Dołącz do nas

Felietony

[OFICJALNIE] Przełom – na 100% gramy o ekstraklasę!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

To był mecz inny niż wszystkie w poprzednich sezonach. Może i Podbeskidzie przegrało poprzednie dwa mecze, ale jednak ciągle był to główny pretendent do awansu. Przyjechała GieKSa – od 9 lat etatowy uczestnik pierwszej ligi i przez tyle lat – zaledwie w niej średniak. Na początek trochę dołującej przeszłości.

Nie wiadomo, czy Podbeskidzie awansuje i czy poniższe zestawienie obejmie ekipę spod Klimczoka. Ale patrząc na ostatnie 6 lat i nasze wizyty na obiektach klubów, które ostatecznie uzyskały promocję, wygląda to tak:

2010/11 ŁKS 0:3, Podbeskidzie 0:2
2011/12 Piast 0:3, Pogoń 0:1
2012/13 Zawisza 0:2, Cracovia 0:1
2013/14 Bełchatów 0:5, Łęczna 0:3
2014/15 Zagłębie 0:1, Nieciecza 0:1
2015/16 Arka 0:1, Wisła 0:2

Prawda, że wygląda to tragicznie? Podsumujmy bilans wyjazdowych potyczek z zespołami, które awansowały do ekstraklasy w ciągu ostatnich 6 lat:

12 meczów, 0 zwycięstw, 0 remisów, 12 porażek, bramki 0:25.

A dołóżmy do tego jeszcze:

2007/08 Lechia 0:2, Śląsk 0:0, Piast 0:2, Arka 2:3
2008/09 Widzew 0:1, Zagłębie 0:1, Korona 1:2
2009/10 Widzew 1:2, Górnik 0:2

Cały nasz wyjazdowy bilans z najlepszymi zespołami w ciągu tej 9-letnie gehenny to:

21 meczów, 0 zwycięstw, 1 remis, 20 porażek, bramki 4:40.

Statystyka jak jakieś pieprzone San Marino. Mówi się, że awanse przegrywa się z zespołami z dołu czy środka tabeli i to pewnie jest prawda. Ale patrząc na wspomniane wyniki, na fakt, że nie potrafiliśmy się przeciwstawić choćby w jednym procencie tym rywalom pokazuje, że na tę ekstraklasę piłkarsko po prostu nigdy nie zasługiwaliśmy. GieKSa na boisku przez 9 lat była chłopcem do bicia i gdy przyjeżdżała na stadion kogoś z czołówki – z marszu ten ktoś mógł sobie dopisywać trzy punkty.

Wiedzieliśmy, że teraz może być inaczej. Coś się zmieniło w grze naszego zespołu, co zobaczyliśmy pierwszy raz w Olsztynie. Z niezłym rywalem GieKSa dominowała na jego boisku. W końcu zaczęła sobie stwarzać sytuacje. Z Sosnowcem tych sytuacji było już sporo, ale zabrakło skuteczności. W końcu zostały przekute na bramki i trzy punkty ze Zniczem. Ale teraz czekał nas prawdziwy sprawdzian. Nie mieliśmy zagrać przecież z ogórkami tylko ze spadkowiczem z ekstraklasy i głównym faworytem do awansu – Podbeskidziem.

Czuliśmy, że może wydarzyć się coś kapitalnego. O ile frekwencja na Bukowej ostatnio była mizerna, to jednak ci co byli – to osoby, które na GieKSę będą chodzić niezależnie od wyników – fanatycy. I te osoby całą mobilizacją udały się do Bielska, wszyscy na żółto, aby dopingować GieKSę ile sił i przeżyć coś wspaniałego.

To było niesamowite patrzeć i słuchać na tę Żółtą Armię. Doping był nieprawdopodobny, najlepszy na wyjeździe od lat. Mini młynek Podbeskidzia wokalnie został po prostu zmieciony przez naszych kibiców. Jak było pierdolnięcie, to aż ciarki przechodziły. GKS grał w tym meczu u siebie.

I piłkarsko zespół Jerzego Brzęczka przyjechał do Bielska jak po swoje. Już od początku zamknął gospodarzy na własnej połowie. Stworzyliśmy sobie sporo sytuacji strzałowych, choć głównie z dystansu. Niestety kulała skuteczność i praktycznie wszystko szło nad bramką lub obok słupka. Trochę się obawialiśmy, żeby niewykorzystane sytuacje się nie zemściły.

I tu mija 30 sekund drugiej połowy i po wyrzucie Abramowicza, zgraniu Kamińskiego piłkę do siatki pakuje Prażnovsky. Euforia na sektorze gości, a my przecieramy oczy ze zdumienia, że momentalnie po przerwie obejmujemy prowadzenie. GieKSa gra coraz lepiej, Bielsko musi się odkryć. Aj złorzeczyliśmy trochę na Prokića za zmarnowaną kontrę 3 na 1 czy też wyprowadzanie akcji środkiem i doprowadzenie do kontry… dla rywala. Ale po jednej z bardzo dobrych akcji Foszmańczyk trafił do siatki na 2:0 i zwycięstwo zaczęło się przybliżać wielkimi krokami. Na tym GieKSa nie poprzestała. Solidna, naprawdę solidna gra w obronie, bardzo umiejętne przetrzymywanie piłki przez Zejdlera i w sumie… raz po raz kolejne akcje i okazje do zdobycia bramki. To Mandrysz, to Foszmańczyk. Naprawdę mieli setki. Kibice ciągle głośno śpiewali, dopingowali i pokazywali, kto tu rządzi! Triumfowali!

Ten mecz wydawał się z założenia trudny, bo po pierwsze rywal mocny, po drugie po dwóch porażkach, więc głodny rehabilitacji. Tymczasem Podbeskidzie nie było w stanie ani na moment pokazać, że jest lepsze. To nasz zespół pokazał się z bardzo dobrej strony i zdominował ten mecz totalnie.

Nie ma wątpliwości po tym spotkaniu. Kibice i piłkarze pokazali jedną rzecz całej Polsce – gramy o ekstraklasę i tu już nie ma wymówek, że zobaczymy co będzie, jak się to wszystko ułoży. Zrobiliśmy transferowy va banque zatrudniając naprawdę dobrych zawodników i ten zaciąg już na tym etapie sezonu pokazał, że jakościowo przebija wszystkie poprzednie.

Pewny bramkarz – Nowak. Notujący asysty (pół-asysyty) i strzelający gole Abramowicz. Wymieniliśmy cały środek pola i gra z Kalinkowskim i Zejdlerem to dwie klasy lepiej niż Pielorz i Duda. Foszmańczyk strzelił już trzy gole, czyli tyle co drudzy w klasyfikacji strzelcy CAŁEGO poprzedniego sezonu. Rozhulały nam się skrzydła – choć brakuje jeszcze wykończenia, to Prokić i Mandrysz swoją szybkością sieją popłoch w szeregach rywali. No i Lebedyński – gość z marszu wzięty w ostatnim dniu okienka wchodzi na 10 minut i pokazuje się z kapitalnej strony, dodatkowo wyprowadzając kolegę na sytuację sam na sam. A nie zapominajmy o Sobkowie, który też już ma gola na koncie.

Trener Brzęczek po wielu próbach i błędach w końcu to poukładał i to tak, że wygląda to bardzo dobrze. Ale nadal jesteśmy jak reprezentacja, czyli mamy rezerwy, czyli – może być jeszcze lepiej! Niech w końcu zaczną lepiej wykańczać Prokić i Mandrysz, niech Fosie piłka lepiej siedzi na nodze przy strzałach (brzmi jak paradoks, jeśli ma 3 bramki strzelone). Niech rozstrzela się Gonzo. Gramy od trzech meczów na zero z tyłu, punktujemy, jesteśmy w czołówce tabeli.

Wczorajszy mecz pokazał, że jesteśmy już gotowi i to tak w pełni. Zarówno organizacyjnie, kibicowsko, jak i sportowo. Cała GieKSa razem – klub, piłkarze i kibice. Takiego meczu w ciągu 9 lat na wyjeździe nie mieliśmy. Przełomowego, pokazującego, że TAK, TO JEST TO! Przecież nawet najwięksi sceptycy na forum nie mogą wyjść z podziwu nad wczorajszą grą GieKSy 😉

Wszyscy wierzymy! To jest ta GieKSa – ta, która awansuje do ekstraklasy!

15 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

15 komentarzy

  1. Avatar photo

    PaderewaTerrorizen

    3 września 2016 at 12:33

    Pisze w ciemno klub ma wszystko zrobić aby lebedyński został z GieKSą po wypożyczeniu bedzie z niego mega pociecha !

  2. Avatar photo

    Mecza

    3 września 2016 at 13:26

    Ten mecz to było coś wyjątkowego. Motoryka, kondycja na bardzo wysokim poziomie co pozwoliło nam zdecydowanie przewyższać rywala umiejętnościami. Nie było obrony nawet przy 2:0 tylko ciąg na bramkę po kolejne gole. Walka na każdym metrze. Nie mogę się doczekać piątku.

  3. Avatar photo

    pawelas197

    3 września 2016 at 13:31

    balem sie ze kondycyjnie nie wytrzymaja bopierwsza polowa byla kosmos zapieprzali az milo a tu caly mecz tak wygladal brawo

  4. Avatar photo

    kosa

    3 września 2016 at 13:32

    Nie byłem świadomy tego bilansu. Szok. Pieprzone San Marino.

  5. Avatar photo

    radek

    3 września 2016 at 13:34

    Mecz zajebisty to fakt. Proponuje jednak ostudzic troszke glowy.Podbeskidzie gralo otwarta pilke a inni nie beda tak grac. Koniecznie gonzo na ławke bo jest cienki jak dupa weza. Lebedynski ma zdecydowanie wyzsze umiejetnosci i udowodnil to w 10 minut.

  6. Avatar photo

    Zwierzak

    3 września 2016 at 13:41

    Szok!! Ale swoją drogą zajebisty artykuł trafiający w samo sedno!!

  7. Avatar photo

    Mecza

    3 września 2016 at 13:46

    Ciężki orzech do zgryzienia z Gonzem, to nasz kapitan, on daje sygnał do presingu. Nie wiem czy Lebedyński będzie na tyle mobilny aby tak startować do każdej piłki z przodu a widać że pressing to jest nasz atut. Idealnie gdyby grali razem z przodu, to mogłoby być efektywne. Mam nadzieję że z Foszmańczykiem wszystko ok bo jeśli nie to już mamy zastępcę. Kosztem podwieszonego napastnika/pomocnika gramy 2 napastnikami. Z Puławami zresztą trzeba zagrać 2 wysuniętymi.

  8. Avatar photo

    KruchY cynk

    3 września 2016 at 17:03

    Awans robi się na wyjazdach a nie u siebie! Taka oczywista oczywistość

  9. Avatar photo

    m

    3 września 2016 at 18:07

    Widać, że to o czym pisaliśmy na forum o Pielorzu, Dudzie, Wróblach, Fonfarach żeby ich wyoutować z klubu/ pierwszego składu zdaje egzamin!

    Teraz został jeszcze Jurkowski i chyba niestety Goncerz który gubi się w ataku. Może jakaś nowa rola dla kapitana?
    Chociaż to co pisze mecza o pressingu jest trafne.

    My tak nigdy nie graliśmy podaniami w ofensywie, zazwyczaj tylko w obronie tak klepaliśmy a tu taki polot i finezja przy obchodzeniu przeciwników.

    Jestem pod wrażeniem

  10. Avatar photo

    m

    3 września 2016 at 18:11

    jeszcze bębenek i wołkowicz do tej listy i zamienić ich na lepsze modele 😉

  11. Avatar photo

    PaderewaTerrorizen

    3 września 2016 at 18:24

    Niech jeszcze Tomka Wróbla ściągną z Rozwoju ma ambicje chłopak wiem że grał ale fajnie jak by wrócił

  12. Avatar photo

    romanbr3

    4 września 2016 at 08:08

    po 1 z tego co widzialem to piekne stadiony maja kiedys druzyny podworkowe i wstyd ze stolica Slaska goni z tyłu a po 2 GKS jest za biedny na ekstraklase bo nowy stadion i 100% wieksze zarobki to raz a 20 tys na meczu to dwa wg mnie to jeszcze z 10 lat pomarzycie

  13. Avatar photo

    Boss

    4 września 2016 at 09:59

    Awans sie robi nie tracąc punktów ze słabszymi przeciwnikami a my juz 3 takie mecze zaliczyliśmy, także spokojnie podchodzmy do tego, bo teraz 2 takie mecze gdzie 6 pktow to obowiązek. Nie ma co sie jarac, to dopiero sam początek ligi, jeszcze cały sezon przed nami, a tu takie granie trzeba utrzymać równo od początku do końca … Ale dobrze jest, oby tak dalej

  14. Avatar photo

    Dawid

    4 września 2016 at 10:21

    Fajny artykuł, chociaż prawie to samo pisałem po meczu z Sosnowcem. Wtedy wykrystalizował się skład, który powinien grać bo pasuje do taktyki trenera utrzymywania się przy piłce na połówce rywala. O ile wszyscy będą zdrowi powinno to wyglądać bardzo dobrze. I jeszcze jedno- mało traconych bramek od początku sezonu to nie tylko dobry nowy bramkarz i lewy obrońca, ale właśnie zupełnie nowa druga linia, która zapewnia możliwość utrzymywania się przy piłce przez większość czasu gry, a nie ciągłe podania do tyłu, straty, faule i w konsekwencji okazje dla rywala. Mam nadzieję że Gonzo się wreszcie obudzi bo przybył mu konkurent do miejsca w składzie, który już na dzień dobry pokazał że jest w lepszej dyspozycji. Skrzydłowi też bardzo dobrze tylko niech poprawią skuteczność, ale jak porównam naszego młodzieżowca Mandrysza z Szołtysem z poprzedniego sezonu to….

  15. Avatar photo

    Marcin

    4 września 2016 at 20:17

    PADEREWA TERRorizen już pisałem o tym nieraz żeby WRÓbel wrócił bo to nasz chłopak i zajebiście rozgrywał i dogrywał nie wiem po co go wywalili..

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Galeria Piłka nożna

GieKSa zagrała na piątkę

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

GKS Katowice pokonał 5:0 Wisłę Płock na Arenie Katowice. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego emocjonującego spotkania na Nowej Bukowej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga