Siatkówka
Siatkarska krótka przesunięta – Znów przegrany tie-break, ale po „innym” meczu niż wcześniejsze
STATYSTYKI MECZOWE GKS-u
Czas trwania spotkania – Mecz GKS-u z Cuprum trwał 128 minut, z czego I set 31 min. – II set 24 min. – III set 24 min. – IV set 32 min. – V set 17 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 35
Ilość zdobytych punktów – GKS 62: Butryn 16, Kapelus 8, Van Walle 8, Błoński 7, Sobański 7, Krulicki 5, Kalembka 5, Pietraszko 4, Fijałek 2.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 16: Butryn 7, Kalembka 3, Pietraszko 2, Sobański 2, Krulicki 1, Van Walle 1.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 21: Butryn 8, Kapelus 4, Van Walle 4, Krulicki 3, Kalembka 2, Pietraszko 2, Błoński 1, Stańczak -1, Falaschi -2.
Ilość zagrywek – GKS 97: Butryn 13, Kalembka 13, Falaschi 12, Krulicki 11, Kapelus 10, Pietraszko 9, Fijałek 9, Błoński 8, Van Walle 6, Sobański 6.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 18: Błoński 4, Krulicki 2, Falaschi 2, Kalembka 2, Pietraszko 2, Fijałek 2, Van Walle 2, Kapelus 1, Sobański 1.
Ilość asów serwisowych – GKS 5: Butryn 2, Kalembka 2, Krulicki 1.
Ilość przyjęć – GKS 95: Błoński 31, Sobański 29, Stańczak 21, Kapelus 13, Butryn 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 5: Sobański 3, Kapelus 1, Stańczak 1.
Procent przyjęcia dokładnego (perfekcyjne oraz dobre) – GKS 40%: Błoński 48%, Kapelus 46%, Stańczak 43%, Sobański 28%, Butryn 0%.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 26%: Błoński 32%, Kapelus 31%, Stańczak 24%, Sobański 21%, Butryn 0%.
Ilość ataków – GKS 130: Butryn 36, Sobański 20, Kapelus 19, Van Walle 16, Błoński 15, Kalembka 10, Krulicki 7, Pietraszko 4, Falaschi 2, Fijałek 1.
Ilość błędów w ataku – GKS 10: Butryn 4, Van Walle 2, Sobański 2, Kapelus 1, Kalembka 1.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 8: Butryn 4, Błoński 2, Kapelus 1, Sobański 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 49: Butryn 12, Van Walle 8, Błoński 7, Kapelus 7, Sobański 6, Krulicki 3, Pietraszko 3, Kalembka 2, Fijałek 1.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 38%: Fijałek 100%, Pietraszko 75%, Van Walle 50%, Błoński 47%, Krulicki 43%, Kapelus 37%, Butryn 33%, Sobański 30%, Kalembka 20%, Falaschi 0%.
Ilość bloków punktowych – GKS 8: Butryn 2, Krulicki 1, Kapelus 1, Kalembka 1, Pietraszko 1, Fijałek 1, Sobański 1.
Pierwszy set wyrównany, z lekką przewagą GKS-u w jego środkowej części (od 10:8 poprzez 16:13 do 19:18). W końcówce goście wyszli nawet na prowadzenie 21:22, ale decydujące akcje skutecznej rozegrała GieKSa i atak Sobańskiego zakończył zwycięsko seta. Ta partia nic nie zapowiadała późniejszej katastrofy. Skuteczność w ataku była lepsza u gości – GKS miał 44%, a Cuprum 50% – w punktach wyszło 11:16, a więc już spora strata katowiczan. Wynik został odrobiony w asach, były 2 i w bloku, było ich 5, za to Cuprum miało tylko 1 blok, więc łącznie wyliczono 7:1 dla GieKSy. Błędy własne – GKS 6 i Cuprum 7 – tak wyratowaliśmy tego seta grą na siatce i zagrywką. Przyjęcie, standard w wykonaniu naszych siatkarzy czyli – dokładne na poziomie 26% do 50%, a perfekcyjne na poziomie 11% do 35%. W ataku najlepiej spisywał się Butryn zdobywca 7 punktów – 50% skuteczności plus 2 bloki punktowe.
Druga partia to kompromitacja w wykonaniu naszych siatkarzy. Zaczęło od stanu 1:6, a potem… a potem było już tylko… gorzej! 3:10, 5:14, 10:20 i w końcu 13:25. Za cały komentarz niech wystarczy fakt, że GieKSa nie prowadziła w tym secie ani razu, a remis był tylko na początku przy stanie 1:1! W naszej grze nie funkcjonowało dosłownie wszystko. Skuteczność w ataku słaba – GKS miał 26%, a Cuprum 67% – co i tak nie przysporzyło większych strat, bo w punktach wyliczono 6:10. Mieliśmy tylko 1 blok punktowy, a goście po 2 asy i bloki, czyli razem 1:4. Błędy własne w GKS-ie aż 11, a lubinianie mieli 6, czyli do tych 6 punktów za darmo nasi siatkarze sami zdobyli zaledwie 7 punktów po własnych akcjach! Zatrważający wynik. Przyjęcie było lepsze… w GKS-ie, ale nie raz się już przekonaliśmy, że ta statystyka nie ma żadnego lub nikłe przełożenie na wynik – dokładne na poziomie 47% do 44%, a perfekcyjne na poziomie 37% do 33%. Najlepiej punktującym w naszym zespole był Van Walle z… 2 punktami na koncie! który zmienił Butryna (na 7 ataków nie skończył żadnego!).
W trzecim secie wcale nie było lepiej, bo zaczęliśmy jeszcze gorzej od stanu 1:7 i remisu w tej partii nie było w ogóle! Przewaga gości przez cały set utrzymywała się na poziomie 6 lub 7 punktów i gra wyglądała niewiele lepiej niż w drugiej partii. Skuteczność w ataku wciąż słaba – GKS 33%, Cuprum 50% – w punktach zliczono 10:15. Znów mieliśmy tylko 1 blok punktowy, przy 2 asach i 1 bloku gości, czyli razem 1:3. Błędy własne tym razem na remis, po 7. Przyjęcie zdecydowanie lepsze u lubinian – dokładne na poziomie 33% do 69%, a perfekcyjne na poziomie 24% do 38%. W ataku najlepiej wypadli przyjmujący, Błoński oraz Sobański zdobyli po 3 punkty.
Na szczęście w czwartym secie nasza drużyna pozbierała się do gry, jako tako, bo od początku musiała gonić wynik. Lubinianie przez prawie cały czas utrzymywali dwu-trzypunktową przewagę (14:17) i GieKSę stać było zaledwie na doprowadzenie kilkukrotne do remisów. W samej końcówce GKS wyrównał stan seta na po 20 i wtedy goście odskoczyli na 21:24 i… nie wykorzystali takiej szansy na zamknięcie tego spotkania. Wpierw obroniliśmy trzy piłki meczowe z rzędu, a potem jeszcze trzy następne i pierwszy raz na prowadzenie w tej partii GieKSa wyszła przy wyniku… 28:27, by w kolejnej akcji wygrać tego seta asem serwisowym Butryna! Naprawdę mieliśmy mnóstwo szczęścia doprowadzając do tie-breaka. Skuteczność w ataku wciąż pozostawiała wiele do życzenia – GKS miał 48%, a Cuprum 61% – wynikowo wyszło 16:20. W asach i blokach niewielka przewaga na naszą korzyść – 3:2. Błędy własne, tym nas uratowali lubinianie w tym secie – GKS miał tylko 5 przy aż 10 gości. Przyjęcie się wyrównało – dokładne na poziomie 43% do 42%, a perfekcyjne na poziomie 17% do 23%. Punktowanie rozłożyło się na całą drużynę, wciąż mieliśmy kłopoty na pozycji atakującego, bo zaczął Butryn – 5 punktów przy 38% skuteczności, a kończył Van Walle – 4 punkty przy 57% skuteczności.
Tie-break zaczął się od wyrównanej gry i prowadzenia GKS-u 4:3. Potem znów mieliśmy kłopoty głównie z własną grą i szybko goście odskoczyli na trzy oczka przewagi (6:9) i utrzymali ją do zwycięskiego końca. Skuteczność w ataku procentowo wyszła bardzo źle – GKS miał 32%, a Cuprum 54% – natomiast w punktach wyszło tylko 6:7! GieKSa miała tylko 1 asa, przy 3 blokach lubinian. Błędy własne znów na remis, po 5. Przyjęcie lepsze po stronie GKS-u – dokładne na poziomie 54% do 38%, a perfekcyjne na poziomie 54% do 38%. Zaledwie 7 punktów po własnych akcjach, to i indywidualnie bez rewelacji punktowych – najlepiej wypadł Butryn z 3 punktami przy 38% skuteczności.
Ogólnie znów przegrane spotkanie po pięciu setach u siebie, podobnie jak z Resovią czy ze Skrą, ale nawet nie ma co porównywać tych meczów z ostatnim, jeśli chodzi o sam poziom gry zaprezentowany przez naszych siatkarzy. Trudno zrozumiała zapaść w grze w drugim i trzecim secie i ledwo wybroniony set czwarty, taki jawił się obraz tego spotkania. Skuteczność w ataku była kluczowa i zdecydowanie tym elementem przegraliśmy ten mecz. GKS miał 38%, a Cuprum 55%, a w punktach wyszło 49:68, no przepaść. W asach serwisowych remis po 5, podobnie w blokach punktowych, też remis po 8. Łącznie punktacja po skończeniu własnych akcji to 62:81 dla Cuprum. Błędy własne prawie na remis, bo GKS miał 34, a lubinianie 35, czyli obie ekipy stanowczo za dużo. Aż 18 zepsutych zagrywek po stronie GKS-u i 20 po stronie Cuprum oraz po 10 błędów w ataku! Przyjęcie było lepsze po stronie gości – dokładne na poziomie 40% do 49%, a perfekcyjne na poziomie 26% do 32%. Indywidualnie wydaje się należałoby wyróżnić Butryna zdobywcę największej ilości punktów, bo 16, ale jak spojrzymy na jego skuteczność (na 36 ataków skończył tylko 12 czyli ledwo 33%), no to nawet trudno tu o pochwałę. Środkowi również zawiedli, Krulicki i Kalembka zdobyli razem zaledwie 5 punktów atakiem. Tak troszkę na siłę można wyróżnić zmienników (Van Walle, Pietraszko i Błoński) za niezłe statystyki, ale trzeba wziąć poprawkę na zbyt małą liczbę ich ataków. Reasumując bardzo przeciętny występ GieKSy i oby szybko nastąpiła poprawa, aby nie dopuścić do zagrażającego nam spadku na 11 miejsce w tabeli, co byłoby rozczarowującym wynikiem.
ŁĄCZNE STATYSTYKI MECZOWE GKS-u – po 27 meczach (106 setów)
Czas trwania spotkań – Mecze GKS-u z trwały 2736 minut, z czego I set 717 min. – II set 713 min. – III set 721 min. – IV set 404 min. – V set 181 min.
Punkty zdobyte z błędów przeciwnika – GKS 694: zagrywka 422, atak 172, siatka + inne 100.
Punkty oddane przez błędy własne – GKS 703: zagrywka 431, atak 196, siatka 28, inne 48.
Ilość zdobytych punktów – GKS 1640: Butryn 403, Kapelus 327, Sobański 224, Kalembka 191, Krulicki 162, Van Walle 148, Błoński 89, Falaschi 42, Pietraszko 42, Stelmach 7, Fijałek 5.
Ilość zdobytych punktów w fazie zagrywki – GKS 540: Butryn 138, Kapelus 83, Kalembka 80, Sobański 69, Krulicki 57, Van Walle 38, Błoński 35, Falaschi 18, Pietraszko 17, Stelmach 4, Fijałek 1.
Ilość punktów zdobytych po przyjęciu zagrywki – GKS 1100: Butryn 265, Kapelus 244, Sobański 155, Kalembka 111, Van Walle 110, Krulicki 105, Błoński 54, Pietraszko 25, Falaschi 24, Fijałek 4, Stelmach 3.
Bilans punktów zdobytych do straconych – GKS 659: Butryn 214, Kapelus 166, Krulicki 88, Van Walle 77, Kalembka 75, Sobański 50, Falaschi 13, Błoński 12, Pietraszko 4, Stelmach 3, Fijałek -8, Mariański -15, Stańczak -20.
Ilość zagrywek – GKS 2339: Kalembka 364, Kapelus 320, Krulicki 315, Butryn 303, Sobański 294, Falaschi 292, Van Walle 153, Błoński 130, Pietraszko 106, Fijałek 47, Stelmach 15.
Ilość błędów na zagrywce – GKS 431: Kalembka 82, Butryn 64, Sobański 63, Krulicki 48, Błoński 36, Kapelus 35, Pietraszko 34, Van Walle 28, Falaschi 25, Fijałek 12, Stelmach 4.
Ilość asów serwisowych – GKS 138: Butryn 32, Kalembka 25, Sobański 21, Kapelus 18, Van Walle 10, Krulicki 10, Błoński 9, Pietraszko 7, Falaschi 6.
Ilość przyjęć – GKS 1952: Sobański 619, Kapelus 546, Stańczak 267, Mariański 216, Błoński 236, Stelmach 19, Krulicki 14, Kalembka 12, Falaschi 10, Pietraszko 7, Butryn 5, Fijałek 1.
Ilość błędów w przyjęciu – GKS 127: Sobański 42, Kapelus 32, Stańczak 20, Mariański 15, Błoński 11, Falaschi 3, Krulicki 2, Kalembka 1, Butryn 1.
Przyjęcie negatywne – GKS 497: Sobański 177, Kapelus 130, Stańczak 64, Błoński 60, Mariański 44, Stelmach 9, Falaschi 5, Krulicki 4, Kalembka 2, Butryn 1, Pietraszko 1.
Przyjęcie perfekcyjne – GKS 386: Sobański 134, Kapelus 89, Stańczak 60, Mariański 60, Błoński 37, Krulicki 3, Kalembka 2, Stelmach 1.
Procent przyjęcia perfekcyjnego – GKS 20%: Mariański 28%, Stańczak 22%, Sobański 22%, Krulicki 21%, Kalembka 17%, Kapelus 16%, Błoński 16%, Stelmach 5%, Butryn 0%, Falaschi 0%, Pietraszko 0%, Fijałek 0%.
Ilość ataków – GKS 2757: Butryn 683, Kapelus 671, Sobański 445, Van Walle 291, Kalembka 209, Krulicki 188, Błoński 177, Falaschi 40, Pietraszko 40, Stelmach 9, Fijałek 4.
Ilość błędów w ataku – GKS 196: Butryn 58, Kapelus 41, Sobański 30, Kalembka 20, Van Walle 17, Błoński 15, Krulicki 12, Pietraszko 3.
Ilość ataków zablokowanych – GKS 227: Butryn 66, Kapelus 53, Sobański 39, Van Walle 26, Błoński 15, Kalembka 13, Krulicki 12, Pietraszko 1, Fijałek 1, Falaschi 1.
Ilość zdobytych punktów w ataku – GKS 1252: Butryn 328, Kapelus 284, Sobański 176, Van Walle 128, Kalembka 110, Krulicki 102, Błoński 73, Pietraszko 26, Falaschi 19, Stelmach 4, Fijałek 2.
Procent punktów w stosunku do wszystkich ataków – GKS 45%: Pietraszko 65%, Krulicki 54%, Kalembka 53%, Falaschi 50%, Fijałek 50%, Butryn 48%, Van Walle 44%, Stelmach 44%, Kapelus 42%, Błoński 41%, Sobański 40%.
Ilość bloków punktowych – GKS 250: Kalembka 56, Krulicki 50, Butryn 43, Sobański 27, Kapelus 25, Falaschi 17, Van Walle 10, Pietraszko 9, Błoński 7, Stelmach 3, Fijałek 3.
Ilość błędów dotknięcia siatki – GKS 28: Sobański 6, Krulicki 6, Kalembka 5, Błoński 4, Butryn 3, Pietraszko 2, Falaschi 1, Van Walle 1.
MVP – GKS 12: Butryn 4, Kapelus 3, Sobański 2, Błoński 1, Kalembka 1, Falaschi 1.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze