Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Tydzień, który powie, czy mamy poważną drużynę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po wyjazdowych wygranych z Chojniczanką i Chrobrym wierzyliśmy, że to jest ten sezon. Że to jest ten moment, w którym wszelkie zło piłkarskie wszystkich ostatnich lat zostanie przełamane. GieKSa wytworzyła sobie dwupunktową przewagę nad trzecim miejscem i do końca sezonu miała mieć potyczki tylko z zespołami z dolnej połowy tabeli. Niestety już dwa pierwsze mecze z teoretycznie słabszymi rywalami zatarły w dużej mierze to, co udało się zrobić w rundzie wiosennej. Nie zatarły jednak jeszcze naszych marzeń, ale mocno zachwiały optymizmem.

Przed meczem z Puszczą byłem spokojny. Może nie tyle o zwycięstwo, co o dobrą grę i dużą szansę na pozytywny rezultat. Spotkanie w Niepołomicach okazało się jednak tak słabe, że odwrotnie – przed pojedynkiem z Bytovią miałem bardzo dużo niepokoju. Niepokoju o to, czy po raz drugi z rzędu nie będziemy przeżywać zaprzepaszczania w sposób spektakularny awansu, który jest na wyciągnięcie ręki.

Niestety niedzielny mecz okazał się drugim z rzędu meczem z gatunku żenujących. Nie słabszych, nie gorszych, tylko żenujących. Takich, do których przyzwyczailiśmy się w poprzednich sezonach, meczów, które odbierały nam nadzieję, wiarę, powodowały tylko frustrację. Złe wspomnienia powróciły (nie będziemy tu używać idiotycznych określeń typu „demony przeszłości”, bo mówimy wtedy językiem piłkarzy), obraz zwłaszcza poprzedniego sezonu pojawił się przed naszymi oczami. Gra w dwóch ostatnich meczach postawiła duży znak zapytania, czy jednak drużyna, którą już prawie przemianowaliśmy na „poważną”, w rzeczywistości taka jest. A czy trener, którego już ochrzciliśmy „twardo stąpającym po ziemi”, jednak nie buja w obłokach, poprzez swoje dziwne decyzje kadrowe w ostatnich spotkaniach.

Wielu kibiców uważa, że gorzej niż w zeszłym sezonie być nie może, w sensie dramatycznie przegranego awansu. Niestety obecne rozgrywki pokazują, że jak najbardziej może. Wówczas bowiem rundę wiosenną przegraliśmy z zespołami z czołówki, teraz możemy się wypieprzyć na outsiderach. Przypominam, że cztery z sześciu meczów gramy z najgorszymi drużynami tej ligi. Tak – najgorszymi, bo najprawdopodobniej trzy z nich pożegnają się z pierwszą ligą. Więc niewygrywając tych spotkań – naprawdę będzie gorzej niż rok temu.

Dwanaście miesięcy temu liczyliśmy, że ta drużyna się obudzi, że po jakichś dwóch wygranych, w ważnym meczu również zapunktuje. Za każdym razem lądowaliśmy głową na beton. Za każdym… Teraz mamy na razie dwukrotną powtórkę z rozrywki – raz atak (sic!) na lidera i próba odskoczenia od peletonu, za drugim razem kolejna szansa na powiększenie przewagi nad trzecim miejscem i resztą. Obie te okazje zostały zaprzepaszczone przez fatalną grę i chyba jednak brak należytego zaangażowania (mamy tu na myśli nie tylko walkę, ale koncentrację i przykładanie się do pojedynczych zagrań). GieKSa znów nie udokumentowała tego, co udokumentować powinna.

To nie jest moment, w którym skreślamy szanse. GKS jest na miejscu premiowanym awansem i wszystko nadal zależy od zawodników Jacka Paszulewicza. Naszą ostrożność opieramy jednak nie na na wyobrażeniach, ale na doświadczeniu – dodatkowo w sporej części powiązanym z tymi samymi zawodnikami, którzy rok temu byli głównymi „architektami” upadku teamu firmowanego przez Jerzego Brzęczka. Przecież forma na przykład Łukasza Zejdlera to jest wypisz wymaluj to, co było rok temu i na jesień. Takiemu Andreji Prokićowi rok temu się upiekło, bo kilka bramek strzelił, ale tak naprawdę w kluczowych meczach grał bardzo słabo. A teraz gra jeszcze gorzej. Gonzo jak nie strzelał, tak nie strzela, choć oddajmy, że z Bytovią jego wejście podciągnęło drużynę. I jedynie można powiedzieć, że Mateusz Kamiński poprawił się znacznie i mamy nadzieję, że do końca sezonu utrzyma dyspozycję.

GieKSa potknęła się dwa razy w dwóch ostatnich meczach. Teraz – po tygodniu przerwy – to jest właśnie ten moment, żeby coś zmienić, żeby jednak włączyć tę piłkarską ambicję, której części zawodników brakuje. Biegać szybciej, podawać celniej, a przede wszystkim CHCIEĆ to robić. Wszyscy rywale, z którymi katowiczanie się zmierzą są do ogrania. Jak nie z ataku pozycyjnego, to z kontry, jak nie z kontry, to ze stałego fragmentu gry. Drużyna Paszulewicza pokazała tej wiosny, że potrafi to robić. A jeśli umiała z mocniejszymi, to musi potrafić ze słabszymi. Naprawdę nie mówmy farmazonów, że przeciw zespołom z dołu tabeli z natury gra się trudniej, bo to jest robienie kurtyzany z matematyki i logiki. Jeśli ktoś ma więcej porażek niż remisów i zwycięstw, to oznacza, że po prostu jest słabszy i należy takiego rywala pokonać. Trzeba tylko chcieć i odpowiednio się przygotować do meczu.

Przed GieKSą tydzień prawdy, który powie, czy ten zespół stać na osiągnięcie sukcesu czy znów narobił nam apetytu kolejnymi wygranymi po to, żeby na koniec niczym Robin Hood – oddać biednym i potrzebującym. Gramy ze słabym jak barszcz Stomilem, niezłym Podbeskidziem i rozbitym Ruchem. Nie wyobrażam sobie, żeby GieKSa nie wygrała pierwszego i trzeciego z tych meczów. Jeśli jednak będzie grać tak, jak ostatnio, to może i nawet przegrać.

Trener Paszulewicz też zamiast asekurować się stwierdzeniem, że „startowaliśmy z ósmego miejsca, a proszę, gdzie jesteśmy teraz”, powinien się pazurami uczepić tej szansy, która się wytworzyła. To jest przecież wielka szansa także dla niego, by mieć w CV awans do ekstraklasy i zespół w tej ekstraklasie prowadzić. Naprawdę w tym sezonie – jak i w poprzednim – nie trzeba sobie wypruwać flaków, żeby zająć drugie miejsce. Wystarczy tylko odpowiedni poziom motywacji, sensowny pomysł i spokojne realizowanie planu. Żadna drużyna – oprócz Miedzi – nie potrafiła zrobić nawet tego. GieKSa była blisko, ale nie podołała temu prostemu wydawałoby się zadaniu.

Ekipy z czołówki dalej będą tracić punkty, to więcej niż pewne. Ważne jednak, żeby umieć to wykorzystać i w tej trzeciej próbie – gdy będzie okazja – odskoczyć od rywali, bo na razie to dogoniła nas Chojniczanka. Walczcie o te wygrane i dajcie w końcu powód, żeby uznać was za prawdziwych sportowców, a nie przypadkowych wyrobników głoszących zasadę „czy się stoi czy się leży”…

9 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

9 komentarzy

  1. Avatar photo

    wierny

    4 maja 2018 at 01:48

    Awansu nie bedzie kuli stadion ni bedzie. Wezdzie to w koncu skumejcie. Jezu ludziska przeca sie nastawiac od lat ile mozna. Redakcyjo wezcie stonujcie abo wogole zero przemyslen nie piszcie.
    AVE Gieksa.

  2. Avatar photo

    Mecza

    4 maja 2018 at 10:39

    @wierny, co ma stadion do awansu? Tak samo idiotyczna uwaga jak to że Krupa zakazał. Jestem spokojny przed Stomilem. Po tygodniu resetu fizycznego będzie pewne zwycięstwo. Wyniki z Puszczą i Drutexem przewidziałem.

  3. Avatar photo

    Irishman

    4 maja 2018 at 11:14

    Ten obecny sezon może być gorszy nie tylko dlatego, że przegramy awans z najsłabszymi drużynami I ligi ale także z Tychami, a co gorsza z chorzowskimi. Po Głogowie gadałem z kumplem, że możliwy jest scenariusz, w którym w Chorzowie zapewnimy sobie awans jednocześnie odbierając gospodarzom wszelkie szanse na utrzymanie. Zapomniałem niestety, że pycha kroczy przed upadkiem i dziś, to zaczynam mieć małe obawy, aby przypadkiem nie było odwrotnie…

    Poza tym ten tydzień nie tylko powie nam dużo o drużynie ale także o trenerze. Oczywiście, tak czy inaczej nie będzie tak, że go pożegnamy po sezonie. Ale jednak dla mnie będzie to jakaś tam odpowiedź czego możemy spodziewać się z nim u sterów drużyny w przyszłości.

  4. Avatar photo

    Cierpliwy

    4 maja 2018 at 17:21

    Ile tu znawców futbolu. Płaczą zanim mleko się wyleje. Powiem tak: przegrają 5 razy(z ruchem i tyskimi najwyżej) no i remis z Łęczna bo ta będzie potrzebować punktu do baraży.

  5. Avatar photo

    wiesiek

    4 maja 2018 at 17:39

    Tydzien który powie czy mamy poważną drużyne juz byl. To mecze z Puszczą i Bytovią.

  6. Avatar photo

    KaTe

    4 maja 2018 at 18:01

    Sami znawcy. Tacy jesteśmy. A najśmieszniejsze jest to, że większość wyżej stawia zwycięstwo nad Ruchem – niż awans.
    Kuriozum

  7. Avatar photo

    |Irishman

    4 maja 2018 at 19:39

    Ja tam się za jakiegoś „znawcę” bynajmniej nie uważam. No ale lubię sobie podyskutować z GieKSiarzami. Jakieś tam doświadczenie mam po tylu latach z GieKSa więc może zwrócę na coś uwagę, za to jeszcze więcej się nauczę od innych.
    A co do chorzowskich, to oczywiście, że ogromna wszyscy chcielibyśmy, aby ich pokonać. No ale to zwycięstwo przybliży nas do awansu, a nie oddali! Natomiast nikt z nas NIE WYBACZY(!!!) tego gdybyśmy nie awansowali przez to, że oddamy im punkty pozwalając się utrzymać.

  8. Avatar photo

    Bartolo

    4 maja 2018 at 21:12

    Osoby,które wierzą w awans są chyba upośledzone!Ludzie,ile razy można w kółko nabierać się na te same chwyty,no ile??Nie będzie ani awansu ani stadionu!Dziwię się,że w ogóle ktokolwiek na ten cyrk jeszcze chodzi.To urąga ludzkiej inteligencji i godności..Czy może być jeszcze ordynarniej niż w zeszłym sezonie z Kluczborkiem? Wszystko na to wskazuje że chyba tak..Szykują się po raz enty niezłe jajca,obawiam się,że ten maj przebije absolutnie wszystko!!GieKSa ma zakaz awansu,zrozumcie to wreszcie…i zareagujcie odpowiednio….

  9. Avatar photo

    Mecza

    4 maja 2018 at 23:02

    @Bartolo brawo za wpis…po co się stresujesz GieKSą zwaną przez Ciebie „cyrkiem” 1 liga Ci nie odpowiada? Przestaw się na inny klub, najlepiej taki co awansuje. Najlepiej tak co roku bo to może pomoże Ci w życiu.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga