Hokej Piłka nożna Prasówka Siatkówka
Charakterne chłopaki z GKS-u Katowice czyli multisekcyjny przegląd mediów
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów, które obejmują informacje z ubiegłego tygodnia dotyczące sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie GieKSy.
Piłkarze w ramach 4 kolejki II lidze wygrali na wyjeździe z Górnikiem Polkowice 2:0 (2:0). Prasówkę po tym meczu znajdziecie tutaj. Drużyna żeńska ze względu na mecze reprezentacji miała przerwę: następny mecz rozegra w niedzielę 27 września z KKP Bydgoszcz, u siebie.
Siatkarze rozegrali wczoraj drugie spotkanie nowego sezonu wygrywając u siebie, ze Stalą Nysa 3:2. Kolejny mecz zagrają w piątek u siebie, z Asseco Resovią Rzeszów. Hokeiści rozegrali dwa ligowe spotkania (numer 3 i 4): w pierwszym z nich pokonali Stoczniowiec 4:2, w drugim przegrali z GKS-em Tychy 2:5. Oba spotkania odbyły się na wyjeździe.
PIŁKA NOŻNA
sportdziennik.com – Uwierzę w nowy stadion, gdy na niego wejdę
Rozmowa z Piotrem Koszeckim, prezesem „SK 1964”, stowarzyszenia kibiców GKS-u Katowice.
Dzięki zaangażowaniu stowarzyszenia kibiców, sezon przy Bukowej zaczął się od uroczystego powrotu do klubu sztandaru i figury Świętej Barbary. Jak ważne dla kibica są takie symbole?
Piotr KOSZECKI: – Może niekoniecznie dla tych najmłodszych sympatyków, ale dla każdego, kto od lat chodzi na mecze – czy to GieKSy, czy innych klubów w Polsce – to są rzeczy bardzo ważne. Wokół takich symboli buduje się cała klubowa społeczność, tożsamość. Niezależnie od tego, w jakiej jesteśmy lidze, jaka jest forma piłkarzy, to o takie rzeczy należy dbać. Figura Św. Barbary była w klubie przez wiele lat. Gdy w 2005 roku GKS się rozpadał, nie było wiadomo, co będzie się działo na Bukowej, kto przejmie klub.
W celu ocalenia, figura została wywieziona i schowana w bezpieczne miejsce. To stało się jeszcze przed ostatnim spotkaniem w ekstraklasie (1:0 z Górnikiem Zabrze – przyp. red.). Teraz powróciła. Może to zabrzmi metafizycznie, ale jeśli jest choćby pół procenta prawdy w tym, że nasze niepowodzenia były związane z jej brakiem, to dobrze, że teraz wraca na Bukową. Wraz ze sztandarem docelowo znajdzie swoje miejsce w klubowym muzeum, które przez pandemię nie jest otwarte. Prócz figury i sztandaru, są jeszcze inne eksponaty. W zanadrzu mamy kilka niespodzianek. Niedługo stowarzyszenie kibiców powinno ogłosić przekazanie czegoś do klubu, ale jeszcze trochę czasu musi upłynąć, nim wszystko zostanie załatwione.
[…] Niedawno zaczął się drugi rok kadencji prezesa Marka Szczerbowskiego. Czego jako kibic GieKSy pan oczekuje?
Piotr KOSZECKI: – Oddzielam wyniki sportowe od zarządu spółki. Uważam, że to nie jest dobry miernik, by oceniać prezesów rezultatami drużyn. Życzyłbym sobie, by prezes przychylniejszym okiem spoglądał na wszelkie inicjatywy marketingowe, PR-owe; by nie próbował tego kompletnie ścinać do zera. Wycięcie wszystkiego i zaoszczędzenie niewielkiej kwoty nie zawsze jest dobrą metodą. Nie chciałbym, by z GKS-u zrobił się taki klub, jakich wiele jest w ligach, w których ostatnio gramy; gdzie administracja bywa ograniczona do kilku osób, trudno dowiedzieć się o meczu, nie ma plakatów… Dobrze byłoby, aby GKS był klubem, o którym można dużo przeczytać, obejrzeć wiele materiałów wideo. Takim, którym się żyje. Niestety, według mnie nie wszystkie działania podjęte w ostatnim roku przez prezesa do tego zmierzały.
[…] Do przodu – choć na razie ciągle w wymiarze gabinetowych procedur – posuwa się budowa nowego stadionu. Śledzi pan ten temat ze spokojem?
Piotr KOSZECKI: – Moje spojrzenie nie odbiega chyba od spojrzenia większości kibiców GieKSy. Uwierzę nie wtedy, gdy zaczną się pierwsze realne prace, gdy zostanie wbita ta umowna pierwsza łopata, a chyba dopiero wtedy, gdy na ten stadion wejdę. Już tyle razy się przeróżne terminy przesuwały… Trzeba przyznać, że z miasta płyną dobre wiadomości. Rzeczywiście wygląda na to, że wiosną przyszłego roku budowa może wystartować. Chciałbym tego doczekać, ale w głowie kibica pojawiają się różne czarne wizje. A co, gdy wybuchnie kolejna pandemia i wszystko zostanie wstrzymane? Tyle już czekamy na stadion, że jestem gotowy poczekać jeszcze kilka lat. Powiem, że jestem spokojny i wszystko poszło w dobrym kierunku, gdy stanę na nowej trybunie…
SIATKÓWKA
sportdziennik.com – Charakterne chłopaki z GKS-u Katowice
[…] Goście prowadzili już 2:0, ale charakterne chłopaki z „GieKSy” zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Zmiany jakie wprowadził trener Grzegorz Słaby były strzałem w „10”. To niezwykle cenne zwycięstwo, choć to dopiero początek sezonu.
Siatkarze GKS-u Katowice doskonale zdawali sobie sprawę, że ten mecz będzie jeszcze trudniejszy niż wyjazdowy w Suwałkach. Stal Nysa, beniaminek PlusLigi, na inaugurację przegrała z kretesem z ZAKSĄ i chciała się zrehabilitować. I set tylko potwierdził wcześniej przypuszczenia i od początku rozgorzała twarda walka z niewielką przewagą gospodarzy. Kiedy pomylił się w ataku Kamil Kwasowski goście po raz pierwszy wyszli na prowadzenie 15:14 i, jak się później okazało, nie oddali go do samego końca. Na finiszu tej partii złe moce ogarnęły rozgrywającego GKS-u Jana Firleja. Najpierw zaliczył szkolny błąd podwójnego odbicia piłki, a chwilę potem zaserwował w siatkę.
Po tej wygranej partii goście jeszcze bardziej wzmocnili się psychicznie i uwierzyli, że są w stanie powalczyć nawet o całą pulę. Marcin Komenda, znający doskonale szopienicką halę, nie tylko dobrze rozgrywał, ale również udanie serwował. Miał nieco ułatwione zadanie, bo serwisy katowiczan nie robiły żadnej krzywdy rywalom. Przyjezdni od początku objęli prowadzenie i konsekwentnie zmierzali do celu. Końcowe akcje gospodarzy byli nieporadne i w rezultacie wyraźnie przegrali.
Gospodarze znaleźli się w arcytrudnej sytuacji i tylko nadzwyczajna mobilizacja oraz gra mogła zatrzymać ich w tym spotkaniu. I rzeczywiście gdy zapaliło się czerwone światełko wówczas podopieczni zaczęli grać z pasją, odpowiednią mocą i, co najważniejsze, skutecznie. Prowadzili 13:6, ale to jeszcze nic nie oznaczało. Goście wcale nie zamierzali stosować taryfy ulgowej i w rezultacie systematycznie niwelowali przewagę. Przewaga zmalała zaledwie do3. „oczka” (21:18) i zrobiło się gorąco. Kiedy Szymański zdobył punkt, a chwilę później Filip zaserwował w siatkę zdało się słyszeć oddech ulgi. Wygraną zakończył niezwykle efektowny atak Kwasowskiego. To jednak zaledwie drobna część roboty została wykonana, a przed gospodarzami kolejna i na dodatek trudniejsza.
Lwią część wziął na siebie Kwasowski, bo odważnym atakiem zdobył punkt i GKS wyszedł na prowadzenie 11:10. I ze stoicki spokojem udał się w pole serwisowe. A tutaj zdobył popisał 3. asami serwisowymi i przy jego głównym współudziale gospodarze dopisali 4. pkt. GKS prowadził 17:10, ale set jeszcze miał wiele emocjonujących momentów. Zakończył go Kwasowski i tym samym doprowadził do tie-breaka. W poprzednim, niedokończonym rozegrali 12. takich potyczek.
W 5. odsłonie walka rozgorzała znów na dobre, ale było sporo niedokładności z jednej i drugiej strony. Przy remisie 12:12 gospodarze przeprowadzili dwie akcje, a punkty zdobyli Jarosz i Kwasowski. W ostatniej akcji pomylił Filip i drugie zwycięstwo GKS-u stało się faktem!
GKS Katowice – Stal Nysa 3:2 (23:25, 20:25, 25:21, 25:18, 15:12)
polsatsport.pl – PlusLiga: Tradycji stało się zadość. Wygrana GKS Katowice po tie-breaku
Są siatkarze z Katowic – jest tie-break. Ekipa Grzegorza Słabego źle rozpoczęła spotkanie na swoim boisku, tracąc dwa sety. Powrót do bardzo dobrej dyspozycji w drugiej części meczu pomógł katowiczanom triumfować ostatecznie nad Stalą Nysa (3:2), która przegrała drugie spotkanie z rzędu.
[…] Początek meczu był… przeciętny po obu stronach boiska. Zarówno katowiczanie, jak i goście z Nysy zanotowali na swoim koncie kilka skutecznych akcji, ale z drugiej strony popełniali też błędy w zagrywce i ataku.
[…] Druga część spotkania rozpoczęła się podobnie do pierwszej: obie drużyny punkty zdobyte po udanych akcjach traciły w wyniku błędów, głównie tymi przy zagrywce. Wydawało się, że z upływem czasu gra wyglądać będzie coraz lepiej, bo zepsute serwisy przekształciły się w asy, ale to nie trwało długo. W końcówce uczestnicy poniedziałkowego spotkania znowu popełniali mnóstwo błędów serwisowych. Ostatnie akcje należały do Stali, która po trzech udanych atakach wygrała drugiego seta z rzędu.
Poirytowani gospodarze mocno poprawili grę w kolejnej odsłonie i już na samym początku wypracowali pięciopunktową przewagę (7:2). Fantastyczną dyspozycję zaprezentowali też w obronie i zagrywce, z kolei gra siatkarzy z Nysy jakby osłabła. Dalsza część trzeciego seta przebiegała pod dyktando ekipy Grzegorza Słabego (13:6, 17:11), ale w samej końcówce goście wrócili do walki, w czym pomógł im udany atak Bartosza Bućki z szóstej strefy i as serwisowy Bartmana.
[…] W czwartym secie nysianie znowu zaprezentowali bardzo dobrą dyspozycję, a Bartman i Michał Filip popisywali się seriami skutecznych ataków. Po drugiej stronie boiska wtórowali im Kwasowski i Jakub Jarosz. W środkowej części tej partii do głosu doszli gospodarze, którzy odskoczyli rywalom na siedem, a później nawet osiem punktów (17:10, 19:11) i pewnie kontrolowali grę. Tradycji stało się zadość i o wyniku zadecydował tie-break.
siatka.org – PL: PIĘCIOSETOWCY POWRÓCILI – GKS W TIE-BREAKU POKONUJE STAL
GKS dobrze rozpoczął sezon w Suwałkach. Dla Stali mecz z katowiczanami tak naprawdę był pierwszym poważnym sprawdzianem, bo trudno było oczekiwać, że nysanie nawiążą równorzędną walkę z ZAKSĄ. Po pierwszych dwóch setach wydawało się, że beniaminek może wywieźć komplet punktów ze Śląska. Katowiczanie jednak wrócili do gry i doprowadzili do tie-breaka.
W decydującej partii więcej zimnej krwi zachowali siatkarze GKS-u i zainkasowali dwa punkty. Nysanie wracają do domu pokonani. Zdobyli co prawda pierwszy punkt po powrocie do PlusLigi, ale pozostanie im niedosyt, bo mogli wywieźć z Katowic więcej.
[…] MVP: Jakub Jarosz
HOKEJ NA LODZIE
hokej.net – Dwie kary meczu w Gdańsku. Zwycięstwo GieKSy
Hokeiści GKH Stoczniowca Gdańsk przegrali z GKS Katowice 2:4 a dwie bramki dla gości zdobył Patryk Krężołek. Gospodarze długo stawiali opór drużynie z Katowic, jednak sędzia nałożył na nich aż 68 minut karnych a goście skrzętnie wykorzystali trzykrotnie okres gry w przewadze.
GKH Stoczniowiec – GKS Katowice 2:4 (1:0, 0:3, 1:1)
Tyszanie zwyciężyli w derbach
GKS Tychy pokonał GKS Katowice 5:2 przed własną publicznością. Kluczowa dla losów spotkania była druga tercja, w której tyszanie wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Premierowym golem w barwach GKS-u Tychy popisał się Patryk Wronka.
[…] Pierwsza tercja wyglądała mizernie z obu stron. Dużo nerwów, mało strzałów i bardzo ostrożna gra – tak można w kilku słowach podsumować pierwszą odsłonę tego derbowego pojedynku. W 17. minucie gry tyszanie mieli doskonałą okazję ku temu, by otworzyć wynik spotkania. Przez 84 sekundy grali w podwójnej przewadze, jednak rozgrywali ją fatalnie i przez ten okres nie oddali żadnego strzału.
Obraz gry zmienił się diametralnie podczas drugiej tercji. Gospodarze zaczęli grać odważniej i częściej stwarzali zagrożenie pod bramką Juraja Šimbocha. Swoją optyczną przewagę potwierdzili bramką podczas gry w przewadze. Michael Cichy dostrzegł Jarosława Rzeszutkę przed bramką i obsłużył go znakomitym podaniem, „Rzeszutowi” wystarczyło tylko dołożyć łopatkę, by zdobyć gola. Cztery minuty później Patryk Wronka wjechał pod bramkę gości i krążek trafił ponownie do Rzeszutki, który zbił gumę w powietrzu i podwyższył wynik spotkania. Podopieczni Krzysztofa Majkowskiego poszli za ciosem i Filip Komorski wykorzystał niefrasobliwość bramkarza gości, pokonując go strzałem „od zakrystii” w 31. minucie.
W trzecią tercję trójkolorowi weszli znakomicie. Patryk Wronka wykorzystał fatalne ustawienie bramkarza gości i pokonał go strzałem po długim słupku. Było to premierowe trafienie w wykonaniu 25-latka w tyskich barwach. Po tym golu Piotrowi Sarnikowi skończyła się cierpliwość i w miejsce Słowaka wprowadził do gry Macieja Miarkę. To był udany zabieg, gdyż młodszy bramkarz pokazał się z dobrej strony w kilku sytuacjach.
Katowiczanie jednak się nie poddawali i to się opłaciło. W 54. minucie gry Dariusz Wanat strzelił bramkę, tym samym wykorzystując okres gry w przewadze. Chwilę później trener gości poprosił o czas i ściągnął bramkarza do boksu. Ta decyzja przyniosła skutek odwrotny do oczekiwanego i to tyszanie zdobyli piątą bramkę. Szymon Marzec wyszedł sam na sam i faulowany oddał strzał. Gol został uznany mimo, iż krążek nie znalazł miejsca w siatce, co jednak jest w pełni zgodne z przepisami. W 58. minucie gry Mateusz Michalski zdobył drugiego dla swojej drużyny, a zarazem ostatniego w meczu.
[…] GKS Tychy – GKS Katowice 5:2 (0:0 3:0, 2:2)
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Najnowsze komentarze