Dołącz do nas

Piłka nożna

Noty i opisy po Stomilu

Avatar photo

Opublikowany

dnia

GKS Katowice zagrał bardzo przeciętne zawody w Olsztynie. Ofensywa praktycznie nie istniała, a napór gospodarzy był na szczęście na tyle mały, że udało się nie stracić bramki. Liczy się punkt, ale trudno zachwycać się postawą zawodników.

Mateusz Kuchta – 6
Bramkarz nie miał wiele roboty, spektakularnych interwencji nie zaliczył. Błędów też nie popełnił. Dwa wyjścia poza pole karne, jedno ryzykowne, drugie – pewne. Było OK.

Alan Czerwiński – 5
Dość słaby mecz zawodnika. Jego stroną szła większość ataków w pierwszej połowie. Z przodu nic kompletnie nie dał drużynie.

Mateusz Kamiński – 6
Średni mecz zawodnika – kiksów nie było, spektakularnych interwencji też nie. Jest coraz bliżej strzelenia gola – w Olsztynie miał dwie sytuacje, na czele z zablokowaną dobitką po uderzeniu Flisa.

Wojciech Kochański – 6,5
Bardzo pozytywny debiut. Może nie miał naprzeciw siebie wybitnych rywali, ale grał pewnie. Starał się też dawać początek akcjom ofensywnym. Nie było widać tremy.

Marcin Flis – 6
Bardzo źle nie było, tak średnio. Starał się coś dać zespołowi z przodu i kilka podań mu się powiodło. Szkoda tego strzału po rzucie rożnym – to była bardzo dobra próba. Niestety kiepskie stałe fragmenty.

Maciej Bębenek – 3
Cień zawodnika z Sandecji. Nieobecny, nie dający kompletnie nic w ofensywie. Gdyby miał konkurenta – ława by była pewna. Ale nie ma.

Povilas Leimonas – 4,5
Zagrał tylko dlatego, że w poprzednim meczu nie zadowolił trenera Sławomir Duda. Litwin pokazał się w Olsztynie ze średnio-przeciętnej strony. Dwa razy solidnie zmaścił akcje. Raz w głupi sposób stracił piłkę i ratował się faulem. Za drugim razem miał idealną sytuację, by wypuścić Goncerza sam na sam, ale podał 20 metrów za mocno…

Łukasz Pielorz – 5
Zawodnik w ostatnim czasie kompletnie nic nie daje. Nie popełnił rażących błędów, ale czasem mamy wrażenie, że na boisku występuje jakaś podróbka Łukasza. Rozumiemy, że zawodnik jest stricte defensywny, ale jakichś przechwytów czy przecięć nie miał. Tylko się wkurzał, gdy sędzia odgwizdał wątpliwy faul.

Bartosz Iwan – 2
Jeszcze słabszy niż Bębenek. Wrócił do składu i zamiast pokazać cokolwiek zagrał bardzo, bardzo słabo. Nie mamy rozgrywającego.

Adrian Frańczak – 6
Ba tle kolegów z zespołu zaprezentował się nieźle, ale tylko na tle… Próbował w ofensywie – nawet oddawał strzały, z czego jeden z pola karnego bardzo niecelny, drugi – ładny, techniczny, ale Skiba obronił.

Grzegorz Goncerz – 4
W pierwszej połowie w sposób denerwujący łapany był cały czas na spalonym. W drugiej lekko szarpnął kilka razy, ale nic z tego nie wyniknęło. Gonzo w ogóle nie oddaje strzałów, więc ciężko liczyć na bramki.

Krzysztof Wołkowicz (grał od 76. minuty) – niesklas.
Wołek wszedł i wydawało się, że może coś rozruszać, ale na „wydawaniu się” się skończyło.

Sławomir Duda (grał od 81. minuty) – niesklas.
Niezłe wejście na ostatnie 10 minut. Kilka razy przy piłce i sensowne próby rozegrania. To było jednak za krótko.

Patryk Szymański (grał od 89. minuty) – niesklas.
Zmiana w samej końcówce.

11 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

11 komentarzy

  1. Avatar photo

    Irishman

    8 maja 2016 at 10:07

    Cieszy niezły debiut Kochańskiego. Może w końcu trener będzie mu dawał więcej szans?

    A tak szerzej, podsumowując. Ten powoli mijający sezon jest chyba jednym z najbardziej… „bezpłciowych”. Nie pamiętam ani jednego, takiego dobrego meczu z DOBRYM PRZECIWNIKIEM, zakończonego zwycięstwem, a dawniej przynajmniej 1-2 takie się zdarzały. Paradoksalnie możemy zakończyć go na najlepszym miejscu w historii. Tylko proponuję zastanowić się ile w tym jest naszej zasługi, a ile wynika z faktu, że rywale grali wyjątkowo w kratkę! Najlepszym przykładem niech będzie Zagłębie, które mimo słabych wyników właśnie prześcignęliśmy w tabeli.

  2. Avatar photo

    ula

    8 maja 2016 at 10:27

    A gdzie ocena dla pielorza?

  3. Avatar photo

    Kibic

    8 maja 2016 at 12:44

    Przy tak słabej 1lidze nasz poziom jest coraz gorszy, niestety ale tacy grajki bo piłkarzami nie można ich nazwać jak Wolkowicz, Pielorz, Duda,Leimonas Iwan, Bębenek trzeba by się rozstać lub przenieś do drużyny rezerw i kontrakty z 4 ligi może w tedy wdzieliby się do roboty, a i zdanie na temat trenera po jego wypowiedziach mam nie najlepsze jaki styl gry ma ta drużyna żaden tylko on widzi inaczej a na koniec to ocena prezesa tragiczna wyprowadził klub z długów ale za kasę z miasta ale ok to na plus a reszta sportowo i wizerunkowo co roku niszczy klub i sprowadzać agoni starczy spojrzeć na trybuny już wszyscy są przyzwyczajeni do tego dziadostwa a to jest tragedia nie wyciąga żadnych konsekwencji wobec grajków i braku ich zaangażowania i to jest według mnie celowe ale możecie mieć inne zdanie bronić ich a tak będzie dalej

  4. Avatar photo

    fanclub dortmund

    8 maja 2016 at 13:07

    ja pierdol—-e 500 chlopa dyma na drugi koniec polski kibicujac tym padalcom a te skur…syny nawet nie maja ambicji dla nich biegac walczyc i wygrac…bojkot meczy u siebie a za brak zaangazowania na wyjazdach spotkanie z pilkarzami na rondzie w Katowicach jak przed paru laty za trenera chorzowskiego szczura..kto pamieta ten wie jak bylo …beda kopacze spier..c na piechty po calym miescie i zadna galeria ich nie uchroni…

  5. Avatar photo

    Kibic2

    8 maja 2016 at 13:49

    @Kibic zgadzam się z Tobą całkowicie. Kibice widzą niemoc i brak chęci ze strony naszej drużyny, słabego prezesa, który nie potrafi pierdolnąć pięścią w stół. Kopacze grają jak im się podoba a jak im się nie podoba to prostu nie grają i tylko chodzą. Brak zaangażowania i anemiczne podania to w chwili obecnej znak rozpoznawczy GKS. Fakt spłacamy długi ale z pieniędzy miasta, prezes tylko się pod tym podpisuje. Kibice to widzą i zaczynają protestować i głośno mówić. Duże uznanie dla niejakiego Dziadka z forum, który w temacie w meczu z Bytovią wypunktował słabość naszego klubu. Oczywiście spotkał się oporem „twardogłowych”. Dla małej grupy kibiców nadal wszystko jest ok a 90% która się zaczyna buntować to niby typowe janusze i pikniki. Sportowo spadamy w dół a dna nie widać. W ciągu 10 lat nie stworzyliśmy nawet szkieletu drużyny ale za to kibice są bombardowani hasłami o ekstraklasie. Koniec sezonu a tu znowu zaczynamy głośno mówić, że trzeba wymienić cały skład (bardziej naiwni mówią tylko o 4-5 graczach). Nie mamy bramkarza z prawdziwego zdarzenia. Gra w obronie to jakaś farsa. W pomocy nie ma nikogo kto przyjąłby ciężar gry na swoje barki, rozegrał piłkę, przytrzymał lub zagrał prostopadłą piłkę. Klub sprowadza piłkarzy, którzy w innych klubach grali dobrze a przychodząc na bukową nagle zapominają jak się gra w piłkę. Przypadek? Nie prędko zagramy w ekstraklasie a jeśli jakimś cudem uda się awansować w następnym sezonie to będę w ciężkim szoku. Realnie patrząc bez strategicznego sponsora będą na garnuszka UM nie wejdziemy do wyższej klasy rozgrywkowej. Natomiast przed następnymi wyborami pojawią się kolejne hasła i obietnice związane z GKS: stadion, ekstraklasa itd itp.
    Wszystkim GieKSiarzom życzę aby nasza drużyna jak najszybciej awansowała i zrobiła to w stylu prawdziwych mistrzów.
    p.s. więcej prawdziwych działań bez zbędnej propagandy, której ostatnio aż nadto na naszej stronie.
    p.s. Błażej i Shellu chyba lepiej zmienić noty, wprowadzić inna skalę a nie dawać 5pkt za samo wejście w podstawowym składzie.

  6. Avatar photo

    lukasz

    8 maja 2016 at 15:43

    kluczowe jest to ze pilkarze czuja sie bezkarni. mialem nadzieje ze Brzeczek bedzie mial na tyle jaj ze bedzie wyciagal konsekwencje – nie tyle ze slabej gry ale po prostu z braku zaangazowania. To samo prezes – oni zdaje sie pogubili. Nie ma systemu kar a tu jest jak z dzieckiem, jak nie pokazesz ze tak nie mozna to on dalej bedzie robil to co chce. I niestety nasi maja w dupie reszte sezonu bo juz o nic nie walacza. To jest straszne nie mam sil zeby sie na to wkurwiac ale nie dopomyslenia to jest. Chcialbym zgarniac hajs niezalenie od tego czy sie staram czy mam to w dupie. A tu nawet pracodawcy nie zalezy na tym… smutne

  7. Avatar photo

    Stefan

    8 maja 2016 at 15:51

    Kolejny sezon stracony ,kolejny sezon osoba bawiące się w prezesa śmieje się wszystkim w twarz .

  8. Avatar photo

    1964

    8 maja 2016 at 19:49

    Po raz kolejny kopacze pokazali że są po prostu słabi!3 -4 zawodników zostawić reszte wypier….ć najlepiej na kasy do Silesii!Tam na pewno się spełnią!Cygan,Janicki otwórzcie w końcu oczy!I skończcie Nas Robić w wiadomo co!
    Jedno co mnie także bawi to postawa naszej ofensywy.Po 29 kolejkach ma strzelone 32 bramki.Kur.. Dolcan po rundzie miał ich 37.Skandal!

  9. Avatar photo

    Kibic2

    8 maja 2016 at 21:08

    Pomimo słabych występów u nas mają się jak pączki w maśle. Mam nadzieję, że w kolejnym meczy przywitają ich puste trybuny. W innym przypadku pełne trybuny będą oznaką słabości kibiców i okazywaniem poparcia dla patologii. Wtedy piłkarze pokażą jeszcze większą lewiznę bo kto im co powie, skoro kibice mogą to akceptować;)

  10. Avatar photo

    Anty GRZYB

    9 maja 2016 at 08:55

    No wlasnie dotknelo nas to co zawsze na koniec sezonu czyli gra o nic. Zobaczcie w ekstraklasie po podziale punktow wszyscy jeszcze moga zlecie ci wszyscy byc na pudle a moze by i 1sza liga tak potraktowac?

  11. Avatar photo

    Mati

    9 maja 2016 at 14:26

    Iwan za ostatni całokształt powinien być pomimo że grał od początku NIESKLASYFIKOWANY.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga