Kibice Piłka nożna
Cracovia kibicowsko
Cracovia to jedna z najbardziej rozpoznawalnych ekip w Polsce. Pasy wywołują skrajne emocje wśród wszystkich kibiców ze względu na sprzęt, który wprowadzili na ulice Krakowa.
W pewnym momencie, żeby utrzymać się na powierzchni, zaczęli bezwzględnie eliminować wroga. Za te dojeżdżanie Craxa sprawiła, że niektórym imponowali swoją „ostrą grą”, zaś inni słysząc „Cracovia” po prostu byli przerażeni. Hycle sprawili, że ich zespół tułający się głównie na poziomie obecnej drugiej ligi, stał się stricte chuligańskim klubem. Cracovia, uznawana oficjalnie za najstarszy klub w Polsce, dorobiła się 5 tytułów Mistrza Polski, ale wszystkie były w dawnych czasach (1921, 1930, 1932, 1937, 1948). Kibice Craxy, którzy już w połowie lat 80. aktywnie działali na trybunach, pamiętają jedynie końcówkę grania w Ekstraklasie, zaś ich cały zorganizowany ruch kibicowski to jeżdżenie przez niemalże 20 lat po wioskach, aż do 2004 roku, kiedy wrócili do elity. W tym okresie dorobili się renomy potężnej bandy, która siała zamęt i zniszczenie. Mimo grania w niskich ligach stadion przy Kałuży z torem kolarskim miał swój niepowtarzalny klimat, a tradycją stał się noworoczny trening Pasów.
Wrogiem numr jeden jest oczywiście Wisła Kraków, a nienawiść Pasów do Armii Białej Gwiazdy jest tak potężna, że stworzyli jako pierwsi w kraju bandę „anty”. Skład Anty Wisła miał ogromną siłę rażenia, a w Grodzie Kraka spadło, po obu stronach, kilka głów. Nikt tak nienawidził swojego wroga, jak właśnie Cracovia, a liczba gadżetów czy napisów na murach z przekreśloną Białą Gwiazdą jest niepoliczalna. Rynek w Krakowie, na początku lat 90., był oczkiem w głowie chuliganów Pasów, którzy mieli tam swoje interesy. Markowe ubrania „sprowadzane” z Berlina, słynne flyersy, kurtki M65 Alpha czy bejsbolówki Wilson tworzyły na tamte lata casualowy i niepodrabialny styl na kibicowskiej mapie Polski. Wszytsko w parze z ruchem skinów, którzy także odnaleźli się na trybunach KSC. Ich siła rażenia na krakowskim podwórku na początku lat 90. była odczuwalna. Wiślacy nie byli dłużni i dostosowali się do warunków chuliganów Cracovii. Obecnie Kraków to najtrudniejsze/najbardziej patologiczne (niech każdy sam wybierze) miasto w Polsce w kibicowskiej rywalizacji. Górny Śląsk, Trójmiasto czy Łódź mają ostrą wojnę, ale zazwyczaj dochodzi do walk na gołe ręce. Kraków „zatrzymał się w czasie” i tam wciąż trzymanie w rękach gazu i maczet to zestaw wyjściowy. Na ucywilizowanie rywalizacji nie ma widoków, bo wszystko jest tak przesiąknięte interesami, że doszło nawet do podziałów wewnętrznych.
O Pasach, mimo grania w niskich ligach, zrobiło się najgłośniej na meczach kadry, gdzie – podobnie jak Arka Gdynia (ich zgoda od 1988 roku) – szukali rywalizacji z innymi ekipami. Pokazywali swoją siłę, a wchodząc w Wielką Triadę razem z Arką i Lechem Poznań, sprawili że ich pozycja urosła i budziła uznanie w całym kraju. W 1993 roku, przy okazji meczu Polska – Anglia w Chorzowie, z rąk kibica Cracovii zginął fan Pogoni Szczecin – śp. Faraon. Kosa z Pogonią trwa do dzisiaj, a (nie)słynna oprawa z paprykarzem „zadedykowana” Portowcom, wzbudziła w większości kraju niesmak (delikatnie pisząc). Cracovia na meczach kadry pojawiała się regularnie, ale do paktu nigdy nie przystąpiła, mimo że inicjatorem tego (w 1995 roku) była ich zgoda z Gdyni. Jednym z punktów układu było „siódme przykazanie”: 7. Konflikt pomiędzy fanatykami Pogoni Szczecin i Cracovii zostanie uregulowany przez obie zainteresowane grupy, bez wtrącania się szalikowców innych zespołów.
Cracovia obecnie ma bardzo stare i dobrze pielęgnowane sztamy. Z Arka i Lechem od 1996 roku tworzą Triadę. Powstała ona w dniu przybicia sztamy z Kolejorzem, który już wcześniej miał zgodę z Arkowcami. Mają również od 1982 roku zgodę z GKS-em Tychy i od 1985 roku z Sandecją Nowy Sącz. Ostatnia sztama, datowana na 1993 roku, to Tarnovia. Tovia jest jedną z nielicznych ekip, która przetrwała wielkie czystki, gdy Jude Gang robił porządki w 2008 roku. Padły wtedy zgody z Czarnymi Jasło, Koroną Kielce, Stalą Mielec i Viktorią Zizkov. W 2017 roku zakończoną zgodę z Polonią Warszawa, która była jedną z najstarszych relacji w całym polskim ruchu kibicowskim. Niemniej szacunek na linii KSC – KSP pozostał i barwy były akceptowane na obu stadionach. Sytuacja zmieniła się diametralnie, kiedy Wisła Kraków została „wykluczona” i bojkotowana przez polską scenę kibicowską po śmierci śp. Złodzieja z BKS-u Stal Bielsko-Biała. Polonia pierwsza się z tego wyłamała i pojechała na wyjazd. Dla Cracovii sytuacja stała się jasna – koniec barw Czarnych Koszul na Kałuży.
Cracovia ma również dobre relacje z ŁKS-em Łódź, ale nie doczekała się żadnej oficjalnej nazwy. Podobnie jest z Ajaxem Amsterdam – tu był oficjalny układ, ale został zakończony w 2018 roku po meczu Holendrów z AEK w Atenach. Aktualnie utrzymują ze sobą kontakty, ale ta relacja również nie ma nazwy. Dawniej Cracovia miała, jako jedna z nielicznych w Polsce, międzynarodowe kontakty ze znaną europejską ekipą, czyli Frente Atletico (obecnie zgodą Ruchu Chorzów). Historia jest dosyć ciekawa, bo fani Pasów wyjechali do stolicy Hiszpanii w celach zarobkowych, a przechadzając się w pasiastych koszulkach (jakie ma również Atletico) w jednym z barów ściągnęli na siebie uwagę skinów z frakcji „Frente Atletico”. W 1995 roku flaga łącząca Cracovię i Atletico ujrzała światło dzienne i wisiała na Vicente Calderon i… na trzecim poziomie rozgrywkowym w Polsce. W 1996 roku, podczas meczu Ligi Mistrzów Widzew – Atletico w Łodzi, miało dojść do przybicia sensacyjnej zgody. Do Warszawy wyruszyła delegacja Pasów odebrać Hiszpanów z lotniska, ale libacja alkoholowa sprawiła, że nie dało się dojść do porozumienia z ekipą autokarową Pasów, która miała jechać do Łodzi wspierać ekipę z Madrytu. Temat upadł, wyjazd został odwołany, a późniejsze kontakty zaczynały umierać śmiercią naturalną. Taką wersję przedstawił Jude Gang w wywiadzie dla miesięcznika „To My Kibice!”.
Nasza rywalizacja jest naprawdę uboga. Graliśmy ze sobą kilka razy w latach 60., zaraz po tym jak GKS został powołany do życia. Jednak po ostatnim rozegranym meczu na poziomie Ekstraklasy (w 1984 roku), nasze drogi się rozeszły. Na trybunach jeszcze niewiele się działo po obu stronach.
Jesienią 1998 roku los skrzyżował nas w Pucharze Polski. Mimo meczu w środę o 14:00 zainteresowanie wyjazdem było ogromne – reputacja Pasów działała na wyobraźnię. Na zbiórce doszło do mocnej selekcji, nikt z łapanki w tym dniu nie miał prawa jechać i ostatecznie w 180 osób wyruszyliśmy reprezentować GKS Katowice. Łańcuchy, kije od łopat, tasaki i siekiery były naszym ekwipunkiem. Jeszcze na peronie w Katowicach dwóch gości w skórach, w tym jeden używający telefonu komórkowego (co w tamtych latach było niezwykłą rzadkością) zaciekawili kilku GieKSiarzy. Szybko ustalono, że to goście z Craxy przyjechali na obczajkę naszego składu – meldowali ilu nas jedzie i czym dysponujemy. Skończyli w jeden możliwy sposób. W Krakowie policja przed upychaniem nas do podstawionego autobusu, zarekwirowała cały asortyment i dojechaliśmy na stadion, na którym… nic się nie działo, oprócz rzucania kamieniami. W tym dniu fani Ruchu Chorzów jadący z Katowic na Naprzód Rydułtowy byli łapani i bici przez nasz skład. GieKSa wygrała 3:2 i awansowała dalej.
W 2004 roku Pasy wróciły do Ekstraklasy po 20 latach. Ich renoma wciąż była „świeża”. Dla wielu ekip z całego kraju przyjazd Pasów był meczem rundy, bo każdy chciał zobaczyć bandę, o której czytało się w gazetach. Nie inaczej było z nami, a dodatkowym smaczkiem była zapowiadana obecność GKS-u Tychy, z którym wtedy praktycznie się nie widywaliśmy. Ultras GieKSa, która świeżo po Net F@ns GieKSa przejęła pałeczkę w tworzeniu opraw, przygotowała się znakomicie. Po raz pierwszy w historii Blaszok zaprezentował spuszczony z dachu trybuny napis („Pierońskie Hanysy”), co w uzupełnieniu z pirotechniką dało znakomity efekt. W trakcie meczu, w myśl hasła „Sami przeciw wszystkim”, spłonął dywan złożony z szali ekip, z którym mieliśmy nie po drodze. Goście zawitali w 700 osób, w tym 100 z GKS-u Tychy. GieKSa wygrała 1:0.
W maju 2005 roku mieliśmy mecz na Kałuży. Niestety przez zakaz wyjazdowy nie mogliśmy się pojawić. GieKSa przegrała 0:2 i finalnie opuściła Ekstraklasę. Nasze drogi ponownie rozeszły się na lata.
W sezonie 2012/2013 spotkaliśmy się na zapleczu Ekstraklasy. Jesienny mecz zgromadził 3000 osób, a Blaszok zaprezentował oprawę „Jak Rejtan dostępu do świętości bronimy”. Kibiców gości zabrakło, ponieważ w tamtych latach Trybuna Północna została wyłączona z użytku (przez zły stan techniczny), a po jej wyburzeniu czekaliśmy na powstanie nowej klatki.
W marcu 2013 roku graliśmy rewanż. Ciśnienie w naszych szeregach było duże. Dla wielu osób był to wyjazd sezonu, bo mieliśmy zagrać na nowym stadionie Pasów. W Krakowie pojawiliśmy się w 750 osób, w tym wsparcie fanów Banika Ostrava (35), Górnika Zabrze (9) i JKS Jarosław (2). Mimo potężnego mrozu (odczuwalna temperatura to było minus 20 stopni) nasz doping na trybunach stał na wysokim poziomie. Piłkarze polegli 0:1, ale za walkę do końca zostali nagrodzeni brawami.
We wrześniu 2015 roku zagraliśmy ponownie, tym razem w Pucharze Polski. Na środowym wyjeździe pojawiło się 283 Pasów, w tym 60 GKS Tychy, 2 Lech Poznań i jeden przedstawiciel Tarnovii. Od samego początku trwał „festiwal uprzejmości”. Blaszok pożegnał transparentem śp. Bartka. Piłkarze polegli 1:3 i odpadli z rozgrywek.
Po 9 latach udało się nam ponownie zagrać, wreszcie w Ekstraklasie. GieKSiarze jesienią 2024 roku niestety nie mieli możliwości wejścia, ale to pokłosie spotkania Cracovia – Widzew Łódź, na którym obie ekipy hasały po… dachu. Wielka szkoda, bo na murawie mieliśmy znakomite widowisko – GieKSa wygrała 4:3.
Nasz ostatni pojedynek odbył się w maju 2025 roku. Craxa była pierwszą ekipą w historii Areny Katowice, która oficjalnie zasiadła w sektorze gości. W klatce zameldowało się 1077 osób, w tym 217 GKS Tychy i 7 Tarnovia. Był to dla nich zarazem najlepszy wyjazd w historii do Katowic, pobili rekord z 2004 roku. Zaprezentowali zgodową oprawę w asyście pirotechniki. Blaszok w asyście 38 dzielnicowych chorągwi skupił się na dopingu. GieKSa wygrała 2:1, praktycznie utrzymując się w Ekstraklasie.
A w piątek? Wszystkie dzielnice maszerują na GKS Katowice!
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.





















Najnowsze komentarze