Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Mistrzynie Polski w drodze po marzenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji kobiecej piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Kobieca drużyna rozegrała dwa zwycięskie spotkania w ramach eliminacji do Ligi Mistrzyń UEFA. W pierwszym z nich pokonała WFC BIIK-Shymkent 2:0 (2:0),  a w drugim ŽNK Mura 2:0 (1:0). Piłkarki wygrały także w 3. kolejce Orlen Ekstraligi – z KS Uniwersytetem Jagiellońskim 2:0 (1:0). W III rundzie eliminacji drużyna zmierzy się z holenderskim FC Twente. Mecze zostaną rozegrane 11 i 18 września, pierwszy z nich w Katowicach na Arenie Katowice. Drużyna męska wygrała w meczu 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Radomiakiem 3:2 (2:2). Następne spotkanie zespół rozegra po przerwie reprezentacyjnej (12 wrzesnia) z Lechią w Gdańsku. Do drużyny dołączył Eman Markovic na zasadzie transferu definitywnego. Kacper Ćwielong został wypożyczony do końca sezonu do Sandecji Nowy Sącz.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa sparingi. W pierwszym z nich pokonali MKS Będzin 3:1, w drugim przegrali z BBTS-em Bielsko-Biała 1:3. Spotkania były rozegrywane w ramach turnieju Góral Cup Beskidy. W najbliższy piątek zespół rozegra ostatni sparing przed startem PLS 1. Ligi – z BBTS-em Bielsko-Biała.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa sparingi z Zagłębiem Sosnowiec, w których drużyna raz przegrała (3:4) i raz wygrała (4:2). Na najbliższą sobotę i niedzielę zaplanowano sparingi z IceFighters Leipzig.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski w drodze po marzenia.

Liga Mistrzyń: Mistrzynie Polski chcą dokonać tego, co nie udało się jeszcze polskim klubom kobiecym. Czy uda im się spełnić marzenie? Na razie postawiły pierwszy krok.

Liga Mistrzów od wielu lat pozostaje wciąż w sferze marzeń klubów Ekstraklasy. To jest zamknięty salon dla bogaczy i dlatego wciąż bezskutecznie  ! Tymczasem do rywalizacji o Ligę Mistrzyń po niezwykle udanym ostatnim meczu ligowym tutaj, wchodzą Mistrzynie Polski!

I połowa.

Mecz zaczął się od szalonych ataków Mistrzyń Kazachstanu. Raz po raz próbowały uruchomić szybkie skrzydła, gdzie niezwykle groźne były reprezentantki Ghany Yakubu i Tweneboaa! Chinka Xhie groźnie centrowała z rzutów rożnych, a Seweryn próbowała pokonać Kreto. W tym czasie piłkarki GKS-u spokojnie rozgrywały piłkę i w miarę możliwości przenosiły ciężar gry na połowę rywalek. W 7 minucie składna akcja Maciążki i Włodarczyk mogła zakończyć się ciekawie, ale pomocniczka „Gieksy” została zablokowana. Zaledwie minutę później powinien być karny dla podopiecznych Karoliny Koch. Maciążka zdecydowała się na indywidualną akcję, ale przynajmniej moim zdaniem była wycięta w „szesnastce”! Napastniczka zwijała się z bólu, ale sędzina nakazała grać Kazaszkom! Potem do głosy doszły rywalki Katowiczanek.

W 16 minucie groźnie centrowała Thomtchuoa, ale Seweryn dobrze wypiąstkowała piłkę z własnego pola karnego. Piłkę co prawda przejęła Chinka Xhie, ale uderzyła obok słupka.  Mecz nabrał tempa w 24 minucie. Rzut rożny wykonywała znowu Xhie, lecz tym razem żadna z jej koleżanek nie doszła do piłki.  Zawiązały jednak akcje ich rywalki i po składnej akcji Nieciąg trafiła do siatki! Ta sytuacja kompletnie oszołomiła Kazaszki.

Potem niepodzielnie już w tej części dominowały Mistrzynie Polski i udokumentowały to w 38 minucie drugim kapitalnym golem z dystansu Aleksandry Nieciąg!

II połowa.

Ta część spotkania zaczęła się od zmian w drużynie z Kazachstanu. Thomtchuoa zeszła a w jej miejsce weszła Chikupila, z kolei w 50 minucie Serrant zastąpiła niewidoczną Yakubu! Reagowała też Karolina Koch, ale ona w 56′ wprowadziła na plac Jaszek za bohaterkę spotkania.  Zmiany bardziej przysporzyły się gospodyniom tego starcia. Szarżowała Xhie skrzydłem, potem próbowała pokonać Seweryn Tweneboaa. To był fragment naprawdę ciekawej gry Shymkentu i niewiele brakło, aby zmniejszyły one prowadzenie Mistrzyń Polski.

To jednak nie nastąpiło i inicjatywę przejęły podopieczne Karoliny Koch. Popularna „Gieksa” próbowała to skrzydłem, to znowu uderzeniem z dystansu, ale brakowało wykończenia. Inna sprawa, że sędzina tego spotkania umówmy się zbyt wiele nie widziała.

Potem znowu niezły fragment miały Kazaszki. Raz po raz atakowały bramkę Seweryn. Centrowały to z rzutów rożnych, to znowu w 71 minucie próbowały strzału z dystansu! Te próby mogły skończyć się źle dla nich w 78 minucie. Wówczas piłkarki GKS-u przejęły piłkę i Maciążka ruszyła agresywnie do przodu. Podała piłkę na skrzydło do Włodarczyk ta doszła na wysokość piątki pola karnego, ale jej centra została zablokowana. To była ostatnia akcja, bo sekundy później zmieniła ją Vuskane. Wówczas zeszła też Jagoda Cyraniak.

Ostatnie w zasadzie 10 minut spotkania było już pod kontrolą mistrzyń Polski. Groźnie kontrowały, jak po akcji Hmitovej. Długo utrzymywały się przy piłce i od czasu do czasu próbowały grać skrzydłami.

W 89 minucie powinno być 3:0! Maciążka wypatrzyła Zawadzką i ta huknęła gdzieś z 17 metra w samo okno. Bramkarka Shynkmentu tylko w sobie znany sposób sparowała jednak ten strzał na rzut rożny!

Ostatecznie więcej goli już nie padło i GKS zasłużenie pokonał Mistrzynie Kazachstanu. O tym z kim zagra w finale tej rundy kwalifikacji, zadecyduje kolejny mecz!

Liga Mistrzyń i kwalifikacje do niej zaczęły się więc dla Mistrzyń Polski obiecująco.

GKS Katowice zwycięża w eliminacjach!

Zespół mistrz Polski, GKS Katowice wygrał ze słoweńskim ŽNK Mura, dzięki czemu awansował do ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzyń!

Od początku spotkania GKS Katowice był stroną dominującą. W 10. minucie Patricia Hmirova miała bardzo dobrą okazję, aby wyprowadzić mistrzynie Polski na prowadzenie, jednak przymierzyła w poprzeczkę. Cztery minuty później Katowiczanki udokumentowały swoją przewagę trafieniem Klaudii Maciążki. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.

Sześć minut po rozpoczęciu drugiej połowy piłkarki GKS-u podwyższyły rezultat. Na listę strzelczyń wpisała się Victoria Kaláberová. Mimo licznych okazji mistrzyń Polski, nie zdołały podwyższyć wyniku, jednak co najważniejsze – wywalczyły awans do ostatniej, decydującej fazy eliminacji Ligi Mistrzyń. Rywalki Gieksy wyłoni losowanie, które odbędzie się już jutro, tj. 31 sierpnia w szwajcarskim Nyonie. Mecze trzeciej rundy eliminacji zostały zaplanowane na 11 i 18 września.

Liga Mistrzyń UEFA: GKS Katowice poznał rywala w 3. rundzie eliminacji

Kolejna runda w LM za nami, a w niej zwycięsko ze swojego starcia wyszły mistrzynie Polski – GKS Katowice – które właśnie poznały swojego rywala w 3. rundzie kwalifikacji.

[…] Dzisiaj odbyło się losowanie, podczas którego poznaliśmy 9 par, które zmierzą się ze sobą podczas kolejnej rundy. Zwycięzcy tych spotkań zagrają w fazie ligowej Ligi Mistrzyń UEFA.

3. runda kwalifikacji została podzielona na dwie części: mistrzowską (dla mistrzów krajowych, do których należy również GieKSa) i ligową. W pierwszej ścieżce (mistrzowskiej), odbędą się 4 spotkania, a w drugiej (ligowej) – 5.

GKS był zespołem nierozstawionym (na podstawie rankingu) i podczas losowania trafił na holenderski zespół FC Twente. Spotkania zostaną rozegrane 11 i 18 września, a gospodarzem pierwszego z nich będzie GieKSa. Zwycięzca zagra w fazie ligowej LM. Przegrany wejdzie do 2. rundy kwalifikacji Pucharu Europy UEFA kobiet.

FC Twente to holenderski zespół, który powstał w 2007 roku i od razu zaliczył debiut w Eredivisie – najwyższej klasie rozgrywkowej w Holandii. Już w swoim pierwszym sezonie zdobył Puchar Holandii, a potem powtórzył sukces dwukrotnie. W sezonie 2012/2013 był finalistą pucharu, ale go nie zdobył. Ma na koncie także dwa Superpuchary Holandii (2022 i 2023) i 3 Puchary Ligi (raz był też finalistą tych rozgrywek).

Drużyna stawała także 14-krotnie na podium holenderskiej ligi. 9 razy zdobyła mistrzostwo Holandii i 5 razy była wicemistrzem kraju.

Twente dwa razy była mistrzem i raz wicemistrzem, a także raz finalistą Pucharu BeNe League – rozgrywek organizowanych wspólnie przez federację holenderską i belgijską.

Klub ma również doświadczenie na arenie europejskiej – 9 razy uczestniczył w rozgrywkach europejskich i 3 razy dotarł do 1/8 finału Ligi Mistrzyń, w sezonach 2015/2016, 2016/2017 i 2019/2020.

weszlo.com – GKS Katowice ogłasza transfer. Strzelał razem z Haalandem

Niedługo przed rozpoczęciem meczu GKS-u Katowice z Radomiakiem Radom, klub z ulicy Bukowej ogłosił kolejny transfer. Możemy mówić o niestandardowym działaniu – w GieKSie został zatrudniony bowiem obcokrajowiec, Eman Marković.

[…] GKS reaguje na słaby start ligi i pozyskuje Emana Markovicia. Co wiemy o tym piłkarzu? Ma 26 lat, jest Norwegiem i występuje na pozycji skrzydłowego. W ostatnim czasie reprezentował barwy IFK Goeteborg, dla którego rozegrał w trwającym w Szwecji sezonie 2025 piętnaście meczów. Łącznie w 49 meczach dla tego klubu zanotował osiem goli i osiem asyst.

W przeszłości grał także w Noerrkoping (Szwecja), Zrinjskim Mostar (Bośnia i Hercegowina) oraz Molde czy Sandefjord (oba Norwegia). Ma spore doświadczenie z norweskich młodzieżówek. Brał udział między innymi w mistrzostwach świata U-20 organizowanych w Polsce, na których Erling Haaland zdobył dziewięć bramek w jednym meczu. Nowy nabytek GKS-u strzelił w tym spotkaniu gola na 10:0.

Marković nie przeniósł się do Polski na zasadzie wolnego transferu, więc GieKSa musiała za niego zapłacić. Zawodnik związał się z nowym klubem trzyletnią umową.

podkarpacielive.pl – Kacper Ćwielong wypożyczony do Sandecji Nowy Sącz

Kacper Ćwielong piłkarzem Sandecji Nowy Sącz. Do drugoligowca przenosi się na zasadzie wypożyczenia z GKS-u Katowice.

 

SIATKÓWKA

pls1liga.pl – Góral CUP Beskidy 2025 – wyniki pierwszego dnia

Zespoły GKS-u Katowice i BBTS-u Bielsko-Biała odniosły zwycięstwa w pierwszym dniu turnieju Góral CUP Beskidy 2025.

Piątkowe mecze dostarczyły wielu sportowych emocji, w pierwszym spotkaniu zwyciężyli zawodnicy GKS Katowice. Podopieczni Emila Siewiorka pokonali MKS Będzin po czterosetowej walce. Drugi mecz zakończył się po pięciu setach, bielszczanie przegrywając już 0:2 wygrali kolejne trzy partie i zameldowali się w finale.

GKS Katowice – MKS Będzin 3:1 (25:23,25:17,19:25,25:19)

BBTS Bielsko-Biała wygrał turniej Góral Cup Beskidy 2025

BBTS Bielsko-Biała wygrał tegoroczną edycję turnieju Góral CUP Beskidy 2025, w finale bielszczanie pokonali katowicki GKS. Trzecią lokatę zajęli siatkarze MKS Będzin, zwyciężając Słowaków z VK Slavia Nitra.

Jedyne indywidualne wyróżnienie – Nagroda im. Henryka Kubicy dla najlepszego rozgrywającego turnieju – trafiło do Szymona Janusa, rozgrywającego BBTS.

Rozgrywki ligowe już za pasem, bielskich zawodników czekają jeszcze dwa sparingi. We wtorek podejmą w hali UBB przy ul. Willowej 2 reprezentację Algierii. Natomiast w piątek zagrają w Katowicach z GKS-em.

BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 3:1 (25:21,25:23,22:25,25:19)

 

HOKEJ

hokej.net – Zagłębie pokonało wicemistrza Polski! Dwa dublety

Hokeiści ECB Zagłębia Sosnowiec w swoim piątym meczu kontrolnym pokonali na własnym lodzie GKS Katowice 4:3. Dwa gole dla sosnowiczan zdobył Aron Chmielewski, a dla katowiczan dwukrotnie trafił Jean Dupuy.

Podopieczni Matiasa Lehtonena po pierwszej odsłonie prowadzili 2:0, a w obu przypadkach wykorzystali okres gry w przewadze. Najpierw sprytnym strzałem zza bramki popisał się Joni Piipponen, który nabił plecy Michała Kielera. Później soczystym uderzeniem popisał się Aron Chmielewski.

GieKSa od początku drugiej odsłony zagrała odważniej i w 25. minucie na listę strzelców wpisał się Jean Dupuy, który z bliskiej odległości pokonał Niilo Halonena.

Później w ciągu 98 sekund sekund obejrzeliśmy trzy gole. Dla Zagłębia trafił Jere Jokinen, a dla GieKSy w odstępie 22 sekund trafili Jean Dupuy, który wykorzystał rzut karny i Juho Koivusaari.

W 31. minucie do siatki trafił Aron Chmielewski i jak się okazało – była to zwycięska bramka.

Udany rewanż „GieKSy”. Kuriozalny gol Dupuya

Hokeiści GKS-u Katowice udanie zrewanżowali się Zagłębiu Sosnowiec za porażkę 3:4 niespełna 24 godziny wcześniej. GieKSiarze pokonali na lodowisku Jantor sosnowiczan 4:2.

Sobotnie starcie bardzo dobrze rozpoczęli podopieczni Jacka Płachty, którzy już w drugiej zmianie znaleźli sposób na pokonanie bramkarza Zagłębia. Po dwójkowej akcji z bliska krążek obok interweniującego Macieja Miarki posłał Patryk Wronka. Do wyrównania dopiero pod koniec premierowej odsłony doprowadził Jere Jokinen, który przekierował uderzenie Michała Naroga.

W drugiej tercji sosnowiczanie śmielej atakowali bramkę GKS oddając więcej strzałów w stronę Jespera Eliassona. Żadna z prób nie przyniosła jednak zmiany rezultatu i tercja ta zakończyła się bezbramkowym remisem.

Na początku trzeciej tercji dzisiejsi gospodarze ponownie w tym meczu wyszli na prowadzenie w dość szczęśliwych okolicznościach. Po strzale Jeana Dupuy krążek nabrał dziwnej rotacji i przelobował bramkarza Zagłębia. Na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry Bartosz Fraszko nie dał szans Miarce wykorzystując solową kontrę i GKS prowadził już dwoma bramkami. Na półtorej minuty przed końcem meczu sosnowiczanie zagrali bez bramkarza oraz dodatkowo w liczebnej przewadze. Manewr ten przyniósł sosnowiczanom kontaktowe trafienie, a na listę strzelców wpisał się Matthew Sozanski, który uderzył z okolicy niebieskiej linii. Spotkanie zakończyło się jednak dwubramkowym zwycięstwem katowiczan, a gumę z własnej tercji do pustej bramki precyzyjnie wystrzelił Travis Vereda.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Hapoel: Nowi zawodnicy pomogą drużynie?

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie pomiędzy sezonami działacze Hapoelu dokonali kilku zmian w składzie. Z klubem pożegnało się pięciu zawodników i tylu samo podpisało nową umowę.

Największe nadzieje są wiązane z pochodzącym z Ghany Douglasem Owusu. 20-letni Owusu gra na pozycji napastnika, poprzednie dwa sezony grał w Super liga Srbije – najpierw w Radniku Surdulica, a przez ostatnie pół roku w Crvenie Zvezda Belgrad. W tych dwóch klubach strzelił 11 bramek i zanotował tyle samo asyst. Kontrakt z Owusu został podpisany 5 sierpnia i od razu został zgłoszony do rozgrywek Ligi Konferencji, jednak nie zagrał w meczu w Miszkolcu. Filigranowy (mierzy zaledwie 1,65 m) piłkarz jest wart 4,5 mln euro.

Hapoel podpisał także umowę z obrońcą Doronem Leidnerem. 24-latek występował w drużynie z Tel Awiwu jako junior, później „błąkał” się po Europie (Olympiakos Pireus, Austria Wiedeń, FC Zurich), by ostatecznie wrócić do Hapoela. Leidner występuje w kadrze Izraela. Jego wartość rynkowa wynosi 300 tys. euro. Doron wystąpił we wszystkich meczach pucharowych, w jednym w pełnym wymiarze, w pozostałych był zmieniany po około 60 minutach. W drugim meczu z Ludogortsem zobaczył żółtą kartkę.

Kolejnym obrońcą, który podpisał nową umowę, jest wysoki, mierzący 188 centymetrów, Chico. 27-latek przez większość kariery grał w Brazylii (Sport Recife i Novorizontino), a na początku poprzedniego sezonu został wypożyczony do Hapoelu. Przed tym sezonem związał się z klubem 3-letnią umową. Wartość rynkowa Chico oceniana jest na 1,2 mln euro. Brazylijczyk wystąpił we wszystkich meczach pucharowych. W pierwszym meczu z Ludogortsem strzelił bramkę i zobaczył żółtą kartkę.

Z kolei 24-letni Yonatan Farber gra na pozycji pomocnika i występował tylko w drużynach z Izraela. Farber mierzy 1,9 m, a jego wartość wyceniania jest na 350 tys. euro. W meczach pucharowych wystąpił tylko parę minut – w drugim meczu z Ludogortsem.

Ostatnim zawodnikiem, który dołączył do Hapoela przed sezonem, jest 19-letni Itay Shavit. Shavit jest reprezentantem Izraela U19 i gra na pozycji pomocnika. Jego wartość wyceniana jest na 150 tys. euro. Nie wystąpił w żadnym meczu pucharowym.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga