Piłka nożna Wywiady
Okiem rywala: chcemy i możemy!
Jeszcze nie opadł kurz po porażce z Cracovią, a już przyglądamy się kolejnemu rywalowi, bo w tym tygodniu zmierzymy się z do niedawna liderującą Ekstraklasie Wisłą Płock. Los zgotował nam dwumecz z Nafciarzami, bo najpierw w Katowicach powalczymy o awans w Pucharze Polski, a potem pojedziemy do Płocka, by zagrać o ligowe punkty. Przed tymi pojedynkami porozmawialiśmy z Michałem Sosnowskim – najbardziej znanym w środowisku piłkarskim płockim radnym, ale przede wszystkim wieloletnim kibicem Wisły, który z niejednej klatki dopingował swoich ulubieńców (dowód na to widzicie w ilustrującej materiał fotografii z 2007 r., bo to jego dłoń ściska przy Bukowej Maciej Bagrowski, jeden z członków płockiego sztabu).
„Karny jest jak sędzia gwiźnie”, „Fatalny to ty jesteś”, „Ch**a grają, opier**limy ich”. Jest kilka cytatów w uniwersum polskiej piłki, które zna chyba każdy kibic. Można cię dopisać do tej listy z pamiętnym „Chcemy i możemy”?
Mocne pytanie na rozgrzewkę. Faktycznie, sformułowanie po piłkarskim uniwersum (szczególnie tym twiterrowym) dość mocno się rozeszło. Użyłem tego zwrotu, gdy w zeszłym roku na jednej z sesji Rady Miasta przeznaczaliśmy dodatkowe cztery miliony złotych na Wisłę Płock, która od 2008 roku jest jedną z miejskich spółek. Wiedziałem, że będzie to różnie odbierane, ale należy jasno podkreślić, że piłkarska Wisła to duma naszego miasta i nam naszych lokalnych podatków na klub nie szkoda. Czas pokazał, że była to decyzja słuszna – wspomniane środki miały pomóc w powrocie do elity i to się udało.
Zarówno GieKSa, jak i Wisła Płock to kluby zarządzane przez samorządy, które niejednokrotnie zbierają cięgi za wydawanie milionów na zawodowców w krótkich spodenkach. Jak odnosisz się do tych zarzutów?
Sytuacja każdego z samorządów jest inna. My w Płocku mamy stabilną sytuację budżetową, ok. 1,5-miliardowy budżet, więc na utrzymanie klubu możemy sobie pozwolić. Podobnie jak na utrzymywanie za miejskie środki orkiestry symfonicznej, chóru, ZOO czy finansowanie festiwali muzycznych. Wisła Płock jest klubem miejskim i przez wiele lat nikomu to nie przeszkadzało, a zaczęło dopiero wtedy, gdy staliśmy się jednym z kontrkandydatów do awansu do Ekstraklasy dla pewnego klubu, którego właściciel lubi tłumaczyć własne porażki czynnikami zewnętrznymi. Moje podejście jest takie, że samorządy – jak sama nazwa wskazuje – same się rządzą. Dopóki mieszkańcom Płocka nie przeszkadzają wydatki na klub, a wyrażają to poprzez głosy swoich przedstawicieli w Radzie Miasta, to będziemy ten klub utrzymywać. Celem był jak najszybszy powrót do ESA – to się udało i dziś kapitalizacja z miasta to już mniej niż 50% budżetu klubu. Wbrew opiniom wszystkich „fachowców”, pieniądze samorządowe i spółek Skarbu Państwa, które zasilają kluby, również przyczyniają się do rozwoju polskiej piłki, a przede wszystkim Ekstraklasy. Jest to widoczne choćby w europejskich rankingach czy we frekwencji na polskich stadionach. To nie pochodzenie kapitału decyduje o tym, czy klub jest dobrze czy źle zarządzany, ale wiele różnych aspektów. I warto o tym pamiętać.
Zarówno w tym, jak i poprzednim sezonie Wisła może być przykładem, jak mądrze wydawać publiczne pieniądze z efektem w postaci wyników sportowych. W czym tkwi tajemnica sukcesu Nafciarzy?
Myślę, że złożyło się na to wiele spraw, ale kluczowe były dwie kwestie: uporządkowanie finansów klubu, bo różnie z tym w ostatnich latach bywało (choćby w tym nieszczęsnym sezonie spadkowym) i zatrudnienie w klubie trenera Mariusza Misiury. Wielu trenerów pamiętam, ale Mariusz to zdecydowanie top, zarówno pod kątem merytorycznym, jak i typowo ludzkim. Dobre słowo mogę też powiedzieć o dyrektorach sportowych – Darku Sztylce czy Radku Kucharskim. Obaj przeprowadzili jakościowe transfery. Do tego dochodzi trafienie z formą naszych wychowanków, bo np. Łukasz Sekulski czy Krystian Pomorski budowali zespół i jego mental w kluczowych momentach. Generalnie od pewnego czasu większość spraw wygląda tak, jak tego oczekiwaliśmy od wielu lat: solidne podstawy, dobry trener, elegancka drużyna i nowy stadion z ponad 10 tysiącami średniej frekwencji. Nie ukrywam, że po ponad 20 latach działalności kibicowskiej i „gabinetowej” z satysfakcją patrzę dziś na to, w jakim miejscu jest Wisła. Młodzi kibice w Płocku mają gdzie i na kim łapać zajawkę i budować kolejne pokolenia Nafciarzy.
Patrząc na początek rozgrywek Ekstraklasy, nie nawiedzają was koszmary z sezonu 2022/23, kiedy spektakularna forma zakończyła się spektakularną klapą? Jak wspominasz tamten sezon?
Wspominam tragicznie – wiadomo. Wisła Płock przeszła swego czasu długą i trudną drogę od 2. ligi wschodniej i meczów z takimi klubami jak Pelikan Łowicz, Kolejarz Stróże czy Sokół Kleczew, do pamiętnego awansu do Ekstraklasy, po kapitalnej wygranej 5:0 u siebie z Zawiszą Bydgoszcz w 2016 roku. To było 9 lat mozolnej pracy wielu ludzi nad odbudowaniem klubu. Na tamten spadek złożyło się – jak to zwykle bywa – wiele aspektów. Oprócz indywidualnych błędów ówczesnego prezesa, dyrektora sportowego, trenera czy złej postawy piłkarzy – bo przede wszystkim to oni grają – w mojej ocenie wpływ na wydarzenia miała również zła sytuacja finansowa klubu (być może zabrakło w tamtym momencie jakiegoś kibola w Radzie Miasta, który przeforsowałby dodatkowe środki 😉 ), która doprowadziła do sprzedaży kluczowych piłkarzy i problemów z terminowymi płatnościami. Myślę też, że zamieszanie z trwającą wtedy budową stadionu również nie pomagało. Wszystkiego było za dużo jak na jedną głowę i skończyło się jak się skończyło. Całe szczęście to już historia. Dziś mamy zupełnie inną sytuację w klubie, innego trenera, całkowicie inną drużynę z zupełnie innym mentalem i nie wyobrażam sobie w tym sezonie powtórki z rozrywki. Piłka nożna uczy pokory, ale bez przesady. Tym razem oceniam, że spokojnie się utrzymamy, a przy odrobinie szczęścia możemy powalczyć o coś więcej.
Naszym ostatnim rywalem była Cracovia, z którą z kolei wy mieliście się mierzyć tydzień wcześniej. Zadam ci to samo pytanie, co Kamilowi z Krakowa: dobrze, że wasz mecz przełożono? Była jakakolwiek szansa, by rozegrać go w terminie?
Tego dnia spadło w Płocku tyle deszczu, że szczerze wątpię, by jakiekolwiek doraźne zabiegi pomogły doprowadzić boisko do stanu używalności. Nie jestem specjalistą od murawy, ale granie w takich warunkach mogłoby nie tylko zniszczyć stawy chłopakom, ale również całkowicie zryć nawierzchnię, którą w ostatnim czasie udało się doprowadzić do odpowiedniego stanu (pozdrawiam mojego przyjaciela Huberta, który za nią odpowiada). Tak to już jest w sportach outdoorowych, że czasami takie sytuacje się zdarzają. To była wspólna decyzja sędziów, obu sztabów i zarządów. Moim zdaniem słuszna.
W tym sezonie macie już na rozkładzie kilku ligowych potentatów jak Legia czy Raków, a jedyną porażkę zaliczyliście w starciu z innym beniaminkiem w Gdyni (rozmawiamy przed przegranym meczem Wisły z Jagiellonią – przyp. red.). Spadek formy czy wypadek przy pracy?
Pokażą to kolejne mecze, chociaż ta liga jest tak nieprzewidywalna, że każdy może wygrać z każdym. Wbrew pozorom mecze z Legią czy Rakowem nie były jakieś trudne – trener Misiura ma to do siebie, że doskonale rozpracowuje rywali i to na boisku po prostu widać. Legia w Płocku wykonała kilkadziesiąt dośrodkowań i nie stworzyła z nich żadnego większego zagrożenia. To co aktualnie nas martwi to kontuzje – brak Sekula, czy świeża kontuzja Jime. To kluczowi dla nas zawodnicy.
Jak oceniasz okno transferowe w wykonaniu Wisły? Kto jest największym wzmocnieniem, a którego odejścia najbardziej żal?
Moim zdaniem największymi wzmocnieniami są Marcin Kamiński (profesor w obronie) oraz młody Wiktor Nowak, który momentami naprawdę pozytywnie zaskakuje w ofensywie. Z zawodników, którzy odeszli nie mam żadnego, którego jakoś szczególnie byłoby mi żal. Jedynie trochę słabo, że klub nie dogadał się z menadżerem Bartłomieja Gradeckiego i ostatecznie ten bramkarz – nasz wychowanek – opuścił klub, ale na ten moment Rafał Leszczyński wydaje się solidniejszym golkiperem.
Zrządzeniem losu GieKSa i Wisła zmierzą się dwukrotnie w ciągu tygodnia – raz w lidze, a raz w Pucharze Polski. To co, puchar za ligę? Co jest dla was ważniejsze?
Jednym z największych sukcesów klubu, który widziałem na własne oczy, było zdobycie Pucharu Polski po wygranej z Zagłębiem Lubin w 2006 roku. To już 19 lat temu, więc z jednej strony chciałbym, żeby młodsi fani Nafciarzy mieli okazję coś takiego przeżyć i żebyśmy w końcu w tym Pucharze Polski o coś powalczyli, a z drugiej strony – podchodząc pragmatycznie do tematu – bardzo potrzebujemy kolejnych punktów w lidze, więc jeśli miałbym wybierać – walczcie dalej w Pucharze, a w lidze poprosimy trzy punkty!
Zerkając na wasze wyniki w lidze, większe szanse mamy chyba w Pucharze, bo na wyjazdach gracie w kratkę, a u siebie jesteście bezlitośni? Z czego to twoim zdaniem wynika?
Myślę, że nowe Ł34 stało się prawdziwą twierdzą Nafciarzy. Frekwencja po awansie wzrosła, cały stadion żyje meczem i piłkarze to z pewnością czują. Po gorszych momentach trybuny nie przestają wierzyć, co już kilkukrotnie było im wynagradzane. Ultrasi z sektora D robią dobrą robotę, zarówno jeśli chodzi o oprawy, jak o i doping. To wszystko składa się na to, że faktyczne w domu Nafciarzom gra się zwyczajnie łatwiej.
Ostatni raz spotkaliśmy się w sezonie 2023/24, kiedy to sprawiedliwie podzieliliśmy się punktami – za każdym razem wygrywali gospodarze. Jak wspominasz tamte pojedynki?
Taki układ jest zdecydowanie lepszy niż dwa remisy, więc nie mam nic przeciwko, żeby sytuacja się powtórzyła. Szczerze mówiąc, akurat te dwa nasze pojedynki jakoś szczególnie mi w pamięć nie zapadły pod kątem piłkarskim, za to pamiętam że szczelnie wypełniliście klatkę i zrobiliście fajną oprawę – dopasowaną idealnie do sektora.
Masz jakieś szczególne wspomnienia z innych pojedynków z GieKSą?
Tak, ale też bardziej kibicowskie niż piłkarskie. Miło wspominam wyjazd do Was w 2007 roku, kiedy kibice Górnika Zabrze w liczbie ok. 600 zasiedli jeszcze z nami w starym sektorze gości przy Bukowej. Jeden z moich kolegów z Grupy Ultras N@fciarze zawiesił wtedy jedną z naszych flag bardzo wysoko na sektorze, wdrapując się po jakichś blachach niczym czlowiek-pająk (pozdro Pawcio!). Wygraliśmy ten mecz na boisku 3:1, ale przede wszystkim kibicowsko dobrze się pokazaliśmy, bo wyjazd w ponad 200 głów na tamte czasy to było dla nas coś, plus solidne wsparcie zgody.
Jakie wyniki typujesz w naszych meczach?
1:1 w Pucharze (i niech w karnych wygra lepszy) i 2:1 u nas w lidze. Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich kibiców GKS-u, szczególnie tych, z którymi mam kontakt prywatny. Życzę wam powodzenia na każdym froncie.
Piłka nożna
Mecz Legend GieKSy i Banika
W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.
Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.
W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk.
Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.
Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.
Galeria Piłka nożna
GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni
Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.
Piłka nożna kobiet
Demolka stołecznej drużyny
Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami.
Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę. Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.
W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.
Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!
26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki: Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice: Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.


Najnowsze komentarze