Piłka nożna Prasówka
Media o meczu: Pan piłkarz Bartosz Nowak zabawił się w Niecieczy
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu Bruk-Bet Termalica Nieciecza – GKS Katowice 0:3 (0:1).
gazetakrakowska.pl – Bruk-Bet Termalica w coraz gorszej sytuacji. GKS Katowice wypunktował niecieczan
[…] „Słonie” w poprzedniej kolejce przerwały serię porażek (remis u siebie z Zagłębiem Lubin) i teraz liczyły na kolejny krok, który pomógłby im wyjść z kryzysu. Porażka jeszcze go pogłębiła. GKS wygrał zasłużenie, choć gospodarzom nie brakowało okazji do odwrócenia losów spotkania.
Bruk-Bet Termalica znów popełniał błędy w obronie. GKS to wykorzystał
Katowiczanie pierwszy cios zadali w 13 min. Po ciekawej akcji przed bramką „Słoni” powstało zamieszanie. Adrian Chovan kapitalnie obronił dwa strzały rywali z bliska, ale trzecia szansa została przez rywali wykorzystana, gdy Lukas Klemenz trafił ze środka z kilku metrów. Sędziowie jeszcze przejrzeli zapis wideo, aby upewnić się, czy wszystko przebiegło zgodnie z przepisami. Spalonego nie było i goście objęli prowadzenie.
Bolączką niecieczan ostatnio są gole tracone w „pakiecie”, w krótkim odstępie czasu. Podobnie mogło być w tym spotkaniu, lecz po chwili po ładnym uderzeniu z dystansu Kacpra Łukasiaka Chovan końcówkami palców sparował piłkę na słupek.
Przed przerwą gospodarzom nie brakowało okazji do przynajmniej wyrównania. M.in. po wrzutce Rafał Strączek nie złapał piłki, z ostrego kąta luki szukał Krzysztof Kubica, ale został tuż przed bramką zablokowany.
Później golkiper GKS-u dobrze bronił. M.in. w 32 min odbił piłkę po strzale Kubicy, a dwie minuty później zatrzymał Igora Strzałka, który uderzył tuż zza „16”; po chwili goście wybili piłkę w zamieszaniu. W 42 min z dystansu próbował Maciej Ambrosiewicz – znów poprawnie interweniował golkiper.
Niewykorzystane okazje mogły się zemścić w doliczonym czasie I połowy. Wówczas GKS skontrował, a uderzenie Marcela Wędrychowskiego w dalszy róg było tylko nieznacznie niecelne.
Już na początku II połowy niecieczanie dali sygnał, że będą ostro walczyć. Po wyłuskaniu piłki na przedpolu rywali Morgan Fassbender uderzył zza rywala płasko w kierunku dalszego słupka, ale niecelnie. Jeszcze lepsza okazja była w 54 min – po prostopadłym zagraniu Kubica z bliska główkował, lecz za lekko, by zaskoczyć bramkarza.
Goście bardzo poważnie potraktowali te ostrzeżenia. Uszczelnili obronę, od czasu do czasu szukali szans w ofensywie. Początkowo ich okazje nie były zbyt groźne. Aż do 76 min. Wówczas Bartosz Nowak ze środka pola zagrał prostopadle między rywalami do wybiegającego na wolne pole Emana Markovicia, a ten wygrał w sytuacji sam na sam z Chovanem.
„Słonie” jeszcze walczyły. Szybko mogły złapać kontakt (79 min), lecz w zamieszaniu po kornerze piłka nie wpadła do siatki.
A w końcówce przyjezdni postawili kropkę nad „i”. Po składnym rozegraniu znów na listę strzelców wpisał się Marković (ważną rolę odegrali w tej akcji inni rezerwowi – Adriana Błąd i asystujący Ilja Szkurin).
gol24.pl – Wielki awans gości w tabeli
Bruk – Bet Termalica Nieciecza przegrała na własnym obiekcie z GKS-em Katowice 0:3 na otwarcie 14. kolejki PKO Ekstraklasy. Bramki dla gości zdobyli Lukas Klemenz i Eman Marković – dwie. Poza rozgromieniem Jagiellonii Białystok 4:0 w pierwszej kolejce, dla Termaliki nie było zbyt wielu udanych meczów. „Słoniki” tracą już cztery punkty do bezpiecznej strefy. GKS z kolei, dzięki wygranej, wskoczył na 10-te miejsce w tabeli, a przecież moment temu walczyli o utrzymanie.
Od pierwszych minut, Bruk-Bet Termalica Nieciecza chciała ruszyć do przodu, aby jak najszybciej zdobyć bramkę. Po kilku minutach przewagi, do głosu doszedł ubiegłoroczny beniaminek. Katowiczanie łatwo przeszli pod bramkę Słoników i w 13. minucie, po udanym podaniu Marcela Wędrychowskiego, strzał na bramkę zamienił Lukas Klemenz. Były stoper m.in. Wisły Kraków, strzelił już swojego trzeciego gola w tym sezonie.
Po przerwie, Termalica dalej miała więcej posiadania piłki i strzałów, choć słabych, niecelnych, lub spokojnie bronił je Rafał Strączek. GKS Katowice spokojnie przetrwał napór i po wejściu w 62. minucie Evana Markovicia, ubiegłoroczny beniaminek zaczął dominować. W 76 minucie, kolejne kapitalne podanie Bartosza Nowaka, spowodowało, że Marković wyszedł z Chovanem sam na sam, pokonując rywala.
Po tej drugiej bramce, Termalica już nie miała szans na powrót do meczu z wynikiem. Nie uratowało Słoników nawet wprowadzenie Rafała Kurzawy. W 89. minucie, mecz zamknęli rezerwowi. Adrian Błąd podał do Ilji Szkurina, a ten dograł do Markovicia, a ten ustalił wynik meczu na 0:3 dla GKS-u Katowice.
GKS Katowice dzięki wygranej, wskoczył na 10 miejsce w tabeli PKO Ekstraklasy. Termalica nadal jest na siedemnastym miejscu, czyli przedostatnim.
weszlo.com – Pan piłkarz Bartosz Nowak zabawił się w Niecieczy
Przy pierwszym golu świetnie podawał do Adama Zrelaka. Przy drugim – kapitalnie zagrał do Emana Markovicia i zaliczył piękną asystę. Dzięki Bartoszowi Nowakowi GKS Katowice, pokonując w Niecieczy 3:0 Bruk-Bet, wygrał dziś czwarty mecz z rzędu. Natomiast Drużyna Marcina Brosza ma coraz większy problem, bo po raz ostatni zwyciężyła w lidze… 84 dni temu.
W poprzedniej kolejce bramkarz Adrian Chovan spisywał się świetnie i, gdyby nie on, Termalica raczej nie dałaby rady zremisować 1:1 z Zagłębiem Lubin. Dziś Słowak też długo robił, co mógł w meczu z GKS-em, ale to nie wystarczyło choćby do zdobycia jednego punktu. Akcja bramkowa z pierwszej połowy była tego symbolem: po świetnym podaniu Nowaka przed Chovanem znalazł się Adam Zrelak, ale Słowak obronił jego strzał, a później jeszcze dobitkę Marcela Wędrychowskiego. Piłka trafiła jednak do Lukasa Klemenza, a ten skierował ją do siatki.
Po stracie bramki gospodarze zaczęli grać trochę szybciej i to przyniosło efekt w postaci zagrożenia pod bramką GKS-u. Niebezpieczny był występujący dziś na prawym wahadle Morgan Fassbender, ale Niemcowi brakowało ostatniego zagrania. Najpierw groźnie kopnął wzdłuż bramki, ale nikt nie przeciął toru lotu piłki. Później, już w drugiej połowie, uderzał zza pola karnego, ale nie trafił w bramkę. Od mniej więcej 30. minuty to gospodarze dominowali: po dograniu Macieja Ambrosiewicza do piłki doszedł Krzysztof Kubica, ale za lekko uderzył głową.
Po 60. minucie nie działo się zbyt wiele. Najciekawsze zdarzenia? Rezerwowy GKS-u Ilia Szkurin, który w poprzednich meczach trafiał do siatki, tym razem wyróżnił się zdzieleniem w twarz Arkadiusza Kasperkiewicza. Żółta kartka. Upomniany został też Kamil Zapolnik, który zamiast próbować strzelić gola, ostro faulował Kacpra Łukasiaka. Gospodarze byli coraz bardziej bezradni z przodu. To zdecydowanie nie był mecz Zapolnika.
Było to za to kolejne bardzo dobre spotkanie Nowaka. W 76. minucie nie potrzebował zbyt wiele miejsca, by fantastycznie podać do Markovicia. Norweg wykorzystał niepewność Chovana, który zwlekał z wybiegnięciem do przodu, i lekkim strzałem posłał piłkę do siatki.
Było po meczu. A w końcówce Marković „ukąsił” jeszcze po raz drugi, kiedy po stracie Igora Strzałka piłkę wyłożył mu Szkurin.
Dla GKS-u, licząc również Puchar Polski, to czwarta kolejna wygrana. Po słabym początku sezonu zespół Góraka zaczyna nawiązywać do ubiegłych rozgrywek. A Bruk-Bet? Tu mamy odwrotny trend. Była wygrana 4:0 w Białymstoku w pierwszej kolejce, po której sugerowano, że beniaminek może być jedną z rewelacji rozgrywek. 8 sierpnia zespół z Niecieczy wygrał 1:0 w Zabrzu z Górnikiem, ale to był klasyczny przykład tego, że w piłce nożnej drużyna wyraźnie słabsza piłkarsko może odnieść zwycięstwo. Od tego czasu w lidze – siedem porażek i trzy remisy.
Dziś zasłużone 0:3.
Marcin Brosz ma o czym myśleć.
ekstraklasa.org – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 0:3 GKS Katowice – Strasznie dobra forma
GKS Katowice strzelił trzy gole w Niecieczy i dzięki temu wygrał trzeci mecz z rzędu. W pięciu ostatnich meczach drużyna trenera Góraka zdobyła dziesięć punktów.
W 19 zwycięskich meczach od początku sezonu 2024/25 GKS Katowice strzelił 51 goli (śr. 2,68/mecz). W Niecieczy miał swoje problemy, ale wątpliwości rozwiał Eman Marković, który zaliczył dublet. W 3 ostatnich spotkaniach tej drużyny już dwóch zmienników strzelało po dwa gole (wcześniej: Ilia Szkurin). Cieszyć może się też Rafał Strączek, który wciąż nie stracił w tym sezonie bramki w II połowach (i zachował drugie czyste konto z rzędu).
termalica.brukbet.com – Podsumowanie statystyczne spotkania z GKS-em Katowice
Podstawowe liczby meczu z katowiczanami są dla nas druzgocące. Zero bramek, zero punktów, aż trzybramkowa porażka. Wchodząc jednak głębiej w tę ranę, możemy znaleźć nieco więcej niuansów. Przyjrzyjmy się im dokładniej.
Nasz zespół miał dziś przygniatającą przewagę w aspekcie posiadania piłki. Zawodnicy „Słoni” operowali nią aż przez 66% czasu gry! Przełożyło się to na 18 prób uderzeń. Co trzecie było celne, zmuszając do interwencji golkipera gości, Rafała Strączka. Niestety, żadne nie wpadło do siatki, co odróżnia nas od znacznie skuteczniejszych zawodników z Katowic. Ich siedem celnych strzałów przerodziło się w trzy bramki, które konsekwentnie odbierały nadzieje naszemu zespołowi.
dziennikzachodni.pl – Beniaminek nie przełamał się z GieKSą
W piątek 31 października 2025 roku w meczu 14. kolejki PKO Ekstraklasy Bruk-Bet Termalica Nieciecza przegrała z GKS-em Katowice 0:3 (0:1). Dla GieKSy to druga wygrana na wyjeździe w tym sezonie. Dwa gole zdobył Eman Markovic.
Beniaminek z Niecieczy oraz GKS Katowice na tym etapie sezonu są zaplątane w walkę o utrzymanie w PKO Ekstraklasie. Przed 14. kolejką drużyna trenera Marcina Brosza zajmowała przedostatnie miejsce z 10 punktami, a GieKSa była na 15. pozycji (pierwszej bezpiecznej) – 14 punktów. O wiele lepsze nastroje były w katowickim obozie – drużyna Rafała Góraka w lidze wygrała dwa mecze z rzędu, dorzucając jeszcze awans w STS Pucharze Polski po zwycięstwie w Łodzi nad ŁKS-em 2:1. Natomiast „Słonie” do meczu z GieKSą przystąpiły z serią dziewięciu ligowych spotkań bez wygranej (od 8 sierpnia – 1:0 w Zabrzu z Górnikiem), ale ostatnio zremisowały z Zagłębiem Lubin 1:1. Termalica nie miała w tym sezonie ani jednej wygranej u siebie.
W drużynie z Katowic brakowało Mateusza Kowalczyka i Sebastiana Milewskiego, których wykluczyły drobne urazy.
W 13. minucie kibice GieKSy obecni na trybunach stadionu w Niecieczy cieszyli się z gola, ale potem przed dłuższy czas w niepewności oczekiwali na „werdykt” sędziów, bo sytuacja była analizowana przez VAR. Decyzja zapadła w… 18. minucie i była korzystna dla katowiczan. Jak padła bramka? Bartosz Nowak zagrał w pole karne. Adrian Chovan obronił strzał z bliska Adama Zrelaka, następnie dobitkę Marcela Wędrychowskiego, który odegrał do Lukasa Klemenza, a ten z sześciu metrów wpakował piłkę do siatki. VAR analizował, czy nie było spalonego w momencie podania Nowaka.
W 19. minucie było bardzo blisko drugiego gola dla gości. Kacper Łukasiak strzelił zza pola karnego i Chovan popisał się świetną interwencję i zdołał sparować piłkę na słupek.
Gospodarze po pierwszym szoku, też zaczęli szukać swoich szans. W 32. minucie Krzysztof Kubica strzelił z rzutu wolnego i Rafał Strączek odbił piłkę. Dwie minuty później bramkarza GieKSy z trudem obronił uderzenie Igora Strzałka. W tym momencie zespół z Katowic dał się zepchnąć do obrony. W 43. minucie Maciej Ambrosiewicz huknął z daleka i znów bramkarz GKS-u musiał interweniować.
W pierwszej doliczonej minucie katowiczanie wyprowadzili kontrę i Wędrychowski posłał piłkę minimalnie niecelnie obok słupka.
GieKSa od początku drugiej połowy robiła wszystko, aby to do niej należała inicjatywa. W 51. minucie to jednak Termalica stworzyła groźną sytuację, kiedy Morgan Fassbender strzelił tuż przy słupku. Dwie minuty później katowiczanie odpowiedzieli celnym strzałem Nowaka. W 54. minucie Kubica zmarnował dobrą okazję główkując za lekko i wprost do rąk Strączka.
W 76. minucie GKS zadał drugi cios. Nowak posłał prostopadłe podanie i rezerwowy Eman Markovic wygrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy.
Zespół z Niecieczy jeszcze ruszył na bramkę katowiczan, ale stracił trzeciego gola. Po przejęciu piłki Adrian Błąd zagrał w okolice 16 metra, Ilja Szkurin odegrał do Markovica, który spokojnie kopnął piłkę obok bramkarza.
W doliczonym czasie Strączek nie pozwolił na honorowego gola dla gospodarzy, broniąc główkę Kamila Zapolnika.
GKS odskoczył od strefy spadkowej, a Termalica zaliczyła 10 z rzędu mecz bez wygranej!
Felietony Piłka nożna
Dawid Kudła GKS!
Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.
Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.
Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.
Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.
Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.
Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.
Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.
GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.
Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.
W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.
W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.
Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.
Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.
Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.
A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.
Felietony Piłka nożna
GieKSa bawi się w Opalenicy
No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.
Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.
Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.
„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.
To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.
Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.
No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.
I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.
Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.
Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!
Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.
Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.
Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.
PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!
Kibice Piłka nożna
Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026
Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.
Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.
W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.
Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.
Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.
Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.
W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.
Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.
Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.
Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.
Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.
W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.
Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.
Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!
Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.
JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.
Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.
Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.
Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.



















Najnowsze komentarze