Felietony Piłka nożna
Wszystko w naszych nogach – razem do celu!
Udało się! W końcówce obgryzaliśmy paznokcie, serce biło szybciej, a nerwy osiągały granicę możliwości. Wygraliśmy jednak bardzo ważny mecz w Siedlcach. GKS spełnił swój obowiązek, zagrał dobre spotkanie, ale kosztowało nas to bardzo dużo. Nie narzekamy – liczy się efekt, a ten w postaci trzech punktów jest bardzo zadowalający. Mieli wygrać z Tychami i w Siedlcach i to zrobili. Stworzyli sobie bardzo dobrą sytuację mentalną i punktową przed następnymi meczami. Jeszcze dwie kolejki temu nie wszystko od nas zależało, bo nagle znaleźliśmy się w sytuacji straty punktowej do czołowych miejsc. Teraz już (prawie) wszystko zależy od nas. Musimy po prostu dalej robić swoje i zgarniać punkty.
Można się czepiać kilku rzeczy w meczu z Pogonią. Przede wszystkim pojawiły się przestoje w grze. Katowiczanie po początkowym w sumie szturmie (tak to można nazwać) w pewnym momencie przestali atakować. Wcześniej stworzyliśmy sobie kilka kapitalnych okazji, mieliśmy rzuty rożne i auty, po których padały strzały na bramkę Misztala. W pewnym momencie tego zabrakło, Pogoń się trochę obudziła i nie było już tak spokojnie.
To co jest bardzo ważne w tym wszystkim, to fakt, że na początku wiosny gdy GieKSa przestawała grać w piłkę, to trwało to do końca meczu i już nie było powrotu. Z bardzo dobrej gry, zaczynaliśmy grać beznadziejnie i los tylko decydował o tym, ile jeszcze bramek zdąży nam wcisnąć przeciwnik. Wczoraj również mogliśmy mieć taką obawę. Właśnie GKS przestał grać około 25. minuty i trwało do przez jakiś czas. W drugiej połowie W KOŃCU wróciliśmy do swojej gry. Znów zaczęły się pojawiać sytuacje, znów nasz zespół stwarzał duże zagrożenie pod bramką gospodarzy. Sytuacje Abramowicza, Prokića czy Lebedyńskiego powinny zakończyć się bramką. U Andreji zadecydował pech, u Dawida brak precyzji, u Mikołaja… wie chyba tylko on sam, ale dobrze że nie połamał sobie nóg przy próbie opanowania piłki.
Gola strzelić się nie udało, ale o ile wcześniej bardzo byśmy na ten fakt narzekali, tak po „trójkach” w poprzednich kilku meczach możemy uznać, że rzeczywiście ogólnie w sytuacjach podbramkowych fortuna nam nie sprzyjała. Tak, pamiętamy dobrze naszą krytykę trenera Brzęczka, który mówił po Podbeskidziu, że brakuje nam szczęścia. Wtedy to były zdania z kosmosu. Teraz przy bramkowych okazjach rzeczywiście tego szczęścia brakowało, bo albo super ustawiony i z refleksem był Misztal, albo Prokić uderzył dobrze, ale nie do końca czysto, albo wspomniany Mikołaj stracił równowagę.
Nerwówka wynikała z tego, że – co jest całkowicie zrozumiałe – pod koniec Pogoń ruszyła do przodu. Choć nie lubimy tłumaczenia się, że :taki jest sport”, to akurat w tym przypadku można to powiedzieć. Trudno, żeby słabsze drużyny nigdy nie stworzyły sobie przeciw nam żadnej sytuacji. Nie zawsze będą Puławy – mecz z Wisłą możemy oprawić w ramki jako najgorszy występ w ofensywie przeciwników przeciw GieKSie. No a Pogoń owszem – zwłaszcza po wejściu Eusebio i Burkhardta – coś tam ruszyła do przodu, jedna akcja była naprawdę bardzo groźna, ale… tyłka to nie urwało. Nie były to szturmowe ataki, tylko kilka wyizolowanych groźnych akcji, a nasz stres nie wiązał się z ich poziomem, tylko raczej doświadczeniem z poprzednich meczów, kiedy to rywal dwa razy atakował i zdobywał dwie bramki.
GieKSa zagrała więc w Siedlcach bardzo dobrze w przekroju całego meczu, z wyłączeniem okresów nerwowości i dekoncentracji. Te okresy trwały za długo to fakt. Jednak wykorzystując swoje sytuacje, można było Pogoń odprawić z bagażem kilku bramek. Te okazje stwarzaliśmy zarówno po akcjach, jak i po stałych fragmentach – wrzutach z autu czy kornerach.
Piłkarze i trener Brzęczek swoje w tych dwóch meczach zrobili. Mogliśmy się tych potyczek obawiać, ale udało się wycisnąć maksimum. Jak „dziwna” jest nasza liga niech świadczy fakt, że jeszcze przed Tychami mieliśmy trzy punkty straty do Chojniczanki, teraz mamy już trzy oczka przewagi. Nie było jeszcze sytuacji w tej rundzie, a może i całym sezonie, żebyśmy mieli taką przewagę nad głównym – do pewnego momentu – faworytem do awansu. Ciągle idziemy łeb w łeb z Zagłębiem Sosnowiec. Sandecja odskoczyła wyraźnie, ale to właśnie z nimi zagramy, więc tylko od nas zależy, czy złapiemy bliski kontakt z liderem.
Nasza sytuacja wyjściowa przed piątkowym starciem jest bardzo dobra. Jest wysokie morale i chęć awansu. Piłkarze i sztab po meczu w Siedlcach paradują w kibicowskich koszulkach, identyfikują się z hasłem „Cała GieKSa razem”. Nie można przejść obok tego obojętnie. Teraz włącza się już naprawdę w sposób niesamowity nasza rola – rola kibiców. Mecz z Sandecją będzie najważniejszy od 10 lat. Bądźmy tam, niech piłkarzom Sandecji ugną się nogi już w tunelu prowadzącym na boisko!
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kolo
7 maja 2017 at 11:53
Shellu, jak zwykle fajny komentarz pomeczowy, ale zauważ, że wcale nie wszystko od nas zależy! Jeżeli nawet wygramy z Sandecją, i wszystko do końca, ale Sosnowiec i Sandecja też zdobędą komplet punktów w swoich meczach, to zajmiemy… 3 miejsce i kapa!!!
Shellu
7 maja 2017 at 12:14
Oczywiście, czysto matematycznie tak, ale bardziej mam na myśli, że nie musimy odrabiać na przykład 3 punktów straty (na ten moment). Jest równa ilość, gorszy bilans z Zagłębiem, więc punkcik więcej od nich i jesteśmy w ekstraklasie 😉
neutralny
7 maja 2017 at 12:52
jedno jest pewne wystarczy remis ze sandecją a zagłębie przegrywa na miedzi i mamy 1 pkt przewagi nad gorolami
bonzo
7 maja 2017 at 13:03
Ani My, ani zagłębie, ani Sandecja nie wygramy wszystkich meczów do końca. To sezon wyścigu żółwi, a nie pewniaków do awansu (jak wtedy gdy Lubin gwałcił wszystkich jak leci).
hajna
7 maja 2017 at 13:07
Wygramy mecz o trzy pkt.i to cieszy martwi to że niewiele się zmieniło słaby jak zwykle Goncerz mimo asysty przez bramce Prokicia był do zmiany już w końcówce pierwszej połowy Abramowicz na nowej pozycji pokazuje wielkie braki w wyszkoleniu walczy ale z bardzo miernym skutkiem zaś Sapala to pomyłka nawet przy słabo grającym Zejdlerze któremu brak było sił.Trener nadal nie widzi problemu a ciężkie mecze czekają
ModyGzG
7 maja 2017 at 13:32
Zagłębie z Miedzia najlepiej remis ze względu na to ze Miedź do końca gra wszystkie mecze u siebie i przy potencjalnym ich zwyciestwie robi sie zas kwas…
ula
7 maja 2017 at 13:46
Hajna:Dajmy spokój Abramowiczowi,strzelil gola z tychami narzekaliscie,teraz jak zmarnował owszem setke też zle,nie zapominajmy ze dobry prokic też zmarnował dwie sytuacje po wrzutach Abramowicza,a chwalimy go za gola
Kolo
7 maja 2017 at 13:50
Do Shella: No właśnie chodzi o ten jeden punkcik „straty” do Zagłębia z powodu gorszego bilansu. Chciałbym być takim optymistą jak Ty, ale obawiam się, że będzie go trudno odrobić.Jeszcze jak potkniemy się na Sandecji to będzie cholernie ciężko. Bo mam wrażenie, że zostało nas trzech do awansu,a myślę że Sosnowiec nie odpuści.
P.S. Mam jeszcze pytanie do Ciebie jako Naczelnego tej strony. Od czasu powstania sekcji siatkówki aktualności piłkarskie są przeplatane siatkarskimi. Trochę to wkurzające. Czy nie można zrobić osobnej zakładki dla kibiców siatkówki? Tam mogli by się podniecać swoją dyscypliną. Ja rozumiem, że „cała Gieksa razem” ale w takim razie dlaczego nie było praktycznie żadnych artykułów o hokeju?? Nawet w czasie play-offów dawaliście tylko jakieś zdawkowe informacje jakby nikogo hokej nie obchodził.Czy masz, Drogi Shellu, jakiś na to wpływ, czy może to są jakieś „zalecenia z góry”?
Shellu
7 maja 2017 at 14:02
Kolo wszystkie newsy w ramach „aktualności” muszą się wyświetlać na głównej stronie. Jeśli zrobilibysmy zakładkę siatkówka, yo oczywiście ma to sens, ale news nie może pojawiać się tylko w zakładce, z pominięciem głównej strony.
A co do Twojego pytania, dlaczego jest siatka, a hokeja nie ma – odpowiedz jest prozaiczna. Po prostu znalazła się bardzo zaangażowana osoba do siatkówki, fanatyk tej dyscypliny i robi kawał dobrej roboty 🙂 niestety od hokeja takiej osoby nie mamy. Czyste kwestie kadrowe. Ekipę do newsów pilkarskich też krystalizowaliśmy bardzo długo, bo mało osób chce działać za darmo.
Mecza
7 maja 2017 at 14:43
Też uważam że wszystko zależy od nas, wygrać 5 meczów i po sprawie. Tak naprawdę chyba 11 pkt wystarczy (3 zwycięstwa u siebie i 2 remisy na wyjeździe) Trochę ostatnio mniej się denerwuję myślać sobię że jak chcą awansować to muszą wygrywać w końcu aby zasłużyć na awans a nie fartem. Co do Sosnowca to darujcie, drużyna która miała 4 czy 5 trenerów w sezonie nie może awansować. Nic nie grają i za chwilę fart się skończy.
Kolo
7 maja 2017 at 14:43
Dzięki Shellu za odpowiedź. Jak tak być musi to niech i będzie. Poza tym chcę Ci powiedzieć, że odwalacie kupę świetnej roboty! Żałuję tylko, że nie ma już graficznych analiz goli, jak kiedyś. Ale i tak jest super. I nie przejmuj się komentarzami pod dzisiejszymi „notami i opisami”. Nie dogodzisz wszystkim.
No i szkoda jeszcze że skończyłeś z komentowaniem meczów na radiu.
Pozdrawiam. Dobrze, że jesteście!
Shellu
7 maja 2017 at 14:46
Dzięki za dobre słowo, pozdrawiam!
David
7 maja 2017 at 15:40
Ula jestes zalosna hajtnij się z abramowiczem i skończ dupe na forum truc
bols
7 maja 2017 at 20:09
Awansu nie będzie, z Górnikiem w dupe
wrogreg
8 maja 2017 at 06:24
Do bols. Skoro to wiesz to postaw na to całą kasę jaką masz, a nie siej defetyzmu. Wygrasz kasiore to sobie nawet Belwedera kupisz, a nie bolsem się będziesz truł. Śmierdzi to i niedobre.
Pozdro
Irishman
8 maja 2017 at 11:30
Wszyscy mamy swoje przemyślenia, oceny, uwagi a także albo nadzieje albo wątpliwości… Ale teraz, kiedy mimo wszystko ciągle jeszcze mamy realne szanse na awans to wszystko co negatywne trzeba schować głęboko do kieszeni. Obecnie, to już nie jest czas na krytykę, dlatego nawet jeśli mamy jakieś uwagi, to dla dobra klubu trzeba pamiętać, że „milczenie” może stać się DOSŁOWNIE złotem. Z resztą niech stanie się choćby srebrem, nie ma problemu 🙂
Pozostaje tylko życzyć nam wszystkim, aby na koniec sezonu „marudy” pozostali marudami, a optymiści okazali się być realistami!
Też mnie wkurzają te siatkarskie newsy, bo siatą to się bardzo chętnie zainteresuję po awansie piłkarzy. ale skoro tak być musi to trudno.
I tez mi brakuje hokeja. To aż niewiarygodne, że wśród tylu kibiców nie ma nikogo, kto chciałby się tym zająć! Ale skoro tak, to nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgłosić się do współpracy (jak tylko ogarnę się trochę jeśli chodzi o zdrowie, bo tu trzeba być trochę bardziej mobilnym). Co prawda pewnie nie ze wszystkimi z Redakcji mam „po drodze” ale czego się nie robi dla GieKSy.
Pozdrawiam