Dołącz do nas

Felietony Piłka nożna

Asekuranctwo nie popłaca

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przed meczem wszem i wobec ogłaszałem, że gorzej niż w zeszłym sezonie na stadionie Górnika być nie może. Teraz mogę powiedzieć, że w życiu pewne są tylko trzy rzeczy: śmierć, podatki i to, że wszelkie przewidywania w piłce można o kant dupy roztrzaść. W najgorszych snach nie spodziewałem się, że moje słowa się nie ziszczą. Bo o ile rok temu przyjeżdżaliśmy na Roosevelta w roli beniaminka, Górnik nas napoczął szybko, no i faktycznie byliśmy dość bezradni, to mogę powiedzieć, że wtedy byliśmy… tylko bezradni. Trudno.

Wczoraj natomiast to nie była tylko bezradność, to była jakaś antyteza piłki nożnej. Wolałem tamte 0:3. Może mam zakrzywione spojrzenie. Bo wtedy też wyszliśmy jacyś przestraszeni, też niewiele mieliśmy do powiedzenia na boisku. Ale jakoś było łatwiej. A wczoraj? Nie było nic. A najgorsze jest to, że z każdą minutą ta degrengolada się pogłębiała – piłkarska i mentalna. Do tego stopnia, że – choć nigdy tak nie mam – myśli mi zaczęły gdzieś odpływać, chciałem już robić coś innego, bo po prostu nasz zespół wyglądał tak, jakby nie był już zainteresowany udziałem w tym meczu. Totalne poddanie się, biała flaga. Dla zmyłki w końcówce podeszli pod bramkę przeciwnika, Kuusk i Gruszkowski otarli poprzeczkę i „spojek” od zewnętrznej strony. To jednak tylko zaciemnia obraz.

Od początku można było odnieść wrażenie, że GKS jest jakiś niemrawy, znów przestraszony ogromnej, jak na polskie warunki, publiczności. Choć nie było jeszcze takiej tragedii od razu. Nawet raz prawie wyszliśmy sam na sam, ale Adrian Błąd fatalnie przyjmował piłkę. Gdzieś tam, coś próbował Galan, mieliśmy jakieś auty. Zagrożenia jednak nie było żadnego, a raczej skupialiśmy się na rozgrywaniu piłki od tyłu. Górnik najwidoczniej to zauważył, bo zaczął wietrzyć szansę na swoje okazje bramkowe. W defensywie też to nie wyglądało jakoś tragicznie, choć ta niska obrona niepokoiła. Za bardzo zapraszaliśmy zabrzan i środek ciężkości tego meczu niebezpiecznie przesuwał się pod nasze pole karne. Nie na zasadzie szturmu gospodarzy i zamknięcia naszej drużyny w szesnastce. Tylko tego, że jak będziemy sobie tak pykać, ryzyko, że coś się wydarzy wzrastało.

No i wydarzyło się. Trener mówi, że pierwsza bramka to strata w środku boiska – no tak, Galan zagrywa według mnie niezbyt bezpieczne podanie do Kowalczyka, mocne, takie z ryzykiem straty i rywal przejmuje piłkę. Nadal jednak nie mogę zrozumieć tego krycia na radar w naszym polu karnym. Naprawdę nie trzeba iść na raz, ale (głosem Tomasza Hajty) „podejdź pod tego przeciwnika, wsadź nogę, wygarnij”. Galan tylko patrzył na Ousmane Sowa, a ten z uśmiechem na twarzy miał całą przestrzeń w środku (!) pola karnego, żeby wycofać futbolówkę na szesnastkę. Zawodnicy będący w jej obrębie, jak Kowalczyk i Łukasiak, też mieli jakiś opóźniony zapłon, bo zamiast od razu lecieć do szesnastego metra, obracali się jakby mieli nogi z ołowiu. I znów dostaliśmy gonga w końcówce połowy i jest to już bardzo irytujące, że nie możemy dotrwać do przerwy z zerem po stronie strat.

No ale dobra. Trudno. Znów trzeba odrabiać, ale była nadzieja, że w drugiej połowie – nie mogąc już grać tak defensywnie – GKS ruszy do przodu. Płonne były to oczekiwania. Na dodatek straciliśmy kuriozalną bramkę. Nie – nie mam na myśli tej trzeciej. Mówię o drugim golu. Nie rozumiem, po prostu nie rozumiem, co zrobili nasi obrońcy. Powtórzę – to jest kuriozum, że mamy dokładnie na linii pola bramkowego i to praktycznie w świetle bramki trzech piłkarzy, a jednocześnie jedyny przeciwnik – również na linii „piątki” – ma tak dużo miejsca i jest kompletnie niepilnowany. Absurdalna sytuacja. Liseth dostał dośrodkowanie i strzelił na luzaku bramkę głową.

Wyglądało to bardzo źle. Samobójczy gol Kuuska był tylko symbolicznym podsumowaniem tego żenującego spotkania, choć i tutaj padliśmy ofiarą tego naszego czasem przesadnego rozgrywania od tyłu. Zresztą w tym meczu to rozgrywanie i tak bywało bez sensu, bo poklepaliśmy jakiś czas tylko po to, by posłać lagę do przodu. To już lepiej od razu tę „lagę na Adamika” posłać bez tego bawienia się, grożącego stratą.

Strasznie dużo miejsca Górnik miał na skrzydłach – i to nie tylko dlatego, że szalał Janża i spółka. Piłkarzy GieKSy po prostu tam nieraz nie było. Nie wiem, gdzie byli. Zniknęli. Jak byłem mały i mama robiła mi omleta, to czasem ten omlet tak rósł, że wychodził z patelni. Żartowaliśmy wtedy z mamą, że „omlet idzie do sklepu”. Jakoś tak mi się ten omlet przypomniał, gdy po raz kolejny nie widziałem naszych obrońców przy Słoweńcu.

Swoją drogą taką bramkę jak Marten Kuusk strzelił niejaki Damian Garbacik z 10 lat temu. Ciekawe czy to pamiętacie – to był mecz z Wigrami Suwałki na Bukowej. Statystyka nieciekawa, bo takie gole są absolutną rzadkością i większość drużyn na świecie NIGDY takiej nie straciła. A my w ciągu dekady dwa razy. To tak jak dwa razy nam strzelił gola bramkarz, podczas gdy wiele drużyn nie miała takiej sytuacji. Ale to jest GieKSa.

W drugiej połowie nie istnieliśmy. Naprawdę żal było patrzeć, jak mentalnie męczą się nasi piłkarze, a Górnik z wiatrem w żaglach bawi się grą. Nawet wprowadzony, debiutujący Jesse Bosch chyba do końca nie wiedział co się dzieje. W każdym razie dostosował się do reszty. A Aleksander Buksa był bezradny totalnie i tak jak Maciej Rosołek na Legii, tak i tutaj nie przypomniał się kibicom swojej byłej drużyny. Choć oddajmy, że tutaj naprawdę miał ciężko. I Adam Zrelak był w tym meczu kompletnie bezradny.

Dlaczego nie mogliśmy zagrać tak jak na Legii? Odważnie, z pazurem, z zębem? Czyżby trauma z zeszłego roku z Górnikiem była tak duża, że trenerzy zdecydowali się na tak asekuracyjną taktykę? Trener Górak twierdzi, że mieli swój sposób na ten mecz i na to, żeby okazje sobie stwarzać. No ale jeśli to nie błąd trenerski, to znaczy, że zawodnicy totalnie dali ciała, bo nie było – poza tymi pierwszymi minutami – widać tego, że są jakoś zainteresowani atakiem. Naprawdę nie przystoi tak się prezentować w ekstraklasie.

Zapytałem trenera o to „asekuranctwo”. Szkoleniowiec mówi, że rzeczywiście z boku to długie rozgrywanie akcji mogło sprawiać takie wrażenie, ale celem było jak najlepsze przygotowanie akcji do przeniesienia piłki w pobliże pola karnego rywala. Tylko jeśli faktycznie zawodnicy tak muszą „dopieszczać” akcje, żeby zagrać – jak rozumiem – super precyzyjną i celną piłkę, to znów zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem nie są oni za bardzo przestraszeni, że popełnią błąd. Rozumiem intencję trenera, ale zadaję sobie pytanie – ile takich akcji można w meczu z silnym rywalem rozegrać. Dwie? Trzy? A jeśli tak, to czy można liczyć, że z tego od razu będzie bramka? Trener mówi, że właśnie taką akcją był moment, gdy Adrian Błąd na początku meczu dostał piłkę i gdyby lepiej się zabrał to by z 40 metrów leciał sam na sam. Przyznam, że nie potrafię sobie tego absolutnie wyobrazić. Przecież Adrian z Arką miał kilometr przewagi nad przeciwnikiem w analogicznej sytuacji, a i tak dał się dogonić. Z całym szacunkiem, ale lata już nie te i jak mam sobie przypomnieć jakiegoś jego gola w podobnej sytuacji, to mam jeden typ – gol dla Zagłębia Lubin w wygranym 5:0 meczu przy Bukowej. Tylko że to też było z 10 lat temu…

Nie istniał dziś Bartosz Nowak, którego tak przecież wychwalałem po Arce. Kacper Łukasiak znów popełniał fatalne błędy i był przestraszony. Adrian – delikatnie mówiąc – ostatnio nie jest w szczytach formy. Borja Galan też jest kompletnie nieefektywny. Jego próby na skrzydłach, a to co robili przeciwnicy, to niebo, a ziemia. A cała obrona była dziś do tarcia chrzanu.

Spytałem też trenera o te nieszczęsne mecze wyjazdowe. Wiosną był z tym problem, teraz jest mega problem. Jak na razie w trzech delegacjach straciliśmy dziewięć bramek, a strzeliliśmy tylko jedną. Wyniki 0:3, 1:3 i 0:3 są fatalne i jeśli nie zmienimy czegoś na wyjazdach to będziemy dostawać bęcki non stop. Nadal zadziwia mnie w piłce tak duża dysproporcja pomiędzy meczami na wyjeździe i u siebie, jednak w porównaniu z tym, co było kiedyś – nie jest ona już tak wielka. W naszym przypadku natomiast nadal tak to wygląda.

Rozumiem, że trzeba czasem obrać inną taktykę. Jednak dlaczego nie mogliśmy choć trochę zagrać tak jak z Arką – mówię o intensywności, pressingu, który przecież dał nam kapitalne zwycięstwo, tego już nie jestem w stanie pojąć. Wydawało się, że idziemy w górę od meczu z Legią, a tu nastąpił gong i najgorszy mecz w sezonie, a kto wie, czy nie od awansu do ekstraklasy. Mówię „choć trochę”, nie chodzi mi o wymianę ciosów. Ale żeby przynajmniej było przyzwoicie.

Okej, ponarzekaliśmy. Teraz słowo w stronę niektórych kibiców. Uważam, że głupotą jest znów mówienie, że jesteśmy murowanym kandydatem do spadku. Głupotą dlatego, bo już wiele razy w zeszłym, a nawet już w obecnym sezonie, GKS grał słabe mecze i wydawało się, że jesteśmy w kryzysie lub zagnieździmy się w dole tabeli, a jednak za każdym razem się wygrzebywaliśmy. Nawet właśnie po meczach z Widzewem i Legią, gdy wydawało się, że będzie bardzo ciężko, przyszedł kapitalny mecz z Arką. Rok temu po Górniku była kapitalna Pogoń i Puszcza. Nie ma więc co skakać ze skrajności w skrajność, bo tydzień temu już była euforia, czego to w lidze możemy nie zwojować. A teraz znów lamenty o „pewnym spadku”.

Niemniej sytuacja GieKSy ciągle jest niedobra. Znów znaleźliśmy się w strefie spadkowej i naprawdę trzeba pilnować swojego miejsca w tabeli. Najlepiej by było oczywiście wyskoczyć gdzieś pięć punktów nad kreskę, ale na razie to byłby scenariusz idealny i jest bardzo odległy. Teraz musimy pracować nad tym, by po prostu nad kreską się znaleźć, względnie na granicy. Najgorsze co mogłoby być, to zadomowić się w strefie spadkowej na wiele kolejek.

Czeka nas ultraważny mecz z Radomiakiem, by na przerwę reprezentacyjną „schodzić” ze względnym spokojem. Ale do tego niezbędne będzie zwycięstwo. Radomiak jak najbardziej jest w naszym zasięgu – po początkowym rozpędzie piłkarze z Radomia lekko spuchli i nie ma co przed nimi panikować, choć na pewno jest to lepsza drużyna niż w poprzednim sezonie. Trzeba się solidnie przygotować do meczu i wyjść mentalnie tak jak na Arkę – wtedy naprawdę może być dobrze.

Jak rok temu w Zabrzu ekstraklasa dała nam po dupie, tak dała i teraz, choć teraz bardziej na własne życzenie. Nie ma co jednak płakać. Stało się. Teraz trzeba wstać, otrzepać się z kurzu i ruszać dalej. Wiele jest jeszcze w tej lidze do ugrania. Tylko nie róbmy już w portki przed żadną drużyną, bo swoje atuty mamy i można je z większą odwagą wykorzystywać. Czasem się dostanie po łbie, ale przynajmniej nie będzie niesmaku. A zwiększymy swoje szanse na pozytywny rezultat. Wszystko z głową, ale odważniej.

I słówko do Martena Kuuska. Choć tak jak napisałem rzadko, ale to się zdarza w piłce. Nie przejmuj się, tylko przekuj to na coraz lepszą grę. Trzymamy kciuki!

6 komentarzy
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

6 komentarzy

  1. Avatar photo

    Afera

    24 sierpnia 2025 at 09:30

    Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi.Cała GieKSa razem💪💪💪

    • Avatar photo

      Afera

      24 sierpnia 2025 at 09:34

      Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi

      • Avatar photo

        Afera

        24 sierpnia 2025 at 09:37

        Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi.Cała GieKSa razem💪💪

        • Avatar photo

          Afera

          24 sierpnia 2025 at 09:39

          Naprawdę słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem z racji stałego pobytu za granicą Polski.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min plus doliczony czas i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.

  2. Avatar photo

    Afera

    24 sierpnia 2025 at 10:02

    Słaby szpil, napiszę w podpunktach moje spostrzeżenia kibica który ogląda wszystkie mecze GieKSy przed telewizorem.1)A.Błąd będzie bardziej przydatny drużynie od 70 min niech wejdzie na te 20 min i niech zasuwa,za Adriana od początku M.Wędrychowski.2)K.Gruszkowski sory ale wypożyczenie 80%piłek nie dochodzi do adresata a większość jest przeczytana przez przeciwników.3)B.Galan chłop się stara ok ale to jest poziom zmiennika z ławki,a dla B.Galana dla podniesienia poziomu i konkurencji potrzeba transferu dobrego wachadłowego.4)A.Jędrych,A.Czerwiński,M.Kowalczyk,A.Zrelak,B.Nowak M.Wasielewski,Klemenz ok.5)D.Kudła po tylu gongach jakie chłop dostał dałbym mu odpocząć psychicznie w następnym meczu,nich pokarze swój warsztat Strączek.6)K.Łukasiak za elektryczny za mało piłek otwierających za dużo strat,tu bym chciał zobaczyć od początku J.Boscha.7)M.Kuusk,nie wygląda to najgorzej ale brakuje tu takiego cwaniactwa przepchnięcia przeciwnika agresywnej gry,dałbym się pokazać A.Paluszkowi.8)R.Górak wyjdzie z tego obronną ręką jestem o to spokojny tylko więcej odwagi.

  3. Avatar photo

    Irishman

    24 sierpnia 2025 at 20:33

    Świetne podsumowanie.

    Nigdy więcej takiej GieKSy! NIGDY!!!

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Dawid Kudła GKS!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Rzadko zdarza mi się pisać artykuł po odejściu piłkarza GKS Katowice, ale to jest sytuacja, która na to zasługuje. Po pięciu latach opuszcza GieKSę bowiem Dawid Kudła, postać, bez której GieKSa być może nie znalazłaby się w tym miejscu, w którym jest obecnie. Dawid na kilka lat opanował bramkę GKS i walnie przyczynił się do sukcesów naszej drużyny.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat było trochę bramkarzy, którzy notowali świetne momenty, ale ostatecznie zbyt długo miejsca z GieKSie nie zagrzali, względnie kończyli w mniejszej lub większej niesławie. Przypomina mi się Mateusz Kuchta, który przecież miał bardzo dobry okres, ale ostatecznie tyle go w GieKSie widzieliśmy. Był Łukasz Budziłek, który w Katowicach się wypromował i w nagrodę trafił do Legii, ale potem jego kariera to była jedynie równia pochyła. Był Mateusz Abramowicz, który bronił też czasem spektakularnie, ale potem wybrał się na „zasłużone wakacje” i tyle z tego wyszło. Nawet taki Krzysztof Baran, gdy GKS spadał do drugiej ligi był zawodnikiem, co do którego akurat najmniej było zastrzeżeń. I wielu, wielu innych, łącznie z wybierającymi się na wycieczki w pole Antoninem Buckiem czy Sebastianem Nowakiem. Nawet i Bartek Mrozek przecież w drugiej lidze grał w GieKSie, ale wiadomo, że potem poszedł się rozwijać i teraz jest pierwszym bramkarzem Mistrza Polski.

Nie miała GieKSa tego golkipera na lata. Aż w końcu pojawił się Dawid Kudła. Wydawało się bramkarz średni, ze średnich drużyn, grający wcześniej w Górniku czy Pogoni. Ciężko było zachwycać się tym transferem – ot po prostu przychodzi solidny bramkarz i tyle. Pobyt Dawida w Katowicach jednak pokazał, że zawsze i wszędzie można zbudować swoją legendę. Zawodnik wskoczył do bramki i ostatecznie rozegrał w naszych barwach 142 mecze.

Zaczął zaraz po awansie do pierwszej ligi i… nie był to mecz łatwy. GieKSa straciła dwubramkowe prowadzenie, a wyrównująca bramka dla Resovii padła w doliczonym czasie. Taki to był debiut. Kilka kolejek później już uczestniczył w rollercoasterze, gdy w meczu z Zagłębiem Sosnowiec obronił rzut karny, ale… sędzia nakazał powtórzyć jedenastkę i już skutecznie egzekwowali ją goście. Do przerwy GKS przegrywał 0:2, ale cały mecz wygrał 3:2. Były bardzo trudne momenty, gdy w trzech meczach Dawid puścił 11 goli albo GieKSa trzy mecze z rzędu u siebie przegrała. W omawianym sezonie GKS w pewnym momencie był bardzo zagrożony i pojechał na zawsze trudny teren do Olsztyna. W 69. minucie Dawid obronił strzał z jedenastki Patryka Mikity, przy czym to nie był karny z gatunku źle strzelonych – wręcz przeciwnie – Mikita uderzył bardzo dobrze, przy słupku, ale fenomenalnie wyciągnął się nasz bramkarz. Potem Filip Szymczak strzelił gola i GieKSa wygrała 1:0. Mało kto o tym pamięta, ale w przypadku porażki wtedy mogło być naprawdę gorąco. Nie był to też pierwszy obroniony karny w tamtym czasie, bo przecież dwa tygodnie wcześniej zawodnik zatrzymał Piątkowskiego z Polkowic.

Kolejny sezon był bez większej historii i to co można było zapamiętać to, że… zdarzyło się naszemu bramkarzowi puścić gola z połowy boiska, kiedy to fenomenalnym strzałem popisał się Radosław Gołębiowski. Ale ponadto nasz golkiper spisywał się solidnie.

Jednak to kolejne rozgrywki należały do naszego bramkarza. Dość powiedzieć, że w sezonie zakończonym awansem rozegrał od dechy do dechy wszystkie 34 spotkania. Zawodnik był ostoją naszej drużyny, ale na zawsze zapamiętamy mu przede wszystkim ten jeden kluczowy moment, który takim okazał się jednak dopiero po czasie. Okupująca środek tabeli GieKSa mierzyła się w meczu na śniegu z Arką Gdynia i przegrywała 0:1, gdy sędzia Piotr Urban podyktował dla gości rzut karny za faul na… Sebastianie Milewskim. Do piłki podszedł Hubert Adamczyk, ale jego intencje świetnie przeczytał Dawid Kudła i obronił ten strzał. GKS potem wyrównał i mecz zakończył się podziałem punktów.

Wydawało się, że fajnie, że GKS odwrócił częściowo losy spotkania, ale z racji wielkiej przewagi Arki nad GieKSą nikt specjalnie wielkiego znaczenia temu faktowi nie nadawał. Ot Arka utrzymała 12-punktową (!) przewagę zamiast powiększyć ją do oczek piętnastu.

Wiosna jednak pokazała, jak istotny był to moment. GieKSa przecież złapała niesłychaną serię i kolejka po kolejce, punkt po punkcie Gdynian goniła, choć wydawało się to nierealnym celem. I na kolejkę przed końcem Katowiczanie zbliżyli się na te trzy oczka. Co było dalej – wszyscy doskonale wiemy.

GieKSa musiała się wyżyłować i wskoczyć na wyżyny, żeby w ogóle móc tę stratę odrobić. Drugim warunkiem było to, żeby Arka na wiosnę punkty gubiła. I to też się działo, musiał zdarzyć się cud. Dziś wiemy, że matematyka jest nieubłagana. GKS dogonił Arkę na liczbę punktów – zrównując się z nią po ostatnim meczu, ale mając lepsze mecze bezpośrednie. Dawid obronionym karnym Adamczyka załatwił dwie sprawy – liczba punktów pozostała jakkolwiek teoretycznie możliwa do odrobienia, a po drugie – bilans meczów bezpośrednich również był nie na minus, tylko remisowy. Oczywiście GKS musiał w tamtym meczu swoje dołożyć i uczynił to Arkadiusz Jędrych pewnie egzekwując rzut karny.

Proforma dodajmy tylko, że i Michała Janotę Dawid ówczesnej wiosny zdeprymował i niespełniony talent polskiej piłki nie trafił w bramkę, a GieKSa wygrała w Sosnowcu 4:0.

W sezonie po awansie do ekstraklasy golkiper nie zwolnił tempa i… bramki. Również rozegrał komplet ligowych meczów, a ściągnięty Rafał Strączek musiał się zadowolić jedynie Pucharem Polski. Niejednokrotnie Dawid ratował nas z opresji i był pewnym punktem drużyny. Nawet takiego speca jak Mikael Ishak zdeprymował przy rzucie karnym na tyle, że poznański Benzema trafił w słupek.

W poprzednim sezonie był pierwszym bramkarzem do momentu problemów z urazami. Naciskał bardzo mocno wspomniany Strączek i gdy wskoczył do bramki z Wisłą Płock – już miejsca nie oddał. Dawid musiał się dość nagle pogodzić z rolą rezerwowego. Z powrotem pojawił się dopiero w półfinale Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa, gdy Strączek pauzował za żółte kartki. Później były gracz Bordeaux mierzył się z kontuzją i to była szansa dla Dawida, który rozegrał jeszcze trzy mecze ligowe.

Dawid podczas całego swojego pobytu w GKS, a przede wszystkim patrząc na dwa ostatnie sezonu miał zwolenników swojego talentu i umiejętności, jak i przeciwników. Sam zaliczałem się do tych pierwszych. Patrząc bowiem na cały pierwszy sezon ekstraklasy, trudno było mi się dopatrzeć jakichś katastrofalnych błędów bramkarza, prowadzących do utraty bramek. Wiadomo, że GieKSa ich trochę traciła, ale sam Dawid nie miał jakiegoś swojego indywidualnego w tym udziału. Na pewno w kilku sytuacjach mógł się zachować lepiej, ale było więcej niż przyzwoicie. W zasadzie z obu tych sezonów jestem w stanie podać tylko jeden „wielbłąd” bramkarza, czyli gola, którego strzelił Kurminowski w Gdańsku. Poza tym brakarz spisywał się dobrze i pewnie, a nieraz przecież mocno chronił nasz zespół przed utratą bramek.

Nie ma co gadać, Dawid Kudła na stałe zapisał się w historii GieKSy i oprócz tego, że był pewnym punktem drużyny, był po prostu bardzo sympatycznym naszym piłkarzem. Kibice uhonorowali go dwukrotnie w naszym plebiscycie „Bukowe Sztole”, na najlepszego zawodnika GKS Katowice wedle przyznawanych przez sympatyków GKS not. Zawsze uśmiechnięty, wprowadzający dobrą atmosferę i po prostu lubiany.

Dziękujemy Dawid za wszystko, co zrobiłeś dla GieKSy – w odbudowie tego klubu, która trwa już od siedmiu lat, dołożyłeś nie cegiełkę, ale wielką cegłę – byłeś fundamentem tego zespołu. I nigdy Ci tego nie zapomnimy.

A obrona tego karnego Huberta Adamczyka pozostanie z nami na zawsze – bo to był punkt zwrotny w dziejach tego klubu.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

GieKSa bawi się w Opalenicy

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

No i panie, dwie kolejki Mundialu za nami, a nawet i kawałek trzeciej. Oczy całego świata zwrócone są na Amerykę, gdzie rywalizują ci najlepsi, średni, słabi i beznadziejny. Brylują jak na razie największe gwiazdy światowego futbolu. Mbappe, Haaland, Kane (w pierwszym meczu), Vini. Oni pokazują, że naprawdę są najlepsi. Dowożą. I zapowiadają już od początku, że te mistrzostwa będą ich. Nawet ten nieszczęsny Cristiano po pierwszym bardzo słabym meczu, w drugim już swojego gola strzelił i zagrał bardzo dobrze. Świetnie spisuje się Francja, Argentyna czy Norwegia. Naprawdę dają radę Niemcy z Denisem Undavem. Rzeczona Portugalia i Hiszpania po wtopach w pierwszych spotkaniach dały dalej pokaz siły. Świetnie spisuje się Japonia, która naprawdę może zajść daleko.

Nie brakuje też wielkich rozczarowań. Na przykład zawsze niegroźny Urugwaj, takim jest i tym razem. Od kilku dekad to przerost formy nad treścią, podobnie jak postać Marcelo Bielsy, który chyba zjada swój własny ogon. Miał podymić Ekwador, ale tak naprawdę już dziś z hukiem może zakończyć się jego przygoda, chyba że sprawią sensację z Niemcami. Skompromitowali się Czesi. Dała ciała Korea, która czeka na rozstrzygnięcia innych grup i dozę szczęścia.

Odrodziło się niespodziewanie RPA, które przecież grało fatalnie w pierwszych dwóch meczach, a z Koreą właśnie zaprezentowali się z bardzo dobrej strony i nie z trzeciego, a z drugiego miejsca awansowali do dalszych gier. Mamy też te maskotki, ale jak się okazuje nie jako dostarczycieli punktów. Curaçao potrafiło zdobyć punkt z Ekwadorem, ale furorę zrobiła Republika Zielonego Przylądka, która zremisowała z dwoma byłymi mistrzami świata, w tym z Urugwajem po naprawdę spektakularnej grze. Mamy Ghanę, która co prawda gra lekki antyfutbol, ale cztery punkty już zainkasowała.

„Nasi” z ekstraklasy nie notują dobrego turnieju. Amir Al-Ammari i Hussein Ali zaliczyli solidne wtopy. Paulsen z Lechii nie grał, ale jego Nowa Zelandia też jest na wylocie z turnieju, choć sprawiła niespodziankę remisem z Iranem. Kapuadi cieszył się z remisu z ekipą CR7, ale z Kolumbią jego DR Konga zagrało beznamiętnie i przegrało. Samed Bażdar za to zaliczył kawałek meczu z Kanadą, a jego Bośnia awansowała do fazy pucharowej. Cały czas żałuję, że kontuzję odniósł Ali i nie wspomaga Iranu, a przecież w takim meczu jak z Belgią i grze w przewadze byłby jak znalazł dla tej zmagającej się z wieloma przeciwnościami reprezentacji.

To wszystko dzieje się dobrych kilka tysięcy kilometrów stąd. Kilkaset kilometrów od Katowic natomiast mają miejsce również wydarzenia bardzo ważne. GKS Katowice przebywa obecnie na zgrupowaniu w Opalenicy i dzisiaj właśnie rozegrał swój pierwszy mecz sparingowy.

Przyznam szczerze, że coś mało mi tej piłki najwidoczniej. Na ten moment obejrzałem wszystkie mecze Mundialu. Łatwe to nie jest, zwłaszcza jeśli chodzi o pojedynki o piątej czy szóstej rano. Nieraz oko leciało. Nieraz zaczynało mi się coś śnić niemal mając otwarte oczy. Ich zamknięcie na kilka sekund to było potężne ryzyko przeoczenia. Ale wytrwałem. I oby udało się dociągnąć to do końca, bo Mundial to wyjątkowa impreza.

No ale ileż można czekać do wieczora, do kolejnych meczów. Akurat sobie buszowałem po YouTubie i zobaczyłem, że zaraz zaczyna się transmisja LIVE ze sparingu ze Świtem Szczecin. Idealnie. W końcu będzie można pooglądać piłeczkę w jeszcze lepszym wydaniu niż ta od Infantino.

I jak się okazało, niekoniecznie jest to żart. Oglądanie tego meczu kontrolnego to była istna przyjemność. Polot, z jakim grała GieKSa, ten luz, ten ciąg na bramkę był naprawdę imponujący. Raz po raz nasz zespół stwarzał sobie sytuacje i zamieniał je na gole. Ale jakie to były bramki, jakaż to była uroda! Bartek Wolski zabawił się w Bartka Wolskiego i w swoim stylu zdobył gola z 16 metrów. Borja to nie wiem czy specjalnie tak podbijał czy co, ale wyszedł bardzo efektowny lob. Wykończenie Ilji w sytuacji sam na sam też było godne najlepszych napastników. Zresztą Ilja ustrzelił hat-tricka i to bardzo cieszy. Niech chłopak nabiera tej pewności właśnie w finalizacji, bo to co często było widać na wiosnę – to że szukał idealnej pozycji do uderzenia, podczas gdy można to było robić wcześniej. Każdy gol – nawet w sparingu – ma dawać zawodnikowi pewność i przekonanie, że po prostu trzeba próbować, a trafienia przyjdą. Cały ten sparing wyglądał jak zabawa z piłką radosnych ludzi.

Wiadomo, że to tylko sparing i jak mawiał klasyk, do wyników sparingów nie ma co przykładać wagi. Choć mam jednak wrażenie, że to twierdzenie ma swoją jedną stronę „bardziej”. Mianowicie taką, że słabe wyniki w sparingach nie przekładają się później na ewentualną słabą grę w lidze (choć przecież czasem się przekładają). Ale myślę jednak, że dobra postawa i wyniki w sparingach mogą bardzo mocno podziałać pozytywnie – przede wszystkim w kwestii psychologicznej.

Nie zapominajmy, że przychodzą do nas nowi zawodnicy. I jeśli taki rzeczony Bartek Wolski w swoim debiucie wygrywa 7:0 i strzela gola, to przecież może sobie pomyśleć „kurde, ale fajnie trafiłem”, podjarać się i może być z tego wielki pożytek. A Pau Resta podpisał dziś kontrakt i dokładnie to samo. Chodzi o to, żeby te tryby się naoliwiały, a mechanizmy nakręcały. O to ma też zadbać Dawid Szwarga, który nieoczekiwanie wzmocnił sztab szkoleniowy. Witamy z powrotem!

Zgrupowanie, Opalenica, był Klimczok, jest dobra atmosfera. Na razie idzie bardzo dobrze. Jeszcze Olek Paluszek się wyleczył i jest na obozie. Nie ma co oczywiście popadać w euforię, ale warunki początkowe nadchodzącego sezonu wyglądają bardzo dobrze. Jeszcze mamy w perspektywie te puchary i Żilinę lub Hajduka. I inaugurację ligi w Krakowie. Z każdym tygodniem, z każdym dniem będziemy się nakręcać coraz bardziej.

Cieszy to, że trener mówi, że nie chcą poprzestać na jednej rundzie. Cieszy to, że mówi, że lepiej grać co trzy dni, a nie co tydzień. Widać, że nie używa i nie chce używać żadnych wymówek, tylko po pierwsze – ciężko pracować, ale kurde – no nie da się nie odczuć, że jest podjarany, jak i my jesteśmy. GieKSa to przygoda, teraz kolorowa, choć przez wiele lat była szara, bura i ponura. Teraz jest pięknie.

Czekamy więc, co przyniosą następne dni, będziemy obserwować relacje z obozu, kolejne doniesienia o ewentualnie jeszcze jakichś wzmocnieniach, no i następne sparingi. Do pierwszego meczu pozostaje już niespełna miesiąc. Zleci. A 9 i 16 lipca zasiądziemy – kto wie może przed streamami – i będziemy z wypiekami na twarzy obserwować poczynania Słowaków z Chorwatami. I patrzeć na tych, którzy są… słabsi.

PS Myśleliście, że o czymś zapomniałem? Nie ma tak dobrze. Leo Messi to absolutny Bóg Futbolu. Wspomniany na początku felietonu panteon gwiazd to jedno. Ale osobny jest Leo. Przyjechać na Mundial, mając już na koncie tytuł Mistrza Świata i w wieku 39 lat strzelić pięć bramek w dwóch meczach? Do tego są to wszystkie bramki zespołu. To się wymyka ze wszystkiego. Leo naprawdę przekracza coraz to kolejne limity i zdrowy rozsądek. Teraz to można zastanawiać się, czy nie pobije niemożliwego do pobicia rekordu, czyli 13 bramek Just’a Fontaine’a w jednym turnieju. Droga do tego daleka, ale zrobił taki początek, że w ogóle można to rozpatrywać. Także do boju Leo. Vamos!

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna

Wyjazdy kibiców GKS Katowice – wiosna 2026

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zapraszamy do podsumowania wyjazdów w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 w wykonaniu kibiców GKS Katowice.

Tradycyjnie należy zacząć od turnieju halowego Spodek Super Cup, który rozgrywany był w styczniu. Frekwencja wyniosła ponad 6500 widzów. GieKSa, jak co roku, wystawiła największy młyn, liczący 1200 osób. Drugim najliczniejszym składem był Górnik Zabrze, który zawitał w 900 gardeł. Warto odnotować, że Torcida obok GKS to jedyna kibicowska kapela, która wystąpiła we wszystkich edycjach Spodka (licząc od 1995 roku). Trzecią najliczniejszą ekipą był ROW Rybnik, który zasiadł po naszej prawej stronie w sile 132 Gladiatorów. W 100 osób obecny był JKS Jarosław, który spóźniony zasiadł w naszym młynie oraz Wisłoka Dębica, która przyjechała w 40 fanatyków. Symbolicznie zameldowała się również Wieczysta Kraków, która miała 10 przedstawicieli z flagą.

W połowie stycznia nasza hokejowa duma ponownie mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w Pucharze Kontynentalnym, który rozgrywany był w Nottingham. Przez trzy dni rywalizacji graliśmy kolejno z HK Mogo (Łotwa), gospodarzami Nottingham Panthers oraz Herning Blue Fox (Dania). W trakcie tego maratonu spotkań hokeiści mogli liczyć na doping 500 Trójkolorowych fanatyków, a GieKSa UK zorganizowała przemarsz ulicami Nottingham.

Z końcem stycznia przyszło nam jechać na pierwszy wyjazd w rundzie wiosennej. Do Lubina w piątek wybrało się 485 fanatyków, w tym 1 kibic Banika Ostrava. Piłkarze odnieśli ważne zwycięstwo 2:0, a na meczu zadebiutowała machajka „GieKSa Banik” z okazji 30-lecia zgody, którą będziemy świętowali cały 2026 rok.

Pod koniec lutego graliśmy w Gdyni. W niedzielę do Trójmiasta wybrało się 688 osób, w tym 1 fan JKS Jarosław. Niestety, przez opóźnienia, bramkę naszych zawodników w 34. sekundzie świętowaliśmy pod bramami otoczni przez policję. Weszliśmy w 15. minucie, a Arka wygrała 2:1.

Na początku marca pojechaliśmy pierwszy raz w historii do Radomia, który po kilkunastu latach doczekał się otwarcia sektora gościa i końca wieloletniej budowy stadionu. W niedzielne popołudnie stawiło się 751 GieKSiarzy, w tym 16 Świrów z Jarosławia. Był to komplet i z automatu nasz najlepszy wyjazd w historii do Radomia. GKS wygrał 1:0.

W połowie marca „po raz trzeci” graliśmy z Jagiellonią w Białymstoku. Na wyjazd w środku tygodnia zdecydowało się 259 GieKSiarzy, w tym 2 fanów Banika Ostrava. Niestety zbiegło się to z informacją o śmierci Sissiego. Transparentem w Białymstoku oddaliśmy mu hołd. Jagiellonia była lepsza na boisku i wygrała 2:1.

Już w niedzielę, zaledwie cztery dni po Białymstoku, graliśmy na stadionie Pasów. Była to nasza pierwsza wizyta na Cracovii po 13 latach. Dzięki dodatkowej puli biletów mogliśmy się pokazać w 1128 osób, w tym 50 Banik Ostrava. Była to nasza najliczniejsza wizyta w historii na stadionie KSC. Drużyna dość nieoczekiwania przegrała 0:1.

Chwilę później, bo w czwartek 9 kwietnia, graliśmy półfinał Pucharu Polski. Wybraliśmy się w 400 osób, w tym 5 kibiców Banika Ostrava i 1 fan JKS Jarosław. Piłkarze walczyli do końca, jednak seria jedenastek sprawiła, że to RKS pojechał na Stadion Narodowy do Warszawy.

Niestety nie było czasu na przeżywanie rozczarowania bo jechaliśmy do Poznania na mecz z Mistrzem Polski. Na Bułgarskiej zameldowało się 740 GieKSiarzy, w tym 2 Banik i 1 JKS. Na murawie padł remis 3:3.

Pod koniec kwietnia graliśmy w Kielcach, a Koroniarze udostępnili nam dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na mecz wybrało się 1281 fanów GieKSy, w tym 1 przedstawiciel FCB, co jest naszym rekordem wyjazdowym w Kielcach. Na trybunach zaprezentowaliśmy choreografię „Ultras” w asyście pirotechniki, a na murawie padł remis 1:1.

W maju graliśmy derby z Piastem Gliwice i tu też mogliśmy liczyć na dodatkową pulę biletów. Ostatecznie na wyjeździe zameldowało się 1322 GieKSiarzy, w tym 25 Banik i 1 JKS, co było naszym najlepszym wyjazdem w historii do Gliwic. Na murawie 0:0.

Z końcem maja przyszło coś, o czym nikt w lutym nie miał prawa marzyć. Do Szczecina pojechało 990 osób, które świętowały powrót po 23 latach do Europy! W tej liczbie nie zabrakło 8 Świrów i 2 Chacharów. W pierwszej połowie wszyscy byliśmy ubrani na żółto, a w drugiej części na biało, co było kolejnym elementem obchodów 30-lecia Przyjaźni z Banikiem. Towarzyszył temu transparent: Jedni liczą korzyści, my wspólne lata – GieKSa & Banik do końca świata”. Był to nasz najlepszy wyjazd w historii do Szczecina.

Łącznie na wszystkich 20 wyjazdach w sezonie 2025/26 pojawiło się 17923 GieKSiarzy. Komplet wojaży zaliczyło co najmniej 38 osób – gratulujemy!

Wiosną GieKSiarze regularnie wspierali Banik na wszystkich wyjazdach, o ile GieKSa nie grała swojego meczu. Byliśmy między innymi w 120 osób w Pradze na spotkaniu ze Slavią. Banik mógł także liczyć na wsparcie w Ostrawie – pojawiliśmy się np. w 430 osób na meczu ze Zlinem i w 100 na barażu z FC MAS Taborsko.

JKS Jarosław wspieraliśmy między innymi na derbach Podkarpacia z Polonią Przemyśl. Do Jarosławia zawitała delegacja 100 GieKSiarzy, którzy wspólnie z JKS-em świętowali po 8 latach awans do trzeciej ligi.

Podobnie było z ROW Rybnik, który w Łaziskach przypieczętował awans do trzeciej ligi. Wśród 159 osób obecna była delegacja 15 GieKSiarzy.

Fani GieKSy byli obecni także na wszystkich meczach reprezentacji Polski oraz podczas rocznic ważnych dla naszej Ojczyzny.

Część materiałów została zaczerpnięta ze strony www.GzG64.pl – najlepszej kroniki kibiców GieKSy.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga