Piłka nożna
Goncerz: Psychika zabija czasem fizykę
Po meczu z Sosnowcem przed dziennikarzami stanął Grzegorz Goncerz. Oto, co miał do powiedzenia nasz napastnik:
Goncerz: Gramy po raz kolejny dobre spotkanie gdzie mamy kilka dobrych sytuacji, nie potrafimy ich zamienić na bramkę. Wychodzimy na drugą połowę i dostajemy gola z sytuacji, o której mówiliśmy sobie przed meczem. Patrząc na to jak gramy a ile mamy punktów to jest to zdecydowanie za mało i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Zaprzepaściliśmy przewagę, którą mieliśmy po jesieni i musimy zacząć wygrywać, jeżeli chcemy awansować. Problem dwóch połów? Drużyna Zagłębia stworzyła sobie jedną sytuacje i strzeliła bramkę, my mieliśmy ich więcej, ale brakuje nam skuteczności. Było nam ciężko po straconej bramce, ale nie uważam by był to problem fizyczny. Jesteśmy dobrze przygotowani. Jest takie powiedzenie, że psychika zabija fizykę i być może jest w tym sporo prawdy. Inna sprawa, że grając na wyjeździe i mając tyle sytuacji musimy strzelić, bo gdy tego nie robimy to się traci bramkę i tak to jest w piłce. Boleśnie się przekonaliśmy o tym wczoraj, ale jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Mamy dobrych zawodników, którzy potrafią grać piłkę, mamy doświadczenie i jestem przekonany, że zaczniemy wygrywać. Wypowiedź trenera gospodarzy? Znając wynik końcowy można sobie dorabiać ideologię do wyniku. Gratuluje im jednak wyniku, jutro nikt nie będzie pamiętać o stylu tylko o punktach a my ich mamy 0. Moja forma? Koledzy są w dobrej dyspozycji, czasami czegoś jednak brakuje. Szanuje decyzję trenera i to, że siedzę na ławce nie zmienia mojej optyki na trenera Brzęczka i jego pracę. To jest bardzo dobry fachowiec i nie ma co szukać dziury w całym, jestem przekonany, że podniesiemy się i wygramy w Pruszkowie.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Nie popadać w euforię ani lament
Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.
Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Awanssss
18 marca 2017 at 13:33
Brawo!
Dalej róbcie oprawy w stylu „murowany kandydat” i koszulki „ekstraklasa albo śmierć” ten kto to wymyslił powienien zostać wyjebany na zbity ryj.
Od 5 lat pompujemy balon przed sezonem nie wiadomo na huj. Pózniej przychodzi presja na piłkarzy i tak będziemy grać w tej 1 lidze kolejne 30 lat. Bo ludzie na siłe chcą żeby awans był a to nie na tym polega.
Bierzmy przykład z Termalicki. Wiadomo ze tu stolica śląska a tam jakies Zadupie ale kurwaa grali bez presji spokojnie nikt nie naciskał i wyszło.
Ciekawe jak by nad wami stał ktoś od 5 lat i napierdalał na ryju zapierdalaj bo musisz polepszyć norme.
I tak właśnie staliśmy sie pośmiewiskiem z Murowanego Kandydata. 🙂
Najczesciej używane słowo w Katowicach? „Awans”
Nie pozdrawiam.
kris
18 marca 2017 at 14:32
A dla mnie i dobrze że jest jak jest po co się pchać do ekstraklasy,tam dopiero by mi było wstyd oglądając naszych kopaczy w takich meczach jak DERBY(ZE SMRODAMI) bez walki przechodząc koło meczu,bez gryzienia trawy jeżdżenia na dupie tak jakby to był kolejny normalny mecz ligowy.Widzimy jak podchodzą do każdego meczu derbowego(TYCHY ANDRAJCH) napinka jest a na murawie latają jak pizdewy.Ale skutecznie wszystko robicie żeby zniechęcić nawet taką garstke kibiców co chodzą jeszcze was oglądać a potem zarząd zdziwiony tak niską frekfencją.OGARNIJCIE SIĘ I DO ROBOTY.
Kibol
18 marca 2017 at 17:22
Najpierw trzeba mieć fizykę A nie hujnie
HanysInFabula
18 marca 2017 at 18:22
Kolejny szpil z altreichem w dupę…Jak to jest możliwe żeby w 4 spotkaniach z gorolstwem zdobyć zaledwie 1 punkt ? I to fartownie , bo u nas lebioda Dudek elwra nie strzelił pod koniec meczu. Tak by były 4 porażki. Śląski klub gra z klubem z za Brynicy … kiedyś to było wydarzenie, nie tylko dla kibiców ale i piłkarzy, nawet wewnątrz śląskie potyczki nie były tak ekscytująco przyjmowane przez środowisko. Powiem może trochę przewrotnie mam w rzici ten awans jak oni nie potrafią się zmobilizować i dojechać górole choć raz… Już widzę jak grają z Legią albo smrodami . Chuj mnie strzela bo pamiętam szpile za naszej świetności, oczywiście były umiejętności ale była też walka, człowiek bez względu na wynik mógł czuć się usatysfakcjonowany (chyba że akurat sprzedali szpil :)). Mdłe towarzystwo , tak to wygląda na ten moment. Gurny Ślunsk!!!
bce
18 marca 2017 at 19:02
Gonzo obudź sie bo jak na razie to zawodzisz po całości. Wchodzisz i nic nie dajesz drużynie. Biegasz walisz puste przebiegi po boisku. Może tak podszkolić się w 2 drużynie. Zapomniałeś jak się gra w bale!!!!
kejta
18 marca 2017 at 19:08
Znicz dzis dostal 5tke to za tydzien z nami 1-0 😉
Marcin
18 marca 2017 at 20:55
Popieram z tym Murowanym Kandydatem, nie wiem po co nakręcać grajków i presję jeszcze większą robić zamiast dać im spokojnie tą misję dokończyć !
fan -club Dortmund
18 marca 2017 at 23:21
a chorzowskie ku …znowu wygraly pomimo braku kasy totalnych dlugow ,stadionu sprzed 100 lat i miasta ktore nie ma grosza zeby ich ratowac…i co???I JAKOS SIE da i znowu sie utrzymaja …derbow to my sie doczekamy ale za nastepne 15 lat chyba …u nas miasto kase pakuje ,zaplecze zabezpieczone ,stadion mimo wszytsko jeszcze ujdzie iii tyle
Scifo
18 marca 2017 at 23:42
Panowie spokojnie! Nie napier…..cie piłkarzy i trenera po każdym niepowodzeniu. Każdy z nas liczy stracone punkty, ale cała czołówka je traci. Porażka z Sosnowcem boli szczególnie, najważniejsze jest to, ile będziemy mieli punktów na koniec sezonu. Potrzebujemy pewnego zwycięstwa i mniej presji, ja wierzę, że tą ligę wygramy. Dajcie spokój z „murowanymi kandydatami” i hasłami w stylu „ekstraklasa albo śmierć”.
tombotleg
18 marca 2017 at 23:44
Chorzowskie to Chorzowskie tamto, chuj mnie to obchodzi, spinać dupska i jedziemy dalej, sami pompujemy ten balon co roku, jakbyśmy byli jakimś Arsenalem.
Wirek Gks
19 marca 2017 at 00:12
3 mecze 2 pkt,powiem krótko żenada:(.w polskiej lidze nie liczy się styl ale punkty,osobiscie wole chujowa gre ale żeby były punkty!!!mamy szczęście ze czołówka w tym sezonie tez je traci,inaczej już byśmy mieli strate kilkunastu pkt do czołówki jakby to był inny sezon,albo teraz albo już nigdy nie będzie awansu.a prezydent krupa co ze stadionem?!!!teraz miasto ponad 100mln wpompuje w drogi to o stadionie możemy zapomnieć,zenada,miasto wojewódzkie a stadion porażka,moze faktycznie zasługujemy tylko na 1 lige z ta organizacja,zapleczem i ta kadra!
Irishman
19 marca 2017 at 05:52
A ja powtórzę: EKSTRAKLASA ALBO ŚMIERĆ!!!
I nie jest to żaden slogan tylko fakt. Inaczej kasa pójdzie na siatkówkę, trenerzy i piłkarze rozjadą się po kraju, a my, prawdziwi PIŁKARSCY GieKSiarze umrzemy w tej I lidze albo niżej.
Pamiętacie takie kluby?
Szombierki Bytom – 25 sezonów w ekstraklasie
Gwardia Warszawa – 23
Odra Opole – 22
Warta Poznań – 18
Jeśli pamiętacie to super, ale już większość kibiców o nich zapomina.
Kto o nas będzie pamiętał za kolejne 10 lat tułania się po wioskach???
Kibol
19 marca 2017 at 06:36
Do Irishman brawo super śmierć albo albo masz piłkarzy co walczą do końca na boisku za wszelka cenę śmierci albo życia
na śmierć albo masz piłkarzy co wiedzą że trzeba wygrywać derby bo będą się całe życie śmiali z nich i nie tylko z nich na śmierć całe życie i albo zrozumieją ze nie po to gra się w piłkę żeby zarabiać i się bawić Ale po to żeby grać na śmierć i życie bo przy okazji się zarabia czyli wybór jest po stronie zawodnika A nie trenera przykłady są ze spadkowiczami zawsze walczą do końca wytłumacz dlaczego ?
Pyjter
19 marca 2017 at 12:07
Tombotleg
Otóz to !
Tym Murowanym Kandydatem jeszcze bardziej plączecie im nogi,zamiast spokojnie po cichutku step by step,z pokorą.
Irishman
19 marca 2017 at 13:14
Jak step by step, po cichutku??? Większość fachowców widziała nas w Ex, pogadaj z ludźmi, nawet kibicującym innym klubom, też uważali nas za faworyta. Miasto daje niezła kasę, do tego dochodzi Klub Biznessu, kibice stają na głowie wspierając ich gdzie się tylko pojawią, przygotowania mieli bajeczne. Więc w tych warunkach, z takim składem ALE DOBRZE POUKŁADANYM to oni powinni tą ligę wciągać nosem i wcale nie k….. po cichutku, a nie odpieprzać takie numery!
Tomek
20 marca 2017 at 07:40
Cóż jest kiepsko jeśli chodzi o pkt ale gra trzeba przyznać wygląda dobrze. Generalnie mówienie o tym że zawodowy piłkarz nie wytrzymuje presji to chyba jakis żart. Jak nie wytrzymuje to niech idzie grac na palcu tam presji nie ma. Generalnie brak pkt to efekt działalności brzęczka i braku wyciągania przez niego wniosków. Wszyscy wiedzieli że brakuje sensownego napastnika bo gonzo się skonczyl a co zrobil brzeczek zakontraktowal obronce i pomocnikow. Zreszta sprawa z tym Wisio wygląda mocno podejrzanie bo chlop prezentuje sie kiepsko a miejsce ma tylko ze strata dla zespolu. Kolejny problem to foszmanczyk. Chlop jest niezle wyszkolony to fakt ale ewidentnie nie ma sily na 90 min. No i w drugiej polowie staje i wszystko siada.Abramowicz Dawid to nie jest pilkarz na ten poziom. Auty autami ale to pilka nozna a nie reczna. Zresztą zmiany robione przez brzeczka sa irracjonalne. Posadzic fose i sprobowac na szpicy stanika z szoltysem na zmiane. Goncerza do rezerw bo jest calkowicie nieprzydatny. jak sie zajebalo okres transferowy to trzeba kombinowac inaczej
Krzysztof
23 marca 2017 at 10:23
Witam,
A co przedmowca sie dziwi ze mowi sie o awansie w Katowicach do ekstraklasy?!
Miasto majace ponad 300tys ludzi , miasto wojewodzkie gdzie pieniedzy jest o wiele wiecej dla Gieksy niz np bylo : Termaliki ( ekstraklasa ), Leczna ( ekstraklasa ), wspomniany juz Ruch ( ekstraklasa ) itp a tutaj jest od ponad 10 lat ” dno ” mniejsze lub wieksze. Przede wszystkim to tez panowie nauczcie sie szanowac inne klub bo to Gieksa na ich tle jest blada a nie oni winni.
Tak jesli Gieksa pilkarska w tym sezonie nie awansuje do ekstra… To 3/4 kasy z miasta powinno isc na Giekse SIATKARSKA i ekipe pana P.Gruszki.
Bylem na kazdym ich meczu ( dom ) , tam jest walka , zangazowanie, nawet jak nie idzie idealnie : przede wszystkim graja w pluslidze ( ekstraklasa ) i z takimi top jak : Zaksa, Asecco, Skra , gdzie potrafia sie im przeciwstawic.
Takze cieszmy sie i szanujmy to co jest lepsze GIEKSA SIATKARSKA !
Wrecz czasem apeluje o wiekszy doping dla Nich i oprawy prawdziwych kibicow, zza przykladem liderow plusligi.
Pozdro