Dołącz do nas

Felietony

Jak zwykle zdeptali ciężką pracę wszystkich…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ile to już razy przychodzi opisywać taką sytuację? Wielka mobilizacja kibiców, wzajemne nakręcanie się, adrenalina już kilka dni przed meczem. Reklamowanie spotkania przez klub, mecz szczególny z takimi ważnymi duperelami, jak otwarcie nowej salki VIP, zupełnie inna otoczka, obudowa. Konferencja prasowa przed meczem z udziałem obu trenerów. Po prostu wszystkie warunki piłkarskiego święta.

To wszystko – pamiętajmy – robione w roku, w którym w sposób haniebny został przegrany awans do ekstraklasy. W roku, w którym początek kolejnego sezonu to kompromitujące porażki u siebie z bardzo słabymi przeciwnikami. W roku, w którym dostajemy dwa razy w dupę od Zagłębia Sosnowiec w innej świętej wojnie. W okolicznościach dymisji prezesa, który już nie mógł zdzierżyć tego sportowego bagna.

Mimo to – nakręcanie wszystkich kibiców na ten mecz miało miejsce. Choć piłkarze przekreślili już wcześniej wszelkie kredyty zaufania – i tak ten kredyt, największe zadłużenie świata – ciągle otrzymują. Wystarczy, że zagrają 1-2 dobre mecze i już tak jakby wszystkie ich wcześniejsze kompromitacje są zapominane. Nawet my jesteśmy tak głupi i naiwni, że wierzymy, że jak wygrają z takim Ruchem, to wskoczą na piąte miejsce. Bo przecież wygrali trzy ostatnie mecze.

Piłkarze dostają coś, na co kompletnie nie zasługują w kontekście tego, co było wcześniej. Dostają doping, wsparcie, dostają możliwość wystąpienia w piłkarskim święcie, w fanatycznej atmosferze, w meczu, który dla kibica GKS jest solą kibicowania i gwarancją, że na trybunach będzie wspaniałe widowisko.

I co się dzieje?

Po raz kolejny, po raz dziesiąty, setny czy tysięczny dzieje się dokładnie to samo, czyli zespół ponosi klęskę, a piłkarze niszczą wszystko to, co zostało ciężką pracą zbudowane zarówno przez pracowników klubu i kibiców.

Gdyby to się zdarzyło raz… Czasem jest taki mecz. Czasem nawet bardzo ważny. Taki jak Brazylii z Niemcami. To jest sport i czasem nawet mimo wielkich mobilizacji i tego, że wszystko sprzyja, jednak dostaje się wielki cios. Nielogiczny i nierealny, a jednak się dostaje. Zawala się mecz, przegrywa się już w szatni. Różne takie sprawy.

Tylko, że w klubie GKS Katowice tak się dzieje ZAWSZE. Ta drużyna – niezależnie od tego, z jakich piłkarzy i trenera się składa – przewala wszystkie, dosłownie WSZYSTKIE ważne mecze. Nawet remisy nie są osiągalne. Jesteśmy upokarzani zawsze i przez wszystkich w ważnych meczach. I to zawsze jest podobny schemat, wygrają jakieś 2 mecze poprzedzające, wzbudzą nadzieję, że jednak są coś warci, przychodzi prawdziwy egzamin i zaliczają kompromitację.

Te wszystkie upokorzenia z Zagłębiem Sosnowiec. Mecze z Sandejcą i Górnikiem na wiosnę. Wszystkie mecze, w których miał być lider. Nawet początek obecnego sezonu i mimo wszystko danie szansy przez kibiców – i klęski u siebie. Te wszystkie odpadnięcia z drugoligowcami w Pucharze Polski. Upokorzenie za upokorzeniem, klęska za klęską. Ciągle tylko żal, zamiast raz przeżytej prawdziwej euforii.

Ciekawe czy piłkarze sobie zdają sprawę, co taka porażka dodatkowo wywołuje. Mianowicie to, że kibice Ruchu będą teraz drwić i szydzić, bo przecież wygrali na terenie odwiecznego rywala w pierwszym meczu od 14 lat. Tak samo jak pozwalali, by szydzili z nas kibice Zagłębia Sosnowiec. Po nich to spływa jak po kaczce, bo są „tylko” pracownikami klubu. Dla kibica GieKSy to jest olbrzymia zadra w sercu. Taka, że zaraz panowie piłkarze nie będziecie grać dla 7000 widzów, tylko dla 700. 

Tak naprawdę, gdyby frekwencja na meczach zależałaby tylko od zaangażowania w piłkę nożną, a nie było by takich spraw, jak przywiązanie do klubu, barw klubowych, do tej idei, którą jest GKS Katowice – to by kuźwa na ten stadion już dawno nikt nie przychodził. Bo trzeba być masochistą, żeby dla własnej przyjemności oglądać tak żenujący produkt.

Szkoda, że taki Dawid Plizga, który chyba przecież jest GieKSiarzem, nie potrafił tego popchnąć do przodu. Jego GieKSiarski charakter ujrzeliśmy dopiero po meczu, kiedy wdał się w przepychankę z przeciwnikami. Tylko wtedy.

Niestety nie da się już słuchać trenera Mandrysza po przegranych meczach. Odlatuje bardziej niż Brzęczek. Usłyszałem, że GKS zagrał dobry, a po przerwie nawet bardzo dobry mecz. Kapitan Midzierski w wywiadzie pomeczowym też powiedział, że mecz był po przerwie bardzo dobry. Ja już nie mogę słuchać tych kpin. Po meczu, w którym GKS przegrał z ostatnią drużyną w tabeli, czerwoną latarnią, dodatkowo właśnie w najbardziej prestiżowym z wszystkich meczów jakie mogą być, słyszę takie chore brednie o bardzo dobrym meczu.

Na czym to „bardzo dobre” polegało? Na tym, że przy stanie 0:2 GKS miał większe posiadanie piłki? A jak to miało inaczej wyglądać? Ktoś się spodziewał, że Ruch na Bukowej mają dwubramkowe prowadzenie będzie raz po raz atakował prowadząc atak pozycyjny? Przecież z tego posiadania piłki kompletnie nic nie wynikało. GieKSa stworzyła sobie JEDNĄ klarowną sytuację, gdy po odegraniu Kędziory, Foszmańczyk posłał piłkę w niebo. Nawet gol Cerimagića – choć pochwała za wykończenia – to był czysty przypadek, wynikający z tego, że rywal mu podał piłkę wprost pod nogi. Poza tym mieliśmy granie wszerz boiska i do tyłu, jakieś fatalne przeciągnięte, balonowe wrzutki, totalny chaos, brak pomysłu na grę, brak wzięcia odpowiedzialności. Dodatkowo nasi zawodnicy w pierwszej połowie byli posrani, a w drugiej na bazie tego co się działo, nie było odważnego, który by spróbował zaryzykować. Totalnie bezpieczna i asekurancka gra. Czyli to, co dobrze znamy i co się notorycznie powtarza.Trener mówi o „dobrej jakości”, ale o zbyt dużej ilości błędów. Przecież jedno wyklucza drugie. Ta jakość jest fatalna właśnie przez kluczowe momenty, naznaczone fatalnymi błędami. Zobaczcie sobie jeszcze raz bramki, jak wielu zawodników przez swoje dziwaczne zachowanie jest zamieszanych w utratę goli.

Kompromitacją jest, że ostatnia drużyna w tabeli przyjechała na Bukową i miała – że użyjemy nomenklatury Grzegorza Goncerza – tory kolejowe na skrzydłach. Przecież tak naprawdę to do przerwy mogło być 0:3, gdyby nie Nowak, który wybronił podwójny strzał przeciwników.

A właśnie – Grzegorz Goncerz. Co ten majaczący na konferencji prasowej trener miał na myśli wystawiając tego zawodnika. Gonzo, który gra już sporadycznie nagle miał okazać się zbawieniem. I tak po cichu liczyliśmy, że to będzie taka ostatnia szansa dla zawodnika, ale przez to tak pojeździ i pogryzie trawę, że to taki dar niebios dla niego, że akurat w tym meczu może zagrać, że po prostu wykorzysta to, strzeli gola lub dwa i kibice znów będą skandować jego nazwisko. Niestety zagrał tak fatalnie, jak przez całą wiosnę i to chyba jego koniec w GieKSie. A wystawienie go jest na konto Mandrysza, który podejmując taką decyzję „pomógł” GieKSie w odniesieniu porażki. Nie było przesłanek, żeby ten zawodnik wystąpił w tym meczu…

Zresztą nie tylko on miał okazję coś naprawić. Nawet ten Foszmańczyk – którego w klubie już dawno być nie powinno – mimo wszystko mógł choćby po części naprawić złe rzeczy, które zrobił podczas swojego pobytu na Bukowej. Właśnie w tym jednym konkretnym, tak ważnym dla kibiców meczu. Fosa wolał pieprznąć sto metrów nad poprzeczką. A poza tym miotał się straszliwie i zupełnie nie było jakości w jego grze.

Właśnie przez takie brednie o „dobrym, a nawet bardzo dobrym meczu” GieKSa nie pójdzie nigdy do przodu. To samozadowolenie z jakości gry po przepieprzeniu meczu sezonu jest naprawdę zatrważające i świadczy o braku szacunku do kibiców, klubu i wszystkich, którym GieKSa leży na sercu. Dodatkowo słyszymy, że Kędziora z racji wieku nie może grać co trzy dni. Więc skoro wiek jest problemem, to PO JAKĄ CHOLERĘ ŚCIĄGAMY TAKIEGO ZAWODNIKA? 

Już nie ma sensu pisać o innych zawodnikach, bo przecież ten Kalinkowski nawet w ostatnich wygranych meczach wyróżniał się nieumiejętnością gry w piłkę nożną. On jest tak tragiczny, że nie nadaje się na poziom pierwszoligowy. Naprawdę patrząc na niego tęsknie za Sławkiem Dudą…

Mączyński tak bardzo podniecił się swoją ofensywą, że został odsadzony przy drugiej bramce na kilkunastu metrach na dwadzieścia. I tak dalej, i tak dalej…

Nawet w tych wszystkich wioskach ludzie raz na jakiś czas mogą się cieszyć. Taka Bytovia sposobi się do dwóch meczów ćwierćfinałowych z Legią Warszawa. Ale przykładów można mnożyć i mnożyć. Nasi najwięksi kibicowscy rywale z regionu świętują po meczach z nami. Tylko my kibice GKS Katowice możemy mieć chwilę radości jedynie po „jakimś” zwycięstwie w Bielsku raz na ruski rok. A jak przychodzi naprawdę ważny i prestiżowy mecz – zawsze jest ta sama frustracja, złość, wkurwienie i zgrzytanie zębami.

I jeszcze jedna rzecz – choć wy panowie piłkarze nie cierpicie mojej skromnej osoby (w dupie to mam szczerze mówiąc), to jednak staram się wam kibicować i naprawdę cieszyłem się, że macie taką serię. Już jakiś czas temu w redakcji postanowiliśmy obudować mecz z Ruchem w sposób szczególny, napisać więcej o historii, przez cały tydzień nakręcać atmosferę, napisaliśmy rekordową ilość newsów przedmeczowych. Grając w taki sposób i przegrywając w takim beznadziejnym stylu z naszym największym wrogiem – wy po prostu nie szanujecie także i naszej pracy…

19 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

19 komentarzy

  1. Avatar photo

    kris

    23 października 2017 at 09:59

    Celowe jest mieszanie w składzie tak jak robił to Brzęczek posyłając w bój kopaczy którzy są bez formy zawsze na ważny mecz.Ludzie przecież by było zbyt pięknie jak by wygrali by rozbudzili apetyty że jest szansa na awans a tak sprowadzili nas na ziemie.Niema się co łudzić o awansie na następne lata,dopuki, doputy nie powstanie nowy stadion.Ja się dziwie i tak że tyle aż ludzi chodzi na mecze i kupują nawet karnety na tą padline i robienie z nas BARANÓW..

  2. Avatar photo

    Lipa

    23 października 2017 at 10:11

    Chuj z awansem, chuj ze stadionem, chuj z wynikami, chuj z całą resztą jakiś wyimaginowanych mało istotnych w tym momencie obietnic.. Są patalachami, nie umieją grać i nikt od nich nie oczekiwał kurwa poziomu Realu czy innych Bayernow! Mieli po prostu wygrać ten najważniejszy mecz! Dla nas! Miało być święto na Bukowej, a wyszła stypa, wkurwienie i niesmak.. brak słów.. żal

  3. Avatar photo

    m.k siemce

    23 października 2017 at 10:59

    Tekst w punkt !!! Brawo

  4. Avatar photo

    Andrzej

    23 października 2017 at 11:48

    Jest jednak jakiś pozytyw. Obserwując wczoraj grę GieKSy jestem przekonany, że wkrótce otworzy się nowa sekcja – rugby. Tam też można podawać tylko do tyłu…

  5. Avatar photo

    Irishman

    23 października 2017 at 11:56

    Naprawdę serce boli, gdy przyjeżdżają na Bukową kolejne wioski, które nie prezentują nic wielkiego, ot wybieganie, agresja, pressing na naszej połowie i….. to powoduje, ze jestesmy bezradni. 🙁 🙁 🙁

  6. Avatar photo

    GieKSa

    23 października 2017 at 11:59

    dobry tekst
    dla mnie runda się już skończyła
    amen

  7. Avatar photo

    Stallo

    23 października 2017 at 12:35

    Wstyd do roboty isc

  8. Avatar photo

    carra23

    23 października 2017 at 13:35

    zawsze zdupcom wszystko!!!

  9. Avatar photo

    Andrzej

    23 października 2017 at 13:57

    Trener bredzi. Ale po to Shellu jestescie na tych konferencjach, zeby skontrowac jak gada glupoty.
    Padło jakies trudne pytanie???

  10. Avatar photo

    >Z

    23 października 2017 at 14:02

    Szkoda, że nie udało się wywalczyć remisu. Szybka i lekko przypadkowa pierwsza bramka – i już bronili się w 11. I w tym momencie pytanie, czego my chcemy od naszej drużyny??

    Gieksa nie gra jak za Brzęczka. Wygoniliśmy z Bukowej człowieka, który wiedział co robi – a któremu się nie udało. Teraz będziemy się bujać z takimi, którzy nie wiedzą, co robić – ale może im się uda.
    Dla mnie opcja nr 1 jest do przyjęcia – bo jest przyszłościowa, mimo że wymagała pewnie więcej niż 1 sezonu. Teraz nawet gdy chłopaki będą orać murawę (bez jakości jak za Brzęczka), a dostaną bramkę czy dwie, znowu ich zaje..my naszym 'dopingiem’?

    Będzie wyjazd w przyszłej rundzie – i szansa na dobry wynik. Tyle.

  11. Avatar photo

    Mecza

    23 października 2017 at 16:08

    Do redakcji. Często były opinie, że Krupa nie zna się na piłce. Czytając komentarze dochodzę do wniosku że on ma lepsze rozeznanie niż wielu fachowców. Pompowanie balonika gdy mamy drużynę na środek tabeli. Piłkarze nic nie zdeptali, oni lepiej nie potrafią. Były wyryw w składzie i nas już nie ma a jak gramy w najmocniejszym składem gramy stykowe mecze i strzały życia są potrzebne aby wygywać.

  12. Avatar photo

    WIERNY

    23 października 2017 at 17:47

    I co zrobił Janicki po meczu? Podziękował chłopakom

  13. Avatar photo

    Tom

    23 października 2017 at 21:23

    Jak w normalnej firmie ujebac premie i wypłaty maja byc od wyników kurwa czy ktoś ich rozlicza dramat
    Ci piłkarze przepraszam kopacze sie nadają ale na zbiory truskawek

  14. Avatar photo

    oloGks

    23 października 2017 at 22:59

    a ja uwazam ze ten chuj co wrzucił ta race na boisko jak smrody ledwie dychały powinien po pysku dostac i tyle sam grałem w piłke i wiem ze jak ktos dostanie 10 minut przerwy to wraca do gry wiec nie zwalajcie wszystkiego na piłkarzy. Smrodziuchy leżały i kwiczały do tego momentu a po tej przerwie przestaliśmy grać i tyle w temacie

  15. Avatar photo

    kosa

    24 października 2017 at 11:12

    @oloGks

    Mecz przerwano nie z powodu wrzuconej racy, a dymu z wszystkich rac. Mimo wszystko rzucenie jej to głupota.

  16. Avatar photo

    Ptd.gns

    24 października 2017 at 16:46

    Oni mają na nas wyjebane, a z Blaszoka na koniec spiewa się „Jesteśmy z Wami”…

    Komuś się chyba nieźle w głowie pojebało

  17. Avatar photo

    Mecza

    24 października 2017 at 17:43

    Popadacie w skrajności. Po wygranych czytam super walka, po przegranych mimo że poziom zaangażowania nawet większy – mają wyj… czytam. Przegrali piłkarsko bo są słabi aby zdominować tą ligę ale walczyli na 100%.

  18. Avatar photo

    Wojciech

    24 października 2017 at 18:26

    @mecza Kto walczył na 100%? Bo na pewno nie nasi kopacze, przeszli koło meczu przynajmniej w pierwszej połowie, a oni nas po prostu zabiegali nic więcej nie zaprezentowali ale to na naszych emerytów wystarczy.

  19. Avatar photo

    Mecza

    24 października 2017 at 19:36

    Wg mnie walczyli ale w piłkę nie potrafią grać.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga