Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Adrian Błąd zszokował swoim wyznaniem
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
W sobotę drużyna żeńska rozegrała czwarty mecz w ramach Orlen Ekstraliga kobiet w którym pokonała na Bukowej Ślęzę Wrocław 2-1 (1-1). Kolejne spotkanie drużyna żeńska rozegra na wyjeździe z Legionistkami w weekend 26-27 września. Spotkanie zaplanowane na 29 sierpnia z Grotem SMS Łódź zostało odwołane ze względu na uczestnictwo zawodniczek z Łodzi w zgrupowanie kadry Polski U-20. W minionym tygodniu piłkarze rozegrali jedno spotkanie ligowe w którym pokonali Wisłę Płock 5-0. Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W bieżącym tygodniu drużyna rozegra jeden wyjazdowy mecz ligowy z Górnikiem. Spotkanie zostanie rozegrane w niedzielę 30 sierpnia od godz. 17:30. W rozmowie z reporterami Canal+ Adrian Błąd wyjaśnił swoją nieobecność na boisku w pierwszych meczach sezonu.
Siatkarze rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Sekcja siatkarska otrzymała licencję na grę w Tauron Lidze w nadchodzącym sezonie.
W rozegranych w ubiegłym tygodniu meczach sparingowych hokeiści przegrali dwukrotnie z HK Poprad 4-6 i 4-5 (po dogrywce). Kolejne mecze sparingowe drużyna rozegra w piątek i sobotę (28 i 29 sierpnia). Przeciwnikami będą ekipy Lausitzer Füchse i Rostock Piranhas. Z drużyną podpisali kontrakty juniorzy Krzysztof Centkowski i Adam Hornik.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Katowiczanki zgarniają trzy punkty
Po remisie w poprzedniej kolejce piłkarki GKS-u Katowice wróciły na zwycięską ścieżkę. W meczu 4. kolejki ORLEN Ekstraligi mistrzynie Polski pokonały na własnym stadionie Ślęzę Wrocław 2:1.
Mecz rozpoczął się od mocnego wejścia piłkarek Ślęzy Wrocław, które od pierwszych minut pokazywały, że przyjechały na Bukową z zamiarem walki o pełną pulę.
Wynik spotkania został otwarty w 18. minucie. Po rzucie rożnym najlepiej w polu karnym odnalazła się Oliwia Szewczyk, która wykorzystała precyzyjne dośrodkowanie i skierowała piłkę do siatki, wyprowadzając Ślęzę na prowadzenie.
GKS Katowice odpowiedział siedem minut później. Bramkarka Ślęzy popełniła błąd przy rozegraniu piłki, co znakomicie wykorzystała Molly McLaughlin. Zawodniczka gospodyń przejęła piłkę i strzałem sprzed pola karnego doprowadziła do wyrównania, notując przy tym swoją pierwszą bramkę w barwach GieKSy.
W dalszej części pierwszej połowy oba zespoły starały się przejąć inicjatywę. Piłkarki GKS-u częściej gościły pod bramką rywalek i stworzyły sobie kilka groźnych sytuacji, jednak brakowało im skuteczności pod bramką. Ślęza również nie ograniczała się do defensywy i potrafiła odpowiedzieć własnymi akcjami.
Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1. Beniaminek z Wrocławia zaprezentował się bardzo dobrze, pokazując, że potrafi rywalizować jak równy z równym z aktualnymi mistrzyniami Polski.
Druga połowa rozpoczęła się idealnie dla gospodyń. Piłkarki GKS-u szybko przejęły kontrolę nad spotkaniem, a już w 48. minucie na listę strzelczyń wpisała się Patricia Hmirová. Po sporym zamieszaniu w polu karnym zawodniczka GieKSy najlepiej odnalazła się w całej sytuacji i zdobyła drugą bramkę dla swojego zespołu.
Po zdobyciu drugiej bramki przez GKS Katowice mecz nieco się uspokoił. Gospodynie kontrolowały przebieg gry i nie pozwalały Ślęzie na stworzenie wielu groźnych sytuacji. Piłkarki z Wrocławia próbowały jeszcze powalczyć o wyrównanie, jednak wynik nie uległ już zmianie. Ostatecznie mistrzynie Polski wygrały 2:1 i dopisały do swojego dorobku kolejne trzy punkty.
Mecz GKS-u Katowice z SMS Grot odwołany
Mecz Ekstraligi między GKS Katowice a SMS Grotem, który pierwotnie miał być rozegrany w sobotę, nie odbędzie się
Jak poinformował klub wicemistrzyń Polski na swojej stronie internetowej, spotkanie pomiędzy GieKSą, a Grotem SMS nie odbędzie się w sobotę, jak pierwotnie planowano. Wszystko to związane było z brakiem trzech podstawowych Łodzianek, które zostały powołane na zgrupowanie konsultacyjne przed mistrzostwami Świata U20.
Klub jednocześnie informuje, że o nowym terminie spotkania wkrótce poinformuje.
weszlo.com – Adrian Błąd zszokował swoim wyznaniem. Wiadomo, czemu nie gra
Adrian Błąd nie rozpoczął sezonu 2026/27 z GKS-em Katowice z powodu problemów zdrowotnych. Mało kto wiedział jednak, o co właściwie chodzi. 35-letni pomocnik właśnie ujawnił, że przeszedł zawał serca. O swoim stanie zdrowia opowiedział na antenie CANAL+ Sport.
Błąd po raz ostatni pojawił się na boisku 23 maja, gdy GKS Katowice mierzył się z Pogonią Szczecin w ostatnim spotkaniu poprzedniego sezonu PKO BP Ekstraklasy. Mecz pamiętny, bo przecież to spotkanie zdecydowało o kwalifikacji Katowiczan do pucharów. Na to miejsce dybała już Legia. Był to również ostatni mecz Błąda.
Później zabrakło go zarówno w treningach, jak i sparingach w okresie przygotowawczym. Co naturalne – potem również w meczach o stawkę.
Pod koniec lipca katowicki klub poinformował lakonicznie, że zawodnik przechodzi serię badań oraz rehabilitację kardiologiczną. Nie ujawniono wówczas jednak, z jak poważnym problemem zmaga się piłkarz.
– Dziś mogę powiedzieć to już troszkę żartobliwie, że moi koledzy w ostatnim meczu ubiegłego sezonu zrobili mi trochę psikusa. Moje serce nie wytrzymało tych emocji. Po pewnym czasie stwierdzono u mnie zawał serca – powiedział zawodnik GKS-u Katowice.
35-latek podkreślił, że ma już za sobą wiele badań i rehabilitację. Liczy również na to, że wkrótce otrzyma zgodę na powrót do treningów.
– Dzisiaj patrzę na to z pełnym uśmiechem. Za mną dużo badań. Myślę, że wkrótce dostanę zielone światło na zielony trawnik. Dużo się działo. Mam wsparcie od rodziny i szatni – przekazał.
Błąd pozostaje blisko zespołu mimo problemów zdrowotnych. Był obecny między innymi podczas treningów, meczów oraz wyjazdowego spotkania GKS-u z Hapoelem Tel Awiw.
Doświadczony pomocnik jest zawodnikiem Gieksy od 2017 roku. Wcześniej występował w Zagłębiu Lubin, Arce Gdynia oraz Zawiszy Bydgoszcz.
W poprzednim sezonie Błąd rozegrał 21 spotkań w PKO BP Ekstraklasie. Łącznie ma ich na koncie 132. Na razie nie wiadomo, kiedy 35-latek będzie mógł podkręcić ten licznik. Sam zawodnik pozostaje jednak dobrej myśli i podkreśla, jak ważne w całej sytuacji było wsparcie najbliższych oraz kolegów z szatni.
SIATKÓWKA
wkatowicach.eu – Siatkarze GKS-u Katowice rozpoczynają przygotowania do sezonu 2026/2027 TAURON Ligi
[…] Siatkarze GKS-u Katowice rozpoczynają przygotowania do sezonu 2026/2027 TAURON Ligi. Zawodnicy przeszli już badania medyczne i serię testów na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Wkrótce pierwszy trening na hali.
GKS Katowice zakończył sezon 2025/2026 awansem do TAURON Ligi. Po zasłużonym odpoczynku siatkarze wracają do treningów. Zawodnicy GKS-u przeszli już badania medyczne oraz testy sprawnościowe na Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach.
Pierwszy trening na hali odbędzie się 24 sierpnia (poniedziałek). Pierwszy mecz sparingowy GKS rozegra z Al Ain Club – zespołem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Spotkania kontrolne dadzą możliwość sprawdzenia różnych wariantów gry, zgrywania nowych zawodników oraz oceny efektów dotychczasowej pracy. W kolejnych sparingach GieKSa będzie także mierzyć się w spotkaniach domowych i wyjazdowych m.in. ze Steam Hemarpol Politechniką Częstochowa, PGE GiEK SKRĄ Bełchatów oraz Barkomem Jastrzębie.
Katowiczanie nowy sezon TAURON Ligi rozpoczną 16 października domowym spotkaniem z Aluron CMC Wartą Zawiercie, aktualnym mistrzem Polski.
Skład siatkarskiego GKS-u Katowice w sezonie 2026/2027:
Rozgrywający: Grzegorz Pająk, Aleksa Batak.
Atakujący: Michał Superlak, Damian Domagała.
Środkowi: Matthew Knigge, Bartłomiej Krulicki, Damian Hudzik, Bartosz Schmidt.
Przyjmujący: Jakub Szymański, Wojciech Ferens, Gonzalo Quiroga, Wojciech Włodarczyk.
Libero: Szymon Gregorowicz, Patryk Waloch.
Sztab szkoleniowy GKS-u Katowice:
Trener: Emil Siewiorek.
Asystent trenera: Maciej Barczyński.
Asystent trenera/Statystyk: Jakub Nalepka.
Trener przygotowania motorycznego: Piotr Karlik.
Fizjoterapeuci: Agnieszka Czura i Tomasz Szpunar.
Masażystka: Karolina Krasoń.
Kierownik drużyny: Jacek Cholewa.
HOKEJ
hokej.net – GKS Katowice stawia na młodzież. Dwóch 18-latków podpisało profesjonalne kontrakty
GKS Katowice zdecydował się zabezpieczyć przyszłość dwóch młodych zawodników. Krzysztof Centkowski i Adam Hornik podpisali profesjonalne kontrakty z wicemistrzami Polski. Pierwszy z nich związał się z klubem na trzy sezony, drugi na dwa.
Centkowski jest środkowym napastnikiem i pochodzi z Opola. Do Akademii GKS-u Katowice trafił w 2025 roku, wcześniej reprezentując GKS Tychy. W swojej karierze miał również epizod zagraniczny – był wypożyczony do czeskiego HC RT Torax Poruba.Gadżety GKS Katowice
18-letni zawodnik podpisał z GieKSą trzyletni kontrakt. W Katowicach liczą, że kolejne sezony pozwolą mu systematycznie zwiększać swoją rolę w seniorskim hokeju i walczyć o miejsce w składzie jednego z czołowych zespołów TAURON Hokej Ligi.
Dłużej z klubem związał się również Adam Hornik. Obrońca jest wychowankiem Akademii GKS-u Katowice, w której występuje nieprzerwanie od 2017 roku. Przeszedł przez kolejne szczeble szkolenia „Młodej GieKSy”, aż w wieku 16 lat został zgłoszony do rozgrywek TAURON Hokej Ligi.
18-letni defensor ma już za sobą debiut w seniorskiej drużynie GKS-u Katowice, do którego doszło w 2025 roku. W poprzednim sezonie regularnie trenował również z pierwszym zespołem, zbierając doświadczenie u boku bardziej doświadczonych zawodników.
Teraz przed młodym defensorem kolejny etap. Hornik podpisał dwuletnią umowę, a klub daje mu tym samym jasny sygnał, że wiąże z nim długoterminowe plany.
Nieudany rewanż GieKSy. Zadecydowała dogrywka
GKS Katowice ma za sobą kolejny wymagający sprawdzian przed rozpoczęciem sezonu. Podopieczni Jacka Płachty kolejny raz skrzyżowali kije z HK Poprad i choć zanosiło się na zwycięstwo, to w końcówce stracili wyrównującego gola, a ostatecznie przegrali po dogrywce 4:5.
Pierwsza tercja nie przyniosła bramek. Gole zaczęły padać dopiero po zmianie stron, a jako pierwsi na listę strzelców wpisali się Katowiczanie. W 22. minucie wynik otworzył Patryk Krężołek.
Słowacy odpowiedzieli jednak z nawiązką. Dwa trafienia Dvořáka oraz gol Rychlíka w odstępie niespełna czterech minut pozwoliły gościomobjąć prowadzenie 3:1.
GieKSa nie zamierzała jednak odpuszczać. W 35. minucie kontaktową bramkę zdobył Brock Bremer, a tuż przed końcem drugiej tercji do remisu doprowadził Miro Ruokonen, wykorzystując grę w przewadze.
W trzeciej odsłonie gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie. W 55. minucie podczas gry w przewadze do siatki trafił Grzegorz Pasiut. Miejscowi długo utrzymywali korzystny rezultat, ale na 62 sekundy przed końcową syreną Poprad wycofał bramkarza i doprowadził do wyrównania. Autorem trafienia był Bodák.
O zwycięstwie musiała więc zadecydować dogrywka. W 65. minucie decydującego gola zdobył Majdan, zapewniając Słowakom wygraną 5:4.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?
W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.
Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.
Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.
Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.
Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.
Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Najnowsze komentarze