Dołącz do nas

Felietony

Weryfikacja w Chojnicach

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Bez wątpienia zostaliśmy w sobotni wieczór sprowadzeni na ziemię. Oczywiście widzieliśmy, jak wyglądała gra GieKSy w poprzednich meczach i w jakimś stopniu była optymistyczna (defensywa i wyniki), ale też każdy rozsądnie myślący człowiek widział, że to jeszcze nie jest to. Katowiczanie nie wygrywali meczów wysoko, ze zdecydowaną przewagą w meczu. Liczyliśmy się z tym, że w końcu passa zwycięstw zostanie przerwana, ale jeśli to miałoby się stać, to wolelibyśmy, aby było tak po wymianie ciosów, twardej walce, jakimś może i dramatycznym scenariuszu spotkania.

Tak w sobotę nie było. Piłkarze GKS zawiedli na całej linii i te atuty, które mieli na początku – były nieobecne, a dodatkowo cała drużyna jako taka wypadła po prostu słabo.

Trener Jacek Paszulewicz w zbliżającym się meczu z Chojniczanką musi wiele zmienić, bo okazuje się, że jeśli trafiamy na szybką i sensownie grającą drużynę, pojawiają się problemy. Tak było w Suwałkach, gdzie zostaliśmy zepchnięci czasem niemal w swoje pole karne, tak było ze Stalą, która w polu prezentowała się dużo lepiej.

Jasne jest, że niektórzy zawodnicy grają na tyle, ile umieją i muszą czasem nadrabiać ambicją. Z tym ostatnio jakichś wielkich problemów nie ma, z umiejętnościami – niestety tak. I tak na przykład Adrian Frańczak gra bardzo przewidywalnie, powiedzielibyśmy że na jedno kopyto, ale z tego kopyta nie korzysta, tak jak kiedyś. Dośrodkowania na wysokość kolan przeciwników, dodatkowo nie radzi sobie pod jakąkolwiek presją rywali, traci piłkę bądź zagrywa niecelnie. Z drugiej strony mamy Mateusza Mączyńskiego, który co prawda raz w meczu potrafi przeprowadzić naprawdę ciekawą szarżę, ale znowu popełnia grzech wielu zawodników, czyli nie pilnuje swojej flanki i często jest 30 metrów od rywala, za którego jest odpowiedzialny. Skutkiem szybkie akcje przeciwnika, a tym przypadku żółtko dla naszego zawodnika.

Boki pomocy również nie są wybitne. O ile Adrian Błąd w poprzednich meczach mimo przeciętnej postawy przez cały mecz, potrafił w kluczowym momencie zadecydować o wyniku, to każdy z młodzieżowców po drugiej stronie kompletnie nie daje jakości. Słaby jest Słomka, słaby jest Skrzecz, niewiele daje Mandrysz. Teoretycznie wszyscy z nich są dynamiczni, ale powoli trzeba zacząć się zastanawiać, czy jednak nie grają, na tyle, ile po prostu potrafią. A to by oznaczało, że cudów się spodziewać nie możemy.

Zdecydowanie problemem jest postawa Łukasza Zejdlera. Niby jest na boisku, a tak jakby go nie było. Trudno sobie przypominać jakieś kluczowe zagrania zawodnika, rozprowadzenia akcji na skrzydło, czy coś efektywnego na samym skrzydle. W zasadzie Łukasz gra tak, że jakby go nie było na boisku, to nikt by nie zauważył.

Podobny problem w meczu ze Stalą był z Wojciechem Kędziorą. Zawodnik kompletnie odcięty od podań, sam już też nie potrafi efektywnie cofnąć się po piłkę. Po serii pięciu meczów z golem, w ostatnich czterech spotkaniach zawodnik nawet nie potrafił sobie stworzyć – poza słupkiem w Opolu – pół sytuacji do zdobycia bramki. Problemem jest to, że nie ma godnego zmiennika do ataku. Grzegorz Goncerz mimo że dostaje jeszcze co jakiś czas szansę, to gra fatalnie. Z Daliborem Volasem to zupełnie nie wiadomo, o co chodzi, ale przynajmniej dostał szansę debiutu.

Osobnym tematem jest występ Andreji Prokića ze Stalą. Nie brak głosów, że zawodnik celowo przeszedł obok meczu ze swoim przyszłym pracodawcą. My teorii spiskowych rozsiewać nie zamierzamy, jednak diametralnie inna postawa zawodnika, niż w poprzednich spotkaniach, mogła takie wrażenie u niektórych obserwatorów spotkania wywołać. Mamy nadzieję, że ten mecz był chwilową niedyspozycją. Ważne, że zawodnik nie dostał żółtej kartki i będzie mógł wystąpić w meczu w Chojnicach, gdzie – jak się spodziewamy w grze z kontry – będzie mógł się bardziej wykazać.

Jak widać, ofensywa GieKSy wygląda na ten moment bardzo mizernie. Nie oszukujmy się – gdyby nie szaleństwa Prokića i Błąda w poprzednich spotkaniach, to o ekstraklasie moglibyśmy dawno zapomnieć. Na razie jest tak, że gdy tych dwóch zawodników nie da efektywności, to nikt za nich nie jest w stanie tego zrobić nawet w dwudziestu procentach.

GieKSa nie ma rozgrywającego, który potrafiłby cokolwiek zrobić w ataku pozycyjnym. Prokić ma inne atuty, ale w meczu ze Stalą oczekiwalibyśmy właśnie pewnej reżyserii od niby technicznie dobrego Zejdlera. No ale ok, jeśli Zejdi nie potrafi, to czas się chyba zapytać trenera – a co z Dawidem Plizgą? Na jesień w kilku spotkaniach to właśnie Dawid swoją techniką potrafił zagrać naprawdę dobre piłki, a sam też trafić do siatki. Trener na szczęście wydaje się dostrzegać problem i już mówi o wracających powoli do składu rekonwalescentach. Nie uśmiecha nam się co prawda gra Tomasza Foszmańczyka, ale taki Armin Cerimagić kilka razy pokazał, że również technicznie jest niezły. Dodatkowo mógłby już grać z Prokićem.

W Chojnicach czeka nas piekielnie trudne zadanie, bo Chojniczanka potraciła ostatnio mnóstwo punktów i liczy na przełamanie. O ile poprzednich spotkań nie nazywaliśmy meczsmi o sześć punktów (mimo płaskiej tabeli), to starcie z Chojnicami będzie wybitnie takim pojedynkiem. Wygrywając bowiem przeskoczymy rywala, przegrywając – będziemy mieli 4 punkty straty. Należy pamiętać, że Chojniczanka ma przed sobą sporo meczów z rywalami z czołówki, GieKSa zaraz takie starcia zakończy. Niezbędnym więc jest punktowanie w dwóch ostatnich spotkaniach z „najsilniejszymi”, czyli Chojniczanką, a potem Chrobrym. Płaska tabela dodatkowo powoduje to, że naprawdę w ostatecznym rozrachunku o awansie mogą decydować mecze bezpośrednie. Warto by było więc utrzymać dodatnie bilanse z najbliższymi przeciwnikami.

Wracając jeszcze do kwestii składu – o ile Mączyńskiego zastąpi Słaby, to problem pojawia się z absencją Poczobuta. Tutaj już ewentualne wejście Kalinkowskiego powoduje przyspieszone bicie serca. Na pewno pozyskany z Bytovii zawodnik jest o dwie klasy lepszy, co zdążył już udowodnić. Kali jechał rok temu na jesień trochę podpinając się pod Zejdlera. Potem był już systematyczny zjazd z postawą na boisku. Co wymyśli trener? Czy zdecyduje się na Kalego czy może cofnie Zejdlera i faktycznie wprowadzi któregoś z rekonwalescentów? Trudna zagwozdka.

Jedno jest pewne, jeśli GKS zagra tak jak ze Stalą, to znowu przegra. W Głogowie również, z rozpędzonym Chrobrym. Czasu jest niezmiernie mało, ale szkoleniowiec musi coś wymyślić. Optymalnie byłoby zawrócić drużynę do drugiej połowy w Opolu. Tak naprawdę ten fragment (i pierwsza część z Rakowem) to było to, co chcemy oglądać. GieKSa była szybka, wręcz efektowna, a przede wszystkim skuteczna. Naprawdę przyjemnie się na to patrzyło. Począwszy od meczu z Zagłębiem było już gorzej. Udało się wygrać dwa spotkania, dzięki błyskom wspomnianych zawodników. Ze Stalą tych błysków nie było i punktów również.

Do końca ligi pozostaje nam 10 meczów i naprawdę na najbliższe 2 trzeba się spiąć i skoncentrować na maxa, bo to są dwa mecze absolutnie kluczowe. Potem już do końca rozgrywek wystarczy tylko być regularnym. Ale musimy się wdrapać z powrotem na miejsce dające awans.

Te mecze są kluczowe z jeszcze jednego powodu. Jeśli GieKSa nie zdobędzie przyzwoitej liczby punktów, powiedzmy czterech, to może nam się zrobić całkiem spora strata. A jeśli nie daj Boże nie wygramy ani jednego z tych spotkań, to zarówno punktowo, jak i mentalnie może być kiepsko.

Oczywiście patrzymy nie tylko na wyniki, ale i na grę. Ewentualne straty punktów mogą być jeszcze do przyjęcia, jeśli będzie dobry występ, tylko przeciwnik po prostu okaże się lepszy. Jeśli GKS zagra w tych spotkaniach tak, jak ze Stalą Mielec, to po prostu również będzie o czymś świadczyło…

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    Koleś

    16 kwietnia 2018 at 14:59

    Aż przykro jest patrzeć jak przez GieKSe stałeś się zgorzkniały. Nie patrząc na tabelę, po przeczytaniu wyłącznie twojego tekstu pomyślałbym, że walczymy o utrzymanie. Naprawdę nie widzisz żadnych pozytywów?

  2. Avatar photo

    Irishman

    16 kwietnia 2018 at 18:54

    @Koleś, Ty serio wolałbyś tekst Shella w stylu „Łubu dubu…..”? Niestety jak gówno zalejesz perfumem, to przez to nic nie poprawisz, bo za chwilę zacznie znów śmierdzieć!
    Oczywiście jestem krańcowo daleki od głupich komentarzy ludzi, którzy po jednym, nieudanym meczu wieszczą Armagedon…. bo to jest żałosne.
    Ale też nie jest tak, że nic się nie stało!!! Po prostu wyciągnijmy wnioski i lecimy dalej, po awans, co Shellu zrobił IDEALNIE!!!

  3. Avatar photo

    Erwin

    16 kwietnia 2018 at 19:00

    Powinni to zremisowac że Stalą ale karny i potem gol Araka wiadomo, więc dwa remisy w Chojnicach i Głogowie biorę w ciemno.

  4. Avatar photo

    Matti

    17 kwietnia 2018 at 07:17

    Nie ma co rozpaczać bierzemy sie w garść i walczymy w Chojnicach nie pamiętam żebyśmy przegrywali ostatnio były remisy. A tam bedziemy grali z kontry czyli to co lubimy to Chojnice muszą atakować. Dajmy im szansę na rehabilitację. Oczywiście zgadzam się z testem że może uratować nas tylko walka do końca. Tej walki i zadziorności zabrakło ze Stalą i efekt był taki jaki widzieliśmy.

  5. Avatar photo

    Koleś

    17 kwietnia 2018 at 07:59

    @Irishman w skrajności w skrajność. Nie chodzi o to by pisać cukierkowate teksty, ale też nie można jebać wszystkich z góry na dół w kolejnym tekście. Mamy dobrą pozycję w tabeli, dobry początek roku i dużo atutów (gra w defensywie Kamyka i Klemenza, dobrze spisującego się w bramce Abramowicza, Poczobut który łata środek, lepsza forma niż jesienią Zejdlera) o których nie można zapomninać.
    Czasami wydaje mi się, że macie poprzeczkę zawieszoną za wysoko, że spodziewacie się nie wiadomo czego. A to jest zaplecze ekstraklasy, tak jak mówi Paszulewicz. Chcecie oglądać grę na poziomie ligi mistrzów to puść sobie w tv ligę mistrzów. To jest 1 liga tu nie będzie finezji, pięknego grania i efektownych akcji. Nawet w Ekstraklasie jest to rzadki widok. Dostosujcie oceny do poziomu ligi.

  6. Avatar photo

    Irishman

    17 kwietnia 2018 at 11:16

    Ale przecież Shellu nie odbiera naszej drużynie, tego czego dokonała! Po prostu ocenia ostatni, bardzo słaby mecz w ich wykonaniu i kropka.
    I mam szczerą nadzieje, że podobny stosunek do tego mają trener i piłkarze, że nie ekscytują się tym ile to punktów zdobyli, tylko zastanawiają co było nie tak w sobotę, po to aby to poprawić.
    A co do oglądania wielkiej piłki, to szczerze Ci powiem, ze z reguły wybieram transmisję I ligi na Polsacie zamiast lepszych meczów, bo bardziej mnie to interesuje w kontekście GieKSy i Jej przeciwników.

  7. Avatar photo

    Kr8iS

    17 kwietnia 2018 at 12:19

    @Koles to sie bierze raczej z tego ze to nie jest zaden inny zespol tylko GKS Katowice a GKS Katowice to ma być charakterna gra, ambicja na maksa i gryzienie trawy od poczatku do konca kazdego meczu. Juz ponad 20 lat jezdze na GieKSe i zawsze to byly glowne wymagania wobec tego klubu. Zreszta nie kazde miasto moze poszczycic sie tym ze jest stolica Górnego Śląska. Po mojemu opis idealnie oddaje to co dzialo sie na boisku, rzeczywiscie warto dodac ze bez Abramowicza wynik mogl byc zupełnie inny. Swoja droga GieKSa zawsze miala szczescie do bramkarzy 😉

  8. Avatar photo

    Mecza

    17 kwietnia 2018 at 14:14

    Podsumowanie meczu ze Stalą bardzo trafne ale ja po części zgadzam się z Kolesiem. Nie dziwię się, że tak to odebrał. GKS wygrał 5 meczów z rzędu i czasem można odnieść wrażenie że redaktor naczelny aż zacierał ręce po porażce bo wreszcie może napisać a nie mówiłem, oni są daremni. Mecz ze Stalą bardzo słaby ale po co pisać w ocenach TEGO meczu o jednym z zawodników „od początku wiosny biega po tym boisku bez celu” Nareszcie można pojechać po kimś bo po zwycięstwach nie wypada.

  9. Avatar photo

    Shellu

    17 kwietnia 2018 at 17:55

    Po wygranych meczach też racjonalnie oceniałem zawodników. Jedni grali lepiej, inni słabiej, ale nie da się ukryć, że punkty zdobywali nam w większości Błąd i Prokic. Gdyby Zejdler grał lepiej to byśmy i wyniki mieli bardziej pewne. I mój tekst teraz to nie jest żadne jebanie piłkarzy, ani zgorzknienie. Cieszę się bardzo że zwycięstw, doceniam walkę, grę obronną, kontry. Ale nie mam klapek na oczach.

  10. Avatar photo

    Irishman

    18 kwietnia 2018 at 01:20

    Na zakończenie tej dyskusji, bo już za kilka godzin weryfikacja w Chojnicach dojdzie do skutku, podsumuję może tak:
    Trener Paszulewicz odwalił kawał dobrej roboty – nauczył drużynę bardzo dobrze bronić się. Być może gdyby nie przypadkowy karny, przyniosłoby nam to jakieś zdobycze punktowe także i ze Stalą (możliwe, że tak, bo mielczanie już długo nie potrafiłaby utrzymać takiego grania, a symptomy zmęczenia pojawiły się u nich już pod koniec I połowy). No i dobrze, bo od tego należy zacząć budowę drużyny ale to jest dopiero połowa pracy jaką trzeba wykonać. Teraz okaże się, czy trener będzie potrafił nauczyć swoich piłkarzy równie dobrze atakować.

  11. Avatar photo

    Mecza

    18 kwietnia 2018 at 08:07

    Panowie jedna myśl mnie naszła, nikt o tym nie wspomniał. W tym bardzo ważnym meczu Paszulewicz zdecydował, że będzie chyba po raz pierwszy w meczu monitorował wysiłek piłkarzy. Pozakładali krępujące opaski, które wystawały z koszulek i w głowie zamiast skupić się na graniu były myśli czy dużo przebiegnę, ile będę miał sprintów, jak wypadnę itp. Wiem, że pół europy z tym gra ale my chyba po raz pierwszy. To jest kwestia przyzwyczajenia ale mogło to wpłynąć na poczynania, szkoda że w tak ważnym meczy ligowym.

  12. Avatar photo

    Irishman

    18 kwietnia 2018 at 08:49

    Racja Mecza! Też o tym myślałem, czy to przypadkiem w jakiś sposób nie będzie mimowolnie przeszkadzać w grze, gdy się o tym dowiedziałem, a potem… zapomniałem.
    Tylko, jedna poprawka – my nie mamy już nieważnych meczów.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga