Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: chcemy i możemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Jeszcze nie opadł kurz po porażce z Cracovią, a już przyglądamy się kolejnemu rywalowi, bo w tym tygodniu zmierzymy się z do niedawna liderującą Ekstraklasie Wisłą Płock. Los zgotował nam dwumecz z Nafciarzami, bo najpierw w Katowicach powalczymy o awans w Pucharze Polski, a potem pojedziemy do Płocka, by zagrać o ligowe punkty. Przed tymi pojedynkami  porozmawialiśmy z Michałem Sosnowskim – najbardziej znanym w środowisku piłkarskim płockim radnym, ale przede wszystkim wieloletnim kibicem Wisły, który z niejednej klatki dopingował swoich ulubieńców (dowód na to widzicie w ilustrującej materiał fotografii z 2007 r., bo to jego dłoń ściska przy Bukowej Maciej Bagrowski, jeden z członków płockiego sztabu).

„Karny jest jak sędzia gwiźnie”, „Fatalny to ty jesteś”, „Ch**a grają, opier**limy ich”. Jest kilka cytatów w uniwersum polskiej piłki, które zna chyba każdy kibic. Można cię dopisać do tej listy z pamiętnym „Chcemy i możemy”?
Mocne pytanie na rozgrzewkę. Faktycznie, sformułowanie po piłkarskim uniwersum (szczególnie tym twiterrowym) dość mocno się rozeszło. Użyłem tego zwrotu, gdy w zeszłym roku na jednej z sesji Rady Miasta przeznaczaliśmy dodatkowe cztery miliony złotych na Wisłę Płock, która od 2008 roku jest jedną z miejskich spółek. Wiedziałem, że będzie to różnie odbierane, ale należy jasno podkreślić, że piłkarska Wisła to duma naszego miasta i nam naszych lokalnych podatków na klub nie szkoda. Czas pokazał, że była to decyzja słuszna – wspomniane środki miały pomóc w powrocie do elity i to się udało.

Zarówno GieKSa, jak i Wisła Płock to kluby zarządzane przez samorządy, które niejednokrotnie zbierają cięgi za wydawanie milionów na zawodowców w krótkich spodenkach. Jak odnosisz się do tych zarzutów?
Sytuacja każdego z samorządów jest inna. My w Płocku mamy stabilną sytuację budżetową, ok. 1,5-miliardowy budżet, więc na utrzymanie klubu możemy sobie pozwolić. Podobnie jak na utrzymywanie za miejskie środki orkiestry symfonicznej, chóru, ZOO czy finansowanie festiwali muzycznych. Wisła Płock jest klubem miejskim i przez wiele lat nikomu to nie przeszkadzało, a zaczęło dopiero wtedy, gdy staliśmy się jednym z kontrkandydatów do awansu do Ekstraklasy dla pewnego klubu, którego właściciel lubi tłumaczyć własne porażki czynnikami zewnętrznymi. Moje podejście jest takie, że samorządy – jak sama nazwa wskazuje – same się rządzą. Dopóki mieszkańcom Płocka nie przeszkadzają wydatki na klub, a wyrażają to poprzez głosy swoich przedstawicieli w Radzie Miasta, to będziemy ten klub utrzymywać. Celem był jak najszybszy powrót do ESA – to się udało i dziś kapitalizacja z miasta to już mniej niż 50% budżetu klubu. Wbrew opiniom wszystkich „fachowców”, pieniądze samorządowe i spółek Skarbu Państwa, które zasilają kluby, również przyczyniają się do rozwoju polskiej piłki, a przede wszystkim Ekstraklasy. Jest to widoczne choćby w europejskich rankingach czy we frekwencji na polskich stadionach. To nie pochodzenie kapitału decyduje o tym, czy klub jest dobrze czy źle zarządzany, ale wiele różnych aspektów. I warto o tym pamiętać.

Zarówno w tym, jak i poprzednim sezonie Wisła może być przykładem, jak mądrze wydawać publiczne pieniądze z efektem w postaci wyników sportowych. W czym tkwi tajemnica sukcesu Nafciarzy?
Myślę, że złożyło się na to wiele spraw, ale kluczowe były dwie kwestie: uporządkowanie finansów klubu, bo różnie z tym w ostatnich latach bywało (choćby w tym nieszczęsnym sezonie spadkowym) i zatrudnienie w klubie trenera Mariusza Misiury. Wielu trenerów pamiętam, ale Mariusz to zdecydowanie top, zarówno pod kątem merytorycznym, jak i typowo ludzkim. Dobre słowo mogę też powiedzieć o dyrektorach sportowych – Darku Sztylce czy Radku Kucharskim. Obaj przeprowadzili jakościowe transfery. Do tego dochodzi trafienie z formą naszych wychowanków, bo np. Łukasz Sekulski czy Krystian Pomorski budowali zespół i jego mental w kluczowych momentach. Generalnie od pewnego czasu większość spraw wygląda tak, jak tego oczekiwaliśmy od wielu lat: solidne podstawy, dobry trener, elegancka drużyna i nowy stadion z ponad 10 tysiącami średniej frekwencji. Nie ukrywam, że po ponad 20 latach działalności kibicowskiej i „gabinetowej” z satysfakcją patrzę dziś na to, w jakim miejscu jest Wisła. Młodzi kibice w Płocku mają gdzie i na kim łapać zajawkę i budować kolejne pokolenia Nafciarzy.

Patrząc na początek rozgrywek Ekstraklasy, nie nawiedzają was koszmary z sezonu 2022/23, kiedy spektakularna forma zakończyła się spektakularną klapą? Jak wspominasz tamten sezon?
Wspominam tragicznie – wiadomo. Wisła Płock przeszła swego czasu długą i trudną drogę od 2. ligi wschodniej i meczów z takimi klubami jak Pelikan Łowicz, Kolejarz Stróże czy Sokół Kleczew, do pamiętnego awansu do Ekstraklasy, po kapitalnej wygranej 5:0 u siebie z Zawiszą Bydgoszcz w 2016 roku. To było 9 lat mozolnej pracy wielu ludzi nad odbudowaniem klubu. Na tamten spadek złożyło się – jak to zwykle bywa – wiele aspektów. Oprócz indywidualnych błędów ówczesnego prezesa, dyrektora sportowego, trenera czy złej postawy piłkarzy – bo przede wszystkim to oni grają – w mojej ocenie wpływ na wydarzenia miała również zła sytuacja finansowa klubu (być może zabrakło w tamtym momencie jakiegoś kibola w Radzie Miasta, który przeforsowałby dodatkowe środki 😉 ), która doprowadziła do sprzedaży kluczowych piłkarzy i problemów z terminowymi płatnościami. Myślę też, że zamieszanie z trwającą wtedy budową stadionu również nie pomagało. Wszystkiego było za dużo jak na jedną głowę i skończyło się jak się skończyło. Całe szczęście to już historia. Dziś mamy zupełnie inną sytuację w klubie, innego trenera, całkowicie inną drużynę z zupełnie innym mentalem i nie wyobrażam sobie w tym sezonie powtórki z rozrywki. Piłka nożna uczy pokory, ale bez przesady. Tym razem oceniam, że spokojnie się utrzymamy, a przy odrobinie szczęścia możemy powalczyć o coś więcej.

Naszym ostatnim rywalem była Cracovia, z którą z kolei wy mieliście się mierzyć tydzień wcześniej. Zadam ci to samo pytanie, co Kamilowi z Krakowa: dobrze, że wasz mecz przełożono? Była jakakolwiek szansa, by rozegrać go w terminie?
Tego dnia spadło w Płocku tyle deszczu, że szczerze wątpię, by jakiekolwiek doraźne zabiegi pomogły doprowadzić boisko do stanu używalności. Nie jestem specjalistą od murawy, ale granie w takich warunkach mogłoby nie tylko zniszczyć stawy chłopakom, ale również całkowicie zryć nawierzchnię, którą w ostatnim czasie udało się doprowadzić do odpowiedniego stanu (pozdrawiam mojego przyjaciela Huberta, który za nią odpowiada). Tak to już jest w sportach outdoorowych, że czasami takie sytuacje się zdarzają. To była wspólna decyzja sędziów, obu sztabów i zarządów. Moim zdaniem słuszna.

W tym sezonie macie już na rozkładzie kilku ligowych potentatów jak Legia czy Raków, a jedyną porażkę zaliczyliście w starciu z innym beniaminkiem w Gdyni (rozmawiamy przed przegranym meczem Wisły z Jagiellonią – przyp. red.). Spadek formy czy wypadek przy pracy?
Pokażą to kolejne mecze, chociaż ta liga jest tak nieprzewidywalna, że każdy może wygrać z każdym. Wbrew pozorom mecze z Legią czy Rakowem nie były jakieś trudne – trener Misiura ma to do siebie, że doskonale rozpracowuje rywali i to na boisku po prostu widać. Legia w Płocku wykonała kilkadziesiąt dośrodkowań i nie stworzyła z nich żadnego większego zagrożenia. To co aktualnie nas martwi to kontuzje – brak Sekula, czy świeża kontuzja Jime. To kluczowi dla nas zawodnicy.

Jak oceniasz okno transferowe w wykonaniu Wisły? Kto jest największym wzmocnieniem, a którego odejścia najbardziej żal?
Moim zdaniem największymi wzmocnieniami są Marcin Kamiński (profesor w obronie) oraz młody Wiktor Nowak, który momentami naprawdę pozytywnie zaskakuje w ofensywie. Z zawodników, którzy odeszli nie mam żadnego, którego jakoś szczególnie byłoby mi żal. Jedynie trochę słabo, że klub nie dogadał się z menadżerem Bartłomieja Gradeckiego i ostatecznie ten bramkarz – nasz wychowanek – opuścił klub, ale na ten moment Rafał Leszczyński wydaje się solidniejszym golkiperem.

Zrządzeniem losu GieKSa i Wisła zmierzą się dwukrotnie w ciągu tygodnia – raz w lidze, a raz w Pucharze Polski. To co, puchar za ligę? Co jest dla was ważniejsze?
Jednym z największych sukcesów klubu, który widziałem na własne oczy, było zdobycie Pucharu Polski po wygranej z Zagłębiem Lubin w 2006 roku. To już 19 lat temu, więc z jednej strony chciałbym, żeby młodsi fani Nafciarzy mieli okazję coś takiego przeżyć i żebyśmy w końcu w tym Pucharze Polski o coś powalczyli, a z drugiej strony – podchodząc pragmatycznie do tematu – bardzo potrzebujemy kolejnych punktów w lidze, więc jeśli miałbym wybierać – walczcie dalej w Pucharze, a w lidze poprosimy trzy punkty!

Zerkając na wasze wyniki w lidze, większe szanse mamy chyba w Pucharze, bo na wyjazdach gracie w kratkę, a u siebie jesteście bezlitośni? Z czego to twoim zdaniem wynika?
Myślę, że nowe Ł34 stało się prawdziwą twierdzą Nafciarzy. Frekwencja po awansie wzrosła, cały stadion żyje meczem i piłkarze to z pewnością czują. Po gorszych momentach trybuny nie przestają wierzyć, co już kilkukrotnie było im wynagradzane. Ultrasi z sektora D robią dobrą robotę, zarówno jeśli chodzi o oprawy, jak o i doping. To wszystko składa się na to, że faktyczne w domu Nafciarzom gra się zwyczajnie łatwiej.

Ostatni raz spotkaliśmy się w sezonie 2023/24, kiedy to sprawiedliwie podzieliliśmy się punktami – za każdym razem wygrywali gospodarze. Jak wspominasz tamte pojedynki?
Taki układ jest zdecydowanie lepszy niż dwa remisy, więc nie mam nic przeciwko, żeby sytuacja się powtórzyła. Szczerze mówiąc, akurat te dwa nasze pojedynki jakoś szczególnie mi w pamięć nie zapadły pod kątem piłkarskim, za to pamiętam że szczelnie wypełniliście klatkę i zrobiliście fajną oprawę – dopasowaną idealnie do sektora.

Masz jakieś szczególne wspomnienia z innych pojedynków z GieKSą?
Tak, ale też bardziej kibicowskie niż piłkarskie. Miło wspominam wyjazd do Was w 2007 roku, kiedy kibice Górnika Zabrze w liczbie ok. 600 zasiedli jeszcze z nami w starym sektorze gości przy Bukowej. Jeden z moich kolegów z Grupy Ultras N@fciarze zawiesił wtedy jedną z naszych flag bardzo wysoko na sektorze, wdrapując się po jakichś blachach niczym czlowiek-pająk (pozdro Pawcio!). Wygraliśmy ten mecz na boisku 3:1, ale przede wszystkim kibicowsko dobrze się pokazaliśmy, bo wyjazd w ponad 200 głów na tamte czasy to było dla nas coś, plus solidne wsparcie zgody.

Jakie wyniki typujesz w naszych meczach?
1:1 w Pucharze (i niech w karnych wygra lepszy) i 2:1 u nas w lidze. Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich kibiców GKS-u, szczególnie tych, z którymi mam kontakt prywatny. Życzę wam powodzenia na każdym froncie. 

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga