Dołącz do nas

Piłka nożna

[WYWIAD] Bartnik: „Pamiętam kibiców w najtrudniejszym momencie dla tego klubu”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Dyrektor sportowy Tadeusz Bartnik pojawił się w GieKSie na początku listopada 2017 roku. Kibice z ciekawością przyglądali się poczynaniom byłego piłkarza w nowej roli. W pewnym momencie pojawiło się zniecierpliwienie brakiem transferów i… wtedy Bartnik wyciągnął prawdziwego asa z rękawa – zwolnił trenera Piotra Mandrysza.

Nasz redaktor Błażej niedawno spotkał się z dyrektorem i podczas prawie godzinnej rozmowy poruszył wiele tematów. Z wywiadu dowiecie się, jak współpracowało się Bartnikowi z Mandryszem, skąd pomysł na zmianę szkoleniowca, czy możemy spodziewać się nowych transferów, co zadecydowało o tym, że Spicic nie został naszym zawodnikiem i wiele innych. Ba, zajmiemy się także kwestią filmu ze zgrupowania, na którym widać piłkarzy źle technicznie wykonujących ćwiczenia na siłowni. Zapraszamy do lektury.

GieKSa.pl: W jednym z wywiadów mówił pan o kilkudziesięciu celach, które postawiliście sobie z prezesem Janickim. Ile z tego udało się zrealizować?

Tadeusz Bartnik: Te cele to były rzeczy, które trzeba było załatwić w ciągu jednego, dwóch tygodni, a niektóre z nich w dłuższej perspektywie czasowej. Część z nich dopiero przed nami. Realizujemy po kolei rzeczy, które sobie założyliśmy. Priorytetem było stworzenie drużyny, co do której będziemy przekonani, że podoła ona walce o najważniejszy cel, jaki jest oczekiwany przez miasto i kibiców. Pierwsza drużyna była priorytetem, ale ważnymi elementami były sprawy bieżące w zależności od cyklu, w jakim klub się znajduje. Takim elementem było np. zamknięcie roku finansowego 2017 i budżet na 2018, stworzenie wniosków o dofinansowanie, czy też omówienie warunków funkcjonowania „Akademii Młodej GieKSy” w połączeniu z pierwszą drużyną seniorów.

Coś pana jeszcze zaskakuje w klubie, czy już na spokojnie ze wszystkim się pan zapoznał?

Bardziej bym powiedział, że my codziennie odkrywamy nowe rzeczy. Uczymy się na bieżąco, a każde problemy są dla nas wyzwaniem, które na bieżąco chcemy regulować. Jestem już chyba zbyt dojrzały, by mówić, że coś mnie zaskakuje.

W jakim stopniu wasze plany w obrębie pierwszej drużyny pokryły się z tym, co mamy teraz?

Przy zmianie trenera nastąpił okres, który spowolnił nasze działania. Trener chciał każdego zawodnika zweryfikować i sprawdzić w założeniach, które były wymagane. Pewne rzeczy przez taką sytuację były dla nas niewiadomą nawet w dużej mierze do powrotu z obozu. Okres weryfikacji musiał trwać trochę dłużej, trener poznawał zespół, odkrywał karty i wytyczał nam cele w działaniu. W odpowiedzi na to dokonaliśmy dwóch transferów, pracujemy nad jeszcze jednym i chcemy zrealizować go do końca okienka transferowego. Pracujemy również nad tym, by kadra nie była nadmiernie rozbudowana. Okres weryfikacji był mocno spóźniony i jasne jest, że pewne rzeczy nie były przeprowadzone tak, jakbyśmy tego chcieli. Na bieżąco dostosowywaliśmy się do okoliczności, które nas spotykały.

Zmiana trenera – wiele osób twierdzi, że była zbyt późno przeprowadzona.

Jeżeli ma być dokonana zmiana, to dla mnie musi ona przekonywać wszystkich, to nie mogą być kosmetyczne zmiany pod publiczkę. Taka decyzja musi pomóc spełniać koncepcję, jaką sobie założyliśmy. Czas zmian nie był złośliwością w stosunku do trenera Mandrysza. Zmiana nastąpiła w momencie, gdy pojawiła się osoba, która może nam pomóc w realizacji naszej wizji prowadzenia klubu i zespołu. Wiem, że zmiana była bolesna dla trenera, bo również i dla mnie nie była to łatwa sprawa. Decyzja, która została podjęta, nie miała być popularna, ale ma się obronić w dłuższej perspektywie czasu. Podjęliśmy ryzyko i będziemy za nie w pełni odpowiadać.

Czy może Pan potwierdzić, że GieKSa szykowała się do tej zmiany już wcześniej i była po zaawansowanych rozmowach z trenerem Marcinem Kaczmarkiem na koniec 2017 roku?

Przyglądaliśmy się różnym opcjom i to nie dlatego, że miała koniecznie nastąpić zmiana za trenera Mandrysza. Wychodzę z założenia, że klub na pewne sprawy powinien być przygotowany. Naszkicowaliśmy koncepcję i byliśmy gotowi do ewentualnych zmian, ale nie było w tamtym okresie osoby, która by nam pasowała. Gdyby taka osoba się nie pojawiła, to takich zmian byśmy nie przeprowadzali na siłę. Wybór trenera Paszulewicza pokazuje, że wcześniejsze tematy nie były na tyle interesujące albo dla naszego klubu, albo dla drugiej strony. Przy tej zmianie chcieliśmy zachować minimum moralności i nie rozmawiać z trenerem w momencie, gdy miał kontrakt w Grudziądzu.

Zmiana trenera według niektórych plotek miała być również efektem słabych relacji na linii trener Mandrysz – dyrektor Bartnik. Jakie były relacje między wami?

Muszę temu zaprzeczyć, bo rozmowa z trenerem była od początku konstruktywna, ze zrozumieniem podchodziliśmy do swoich argumentów. Sam aspekt konfliktu nie wchodzi w grę. Z mojego punktu widzenia do samego końca moje relacje z trenerem były dobre. Trener może mieć inne zdanie i może czuć się zawiedziony moją osobą, ale ja żadnych zarzutów do trenera nie mam. Trener dał mi się poznać, jako osoba bardzo otwarta, a współpracę z nim bardzo sobie cenię. W pełni akceptowałem punkt widzenia trenera Mandrysza w ramach jego koncepcji prowadzenia drużyny. Jego wybory były logiczne i wspierałem je.

Ile prawdy jest w plotkach, że klub wybierał pomiędzy kosztami: zwolnienia trenera lub rozwiązania kontraktu Grzegorza Goncerza?

Ciężko ująć to w takie zero-jedynkowe parametry. Rozwiązanie umowy, czy to z trenerem, czy zawodnikiem wiąże za sobą koszty. Byli zawodnicy, którzy byli postawieni poza nawias drużyny i myśleliśmy nad tym, kogo możemy pożegnać w momencie, gdy taki zawodnik nie będzie funkcjonować w drużynie. Poza tym nawiasem byli zawodnicy, którzy wydają się wartościowi na papierze. Zobaczymy, czy opinia trenera Mandrysza pokryje się z opinią trenera Paszulewicza. Grzegorz Goncerz nie dostał propozycji rozwiązania kontraktu z naszej strony.

Skoro jesteśmy przy kontraktach, to jaki jest plan na lato i przerwę gdzie ¾ piłkarzy ma koniec kontraktu?

Na pewno jest już czas, by o tym myśleć. Pracujemy w kilku płaszczyznach i jedną z nich jest kadra zespołu w nowym sezonie. Trzeba jednak pamiętać, że jest wiele zmiennych i niewiadomych, wiec nie da się w 100 proc. teraz określić drogi, jaką będziemy chcieli podążać. Chcieliśmy, by trener miał pełny przegląd kadry i by każdy miał szansę u nowego szkoleniowca. Nowi zawodnicy na pewno już są dobierani pod nowego trenera i nowy sezon. Rewolucji w tym momencie nie mogło być, a też chcielibyśmy przygotować zawodników do funkcjonowania w koncepcji nowego trenera i runda wiosenna będzie ostateczną weryfikacją dla większości zawodników. W mojej ocenie podstawą sukcesu jest stabilność i robienie 8-10 zmian w tym okresie, na pewno takiej stabilności nie zapewni.

Kibice powiedzą w odpowiedzi na te słowa: „Dlaczego trzymamy zawodników, którzy przez wiele lat tego sukcesu nie osiągali, a ostatnio koncertowo przegrali swoją szansę, posiadając dużo lepszą pozycję wyjściową w tabeli?”

Dlatego, że okres rozliczenia nastąpi w czerwcu. Teraz musimy uniknąć kosztów związanych z rozwiązaniem kontraktów oraz zobaczyć, jak poszczególni zawodnicy będą funkcjonować w systemie gry trenera Paszulewicza.

Zgodzi się pan z opinią, że na razie działa pan trochę zachowawczo? Niejako na alibi, jeśli chodzi o kadrę i przeprowadzane zmiany?

Według mnie ta teza się nie broni. Gdyby tak było, to dla mnie najbezpieczniej było pozostawić na stanowisku trenera Mandrysza i zgodzenie się na jego plany transferowe, a następnie mówienie, że przecież to nie ja zatrudniałem trenera Mandrysza i w sumie nie ja odpowiadam za wynik. Podjąłem największe możliwe ryzyko. W takiej sytuacji chyba nie ma żadnego działania na alibi. Do tego dochodzi kwestia transferów. Mamy koncepcję, jacy zawodnicy są nam potrzebni. Rozmawialiśmy z wieloma zawodnikami, ale ci, którzy pasowali nam pod koncepcję i umiejętności, jakich potrzebujemy, niekoniecznie wpisywali się w ramy finansowe, jakimi dysponujemy. Musimy brać odpowiedzialność za budżet. Nie stać nas na to, by na przełomie rund dokonywać zmian, które pokazałby większą odwagę w kwestii transferów i nowych zawodników. Musimy też pamiętać, że wybór zawodników w zimie jest mocno ograniczony. Przede wszystkim chyba niewielu zdaje sobie sprawę z tego, ile kosztuje rozwiązanie umów z zawodnikami. Stabilność kontraktowa daje zawodnikom bardzo silną pozycję przy równocześnie bardzo słabej pozycji klubu.

Sporo kontrowersji wśród kibiców wywołał filmik ze zgrupowania w Turcji, gdzie piłkarze ćwiczyli na siłowni i zdaniem wielu technika wykonywania ćwiczeń nie sprzyjała budowaniu formy, a wręcz mogła prowadzić do kontuzji.

Nie oglądałem tych filmików, bo nie funkcjonuję na poziomie mediów społecznościowych, mam sporo innej pracy. Uznaje, że skoro wybraliśmy trenera i zaufaliśmy mu, to on dobiera sposób pracy i jest to robione właściwie. Obciążenia są monitorowane i odpowiednio dobierane przez profesora Jastrzębskiego. Co do sposobu wykonania i techniki, to wydaje mi się, że trzeba by było wejść szerzej, a nie patrzeć jedynie na filmik. Jeśli jednak jest ktoś, kto ma wiedzę na temat ćwiczeń i techniki ich wykonania, to zapraszam do kontaktu. Chętnie skonfrontuję tę wiedzę i wysłucham, co taka osoba ma do powiedzenia, bo wiem, że nie jesteśmy nieomylni. Okres przygotowawczy przeszliśmy bez żadnego urazu i wszyscy zawodnicy są gotowi zajęć.

Marchewka, Tabiś i Kunka z Rozwoju trenowali z GieKSą. Proszę powiedzieć, jak wygląda sytuacja z tymi zawodnikami, jeśli chodzi o ewentualne zakontraktowanie ich w GieKSie?

Rozmowy o ich kontrakcie w GieKSie, jak i rozmowy z Rozwojem mogą toczyć się teraz, a mogą również w czerwcu. Jeżeli są zawodnicy, których poziom indywidualny ociera się o reprezentację ich rocznika bądź też są w tej reprezentacji, to uważamy, że warto się im przyjrzeć. Zależy nam na współpracy z klubami z regionu i chcemy sprawdzać takich zawodników w ramach drużyny o wyższym poziomie. Dzięki temu możemy zbadać potencjał tych zawodników i wybrać dla nich najlepszą drogę. Jeśli zawodnik gra na poziomie II ligi i łapie dużo minut, to dla niego na ten moment lepiej będzie grać w Rozwoju, ale nie jest powiedziane, że za trzy miesiące najlepszą dla nich decyzją nie będzie podpisanie kontraktu z GKS-em. Przyjęcie takiego zawodnika do naszej drużyny, teraz gdy nie posiadamy rezerw minimum na poziomie III ligi, byłoby niewłaściwym krokiem w rozwoju tych chłopaków. Chcemy się im przyjrzeć, by zobaczyć, czy oni są gotowi na rywalizację w drużynie I ligowej, jaki jest ich potencjał i ewentualnie, jak szybko mogliby zacząć funkcjonować w pełni w nowej drużynie.

Czy były jakieś rozmowy między klubami? Jak teraz pan ocenia takie rozmowy, bo w przeszłości różne były relacje?

Rozmowy z Rozwojem są prowadzone niezależnie od zawodników. Chcemy znaleźć odpowiednią formę współpracy, która będzie korzystna dla obu stron. Pokłosiem tych rozmów są właśnie treningi dla młodzieży Rozwoju.

Co dalej z brakiem rezerw?

Z uwagi na okres, w jakim jesteśmy, to ewentualną reaktywację rezerw musimy wstrzymać do wakacji. Mam nadzieję, że w większym stopniu uda nam się teraz ruszyć z planem organizacji meczów w trakcie sezonów. Takie spotkania pozwolą na to, by utrzymać zawodników w grze.

Dalibor Volas według informacji prasowej był już wcześniej na celowniku GieKSy. Dlaczego trafił więc tak późno do zespołu?

Mieliśmy konkretne rozmowy wcześniej z tym zawodnikiem. Pasował nam pod względem umiejętności od początku, ale nie udało nam się znaleźć porozumienia finansowego. Porozumienie znaleźliśmy na początku lutego i dlatego zawodnik do nas trafił.

Komunikat na temat Spicicia był lakoniczny. Dlaczego mu podziękowano?

Dlatego, że najlepsza weryfikacja dla zawodnika jest wtedy, gdy możemy go zaobserwować na tle naszej grupy w treningu i w grze sparingowej. Ma wtedy narzucone przez trenera pewne zadania i założenia taktyczne. Zawodnik pokazał się z dobrej strony w sparingu, jeśli chodzi o ofensywę, ale dla nas najważniejsza jest w tej chwili defensywa. Kilka argumentów zadecydowało o tym, że zawodnika nie ma w klubie.

Dlaczego w okresie przerw GKS nie robi treningów dla zdolnej młodzieży z innych klubów tak jak np. w Górniku Zabrze?

Pracowaliśmy nad taką koncepcją już w zeszłym roku. Na ten moment nie udało nam się tego wdrożyć z różnych względów. Na teraz skupiliśmy się nad przeglądem naszej kadry młodzieżowej w akademii i to był nasz priorytet. Mamy wyselekcjonowaną grupę zawodników, których chcemy mieć pod obserwacją przez tę rundę. Zorganizujemy w przerwie letniej testy w klubie dla tej grupy. Plan mamy przygotowany, jak to zrobić. Nie chcieliśmy robić jednak tego w sposób „sztuka dla sztuki”, a tak mogłoby to wyglądać w tym momencie ze względu na dużą ilość innych spraw, które były ważne dla nas. Na tę chwilę nie da się w ogóle zestawić GKS-u i Górnika pod kątem możliwości wykorzystania tego instrumentu. Górnik ma do dyspozycji centralną ligę juniorów oraz rezerwy w III lidze, a do tego jest w ekstraklasie. Zainteresowanie zawodników będzie szło w kierunku klubów, które mają przygotowaną organizację. My musimy do tego wrócić, by pokazać, że jesteśmy konkurencyjni, ale do tego potrzebujemy albo awansu do ekstraklasy, albo ogromnych inwestycji. Potrzebujemy stworzyć odpowiednie mechanizmy do rozwoju zawodników, którzy zechcą kształtować świadomie umiejętności w klubie. Pamiętajmy, że teraz dany zawodnik ma do wyboru – szkółki z ekstraklasy, bardzo dobre szkółki lokalne, a nawet opcje wyjazdu za granicę.

Jakie to jest dla pana doświadczenie, gdy dyrektor spotyka w szatni Dawida Plizgę, z którym wcześniej grał na boisku?

Na pewno dla mnie osobiście jest to trudna relacja. Trzeba zbudować teraz relację zawodową, a nie koleżeńską. W stosunku do zawodników, których się znało i było na innej stopie, jest to drobna trudność, ale trzeba sobie umieć z tym radzić.

Przed nami nowa runda czego się pan spodziewa?

Na pewno będzie to trudna runda, szczególnie po zmianach, jakie dokonaliśmy z trenerem. To ja najbardziej odpowiadam za kształt tego, co będziemy oglądali. To będzie najtrudniejszy okres w moim życiu. Osobiście oczekuję od zawodników na boisku większej agresji i dyscypliny w defensywie. Uważam, że te rzeczy będą zauważalne w naszej grze na wiosnę. Najważniejsze będzie dla mnie przekonanie się, realizujemy kierunek, jaki wybraliśmy.

Pana zaskoczyły zmiany u rywali?

Jeśli chodzi o ścisłą czołówkę, to zmiany pokazują, jaki potencjał jest w niektórych klubach, jeśli chodzi o finanse. To się przekłada na aktywność transferową i sięganie po ciekawszych zawodników.

Chciałby pan coś przekazać kibicom?

Dla mnie kibice mogą być tym elementem, który może bardzo pomagać nam, a odbierać bardzo wiele przeciwnikom. Pamiętam kibiców w najtrudniejszym momencie dla tego klubu. Zachowywali się wtedy wspaniale i mieli ogromne zrozumienie dla sytuacji. Mam nadzieje, że na wiosnę właśnie w taki sposób będą nam pomagać, że zauważą elementy, które przywrócą im większą nadzieję w tę drużynę.

Rozmawiał: Błażej.

7 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

7 komentarzy

  1. Avatar photo

    Mecza

    26 lutego 2018 at 20:07

    Uważam że nie ma dużej różnicy w poziomie 1 i 2 ligii co najlepiej pokazują beniaminkowie dlatego lepiej wstawić od razu do 11 młodego z Rozwoju i niech gra zamiast czekać aż nam najlepszych ktoś sprzątnie. Oni nie czekają tylko na GKS. Oni mogą grać tylko lepiej w przeciwieństwie do 50% naszej kadry. Jestem ciekawy tej żelaznej defensywy której małolaci wklepali 3 bramki w sobotę. Pytanie o poziom sparingpartnerów w Turcji lub też się okaże że zaczniemy grać w maju bo na śniegu i w błocie nie potrafią a takie będą warunki w najbliższych tygodniach.

  2. Avatar photo

    Koko

    26 lutego 2018 at 20:26

    Ktos by sie jeszcze przydal

  3. Avatar photo

    Irishman

    27 lutego 2018 at 09:10

    „Podjąłem największe możliwe ryzyko.”
    Nie! Największe możliwe ryzyko to byłoby wyczyszczenie szatni już teraz! Wiem, że zimą to trudne ale jeśli chcemy coś w końcu osiągnąć, to nie możemy ciągle powielać tych samych błędów licząc naiwnie, że może w końcu się uda. A takim błędem, powtarzanym od lat są te letnie rewolucje w składzie.

  4. Avatar photo

    Irishman

    27 lutego 2018 at 09:18

    Jeśli gangrena toczy organizm, to zmiana lekarza niewiele da bez pozbycia się chorej tkanki.
    A to właśnie zrobił dyrektor Bartnik. I nie jest to żadne ryzyko z jego strony! Bo łatwiej rozwiązać jeden kontrakt niż kilka, a latem zawsze będzie mógł powiedzieć – nie mogłem nic zrobić, nie było nas stać na rozwiązanie kontraktów z piłkarzami.

    I naprawdę z całego serca chciałbym się mylić w tej mojej ocenie!

  5. Avatar photo

    Mecza

    27 lutego 2018 at 11:04

    @Irishman, ale to prawda. Rozwiązanie kontraktu np. z Goncerzem to jego pensja x 18 bo niby dlaczego ma zrezygnować z kasy która mu się należy. Do tego wykupienie zawodnika np. Marchewki i pensja dla niego. Licząc lekko robiąc wymianę 1 zawodnika na innego zawodnika to koszty około 800tys a ty chcesz zrobić wietrzenie natychmiast dużej ilości zawodników przy budżecie 7mln na cały rok. Policz to sobie. Do tego nie ma żadnej pewności że przyjdą lepsi, to nie FM.

  6. Avatar photo

    Irishman

    27 lutego 2018 at 17:33

    @Mecza, kontrakt Goncerza to jest akurat jeden z „kwiatków”, pozostawionych w klubie przez poprzedników (tak jak np. rozwiązanie rezerw). Nic z tym nie zrobisz, więc trzeba po prostu przeczekać jak grypę.
    Ale tez niech dyrektor Bartnik nie gada, że pożegnanie Mandrysza to było „maksymalne ryzyko”!!! Odwrotnie, właśnie pozostawienie Mandrysza to byłoby ryzyko, a jeszcze spełnienie jego postulatów transferowych to właśnie maksymalne! Ale kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa! Tymczasem my moim zdaniem wywiesiliśmy biała flagę. I spokojnie dyrektor wybroni się z tej decyzji, mówiąc, ze nie miał innego wyjscia, ze tego przecież chcieli kibice itp. itd.

    I powtórzę raz jeszcze – bardzo chciałbym się tu mylić! BAAARDZO!!!!!

  7. Avatar photo

    qqqq2

    2 marca 2018 at 12:15

    Już się bałem, że Irishman nie skomentuje, uff

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga