Felietony
Droga krzyżowa…
W głowie się to nie mieści. Na początek może coś, co powinno się znaleźć w podsumowaniu, ale przychodzi jednak na myśl teraz – jak nie umieliście kuźwa wygrać, to mogliście chociaż zremisować!
Nie da się przechodzić już obok tego obojętnie. GieKSa na boisku znów, po raz już chyba tysięczny, sfrajerzyła się kompletnie, totalnie i nie pozostawiając wątpliwości. Złość i frustracja. Człowiek latami poświęca się temu klubowi, cały czas na nowo rozgrzewają się nadzieję na lepsze jutro i gdy już, już wydaje się, że może być naprawdę dobrze – notorycznie dostajemy w pysk od piłkarzy. Ileż to już było tych meczów, które mają być przełomowe? Ileż to już razy mówiliśmy, że coś może być mentalnym impulsem? Ile razy w tej rundzie mogliśmy wskoczyć na pozycję lidera?…
Co do ostatniego pytania, odpowiedź brzmi – pięć. Pięć pieprzonych razy mieliśmy okazję wskoczyć na lidera. Wystarczyło tylko wygrać mecz. Jeden mecz. Jeden z pięciu.
Po tym meczu mieliśmy mieć osiem punktów przewagi nad Miedzią i wyłączyć ją z rywalizacji z nami. Teraz są dwa punkty przewagi, oni są w lepszej pozycji mentalnej i za chwilę będą grać wszystko u siebie. No, wprost „kapitalnie”…
Niestety, wszystkie ważne mecze GieKSa zawsze musi przewalić, najlepiej w spektakularnym stylu, to jest na własne życzenie. W głowie się nie mieści, że dodatkowo przebieg tych meczów w większości był taki, że powinno się je wygrać. Powinniśmy byli wygrać w Chojnicach, ze Stomilem, w Sosnowcu. Z Podbeskidziem w najgorszym razie miał być remis. Z Miedzią powinniśmy wygrać. A my ciągle w dupę, w dupę i w dupę…
Naprawdę mimo że szanse na awans ciągle są, to nie mam zamiaru krytykować osób, które po prostu walną tym wszystkim i przestaną chodzić na mecze. Ja tam chodzić będę dalej, ale zrozumiem tych, którzy to przekreślą. Bo ileż razy można mieć rozbudzoną nadzieję, a potem dostać po łbie. Piłkarze GKS już tak nas do tego przyzwyczaili, że dzieje się to notorycznie. A i tak za każdym razem boli tak samo. U niektórych kibiców może pojawić się rezygnacja czy obojętność.
Przyjechała Miedź, która w ostatnich dwóch meczach u siebie zgarnęła jeden punkt. Jaka jest recepta na podbudowanie morale? Zagraj z GieKSą, dla której jest to ważne spotkanie. Oni zawsze takie spotkania przegrywają, więc pewnie tak będzie i teraz.
Przecież to był jakiś koszmar. Po raz kolejny okazało się, że my po prostu nie zasługujemy na ekstraklasę. Nawet jeśli jakimś cudem tę promocję wywalczymy (ciągle w to wierzę) to będzie najmniej zasłużony awans do ekstraklasy w historii. Awans nie wynikający ze świetnej postawy czy górowania nad rywalami. Tylko z tego, że byliśmy w trakcie sezonu najmniej żenujący. W ogóle PZPN powinien już teraz postanowić – dla przyzwoitości – że w tym sezonie nikt z pierwszej ligi nie awansuje, bo to wstyd dla polskiej piłki.
Dlaczego Miedź wygrała? Przyjechała przecież po remis i nic nie grała w ofensywie przez całą pierwszą połowę. My tam coś udawaliśmy, że gramy i kilka akcji nawet było ciekawych. Niestety wtedy kiedy fajnie zagraliśmy skrzydłem, Lebedyński i Goncerz byli na innej planecie. Bo na pewno nie tam, gdzie być powinni. No więc nie umieliśmy strzelić gola – także dlatego, że Mandrysz skaleczył idealną sytuację. No i tak druga połowa sobie trwała i trwała i Miedź postanowiła, że sobie jednak ten mecz wygra. I naprawdę nie potrzebowali wiele. Wystarczyło, że na kilka minut na wypożyczenie do Legnicy poszedł Prażnovsky i rywale z uśmiechem na twarzy i palcem w nosie zakończyli mecz zwycięstwem.
Gdyby to się zdarzyło raz czy dwa, ale nam się to zdarza notorycznie. Mecze ze Zniczem i Wisłą jak widać zaciemniły obraz. I my daliśmy się ponieść fali optymizmu i pisaliśmy, że to nie tylko słabi przeciwnicy, ale po prostu GKS zagrał swoje. Guzik. Znicz był słaby, a Wisła po prostu beznadziejna. I to było przyczyną wygranej, a nie jakaś nasza wybitna gra.
Niestety zawodnicy nie udźwignęli ciężaru. Frańczak, Prażnovsky, Mandrysz zagrali po prostu tragicznie. Goncerz był bezproduktywny. Foszmańczyk dał od siebie za mało. Jóźwiak miał chęci na grę tylko przez 10 minut. Alan w drugiej połowie zszedł z boiska. Nawet szczęście, które towarzyszyło bramkarzowi Abramowiczowi, nie mogło mu pomóc po koszmarnych błędach obrony.
Pięć meczów na lidera i zero zwycięstw. Trzy mecze na Bukowej w tym roku i jeden punkt. Nie da się awansować w taki sposób. I tak dobrze, że kibice nie wygwizdali zespołu i nie krzyknęli paru cierpkich słów. W kontekście wymagań i nadziei w Katowicach, piłkarze mają tu raj. W wielu innych klubach mieliby już po prostu niejedno sympatyczne spotkanie z kibicami.
Sami już nie wiemy, czy nasi zawodnicy są po prostu tak słabi, że nie umieją wygrać jednego trudniejszego meczu czy im się po prostu nie chce. Nie – tej drugiej możliwości nie dopuszczamy. Widzimy, że próbują, ale kaleczą. Widzimy, że się starają, choć akurat do gryzienia trawy im daleko. To nie jest ten poziom walki, ale powiedzmy, że jest w miarę przyzwoicie.
Wyczerpują nam się pomysły, co można jeszcze zrobić. Chyba znowu było zbytnie poklepywanie się po pupach po dwóch ostatnich meczach. Zespół uwierzył w swoją wielkość i z Miedzią znów dał się wymanewrować jak małe dziecko. Jak Oli przy linii końcowej.
Odechciewa się wszystkiego. Odechciewa się patrzeć na tę drużynę, która ciągle upokarza kibiców i siebie samych. To już dawno przestała być kwestia jednego czy dwóch mniej udanych meczów.
Teraz tak.
Do końca pozostaje osiem kolejek. Ciągle jest jeszcze wiele punktów do zdobycia. Nadal wydaje się, że rywale będą tracić punkty, choć trudno się spodziewać, że aż w takiej ilości jak wcześniej. GKS nie ma straty punktowej do premiowanego miejsca, więc wszystko jest otwarte.
Ale kurwa mać – weźcie się do roboty, nie wiem – pokłóćcie się, pobijcie w tej szatni, niech dojdzie do rękoczynów, wykrzyczcie sobie w twarz wszystko, niemal się pozabijajcie, ale po to – żeby móc w następnych meczach walczyć do upadłego i dążyć do celu jakim jest awans! Mimo wszystko, to ciągle jest w waszych nogach!
Mam nadzieję, drodzy piłkarze, że jesteście tak samo źli, smutni, sfrustrowani i najzwyczajniej w świecie wkurwieni, jak my kibice. Tylko jeśli macie takie uczucia, to jesteście w stanie coś zrobić. Bo jeśli z wczorajszą porażką przejdziecie do porządku dziennego – ot przegrany mecz, taki jest sport – to nie ma szans na nic i możecie już sobie szukać miejsca na kolejny sezon w drugiej czy trzeciej lidze.
Mam szczerą nadzieję, że ta porażka was głęboko dotknęła. I że wiecie, że nie ma innej opcji niż awans. Że jesteście sportowcami, a nie hobbystami.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.
Galeria Piłka nożna
GieKSa zagrała na piątkę
GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

1964
14 kwietnia 2017 at 14:40
Amen!Wszystko w temacie!
Do REDAKCJI !!!
14 kwietnia 2017 at 15:49
Do REDAKCJI:
Już we wcześniejszym wpisie, który dodał „Koles1989” zaciekawiła mnie informacja
„W Wielki Czwartek na Bukowej zmierzyły się dwie drużyny, które chcą awansować do Ekstraklasy”
Ale kto powiedział, że GieKSa chce awansować do ekstraklasy? Zauważcie, że taka informacja nigdy nie pojawiła się oficjalnie! NIGDY ! Ani na oficjalnej stronie, ani na oficjalnym facebooku, ani też z klubu nikt oficjalnie nie mówi o awansie! Daleko szukać – np. taki Raków Częstochowa już przed sezonem zapowiedział, że będzie walczył o awans i obiecał zwrócić kibicom PEŁNĄ KWOTĘ za zakup karnetu, w przypadku braku awnansu.
Możecie to przeczytać poniżej:
http://www.tvp.info/26254380/niecodzienna-akcja-rakowa-czestochowa-jesli-nie-awansujemy-zwracamy-pieniadze-za-karnety
A my co??
My kibice sobie uroiliśmy awans i tyle, nikt u nas poza nami nie chce awansować i taka jest prawda!
GieKSiorz
14 kwietnia 2017 at 17:58
jestem wkurwiony,zdolowany,brak slow.mozna przegrać mecz ale po walce!!!a tu wielki huj,ja bym im dal najnizsza krajowa podstawy a reszta w premii za wygrane mecze i bonus za awans.w niedziele jasde z zona na Banik zobaczyć jak gra druzyna która na serio chce awansować,moze w przyszłym sezonie lepiej karnety na Banik kupic?
Stefan
14 kwietnia 2017 at 18:51
Shellu ,napisałeś to co większość wie,ale gdzie w tym wszystkim jest trener i jego sztab!? Brzeczek jest słaby i efekty są widoczne w ostatnich meczach .Taktyka i personalna zjebane przez niego ,miał wszystko czego potrzebował a niektóre kluby ekstraklasy mogą pozazdrościć Mu komfortu pracy.Facet dodatkowo nie ma osiągnięć żadnych jako trener i co okazuje się w jesgo przypadku SZCZĘŚCIA.Dobrze że od 35 lat jestem z tym klubem i nic tego nie zmieni ,uodpornilem się przez te lata ,aż dziwię się niekiedy takim spokojnym reakcjom kibicow.Czekamy dalej bo podobno nadzieja umiera ostatnia.
1964
14 kwietnia 2017 at 19:29
Stefan 100% racji.To Brzęczek i Motała są winni najbardziej(chyba że miasto zakazało awansować).Wzmocnienia zimowe to jakieś nieporozumienie,taktyka tiki taka czyli 100 podań w poprzek boiska z których nic nie wynika.Mądra drużyna gra defensywkę bo wiedzą że kopacze GieKSy sami sprowokują bramkę.Brzęczek lekcji nie odrabia w ogóle zmiany w składzie nie trafione,i non stop ta sama taktyka.Niestety szczęście skończyło się jesienią,wiosna pokazuje kunszt trenera,czyli jego brak.licząc 2 kolejki zagrane awansem na 27 możliwych pkt,zdobywamy 11.Paranoja!Brzęczek brzęczy Motała się zamotał!Cygan cygani!Kurwa potrzebny wstrząs od zaraz.Mandrysz na trenera!
...
14 kwietnia 2017 at 21:00
Miasto zakazało awansować
Eda67
14 kwietnia 2017 at 21:07
Chłopaki i po co te nerwy? Święta idą, jajka se pomalujcie, szynki se pojedźcie. Kopacze i tak mają nas w dupie. Oni wiedzą, że w przypadku awansu co najmniej połowa składu wyleci więc nie mają motywacji by gryźć trawę. Ci którzy mogliby to robić czyli nasi wychowankowie zostali wypożyczeni gdzieś na piłkarskie zadupia bądź nie grają wcale. Ich miejsca zajmują „wielkie talenty” typu Sapała czy Jóźwiak. W przerwie zimowej po sparingach pisałem na różnych forach, że nie mamy napadziora z prawdziwego zdarzenia. Wszyscy to pewnie widzieli tylko nie Trzech Króli C+M+B. Domyślacie się o kogo chodzi. Z obecnego składu może jeden, dwóch nadaje się do Ekstraklasy. Nie wymienię ich nazwisk żeby i im jeszcze sodówa do głów nie pizła i dołączyli do reszty ferajny. Szkoda, że nie da się cofnąć czasu by drużyna która grała w IV-ej lidze teraz mogła walczyć o awans. Jestem przekonany że w tak słabej I-ej lidze wygrywali by mecze w laciach. Siatkarze też przegrywali ale k…a walczyli do upadłego. Hokeiści też. A te święte krowy strzeliły se wycieczkę do Turcji i walą w c…a. Jak długo jestem kibicem Gieksy (ponad 40 lat), wierzcie mi, takich antytalentów nie widziałem. Nie wiem ile w tym winy trenera ale wydaje mi się, że pewne sprawy go przerosły a miętki prezesunio psinco z tym zrobi bo to nie Marian Dziurowicz (świeć Panie nad Jego duszą). Pozdrawiam kibiców i życzę mimo wszystko Wesołych Świąt.
Ygor
14 kwietnia 2017 at 22:43
„Sami już nie wiemy, czy nasi zawodnicy są po prostu tak słabi, że nie umieją wygrać jednego trudniejszego meczu czy im się po prostu nie chce. Nie – tej drugiej możliwości nie dopuszczamy. Widzimy, że próbują, ale kaleczą. Widzimy, że się starają, choć akurat do gryzienia trawy im daleko. To nie jest ten poziom walki, ale powiedzmy, że jest w miarę przyzwoicie.”
I autor tego tekstu i ja nie chodzimy na Gieksę od wczoraj – były takie sytuacje, że nikt z kibiców nie dopuszczał do świadomości świadomego odpuszczania – czy te przez decyzje piłkarzyn czy odgórne, ale nigdy nie było to tak jawne jak teraz. Ale dziś nikt w to nie wierzy, ciekawe dlaczego?
ateista
15 kwietnia 2017 at 03:47
Dobry „artykuł” Shellu mam podobne myśli po tym spielu, ale chyba zapomniałeś o zjebaniu Brzeczka. Co robił w pierwszym składzie Mandrysz ? kiedy Jóźwiak jest w gazie ? kto Jóźwiaka wsadza na prawe skrzydło jak wchodzi Prokic ? i co sie dzieje w obronie gdzie Oliver i elektryczny Wisio zjebali wszyskie tory. Teraz najlepsze…
jak 1000 razy wchodzimy pomocnikami z linii koncowej, to kto do kurwy nendzy ustala pozycje napastnkow w polu karnym ? trener czy wróżka ?
Bartolo
15 kwietnia 2017 at 14:18
Cygan musi w trybie natychmiastowym opuścić Bukową na taczce!!To absolutny priorytet,potem można działać dalej.
Boss
15 kwietnia 2017 at 21:21
Wreszcie artykuł odważny i rzeczowy ! Wreszcie ludzie zauważają to ze nie tylko Chojnice, Wigry itd itd nie chcą awansować ale GKS tez ! Robimy wszystko żeby tylko nie być na miejscu premiowanym awansem. Kłopot to maja Chojnice jak zejść z tronu. 🙂
Irishman
16 kwietnia 2017 at 13:43
Ja mam wrażenie, że Brzęczek, gdy miał mniejsze pole manewru popełniał mniej błędów personalnych. Po prostu grał tym czym mógł i jakoś to wyglądało! Teraz, gdy ma pole do popisu wygląda, to znacznie gorzej.
Piszecie, że nie pozyskaliśmy napastników. No zgadza się ale przecież w pewnym momencie wydawało się, że nie jest to priorytetem, bo objawił się Prokić… choć nie wiem czy „objawił się” to dobre określenie, bo dla niektórych (niestety poza Brzęczkiem) on już jesienią powinien grać w ataku! No tylko, że Brzęczek regularnie sadza go na ławie! Gdzie tu sens, gdzie logika?!?!?!?!?!