Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Tygodniowy przegląd mediów: Czy GKS Katowice awansuje do PlusLigi?
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki w minionym tygodniu rozegrały dwa spotkania: 25 kwietnia wygrały z Pogonią Szczecin 4:2 oraz 2 maja przegrały z Górnikiem Łęczna 1:2. Kolejny mecz rozegramy na Bukowej 6 maja o 15:00 z Energą Stomilanki Olsztyn. Piłkarze w minionym tygodniu wygrali w domowym meczu z Bruk-Betem Termalicą 5:1 (3:1). Prasówkę po tym meczu przeczytacie TUTAJ. W najbliższą niedzielę 10 maja o 12:15 zagramy w Gliwicach z Piastem. Klub rozpoczął sprzedaż karnetów na następny sezon PKO BP Ekstraklasy.
W finale play-off siatkarze pokonali dwukrotnie (3:1 i 3:2) BBTS Bielsko-Biała. Trzecie spotkanie zostanie rozegrane 5 maja o 20:00 w Katowicach. Ewentualny czwarty mecz zaplanowano na sobotę 9 maja o 20:00 w Bielsku-Białej. Do PlusLigi awansuje drużyna, która wygra trzy spotkania.
Hokeiści do wspólnych treningów wrócą pod koniec lipca.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl –Sześć bramek w Katowicach
GKS Katowice potwierdził wysoką formę i sięgnął po kolejne zwycięstwo. W meczu na szczycie Orlen Ekstraligi mistrzynie Polski pokonały Pogoń Szczecin 4:2.
Od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęły zawodniczki Pogoni Szczecin, które tworzyły kolejne sytuacje, lecz długo nie potrafiły znaleźć drogi do bramki, głównie za sprawą dobrze dysponowanej Wiktorii Marzec. GieKSa cierpliwie czekała na swoje momenty w ofensywie i mogła objąć prowadzenie po akcji zakończonej strzałem Amelii Bińkowskiej, jednak piłka nie znalazła drogi do siatki. W 38. minucie szczecinianki dopięły swego, wykorzystując błąd rywalek i obejmując prowadzenie. Po zmianie stron gospodynie ruszyły do odrabiania strat i szybko wyrównały po skutecznej akcji Klaudii Maciążki. Mecz nabrał tempa, a po kolejnym trafieniu Poluhovicy GKS znów musiał gonić wynik. Katowiczanki odpowiedziały jednak skutecznie – najpierw z rzutu karnego trafiła Hmirova, a w końcówce decydujące ciosy zadała Julia Langosz, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo 4:2.
Górnik wciąż w grze o mistrzostwo
W meczu 19. kolejki Orlen Ekstraligi Górnik Łęczna wygrał na swoim terenie z GKS-em Katowice 2:1. Zespół Zielono – Czarnych ma obecnie na koncie 44 punkty i zajmuje drugie miejsce.
Od pierwszych minut mecz toczył się w szybkim tempie. Górniczki potrzebowały osiemnastu minut, aby wyjść na prowadzenie – wynik meczu otworzyła reprezentantka Polski Paulina Tomasiak. Gieksa próbowała odpowiedzieć, miała kilka stałych fragmentów gry, lecz brakowało im konkretów. W 33. minucie podopieczne Karoliny Koch stanęły przed dogodną sytuacją bramkową. Amelia Bińkowska zanotowała odbiór na połowie rywalek, dograła do Klaudii Maciążki, która nie trafiła w bramkę. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.
W drugiej połowie GKS częściej utrzymywał się przy piłce i szukał swoich szans. Górnik był jednak skuteczny i po rzucie rożnym podwyższył wynik na 2:0. W 58. minucie Milena Kazanowska wpisała się na listę strzelczyń. W końcówce meczu Zawadzka zdobyła gola kontaktowego dla GKS-u. Ostatnie minuty były bardzo nerwowe – gospodynie kończyły w dziesiątkę, po tym jak Maja Hrelja została napomniana po raz drugi, co wiązało się z wykluczeniem. Rezultat nie uległ już zmianie i Górnik mógł cieszyć się z trzech punktów.
wkatowicach.eu – Ruszyła sprzedaż karnetów na mecze domowe GKS-u Katowice w sezonie 2026/2027
Przed GKS-em Katowice jeszcze końcówka obecnego sezonu, ale już rusza sprzedaż karnetów na domowe mecze w rozgrywkach 2026/2027. Kibice mogą skorzystać z kilku etapów sprzedaży, różniących się cenami i dostępnością miejsc.
Etap 1 – ekstra kontynuacja
W poniedziałek 4 maja o godz. 10:00 rozpoczął się pierwszy etap sprzedaży – ekstra kontynuacja. To czas, w którym obecni karnetowicze mogą zakupić karnety w specjalnych cenach. Każdy z nich może wybrać swoje dotychczasowe miejsce lub inne, które nie jest objęte rezerwacją. Etap potrwa do poniedziałku 1 czerwca do godz. 10:00.
Ceny:
330 zł – Trybuna Południowa („Blaszok”),
530 zł – Trybuna Wschodnia,
660 zł – Trybuna Zachodnia.
Karnety ulgowe kosztują 300 zł.
Karnet rodzinny (2 dorosłych + maks. 3 dzieci do 15 lat) na Trybunę Wschodnią – 1060 zł.
Nowością jest karnet dziecięcy (do 13 lat) w cenie 170 zł.
Etap drugi – kontynuwacja i nowi
Rozpocznie się 1 czerwca o godz. 10:00 i potrwa do 19 czerwca do godz. 10:00. Dotychczasowi karnetowicze zachowują rezerwację miejsc, ale obowiązują wyższe ceny. Jednocześnie rusza sprzedaż otwarta na miejsca bez rezerwacji.
Ceny dla obecnych karnetowiczów:
380 zł – „Blaszok”, 600 zł – Wschodnia,
760 zł – Zachodnia.
Karnet ulgowy: 320 zł,
dziecięcy: 170 zł,
rodzinny: 1200 zł.
Ceny dla nowych kibiców:
450 zł – „Blaszok”,
690 zł – Wschodnia,
880 zł – Zachodnia.
Karnet ulgowy: 350 zł,
dziecięcy: 170 zł,
rodzinny: 1380 zł.
Etap trzeci – sprzedarz otwarta
Od 19 czerwca od godz. 10:00 sprzedaż będzie całkowicie otwarta, bez rezerwacji miejsc. Ceny pozostają takie same jak w etapie drugim.
Korzyści z karnetu
Posiadanie karnetu oznacza m.in. oszczędność względem pojedynczych biletów, stałe miejsce na stadionie, szybsze wejście na mecze, dostęp do zamkniętych spotkań „PoGadajmy o GieKSie”, 15% zniżki na koszulkę meczową, pierwszeństwo przy zakupie biletów parkingowych i na mecze Pucharu Polski oraz możliwość udziału dzieci w wyprowadzaniu drużyny na murawę.
Ulgi i raty
Karnety ulgowe przysługują osobom powyżej 65 lat, młodzieży w wieku 13–18 lat oraz studentom do 26. roku życia (po okazaniu legitymacji). Przy zakupach internetowych powyżej 300 zł można skorzystać z płatności ratalnych poprzez system robopay by Adyen.
Przekazanie biletu
Karnet można przekazać innej osobie lub odsprzedać – maksymalnie dwa razy w trakcie rundy.
Karnety VIP
Dostępne są również karnety VIP na Trybunę Zachodnią. Obejmują parking, osobne wejście, komfortowe miejsca oraz dostęp do strefy cateringowej. Cena: 6000 zł (4500 zł dla osób do 18 lat).
Gdzie kupić?
Karnety dostępne są online oraz stacjonarnie w GIEKSA Fanstore w Galerii Katowickiej.
Karta Kibica
Wejście na stadion odbywa się na podstawie Karty Kibica. Istnieje możliwość skorzystania z jej wirtualnej wersji w aplikacji Bilety GieKSa.
SIATKÓWKA
siatka.org – Pierwszy krok wykonany! GKS Katowice bliżej PlusLigi
Siatkarze GKS-u Katowice i BBTS-u Bielsko-Biała rozpoczęli bój o awans do PlusLigi. W pierwszym finałowym meczu PLS 1. Ligi lepsi okazali się Katowiczanie, którzy we własnej hali pokonali rywali 3:1. Rywalizacja toczy się do trzech zwycięstw.
o wielu miesiącach wyrzeczeń na zapleczu PlusLigi pora na grę o awans. Tym razem o przepustkę do elity walczą GKS Katowice i BBTS Bielsko-Biała. W pierwszym meczu GieKSa nie zwiodła, choć nie obyło się bez potknięcia. Od początku gubił gości swoimi wyborami Grzegorz Pająk, a po bloku Bartłomieja Krulickiego było 4:2 dla GKS-u. Z czasem różnica jedynie wzrosła – 9:4, co zmusiło szkoleniowca przyjezdnych do wzięcia czasu. Po asie Damiana Hudzika było już 13:7, a końca problemów BBTS-u nie było widać. Po drugiej stronie do końca walczył Szymon Romać, lecz było to za mało. Asem z kolei popisał się Gonzalo Quiroga – 17:10. Sama końcówka należała już do punktującego w każdym elemencie Michała Superlaka, co przełożyło się na wygraną przez Katowiczan inaugurację – 25:16.
Druga partia, to już zażarta wymiana argumentów. Ofiarnie walczył Kamil Dębski, wspierany zresztą przez Kajetana Tokajuka. Oba zespoły wymieniały się prowadzeniem, niemniej więcej mieli w końcu do powiedzenia Bielszczanie – 10:7. Cenne oczka dokładał Bartłomiej Zawalski. Bezradny wobec zapędów Romacia i spółki był nawet Superlak. Przy stanie 13:17 trener GKS-u przerwał grę, co w końcu przyniosło efekt w postaci remisu 19:19. Było to zapowiedzą emocjonującego finiszu i tak też się stało. Rzutem na taśmę do przełamania doprowadził BBTS – 25:23 (1:1).
Sprawa wygranej wciąż pozostawała otwarta, a trzeci set też obfitował w emocje, choć minimalną przewagę mieli Katowiczanie. Ważne akcje kończył Wojciech Włodarczyk, ale wciąż bezkonkurencyjny pozostawał Michał Superlak – 8:6. Siłę przebicia miał jednak duet Romać-Dębski – 9:9. Było to za mało, a im dalej w set, tym gra Bielszczan wyglądała coraz gorzej. Różnica na dystansie zrobiła się potężna – 18:12. Krótki zryw gości w końcówce nic nie dał, a set padł łupem lokalnej GieKSy – 25:22 (2:1).
Czwarta część meczu, to już całkowita demolka ze strony Katowiczan. Ekipa gospodarzy szybko wypracowała sobie przewagę, konsekwentnie robiąc swoje – 8:4, 13:8. Wciąż skuteczny pozostawał Gonzalo Quiroga, a jeden blok Jakoba Thelle wcale nie poprawiał położenia przyjezdnych – 12:18. Przerwy na żądanie nic nie dawały, bowiem ręki dalej nie zwalniał Michał Superlak – 22:16. Parę wymian później było już po meczu, a z wygranej 3:1 cieszyła się drużyna z Katowic – 25:19.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 3:1 (25:16, 23:25, 25:22, 25:19)
GKS Katowice po raz drugi z tarczą. Bielszczanie są już pod ścianą
Po dwóch meczach finałowych na zapleczu o awans do PlusLigi wiele może się jeszcze wydarzyć. Nie zmienia to jednak faktu, że o krok od powrotu do elity jest GKS Katowice, który po raz drugi pokonał BBTS Bielsko-Biała, którego graczom udało się zwyciężyć na obcym terenie 3:2. MVP spotkania został Gonzalo Quiroga.
W rywalizacji o PlusLigę można było się spodziewać emocji w każdym spotkaniu. GKS Katowice w pierwszym meczu potrzebował czterech setów, aby triumfować. Początek spotkania w Bielsku-Białej nie był już taki kolorowy dla podopiecznych Emila Siwiorka. Gospodarze spisywali się znakomicie w systemie blok-obrona, co przyniosło zamierzone efekty. Bielszczanie szybko wypracowali kilka punktową przewagę i w połowie seta prowadzili 15:10. Goście próbowali wrócić do gry w tej partii, jednak ciężko było to zrobić przy tak słabej skuteczności w ataku i błędach w polu serwisowym. Jacob Thelle popisał się w końcówce dwoma asami, a pierwsza odsłona zakończyła się po ataku Kajetana Tokajuka (25:21).
Katowiczanie rozdrażnieni pierwszym setem próbowali poprawić swoją skuteczność. Ciężar gry na swoje barki po stronie gości wziął Gonzalo Quiroga. Wszystko powoli układało się po myśli siatkarzy GKS-u, którzy na półmetku seta wywalczyli trzy punkty przewagi (12:15). Wydawało się, że gra gospodarzy całkowicie się posypała, jednak od stanu 18:23 popisali się znakomitą serią sześciu punktów z rzędu, doprowadzając do remisu. Ostatnie dwie akcje należały do gości, którzy zachowali zimną krew i drugą partię zakończył punktowym blokiem Bartłomiej Krulicki (23:25).
Trzecia odsłona analogicznie do pozostałych partii rozpoczęła się z wielkimi emocjami. Obie drużyny wymieniały się prowadzeniem i choć gospodarze wyszli w pewnym momencie na kilkupunktowe prowadzenie to zaraz Katowiczanie wychodzili na prowadzenie (11:12). Ciężko było wskazać, kto sięgnie po zwycięstwo w tej partii. Tokajuk wyprowadził BBTS swoją skutecznością w ataku na dwupunktową przewagę, a po chwili oczko z zagrywki dorzucił Szymon Romać (18:15). Nie mogło obyć się bez emocji, co zapewnił Wojciech Włodarczyk popisujący się dwoma skutecznymi atakami oraz asem serwisowym (19:19). W samej końcówce lepsi okazali się gospodarze, a trzecią partię zamknął Bartłomiej Zawalski skutecznym blokiem (25:22).
Po otrzymanym ciosie Katowiczanie ponownie rozpoczęli seta z wysokiego „C”.Włodarczyk, Quiroga, a także swoją cegiełkę dołożył z prawego skrzydła Michał Superlak. Goście z akcji na akcje wyglądali na coraz pewniejszą drużynę zmierzającą do tie-breaka. Po stronie Bielska-Białej brakowało tej znakomitej gry, do której przyzwyczaili kibiców w pierwszej oraz trzeciej partii. Przewaga rosła z każdą kolejną akcją, a Katowiczanie z dużym spokojem doprowadzili do tie-break po triumfie 18:25 w czwartej odsłonie.
W decydującym secie o wiele lepiej wyglądali Katowiczanie. Przy stanie 5:6 na zagrywkę wszedł Grzegorz Pająk, który napsuł sporo krwi rywalom. Bielszczanie robili wszystko, aby wrócić do walki o zwycięstwo. Tak się nie stało, a ekipa pod wodzą Siwiorka mogła cieszyć się z kolejnego triumfu w finale o awans do PlusLigi. Łatwo nie było, ale w decydującym momencie Katowiczanie potrafili włączyć „turbo” i ostatecznie wygrali 2:3 (13:15).
BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 2:3 (25:21, 23:25, 25:22, 18:25, 13:15)
MVP: Gonzalo Quiroga
wkatowicach.eu – Czy GKS Katowice awansuje do PlusLigi? Przed nami trzeci finałowy mecz GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała
Kibice GKS-u Katowice liczą, że już we wtorek, 5 maja zakończy się rywalizacja w finale PLS 1. Stanie się tak, jeśli to siatkarze GieKSy ponownie okażą się lepsi. Po dwóch zwycięstwach nad BBTS-em Bielsko-Biała Katowiczanie są już bardzo blisko awansu do PlusLigi.
Siatkarze GKS Katowice są o krok od awansu do PlusLigi. W finale PLS 1. Ligi katowiczanie prowadzą już 2:0 z BBTS-em Bielsko-Biała, wygrywając pierwsze dwa spotkania rywalizacji.
W inauguracyjnym meczu, rozegranym 29 kwietnia w Katowicach, GieKSa pokonała rywali 3:1. Drugie starcie, które odbyło się 3 maja w Bielsku-Białej, było bardziej wyrównane, jednak ponownie zakończyło się zwycięstwem Katowiczan – tym razem 3:2.
Przed nami trzeci mecz finałowy, zaplanowany na 5 maja o godz. 20:00 w Katowicach. Gospodarze staną przed szansą zakończenia rywalizacji i przypieczętowania awansu do PlusLigi już przed własną publicznością. BBTS Bielsko-Biała, aby pozostać w grze, musi wygrać i przedłużyć serię finałową.
HOKEJ
hokej.net.pl – Wicemistrzowie Polski planują nowy sezon. Trwa budowa drużyny
GKS Katowice nie traci czasu po zakończeniu sezonu. Wicemistrz Polski rozpoczął już przygotowania do kolejnych rozgrywek, a w klubie trwają intensywne prace nad dopięciem kadry, która ma ponownie powalczyć o najwyższe cele.
Miniony sezon był dla Katowiczan kolejnym potwierdzeniem ich pozycji w krajowej czołówce. GieKSa po raz piąty awansowała do finału play-off i po raz trzeci z rzędu sięgnęła po srebrne medale mistrzostw Polski. Wygrana w sezonie zasadniczym zapewniła drużynie udział w kolejnej edycji Pucharu Kontynentalnego.
Po zakończeniu rywalizacji klub natychmiast przystąpił do pracy nad budową zespołu na nowe rozgrywki. Przypomnijmy, że kontrakt trenera Jacka Płachty obowiązuje do końca sezonu 2026/2027.
Ważne umowy z klubem mają obrońcy: Kacper Maciaś i Błażej Chodor, a także napastnicy: Grzegorz Pasiut, Patryk Wronka, Bartosz Fraszko, Mateusz Michalski, Jonasz Hofman, Jakub Hofman i Maksymilian Dawid.
– Intensywnie pracujemy wraz ze sztabem trenerskim nad budową zespołu na kolejny sezon. Kierując się doświadczeniami z ostatnich lat, wypracowanymi zasadami działania na rynku transferowym i poruszając się w oparciu o aktualne możliwości budżetowe, chcemy ponownie zbudować zespół, który dostarczy kibicom GieKSy wielu powodów do dumy– podkreślił Roch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie.
Klub zapowiada, że kolejne decyzje kadrowe będą ogłaszane na bieżąco.
Hokeiści GKS-u rozpoczną przygotowania od treningów indywidualnych według planów opracowanych przez sztab. Wspólne zajęcia całego zespołu wystartują w ostatnim tygodniu lipca.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze