Dołącz do nas

Piłka nożna

[PRE SCRIPTUM] Wygrać to obowiązek!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przed GKS Katowice mecz ze Stalą Mielec. Nasz zespół od (prawie) początku sezonu spisuje się dobrze i regularnie punktuje. W tej chwili notujemy serię ośmiu meczów bez porażki, co nie przydarzyło nam się od bardzo dawna. Kibice z niecierpliwością oczekują na następne mecze, a dobrego humoru nie zmącił im nawet zmarnowany rzut karny Grzegorza Goncerza w Legnicy. Oczywiście – żal jest wielki, że nie odnieśliśmy czwartego zwycięstwa z rzędu, ale wszyscy widzieli jak GieKSa grała, jak wykaraskała się z tarapatów i tak naprawdę miała dużo więcej okazji, aby wyjechać ze stadionu Miedzi z tarczą.

Katowiczanie na ten moment mają 16 punktów w 9 meczach, co daje średnią 1,77 punktu na mecz. Utrzymując taką średnią, na koniec sezonu zgromadzilibyśmy 60 punktów. UWAGA! Od czasu naszej gry na zapleczu ekstraklasy, czyli od 9 lat, taka ilość oczek NIGDY nie dała awansu do ekstraklasy. Oczywiście w ostatnich 4 kolejkach katowiczanie zdobyli aż 10 punktów, jednak statystycznie ciągnie się za nami porażka z Wigrami z pierwszej kolejki. Nie – broń Boże nie chcemy siać defetyzmu, wręcz przeciwnie. Chcemy tylko tymi obliczeniami zwrócić uwagę, jak jedna głupia strata punktów w PIERWSZEJ kolejce może ostatecznie wpłynąć na kształt tabeli. I że mecze u siebie trzeba po prostu jak najczęściej wygrywać. Remisy na wyjazdach są do przyjęcia, jeśli są odniesione w takich okolicznościach jak z Miedzią.

Nie oszukujmy się, GieKSa zmierza dobrą drogą. Od czwartej kolejki i meczu ze Stomilem widać inną jakość tej drużyny. Stała się solidna, pewna, charakterna. O ile na początku nie było zwycięstw, to w końcu one nadeszły. GieKSa od czterech spotkań w każdym z nich strzela po dwie bramki. Udało się wygrać na trudnym terenie w Bielsku oraz wyjść z presji w spotkaniach z Wisłą Puławy i Miedzą Legnica. I należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną ważną sprawę. GieKSa gra sześcioma lub siedmioma zupełnie nowymi zawodnikami w podstawowym składzie, a prezentują oni jakość, jakiej nie było w naszym klubie od lat. Więc jeśli do tego dojdzie zgranie, zawodnicy będą coraz bardziej się czuć na boisku, może to wyglądać jeszcze lepiej. Nadal są mankamenty, ale ostatnio głównie w skuteczności, bo nawet ostatnie podania wydają się lepsze niż wcześniej. Idzie ku dobremu.

Nadal nie można jednak osiąść na laurach. Do Katowic przyjeżdża Stal Mielec i jest to druga sytuacja w ciągu kilku tygodni, kiedy będziemy gościć ekipę zamykającą tabelę. Ze Zniczem Pruszków wygraliśmy 2:0, teraz podejmować będziemy właśnie najsłabszą jak na razie drużynę z Mielca.

Wcale tak źle to nie musiało u naszych rywali wyglądać. Przecież jeszcze przed ligą rozegrali dwa mecze Pucharu Polski, w których pokonali Lechię Tomaszów Mazowiecki i ekstraklasową Wisłę Płock. W tym pierwszym meczu gole strzelali Sobczak i Szczepański. Z Wisłą przebieg meczu był szalony – najpierw Stal przegrywała 0:2, by wyjść na prowadzenie 3:2, stracić je i w 90. minucie zdobyć zwycięskiego gola. Dwa trafienia zaliczył Sobczak, po jednym Getinger i Łętocha. Warto wspomnieć, że w 69. minucie na boisku pojawił się w barwach Wisły Mikołaj Lebedyński. Zawodnik ten już więc może mieć chęć rewanżu na piłkarzach z Mielca. Z rozgrywkami pucharowymi Stal pożegnała się na poziomie 1/16 finału po porażce w Chojnicach 0:2.

W lidze nasz rywal spisuje się źle. Nie wygrał żadnego meczu, a zaliczył kilka klęsk. Co prawda na początku były jeszcze trzy remisy – 0:0 z Sandecją u siebie, 1:1 z Górnikiem w Zabrzu (gol Żubrowskiego) i 1:1 z Kluczborkiem w Mielcu (wyrównujący gol Radulja z karnego w 90. minucie), ale potem były już porażki przeplatane remisami – 1:3 w Grudziądzu (gol Kiercza), 2:2 z Bytovią (znów wyrównanie w 90. minucie – tym razem Sobczaka; dwa gole dla Bytovii Roberta Mandrysza, brata naszego Pawła), 0:6 w Suwałkach, 1:4 u siebie z Chrobrym (gol Zalepy), znów 0:2 w Chojnicach i w końcu 0:0 na swoim boisku ze Stomilem.

Stal zanotowała dwa fatalne występy z rzędu w Suwałkach i u siebie z Chrobrym. Po tym drugim meczu w następujący sposób wypowiadał się trener Janusz Białek:

Liczyłem, że po meczu z Wigrami [porażka 0-6 – przyp.red.] nastąpi jakaś odbudowa, że będziemy potrafili zagrać jak równy z równym. (…) Pierwszoligowcy sprowadzili nas na ziemię. Widać jaka jest różnica między drugą, a pierwszą ligą – co znaczył dla nas Bartosz Nowak, co znaczył Prokić. Strasznie męczymy tę grę. Ale uważam, że potencjał tego zespołu jest większy niż pokazujemy.

Po spotkaniu z Chojniczanką komentarz był następujący:

Wygrała drużyna mądrzejsza, drużyna, która potrafiła swoje sytuacje stworzyć i wykorzystać. My swoich nie potrafiliśmy, zwłaszcza żal sytuacji z początku meczu, kiedy dwóch naszych zawodników wyjechało sam na sam z bramkarzem. Mecz może potoczyłby się inaczej i nasza drużyna, która była w dołku trochę wychodzi z niego. Jednak trzeba być mądrym na boisku.

A po ostatnim zremisowanym spotkaniu ze Stomilem trener Białek mówił tak:

Wreszcie zagraliśmy dobry mecz, już w Chojnicach ta dyspozycja była nieco wyższa i dzisiaj – potwierdzenie. Dwa pozytywy, po pierwsze w końcu nie straciliśmy bramki i zrobiliśmy punkt. To było nam potrzebne, bo trzy mecze przegrane ciążyły zawodnikom, była presja. Jeśli to tak dalej będzie…

Znamienny jest koniec zamieszczonego przez nas cytatu. Tak naprawdę nie wiadomo, co były trener GKS Katowice chciał powiedzieć, bo przeszedł do innego wątku. I już nie powie, bo po spotkaniu ze Stomilem został zdymisjonowany przez zarząd klubu. Nie znamy realiów Stali i trudno to skomentować. Z jednej strony bowiem trener widział jakieś światełko w tunelu (albo sam się oszukiwał), z drugiej natomiast obraz gry Stali w ostatnich meczach to była raczej nędza i rozpacz. Zarząd wyszedł z założenia, że potrzeba powiewu świeżości do drużyny. Nie wiadomo, czy doczekamy się nowego trenera już w meczu na Bukowej, czy zespół prowadzić będzie ktoś ze sztabu Białka. Na razie w Stali panuje vacat. Janusz Białek był trenerem przez 2 lata i wprowadził ten zespół do pierwszej ligi. Z pięcioma porażkami w sezonie, czyli tyloma, ile drużyna ma na koncie już po dziewięciu kolejkach obecnych rozgrywek.

Skrót z meczu ze Stomilem możecie obejrzeć poniżej:

Bardzo dobrze naszego niedzielnego rywala zna Andreja Prokić. Serb cały poprzedni sezon spędził w drużynie z Podkarpacia i był jednym z głównych architektów awansu. W lidze zdobył 12 goli i był najskuteczniejszym strzelcem zespołu.

Obecnie najskuteczniejszym jest Szymon Sobczak, który jednak trzy z czterech goli zdobył w Pucharze Polski. Sobczak zagrał pięć meczów w ekstraklasie w barwach Górnika Zabrze, ale były to zaledwie ogony.

Krzysztof Kiercz zaliczył 16 spotkań i 1 gola w ekstraklasie w barwach Korony Kielce, ale te występy rozciągnęły się na ponad… 4 lata (i w tym czasie nie był zawodnikiem żadnego innego klubu).

Epizody w ekstraklasie mieli też bramkarz Marek Kozioł, wieloletni i dobrze nam znany bramkarz Sandecji. Sebastiana Zalepę kojarzymy głównie z kilku sezonów we Flocie Świnoujście, a Przemysław Lech kilka lat temu zagrał… minutę w koszulce Wisły Kraków w meczu w Bydgoszczy.

Przeciwko GieKSie kilka lat temu jako zawodnik Puszczy Niepołomice w pamiętnym meczu Pucharu Polski – a potem w lidze – grał Mateusz Cholewiak.

„Ciekawą” postacią jest Amerykański zawodnik Omar Tall. Zawodnik sprawdzany był w takim dziwnym sparingowym meczu w Nowym Jorku, gdzie Stal Mielec wygrała ze… Stalą Mielec New York występującą… w szóstej lidze amerykańskiej. Skąd oni go wytrzasnęli? Nie wiadomo. Na razie Omar zagrał jeden mecz w barwach Stali. Drugim zagranicznym transferem jest Ze Lucas, Brazylijczyk pozyskany w wyniku współpracy ze znanym brazylijskim klubem Fluminense. Ostatnio Ze Lucas występował w słowackim FC STK 1914 Samorin, z którym wywalczył awans do drugiej ligi.

Najbardziej znanym zawodnikiem Stali jest oczywiście Grzegorz Fonfara. Zawodnik w barwach GKS Katowice i GKS Bełchatów rozegrał 176 meczów i strzelił 4 gole w ekstraklasie, a w GieKSie we wszystkich rozgrywkach zanotował 131 spotkań i 11 trafień. Ostatnio był zawodnikiem Zagłębia Sosnowiec.

Istnieją głosy, a zdanie ma takie nasz redakcyjny kolega Błażej, że na dyspozycję Stali w tym sezonie znacząco wpłynęło tournee w Stanach Zjednoczonych w drugiej połowie czerwca. W czasie, kiedy wszyscy ligowcy odpoczywali, zawodnicy z Mielca tułali się na drugiej półkuli, w innej strefie czasowej i dawali mecze pokazowe. Z promocyjnego punktu widzenia, jak i przygody życia dla zawodników – świetna sprawa. Ze szkoleniowego – absolutny bezsens i zaburzenie piłkarskiego roku. Pewnie w Stali plują sobie w brodę, że łapnęli się na sparingi ze wspomnianą Stalą New York, Icon FC (piąta liga, wynik 6:1) czy Connecticut United (piąta liga, wynik 0:1).

Po raz ostatni (no, przedostatni) obie drużyny mierzyły się 20 lat temu i na Bukowej… wygrała Stal. Mecz ten pamiętają Janusz Jojko ze strony GieKSy oraz Krzysztof Łętocha ze Stali – ojciec Sebastiana, obecnego podstawowego zawodnika zespołu. Po sezonie 1996/97 Stal Mielec na wiele lat zniknęła z poważnej piłki…

Stal Mielec – podobnie jak Znicz Pruszków – zderza się z pierwszoligową rzeczywistością. Piłkarze grają słabo, trener zwolniony, wcześniej ta eskapada za oceanem. Obowiązkiem GieKSy jest wygrać z rywalem będącym w rozsypce. Tak jak to nasz zespół uczynił z pruszkowianami, a wydaje się, że Stal Mielec na ten moment jest jeszcze słabsza. Ten mecz ma być formalnością. Nie – nie chodzi o to, że będzie łatwo, lekko i przyjemnie. Ale na drodze do awansu będą nas czekać dużo cięższe wyzwania. I jeszcze o ile jakiś czas temu mogliśmy mówić, że trzeba być ostrożnym, to tu możemy powiedzieć inaczej. Trzeba solidnie i rzetelnie wykonać swoją robotę. Wygrać jest obowiązkiem i tak do tego należy podchodzić.

3 komentarze
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

3 komentarze

  1. Avatar photo

    roberto

    23 września 2016 at 16:01

    Bedzie to bardzo trudne spotkanie!! Sklad mam nadzieje bedzie taki
    Nowak
    Garbacik,Kaminski,Praznaowski,Abramowicz
    Mandrysz,Kalinkowski,Foszmanczyk,Prokic
    Goncerz,Lebedynski

  2. Avatar photo

    kibic bce

    23 września 2016 at 22:25

    To moze byc naprawde ciezki mecz. Jedna bramka wiecej od rywala nas zadowoli.
    Bedzie walka na to licze ze nasi cos z watroby dadza.
    Ciekaw jestem jak G. Fonfara sie pokaze na Bukowej?
    Brawa mu sie naleza.
    Cos mi sie zdaje ze Duda lub Pielorz moze grac 1-wsza polowa, Fosa moze byc zmiennikiem.
    Bez Alana bedzie ciezko i Zejdlera.
    Moze Sobkow za Gonza( jako zmiennik)Trener moze sprawdzic taki uklad w napadzie.
    Nie zapomnijmy ze bedzie nastepny ciezki mecz z Tychami. Na dzbanch tylko zwyciestwo!!!!
    Byle odbylo sie bez kontuzji i glupich kartek z Mielcem.

  3. Avatar photo

    Stefan

    24 września 2016 at 08:06

    Przy pełnej koncentracji od początku i dobrej skuteczności będzie 3 do 0.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga