Dołącz do nas

Piłka nożna

Kto o nich pamięta ? #8 [STRANIERI]

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Ubiegły rok wyjazdowy był dla wszystkich udzielających się na GieKSie szczególny. Długie wyjazdy spotykały nas praktycznie co chwilę. Również my jako redakcja mocno odczuliśmy ten sezon wyjazdowy, ale to, co nigdy nam się nie znudzi to długie rozmowy o GieKSie w czasie podróży. Czasem są one mocno abstrakcyjne a czasem dają nam temat do newsów. W taki sposón zrodził się poniższy artykuł, w którym przypomnę wam jedenastkę „Stranierich” grających niegdyś w GieKSie, która z powodzeniem walczyłaby w Ekstraklasie o wysokie lokaty.

W Bramce Buczek gdyż tak naprawdę wielkiego wyboru nie mamy. Mimo starań nie mogę sobie przypomnieć innego obcokrajowca, który stałby w bramce GieKSy. Buczek przyszedł do klubu za trenera Moskala i miał być realnym wzmocnieniem zespołu. Kilka dobrych meczów to za mało i szybko pożegnano bramkarza, którego my będziemy pamiętać przede wszystkim z jednej sytuacji. W meczu z Dolcanem ( 2:3 gdzie Dolcan prowadził już 3:0) Buczek niespodziewanie wskoczył do pierwszego składu i nie był to udany występ. Po meczu rozżalony Buczek schodził do szatni krzycząc „Co ona będzie do mnie krzyczeć…Buczek 3:0 Buczek 3:0” ( Jedna z kibicek krzyczała do bramkarza z trybun ).

Charakterystyczny czeski akcent plus nerwy bramkarza na długo zostały zapamiętane przez nas i bardzo często przywołujemy to, gdy wspominamy tego bramkarza.

W obronie postawiliśmy na 3 zawodników. Lewa strona to Admir Adżem. Zawodnik ten przyszedł do GieKSy w sezonie 2003/2004 i miał być wzmocnieniem drużyny, która pod wodzą trenera Lorensa miała osiągnąć kolejny sukces w polskiej lidze i europejskich pucharach. Jak się skończyło wszyscy pamiętamy. Szybko skończyła się również kariera Adżema w klubie i z jedną bramką strzeloną Widzewowi zakończył on występy w GKS-ie. Na środku obrony Oliver Prażnovski, który w ciągu kilku meczy dał się poznać jako solidny stoper. Wierzymy, że jego możliwości są dużo większe i zawodnik będzie grał jeszcze lepiej. Póki co nie mamy za wiele historii redakcyjnych związanych z Oliverem poza tym, że patrząc na niego przypomina nam Michaela Scolfielda z serialu Prison Break. Na prawą obronę desygnujemy Farkasa, który grał u nas za trenera Góraka. Nie był to najbardziej udany transfer GieKSy w tamtym czasie, ale w niektórych spotkaniach Farkas prezentował się dobrze.

Do pomocy desygnowaliśmy 5 pomocników. Na prawym skrzydle Aidas Preiksaits zwany „Adidasem” bądź „Adamem Bałą II” z racji podobnego wyglądu do naszego byłego pomocnika. Preiksaits przyszedł do GieKSy w sezonie 97/98 i zagrał jedynie rundę wiosenną w klubie. Po odejściu z klubu Adama Bały zatrudniono Litwina, który miał wypełnić lukę na boku pomocy. Z tego, co pamiętam zagrał kilka dobrych meczy i nie pamiętam, czy powodem jego odejścia była słaba forma czy kwestie transferowe. Wyróżnił się już w debiucie, w którym tak dośrodkował piłkę, że Paweł Primel bramkarz Odry sam wrzucił ją sobie do bramki. Można to zobaczyć TUTAJ.

Środek pola przekazujemy Leimonasowi, Litwin ma lepsze i gorsze momenty w klubie, ale wydaje nam się, że przy wsparciu kolejnego opisywanego piłkarza nabierze on boiskowego luzu. Drugim pomocnikiem jest Sergio Leandro znany, jako „Batata” . Zawodnik ten długi czas swojej kariery spędził w Polsce a w sezonie 2000/2001 na wiosnę zagrał w GieKSie. Sezon ten był szczególny gdyż GieKSa po wyczerpującym sezonie awansowała do ekstraklasy. Drużynę objął trener Kaczmarek i sprowadził tego zawodnika na B1. Batata wyróżniał się stylem na boisku i poza nim. Nie był efektywny jeśli chodzi o bramki gdyż strzelił tylko jedną w Pucharze Ligi, ale miał duży wpływ na dobrą grę obronną GieKSy w tamtym okresie. Jeśli chcecie poznać tego zawodnika bliżej to ciekawą rozmowę przeprowadziło Weszło. Całość możecie przeczytać TUTAJ

Ofensywny pomocnik to Andras Strapak. Gdy przychodził do GieKSy w sezonie 99/00 wielu obserwatorów widziało w nim następcę Wojciechowskiego. Czas pokazał, że tylko w jednym mógł dorównać „Wojciechowi” . Strapak podobnie jak nasz pomocnik miał fantastycznie ułożoną nogę do strzału i wykonywania stałych fragmentów gry. Dwie bramki, które strzelił w II lidze byłyby dziś kandydatami do bramki roku. Można jedynie żałować, że nigdzie nie zachowały się jego gole z tamtego okresu. O ile talentu mu nie brakowało, o tyle zabrakło najważniejszego – chęci do pracy i walki na boisku. Duża część kibiców GieKSy wspomina Strapaka jako gracza który był dobry, ale mało waleczny.

Lewa strona pomocy to Gija Guruli czyli legenda GieKSy. Człowiek, który swoją grą wyprzedzał epokę. Zawodnik, który swoimi zwodami i grą zachwycał kibiców nie tylko na B1, ale i w całym kraju. Możemy jedynie żałować, że tak mało jego zagrań zachowało się na filmikach na Youtubie, bo byłoby co oglądać. W dzisiejszych czasach Guruli osiągnąłby zapewne dużo więcej.

W ataku do strzelania bramek wybraliśmy Mousę Yahayę, który po powrocie GieKSy do Ekstraklasy pod wodzą trenera Kaczmarka zaliczał świetny sezon w GieKSie. Do dziś wszyscy kibice mają ciarki na plecach, gdy przychodzi wspomnienie jego pierwszego gola na B1. 90 minuta meczu z Legią Warszawa, wynik 0:0. Bojarski wywalczył karnego a do piłki podszedł właśnie Yahaya. Pewnym strzałem pokonał bramkarza i Bukowa eksplodowała z radości! Sezon zakończył z 6 golami i świetną współpracą z Tomaszem Moskałą. Kapitalny mecz w Warszawie z Legią i wygrana 2:0 zapewniła temu zawodnikowi transfer do warszawskiej drużyny. Yahaya wrócił do klubu na wiosnę 2003 roku i w re-debiucie strzelił kapitalną bramkę przewrotką po rzucie rożnym z Wisłą Płock. Niestety drugi jego epizod nie był już tak udany jak pierwszy i zawodnik ten nigdy nie odzyskał formy. Odszedł z klubu po fatalnych występach gdzie w jednym meczu pędził w akcji sam na sam od połowy boiska i potknął się o swoje nogi. Piotr Dziurowicz miał go dość. Postać to była bardzo barwna i dziś zapewne byłoby co pisać o jego zachowaniu zarówno na boisku jak i poza nim 🙂

Drugi napastnik to całkowite przeciwieństwo Yahayi. Skupiony na grze i treningu Grażvydas Mikulenas stał się zawodnikiem, którego bardzo cenią kibice GieKSy. Do klubu przyszedł w sezonie 2000/01 i miał być receptą na słaby w tym okresie atak drużyny z Bukowej. Mikulenas rozpoczął dobrze, strzelił bramkę w meczu z Radzionkowem a potem dwie z Widzewem. Wydawało się, że forma idzie w górę. Niestety były to pierwsze i ostatnie bramki tego zawodnika w tym okresie. Słaba forma sprawiła, że bez żalu rozstano się z tym zawodnikiem. Drugi okres to lata w I lidze, z której GieKSa nie potrafi awansować już od 8 lat. Zawodnik ten ponownie zagrał w naszych barwach i ten okres był już dużo lepszy. Ukoronowaniem jego dobrej gry była jedna z ważniejszych bramek jaką strzelił w Jastrzębiu, gdzie GieKSa wygrała 1:0 i uniknęła tym samym gry w barażach o utrzymanie w I lidze. Świetny okres pod okiem Nawałki sprawił, że Mikulenas zostanie zapamiętany na dłuższy czas. Prywatnie Mikulenasa zapamiętam z tego, że w pierwszym okresie, w którym grał w GieKSie mieszkał na moim osiedlu i był bardzo kulturalny jeśli chodzi o kontakty z kibicami.

Mamy zawodników wiec musimy jeszcze wybrać trenera. Zostanie nim Adolf Blutch, którego pewnie niewiele osób kojarzy. Ten austriacki trener prowadził nasz zespół w sezonie 92/93 i zdobył ostatni jak do tej pory Puchar Polski wygrywając z sąsiadami zza miedzy po rzutach karnych wielkim finale na Stadionie Śląskim.

Rezerwa- Kurtovic, Nankow, Da Silva, Beliancin, Okoro, Onekaychi, Rakels. 

Co do rezerwowych to Kurtovica w ogóle nie kojarzę, pamiętam, że miał być talentem na miarę Malidiniego a nic z niego nie wyszło. Grał za trenera Lorensa. Nankow to zawodnik, o którym wszyscy mówili, że grał na MŚ. Po grze w GieKSie tylko z tego był zapamiętany. Również grał za trenera Lorensa. Da Silva to ciekawy zawodnik, który strzelił piękną bramkę z Lechem Poznań. Zawodnik ten rozegrał kilka spotkań w GieKSie i złamał nogę. Jego kariera szybko się zakończyła w klubie a ja mam wrażenie, że jednak trochę za szybko. Można było więcej wycisnąć z tego zawodnika. Okoro i Onekaychi to tylko pamiętam, że byli, szczerze powiedziawszy to jedyne co z nimi związanego pamiętam to fakt, iż Okoro na dzień dobry przywitał się z Bukową zagraniem, w którym przerzucił piłkę nad przeciwnikiem. Bukowa oszalała, ale tylko na ten jeden moment. Resztę jego kariery można przemilczeć. W dawnych latach był jeszcze Copolla, ale o nim z racji wieku nie mogę nic napisać. Beliancina wszyscy pamiętają. Był jeszcze jeden zawodnik, który miał średnią jeden mecz/jeden gol, czyli Ferdynand Chi-fon. Resztę sezonu leczył kontuzję. Nie zapominamy również o jednym z bardziej charakterystycznych zawodników, czyli Denisie Rakelsie, który dla GieKSy w 47 meczach zdobył 16 bramek.

Mam nadzieję, że nieco odświeżyłem wam pamięć o zawodnikach, którzy grali w naszym klubie. Jeśli kogoś pominęliśmy to dopiszcie w komentarzach, kogo i jak go wspominacie. Fajnie będzie poczytać wasze wspomnienia związane z tymi graczami.

5 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

5 komentarzy

  1. Avatar photo

    kamel

    1 stycznia 2016 at 23:20

    momencik po Guruli spielou u nos kolyjny gruzin – Revischvili,technicznie chyba nojlepszy ze coukyj tyj listy

  2. Avatar photo

    Panprezes

    2 stycznia 2016 at 22:26

    jeszcze byl diszkiriani gruzin nie wiem czy dobrze napisalem nazwisko

  3. Avatar photo

    mariness

    3 stycznia 2016 at 22:18

    jo by jeszcze wspomnioł o śp. Robercie Mitwerandu, co prawda był to polok ale pierwszy ciemnoskóry zawodnik w naszej GieKSie.

  4. Avatar photo

    ZabaBogucice

    4 stycznia 2016 at 08:09

    Prezes i Kamel juz dopisali widze.Marines,Robert to byl nie tylko Polok ale Hanys z krwi i kosci.Jak wspomina Marek Koniarek,loto po placu synek ciemnoskory i sie dre,podej tyn bal,dowej ta bala… 😉

  5. Avatar photo

    bolek

    4 stycznia 2016 at 22:59

    Przede wszystkim brak Revishviliego. Grali jescze Gija Dziszkarjani czy Philip Umukoro.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Nie popadać w euforię ani lament

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu GKS Katowice – Wisła Płock wypowiedzieli się trenerzy obu zespołów Rafał Górak i Adam Majewski. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis całej konferencji prasowej w wersji audio.

Adam Majewski (trener Wisły Płock):
Muszę pogratulować zespołowi GKS wygranej. Patrząc z mojej perspektywy wydaje mi się, że zdecydowanie za wysokie zwycięstwo i nasza zbyt wysoka porażka. Początek meczu, do straconego gola, zresztą pięknego, prowadziliśmy grę, mieliśmy przewagę, stworzyliśmy sobie sytuacje i szkoda, że w tym momencie nie udało się zdobyć gola, bo być może to spotkanie wyglądałoby inaczej. Rozmiar jest więc szokujący. Patrząc statystycznie, choć statystyki nie grają, ale podobnie jak w meczu z Wisłą Kraków oddaliśmy dwadzieścia kilka strzałów, mieliśmy 11 czy 12 rzutów rożnych, posiadanie piłki 60 do 40 procent lub nawet więcej. Ale w najważniejszej statystyce GKS nas wypunktował, bo był bardzo skuteczny. Nam tego zabrakło, zabrakło jakości w polu karnym, bo swoje sytuacje mieliśmy. Dwa najważniejsze momenty, to możliwość prowadzenia 1:0, a potem gdy przegrywaliśmy 0:2 w drugiej połowie przejęliśmy inicjatywę, mieliśmy sytuację sam na sam. Być może gdybyśmy strzelili gola kontaktowego, obraz gry by się zmienił i walczylibyśmy o jeden punkt. Duże rozmiary porażki, ale nie zwieszamy głów, mamy następny mecz w piątek z Koroną Kielce. Patrząc na sposób gry, zaangażowanie i podejście to mimo takiej porażki idziemy w dobrą stronę. Ale musimy wykorzystywać sytuacje, bo inaczej się nie da. Na końcu indywidualne błędy w obronie, szczególnie przy czwartej bramce, powodują, że skończyło się to taki rezultatem, a nie innym.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Gdy wygrywa się 5:0 to można dużo mówić i to górnolotnie, ale ja wolałbym odpowiadać na pytania. Jestem strasznie zadowolony ze zwycięstwa. To jest taka proza życia, nie ma co nic dorabiać, graliśmy dobre spotkanie, byliśmy skuteczni. Było jeszcze trochę tych sytuacji, rywal nie był banalny, żeby powiedzieć, że skoro 5:0, to co to tam dzisiaj było. Nie, to nie były łatwe zawody, bardzo się cieszę. Pytajcie, jestem do dyspozycji.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga