    Rafał

    14 sierpnia 2017 at 17:01

    Za jaką prace wy chcecie mu dziękować, kopa w d..e i papa. Teraz jeszcze Mandrysz i Zając do wylotu. Ściągnąć porządnych(klasowych) trenerów może i z zagranicy by coś wnieśli fajnego, zadziorność i waleczności na pełne 90 minut a nie na 10-15minut i to na wyrost. Bo puki co to obecny szkoleniowiec nie umii poradzić sobie z niczym, tak to jest jak się patrzy na mecz bez okularów to i potem na konferencji pociska się jakieś farmazony, może jakby je miał podczas meczu to by chyba widział ze są nieprzygotowani do meczów. Dla nich najlepszy trening to na poligonie wojskowym, nauczyli by się biegać i być drużyną bo na razie nie są.

  12. Avatar photo

    Paweł

    14 sierpnia 2017 at 18:57

    Nieudacznik. Ciamajda musiał go zwolnić, aby chronić swój tyłek. Samemu do dymisji się nie poda.

  13. Avatar photo

    kejta

    14 sierpnia 2017 at 19:34

    Nie ma to jak zrobic tragiczne transcery, zobaczyc ze druzyna gra kupa i spierdolic jak szczur kanalem!!

  14. Avatar photo

    Marcin

    14 sierpnia 2017 at 19:59

    Cześć. Piszę tu chyba 2 raz w historii, ale nie wytrzymałem. Czy niektórzy z Was piszących źle o panu Cyganie kiedykolwiek pracowało? – niekiedy mam wrażenie, że piszą tu same dzieci. Prezes firmy odpowiedzialny jest za finanse i funkcjonowanie firmy (i tu chyba zgodzicie się ze mną nie było tak dobrze chyba nawet za pana Mariana Dziurowicza). Problem leży w pracownikach, którzy źle lub niewystarczajaco dobrze wykonują swoją pracę. Każdy ma swoje zadania i powinien być z nich rozliczamy. Pan Dariusz nie poradził sobie więc odszedł. Powinien więc przyjść ktoś kto sobie poradzi, ale czy tak będzie okaże się po pewnym czasie i Pan Cygan nie jest wróżką aby to wiedzieć już przy zatrudnieniu.
    Ps. Nie jestem znajomym Pana Cygana. Nawet osobiście Co nie znam.

    Pozdrawiam Wszystkich

  15. Avatar photo

    Adi

    14 sierpnia 2017 at 20:10

    Marcin- Popieram twoje slowa w 100%. W GieKSie pod wzgledem organizacji marketingu i stabilizacji Dawno tak nie bylo.To Cygan podnosił klub z dna, zaczelo dziać sie dobrze. sponsorzy pozytywna Marka klubu i stabilizacja. Ciagle tylko brakuje awansu.

  16. Avatar photo

    Adi

    14 sierpnia 2017 at 20:11

    chciliscie dymisji brzeczka a prawda jest taka ze GKS gral dobra piłkę i pewnie gdyby mial jeszcze rok szansy bylibysmy teraz liderem. gry za mandrysza nie da sie ogladac na trzeźwo. dzieci które nie mają pojęcia od czego jest prezes wypisują te glupoty, az zal tego czytać. za chwile znow zwolnimi trenera i tak w kółko

  17. Avatar photo

    obiektywny

    14 sierpnia 2017 at 20:25

    Piłka nożna to prosta dyscyplina. Nie tak ważny jest marketing jak wyniki i gra. W czasach śp.Dziurowicza były wyniki. Nie było oklejonych autokarów, filmików propagandowych, fety przed sezonem i innych dupereli. Za to były tytuły w pucharach, walka o mistrza, dobra gra. Ja wolę tamto niż to co teraz.

  18. Avatar photo

    Marcin

    14 sierpnia 2017 at 21:21

    Obiektywny – zgadzam się, że ważne są wyniki – przecież nigdzie temu nie zaprzeczyłem. Napisałem tylko, że prezes odpowiedzialny jest za finanse i funkcjonowanie firmy. Za wyniki sportowe odpowiadają poszczególni pracownicy. To tak jakby prezes firmy odpowiadał, za zepsuty sprzęt komputerowy – on zatrudnia pracownika, który się na tym zna i ma to naprawić (ewentualnie, jeśli się nie da to pozwala na kupno nowego) – tak samo tutaj – za każdą sekcję odpowiada jakaś osoba, która ma określone zadania, jeśli sobie nie radzi, to odchodzi i tyle.

    Pozdrawiam

  19. Avatar photo

    ursus

    14 sierpnia 2017 at 22:04

    W skrócie można chyba podsumować, że sezon ledwo rozpoczęty, a już w zasadzie sportowo stracony – szkoda. Z poziomu 1-ligowego ogórka ciężko będzie się wybić do wyższej ligi.

  20. Avatar photo

    Mecza

    15 sierpnia 2017 at 15:22

    @Marcin, zgadzam się z Tobą że za sferę sportową odpowiadał Motała a Cygan nie musi się znać/nie zna się. Z drugiej strony on firmuje swoim nazwiskiem/pozycją każdy najmniejszy trybik i jeśli się okaże że drzwi do Toya Toya się zablokowały pod trybuną to jego wina, bo to on rozdziela zadania i zatrudnia fachowców lub nieudaczników.

  21. Avatar photo

    obiektywny

    15 sierpnia 2017 at 16:51

    Marcin za pracowników odpowiada zawsze szef. Już kiedyś niejaki Tomek dobrze scharakteryzował podstawową wadę pana Cygana, mianowicie miękkość, brak zdecydowania i rozliczania. Dowodem jest choćby ta dymisja Motały, rozstali się za porozumieniem stron, czyli inaczej nic się nie stało.Prezes jest odpowiedzialny za słowa, jeśli obiecał awans to robi wszystko by był awans, jak trzeba wali w stół, wzywa na dywanik, cokolwiek robi, a jak jest u nas? Już w marcu było widać, że Brzęczek nie ma argumentów a prezes nadal czekał, może jakoś to będzie. Niestety metodą jakoś to będzie daleko się nie zajedzie.

  22. Avatar photo

    Tomek 2

    16 sierpnia 2017 at 04:45

    Należało wywalić Motałe dużo wcześniej razem z całym zarządem. Nie zrobili nic żeby mieć jakiekolwiek nadzieje na awans, nasprowadzali odrzuty i emerytów z innych klubów, oni po prostu lepiej grać już nie są w stanie ! Z obiecanych Mandryszowi wzmocnień nic. Dramatyczne okienko transferowe. Żal Mandrysza bo nie wiedział w jakie się gówno pakuje a teraz nie może na głos wyrazić zdania więc niedługo poda się do dymisji bo wie że z tym dziadostwem nic nie zrobi. Miasto i jego przedstawiciele w zarządzie nie chcą żadnego awansu w najbliższych latach!! Jest im nie na rękę. Stąd od kilku lat polityka pozorów – chcemy ale się nie udaje. A i tak cała złość skupi się na piłkarzach i trenerze. Z kolei bez miasta klub sobie nie poradzi. Patowa sytuacja na kolejne lata. Skończcie jechać po tych piłkarzach i trenerze bo to nie jest przypadek że przez ostatnie lata wymieniono 7 razy kadrę którą trenowało 7 trenerów i nikt nie zatrybił. Obudźcie się i popatrzcie do góry. Jeśli tam nie będzie zmian to się obudzimy w 2 lidze bo w końcu nastąpi pechowy sezon i „bezpieczna” gra w środeczku tabeli ze ściemami o walce się zemści. Niestety mam wrażenie że wielu z Nas nie chce dostrzec prawdy i woli (celowo lub nie) być oszukiwanym przez zarząd i miasto a pisać że oszukują nas piłkarze. Oszukali w ubiegłym sezonie bo ktoś im kazał. Nie wierzę że mecz z Kluczborkiem był czysty, od kilkudziesięciu lat siedzę w skopanej polskiej piłce i wiele razy widziałem jak się odpuszcza mecz. Sam byłem piłkarzem i wiem na czym to polega.

  23. Avatar photo

    Tomek

    16 sierpnia 2017 at 09:27

    A Ciamajda będzie siedział dalej i uważał że wszyscy są winni tylko nie on. Głównym winowajcą jest Ciamajda bo jako Prezes stworzył klimat do nieróbstwa. Płacił za nic i nie potrafił podejmowac konkretnych decyzji pokazująch prawcownikom jakie konsekwencje wiązą sie z brakiem wyników. Bardzo chciałbym zobaczyc te umowy które on zawiera . Mysle ze tam jest zawarta przyczyna braku jakiejkolwiek motywacji.

  24. Avatar photo

    MARCIN

    16 sierpnia 2017 at 17:58

    No cóż się Cygan będzie udzielał jak dostał poraz kolejny kontrakt z UM i się sam temu dziwi i śmieje niczym Duda że został Prezydentem, tak samo bym to wszystko porównał i tyle..

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga