Felietony
Weryfikacja w Chojnicach
Bez wątpienia zostaliśmy w sobotni wieczór sprowadzeni na ziemię. Oczywiście widzieliśmy, jak wyglądała gra GieKSy w poprzednich meczach i w jakimś stopniu była optymistyczna (defensywa i wyniki), ale też każdy rozsądnie myślący człowiek widział, że to jeszcze nie jest to. Katowiczanie nie wygrywali meczów wysoko, ze zdecydowaną przewagą w meczu. Liczyliśmy się z tym, że w końcu passa zwycięstw zostanie przerwana, ale jeśli to miałoby się stać, to wolelibyśmy, aby było tak po wymianie ciosów, twardej walce, jakimś może i dramatycznym scenariuszu spotkania.
Tak w sobotę nie było. Piłkarze GKS zawiedli na całej linii i te atuty, które mieli na początku – były nieobecne, a dodatkowo cała drużyna jako taka wypadła po prostu słabo.
Trener Jacek Paszulewicz w zbliżającym się meczu z Chojniczanką musi wiele zmienić, bo okazuje się, że jeśli trafiamy na szybką i sensownie grającą drużynę, pojawiają się problemy. Tak było w Suwałkach, gdzie zostaliśmy zepchnięci czasem niemal w swoje pole karne, tak było ze Stalą, która w polu prezentowała się dużo lepiej.
Jasne jest, że niektórzy zawodnicy grają na tyle, ile umieją i muszą czasem nadrabiać ambicją. Z tym ostatnio jakichś wielkich problemów nie ma, z umiejętnościami – niestety tak. I tak na przykład Adrian Frańczak gra bardzo przewidywalnie, powiedzielibyśmy że na jedno kopyto, ale z tego kopyta nie korzysta, tak jak kiedyś. Dośrodkowania na wysokość kolan przeciwników, dodatkowo nie radzi sobie pod jakąkolwiek presją rywali, traci piłkę bądź zagrywa niecelnie. Z drugiej strony mamy Mateusza Mączyńskiego, który co prawda raz w meczu potrafi przeprowadzić naprawdę ciekawą szarżę, ale znowu popełnia grzech wielu zawodników, czyli nie pilnuje swojej flanki i często jest 30 metrów od rywala, za którego jest odpowiedzialny. Skutkiem szybkie akcje przeciwnika, a tym przypadku żółtko dla naszego zawodnika.
Boki pomocy również nie są wybitne. O ile Adrian Błąd w poprzednich meczach mimo przeciętnej postawy przez cały mecz, potrafił w kluczowym momencie zadecydować o wyniku, to każdy z młodzieżowców po drugiej stronie kompletnie nie daje jakości. Słaby jest Słomka, słaby jest Skrzecz, niewiele daje Mandrysz. Teoretycznie wszyscy z nich są dynamiczni, ale powoli trzeba zacząć się zastanawiać, czy jednak nie grają, na tyle, ile po prostu potrafią. A to by oznaczało, że cudów się spodziewać nie możemy.
Zdecydowanie problemem jest postawa Łukasza Zejdlera. Niby jest na boisku, a tak jakby go nie było. Trudno sobie przypominać jakieś kluczowe zagrania zawodnika, rozprowadzenia akcji na skrzydło, czy coś efektywnego na samym skrzydle. W zasadzie Łukasz gra tak, że jakby go nie było na boisku, to nikt by nie zauważył.
Podobny problem w meczu ze Stalą był z Wojciechem Kędziorą. Zawodnik kompletnie odcięty od podań, sam już też nie potrafi efektywnie cofnąć się po piłkę. Po serii pięciu meczów z golem, w ostatnich czterech spotkaniach zawodnik nawet nie potrafił sobie stworzyć – poza słupkiem w Opolu – pół sytuacji do zdobycia bramki. Problemem jest to, że nie ma godnego zmiennika do ataku. Grzegorz Goncerz mimo że dostaje jeszcze co jakiś czas szansę, to gra fatalnie. Z Daliborem Volasem to zupełnie nie wiadomo, o co chodzi, ale przynajmniej dostał szansę debiutu.
Osobnym tematem jest występ Andreji Prokića ze Stalą. Nie brak głosów, że zawodnik celowo przeszedł obok meczu ze swoim przyszłym pracodawcą. My teorii spiskowych rozsiewać nie zamierzamy, jednak diametralnie inna postawa zawodnika, niż w poprzednich spotkaniach, mogła takie wrażenie u niektórych obserwatorów spotkania wywołać. Mamy nadzieję, że ten mecz był chwilową niedyspozycją. Ważne, że zawodnik nie dostał żółtej kartki i będzie mógł wystąpić w meczu w Chojnicach, gdzie – jak się spodziewamy w grze z kontry – będzie mógł się bardziej wykazać.
Jak widać, ofensywa GieKSy wygląda na ten moment bardzo mizernie. Nie oszukujmy się – gdyby nie szaleństwa Prokića i Błąda w poprzednich spotkaniach, to o ekstraklasie moglibyśmy dawno zapomnieć. Na razie jest tak, że gdy tych dwóch zawodników nie da efektywności, to nikt za nich nie jest w stanie tego zrobić nawet w dwudziestu procentach.
GieKSa nie ma rozgrywającego, który potrafiłby cokolwiek zrobić w ataku pozycyjnym. Prokić ma inne atuty, ale w meczu ze Stalą oczekiwalibyśmy właśnie pewnej reżyserii od niby technicznie dobrego Zejdlera. No ale ok, jeśli Zejdi nie potrafi, to czas się chyba zapytać trenera – a co z Dawidem Plizgą? Na jesień w kilku spotkaniach to właśnie Dawid swoją techniką potrafił zagrać naprawdę dobre piłki, a sam też trafić do siatki. Trener na szczęście wydaje się dostrzegać problem i już mówi o wracających powoli do składu rekonwalescentach. Nie uśmiecha nam się co prawda gra Tomasza Foszmańczyka, ale taki Armin Cerimagić kilka razy pokazał, że również technicznie jest niezły. Dodatkowo mógłby już grać z Prokićem.
W Chojnicach czeka nas piekielnie trudne zadanie, bo Chojniczanka potraciła ostatnio mnóstwo punktów i liczy na przełamanie. O ile poprzednich spotkań nie nazywaliśmy meczsmi o sześć punktów (mimo płaskiej tabeli), to starcie z Chojnicami będzie wybitnie takim pojedynkiem. Wygrywając bowiem przeskoczymy rywala, przegrywając – będziemy mieli 4 punkty straty. Należy pamiętać, że Chojniczanka ma przed sobą sporo meczów z rywalami z czołówki, GieKSa zaraz takie starcia zakończy. Niezbędnym więc jest punktowanie w dwóch ostatnich spotkaniach z „najsilniejszymi”, czyli Chojniczanką, a potem Chrobrym. Płaska tabela dodatkowo powoduje to, że naprawdę w ostatecznym rozrachunku o awansie mogą decydować mecze bezpośrednie. Warto by było więc utrzymać dodatnie bilanse z najbliższymi przeciwnikami.
Wracając jeszcze do kwestii składu – o ile Mączyńskiego zastąpi Słaby, to problem pojawia się z absencją Poczobuta. Tutaj już ewentualne wejście Kalinkowskiego powoduje przyspieszone bicie serca. Na pewno pozyskany z Bytovii zawodnik jest o dwie klasy lepszy, co zdążył już udowodnić. Kali jechał rok temu na jesień trochę podpinając się pod Zejdlera. Potem był już systematyczny zjazd z postawą na boisku. Co wymyśli trener? Czy zdecyduje się na Kalego czy może cofnie Zejdlera i faktycznie wprowadzi któregoś z rekonwalescentów? Trudna zagwozdka.
Jedno jest pewne, jeśli GKS zagra tak jak ze Stalą, to znowu przegra. W Głogowie również, z rozpędzonym Chrobrym. Czasu jest niezmiernie mało, ale szkoleniowiec musi coś wymyślić. Optymalnie byłoby zawrócić drużynę do drugiej połowy w Opolu. Tak naprawdę ten fragment (i pierwsza część z Rakowem) to było to, co chcemy oglądać. GieKSa była szybka, wręcz efektowna, a przede wszystkim skuteczna. Naprawdę przyjemnie się na to patrzyło. Począwszy od meczu z Zagłębiem było już gorzej. Udało się wygrać dwa spotkania, dzięki błyskom wspomnianych zawodników. Ze Stalą tych błysków nie było i punktów również.
Do końca ligi pozostaje nam 10 meczów i naprawdę na najbliższe 2 trzeba się spiąć i skoncentrować na maxa, bo to są dwa mecze absolutnie kluczowe. Potem już do końca rozgrywek wystarczy tylko być regularnym. Ale musimy się wdrapać z powrotem na miejsce dające awans.
Te mecze są kluczowe z jeszcze jednego powodu. Jeśli GieKSa nie zdobędzie przyzwoitej liczby punktów, powiedzmy czterech, to może nam się zrobić całkiem spora strata. A jeśli nie daj Boże nie wygramy ani jednego z tych spotkań, to zarówno punktowo, jak i mentalnie może być kiepsko.
Oczywiście patrzymy nie tylko na wyniki, ale i na grę. Ewentualne straty punktów mogą być jeszcze do przyjęcia, jeśli będzie dobry występ, tylko przeciwnik po prostu okaże się lepszy. Jeśli GKS zagra w tych spotkaniach tak, jak ze Stalą Mielec, to po prostu również będzie o czymś świadczyło…
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Koleś
16 kwietnia 2018 at 14:59
Aż przykro jest patrzeć jak przez GieKSe stałeś się zgorzkniały. Nie patrząc na tabelę, po przeczytaniu wyłącznie twojego tekstu pomyślałbym, że walczymy o utrzymanie. Naprawdę nie widzisz żadnych pozytywów?
Irishman
16 kwietnia 2018 at 18:54
@Koleś, Ty serio wolałbyś tekst Shella w stylu „Łubu dubu…..”? Niestety jak gówno zalejesz perfumem, to przez to nic nie poprawisz, bo za chwilę zacznie znów śmierdzieć!
Oczywiście jestem krańcowo daleki od głupich komentarzy ludzi, którzy po jednym, nieudanym meczu wieszczą Armagedon…. bo to jest żałosne.
Ale też nie jest tak, że nic się nie stało!!! Po prostu wyciągnijmy wnioski i lecimy dalej, po awans, co Shellu zrobił IDEALNIE!!!
Erwin
16 kwietnia 2018 at 19:00
Powinni to zremisowac że Stalą ale karny i potem gol Araka wiadomo, więc dwa remisy w Chojnicach i Głogowie biorę w ciemno.
Matti
17 kwietnia 2018 at 07:17
Nie ma co rozpaczać bierzemy sie w garść i walczymy w Chojnicach nie pamiętam żebyśmy przegrywali ostatnio były remisy. A tam bedziemy grali z kontry czyli to co lubimy to Chojnice muszą atakować. Dajmy im szansę na rehabilitację. Oczywiście zgadzam się z testem że może uratować nas tylko walka do końca. Tej walki i zadziorności zabrakło ze Stalą i efekt był taki jaki widzieliśmy.
Koleś
17 kwietnia 2018 at 07:59
@Irishman w skrajności w skrajność. Nie chodzi o to by pisać cukierkowate teksty, ale też nie można jebać wszystkich z góry na dół w kolejnym tekście. Mamy dobrą pozycję w tabeli, dobry początek roku i dużo atutów (gra w defensywie Kamyka i Klemenza, dobrze spisującego się w bramce Abramowicza, Poczobut który łata środek, lepsza forma niż jesienią Zejdlera) o których nie można zapomninać.
Czasami wydaje mi się, że macie poprzeczkę zawieszoną za wysoko, że spodziewacie się nie wiadomo czego. A to jest zaplecze ekstraklasy, tak jak mówi Paszulewicz. Chcecie oglądać grę na poziomie ligi mistrzów to puść sobie w tv ligę mistrzów. To jest 1 liga tu nie będzie finezji, pięknego grania i efektownych akcji. Nawet w Ekstraklasie jest to rzadki widok. Dostosujcie oceny do poziomu ligi.
Irishman
17 kwietnia 2018 at 11:16
Ale przecież Shellu nie odbiera naszej drużynie, tego czego dokonała! Po prostu ocenia ostatni, bardzo słaby mecz w ich wykonaniu i kropka.
I mam szczerą nadzieje, że podobny stosunek do tego mają trener i piłkarze, że nie ekscytują się tym ile to punktów zdobyli, tylko zastanawiają co było nie tak w sobotę, po to aby to poprawić.
A co do oglądania wielkiej piłki, to szczerze Ci powiem, ze z reguły wybieram transmisję I ligi na Polsacie zamiast lepszych meczów, bo bardziej mnie to interesuje w kontekście GieKSy i Jej przeciwników.
Kr8iS
17 kwietnia 2018 at 12:19
@Koles to sie bierze raczej z tego ze to nie jest zaden inny zespol tylko GKS Katowice a GKS Katowice to ma być charakterna gra, ambicja na maksa i gryzienie trawy od poczatku do konca kazdego meczu. Juz ponad 20 lat jezdze na GieKSe i zawsze to byly glowne wymagania wobec tego klubu. Zreszta nie kazde miasto moze poszczycic sie tym ze jest stolica Górnego Śląska. Po mojemu opis idealnie oddaje to co dzialo sie na boisku, rzeczywiscie warto dodac ze bez Abramowicza wynik mogl byc zupełnie inny. Swoja droga GieKSa zawsze miala szczescie do bramkarzy 😉
Mecza
17 kwietnia 2018 at 14:14
Podsumowanie meczu ze Stalą bardzo trafne ale ja po części zgadzam się z Kolesiem. Nie dziwię się, że tak to odebrał. GKS wygrał 5 meczów z rzędu i czasem można odnieść wrażenie że redaktor naczelny aż zacierał ręce po porażce bo wreszcie może napisać a nie mówiłem, oni są daremni. Mecz ze Stalą bardzo słaby ale po co pisać w ocenach TEGO meczu o jednym z zawodników „od początku wiosny biega po tym boisku bez celu” Nareszcie można pojechać po kimś bo po zwycięstwach nie wypada.
Shellu
17 kwietnia 2018 at 17:55
Po wygranych meczach też racjonalnie oceniałem zawodników. Jedni grali lepiej, inni słabiej, ale nie da się ukryć, że punkty zdobywali nam w większości Błąd i Prokic. Gdyby Zejdler grał lepiej to byśmy i wyniki mieli bardziej pewne. I mój tekst teraz to nie jest żadne jebanie piłkarzy, ani zgorzknienie. Cieszę się bardzo że zwycięstw, doceniam walkę, grę obronną, kontry. Ale nie mam klapek na oczach.
Irishman
18 kwietnia 2018 at 01:20
Na zakończenie tej dyskusji, bo już za kilka godzin weryfikacja w Chojnicach dojdzie do skutku, podsumuję może tak:
Trener Paszulewicz odwalił kawał dobrej roboty – nauczył drużynę bardzo dobrze bronić się. Być może gdyby nie przypadkowy karny, przyniosłoby nam to jakieś zdobycze punktowe także i ze Stalą (możliwe, że tak, bo mielczanie już długo nie potrafiłaby utrzymać takiego grania, a symptomy zmęczenia pojawiły się u nich już pod koniec I połowy). No i dobrze, bo od tego należy zacząć budowę drużyny ale to jest dopiero połowa pracy jaką trzeba wykonać. Teraz okaże się, czy trener będzie potrafił nauczyć swoich piłkarzy równie dobrze atakować.
Mecza
18 kwietnia 2018 at 08:07
Panowie jedna myśl mnie naszła, nikt o tym nie wspomniał. W tym bardzo ważnym meczu Paszulewicz zdecydował, że będzie chyba po raz pierwszy w meczu monitorował wysiłek piłkarzy. Pozakładali krępujące opaski, które wystawały z koszulek i w głowie zamiast skupić się na graniu były myśli czy dużo przebiegnę, ile będę miał sprintów, jak wypadnę itp. Wiem, że pół europy z tym gra ale my chyba po raz pierwszy. To jest kwestia przyzwyczajenia ale mogło to wpłynąć na poczynania, szkoda że w tak ważnym meczy ligowym.
Irishman
18 kwietnia 2018 at 08:49
Racja Mecza! Też o tym myślałem, czy to przypadkiem w jakiś sposób nie będzie mimowolnie przeszkadzać w grze, gdy się o tym dowiedziałem, a potem… zapomniałem.
Tylko, jedna poprawka – my nie mamy już nieważnych meczów.