Dołącz do nas

Piłka nożna

Kibice: Po co komentować sparingi

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przedstawiamy kilka opinii kibiców po meczu z Chrobrym Głogów. Tu już nawet nie ma wkurzenia, jest rezygnacja i pewna ironia. Jakoś trzeba się ratować patrząc na tę zbieraninę nieumotywowanych ludzi na boisku.

ScarfaceWNC
Nie ma co komentować trzeba kończyć już ten sezon wegetacyjny.

silny
Wrocilismy na „swoje” miejsce w tabeli. 8 miejsce to jest max co ta druzyna moze osiagnac

ejr
Chyba nikt się nie spodziewał żadnych zmian w grze, wyniku innego niż ten co był i generalnie czegokolwiek nowego, to o czym tu pisać? Emocji już nie ma bo i nie ma o co grać, coroczna degrengolada trwa. Piłkarze mają to już od jakiegoś czasu, kibice od niedawna

artek
Po co komentować sparingi. Przyjdzie liga będzie co komentować.

CarlosRuiz
Piłkarska patologia.
Brzęczek ma w bardzo ciężkie zadanie. Do drużyny która ma zrobić awans, moim zdaniem kwalifikuje się max 3 zawodników z tych którzy dziś byli na boisku. Dwóch innych ma kontuzje. Czyli pozostaje 6 konkretnych (nie tylko na popierze) wzmocnień do pierwszego składu + w chuj zawodników do uzupełnia.
Gadanie o 2 letniej budowie drużyny na awans poszło w pizdu.

lukste
Nawet „tabela Brzęczka” leci na łeb.

BykuBrynów
Nie rozumiem tego zachwytu i takiego klepania po plecach Brzęczka… zobaczcie co sie stało za jego kadencji z takimi zawodnikami jak np. Gonzo? Nikogo nie wynalazł a drużyna gra jeszcze gorzej niż przed jego przyjściem –  a przecież mówił że jest u nas taki potencjał że on nie potrzebuje wzmocnień..

kosa
O tym jakie to było zażarte spotkanie niech świadczy fakt, że sędzia nie dał ani jednej kartki.

kattowitz
Obie drużyny grały na remis w sparingu i tyle w tym temacie. Szkoda, że takie gamonie grają w naszych barwach. Jeszcze dwa mecze i won z naszego klubu!

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Matti

    24 maja 2016 at 13:05

    Panowie trener nic nam nie pomoże jak nie zatrudnimy piłkarzy którzy coś znaczą, są w grze a nie siedzą na ławce albo nie trenują przez pół roku. Trzeba sprowadzić gotowych piłkarzy 6 do ośmiu którzy realnie podniosą jakość. Nie potrzeba nam emerytów którzy już grają w rezerwach swoich klubów w I lidze lub ekstraklasie!!!! Jest na rynku paru wolnych zawodników np. Przybecki. Chłopak ma 25 lat umiejętności na I ligę na pewno. Więc w tym kierunku trza iść o Iwanach i Zachorskich już zapomnijmy!

  2. Avatar photo

    tomek

    24 maja 2016 at 14:57

    To co wyprawia brzeczek do spólki z tą bandą nieudaczników przechodzi wszelkie granice. Wbrew temu co mówią zwolennicy tego wybitnego szkoleniowca bez sukcesu fakty są inne. Prawda jest taka ze grali cos tylko w poczatkowym okresie kadencji trenera. Co było potem każdy widział. Niestety ta wybitność trenerska uważała że w zespole jest tak wielka jakość, że wzmocnienia nie są potrzebne. to zaś oznacza że trener jest głupszy niz kibice bo ci od samego poczatku twierdzili na forach o konieczności poważnych wzmocnień. Aż strach pomyśleć jakich geniuszy ściągnie w popłochu teraz ta wybitność trenerska. Ja rozumie mozna sie pomylić ale tyle razy i przy okazji okazywac taką bute i grozic ze odejdzie . To ja powiem tyle niech idzie takich wybitnosci jak on sa na peczki. Dla naszych wybitnie utalentowanych zawodnikow dobry bylby Orest Lenczyk. Szybko by z nimi porzadek zrobil

  3. Avatar photo

    Boss

    24 maja 2016 at 22:20

    Proponuje napisać oficjalne pismo (wniosek) o zmianę cen biletów na 5zl na każde miejsce na stadionie! Kobiety za darmo ! Dość tego syfu, 1000 ludzi z hakiem, pustki kłują w oczy, na boisku sparing, nie czuć atmosfery futbolu tak jak powinno byc tylko czuć …. Grill, piknik itp SKANDAL !!!! Zarząd do roboty !

  4. Avatar photo

    Boss

    24 maja 2016 at 22:29

    @tomek trener tu jest tylko pośrednio winny, owszem nie potrafi tchnąć ducha walki w drużyne, ale umówmy sie: to nie jest czołowy klub Europy ze trener kogo chce to klub sprowadza…. Dla piłkarzy/ zawodników/ kopaczy GKS to nie jest marka tylko 1ligowy średniak nie każdy chce tu grać, wiec nie łatwo sciągnąć graczy gwarantujących sukces… Dlatego cały czas tkwimy w marazmie. Co nie zmienia faktu ze ta ekipę grajków trzeba rozwalić bo ona nic nie zdziała, to raz. A dwa, to jeśli ten trener którego mamy bedzie widział ze z danym materiałem ludzkim nie jest w stanie osiągnąć celu (awans) to sam powinien dać to do zrozumienia zarządowi i odejść zanim go na taczkach wywieziemy 🙂 Bo moim skromnym zdaniem najwieksza wina jest po stronie zarządu i działu sportowego

  5. Avatar photo

    Tomek1976

    25 maja 2016 at 10:26

    apeluje aby ostatni mecz był za przysłowiową 1 zł wstęp. Wtedy jest szansa ze trybuny się zapełnią. A za transfery typu Zahorski dziękujemy..

  6. Avatar photo

    Boss

    25 maja 2016 at 12:36

    Nie zapełnia sie bo cena to jedno, a poziom piłkarski to drugie.. Co najwyżej przyjdzie tysiak więcej… Ludziom ogólnie mówiąc to szkoda na to czasu- tak po prostu

  7. Avatar photo

    pawelas197

    25 maja 2016 at 13:13

    NAWET JAKBY ZA DARMO BYLO TO SZKODA MOJEGO CENNEGO I OCZU ABY OGLADAC TA BANDE NIEUDACZNIKOW CO 3 PODANIA NIE UMIE WYKONAC

  8. Avatar photo

    tomek

    25 maja 2016 at 13:39

    Do BOSS. Przeczytałem twój komentarz. Szanuję twoje stanowisko niemniej zgodzić się z nim nie mogę. Nie ma pojęcia pośrednio winny. Co to znaczy. Trener jest odpowiedzialny za wynik i albo go osiąga albo nie. Doskonale wiedział czym dysponuje. Gdyby wtedy powiedział, że widzi dramatyczną mizerię i że nie ma co liczyć na jakikolwiek wynik to bym zrozumiał. Powiedziałbym mądry facet wie co ma i uczciwie mówi na co mozna liczyć. Co zrobił wybitny ekspert Brzęczek. Powiedział, że ma piłkarzy którzy mają dużą jakość i w konsekwencji uznał, że wzmocnienia nie są konieczne a jedynie uzupełnienia. Nie było tak że nie było kasy na realne wzmocnienia. No to skoro miał taką jakość w zespole to gdzie ma wynik. Skoro wyniku brak to znaczy, że ten człowiek nie ma zdolności do racjonalnej oceny potencjału którym dysponuje. Taki wynik jaki on osiągnął to i moje teściowa by miała. Popatrzmy zatem na uzupełnienia. Zahorski totalna pomyłka. Ktoś kto kontraktuje takiego zawodnika jest totalnym debilem. On nie jest na stażu tylko dostaje konkretne pieniadze. Marnotrastwo i niegospodarność zarazem. Czy wydałbyś spore pieniadze na rzecz czy usługę która jest ci nie potrzebna bo ja nie. Szymanski z całym szacunkiem dla niego ale II liga to jest max jego możliwości. On ma być wartsciowym zmiennikiem. Zarty chyba. Kochański ok ma predyspozycje i tylko jego nalezało zakontraktować. Flis totalne nieporozumienie. Gdybym ja u siebie takie decyzje biznesowe podejmował to juz by mnie posprzątali. Jeśli chodzi o zarząd to zgoda bo jest to zespół przypadkowych ludzi z koneksjami. Prezesem powinien byc ktos kto ma pojecie o zarządzaniu a nie slimok i mieczak. Jakby do mnie przyszedł brzeczek z takimi propozycjami transferów to długo by pamietal to spotkanie. Następnym razem musiałby mieć dobre i przemyślane argumenty. Na podstawie dotychczasowych obserwacji to mogę jedynie stwierdzić że fakt postawienia do dyspozycji pieniedzy nie daje najmniejszej gwarancji ze ci ludzie zakontraktują kogoś sensownego. Oni na tym sie nie znają i Brzeczek też nie. No ale skoro kibice tego nie widzą że mają trenera dyletanta, który nigdzie nie miał wyniku to cóż bedą krzyczeć gdy za rok o tej porze będzie powtórka z rozrywki.

  9. Avatar photo

    pawelas197

    25 maja 2016 at 16:18

    zgodze sie ale nawet zmiana trenera tutaj moze nic nie wniesc nie mamy na kim bodowac druzyny ile kopaczy sie nadaje do gry o awans 2,3 moze wiec potrzeba by bylo z 10 nowych graczy i to dobrych a my zrobimy 4,5 transferow takich co nikt nie chce i bedzie to samo amen

  10. Avatar photo

    Maks

    25 maja 2016 at 16:35

    Tu trzeba zmienić prezesa i zarząd…przy takim zarządzaniu nawet ,,Yogi,, czy Klopp nie pomogą…..

  11. Avatar photo

    Boss

    25 maja 2016 at 19:33

    @tomek pisząc pośrednio winny miałem na myśli to co napisały osoby powyżej Twojego komentarza. Z takim materiałem ludzkim nikt tu nie pomoże, ale oczywiście masz racje: trener wiedział czego sie podjął i za to odpowiada, nie mniej jednak jak pokazuje historia każdy który tu przychodzi jako trener pierwszego zespołu, postanawia „spróbować”… Bo efekt od wielu niemal dekady jest ten sam. A na temat transferów zimowych juz wielokrotnie sie wypowiadałem i to jeszcze w okienku zimowym: to są lub raczej były wzmocnienia dla zespołu rezerw. I tyle w temacie. Przebudowę trzeba zacząć od samej góry, czyli od prezesa zarządu i potem na dół aż po piłkarzy szerokiej kadry

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga