Dołącz do nas

Felietony

Jak zwykle zdeptali ciężką pracę wszystkich…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ile to już razy przychodzi opisywać taką sytuację? Wielka mobilizacja kibiców, wzajemne nakręcanie się, adrenalina już kilka dni przed meczem. Reklamowanie spotkania przez klub, mecz szczególny z takimi ważnymi duperelami, jak otwarcie nowej salki VIP, zupełnie inna otoczka, obudowa. Konferencja prasowa przed meczem z udziałem obu trenerów. Po prostu wszystkie warunki piłkarskiego święta.

To wszystko – pamiętajmy – robione w roku, w którym w sposób haniebny został przegrany awans do ekstraklasy. W roku, w którym początek kolejnego sezonu to kompromitujące porażki u siebie z bardzo słabymi przeciwnikami. W roku, w którym dostajemy dwa razy w dupę od Zagłębia Sosnowiec w innej świętej wojnie. W okolicznościach dymisji prezesa, który już nie mógł zdzierżyć tego sportowego bagna.

Mimo to – nakręcanie wszystkich kibiców na ten mecz miało miejsce. Choć piłkarze przekreślili już wcześniej wszelkie kredyty zaufania – i tak ten kredyt, największe zadłużenie świata – ciągle otrzymują. Wystarczy, że zagrają 1-2 dobre mecze i już tak jakby wszystkie ich wcześniejsze kompromitacje są zapominane. Nawet my jesteśmy tak głupi i naiwni, że wierzymy, że jak wygrają z takim Ruchem, to wskoczą na piąte miejsce. Bo przecież wygrali trzy ostatnie mecze.

Piłkarze dostają coś, na co kompletnie nie zasługują w kontekście tego, co było wcześniej. Dostają doping, wsparcie, dostają możliwość wystąpienia w piłkarskim święcie, w fanatycznej atmosferze, w meczu, który dla kibica GKS jest solą kibicowania i gwarancją, że na trybunach będzie wspaniałe widowisko.

I co się dzieje?

Po raz kolejny, po raz dziesiąty, setny czy tysięczny dzieje się dokładnie to samo, czyli zespół ponosi klęskę, a piłkarze niszczą wszystko to, co zostało ciężką pracą zbudowane zarówno przez pracowników klubu i kibiców.

Gdyby to się zdarzyło raz… Czasem jest taki mecz. Czasem nawet bardzo ważny. Taki jak Brazylii z Niemcami. To jest sport i czasem nawet mimo wielkich mobilizacji i tego, że wszystko sprzyja, jednak dostaje się wielki cios. Nielogiczny i nierealny, a jednak się dostaje. Zawala się mecz, przegrywa się już w szatni. Różne takie sprawy.

Tylko, że w klubie GKS Katowice tak się dzieje ZAWSZE. Ta drużyna – niezależnie od tego, z jakich piłkarzy i trenera się składa – przewala wszystkie, dosłownie WSZYSTKIE ważne mecze. Nawet remisy nie są osiągalne. Jesteśmy upokarzani zawsze i przez wszystkich w ważnych meczach. I to zawsze jest podobny schemat, wygrają jakieś 2 mecze poprzedzające, wzbudzą nadzieję, że jednak są coś warci, przychodzi prawdziwy egzamin i zaliczają kompromitację.

Te wszystkie upokorzenia z Zagłębiem Sosnowiec. Mecze z Sandejcą i Górnikiem na wiosnę. Wszystkie mecze, w których miał być lider. Nawet początek obecnego sezonu i mimo wszystko danie szansy przez kibiców – i klęski u siebie. Te wszystkie odpadnięcia z drugoligowcami w Pucharze Polski. Upokorzenie za upokorzeniem, klęska za klęską. Ciągle tylko żal, zamiast raz przeżytej prawdziwej euforii.

Ciekawe czy piłkarze sobie zdają sprawę, co taka porażka dodatkowo wywołuje. Mianowicie to, że kibice Ruchu będą teraz drwić i szydzić, bo przecież wygrali na terenie odwiecznego rywala w pierwszym meczu od 14 lat. Tak samo jak pozwalali, by szydzili z nas kibice Zagłębia Sosnowiec. Po nich to spływa jak po kaczce, bo są „tylko” pracownikami klubu. Dla kibica GieKSy to jest olbrzymia zadra w sercu. Taka, że zaraz panowie piłkarze nie będziecie grać dla 7000 widzów, tylko dla 700. 

Tak naprawdę, gdyby frekwencja na meczach zależałaby tylko od zaangażowania w piłkę nożną, a nie było by takich spraw, jak przywiązanie do klubu, barw klubowych, do tej idei, którą jest GKS Katowice – to by kuźwa na ten stadion już dawno nikt nie przychodził. Bo trzeba być masochistą, żeby dla własnej przyjemności oglądać tak żenujący produkt.

Szkoda, że taki Dawid Plizga, który chyba przecież jest GieKSiarzem, nie potrafił tego popchnąć do przodu. Jego GieKSiarski charakter ujrzeliśmy dopiero po meczu, kiedy wdał się w przepychankę z przeciwnikami. Tylko wtedy.

Niestety nie da się już słuchać trenera Mandrysza po przegranych meczach. Odlatuje bardziej niż Brzęczek. Usłyszałem, że GKS zagrał dobry, a po przerwie nawet bardzo dobry mecz. Kapitan Midzierski w wywiadzie pomeczowym też powiedział, że mecz był po przerwie bardzo dobry. Ja już nie mogę słuchać tych kpin. Po meczu, w którym GKS przegrał z ostatnią drużyną w tabeli, czerwoną latarnią, dodatkowo właśnie w najbardziej prestiżowym z wszystkich meczów jakie mogą być, słyszę takie chore brednie o bardzo dobrym meczu.

Na czym to „bardzo dobre” polegało? Na tym, że przy stanie 0:2 GKS miał większe posiadanie piłki? A jak to miało inaczej wyglądać? Ktoś się spodziewał, że Ruch na Bukowej mają dwubramkowe prowadzenie będzie raz po raz atakował prowadząc atak pozycyjny? Przecież z tego posiadania piłki kompletnie nic nie wynikało. GieKSa stworzyła sobie JEDNĄ klarowną sytuację, gdy po odegraniu Kędziory, Foszmańczyk posłał piłkę w niebo. Nawet gol Cerimagića – choć pochwała za wykończenia – to był czysty przypadek, wynikający z tego, że rywal mu podał piłkę wprost pod nogi. Poza tym mieliśmy granie wszerz boiska i do tyłu, jakieś fatalne przeciągnięte, balonowe wrzutki, totalny chaos, brak pomysłu na grę, brak wzięcia odpowiedzialności. Dodatkowo nasi zawodnicy w pierwszej połowie byli posrani, a w drugiej na bazie tego co się działo, nie było odważnego, który by spróbował zaryzykować. Totalnie bezpieczna i asekurancka gra. Czyli to, co dobrze znamy i co się notorycznie powtarza.Trener mówi o „dobrej jakości”, ale o zbyt dużej ilości błędów. Przecież jedno wyklucza drugie. Ta jakość jest fatalna właśnie przez kluczowe momenty, naznaczone fatalnymi błędami. Zobaczcie sobie jeszcze raz bramki, jak wielu zawodników przez swoje dziwaczne zachowanie jest zamieszanych w utratę goli.

Kompromitacją jest, że ostatnia drużyna w tabeli przyjechała na Bukową i miała – że użyjemy nomenklatury Grzegorza Goncerza – tory kolejowe na skrzydłach. Przecież tak naprawdę to do przerwy mogło być 0:3, gdyby nie Nowak, który wybronił podwójny strzał przeciwników.

A właśnie – Grzegorz Goncerz. Co ten majaczący na konferencji prasowej trener miał na myśli wystawiając tego zawodnika. Gonzo, który gra już sporadycznie nagle miał okazać się zbawieniem. I tak po cichu liczyliśmy, że to będzie taka ostatnia szansa dla zawodnika, ale przez to tak pojeździ i pogryzie trawę, że to taki dar niebios dla niego, że akurat w tym meczu może zagrać, że po prostu wykorzysta to, strzeli gola lub dwa i kibice znów będą skandować jego nazwisko. Niestety zagrał tak fatalnie, jak przez całą wiosnę i to chyba jego koniec w GieKSie. A wystawienie go jest na konto Mandrysza, który podejmując taką decyzję „pomógł” GieKSie w odniesieniu porażki. Nie było przesłanek, żeby ten zawodnik wystąpił w tym meczu…

Zresztą nie tylko on miał okazję coś naprawić. Nawet ten Foszmańczyk – którego w klubie już dawno być nie powinno – mimo wszystko mógł choćby po części naprawić złe rzeczy, które zrobił podczas swojego pobytu na Bukowej. Właśnie w tym jednym konkretnym, tak ważnym dla kibiców meczu. Fosa wolał pieprznąć sto metrów nad poprzeczką. A poza tym miotał się straszliwie i zupełnie nie było jakości w jego grze.

Właśnie przez takie brednie o „dobrym, a nawet bardzo dobrym meczu” GieKSa nie pójdzie nigdy do przodu. To samozadowolenie z jakości gry po przepieprzeniu meczu sezonu jest naprawdę zatrważające i świadczy o braku szacunku do kibiców, klubu i wszystkich, którym GieKSa leży na sercu. Dodatkowo słyszymy, że Kędziora z racji wieku nie może grać co trzy dni. Więc skoro wiek jest problemem, to PO JAKĄ CHOLERĘ ŚCIĄGAMY TAKIEGO ZAWODNIKA? 

Już nie ma sensu pisać o innych zawodnikach, bo przecież ten Kalinkowski nawet w ostatnich wygranych meczach wyróżniał się nieumiejętnością gry w piłkę nożną. On jest tak tragiczny, że nie nadaje się na poziom pierwszoligowy. Naprawdę patrząc na niego tęsknie za Sławkiem Dudą…

Mączyński tak bardzo podniecił się swoją ofensywą, że został odsadzony przy drugiej bramce na kilkunastu metrach na dwadzieścia. I tak dalej, i tak dalej…

Nawet w tych wszystkich wioskach ludzie raz na jakiś czas mogą się cieszyć. Taka Bytovia sposobi się do dwóch meczów ćwierćfinałowych z Legią Warszawa. Ale przykładów można mnożyć i mnożyć. Nasi najwięksi kibicowscy rywale z regionu świętują po meczach z nami. Tylko my kibice GKS Katowice możemy mieć chwilę radości jedynie po „jakimś” zwycięstwie w Bielsku raz na ruski rok. A jak przychodzi naprawdę ważny i prestiżowy mecz – zawsze jest ta sama frustracja, złość, wkurwienie i zgrzytanie zębami.

I jeszcze jedna rzecz – choć wy panowie piłkarze nie cierpicie mojej skromnej osoby (w dupie to mam szczerze mówiąc), to jednak staram się wam kibicować i naprawdę cieszyłem się, że macie taką serię. Już jakiś czas temu w redakcji postanowiliśmy obudować mecz z Ruchem w sposób szczególny, napisać więcej o historii, przez cały tydzień nakręcać atmosferę, napisaliśmy rekordową ilość newsów przedmeczowych. Grając w taki sposób i przegrywając w takim beznadziejnym stylu z naszym największym wrogiem – wy po prostu nie szanujecie także i naszej pracy…

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    kris

    23 października 2017 at 09:59

    Celowe jest mieszanie w składzie tak jak robił to Brzęczek posyłając w bój kopaczy którzy są bez formy zawsze na ważny mecz.Ludzie przecież by było zbyt pięknie jak by wygrali by rozbudzili apetyty że jest szansa na awans a tak sprowadzili nas na ziemie.Niema się co łudzić o awansie na następne lata,dopuki, doputy nie powstanie nowy stadion.Ja się dziwie i tak że tyle aż ludzi chodzi na mecze i kupują nawet karnety na tą padline i robienie z nas BARANÓW..

  2. Avatar photo

    Lipa

    23 października 2017 at 10:11

    Chuj z awansem, chuj ze stadionem, chuj z wynikami, chuj z całą resztą jakiś wyimaginowanych mało istotnych w tym momencie obietnic.. Są patalachami, nie umieją grać i nikt od nich nie oczekiwał kurwa poziomu Realu czy innych Bayernow! Mieli po prostu wygrać ten najważniejszy mecz! Dla nas! Miało być święto na Bukowej, a wyszła stypa, wkurwienie i niesmak.. brak słów.. żal

  3. Avatar photo

    m.k siemce

    23 października 2017 at 10:59

    Tekst w punkt !!! Brawo

  4. Avatar photo

    Andrzej

    23 października 2017 at 11:48

    Jest jednak jakiś pozytyw. Obserwując wczoraj grę GieKSy jestem przekonany, że wkrótce otworzy się nowa sekcja – rugby. Tam też można podawać tylko do tyłu…

  5. Avatar photo

    Irishman

    23 października 2017 at 11:56

    Naprawdę serce boli, gdy przyjeżdżają na Bukową kolejne wioski, które nie prezentują nic wielkiego, ot wybieganie, agresja, pressing na naszej połowie i….. to powoduje, ze jestesmy bezradni. 🙁 🙁 🙁

  6. Avatar photo

    GieKSa

    23 października 2017 at 11:59

    dobry tekst
    dla mnie runda się już skończyła
    amen

  7. Avatar photo

    Stallo

    23 października 2017 at 12:35

    Wstyd do roboty isc

  8. Avatar photo

    carra23

    23 października 2017 at 13:35

    zawsze zdupcom wszystko!!!

  9. Avatar photo

    Andrzej

    23 października 2017 at 13:57

    Trener bredzi. Ale po to Shellu jestescie na tych konferencjach, zeby skontrowac jak gada glupoty.
    Padło jakies trudne pytanie???

  10. Avatar photo

    >Z

    23 października 2017 at 14:02

    Szkoda, że nie udało się wywalczyć remisu. Szybka i lekko przypadkowa pierwsza bramka – i już bronili się w 11. I w tym momencie pytanie, czego my chcemy od naszej drużyny??

    Gieksa nie gra jak za Brzęczka. Wygoniliśmy z Bukowej człowieka, który wiedział co robi – a któremu się nie udało. Teraz będziemy się bujać z takimi, którzy nie wiedzą, co robić – ale może im się uda.
    Dla mnie opcja nr 1 jest do przyjęcia – bo jest przyszłościowa, mimo że wymagała pewnie więcej niż 1 sezonu. Teraz nawet gdy chłopaki będą orać murawę (bez jakości jak za Brzęczka), a dostaną bramkę czy dwie, znowu ich zaje..my naszym 'dopingiem’?

    Będzie wyjazd w przyszłej rundzie – i szansa na dobry wynik. Tyle.

  11. Avatar photo

    Mecza

    23 października 2017 at 16:08

    Do redakcji. Często były opinie, że Krupa nie zna się na piłce. Czytając komentarze dochodzę do wniosku że on ma lepsze rozeznanie niż wielu fachowców. Pompowanie balonika gdy mamy drużynę na środek tabeli. Piłkarze nic nie zdeptali, oni lepiej nie potrafią. Były wyryw w składzie i nas już nie ma a jak gramy w najmocniejszym składem gramy stykowe mecze i strzały życia są potrzebne aby wygywać.

  12. Avatar photo

    WIERNY

    23 października 2017 at 17:47

    I co zrobił Janicki po meczu? Podziękował chłopakom

  13. Avatar photo

    Tom

    23 października 2017 at 21:23

    Jak w normalnej firmie ujebac premie i wypłaty maja byc od wyników kurwa czy ktoś ich rozlicza dramat
    Ci piłkarze przepraszam kopacze sie nadają ale na zbiory truskawek

  14. Avatar photo

    oloGks

    23 października 2017 at 22:59

    a ja uwazam ze ten chuj co wrzucił ta race na boisko jak smrody ledwie dychały powinien po pysku dostac i tyle sam grałem w piłke i wiem ze jak ktos dostanie 10 minut przerwy to wraca do gry wiec nie zwalajcie wszystkiego na piłkarzy. Smrodziuchy leżały i kwiczały do tego momentu a po tej przerwie przestaliśmy grać i tyle w temacie

  15. Avatar photo

    kosa

    24 października 2017 at 11:12

    @oloGks

    Mecz przerwano nie z powodu wrzuconej racy, a dymu z wszystkich rac. Mimo wszystko rzucenie jej to głupota.

  16. Avatar photo

    Ptd.gns

    24 października 2017 at 16:46

    Oni mają na nas wyjebane, a z Blaszoka na koniec spiewa się „Jesteśmy z Wami”…

    Komuś się chyba nieźle w głowie pojebało

  17. Avatar photo

    Mecza

    24 października 2017 at 17:43

    Popadacie w skrajności. Po wygranych czytam super walka, po przegranych mimo że poziom zaangażowania nawet większy – mają wyj… czytam. Przegrali piłkarsko bo są słabi aby zdominować tą ligę ale walczyli na 100%.

  18. Avatar photo

    Wojciech

    24 października 2017 at 18:26

    @mecza Kto walczył na 100%? Bo na pewno nie nasi kopacze, przeszli koło meczu przynajmniej w pierwszej połowie, a oni nas po prostu zabiegali nic więcej nie zaprezentowali ale to na naszych emerytów wystarczy.

  19. Avatar photo

    Mecza

    24 października 2017 at 19:36

    Wg mnie walczyli ale w piłkę nie potrafią grać.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga