Dołącz do nas

Felietony

Dariusz Dudek – trener, w którego wierzę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Piłkarze GKS Katowice mieli ponad trzy miesiące spokoju od moich wypocin. Chociaż oczywiście „nie czytają” i na stronę „nie zaglądają”, to wielokrotnie dziwnym trafem – „bo ktoś im powiedział” – wiedzieli dokładnie, co do szczegółu, co też w trawie, a konkretniej na GieKSa.pl, piszczy.

Przyznam, że dla mnie odpoczynek od ligi jest raczej jak balsam na skołatane poczynaniami zespołu w ostatnich latach nerwy. Poszczególne rundy (ostatnio bardziej wiosenne niż jesienne) to było pasmo frustracji związane z rozbudzeniem nadziei na tak wyczekiwany sukces, a potem brutalne odarcie ze złudzeń – to nie było to, co kibic chciałby przeżywać najbardziej. A jednak to się działo i tak naprawdę mimo że GieKSy nigdy bym nie porzucił, pojawiały się te pytania – czy ma to sens, czy nasza strona ma sens, czy to wieczne kibicowskie cierpienie nigdy się nie skończy?

Te pytania były jeszcze bardziej uzasadnione w obecnym sezonie. Bo przecież runda jesienna sportowo dostarczyła nam tak przykrych doświadczeń, jakich praktycznie (poza jednym sezonem) w najnowszej historii GieKSy nie przeżywaliśmy. O awansie do ekstraklasy przestaliśmy marzyć gdzieś w połowie września, a dodatkowo mierzyliśmy się z coraz to kolejnymi porażkami, często na własnym boisku, z coraz słabszymi ekipami, czego apogeum była przegrana z outsiderem z Krakowa.

Kiepska forma zawodników, zmiana trenera, ale brak znaczącej poprawy wyników. Rundę skończyliśmy na miejscu spadkowym.

A jednak mam poczucie, że coś się zmieniło. Już w trakcie jesieni po przyjściu Dariusza Dudka ten zespół wzniósł się pół stopnia wyżej, choć nie przełożyło się to na wyniki. Trener po prostu zaczął szukać i kombinować. Zarówno personalnie, jak i taktycznie. I choć rzeczywiście wygrał tylko jeden mecz z dziewięciu, to jego poczynania nie przypominały totalnego chaosu i destrukcji „katowickiego Sa Pinto”, czyli kata Jacka Paszulewicza. W poczynaniach Dariusza Dudka było widać chęć wyciągnięcia tej drużyny z marazmu oraz wyciągnięcia z niej, tyle, ile na tamten czas się dało. Stąd gra piątką obrońców, której Dudek przecież nie jest zwolennikiem – ale na tamten moment uznał, że to jedyne rozsądne rozwiązanie.

Przedsezonowe sparingi napawają więcej niż optymizmem. Ponad połowa z nich z czystym kontem po stronie strat. Średnia 2,2 gola strzelonego na mecz. Ktoś powie, że sparingi nie będą się odzwierciedlać w lidze – i po części może będzie miał rację. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jeśli jesienią coś minimalnie drgnęło, to teraz drgnęło tym bardziej. I ze spokojem oraz optymizmem należy spoglądać na nadchodzące mecze ligowe.

Oczywiście to nie oznacza, że GKS nagle zawojuje ligę. Chociaż?… Według mnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozegrać po prostu dobrą rundę, taką, w której na koniec utrzymanie nie tylko zostanie wywalczone, ale zostanie zapewnione na kilka kolejek przed końcem. Choć będzie to trudne i wymagające ciężkiej pracy – jest dla mnie całkiem realne. Bardziej realne niż na przykład w środku października, kiedy ta drużyna w zasadzie nadawała się do kasacji. W dużej mierze przez to, co z nią zrobił Paszulewicz.

Wierzę w trenera Dudka. Nie mam co prawda ku temu racjonalnych przesłanek, bo wyniki miał kiepskie. Ale ta moja wiara wynika z jakiejś intuicji, a mam wrażenie, że moja intuicja często się sprawdza. Gdybym miał jednak głębiej zastanowić się i przemyśleć, co takiego sprawia, że GieKSa Dariusza Dudka w moim mniemaniu spokojnie się utrzyma, a w przyszłym sezonie być może powalczy o coś więcej, to jest to kilka punktów.

Po pierwsze wspomniany pomysł trenera i dostosowanie swoich wyborów do posiadanego materiału ludzkiego i możliwości tego materiału. Dudek udowodnił to już jesienią i dzięki temu udało się wygrać w Bielsku, zremisować z kandydatami do awansu – ŁKS i Sandecją – oraz prawie wyeliminować Jagiellonię z pucharu. Te mecze był efektem dostosowania taktyki oraz sposobu gry przez trenera. Oczywiście, żeby nie było tak różowo – pojawiały się w tym aspekcie też błędy – jak zbyt odważna, niepotrzebna gra w Tychach, w wyniku czego katowiczanie otrzymali cztery ciosy. Ale i tutaj można to przeformułować pozytywnie – szkoleniowiec być może nauczył się tej specyficznej GieKSy, w której zachłyśnięcie się jednym zwycięstwem i szarża ułańska w następnym meczu jest prostą drogą do klęski. Można z dużą dozą pewności powiedzieć, że ten schemat już się nie powtórzy.

Pisałem już o tym jesienią, ale to co mi się spodobało u szkoleniowca, to szybkie – nazwijmy to – ogarnięcie się ogólne. Tak jak wspominałem, przyszedł pierwszego dnia do klubu kowboj, z wielką pewnością siebie i szelmowskim uśmiechem i można było odnieść wrażenie, że przychodzi kolejny trener, który jest oderwany od rzeczywistości, nie czuje klimatu, a klimat w Katowicach jest taki, jak powiedział kiedyś na antenie Polsatu trener Jan Żurek: „Tu trzeba zapie.dalać”. Obecny trener GieKSy szybko porzucił swoją prezencję i zajął się pracą. Widać to było także w jego wypowiedziach pomeczowych, które na początku były trochę dziwne, niekonsekwentne i mało konkretne. Takie lanie wody na konferencjach. Szybko jednak w to miejsce wszedł konkret i sens.

Mam też wrażenie, że trenera w tej przerwie zimowej w mediach internetowych było również bardzo mało. Być może to odczucie wynika z mojego zimowego snu, ale przecież jest Facebook, Twitter itd. i przyznam żartem, że ja prawie zapomniałem, jak trener Dudek wygląda. Dla mnie to olbrzymi plus, bo tak naprawdę to, co widziałem najbardziej to wyniki sparingów, a wcześniej transfery. I to mi daje informację, że szkoleniowiec tym bardziej skupił się na pracy, a nie na pierdołach. I intuicyjnie czuję, że robi to z dużą pewnością siebie oraz rzetelnością. No i ta pewność siebie to już nie jest wspomniana pewność wizerunkowa, ale merytoryczna.

Przed całym klubem, zawodnikami, trenerami, gabinetami oraz nami – kibicami bardzo ważna runda. Przede wszystkim będzie to runda krótka, bo rozegranych zostanie tylko 13 kolejek. Tutaj więc od początku trzeba zdobywać punkty i przybliżać się do utrzymania, bo na odrabianie większych strat naprawdę może już nie starczyć czasu. Paradoksalnie jednak trzeba też zachować spokój w przypadku jakiegoś niepowodzenia. Pamiętajmy, że początek to daleki wyjazd do nieobliczalnych Suwałk, potem mecz z pewnie zmierzającym do ekstraklasy Rakowem oraz wyjazdowe derby z Jastrzębiem. Łatwo nie będzie, ale wygrana z każdym z rywali w tej lidze jest w zasięgu.

Mimo, że GKS jest w strefie spadkowej, to dla mnie w kontekście sensownej budowy tej drużyny przez trenera – degradacją byłaby raczej wynikiem kataklizmu. Nie mamy przecież dziesięciu punktów straty, tylko zaledwie cztery. Przy wygranej w Suwałkach może to być jedno oczko (nomen omen, będziemy mieli 21 punktów).

Tak więc niech trener Dariusz Dudek spokojnie pracuje dalej, a efekty będziemy widzieli wraz systematyczną poprawą pogody. Tak, że na sam koniec będzie już tylko słońce, a nie burze, ulewy i gradobicie.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    KaTe

    1 marca 2019 at 21:59

    Zobaczymy po pierwszych trzech meczach. Wszak nie można wykluczyć, że wtopimy 1:2 w Suwałkach, 0:1 z Rakowem i np. 2:3 z Jastrzębiem.
    Ciekawe, czy wtedy pan Dudek będzie miał pomysł na zespół. Albo znowu powie: Nie stać nas na Messiego, ani Ronaldo

  2. Avatar photo

    fan

    2 marca 2019 at 01:24

    Też mam takie odczucie co do trenera jak Shellu ale niepewność jest bo ile to już razy dostaliśmy w pysk w ostatnich latach..
    Oby wreszcie się odmieniło to wszystko na lepsze

  3. Avatar photo

    Mecza

    2 marca 2019 at 07:53

    Utrzymanie może tak ale to będzie się ciągło to końca. Będą porażki, jakieś remisy no i musi być z 8 zwycięstw. Oby to wystarczyło.

  4. Avatar photo

    tomo

    2 marca 2019 at 10:06

    Z Suwałkami grać odważnie o wygraną, tak samo z Jastrzębiem. Z Rakowem nie odp ułańskiej fantazji składu i taktyki jak na jesień i po prostu bronić próbując kontry. Nie machać szabelką i będzie dobrze. Liczę na 6 pkt z tych dwóch gier. Najgorszy mecz u siebie bez dwóch zdań.

  5. Avatar photo

    KaTe

    2 marca 2019 at 12:34

    Skoro w trzech ostatnich jesiennych szpilach zamiast 5-6 punktów, zdobyliśmy 2 – to mamy teraz w perspektywie, pełną dramatycznych zwrotów wiosnę.
    „Blood, toil, tears and sweat” – tylko to nas może uratować przed jesiennymi derbami z Ruchem. Oby…

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga