Piłka nożna Prasówka
Media po meczu z Motorem: Taka GieKSa bez problemu dojedzie do pucharów!
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Motor Lublin 3:2 (3:1).
dziennikwschodni.pl – Meczycho w Katowicach, GKS zatrzymał Motor
GKS Katowice to ostatnio gwarancja emocji i goli. Drużyna Rafała Góraka w dwóch poprzednich meczach remisowała 4:4 i 3:3. W piątkowy wieczór pokonała za to Motor Lublin 3:2. Przy okazji przerwała świetną passę żółto-biało-niebieskich, którzy przegrali po raz pierwszy od 15 lutego.
Już w dziewiątej minucie gospodarze wypracowali sobie pierwszą szansę na gola. Ilia Shkurin świetnie zgrał piłkę z „pierwszej”, a chociaż Eman Marković miał dalej do piłki, to prześcignął Herve Matthysa. Na koniec strzelił jednak tuż obok słupka.
W 14 minucie goście dostali drugie ostrzeżenie. Marković znalazł w polu karnym Shkurina, ten odegrał przed szesnastkę do Bartosza Nowaka, który w dobrej sytuacji fatalnie jednak spudłował.
Za chwilę „Gieksa” sunęła z kolejnym atakiem. Kapitalnie w środku pola zachował się Damian Rasak. Przyjęciem minął rywala i zagrał prostopadle do Shkurina. Wydawało się, że Brighe Ede wybije piłkę jednak skiksował. Próbował jeszcze naprawić swój błąd, naciskał napastnika i ten nie zdołał oddać strzału. Upadając na murawę, spadł jednak prosto na Ivana Brkicia, który doznał urazu żeber. Chorwat musiał opuścić murawę, a zastąpił go Gasper Tratnik.
Golkiper ze Słowenii nie zdążył jeszcze zaliczyć żadnej interwencji, a po rzucie rożnym musiał od razu sięgnąć do siatki. Centrę wybił Ede, ale wprost na nogę Markovicia, który huknął z woleja w gąszczu zawodników obu drużyn.
Mimo trudnej sytuacji Motor pokazał charakter i błyskawicznie wyrównał. Ivo Rodrigues przedarł się lewym skrzydłem, dograł do Bradly van Hoevena, a Holender wrzucił piłkę na głowę do Karola Czubaka, który wiedział co z nią z robić – posłać do siatki. Napastnik zaliczył szesnaste trafienie w sezonie, a spotkanie zaczynało się od początku.
Goście mieli swój moment i potrafili zdominować GKS. Celne strzały oddali: Filip Luberecki i Czubak. W 39 minucie zrobiło się jednak 2:1. Gospodarze wyprowadzili kontrę po… rzucie rożnym rywali.
W pierwszym tempie szybki atak udało się zatrzymać. „Gieksa” nadal miała jednak piłkę. Alan Czerwiński z prawej flanki dograł w piątkę, gdzie między obrońcami idealnie znalazł się Nowak, który huknął pod poprzeczkę.
Ten sam gracz za chwilę skiksował z ostrego kąta, a zmarnowana okazja mogła się zemścić. W 42 minucie po podaniu Rodriguesa sam na sam z Dawidem Kudłą był Czubak. Niestety, uderzył prosto w bramkarza.
W trzeciej dodatkowej minucie gry miejscowi zaliczyli trzecie trafienie. Akcję rozegrali od swojego bramkarza. Na koniec Marcin Wasielewski zagrał pod bramkę, a tam był Marković, który z bliska podwyższył na 3:1.
Lublinianie wyszli na drugą połowę z mocnym postanowieniem poprawy. I szybko złapali kontakt. Już w 49 minucie po wrzutce Lubereckiego ręką zagrał Lukas Klemenz. Wszyscy stanęli w oczekiwaniu na gwizdek, ale nie Bartosz Wolski, który uderzył do siatki z pola karnego.
Motor miał swój moment i w 54 minucie mógł wyrównać. Van Hoeven dograł do Jacquesa Ndiaye, ale „Jacek” uderzył za lekko i prosto w bramkarza.
W kolejnych minutach GKS opanował sytuację i zdecydowanie zdominował rywali. Było sporo sytuacji, aby zamknąć mecz, ale zostało 3:2. W końcówce żółto-biało-niebiescy nie byli w stanie na poważnie zagrozić bramce rywali i ostatecznie po siedmiu meczach bez porażki, nie dopisali do swojego konta ani jednego punktu.
kurierlubelski.pl – Motor przegrał, Brkić pojechał do szpitala, a Czubak dostał czerwoną kartkę
[…] W starciu dwóch rewelacji sezonu dużo lepszy początek zanotowali gospodarze. Najpierw pojedynek biegowy z Herve Matthysem wygrał Eman Markovic, ale z okolic linii pola karnego posłał piłkę obok słupka – pierwsze ostrzeżenie dla gości.
Drugim ostrzeżeniem było uderzenie Bartosza Nowaka z podobnej odległości, który przymierzył jednak zbyt wysoko. Trzeci raz Katowiczanie zagrozili bramce Ivana Brkicia, gdy błąd w przyjęciu piłki popełnił Bright Ede. Efekt? Ilya Skhuryn stanął oko w oko z golkiperem Motoru. Nie oddał jednak strzału, a pod presją Ede z impetem wpadł w Brkicia…
Chorwat długo leżał na boisku. Przerwa trwała osiem minut, po których został zniesiony na noszach i z urazem żeber odwieziony do szpitala.
[…] Grę z narożnika wznawiali piłkarze GieKSy, a dośrodkowanie głową wybijał ją Ede. Futbolówka spadła na nogę Markovicia, który efektownym wolejem z ok. piętnastego metra dał w 23. minucie swojej drużynie prowadzenie.
To mogło podłamać gości, ale tak się nie stało. Ci szybko wyprowadzili cios, po którym mieliśmy remis. Delikatną podcinką piłkę do Karola Czubaka wrzucił Bradly van Hoeven, a „Czubi” mocno zbił ją głową tak, że Damian Kudła nawet nie drgnął na linii.
Lublinianie przeszli do ofensywy. Uderzeń próbowali Filip Luberecki i Czubak, lecz bez konkretów. Te były po stronie rywali. Chwilę po szansie Motoru z bliska Tratnikowi nie dał szans Nowak, a tuż przez przerwą, także z bliska a 3:1 podwyższył Markovic.
– Szybko wyrównaliśmy, ale przegrywamy 1:3. Musimy coś zmienić. Mam sytuację, nie trafiam, fatalnie – mówił Czubak przed kamerami Canal+ Sport, wracając do sytuacji sam na sam z Kudłą, z 42. min. – Musimy się otrząsnąć, bo nie wyglądamy w tym meczu jakoś tragicznie. Tylko GieKSa co miała, to nam strzeliła – dodawał lider klasyfikacji strzelców Ekstraklasy (16 goli).
I Motor się otrząsnął. W 49. minucie świetnie zachował się Bartosz Wolski. Gdy jego koledzy protestowali, zgłaszając zagranie rękę we własnym polu karnym Lukasa Klemenza, ten po prostu skupił się na piłce i grał dalej. Huknął wolejem z ok. jedenastu, trafiając do siatki.
Żółto-biało-niebiescy mieli swoje okazje: między innymi bliski gola po strzale głową był Van Hoeven. Atakowali również Katowiczanie: strzał Arkadiusza Jędrycha z linii wybił Ivo Rodrigues. W innych dwóch przypadkach gości Motor ratował bramkarz – Tratnik.
Na przestrzeni całej drugiej połowy działo się dużo więcej, ale wynik zmianie nie uległ. Goście kończyli mecz w dziesiątkę, bo już w doliczonym czasie gry drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, obejrzał Czubak.
weszlo.com – Taka GieKSa bez problemu dojedzie do pucharów!
GKS Katowice spędził zimę w strefie spadkowej. Ten sam GKS Katowice zrównuje się właśnie punktami z Jagielllonią i Górnikiem, pokonując inną wiosenną rewelację – Motor Lublin. Drużyna Góraka zmierza do europejskich pucharów. I nie widzimy żadnych przeciwskazań, by się w nich znalazła. Dobrze dla polskiej piłki, dobrze dla Europy i przede wszystkim sprawiedliwie.
Czy to była Ekstraklasa? Naprawdę spotkały się ze sobą dwie drużyny, które są w formie i tak po prostu rozegrały świetny do oglądania mecz? Żaden z dwóch trenerów nie chciał zamknąć spotkania i wejść w klincz, bo lepsze pewne 0:0 niż wysoki wynik, który może pójść w dwie strony?
To naprawdę niesłychane, ale jak widać można grać w tej lidze w piłkę. I jako Weszło po prostu dziękujemy za takie podejście, bo świetnie bawiliśmy się w to piątkowe popołudnie. Jeszcze czujemy w kościach trudy zeszłej kolejki Ekstraklasy i ogólnie całego sezonu, więc tym bardziej doceniamy, że na otwarcie obecnej serii gier otrzymaliśmy spotkanie, które zupełnie nie pasuje do typowych piątków o osiemnastej.
Po pierwszej połowie Motor schodził z boiska niezwykle poobijany. Mamy na myśli głównie metaforyczny wydźwięk tego słowa (w końcu otrzymał trzy gole w plecy), ale też dosłowny, bo stracił bramkarza (ten pojechał do szpitala z podejrzeniem złamania żeber). Sam przebieg meczu nie wyglądał aż tak jednostronnie, jak wskazywałby na to suchy wynik.
Motor popełniał jednak znacznie więcej błędów z tyłu – i właśnie w takim meczu, otwartym i szybkim, mocno wyszło to na wierzch. W tym aspekcie „królował” Bright Ede i jak tak dalej pójdzie, trudno będzie za niego skasować choćby sto tysięcy euro (a niedawno miał kosztować ponad dziesięć milionów). Młody obrońca wyglądał tak źle, że aż nie wyszedł na drugą połowę, na co wpływ miała też żółta kartka.
To Ede asystował przy otwierającym golu Markovicia. Wybił piłkę tak, że ta spadła akurat na nogę rywala, który niby nie miał dużo miejsca, a strzelił rewelacyjnie. Lublinianie szybko wyrównali, konkretnie zrobił to Czubak, który pokazał niezwykły kunszt – odkleił się od obrońców, wymusił zagranie na głowę i idealnie zmieścił piłkę będąc w sytuacji, w której połowa napastników w tej lidze nie oddałaby nawet celnego strzału.
W wywiadzie w przerwie Czubak nie podniecał się jednak tym wykończeniem i przede wszystkim był wkurzony na siebie, że w innej akcji, stojąc oko w oko z bramkarzem, dał się przeczytać.
Jeszcze bardziej wkurzony był w samej końcówce, gdy popełnił faul, za który wyleciał z boiska wskutek dwóch napomnień. Ewidentnie był to wyraz frustracji.
Wracając do chronologii, w pierwszej odsłonie trafiali za to katowiczanie. Obie akcje wyglądały w ostatniej fazie podobnie – po zagraniach z bocznej strefy okazywało się, że w szesnastce Motoru jest za dużo wolnej przestrzeni, z czego korzystali najpierw Nowak, a potem Marković. Swoją drogą, Norweg znowu kończy z doppelpackiem, a na przestrzeni ostatnich dziesięciu dni ma na koncie pięć bramek. Piłkarz, który był w cieniu, wreszcie eksplodował. GKS potrzebował kogoś takiego, kto odciążyłby w ofensywie Nowaka.
Po zmianie stron mecz nam lekko wyhamował, ale tempo nie spadło na tyle, byśmy mieli jakiekolwiek powody do narzekania. To nadal były kozackie zawody. Mimo że presja była na Motorze, znacznie więcej okazji na gola stworzyli sobie gospodarze, ale…
Szkurin zmarnował sam na sam (chciał przelobować Tratnika, ten świetnie zostawił rękę)
strzał Jędrycha wybito z linii bramkowej
Najemski dał sobie zabrać piłkę w szesnastce, ale Nowak nie skorzystał z prezentu
Zrelak próbował piętą, został zablokowany.
A propos Szkurina, do zmarnowanych sytuacji należy doliczyć jeszcze jedną z pierwszej połowy, gdy wychodząc sam na sam postanowił szukać rzutu karnego. Od kiedy napastnicy szukają jedenastek, a nie bramek? To był kompletny absurd, bo przecież Białorusin miał wystarczająco dużo miejsca, żeby kończyć akcję. Zamiast tego wdał się w drybling, licząc, że zostanie przewrócony, ale nie został, a później jeszcze spowodował kontuzję Brkicia.
Piłkarze GieKSy w rolę sędziów weszli też przy drugim golu lublinian. Klemenz zagrał ręką w szesnastce, więc wszyscy stanęli uznając, że sędzia i tak się nad nimi nie zlituje. Wszyscy poza Wolskim, który skorzystał z prezentu i strzelił obok wrytych w ziemię zawodników, wlepiając im karę za gapiostwo.
Motor zrobił jednak za mało, by pokonać dziś GieKSę, która nie kalkulowała nawet w końcówce i nie grała na wynik (w tym sensie, że nie cofnęła się, by bronić). Wręcz przeciwnie, atakowała do samego końca, skończyła z xG na poziomie 2,96 i dała nam dużo radości. Taką piłkę chcemy oglądać!
dziennikzachodni.pl – Pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Motor Lublin: Nikt nie gra tak efektownie jak GieKSa
[…] Piłkarze GKS Katowice odnieśli efektowne zwycięstwo pokonując na swoim stadionie Motor. Zawodnicy Rafała Góraka cały czas walczą o miejsce na podium PKO Ekstraklasy i zakwalifikowanie się do europejskich pucharów.
Zobacz pięć gorących wniosków po meczu GKS Katowice – Motor Lublin
GKS Katowice to w tej chwili najbardziej efektownie grająca polska drużyna. Na spotkaniach Katowiczan nie sposób się nudzić. Piłkarze trenera Góraka grają ofensywnie i strzelają dużo bramek, a po ich akcjach ręce same składają się do oklasków.
Świetna forma Emana Markovicia. Norweg w drugim meczu z rzędu zdobył dwa gole dla swojej drużyny. Po dublecie w spotkaniu z Lechem w Poznaniu teraz dwukrotnie pokonał bramkarza Motoru. Kolega Erlinga Haalanda wpisał się na listę strzelców także w pucharowej potyczce z Rakowem, więc w sumie w trzech ostatnich spotkaniach zdobył pięć bramek.
Bartosz Nowak ciągnie grę Katowiczan. „Nowy” nie otrzymał powołania do reprezentacji Polski na baraże o finały MŚ, ale wciąż prezentuje reprezentacyjną formę. W piątkowym meczu nie tylko strzelił gola, ale też obsługiwał kolegów z drużyny znakomitymi podaniami wypracowując im sytuacje strzeleckie.
Gra obronna Katowic wymaga poprawy. W tej beczce miodu musi się jednak znaleźć także łyżka dziegciu. Katowiczanie strzelają dużo bramek, ale też bardzo łatwo je tracą. W trzech ostatnich meczach dali sobie wbić aż dziewięć goli i to z pewnością jest coś nad czym muszą popracować.
Cała GieKSa razem. Piłkarzy w meczu z Motorem świetnie dopingowali kibice Katowiczan, ale do gorącej atmosfery na Nowej Bukowej w ciągu ostatniego roku już zdążyliśmy już przywyknąć. W przerwie spotkania na zielonej murawie pojawili się jednak także hokeiści klubu z Katowic prezentując puchar za wicemistrzostwo Polski i również zostali bardzo ciepło przyjęci przez fanów, którzy nagrodzili ich gromkimi brawami.
ekstraklasa.org – GKS Katowice 3:2 Motor Lublin – Doskonały początek
To była godna inauguracja 29. kolejki 2025/2026. W starciu GKS Katowice z Motorem Lublin padło 5 goli.
W 3 ostatnich meczach między tymi drużynami padło 17 goli. Nie możemy być rozczarowani początkiem kolejki w Katowicach, bo znów świetną formę zaprezentowali bohatowie 2026 roku. Bartosz Nowak zdobył swój 9. punkt w klasyfikacji kanadyjskiej w rundzie wiosennej, a Karol Czubak strzelił 16. gola w tym sezonie. Kolejny dublet natomiast ustrzelił Eman Marković.
sport.tvp.pl – GKS Katowice pokonał Motor Lublin i liczy się w walce o europejskie puchary
W meczu inaugurującym 29. kolejkę PKO BP Ekstraklasy piłkarze GKS-u Katowice pokonali na własnym stadionie Motor Lublin 3:2. Taki wynik sprawił, że drużyna Rafała Góraka pozostaje w walce o europejskie puchary. Na razie jest piąta.
[…] TAK PADŁY GOLE:
23′ (1:0) – gospodarze jako pierwsi zadali cios. Po dośrodkowaniu Bartosza Nowaka z rzutu rożnego futbolówka została wybita w okolice szesnastego metra, gdzie znajdował się pozostawiony bez opieki przez rywali Eman Marković. Norweg świetnie przymierzył bez przyjęcia i zapewnił swojej drużynie prowadzenie.
29′ (1:1) – przyjezdni dość szybko odpowiedzieli wyrównującym trafieniem. Bradly van Hoeven urwał się lewym skrzydłem i posłał precyzyjną centrę w kierunku Karola Czubaka, a ten strzałem głową przy bliższym słupku pokonał bezradnie interweniującego Dawida Kudłę.
39′ (2:1) – znakomity kontratak zespołu Rafała Góraka. W jego finałowej fazie Bartosz Nowak wykorzystał płaskie podanie z prawej flanki od Alana Czerwińskiego i płaskim uderzeniem z bliskiej odległości nie dał szans Gasperowi Tratnikowi, który chwilę wcześniej zastąpił między słupkami kontuzjowanego Ivana Brkicia.
45+3′ (3:1) – tuż przed przerwą miejscowi odskoczyli gościom na dwa gole. Znów w roli głównej wystąpił Eman Marković. 26-latek bardzo dobrze odnalazł się w polu bramkowym i po zagraniu Marcina Wasielewskiego skutecznym uderzeniem z czterech metrów skompletował dublet.
49′ (3:2) – podopieczni Mateusza Stolarskiego złapali kontakt. Filip Luberecki posłał wrzutkę z lewej strony boiska, piłka następnie trafiła w rękę Lukasa Klemenza, ale sędzia nakazał kontynuować grę. Do piłki błyskawicznie dopadł Bartosz Wolski, który mocnym strzałem skierował ją do siatki.
PODSUMOWANIE:
Dzięki wygranej GKS Katowice wykonał ważny krok w kierunku europejskich pucharów. Aktualnie plasuje się na piątej lokacie, mając tyle samo punktów na koncie, co trzecia Jagiellonia Białystok oraz czwarty Górnik Zabrze. Obie te ekipy rozegrały jednak jedno spotkanie mniej. Motor poniósł pierwszą porażkę w Ekstraklasie od 15 lutego (3:4 z Lechią Gdańsk). Na razie zajmuje ósmą pozycję w tabeli.
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze