Piłka nożna
Noty i opisy po Jastrzębiu
GKS Katowice można powiedzieć „zatoczył koło” i wrócił do pierwszego pojedynku z Podbeskidziem, grając równie żenująco. Przegrywamy czwarte spotkanie w siódmej kolejce, ale o ile niektóre poprzednie mecze były naprawdę dobre, to wczoraj zęby bolały, a serce krwawiło, patrząc na to beznadziejne spotkanie.
Mariusz Pawełek – 5
To nie był wybitny mecz zawodnika. Przy jednym strzale Adamka z dystansu wypluł piłkę i na dobrą sprawę przy dobitce powinien być gol. Tym razem nic wielkiego nie wybronił. Irytują bezsensowne wykopy nogą na stratę. Ta gra jest kompletnie nielogiczna, bo raz na sto jest z tego jakaś korzyść.
Wojciech Lisowski – 5
Aż tak tragicznie, jak w Częstochowie nie było. Średni mecz, taki mocno pogrążony w przeciętności. Tak na 10-11 miejsce w pierwszoligowej tabeli.
Mateusz Kamiński – 4
W Częstochowie dziecinnie ograny przy golu, z Jastrzębiem w pierwszej połowie fatalne zachowanie w swoim polu karnym i sprokurowanie setki dla rywala. Ponadto niezbyt pewny. Zaczyna się…
Jakub Wawrzyniak – 5
Debiutant. Niby grał poprawnie, ale przy golu pasywny, przy kolejnej bardzo dobrej sytuacji rywali odpuścił rywala, który prawie strzelił gola. Sam mówi, że potrzebuje jeszcze kilku tygodni, by z sensem wejść do gry. Ale trener wystawia go bez sensu.
Wojciech Słomka – 2
Uosobienie tego, co najgorsze w ostatnich latach w defensywie GieKSy. Przy golu myślał chyba o bramce na Chrobrym w poprzednim sezonie, bo gdy uśmiechnięty rywal strzelał gola, Wojciech dopiero zorientował się, że trzeba gonić. W drugiej połowie po długiej piłce przeciwników również dziecinnie ograny przez Aliego. Słabizna. Poziom Pogoni Siedlce. Ławki.
David Anon – 2
Po półgodzinnym meczu w Częstochowie wydawało się, że Hiszpan nie przekonał trenera. Tymczasem ku zaskoczeniu wszystkich zawodnik pojawił się w pierwszym składzie. Zagrał słabo, bardzo słabo, beznadziejnie. Nie dał kompletnie nic zespołowi.
Bartłomiej Poczobut – 4,5
Słabiutko. Po powrocie do składu myśleliśmy, że nasz środek się wzmocni. Niestety. Przy akcji bramkowej dał się ograć, ogólnie był jakiś taki niewyraźny. Ciekawe, czy kiedyś uderzy na bramkę? Miał niezłą ku temu sytuację, to zagrał w gąszcz nóg.
Adrian Łyszczarz – 4
Zawodnik albo uwierzył, że ma bajeczną technikę, albo jest niechlujny, albo się spalił. Jego podania do najbliższego były niedokładne, za lekkie, takie właśnie niechlujne. Kolejny, który się zderzył z pierwszą ligą. Na pewno ma umiejętności, niech ten mecz będzie dla niego nauką.
Grzegorz Piesio – 5
Słaby mecz. Tym razem nie było otwierających podań czy strzału, który dałby nadzieję na gola. Dostosował się do reszty. Apogeum był strzał 20 metrów nad bramką.
Adrian Błąd – 3
Nie dało się na to patrzeć. Nie można zawodnikowi odmówić ambicji, zaangażowania, chęci, ale on jest po prostu słaby i czas chyba porzucić jakąś myśl, że da nam jakość piłkarską. Od kwietnia jego dobre mecze można naprawdę policzyć na palcach jednej ręki i to ograniczając się do kciuka i może palca wskazującego. To jest zawodnik, który jednym lub dwoma efektownymi zagraniami maskuje swoją ogólną nieporadność. Tak było w przypadku pięknego strzału z dystansu, choć jednak niecelnego. Poza tym spierniczył prawie wszystko, co miał.
Arkadiusz Woźniak – 4
Słaby i nieefektywny. Jedna dobra centra do Rumina, który trafił w poprzeczkę. Poza tym taki Kędziora z pierwszych meczów w GieKSie.
Daniel Rumin (grał od 46. minuty) – 4
Wspomniany strzał w poprzeczkę i poza tym wielkie nic.
Dominik Bronisławski (grał od 46. minuty) – 4
Coś tam minimalnie próbował, gdzieś tam było widać chęci czy zalążki akcji. Ale to zdecydowanie za mało. Efektów nie było żadnych.
Kacper Tabiś (grał od 80. minuty) – niesklas.
Jako jedyny próbował rozruszać zespół. Dość aktywny. Ale grał za krótko, żeby coś więcej zdziałać.
Piłka nożna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
27.10.2026 Łęczna
Górnik Łęczna – GKS Katowice 1:0
Bramki: Tkacz (32)
Górnik: Wilk – Turek, Radkowski (38. Kobryń), Kruk, Rogala (69. Quainoo), Tkacz (81. Deja), Walski, Myszkor, Akhmedov, Janaszek (69. Niewiarowski), Antkowiak (81. Korbecki)
GKS: Kikolski – Jirka (57. Galan), Olsen (57. Czerwiński), Jędrych, Klemenz, Wdowiak, Milewski, Wolski (75. Kowalczyk), Nowak, Wędrychowski (57. Bartlewicz), Szkurin (75. Kokosiński)
Ż.kartki: Myszor – Bartlewicz
Cz.kartki:
Sędzia: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 1333
Felietony Piłka nożna
Post scriptum do Kielc i Łęcznej
Trudno wracać myślami do dwóch ostatnich pojedynków. Wiemy, jak zagrała GieKSa i jakie wyniki osiągnęła. Nie może jednak zabraknąć tradycyjnego post scriptum. Tym razem łączonego, bo na wyjazd wybrałem się kilkudniowy. Na pierwszy mecz do Kielc dojechał Misiek, a drugi do Łęcznej – Misiek i Kazik.
1. Moja podróż rozpoczęła się już w piątek od… śniadania w Katowicach. Wiadomo, że trzeba się solidnie posilić. Tak więc z Katowic ruszyłem około godziny 12.00.
2. Droga przebiegła sprawnie i po niecałych trzech godzinach zameldowałem się w Hotelu pod Jaskółką nieopodal Kielc, w jednym z Tumlinów. Znałem to miejsce z opowieści, gdyż zatrzymują się tu czasem wędrowcy Głównego Szlaku Świętokrzyskiego.
3. Sam przemierzałem ten szlak dwa lata temu w majówkę. Wówczas po skończonym etapie w Miedzianej Górze autobusem podjechałem do hotelu Grafit. Jak się okazało, zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz, była to baza noclegowa drużyny.
4. Miejscówka nad zalewem Umer, robiła miłe wrażenie. Hotel to chyba jakiś rodzinny, bo w „barze” przesiadywała rodzinka gospodarzy.
5. Z okien można było podziwiać sympatyczne alpaki. Ogólnie sielanka. To był piątek, więc jeszcze nie byłem skażony przykrymi emocjami sportowymi.
6. Zaczynała się kolejka. Czas więc był śledzić poczynania ligowych rywali. Derby Lublina, czyli Motor grał z Zagłębiem. Na początku oglądałem na laptopie, ale pan chyba dziadek zaproponował, że włączy telewizor. Co uczynił.
7. W międzyczasie obiad. Befsztyk po królewsku, z cebulką, jajkiem sadzonym, frytkami i kapustą zasmażaną. Coś pięknego. Tak mi zasmakowało, że potem podczas pobytu wziąłem to jeszcze dwa razy. Na doprawienie się był krem z pieczarek z groszkiem ptysiowym.
8. Wieczorem Widzew – Górnik i kolejny brak wygranej naszego najbliższego rywala. Do tego wykartkował się Fornal, Świder chyba odniósł jakąś kontuzję. Zobaczymy.
9. No i nadeszła sobota. Śniadanie było sowite – z jajecznicą z wkładką. I tu trzeba było zdobyć kalorię, które będą spalane podczas meczu.
10. Niestety nie dostałem miejsca parkingowego, więc musiałem szukać w okolicach stadionu. Wiedziałem, że są ogólnodostępne parkingi i myślałem, że będąc niemal dwie godziny przed meczem nie będzie problemu. Nie wziąłem pod uwagę, że to ostatni weekend przed Wszystkich Świętych. Na parkingach były dzikie tłumy.
11. Musiałem kluczyć i szukać ponad pół godziny. Ostatecznie zaparkowałem na ulicy niedaleko stadionu, pod cmentarzem, na jakiejś trawie.
12. Czirliderki – podobnie jak ostatnio – miały swoją rozgrzewkę na bocznym boisku. A ja zacząłem kierować się do obiektu.
13. Akredytację odebrałem, trzeba było też sprawdzić, czy w sklepiku jest proporczyk. W poprzednim sezonie go zabrakło. Tym razem udało się – był w asortymencie, więc moja na razie niewielka kolekcja została powiększona.
14. Na stadionie byłem nieco ponad godzinę przed meczem. Ciekawe, że tym razem dojście do prasówki było z drugiej strony niż ostatnio. Ale wyjątkowo ochroniarz przepuścił mnie przez catering dla VIP-ów. Nic nie zachachmęciłem.
15. W dojściu do sektora prasowego, można było odnieść wrażenie, że zaraz się wejdzie do Lewiatana, bo taka reklama jest na stadionie, a wygląda dosłownie, jak szyld sklepu.
16. Czirliderki już oficjalnie wystąpiły, Marek Grechuta zaśpiewał i mogliśmy zacząć grać.
17. U gości wystąpił Pau Resta, były zawodnik Korony. Kibice gospodarzy chyba nie narzekali, bo to Hiszpan dał się nawinąć Menie, który strzelił zwycięską bramkę.
18. Camilo Mena to z jednej strony człowiek mocno zamieszany w awans GKS do ekstraklasy, ale też już w tej ekstraklasie całkiem konkretnie nas tępi. Raz już trafił jako zawodnik Lechii w meczu z GKS, a teraz jako piłkarz Korony.
19. Po meczu konferencja, na której było wyjątkowo dużo dziennikarzy. Każdy chciał zobaczyć debiut Roberta Kolendowicza. Ogólnie sama sala ciekawa, ciemna, ciepła, dość kameralna i schludna.
20. Rozczarowany wróciłem do auta i wróciłem na miejscówkę.
21. Niedziela upłynęła pod znakiem odpoczynku i ekstraklasy oraz oczywiście El Clasico. W tym polskim Lech wygrał na wyjeździe z Legią, a hiszpańskim Real pokonał Barcelonę.
22. Ale przynajmniej mogłem ukoić nerwy w towarzystwie alpak. Zawsze to coś, gdy nie ma wyników.
23. W poniedziałek przemieściłem się do Łęcznej. Trzy godziny drogi, trochę zadupiami. Ale jeszcze za widna byłem na Lubelszczyźnie.
24. Jeszcze udałem się na oddalony o kilometr od mojej miejscówki stadion Górnika, by zrobić nagrywkę i cyknąć parę zdjęć. Ku mojej uciesze stadion był otwarty, więc wszedłem i sobie połaziłem dookoła. Nieniepokojony przez nikogo.
25. Wieczorkiem w sushi/pizzerii pyszna picka. I jesienna herbata. Ogólnie Łęczna jest całkiem przyjemnym małym miastem. Są knajpy, sklepy, kebab, mak. Są też stosunkowo tanie noclegi. Bardzo przyjemnie.
26. Rano śniadanie i na tym skończyły się przyjemności i dobry nastrój. To znaczy jeszcze przez jakiś czas było okej, ale w pewnym momencie zaczęło się robić źle – dokładnie w momencie, jak piłkarze wyszli na boisko.
27. Na stadionie Górnika Łęczna byłem wcześniej sześć razy, ale pięć z tych meczów było przegranych. Jedynie raz GieKSa potrafiła tam wygrać, gdy w końcówce trzy razy strzeliliśmy bramkę.
28. Co ciekawe akredytacja była w formie on line. Nie dostałem plakietki, musiałem się zalogować do systemu biletowego i spoko – tam akredytacja czekała.
29. Ale musiałem czekać aż przyniosą skaner do skanowania. Na szczęśćie może trzy minuty i wszystko było załatwione.
30. Warunki do pracy przyzwoite. Prąd i widoczność spoko. Na stadion schodziły się dzieciaki ze szkół, trzeba było jakoś zbudować frekwencję. Młyn był niewielkie, kibice GKS, cali na żółto, jak zwykle dali radę.
31. Nie zabrakło pozdrowień dla Grzegorza Rogali, kibice GKS pamiętają, że ten zawodnik dał dużo naszej drużynie w drugiej i pierwszej lidze. Teraz broni barw Łęcznej.
32. Luboń, Zdzieszowice, Skierniewice, Garbarnia Kraków, Chrobry u siebie, Tarnobrzeg… To niektóre z kompromitacji, jakie GieKSa zaliczyła w Pucharze Polski w ostatnich kilkunastu latach. Teraz dołożyliśmy do tego drugoligową Łęczną. Fajny był ten puchar w poprzednim sezonie, ale wychodzi na to, że absolutnie nie są to nasze rozgrywki.
33. Po meczu zadałem trochę pytań na konferencji trenerowi, ale byłem tak rozemocjonowany, że zapomniałem włączyć nagrywanie. Z pomocą przyszli chłopacy z oficjalnej, którzy wspomogli mnie nagraniem audio. Wielkie dzięki!
34. Zadałem też pytanie asystentowi trenera gospodarzy, takiemu o aparycji Michaela Ameyawa, na co kładli nacisk i w czym widzieli szansę. To powiedział, że w tym, że obrońcy GKS są wysocy, ale mało zwrotni. Żodyn się nie spodziewał.
35. Wróciłem do auta, które miałem pod miejscówką noclegową, z kilometr od stadionu. I ruszyłem w drogę powrotną. O godzinie 22:00 byłem w domu.
Felietony Piłka nożna
Od razu humor lepszy
Wygrać z Widzewem to zawsze coś pięknego. W mojej próżności kibicowskiej co jakiś czas pojawia się jakaś drużyna, z której niepowodzeń cieszę się szczególnie. Nie chce mi się udawać tutaj jakiejś wielkiej klasy i kreować się na nie wiadomo kogo. Jako ludzkość tak mamy w swojej specyfice, że tzw. schadenfraude istnieje i jedyne, co z tym ktoś może zrobić – i wiele ludzi robi – to po prostu mydli oczy całemu światu kreując się właśnie na kogoś innego. Oczywiście zawsze lepszego, niż jest w rzeczywistości. Kibicowanie jest stosunkowo bezpiecznym miejscem, żeby realizować swoje różne ciemne uczucia. Wszelkie antagonizmy, szowinizmy to danie upustu swoim historiom i nieraz może być grubo i gorąco. Problem pojawia się, kiedy ktoś to zaczyna traktować śmiertelnie poważnie. I wiemy, że oczywiście takie osoby są. Futbol to zabawa, choć poważna. Najbardziej poważna z niepoważnych rzeczy tego świata.
Te moje radości z niepowodzeń innych nie są jednak zawsze typowe dla kibica GKS. Na przykład niespecjalnie mnie cieszą porażki czy niepowodzenia Ruchu Chorzów. Mam kompletnie do tego neutralny stosunek. No może na jakiś minimalny minusik. Ale jeśli awansowaliby do ekstraklasy i mielibyśmy się z nimi mierzyć – nie martwiłbym się z tego powodu. Może też dlatego, że nie sądzę, by awansowali.
Po pamiętnych „brudnych pazurach” takim klubem była też dla mnie Arka Gdynia. Więc fajnie było, jak po porażce z nami w barażu nie awansowali do ekstraklasy, no i szkoda, że później awans nastąpił. Ale „karencja” w moich emocjach się zakończyła i w trakcie sezonu wrócił neutralny stosunek do gdynian. Nie cieszyłem się z ich spadku jakoś szczególnie. Podobnie było z Wisłą Kraków, ale teraz widząc jak ten zespół dobrze gra i jest bardzo sensownie prowadzony – również nie mam specjalnie negatywnych odczuć. I czeka nas trudne zadanie w grudniu.
Widzew to sytuacja szczególna. Poziom zadufania łódzkich kibiców, tzw. fanbazy i przeświadczenie o swojej wielkości jest (a w zasadzie chwilowo: był) tak wielki, że po prostu miło się patrzy na to systematyczne sprowadzanie na ziemię. GieKSa w Łodzi przegrała w dwóch poprzednich sezonach i ileż to ja tam się nasłuchałem o tym, jak to Widzew zaraz zaatakuje puchary, a wręcz się będzie włączał do walki o mistrzostwo. Wydawało się, że po zwycięstwie z GKS są już dosłownie o krok od Ligi Mistrzów. Uzasadniać to miały oczywiście wielkie pieniądze i wspaniałe transfery. No bo przecież ściąganie takich piłkarzy jak Mariusz Fornalczyk, który brylował w Koronie czy Sebastian Bergier, artystów pokroju Kornviga czy Leragera, a jakiś czas temu reprezentantów – Drągowskiego, Wiśniewskiego czy Świderskiego pokazywało, że w Łodzi tworzy się prawdziwy dream team. Niestety – jak się okazało – był to tylko wet dream.
(Boże, jak ja nie lubię tego określenia, ale tu mi pasuje do gry słów).
Dlatego to zderzanie się z rzeczywistością łódzkiego klubu jest miłe dla oka. Po prostu jak ktoś cwaniakuje i uważa się za lepszego od innych i że z urzędu mu się wszystko ułoży jak w bajce, to potem przychodzi proza życia, ciężka harówa i to, że jak mawiał klasyk „nazwiska w piłce nie grają”. Pieniądze też. I w życiu również nie grają pozory. Mogą one na chwilę zaciemnić obraz, ale zawsze na końcu wybiją się po prostu prawdziwe, merytoryczne wartości.
Oczywiście obecnie te opinie są biegunowo inne, bo przecież kibice Widzewa widzą, co się dzieje. Jedno zwycięstwo w trzynastu meczach, często dość kuriozalne tracenie punktów, ich straty w końcówkach meczów (zarówno w poprzednim sezonie, jak i teraz) sprawiają, że Łodzianie znów kręcą się w okolicach strefy spadkowej. Ich szczęściem jest to, że raczej remisują niż przegrywają i te ciułane punkciki ostatecznie jednak dużo dają w kwestii pałętania się w ogonie tabeli.
Tak więc sumarycznie, jeśli ktoś uzna to moje podejście za małostkowe, proszę bardzo. Jest takie.
Oczywiście to mniej istotny aspekt sobotniego meczu. Ważniejszym miało być po prostu zwycięstwo GieKSy. Po ostatnich porażkach potrzebowaliśmy trzech punktów jak tlenu – nie tylko do tabeli, ale także dla morale zespołu i kibiców.
Przyjechał Widzew, który – no właśnie – to co napisałem o zderzaniu się z rzeczywistością to jeden aspekt. Drugim jest to, że jednak ta jedna wygrana w sezonie to też jest pewna anomalia jak na tę kadrę. Widzew nie jest przecież aż tak słaby, żeby wygrać zaledwie raz na dwanaście (stan przed meczem z GKS). Widziałem wszystkie mecze RTS w tym sezonie, oprócz tego z pierwszej kolejki z Motorem. Fakt, że Łodzianie większość meczów zremisowali też nie bierze się z niczego. Dodatkowo potrafili mieć sporo dobrych momentów w tych meczach. Ze Śląskiem grając praktycznie cały pojedynek w dziesiątkę strzelili na wyjeździe trzy bramki i byli bliscy zwycięstwa. Z Lechem toczyli bardzo wyrównany bój i klops Drągowskiego zadecydował o porażce. Zagrali bardzo dobry mecz na Legii. Ostatni u siebie z Górnikiem też był niezły.
Więc Widzew to też nie są żadne ogóry. Uważam, że stać ich na normalny środek tabeli, a może nawet minimalnie górną połówkę.
I to też goście pokazali w Katowicach. Dla GieKSy był to mecz piekielnie trudny. Nasz zespół miał pewien problem z wejściem w to spotkanie, gra była w pierwszej połowie jakaś niemrawa, nie stwarzaliśmy zagrożenia pod bramką rywala. Widzew był aktywny, potrafił wyjść spod pressingu, dobrze rozprowadzali piłkę po bokach czy prostopadle. Do tego byli dynamiczni. Ewidentnie brakowało im jakości w wykończeniu, więc po ananasach typu Akere czy Bukari, teraz kibice z Łodzi muszą patrzeć na wyczyny niejakiego Biuka.
Mieliśmy trochę szczęścia. Znów – jak ostatnio w każdym meczu – Pau Resta miał momenty nieogarnięcia i rywal stwarzał zagrożenie. Przeciwnik był jednak mocno nieskuteczny, na posterunku był też Gabriel Kobylak, który jednak trzeba powiedzieć, że jest naprawdę pewnym punktem drużyny.
Na szczęście w pewnym momencie zaczęliśmy atakować śmielej. Była ta centra z wolnego Nowaka na głowę Galana i słupek, a zaraz potem Ilja strzelał prosto w bramkarza. No i wisienka – nomen omen – pierwszej połowy, czyli kapitalna akcja bramkowa. Kacper Łukasiak zapatrzył się chyba na Bartka z Zabrza, bo zagrał na Ilję Szkurina bardzo podobną piłkę. Tym razem nasz napastnik jednak nogą, a nie głową – wyprzedził Drągowskiego i wystawił Nowakowi do pustej bramki, a nasz najlepszy zawodnik tylko dołożył nogę. Wykorzystaliśmy włoską wiedzę Przemysława Wiśniewskiego, bo jak mawia legenda, w Italii uczono go, by w takiej sytuacji stać jak słup soli i podziwiać kunszt Pana Bartosza Nowaka.
Prowadziliśmy do przerwy, choć wcale prowadzić nie musieliśmy. Dlatego ten wynik był tak bardzo cenny.
Na początku drugiej połowy, również wybronił nas strażnik Gabriel, bo niestety dalej nie ustrzegaliśmy się błędów w defensywie. Na szczęście ofensywa robiła show. Tak jak pisałem po Koronie, brakuje nam często tych soczystych dośrodkowań w pole karne. Tym razem Mateusz Kowalczyk – ponawiając atak – z powietrza kopnął piłkę na tyle mocno, że dał szansę przejścia futbolówce przez większość piłkarzy. Ta trafiła do Bartka, a ten już wiedział, co z nią zrobić. Przy wydatnej pomocy Papanikolaou piłka wpadła do bramki, a gdyby wzrok mógł zabijać, to Drągowski byłby istnym Bazyliszkiem dla Greka. Po chwili kolejną kapitalną akcję rozpoczął Nowak, Sebastian Milewski piętą odegrał do Szkurina, Ilja dwukrotnie strzelał i w zamieszaniu podbramkowym Bartek na spółkę z Kapuadim wepchnęli piłkę do siatki.
Dodam tylko jeszcze w kwestii tego dośrodkowania Kowala. Jak pisałem niedawno, jest trochę irytujące, jak Marcin Wasielewski nie decyduje się na centrę tylko ciągle szuka jakiegoś kolegi z tyłu, najczęściej Alana Czerwińskiego. Tymczasem jak Marcin już się na to dośrodkowanie zdecyduje, to wychodzą naprawdę niezłe kopnięcia. I tak było w końcówce, gdy zacentrował na głowę Szkurina. Więc zachęcałbym do większej ilości takich prób, bo jestem przekonany, że zaraz ten zawodnik może mieć asystę.
Wyniku 3:0 nie spodziewaliśmy się w najśmielszych snach, a już tym bardziej przy niezłej do tej pory przecież postawie Widzewa. Mecz układał się kapitalnie.
Niestety znów dopadł nas meltdown. Sytuacja po rzucie rożnym – cóż, zdarza się. Choć jak przyglądam się powtórkom to myślę, że Kapuadi zawiesił się na Klemenzie i można by było tę sytuację rozpatrywać. VAR jednak nie za bardzo drgnął w tej sytuacji. No a potem mieliśmy kolejny błąd Resty, czyli niekontrolowane dość odbicie głową piłki, która trafiła pod nogi Świderskiego. Fakt, że ulubieniec Jana Urbana zachował się w tej sytuacji jak rasowy snajper i strzelił kapitalnie.
Znaleźliśmy się w piekielnie ciężkim położeniu. Niby GKS Katowice nadal prowadził, ale z dużego spokoju zrobiła się nerwówka. A Widzew zyskał (miał zyskać) wiatr w żagle, wiadomo, że taki moment wpływa na psychikę bardzo dobrze. I obawiałem się, że Łodzianie z animuszem na nas ruszą, a w związku z naszymi błędami w obronie będziemy oglądać niesłychaną remontadę skutkującą utratą być może nie tylko zwycięstwa, ale nawet wszystkich punktów.
I za ten fragment do końca meczu należy się naszym zawodnikom duża pochwała. Nie spanikowali, utrzymali chłodną głowę i nie dopuszczali rywala do groźnych sytuacji strzałowych. Uważam, że od utraty drugiej bramki do końca meczu, czyli przez ok. 20 minut, to był najlepszy defensywnie moment tego meczu. A sama końcówka, czyli trzymanie piłki daleko od własnego pola karnego, to przytrzymywanie Ilji było klasowe. Widzewiacy mogli tylko krzyczeć i machać rękami, łapiąc jedną kartkę za drugą. Katowiczanie w końcówce doprowadzili gości do całkiem konkretnej frustracji. Bardzo dobrze rozegrane i można powiedzieć, że wyrównali te swoje błędy świetną grą na koniec.
Cieszy to, że znów byliśmy bardzo skuteczni z przodu. No i właśnie – dwa gole strzeliliśmy po grze bardziej bezpośredniej i prostej. Trzecia to już było rozklepanie obrony rywala. Dobrze by było, żeby te nasze działania było różnorodne, bo tak naprawdę przeciwnik zawsze będzie z tego tytułu miał więcej problemów.
O Bartku Nowaku nie ma co się rozpisywać, bo znów udowodnił, że jest wybitny.
Mamy ciągle nad czym pracować. Znów straciliśmy bramkę, znów gubiliśmy się w obronie, oprócz tej końcówki. Gdyby Widzew był bardziej ogarnięty i skuteczny, mógł w pierwszej połowie spokojnie prowadzić w tym spotkaniu. A na początku drugiej wyrównać. Skorzystaliśmy mocno z ich indolencji w ofensywie, ale też wykorzystaliśmy do maksimum ich słabość w obronie. W sumie, czy nie na tym polega piłka?
Nadal musimy się nad kilkoma postaciami zastanowić. Pau Resta naprawdę musi się ogarnąć, bo nawet jeśli w większości gra poprawnie, to i tak w każdym meczu zalicza jakieś klopsy.
Ostatnio trener wystawia w pierwszej jedenastce Marcela Wędrychowskiego. Nie sądzę, że zawodnik tę pozycję utrzyma. Niestety po raz kolejny Marcel wypadł słabo – gubił piłkę, źle podawał w dobrych sytuacjach, przewracał się. To niestety nadal nie jest ten poziom, którego byśmy oczekiwali. Nawet jak mu czasem wyjdzie jakiś mecz, to potem popada w dużą – delikatnie mówiąc – przeciętność. W przeciwieństwie do swojego kumpla Kacpra Łukasiaka, który gra coraz lepiej. Kacper jeszcze mógłby się wstrzelić w tę bramkę, bo choć nie jest to jego głównym zadaniem, to prawie w każdym meczu oddaje jakiś strzał. Na pewno dodałoby mu to jeszcze większej pewności siebie. Ale i tak jest naprawdę dobrze.
Ostatecznie GieKSa pokazała, że solą piłki są bramki i to one zadecydowały o zwycięstwie. Do maksimum nasz zespół wykorzystał swoje atuty i słabość przeciwnika.
Dzięki temu zwycięstwu ta cała nieszczęsna Łęczna, gdzieś tam lekko odeszła za mgłę. To jest dokładnie to, o czym pisałem przed meczem. Im będziemy lepiej grać i punktować, tym jakieś wcześniejsze nieudane mecze coraz bardziej będą odchodzić w niepamięć. Piłka przecież nie znosi próżni i naprawdę nietrudno jest pewne rzeczy nadrobić czy nadpisać.
Dlatego po sporej dawce krytyki, jaką dałem po ostatnich dwóch meczach, tym razem chcę powiedzieć, że zespół przysporzył mi naprawdę sporo radości i za sporo rzeczy można naszą ekipę pochwalić.
A że jeszcze dzięki GieKSie Widzew miał się z pyszna – to już miód na moje GieKSiarskie serce.
PS Zapomniałem napisać wcześniej, a nie chce mi się już wplatać w tekst. Decyzja o niepodyktowaniu rzutu karnego po ręce Wiśniewskiego to kuriozum. Domyślam się, że u siedzącego na VAR Szymona Marciniaka to jest żaden argument o chowaniu ręki, tylko pewnie, że piłka najpierw odbiła się od biodra/brzucha, zanim trafiła Wiśnię w rękę. Sytuacja o tyle absurdalna, że to była tak minimalna zmiana toru lotu, że i tak by w tę rękę dostał. A ruch ręką do piłki był i nie zmienia tego fakt, że w ostatnim momencie „niby” tę rękę cofał. Dla mnie to jest ewidentny rzut karny i nie rozumiem, dlaczego Wojciech Myć nie został nawet wezwany do monitora. Znaczy wiem. Szymon Marciniak wie wszystko najlepiej.







































artur
26 sierpnia 2018 at 08:27
Czekam na farmazony Meczy i Irishmana… Ale Gieksa się ośmiesza, ale nadal winnych nikt nie rozlicza!
Mecza
26 sierpnia 2018 at 11:27
Ja swoje farmazony wypisałem po wypowiedziami trenerów. Pozdrawiam.
artur
26 sierpnia 2018 at 08:43
A PanGoroli też mi napisze, żebym nie wylewał żalów, 10 lat to za mało żeby ZROZUMIEĆ co się tutaj dzieje! Były zmiany trenera, składu a my nadal dno. Kiedy zaczniecie pisać na Krupę i jego klakiera zwanego prezesem? Toż to oni sponsorują ten bajzel.
coco
26 sierpnia 2018 at 09:04
Podpisuje się pod tym
Obiema rękami
Fachowy,prawdziwy
Komentarz☹
Marcin C.
26 sierpnia 2018 at 09:15
Nie jestem blisko drużyny-wiadomo, ale widząc poprzednie mecze u siebie, bardzo się dziwię wyborom trenera. Przypomina się zeszły sezon i mecz z ruchem u siebie: „zagrało za mało wojowników”.
Marcin C.
26 sierpnia 2018 at 09:24
Tak z innej beczki. Na takie mecze się czeka. Prawie pełny Blaszok, fajna oprawa, doping, kibice gości. Generalnie o to chodzi. Pytanie tylko, gdzie są ci wszyscy kibice, jak gramy z Wigrami i tego typu ekipami? Mecz rzecz święta, ale jak widać, tylko co któryś. No i spina, po której polecą kary. Wojewoda ma argumenty. Wielu powie i ch… mu d. A na tym traci klub i kibice. Nie lepiej wysłać kozakom zaproszenie?
q2
26 sierpnia 2018 at 10:43
@Artur ja swego czasu (3 sezony temu) pisałem, że nie będzie Esa w Katowicach. Była grupka naiwnych kibiców, co pisała mocno atakując, że tacy jak ja srają do swojego gniazda:))) Wmawiali mi oraz innym kibicom, że potrzebujemy czasu, nowy trener, trzeba się zgrać itd itp. Do tego nawet był zakład o piwko w Jugolu z Irishmanem, który przegrał. I co z tego wynikło? My co sezon mamy dzień świstaka a naiwność jaka była wśród wielu kibiców, nadal pozostała. Najdziwniejsze jest to, że budzą się ze snu na koniec sezonu zdziwieni, że znowu nic nie wyszło, przeklinając rzeczywistość i wszystkich dookoła. Jakby wcześniej nie było tylu sygnałów, które jasno wskazywały, że to się nie uda. Finalnie zamiast dojść do jakiegoś wniosku, brną dalej w zakłamaniu i naiwności, którą mylą z miłością do klubu.
ps Irishmana nie czytam, powoli przekonuje się do tego aby porzucić słuchanie podcastu. Prowadzący nie mają wspólnego zdania, zmieniając je co tydzień. Brak spójności w formułowaniu wymagań względem tego, czego oczekują kibice, nadmiar ględzenia, chaos programowy i przypadek. Jednym słowem godzina stracona.
kasia
26 sierpnia 2018 at 10:45
artur zgadzam sie ta dwojka to wybitne naiwniaki i specjalisci od farmazonow. Moga sobie z cyganem i janickim podac reke bo to takie same pierdoly
Mecza
26 sierpnia 2018 at 11:44
A ty co masz do powiedzenie sensownego? Ok nie zgadzasz się ale napisz jaką masz opinie a nie tylko przypieprzanie się o dziwo do mnie a nie do trener, piłkarzy itd.
maxiu
26 sierpnia 2018 at 11:05
Panowie co z tym klubem jest nie tak!! Zawodnicy w swoich klubach graja superowo ,ale po przyjsciu do GieKSy tracą po paru meczach wszystkie swoje walory i zapominają jak się kopie piłkę(Frańczak,Mandrysz Błąd,Poczobut itp) nawet trenerzy gasna jak swieca na wietrze!!! Trenerzy w pierwszych meczach lataja przy lini jak oszaleli pokrzykuja dystykuluja dryguja podpowiadają (Mandrysz,Paszulewicz,Brzęczek)potem Mandrysz,Brzęczek nawet z budy nie wychodzą a Paszulewicz stoi jak słup soli.Kurwa KTO albo CO ich tak gasi?????
wwwww
26 sierpnia 2018 at 11:56
Elegancko 🙂
dozi
26 sierpnia 2018 at 11:59
Raków grał dużo ciekawiej ale tam przynajmniej próbowali na tle lepszego rywala. Tutaj żenada. W pierwszej połowie olewka w drugiej brak jakiegokolwiek pojęcia.
artur
26 sierpnia 2018 at 12:00
Jak wpłynąć na tych co mają dojście do zarządu i na tych co prowadzą tę stronę ażeby postawić ultimatum tej bandzie? Przecież to jawnie widać, że nie wina piłkarzy, trenerów tylko tych u góry!
pablo eskobar
26 sierpnia 2018 at 12:01
masakra jedynie tak mozna to ujac gramy kolejny mecz derbowy a kopacze maja to w dupie chodzone po boisku zero walki dalej im dziekujcie po meczu
artur
26 sierpnia 2018 at 12:08
Jeszcze jedno małe wstydliwe przypomnienie. Jastrzębie z nami wchodziło do 1 ligi dekade temu, potem po kilku sezonach spadło, teraz wraca i daje nam łomot. Wydawałoby się, że taki wieczny 1-ligowiec ma doświadczenie i powinien poskromić beniaminka. Ale nie GieKSa, tej marki nikt się nie boi. Zastanawia mnie jak prezydent takiego miasta może spać spokojnie gdy Katowice są pośmiewiskiem? Gdyby im zależało na prestiżu to zamiast fotografować się na Rakowie wolałbym postawić warunek i zrobić wszystko w swej kadencji aby Gieksa wróciła na salony!
telman
26 sierpnia 2018 at 12:28
W przeciwieństwie do meczu z Częstochowy, gdzie nie nie wiem czym można było wygrać tutaj mieliśmy swoje przewagi.
Jastrzębie szybsze, gra na jeden, ciekawe akcje w ataku ale my opanowaliśmy środek, lepsi kondycyjnie, silniejsi. Dużo okazji do strzału, całkowita przewaga w drugiej połowie i co … G….. Znowu jedziecie w redakcji po Ruminie który wniósł więcej niż cała pozostały atak.. (czyli prawie nic ale to i tak więcej..). Chcieliście Woźniaka to macie- przegrał wszystkie pojedynki biegowe nawet jak był 40% bliżej piłki (może ma zatwardzenie?), nawet shitsalt się dziwił. Swoją drogą nie ma jak obiektywny komentarz z Polsatu- piewcy jastrzębia bo zrobiło 5 akcji kopiąc do przodu a nie w bok. a jak GKS jechał z nimi w drugiej to cicho… słuchać się na da..
Fjodor
26 sierpnia 2018 at 12:32
@ WAWRZYNIAK – co ty kurwa robiłeś przy bramce?? czy skupiłeś się na tym, by nie przewrócić się o kolegę z drużyny?? czy kurwa znasz coś takiego jak ASEKURACJA?? wystarczyło 3 kroki w kierunku atakującego, którego jedyną możliwością po zejściu do linii końcowej było zagranie piłki i bramki zapewne by nie było. czy to coś WIELKIEGO??
@ BŁĄD – myślisz trochę?? jeśli nawet 1/100 twoich strzałów to będzie bramka to daj sobie z nimi spokój!! o czym kurwa myślałeś przy strzale z zerowego kąta w drugiej połowie (po którym piłka wyleciała na aut), o czym myślałeś w jednej z ostatnich akcji gdy po prawej stronie biegło dwóch mało pilnowanych zawodników a ty strzelasz z 30 metra??
@ ANON – kto go zatrudniał??
@ KAMIŃSKI – byłeś na tym meczu w ogóle??
@ PASZULEWICZ – czy ty tego nie widzisz?? czy tylko kręcisz głową i masz pretensje do arbitrów zamiast 'chwycić za jaja’ swoich zawodników ??
Lucky13
26 sierpnia 2018 at 13:03
Co to wgl za oceny? Lyszczarz, który zagrał fatalny mecz dostaje 4?? Kto te oceny wystawia? Wy się wgl chyba nie znacie na piłce nożnej. Wawrzyniak zawinił przy Bramce a wypiszecie Słomka, który odziwo zagrał dobre spotkanie. Oceny to śmiech na sali.
kibic
26 sierpnia 2018 at 13:11
Jestem bardzo rozczarowany grą i przygotowaniem motorycznym, pierwsza połowa ukazała, że uczyniono poważne błędy podczas przygotowań, serce krwawiło gdy każdy zawodnik rywala szybkościowo przewyższał zawodników Gieksy.
Wiem jako były zawodnik, że można te cechy poprawić, pytam dlaczego tego nie uczyniono?
Czy będzie lepiej?
kasia
26 sierpnia 2018 at 13:24
Mecza od dawien dawna pisałam tylko pod innym nickiem ze wszystko zaczyna sie od Prezesa. Kiepski prezes to potem kiepski trener a potem kiepscy zawodnicy i zero dyscypliny pracy. Przypomnij sobie jakie brednie wypisywałes. Nie bede sie powtarzac choc zdanie moje jest takie samo. Przyczyna lezy na gorze a nie na dole.Ktos tych trenerow zatrudnial i zawodnikow tez.
Mecza
26 sierpnia 2018 at 14:46
Ja nie wiem już co o tym sądzić. Sportowo zamiast iść do przodu z każdym tygodniem , cofamy się. Prezes nie ukrywa że się nie zna na piłce dlatego pionem sportowym zarządza Bartnik (Ok pewnie go on zatrudnił) Też się nie chcę powtarzać ale żałuję zwolnienia Mandrysza przez Bartnika. Wcześniej zaś ułom Motała nam rezerwy rozwiązał.
Dziadek
26 sierpnia 2018 at 13:38
Może B1 stoi na jakiejś żyle wodnej, która powoduje że zawodnicy przestają grać, trenerzy się gubią, a prezesi są jak dzieci we mgle he he.
A może Dziura faktycznie klątwę rzucił i trzeba egzorcystę sprowadzić aby wygnał demona 1 ligi z Katowic he he.
Fjodor
26 sierpnia 2018 at 14:26
@ telman
jakie dopalacze brałeś??
'my opanowaliśmy środek, lepsi kondycyjnie, silniejsi’ – może jeszcze szybsi, skuteczniejsi, zwrotniejsi??
'a jak GKS jechał z nimi w drugiej to cicho’ – który GKS, albo widziałeś inny mecz?? poza przypadkową poprzeczką były jakieś akcje?? czy jazdą nazywasz bezsensowne wciepy na jedynego zawodnika w polu karnym i to jeszcze zazwyczaj 10 metrów obok niego??
Gdyby Jastrzębie wygrały 3 lub 4 to nikt nie miałby pretensji
Bajdek
26 sierpnia 2018 at 15:24
Przecież te oceny to totalne kpiny. W drugiej połowie lewa flanka ewidentnie aktywniejsza. Akcje ciagle przechodziły przez słomkę piesia i błąda.. prawa w tym meczu nic nie pokazała i była w ogóle nie aktywna. Bramka też po błędzie zawodników z prawej strony.. ktoś kto wystawiał te oceny był chyba totalnie na innym meczu. Prawda taka, że kolejne derby w pi***, ale bądźmy obiektywni w tym co widzimy.. bo oceny dla Słomki, Błąda za ten mecz są za niskie, a dla Łyszczarza, Lisowskiego czy Wawrzyniaka za wysokie..
W Chojnicach Tylko zwycięstwo!!!
Jasny Pieron
26 sierpnia 2018 at 15:27
Porażka na boisku i na trybunach, Jastrzebie w drugiej polowie bardziej slyszane, na boisku mogli wygrac 3-0.
Słabe to wszystko..
cytat z trybuny – „co to za piechty …”
wierny po porażce 🙂
Adam
26 sierpnia 2018 at 20:27
do jasny pieron tys byl chyba na innym szpilu albo jestes z jastrzebia ,przez wiekszcsc czesc 2 polowy byli ubrani w pelerynki i nic innego nie robli jak trzymali flagi nad glowami,w pierwszej polowie kilka razy slyszalni w drugiej rownierz kilka razy ukazali swa obecnosc…ale niezgodze sie z toba ze byli lepsi skoro przez 25 min stali bez ruchu trzymajac flagi nad glowami..pozdro
Jasny Pieron
26 sierpnia 2018 at 21:32
@Adam
nie no OK, doping byl ok ale byly momenty ze siedzac na 2 na glownej slyszalem jaszczembiokow, ktorzy kilka razy byli dobrze slyszalni.
na blaszoku brakowało jakies duzej sektorówki, spodziewałem sie lepszej oprawy jak na derby przystało a tu oprawy brakowało poza machajkami (ktore sa fajne choc były braki)
także mysle ze goscie moga czuc sie zadowoleni z wyjazdu a ja znowu rozczarowany ze „spektaklu” przy Bukowej.
pozdrawiam
kuba
26 sierpnia 2018 at 22:37
ludzie czy wy tego nie widzicie nikt nas w extra szajsie niechce i dobrze poco pchac sie do zenady i bagna tylko prosze to jawnie panie janicki powiedziec a pilkarze i trener tez maja swoje za uszami nawet nie wiecie co do nas znaczy gks i tyle ostatni raz bylem na meczu z 10 lat temu i nie zaluje tylko ciagle qrwa mam nadzieje i po co po huuuuuuuuu……..j normalny kibic dobranoc ps. panie paszulewicz wiesz gdzie jestes ???????????? chyba nie i dlugo dlugo nie bedziesz wiedzial co to bukowa gks katowice dobranoc
olo
28 sierpnia 2018 at 15:39
Trzeba ksiedza i oprawic egzorcyzm bo tu chyba jakis urok jest rzucony