Dołącz do nas

Felietony

Droga krzyżowa…

Avatar photo

Opublikowany

dnia

W głowie się to nie mieści. Na początek może coś, co powinno się znaleźć w podsumowaniu, ale przychodzi jednak na myśl teraz – jak nie umieliście kuźwa wygrać, to mogliście chociaż zremisować!

Nie da się przechodzić już obok tego obojętnie. GieKSa na boisku znów, po raz już chyba tysięczny, sfrajerzyła się kompletnie, totalnie i nie pozostawiając wątpliwości. Złość i frustracja. Człowiek latami poświęca się temu klubowi, cały czas na nowo rozgrzewają się nadzieję na lepsze jutro i gdy już, już wydaje się, że może być naprawdę dobrze – notorycznie dostajemy w pysk od piłkarzy. Ileż to już było tych meczów, które mają być przełomowe? Ileż to już razy mówiliśmy, że coś może być mentalnym impulsem? Ile razy w tej rundzie mogliśmy wskoczyć na pozycję lidera?…

Co do ostatniego pytania, odpowiedź brzmi – pięć. Pięć pieprzonych razy mieliśmy okazję wskoczyć na lidera. Wystarczyło tylko wygrać mecz. Jeden mecz. Jeden z pięciu.

Po tym meczu mieliśmy mieć osiem punktów przewagi nad Miedzią i wyłączyć ją z rywalizacji z nami. Teraz są dwa punkty przewagi, oni są w lepszej pozycji mentalnej i za chwilę będą grać wszystko u siebie. No, wprost „kapitalnie”…

Niestety, wszystkie ważne mecze GieKSa zawsze musi przewalić, najlepiej w spektakularnym stylu, to jest na własne życzenie. W głowie się nie mieści, że dodatkowo przebieg tych meczów w większości był taki, że powinno się je wygrać. Powinniśmy byli wygrać w Chojnicach, ze Stomilem, w Sosnowcu. Z Podbeskidziem w najgorszym razie miał być remis. Z Miedzią powinniśmy wygrać. A my ciągle w dupę, w dupę i w dupę…

Naprawdę mimo że szanse na awans ciągle są, to nie mam zamiaru krytykować osób, które po prostu walną tym wszystkim i przestaną chodzić na mecze. Ja tam chodzić będę dalej, ale zrozumiem tych, którzy to przekreślą. Bo ileż razy można mieć rozbudzoną nadzieję, a potem dostać po łbie. Piłkarze GKS już tak nas do tego przyzwyczaili, że dzieje się to notorycznie. A i tak za każdym razem boli tak samo. U niektórych kibiców może pojawić się rezygnacja czy obojętność.

Przyjechała Miedź, która w ostatnich dwóch meczach u siebie zgarnęła jeden punkt. Jaka jest recepta na podbudowanie morale? Zagraj z GieKSą, dla której jest to ważne spotkanie. Oni zawsze takie spotkania przegrywają, więc pewnie tak będzie i teraz.

Przecież to był jakiś koszmar. Po raz kolejny okazało się, że my po prostu nie zasługujemy na ekstraklasę. Nawet jeśli jakimś cudem tę promocję wywalczymy (ciągle w to wierzę) to będzie najmniej zasłużony awans do ekstraklasy w historii. Awans nie wynikający ze świetnej postawy czy górowania nad rywalami. Tylko z tego, że byliśmy w trakcie sezonu najmniej żenujący. W ogóle PZPN powinien już teraz postanowić – dla przyzwoitości – że w tym sezonie nikt z pierwszej ligi nie awansuje, bo to wstyd dla polskiej piłki.

Dlaczego Miedź wygrała? Przyjechała przecież po remis i nic nie grała w ofensywie przez całą pierwszą połowę. My tam coś udawaliśmy, że gramy i kilka akcji nawet było ciekawych. Niestety wtedy kiedy fajnie zagraliśmy skrzydłem, Lebedyński i Goncerz byli na innej planecie. Bo na pewno nie tam, gdzie być powinni. No więc nie umieliśmy strzelić gola – także dlatego, że Mandrysz skaleczył idealną sytuację. No i tak druga połowa sobie trwała i trwała i Miedź postanowiła, że sobie jednak ten mecz wygra. I naprawdę nie potrzebowali wiele. Wystarczyło, że na kilka minut na wypożyczenie do Legnicy poszedł Prażnovsky i rywale z uśmiechem na twarzy i palcem w nosie zakończyli mecz zwycięstwem.

Gdyby to się zdarzyło raz czy dwa, ale nam się to zdarza notorycznie. Mecze ze Zniczem i Wisłą jak widać zaciemniły obraz. I my daliśmy się ponieść fali optymizmu i pisaliśmy, że to nie tylko słabi przeciwnicy, ale po prostu GKS zagrał swoje. Guzik. Znicz był słaby, a Wisła po prostu beznadziejna. I to było przyczyną wygranej, a nie jakaś nasza wybitna gra.

Niestety zawodnicy nie udźwignęli ciężaru. Frańczak, Prażnovsky, Mandrysz zagrali po prostu tragicznie. Goncerz był bezproduktywny. Foszmańczyk dał od siebie za mało. Jóźwiak miał chęci na grę tylko przez 10 minut. Alan w drugiej połowie zszedł z boiska. Nawet szczęście, które towarzyszyło bramkarzowi Abramowiczowi, nie mogło mu pomóc po koszmarnych błędach obrony.

Pięć meczów na lidera i zero zwycięstw. Trzy mecze na Bukowej w tym roku i jeden punkt. Nie da się awansować w taki sposób. I tak dobrze, że kibice nie wygwizdali zespołu i nie krzyknęli paru cierpkich słów. W kontekście wymagań i nadziei w Katowicach, piłkarze mają tu raj. W wielu innych klubach mieliby już po prostu niejedno sympatyczne spotkanie z kibicami.

Sami już nie wiemy, czy nasi zawodnicy są po prostu tak słabi, że nie umieją wygrać jednego trudniejszego meczu czy im się po prostu nie chce. Nie – tej drugiej możliwości nie dopuszczamy. Widzimy, że próbują, ale kaleczą. Widzimy, że się starają, choć akurat do gryzienia trawy im daleko. To nie jest ten poziom walki, ale powiedzmy, że jest w miarę przyzwoicie.

Wyczerpują nam się pomysły, co można jeszcze zrobić. Chyba znowu było zbytnie poklepywanie się po pupach po dwóch ostatnich meczach. Zespół uwierzył w swoją wielkość i z Miedzią znów dał się wymanewrować jak małe dziecko. Jak Oli przy linii końcowej.

Odechciewa się wszystkiego. Odechciewa się patrzeć na tę drużynę, która ciągle upokarza kibiców i siebie samych. To już dawno przestała być kwestia jednego czy dwóch mniej udanych meczów.

Teraz tak.

Do końca pozostaje osiem kolejek. Ciągle jest jeszcze wiele punktów do zdobycia. Nadal wydaje się, że rywale będą tracić punkty, choć trudno się spodziewać, że aż w takiej ilości jak wcześniej. GKS nie ma straty punktowej do premiowanego miejsca, więc wszystko jest otwarte.

Ale kurwa mać – weźcie się do roboty, nie wiem – pokłóćcie się, pobijcie w tej szatni, niech dojdzie do rękoczynów, wykrzyczcie sobie w twarz wszystko, niemal się pozabijajcie, ale po to – żeby móc w następnych meczach walczyć do upadłego i dążyć do celu jakim jest awans! Mimo wszystko, to ciągle jest w waszych nogach!

Mam nadzieję, drodzy piłkarze, że jesteście tak samo źli, smutni, sfrustrowani i najzwyczajniej w świecie wkurwieni, jak my kibice. Tylko jeśli macie takie uczucia, to jesteście w stanie coś zrobić. Bo jeśli z wczorajszą porażką przejdziecie do porządku dziennego – ot przegrany mecz, taki jest sport – to nie ma szans na nic i możecie już sobie szukać miejsca na kolejny sezon w drugiej czy trzeciej lidze.

Mam szczerą nadzieję, że ta porażka was głęboko dotknęła. I że wiecie, że nie ma innej opcji niż awans. Że jesteście sportowcami, a nie hobbystami.

12 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

12 komentarzy

  1. Avatar photo

    1964

    14 kwietnia 2017 at 14:40

    Amen!Wszystko w temacie!

  2. Avatar photo

    Do REDAKCJI !!!

    14 kwietnia 2017 at 15:49

    Do REDAKCJI:

    Już we wcześniejszym wpisie, który dodał „Koles1989” zaciekawiła mnie informacja
    „W Wielki Czwartek na Bukowej zmierzyły się dwie drużyny, które chcą awansować do Ekstraklasy”

    Ale kto powiedział, że GieKSa chce awansować do ekstraklasy? Zauważcie, że taka informacja nigdy nie pojawiła się oficjalnie! NIGDY ! Ani na oficjalnej stronie, ani na oficjalnym facebooku, ani też z klubu nikt oficjalnie nie mówi o awansie! Daleko szukać – np. taki Raków Częstochowa już przed sezonem zapowiedział, że będzie walczył o awans i obiecał zwrócić kibicom PEŁNĄ KWOTĘ za zakup karnetu, w przypadku braku awnansu.

    Możecie to przeczytać poniżej:
    http://www.tvp.info/26254380/niecodzienna-akcja-rakowa-czestochowa-jesli-nie-awansujemy-zwracamy-pieniadze-za-karnety

    A my co??
    My kibice sobie uroiliśmy awans i tyle, nikt u nas poza nami nie chce awansować i taka jest prawda!

  3. Avatar photo

    GieKSiorz

    14 kwietnia 2017 at 17:58

    jestem wkurwiony,zdolowany,brak slow.mozna przegrać mecz ale po walce!!!a tu wielki huj,ja bym im dal najnizsza krajowa podstawy a reszta w premii za wygrane mecze i bonus za awans.w niedziele jasde z zona na Banik zobaczyć jak gra druzyna która na serio chce awansować,moze w przyszłym sezonie lepiej karnety na Banik kupic?

  4. Avatar photo

    Stefan

    14 kwietnia 2017 at 18:51

    Shellu ,napisałeś to co większość wie,ale gdzie w tym wszystkim jest trener i jego sztab!? Brzeczek jest słaby i efekty są widoczne w ostatnich meczach .Taktyka i personalna zjebane przez niego ,miał wszystko czego potrzebował a niektóre kluby ekstraklasy mogą pozazdrościć Mu komfortu pracy.Facet dodatkowo nie ma osiągnięć żadnych jako trener i co okazuje się w jesgo przypadku SZCZĘŚCIA.Dobrze że od 35 lat jestem z tym klubem i nic tego nie zmieni ,uodpornilem się przez te lata ,aż dziwię się niekiedy takim spokojnym reakcjom kibicow.Czekamy dalej bo podobno nadzieja umiera ostatnia.

  5. Avatar photo

    1964

    14 kwietnia 2017 at 19:29

    Stefan 100% racji.To Brzęczek i Motała są winni najbardziej(chyba że miasto zakazało awansować).Wzmocnienia zimowe to jakieś nieporozumienie,taktyka tiki taka czyli 100 podań w poprzek boiska z których nic nie wynika.Mądra drużyna gra defensywkę bo wiedzą że kopacze GieKSy sami sprowokują bramkę.Brzęczek lekcji nie odrabia w ogóle zmiany w składzie nie trafione,i non stop ta sama taktyka.Niestety szczęście skończyło się jesienią,wiosna pokazuje kunszt trenera,czyli jego brak.licząc 2 kolejki zagrane awansem na 27 możliwych pkt,zdobywamy 11.Paranoja!Brzęczek brzęczy Motała się zamotał!Cygan cygani!Kurwa potrzebny wstrząs od zaraz.Mandrysz na trenera!

  6. Avatar photo

    ...

    14 kwietnia 2017 at 21:00

    Miasto zakazało awansować

  7. Avatar photo

    Eda67

    14 kwietnia 2017 at 21:07

    Chłopaki i po co te nerwy? Święta idą, jajka se pomalujcie, szynki se pojedźcie. Kopacze i tak mają nas w dupie. Oni wiedzą, że w przypadku awansu co najmniej połowa składu wyleci więc nie mają motywacji by gryźć trawę. Ci którzy mogliby to robić czyli nasi wychowankowie zostali wypożyczeni gdzieś na piłkarskie zadupia bądź nie grają wcale. Ich miejsca zajmują „wielkie talenty” typu Sapała czy Jóźwiak. W przerwie zimowej po sparingach pisałem na różnych forach, że nie mamy napadziora z prawdziwego zdarzenia. Wszyscy to pewnie widzieli tylko nie Trzech Króli C+M+B. Domyślacie się o kogo chodzi. Z obecnego składu może jeden, dwóch nadaje się do Ekstraklasy. Nie wymienię ich nazwisk żeby i im jeszcze sodówa do głów nie pizła i dołączyli do reszty ferajny. Szkoda, że nie da się cofnąć czasu by drużyna która grała w IV-ej lidze teraz mogła walczyć o awans. Jestem przekonany że w tak słabej I-ej lidze wygrywali by mecze w laciach. Siatkarze też przegrywali ale k…a walczyli do upadłego. Hokeiści też. A te święte krowy strzeliły se wycieczkę do Turcji i walą w c…a. Jak długo jestem kibicem Gieksy (ponad 40 lat), wierzcie mi, takich antytalentów nie widziałem. Nie wiem ile w tym winy trenera ale wydaje mi się, że pewne sprawy go przerosły a miętki prezesunio psinco z tym zrobi bo to nie Marian Dziurowicz (świeć Panie nad Jego duszą). Pozdrawiam kibiców i życzę mimo wszystko Wesołych Świąt.

  8. Avatar photo

    Ygor

    14 kwietnia 2017 at 22:43

    „Sami już nie wiemy, czy nasi zawodnicy są po prostu tak słabi, że nie umieją wygrać jednego trudniejszego meczu czy im się po prostu nie chce. Nie – tej drugiej możliwości nie dopuszczamy. Widzimy, że próbują, ale kaleczą. Widzimy, że się starają, choć akurat do gryzienia trawy im daleko. To nie jest ten poziom walki, ale powiedzmy, że jest w miarę przyzwoicie.”

    I autor tego tekstu i ja nie chodzimy na Gieksę od wczoraj – były takie sytuacje, że nikt z kibiców nie dopuszczał do świadomości świadomego odpuszczania – czy te przez decyzje piłkarzyn czy odgórne, ale nigdy nie było to tak jawne jak teraz. Ale dziś nikt w to nie wierzy, ciekawe dlaczego?

  9. Avatar photo

    ateista

    15 kwietnia 2017 at 03:47

    Dobry „artykuł” Shellu mam podobne myśli po tym spielu, ale chyba zapomniałeś o zjebaniu Brzeczka. Co robił w pierwszym składzie Mandrysz ? kiedy Jóźwiak jest w gazie ? kto Jóźwiaka wsadza na prawe skrzydło jak wchodzi Prokic ? i co sie dzieje w obronie gdzie Oliver i elektryczny Wisio zjebali wszyskie tory. Teraz najlepsze…
    jak 1000 razy wchodzimy pomocnikami z linii koncowej, to kto do kurwy nendzy ustala pozycje napastnkow w polu karnym ? trener czy wróżka ?

  10. Avatar photo

    Bartolo

    15 kwietnia 2017 at 14:18

    Cygan musi w trybie natychmiastowym opuścić Bukową na taczce!!To absolutny priorytet,potem można działać dalej.

  11. Avatar photo

    Boss

    15 kwietnia 2017 at 21:21

    Wreszcie artykuł odważny i rzeczowy ! Wreszcie ludzie zauważają to ze nie tylko Chojnice, Wigry itd itd nie chcą awansować ale GKS tez ! Robimy wszystko żeby tylko nie być na miejscu premiowanym awansem. Kłopot to maja Chojnice jak zejść z tronu. 🙂

  12. Avatar photo

    Irishman

    16 kwietnia 2017 at 13:43

    Ja mam wrażenie, że Brzęczek, gdy miał mniejsze pole manewru popełniał mniej błędów personalnych. Po prostu grał tym czym mógł i jakoś to wyglądało! Teraz, gdy ma pole do popisu wygląda, to znacznie gorzej.
    Piszecie, że nie pozyskaliśmy napastników. No zgadza się ale przecież w pewnym momencie wydawało się, że nie jest to priorytetem, bo objawił się Prokić… choć nie wiem czy „objawił się” to dobre określenie, bo dla niektórych (niestety poza Brzęczkiem) on już jesienią powinien grać w ataku! No tylko, że Brzęczek regularnie sadza go na ławie! Gdzie tu sens, gdzie logika?!?!?!?!?!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Moje 30 lat

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot  było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.

Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.

W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.

Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.

Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.

Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.

Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.

I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.

Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.

Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.

Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.

W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.

Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.

GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.

Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.

W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.

Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Huczny jubileusz!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

To było bardzo udane świętowanie przyjaźni pomiędzy GieKSą i Banikiem! Zapraszamy do fotorelacji z Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga