Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: GieKSa rozpycha się na salonach!
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Wczoraj piłkarki rozegrały mecz w ramach 1/32 finału Pucharu Polski pokonując na wyjeździe Polonię Środa Wielkopolska 6-1.W następnym meczu (ligowym) zespół zmierzy się zw Śląskiem Wrocław, na wyjeździe. Początek spotkania zaplanowano na piątek 30 października o godzinie 13:00. Wiktoria Marzec, bramkarka GieKSy została powołana na zgrupowanie reprezentacji Polski U-17. W minionym tygodniu piłkarze rozegrali jedno spotkanie ligowe w którym przegrali na wyjeździe z Koroną 0-1. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W bieżącym tygodniu drużyna rozegra dwa spotkania: na wyjeździe w ramach Pucharu Polski z Górnikiem Łęczna oraz domowy mecz ligowy z Widzewem. Mecze zostaną rozegrane odpowiednio we wtorek (27.10) od godziny 12:30 oraz sobotę 31 października od godz. 20:15. W media nie milkną echa przenosin Dawida Szwagry do Rakowa Częstochowa..
Siatkarze wygrali drugie spotkanie w Tauron Lidze, tym razem z ekipą Ślepsk Malow Suwałki 3-2. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra dwa wyjazdowe mecze ligowe. We wtorek (27.10) zmierzy się z Skrą Bełchatów (o godzinie 17:30) oraz w sobotę (31.10) z Bogdanką LUK Lublin (o godzinie 20:30).
W ubiegłym tygodniu hokeiści rozegrali trzy mecze ligowe. Zespół pokonał kolejno: Podhale 11-0, Zagłębie 3-0 (oba mecze odbyły się na wyjeździe) oraz z Unią 6-2 (w Satelicie). W tym tygodniu drużyna rozegra również trzy domowe mecze: z STS Sanok, JKH GKS-em Jastrzębie i Energą Toruń. Spotkania zostały zaplanowane na: wtorek (27.10), czwartek (29.10) i sobotę (31.10). dwa pierwsze rozpoczną się o godzinie 18:30, sobotni o 16:00.
PIŁKA NOŻNA
tylkokobiecyfutbol.pl – GKS Katowice z przytupem zaczyna obronę Pucharu Polski! Polonia Środa Wielkopolska rozbita po szalonym meczu
W meczu 1/32 finału Pucharu Polski Kobiet Polonia Środa Wielkopolska podejmowała obrończynie tytułu, GKS Katowice. Choć gospodynie sprawiły niespodziankę i objęły prowadzenie w 27. minucie po bramce Julii Janczy, faworytki szybko odwróciły losy spotkania.
Remis dla GKS-u dała z rzutu karnego Martina Šurnovská w 31. minucie, a jeszcze przed przerwą (38. minuta) prowadzenie przyjezdnym zapewniła Klaudia Maciążka [tylkokobiecyfutbol.pl]. W drugiej połowie mistrzowie Polski zdominowały rywalki, powiększając przewagę po golach Maciążki (54′), Victorii Kaláberovej (59′), Molly McLaughlin (73′) i Dżesika Jaszek (85′). Ostatecznie GKS Katowice wygrał 6:1 i pewnie awansował do kolejnej rundy rozgrywek.
kobiety.gkskatowice.eu – Wiktoria Marzec powołana do reprezentacji Polski U17
Kolejne wyróżnienie dla młodej bramkarki GKS-u Katowice.
Zawodniczka GKS-u Katowice Wiktoria Marzec została powołana na zgrupowanie reprezentacji Polski kobiet U-17, które rozpocznie się 29 października w Pruszkowie. Młodzieżowa kadra Polski weźmie udział w I rundzie kwalifikacji do Mistrzostw Europy U-17, w ramach której rozegra trzy mecze: z Bułgarią (2 listopada), Słowacją (5 listopada) oraz Chorwacją (8 listopada).
Zgrupowanie zakończy się 9 listopada.
weszlo.com – Górak: Dawid był tylko częścią GKS-u, a nie jego naczelną postacią
Odejście Dawida Szwargi do Rakowa Częstochowa mogło okazać się dużym problemem dla GKS-u Katowice. Rafał Górak niemalże z dnia na dzień stracił swojego asystenta. Opiekun GieKSy przekonuje jednak, że to wydarzenie nie zachwieje ciągłością pracy w klubie.
Dawid Szwarga po raz pierwszy asystentem Rafała Góraka w Katowicach był w latach 2019-2021. Teraz ich współpraca trwała zaledwie kilka miesięcy.
– Spotkałem się bardzo szybko z radą zespołu i zapytałem czy odejście Dawida Szwargi to będzie wielka wyrwa. Powiedzieli, że są całkowicie spokojni o proces szkoleniowy i o to, w jaki sposób sztab będzie pracował, nie mając żadnych oczekiwań, że ktoś musi Dawida zastąpić – powiedział Górak na antenie Canal+ Sport.
– To był dla nas cenny czas, ale Dawid był tylko częścią GKS-u Katowice, a nie jego naczelną postacią. Miał mi pomóc w tym względzie, w którym mi pomógł, mamy z tego kapitalne wnioski. Dziś pracując już bez Dawida – wydaje mi się – doskonale dajemy sobie radę – dodał Górak.
SIATKÓWKA
siatka.org – GieKSa rozpycha się na salonach! Beniaminek znów punktuje
GKS Katowice pokazuje jak z klasą i z pazurem wrócić na siatkarskie salony. W pierwszym swoim meczu wyjazdowym tego sezonu gracze GieKSy pokonali Ślepsk Malow Suwałki 3:2. MVP spotkania został Michał Superlak, który na całym dystansie pojedynkował się z Bartoszem Filipiakiem.
polsatsport.pl – Beniaminek na fali! Drugie zwycięstwo siatkarzy GKS
Siatkarze Ślepska Malow Suwałki przegrali z GKS Katowice 2:3 w spotkaniu drugiej kolejki Tauron Ligi. GKS, po sensacyjnym zwycięstwie nad Aluronem, zanotował drugą wygraną po awansie. Dla ekipy z Suwałk to druga przegrana po tie-breaku we własnej hali.
Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze (7:4), ale siatkarze GKS szybko wyrównali (8:8 – po asie Aleksy Bataka). W środkowej części seta, gdy znów w polu serwisowym pojawił się Batak, drużyna z Katowic wygrała serię akcji od stanu 14:15 do 14:20. Ślepsk gonił wynik i złapał kontakt z rywalami, gdy trzy akcje z rzędu skończył Bartosz Filipiak (22:23). GKS obronił jednak przewagę – skutecznie zaatakował Wojciech Ferens, a po chwili Ignacio Luengas pechowo posłał piłkę po taśmie w aut (22:25).
Druga odsłona od początku do końca toczyła się przy przewadze drużyny z Suwałk. Gospodarze na początku odskoczyli na kilka oczek (9:6), a w środkowej części seta powiększyli przewagę. Byli skuteczniejsi od ekipy GKS w ataku, lepiej prezentowali się w polu serwisowym i popełnili mniej błędów. Dołożyli też cztery punkty blokiem, a jeden z nich zamknął tę jednostronną partię (25:16).
Zdecydowanie bardziej wyrównany był trzeci set. Lepiej zaczęli siatkarze Ślepska (5:2), goście odrobili straty (9:9) i w środkowej części tej partii to oni mieli minimalną przewagę (12:14, 17:19). Suwalczanie wyrównali (21:21), kluczowe akcje padły jednak łupem GKS. Skutecznie zaatakowali Bartłomiej Krulicki i Michał Superlak (22:24), a przestrzelona zagrywka gospodarzy dała przyjezdnym ostatni punkt (23:25).
Kolejna odsłona również przyniosła wyrównaną rywalizację obu zespołów (8:8, 14:14). Po asie serwisowym Bartosza Filipiaka gospodarze odskoczyli na trzy oczka (19:16). Siatkarze GKS błyskawicznie wyrównali (19:19), ale dwa ataki posłali w aut i było 22:19. Suwalczanie nie oddali już przewagi, a po serwisie gości w siatkę (25:22), obie drużyny mogły przygotowywać się do tie-breaka.
W decydującej partii wynik początkowo krążył wokół remisu (7:7), a później cztery akcje z rzędu wygrał GKS (8:11), powiększając jeszcze tę przewagę (9:13). Ślepsk zerwał się jeszcze do walki (11:13), ale Matthew Knigge wywalczył piłkę meczową, a chwilę później autowy atak gospodarzy rozstrzygnął to spotkanie (11:15).
Najwięcej punktów: Bartosz Filipiak (30), Asparuh Asparuchov (23), Paweł Pietraszko (10) – Ślepsk; Michał Superlak (23), Jakub Szymański (17), Matthew Knigge (13) – GKS. W spotkaniu nie mogli zagrać z powodu urazów Moritz Reichert u gospodarzy, a w ekipie GKS – Wojciech Włodarczyk. MVP: Michał Superlak (23/48 = 48% skuteczności w ataku).
Ślepsk Malow Suwałki – GKS Katowice 2:3 (22:25, 25:16, 23:25, 25:22, 11:15)
[…] GKS: Aleksa Batak, Jakub Szymański, Matthew Knigge, Michał Superlak, Wojciech Ferens, Bartłomiej Krulicki – Szymon Gregorowicz (libero) oraz Damian Domagała, Grzegorz Pająk, Gonzalo Quiroga. Trener: Emil Sieworek.
HOKEJ
hokej.net – Dwucyfrówka dla GieKSy! Katowiczanie rozgromili „Szarotki”
Za nami spotkanie 12. kolejki TAURON Hokej Ligi! Hokeiści GKS-u Katowice w Nowym Targu zdobyli aż jedenaście bramek, triumfując z Podhalem 11:0 i nie dając im najmniejszej szansy na zdobycie jakiegokolwiek trafienia.
Katowiczanie otworzyli wynik spotkania już w 1. minucie – zaledwie 14 sekund po karze dla Podhala Nowy Targ, Miro Ruokonen posłał gumę prosto do bramki przeciwnika. Nie zwalniając tempa dwie minuty później Stephen Anderson zapisał na koncie GKS-u drugą bramkę.
„Szarotki” próbowały swoich sił na sformowanie skutecznej kontry, między innymi Kacper Malasiński i Adrian Słowakiewicz szukali miejsca na kontrę, jednak Michał Kieler pozostawał czujny między słupkami.
W 7. minucie Patryk Krężołek przejął gumę i skutecznym strzałem podwyższył wynik na 3:0. W dalszej części wynik nie uległ zmianie, ale oba zespoły miały swoje momenty.
Druga tercja ponownie należała do GieKSy. Katowiczanie rozpoczęli strzelanie od 27. minuty, a dokładniej po świetnie rozegranej akcji Grzegorza Pasiuta i Bartosza Fraszki, kiedy to następnie krążek trafił do Mateusza Michalskiego, który skutecznie wykończył akcję. Zaledwie pięć minut później, sam Fraszko wpisał się na listę strzelców, wykorzystując podanie od Patryka Wronki.
GKS nie zwalniał tempa i na bieżąco szukał miejsca na kolejne bramki. W34. minucie Michalski ponownie znalazł sposób na pokonanie golkipera gospodarzy, a pomogli mu w tym również Fraszko i Pasiut.
Ostatnia odsłona meczu zapieczętowała zwycięstwo Katowiczan i przyniosła im możliwość zdobycia dwucyfrowego wyniku. W 46. minucie Ethan Cap efektownym uderzeniem zdobył siódmego gola, a zaraz za nim Błażej Chodor podwyższył prowadzenie na 8:0. GieKSa nie zamierzała się zatrzymać i w 49. minucie Miro Ruokonen dołożył kolejne trafienie na konto swojej drużyny.
Przy dziesiątej bramce tego wieczoru zapisał się w 52. minucie Kacper Maciaś, a chwilę później Krężołek dobił uderzenie Chodora, ustalając wynik na 11:0. W końcówce meczu Nowotarżanie próbowali zagrozić bramce rywali, jednak skuteczna defensywa i bramkarz gości skutecznie odpierali każde natarcie.
Wicemistrz Polski zdobył Sosnowiec. Golkiper GieKSy ścianą nie do przejścia
W jednym z najciekawszych pojedynków 13. kolejki TAURON Hokej Ligi ambitnie grające ECZD Zagłębie Sosnowiec nie sprostało drużynie GKS-u Katowice i uległo 0:3. Jednym z ojców zwycięstwa wicemistrzów Polski był fenomenalnie dysponowany w piątkowy wieczór kanadyjski bramkarz gości Connor LaCouvee, który zachował czyste konto.
Warto zaznaczyć, że w składzie gospodarzy na ten pojedynek zabrakło trzech zawodników: Michała Kotlorza, Joniego Piipponena oraz Erkki Seppali. Do czasu rozpoczęcia meczu klub nie wydał oficjalnego komunikatu dotyczącego absencji wspomnianej trójki zawodników.
Niezależnie od tego, kto jest gospodarzem ligowych pojedynków pomiędzy ECZD Zagłębiem Sosnowiec GKS-em Katowice jednego możemy być pewni – emocji, zwrotów akcji i przede wszystkim goli. Tak też było w pierwszej tercji tego prestiżowego spotkania na tafli Stadionu Zimowego w Sosnowcu.
Pierwsze minuty to wzajemne badanie aktualnych możliwości obu drużyn. Po stronie Zagłębia dużą ochotę do gry wykazywali Ołeksandr Peresunko i ex-Katowiczanin Jean Dupuy. Z groźnymi strzałami tej dwójki poradził sobie kanadyjski bramkarz GieKSy, Connor LaCouvee. Stan wynikowej równowagi utrzymywał się do 11. minuty. Wtedy to goście wykorzystali gręw przewadze, kiedy na ławce kar usiadł Eero Savilahti. Ekipie trenera Jacka Płachty na 33 sekundy przed zakończeniem kary Sosnowiczanina udało się skapitalizować tę przewagę. Uczynił to Amerykanin Brock Bremer.
Na nieco ponad cztery minuty przed końcem tercji analogicznej sytuacji w postaci przewagi nie wykorzystali gospodarze, chociaż bliscy powodzenia byli Jean Dupuy i Ville Heikkinen.
W przerwie między pierwsząa drugą tercją w szatni Zagłębia zapewne padło kilka mocniejszych słów. Gospodarze niemal od razu ruszyli na rywala, chcąc jak najszybciej doprowadzić do remisu. Sprawy w swoje ręce wzięli zwłaszcza Olaf Zachariasz, Aron Chmielewski oraz Ołeksandr Peresunko. Formacje wspomnianej trójki raz po raz niepokoiły defensywę GKS-u. Connor La Couvee nie dał się jednak zaskoczyć.
A to, co nie udało się gospodarzom, powiodło się ekipie trenera Jacka Płachty. Stało się tak za sprawą Mateusza Michalskiego, który wykorzystał kontrę zapoczątkowaną przez Jakuba Hoffmana i Ethana Capa. Mimo kolejnych prób z obu stron, wynik w tej odsłonie nie uległ już zmianie.
W trzeciej tercji będący na dwubramkowym deficycie gospodarze postawili wszystko na jedną kartę. Ekipa Matiasa Lehtonena nie można było odmówić woli walki w dążeniu do zmiany wyniku. W decydujących momentach, kiedy wydawało się, że Sosnowiczanie są bliscy szczęścia, ścianą nie do przejścia okazywał się golkiper gości. Na nieco ponad dwie i pół minuty przed zakończeniem meczu Matias Lehtonen zdecydował się zagrać bez bramkarza. Fakt ten skrzętnie wykorzystali wicemistrzowie Polski. Stempel na ich zwycięstwie postawił strzałem do pustej bramki Jacob Lundegård.
GieKSa boleśnie wypunktowała Unię! Biało-niebiescy zapłacili za błędy
GKS Katowice pewnie pokonał na własnym lodzie Unię Oświęcim 6:2 w meczu 14. kolejki TAURON Hokej Lig. Podopieczni Jacka Płachty wykazali się regularnością, bo w każdej tercji zdobyli po dwie bramki.
Wicemistrzowie Polski okazali się dziś lepsi w każdym elemencie hokejowego rzemiosła. Sprawniej i szybciej poruszali się po lodzie, łatwo dochodzili do sytuacji strzeleckich i zaimponowali też dobrą skutecznością. Potrafili ostudzić zapał rywali i bezlitośnie wykorzystywać ich błędy.
Biało-niebiescy dopiero w trzeciej odsłonie znaleźli drogę do katowickiej bramki, ale na odwrócenie losów spotkania było już za późno.
Początek meczu nie zapowiadał aż tak wyraźnej przewagi katowiczan. Już w pierwszej minucie Severi Immonen wjechał lewym skrzydłem i sprawdził czujność Connora LaCouvée, a dobitka Kallego Valtoli minęła bramkę. Unia miała swoje okazje, ale szybko przekonała się, że niewykorzystane szanse mogą się zemścić.
W piątej minucie gospodarze objęli prowadzenie po fatalnym błędzie przy wyprowadzaniu krążka. Sameli Ventelä niedokładnie zagrał do Aleksiego Mäkeli, gumę przejął Patryk Wronka i idealnie obsłużył Miro Ruokonena. Sześć minut później było już 2:0. Pontus Englund uderzył z niebieskiej ikrążek zatrzepotał w siatce. GieKSa grała kombinacyjnie, a goście mieli spore problemy z opuszczeniem własnej tercji.
Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Katowiczanie skutecznie przerywali akcje Unii, a sami potrafili stworzyć duże zagrożenie pod bramką Igora Tyczyńskiego. W 27. minucie Brock Bremer dopadł do krążka w pobliżu bramki i na raty podwyższył prowadzenie. Trafienie sprawdzano jeszcze na wideo, z uwagi na możliwe przeszkadzanie bramkarzowi, ale sędziowie nie mieli wątpliwości i wskazali na środek tafli.
Unia próbowała odpowiedzieć, jednak brakowało jej konkretów. Nawet gra w przewadze nie przynosiła oczekiwanych efektów. Biało-niebiescy długo wymieniali podania, ale brakowało groźnych strzałów.
GieKSa natomiast konsekwentnie realizowała swój plan i nie pozwalała rywalom złapać właściwego rytmu. W 36. minucie Mateusz Michalski precyzyjnym uderzeniem z nadgarstka zdobył czwartą bramkę i gospodarze mogli schodzić na drugą przerwę z dużym spokojem.
W trzeciej tercji Unia zdołała przynajmniej częściowo poprawić swój obraz. Już w 42. minucie Otto Nieminen zjechał z prawego skrzydła do środka i pokonał Connora LaCouvée.
Nadzieję na bardziej emocjonującą końcówkę szybko rozwiał Emil Forslund, który siedem minut później wykorzystał stratę Romana Diukowa i w sytuacji sam na sam pokonał Tyczyńskiego, posyłając krążek w „piątą dziurę”.
Ekipie z grodu nad Sołą udało się jeszcze przypudrować wynik. Zrobił to Jan Sołtys, który podholował krążek, zawinął z nadgarstka i przestrzelił golkipera gospodarzy.
Ale ostatnie słowo w tym pojedynku należało do Patryka Krężołka. Najlepszy strzelec tego sezonu, wykorzystał dogranie Joony Monto i uderzeniem bez przyjęcia z prawego bulika zaskoczył Igora Tyczyńskiego. Dodajmy, że podopieczni Jacka Płachty grali wówczas w przewadze.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Najnowsze komentarze