Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Mistrzynie Polski w drodze po marzenia

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji kobiecej piłki nożnej, siatkówki i hokeja na lodzie. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Kobieca drużyna rozegrała dwa zwycięskie spotkania w ramach eliminacji do Ligi Mistrzyń UEFA. W pierwszym z nich pokonała WFC BIIK-Shymkent 2:0 (2:0),  a w drugim ŽNK Mura 2:0 (1:0). Piłkarki wygrały także w 3. kolejce Orlen Ekstraligi – z KS Uniwersytetem Jagiellońskim 2:0 (1:0). W III rundzie eliminacji drużyna zmierzy się z holenderskim FC Twente. Mecze zostaną rozegrane 11 i 18 września, pierwszy z nich w Katowicach na Arenie Katowice. Drużyna męska wygrała w meczu 7. kolejki PKO BP Ekstraklasy z Radomiakiem 3:2 (2:2). Następne spotkanie zespół rozegra po przerwie reprezentacyjnej (12 wrzesnia) z Lechią w Gdańsku. Do drużyny dołączył Eman Markovic na zasadzie transferu definitywnego. Kacper Ćwielong został wypożyczony do końca sezonu do Sandecji Nowy Sącz.

Siatkarze rozegrali w ubiegłym tygodniu dwa sparingi. W pierwszym z nich pokonali MKS Będzin 3:1, w drugim przegrali z BBTS-em Bielsko-Biała 1:3. Spotkania były rozegrywane w ramach turnieju Góral Cup Beskidy. W najbliższy piątek zespół rozegra ostatni sparing przed startem PLS 1. Ligi – z BBTS-em Bielsko-Biała.

Hokeiści w ubiegłym tygodniu rozegrali dwa sparingi z Zagłębiem Sosnowiec, w których drużyna raz przegrała (3:4) i raz wygrała (4:2). Na najbliższą sobotę i niedzielę zaplanowano sparingi z IceFighters Leipzig.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Mistrzynie Polski w drodze po marzenia.

Liga Mistrzyń: Mistrzynie Polski chcą dokonać tego, co nie udało się jeszcze polskim klubom kobiecym. Czy uda im się spełnić marzenie? Na razie postawiły pierwszy krok.

Liga Mistrzów od wielu lat pozostaje wciąż w sferze marzeń klubów Ekstraklasy. To jest zamknięty salon dla bogaczy i dlatego wciąż bezskutecznie  ! Tymczasem do rywalizacji o Ligę Mistrzyń po niezwykle udanym ostatnim meczu ligowym tutaj, wchodzą Mistrzynie Polski!

I połowa.

Mecz zaczął się od szalonych ataków Mistrzyń Kazachstanu. Raz po raz próbowały uruchomić szybkie skrzydła, gdzie niezwykle groźne były reprezentantki Ghany Yakubu i Tweneboaa! Chinka Xhie groźnie centrowała z rzutów rożnych, a Seweryn próbowała pokonać Kreto. W tym czasie piłkarki GKS-u spokojnie rozgrywały piłkę i w miarę możliwości przenosiły ciężar gry na połowę rywalek. W 7 minucie składna akcja Maciążki i Włodarczyk mogła zakończyć się ciekawie, ale pomocniczka „Gieksy” została zablokowana. Zaledwie minutę później powinien być karny dla podopiecznych Karoliny Koch. Maciążka zdecydowała się na indywidualną akcję, ale przynajmniej moim zdaniem była wycięta w „szesnastce”! Napastniczka zwijała się z bólu, ale sędzina nakazała grać Kazaszkom! Potem do głosy doszły rywalki Katowiczanek.

W 16 minucie groźnie centrowała Thomtchuoa, ale Seweryn dobrze wypiąstkowała piłkę z własnego pola karnego. Piłkę co prawda przejęła Chinka Xhie, ale uderzyła obok słupka.  Mecz nabrał tempa w 24 minucie. Rzut rożny wykonywała znowu Xhie, lecz tym razem żadna z jej koleżanek nie doszła do piłki.  Zawiązały jednak akcje ich rywalki i po składnej akcji Nieciąg trafiła do siatki! Ta sytuacja kompletnie oszołomiła Kazaszki.

Potem niepodzielnie już w tej części dominowały Mistrzynie Polski i udokumentowały to w 38 minucie drugim kapitalnym golem z dystansu Aleksandry Nieciąg!

II połowa.

Ta część spotkania zaczęła się od zmian w drużynie z Kazachstanu. Thomtchuoa zeszła a w jej miejsce weszła Chikupila, z kolei w 50 minucie Serrant zastąpiła niewidoczną Yakubu! Reagowała też Karolina Koch, ale ona w 56′ wprowadziła na plac Jaszek za bohaterkę spotkania.  Zmiany bardziej przysporzyły się gospodyniom tego starcia. Szarżowała Xhie skrzydłem, potem próbowała pokonać Seweryn Tweneboaa. To był fragment naprawdę ciekawej gry Shymkentu i niewiele brakło, aby zmniejszyły one prowadzenie Mistrzyń Polski.

To jednak nie nastąpiło i inicjatywę przejęły podopieczne Karoliny Koch. Popularna „Gieksa” próbowała to skrzydłem, to znowu uderzeniem z dystansu, ale brakowało wykończenia. Inna sprawa, że sędzina tego spotkania umówmy się zbyt wiele nie widziała.

Potem znowu niezły fragment miały Kazaszki. Raz po raz atakowały bramkę Seweryn. Centrowały to z rzutów rożnych, to znowu w 71 minucie próbowały strzału z dystansu! Te próby mogły skończyć się źle dla nich w 78 minucie. Wówczas piłkarki GKS-u przejęły piłkę i Maciążka ruszyła agresywnie do przodu. Podała piłkę na skrzydło do Włodarczyk ta doszła na wysokość piątki pola karnego, ale jej centra została zablokowana. To była ostatnia akcja, bo sekundy później zmieniła ją Vuskane. Wówczas zeszła też Jagoda Cyraniak.

Ostatnie w zasadzie 10 minut spotkania było już pod kontrolą mistrzyń Polski. Groźnie kontrowały, jak po akcji Hmitovej. Długo utrzymywały się przy piłce i od czasu do czasu próbowały grać skrzydłami.

W 89 minucie powinno być 3:0! Maciążka wypatrzyła Zawadzką i ta huknęła gdzieś z 17 metra w samo okno. Bramkarka Shynkmentu tylko w sobie znany sposób sparowała jednak ten strzał na rzut rożny!

Ostatecznie więcej goli już nie padło i GKS zasłużenie pokonał Mistrzynie Kazachstanu. O tym z kim zagra w finale tej rundy kwalifikacji, zadecyduje kolejny mecz!

Liga Mistrzyń i kwalifikacje do niej zaczęły się więc dla Mistrzyń Polski obiecująco.

GKS Katowice zwycięża w eliminacjach!

Zespół mistrz Polski, GKS Katowice wygrał ze słoweńskim ŽNK Mura, dzięki czemu awansował do ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzyń!

Od początku spotkania GKS Katowice był stroną dominującą. W 10. minucie Patricia Hmirova miała bardzo dobrą okazję, aby wyprowadzić mistrzynie Polski na prowadzenie, jednak przymierzyła w poprzeczkę. Cztery minuty później Katowiczanki udokumentowały swoją przewagę trafieniem Klaudii Maciążki. Do przerwy rezultat nie uległ zmianie.

Sześć minut po rozpoczęciu drugiej połowy piłkarki GKS-u podwyższyły rezultat. Na listę strzelczyń wpisała się Victoria Kaláberová. Mimo licznych okazji mistrzyń Polski, nie zdołały podwyższyć wyniku, jednak co najważniejsze – wywalczyły awans do ostatniej, decydującej fazy eliminacji Ligi Mistrzyń. Rywalki Gieksy wyłoni losowanie, które odbędzie się już jutro, tj. 31 sierpnia w szwajcarskim Nyonie. Mecze trzeciej rundy eliminacji zostały zaplanowane na 11 i 18 września.

Liga Mistrzyń UEFA: GKS Katowice poznał rywala w 3. rundzie eliminacji

Kolejna runda w LM za nami, a w niej zwycięsko ze swojego starcia wyszły mistrzynie Polski – GKS Katowice – które właśnie poznały swojego rywala w 3. rundzie kwalifikacji.

[…] Dzisiaj odbyło się losowanie, podczas którego poznaliśmy 9 par, które zmierzą się ze sobą podczas kolejnej rundy. Zwycięzcy tych spotkań zagrają w fazie ligowej Ligi Mistrzyń UEFA.

3. runda kwalifikacji została podzielona na dwie części: mistrzowską (dla mistrzów krajowych, do których należy również GieKSa) i ligową. W pierwszej ścieżce (mistrzowskiej), odbędą się 4 spotkania, a w drugiej (ligowej) – 5.

GKS był zespołem nierozstawionym (na podstawie rankingu) i podczas losowania trafił na holenderski zespół FC Twente. Spotkania zostaną rozegrane 11 i 18 września, a gospodarzem pierwszego z nich będzie GieKSa. Zwycięzca zagra w fazie ligowej LM. Przegrany wejdzie do 2. rundy kwalifikacji Pucharu Europy UEFA kobiet.

FC Twente to holenderski zespół, który powstał w 2007 roku i od razu zaliczył debiut w Eredivisie – najwyższej klasie rozgrywkowej w Holandii. Już w swoim pierwszym sezonie zdobył Puchar Holandii, a potem powtórzył sukces dwukrotnie. W sezonie 2012/2013 był finalistą pucharu, ale go nie zdobył. Ma na koncie także dwa Superpuchary Holandii (2022 i 2023) i 3 Puchary Ligi (raz był też finalistą tych rozgrywek).

Drużyna stawała także 14-krotnie na podium holenderskiej ligi. 9 razy zdobyła mistrzostwo Holandii i 5 razy była wicemistrzem kraju.

Twente dwa razy była mistrzem i raz wicemistrzem, a także raz finalistą Pucharu BeNe League – rozgrywek organizowanych wspólnie przez federację holenderską i belgijską.

Klub ma również doświadczenie na arenie europejskiej – 9 razy uczestniczył w rozgrywkach europejskich i 3 razy dotarł do 1/8 finału Ligi Mistrzyń, w sezonach 2015/2016, 2016/2017 i 2019/2020.

weszlo.com – GKS Katowice ogłasza transfer. Strzelał razem z Haalandem

Niedługo przed rozpoczęciem meczu GKS-u Katowice z Radomiakiem Radom, klub z ulicy Bukowej ogłosił kolejny transfer. Możemy mówić o niestandardowym działaniu – w GieKSie został zatrudniony bowiem obcokrajowiec, Eman Marković.

[…] GKS reaguje na słaby start ligi i pozyskuje Emana Markovicia. Co wiemy o tym piłkarzu? Ma 26 lat, jest Norwegiem i występuje na pozycji skrzydłowego. W ostatnim czasie reprezentował barwy IFK Goeteborg, dla którego rozegrał w trwającym w Szwecji sezonie 2025 piętnaście meczów. Łącznie w 49 meczach dla tego klubu zanotował osiem goli i osiem asyst.

W przeszłości grał także w Noerrkoping (Szwecja), Zrinjskim Mostar (Bośnia i Hercegowina) oraz Molde czy Sandefjord (oba Norwegia). Ma spore doświadczenie z norweskich młodzieżówek. Brał udział między innymi w mistrzostwach świata U-20 organizowanych w Polsce, na których Erling Haaland zdobył dziewięć bramek w jednym meczu. Nowy nabytek GKS-u strzelił w tym spotkaniu gola na 10:0.

Marković nie przeniósł się do Polski na zasadzie wolnego transferu, więc GieKSa musiała za niego zapłacić. Zawodnik związał się z nowym klubem trzyletnią umową.

podkarpacielive.pl – Kacper Ćwielong wypożyczony do Sandecji Nowy Sącz

Kacper Ćwielong piłkarzem Sandecji Nowy Sącz. Do drugoligowca przenosi się na zasadzie wypożyczenia z GKS-u Katowice.

 

SIATKÓWKA

pls1liga.pl – Góral CUP Beskidy 2025 – wyniki pierwszego dnia

Zespoły GKS-u Katowice i BBTS-u Bielsko-Biała odniosły zwycięstwa w pierwszym dniu turnieju Góral CUP Beskidy 2025.

Piątkowe mecze dostarczyły wielu sportowych emocji, w pierwszym spotkaniu zwyciężyli zawodnicy GKS Katowice. Podopieczni Emila Siewiorka pokonali MKS Będzin po czterosetowej walce. Drugi mecz zakończył się po pięciu setach, bielszczanie przegrywając już 0:2 wygrali kolejne trzy partie i zameldowali się w finale.

GKS Katowice – MKS Będzin 3:1 (25:23,25:17,19:25,25:19)

BBTS Bielsko-Biała wygrał turniej Góral Cup Beskidy 2025

BBTS Bielsko-Biała wygrał tegoroczną edycję turnieju Góral CUP Beskidy 2025, w finale bielszczanie pokonali katowicki GKS. Trzecią lokatę zajęli siatkarze MKS Będzin, zwyciężając Słowaków z VK Slavia Nitra.

Jedyne indywidualne wyróżnienie – Nagroda im. Henryka Kubicy dla najlepszego rozgrywającego turnieju – trafiło do Szymona Janusa, rozgrywającego BBTS.

Rozgrywki ligowe już za pasem, bielskich zawodników czekają jeszcze dwa sparingi. We wtorek podejmą w hali UBB przy ul. Willowej 2 reprezentację Algierii. Natomiast w piątek zagrają w Katowicach z GKS-em.

BBTS Bielsko-Biała – GKS Katowice 3:1 (25:21,25:23,22:25,25:19)

 

HOKEJ

hokej.net – Zagłębie pokonało wicemistrza Polski! Dwa dublety

Hokeiści ECB Zagłębia Sosnowiec w swoim piątym meczu kontrolnym pokonali na własnym lodzie GKS Katowice 4:3. Dwa gole dla sosnowiczan zdobył Aron Chmielewski, a dla katowiczan dwukrotnie trafił Jean Dupuy.

Podopieczni Matiasa Lehtonena po pierwszej odsłonie prowadzili 2:0, a w obu przypadkach wykorzystali okres gry w przewadze. Najpierw sprytnym strzałem zza bramki popisał się Joni Piipponen, który nabił plecy Michała Kielera. Później soczystym uderzeniem popisał się Aron Chmielewski.

GieKSa od początku drugiej odsłony zagrała odważniej i w 25. minucie na listę strzelców wpisał się Jean Dupuy, który z bliskiej odległości pokonał Niilo Halonena.

Później w ciągu 98 sekund sekund obejrzeliśmy trzy gole. Dla Zagłębia trafił Jere Jokinen, a dla GieKSy w odstępie 22 sekund trafili Jean Dupuy, który wykorzystał rzut karny i Juho Koivusaari.

W 31. minucie do siatki trafił Aron Chmielewski i jak się okazało – była to zwycięska bramka.

Udany rewanż „GieKSy”. Kuriozalny gol Dupuya

Hokeiści GKS-u Katowice udanie zrewanżowali się Zagłębiu Sosnowiec za porażkę 3:4 niespełna 24 godziny wcześniej. GieKSiarze pokonali na lodowisku Jantor sosnowiczan 4:2.

Sobotnie starcie bardzo dobrze rozpoczęli podopieczni Jacka Płachty, którzy już w drugiej zmianie znaleźli sposób na pokonanie bramkarza Zagłębia. Po dwójkowej akcji z bliska krążek obok interweniującego Macieja Miarki posłał Patryk Wronka. Do wyrównania dopiero pod koniec premierowej odsłony doprowadził Jere Jokinen, który przekierował uderzenie Michała Naroga.

W drugiej tercji sosnowiczanie śmielej atakowali bramkę GKS oddając więcej strzałów w stronę Jespera Eliassona. Żadna z prób nie przyniosła jednak zmiany rezultatu i tercja ta zakończyła się bezbramkowym remisem.

Na początku trzeciej tercji dzisiejsi gospodarze ponownie w tym meczu wyszli na prowadzenie w dość szczęśliwych okolicznościach. Po strzale Jeana Dupuy krążek nabrał dziwnej rotacji i przelobował bramkarza Zagłębia. Na siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry Bartosz Fraszko nie dał szans Miarce wykorzystując solową kontrę i GKS prowadził już dwoma bramkami. Na półtorej minuty przed końcem meczu sosnowiczanie zagrali bez bramkarza oraz dodatkowo w liczebnej przewadze. Manewr ten przyniósł sosnowiczanom kontaktowe trafienie, a na listę strzelców wpisał się Matthew Sozanski, który uderzył z okolicy niebieskiej linii. Spotkanie zakończyło się jednak dwubramkowym zwycięstwem katowiczan, a gumę z własnej tercji do pustej bramki precyzyjnie wystrzelił Travis Vereda.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Zabrza

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Zabrza. W sektorze gości zameldował się komplet (według przyznanych biletów) – 1503 kibiców GieKSy, w tym wsparcie Banika Ostrava (15) oraz ROW Rybnik (50). Zdjęcia nadesłane przez kibiców. 

Kontynuuj czytanie

Galeria Kibice Piłka nożna

Kibicowska galeria z wyjazdu do Gliwic

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do kibicowskiej galerii z wyjazdu do Gliwic, gdzie GieKSa zjawiła się w nadkomplecie, a dokładnie w 1154 osoby, w tym 6 Banik Ostrava i 1 JKS Jarosław. Zdjęcia nadesłane przez kibiców.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

Igrzyska Myśliwca z katowicką obroną

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Czasem trzeba – jak to się mówi – przespać się po danym meczu. Po to, żeby podejść do niego bardziej spokojnie, znaleźć jakieś pozytywy i ogólnie nie popaść w zły nastrój. Nie pykło. Tym razem patrząc już z lekkiego dystansu, czyli sobotniego poranka, mam obraz gorszy niż bezpośrednio po meczu. Powiedzmy sobie wprost – to było fatalne spotkanie naszego zespołu.

Nie mam tym razem irytacji, tak jak po meczu z Motorem. Może z powodu dyspozycji dnia. Ale nie zespołu, tylko mojej. Ot, GieKSa pokazała swoją specyfikę od tej złej strony, ale nie jest to nic nowego, znamy to doskonale. Tym razem wyszło na minus.

To co jest niestety specyfiką tej drużyny i co (póki co) nie pozwala jej wejść na stałe do czołówki ligi to jej kompletna losowość. Abstrahując oczywiście od tej różnicy u siebie i na wyjeździe. Ale zasadniczo wygląda to tak, że co nam danego dnia wylosuje maszyna losująca, tak będzie wyglądał mecz w naszym wykonaniu. Nie ma czegoś takiego, że przed meczem ze stosunkowo dużym prawdopodobieństwem jesteśmy w stanie stwierdzić, że GieKSa zagra dobre solidne spotkanie, będzie lepsza od rywala albo przynajmniej równa, a wynik – choć to suma wielu wypadkowych – również z pewnym prawdopodobieństwem będzie korzystny. Nie. W przypadku GKS mamy wręcz orła i reszkę – jak wypadnie jedno to mamy ekipę walczącą, kapitalnie grającą w piłkę, stwarzającą zagrożenie. Jeśli drugie – drużynę bezradną i… grającą w obronie w tak kuriozalny sposób jak wczoraj. Ale jest to sposób znany. Także z tego sezonu. Jak zawieje – tak zagramy.

Zanim przejdę do obrony (dla porządku, chodzi o obronną grę całego zespołu), słówko o innych aspektach. Zapytałem trenera na konferencji o wyciąganie wniosków z rywalizacji z Piastem, przede wszystkim z jesieni z poprzedniego sezonu. Bo miałem małe déjà vu z tego meczu, gdy chyba dopiero w swoim drugim starciu jako trener Piasta przyjechał na Nową Bukową Daniel Myśliwiec. Wtedy używałem takiej metafory, że piłkarze Piasta „pobili” naszych zawodników. Bo już wtedy zameldowali się bardzo szybko w kościach naszych zawodników, którzy nie byli na to przygotowani. I goście wtedy zdominowali ten mecz fizycznością i agresją, do tego strzelili w krótkim czasie dwie bramki i było po meczu. I wczoraj mieliśmy podobny vibe Piasta, przy czym tym razem z dyscyplin olimpijskich trener Myśliwiec nie postawił na boks, tylko na sprint. Nie wiem, jakim cudem przekonał swoich piłkarzy, zwłaszcza tych zagranicznych, jaka jest waga meczu z GieKSą, ale grali oni, jakby nałykali się szaleju. Byli dzicy, z pianą na ustach, walczyli, jakby to była wojna, a nie mecz piłkarski. Tak jak mówię – tym razem objawiało się to w szybkości, pokazywaniu się na pozycję i niesamowitym parciu do przodu. Utrzymywali przy tym naprawdę dyscyplinę taktyczną, to nie były ataki chaotyczne. W tym kontekście trafiliśmy na przeciwnika niesamowicie dobrze dysponowanego.

Trener mówił po meczu, że w drugiej połowie to GKS przejął inicjatywę. No jasne, ale przecież Piast prowadził już 2:0, więc to turbodoładowanie nie było już im do niczego potrzebne. Poza tym bądźmy konsekwentni – bo narracja jest taka, że gdy my się cofamy do niskiej obrony, to jest to przemyślana taktyka, a jeśli przeciwnik – to znaczy, że ich zdominowaliśmy i rywal miał kłopoty…

No nie. Piast intencjonalnie oddał nam piłkę, może nie do końca dla siebie w sposób idealny, na co zwracał uwagę trener rywali. Ale gospodarze bardzo umiejętnie się bronili i GKS choć stworzył sobie ostatecznie dość sporo sytuacji, to trudno powiedzieć, żeby któraś z nich naprawdę była wielką szansą na zdobycie gola. Wydaje mi się, że najlepszą miał Mateusz Wdowiak w pierwszej połowie, ale i tak jednak musiał uderzać z takiej krótkiej nogi. Owszem – powinien to trafić, ale sytuacja idealna nie była. Mateusz Kowalczyk z szesnastu metrów – to też powinno zakończyć się dużo lepszym uderzeniem (znaczy nie wprost w bramkarza). Sytuacja Marcina Wasielewskiego po kapitalnym podaniu Nowaka była trudna, bo nasz zawodnik uderzał już będąc bardzo blisko bramkarza, szanse powodzenia były minimalne. Ilja po podaniu Bartka strzelał bardzo efektownie i był blisko, ale była to trudna sytuacja.

Poza tym nasze sytuacje były słabe, podwójne uderzenie Bartka nie miało też większych szans.

Jeśli chcemy porównać – naprawdę dobre szanse to miała Wisła Płock w Katowicach. Mimo, że przegrała 0:5, na początku meczu, kiedy ratował nas Ilja, a potem w drugiej połowie, gdy sam na sam wyszedł Hamulić. To są prawdziwe groźne sytuacje, a nie te, które my stworzyliśmy w Gliwicach.

Daniel Myśliwiec jak nikt inny widać zna atuty i słabości GieKSy. Nikt w tej lidze nie potrafi nas zneutralizować w taki sposób. I najwidoczniej trener wygrał ten mecz już przed meczem. Wiedział jaką taktykę przyjąć i jak nastawić swoich zawodników. I to wystarczyło. Plus dodajmy pewien aspekt układu gwiazd. Oprócz tego, że Piast był lepszy zarówno w obronie i w ataku, to trzeba powiedzieć, że absolutnie wszystko im wychodziło, a nam absolutnie nic. Takie mecze też się zdarzają.

Przede wszystkim trenerzy rywali wiedzą (i my niestety też), że gdy się nasz zespół naciśnie, to gubimy się niemożebnie. Recepta na GieKSę – wprowadzić trochę szybkości i chaosu w naszych szeregach, to prawdopodobieństwo zdobycia bramki znacząco wzrasta. Co lepsza (a nawet i nie) drużyna z tego korzysta. Na naszym tle zadziwiająco często drużyny przeciwników wyglądają na rozpędzone i grające mecz sezonu…

No ale wracając do tej defensywy. Problem mamy wielki i to nie jest tylko kwestia tylko tego sezonu. Na ten moment mamy rozegranych 10 meczów i 15 straconych bramek. To daje średnią 1,5 traconej bramki na mecz – taka sama średnia wychodzi zarówno w lidze, jak i czterech meczach pucharowych. Mamy w dziesięciu meczach tego sezony zaledwie jedno czyste konto, a w ostatnich osiemnastu spotkaniach – tylko dwukrotnie nie straciliśmy bramki.

Ale tu nie chodzi nawet o samą liczbę, bo choć jest ona spora, to nie jest jeszcze jakaś totalnie dramatyczna. Ale dramatyczny jest sposób, w jaki te bramki tracimy. I w jakich momentach czy odstępach. Patrząc na ten sezon. I rozpoczynając od meczu w Żylinie. Mieliśmy kilka fatalnych zachowań w pierwszej połowie, bramek nie traciliśmy, ale gubiliśmy się wtedy strasznie, podając do przeciwników. Natomiast z pola karnego wybić piłki nie umieliśmy i był rzut karny. Na Wiśle dwie bramki stracone w trzy minuty, a mogły być trzy w pięć czy sześć minut, ale trzecia nie została uznana. Z Radomiakiem podajemy w polu karnym prosto na nogę przeciwnika. Hapoel – wiadomo przedziwny przerzut Borjy, a potem strata Arka. W rewanżu z drużyną z Tel Awiwu jakieś uchylanie się od główek i rywal wychodzi sam na sam. Z Górnikiem w 80 sekund tracimy dwa gole. No i jedna z wisienek na torcie – mecz z Piastem.

Choć déjà vu to miałem też z Miszkolcem…

Trudno zrozumieć, co tu się wczoraj wydarzyło. To że rywale przeprowadzili kontrę to jedno. Ale jak jeden Sanca może się zatrzymać na szesnastym metrze, przekładać sobie nogę nad piłką, a nasi zawodnicy dosłownie jak tyczki – nieruchomo powbijani w ziemię. To się absolutnie nie ma prawa wydarzyć, a nawet jeśli stoją – to niech przynajmniej zasłonią bramkę. Drugi gol to zupełnie bierne zachowanie naszych zawodników – ponownie powbijanych w ziemię – i przeciwnik zza pleców trzech GieKSiarzy wbiega i bez problemu strzela bramkę. I powiem tak – do obejrzenia skrótu myślałem, że trzeci gol to po prostu czyste stadiony świata. Ale jak zobaczyłem, jak nasz kapitan uchyla się niemal do ziemi, odsłaniając tym samym drogę piłce do bramki, to sam klęknąłem. Przecież jakby Arek został spionizowany, to piłka by trafiła dokładnie w niego.

A co do tej drugiej bramki jeszcze – to przecież dosłownie dwie akcję poprzedzające – w ciągu 2-3 minut – to były wyjścia Piasta sam na sam lub niemal sam na sam – raz był spalony, a za drugim razem rzut rożny, po którym padł gol. Podania na skrzydła, takie na dobieg, nokautowały nas w tym meczu.

I tak jak trener mówi, efektywność w obronie i ataku była po stronie Piasta. Raz, że Piast był lepszy, ale dwa – że my byliśmy po prostu bardzo słabi. Nie tylko w obronie i nie tylko w wykończeniu. My sobie nie wykreowaliśmy sytuacji tak groźnych, żeby mieć większe szanse na gola. A czasu na to mieliśmy w drugiej połowie mnóstwo, kiedy Piast oddał nam piłkę.

Cóż, zdarzyło się. Dużo gorzkich słów tu padło i w węższym, ale przede wszystkim szerszym aspekcie, trzeba coś z tą grą obronną zrobić, bo tak naprawdę mamy z nią problem od samego awansu do ekstraklasy. Bywały krótkie serie – kilku meczów – kiedy nasi piłkarze wznosili się na wyżyny, notowali czyste konta, potrafili nawet 2-3 mecze z rzędu zagrać bardzo dobrze w defensywie. Ale potem znów przychodziły, kiksy, babole i niezrozumiałe zachowania. Znaczy kiksy… Co do kiksów to ja nawet nie mam pretensji. Na przykład do takiej bramki samobójczej Arka w Łodzi w Pucharze Polski. Tam to był czysty pech, coś co po prostu się zdarza. Ale jak widzę irracjonalne zachowania zawodników, to to jest już powód – czasem do wkurzenia, czasem niepokoju.

Jeśli ta drużyna chce się rozwijać, to musi poprawić defensywę. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że Bartek Nowak da ciasteczka, a Ilja Szkurin będzie miał dzień konia. Nie możemy wiecznie liczyć na to, że strzelimy więcej bramek od przeciwnika, który nam strzela. My mamy umieć przepchnąć kolanem mecz, w którym nam się ofensywa nie układa, mamy mało sytuacji lub jesteśmy nieskuteczni – ale pakujemy tę jedną bramkę i wygrywamy, bo obrona spisała się na medal i nie dopuściła do utraty gola.

Nie jesteśmy drużyną idealną. Naprawdę, gdyby nie te aspekty, o których wspomniałem, bylibyśmy w czołówce ligi i pewnie bili się o mistrzostwo. Ale mamy swoje mankamenty i jesteśmy w takim miejscu jak jesteśmy. Nadal bardzo dobrym miejscu. Ale musimy się rozwijać.

Za tydzień ostatni z trzech meczów wyjazdowych – Lubin. Jeśli tam zapunktujemy za jeden – będzie można powiedzieć, że minimum w tym trójmeczu osiągnęliśmy. Jeśli wygramy – to będzie bardzo dobry wyjazdowy wynik. Nie ma co więc płakać nad rozlanym mlekiem, a tak jak powiedziałem – docenić też bardzo należy drużynę Piasta.

Na koniec powiem, że po meczu dziennikarz Łukasz Pawlik powiedział, że jakby kiedyś zakończył pracę w GKS trener Górak, to to byłby godny następca. Zgadzam się w stu procentach. Nie wiem, co ten szkoleniowiec w sobie ma, ale widać, że ma warsztat, gdziekolwiek nie jest to ma wyniki, potrafi z niczego zrobić coś. Do tego jest skromny, trochę cichy, a jednocześnie widać, że ma ten błysk w oku. Wydaje mi się, że to całkiem spoko człowiek, który jednocześnie swoje przeszedł, zarówno w sporcie, jak i poza nim.

Ale to teoretyczne rozważanie. Teraz trwa projekt firmowany przez Rafała Góraka i niech trwa jak najdłużej, po przysparza nam on masę radości, a GieKSa jest w tym pięknym miejscu. Tak więc dalej pracujmy nad budowaniem wielkiej GieKSy, jak trzeba to poklepmy się po plecach, a jak trzeba to solidnie opie…olmy. Ale tylko po to, by iść do przodu.

Z niecierpliwością czekamy na Lubin!

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga