Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka
Tygodniowy przegląd mediów: Kobieca GieKSa świętuje wielki triumf
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.
Piłkarki meczem w najbliższą niedzielę zakończą sezon 2024/25, w którym zdobyły po raz drugi tytuł Mistrzyń Polski. Ostatnie spotkanie rozegrają na Arenie Katowice 25 maja o godzinie 11:00 ze Stomilankami Olsztyn. Prezydent Katowice Marcin Krupa spotkał się z drużyną piłkarek, by pogratulować zdobycia tytułu. Powołania do reprezentacji Polski otrzymały trzy zawodniczki GieKSy. Piłkarze zremisowali z Lechem Poznań 2:2 (1:1). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Ostatnie spotkanie ligowe zespół rozegra na wyjeździe z Lechią Gdańsk – w sobotę 24 maja o godzinie 17:30.
W sekcji hokejowej podpisano nową umowę z Mateuszem Bepierszczem. Media donoszą, że Patryk Wronka jest bardzo blisko podpisania nowego kontraktu z GieKSą.
PIŁKA NOŻNA
wkatowicach.eu – Mistrzynie Polski na spotkaniu z prezydentem Katowic. Kobieca sekcja GieKSy świętuje wielki triumf w Ekstralidze Kobiet
Choć ostatni mecz sezonu jeszcze przed nimi, już teraz mają pewne powody do świętowania. Mowa o piłkarkach kobiecej sekcji GKS-u Katowice, które po raz kolejny zdobyły tytuł mistrzyń Polski. Drużyna pod wodzą trener Karoliny Koch, wraz z całym sztabem szkoleniowym, spotkała się z prezydentem Katowic, Marcinem Krupą. To była okazja, by pogratulować mistrzyniom sukcesu i zapewnić o dalszym wsparciu ze strony miasta.
Piłkarki GKS-u Katowice jeszcze przed końcem sezonu mogą być pewne, że po ostatnim meczu tej wiosny na ich szyjach zawisną złote medale. Już w meczu z Pogonią Tczew, na własnym stadionie przy ul. Bukowej w Katowicach, piłkarki GieKSy zapewniły sobie mistrzostwo Polski. Ich przewaga punktowa była wówczas już tak duża, że żadna inna drużyna Ekstraligi nie dogoni już klubu z Katowic.
Cieszę się, że to mistrzostwo świętowałyśmy przy Bukowej, to były niesamowite chwile, wspaniała publiczność, która dopisała w tym dniu i dopingiem spowodowała, że ten mecz tak właśnie wyglądał – pełna dominacja dziewczyn na boisku, żeby świętować właśnie przy własnych trybunach – mówi w rozmowie z naszym dziennikarzem trenerka kobiecej sekcji GKS-u Katowice, Karolina Koch.
Nic zresztą dziwnego, że to właśnie podopieczne trener Karoliny Koch wzniosą mistrzowski puchar, bo w mijającym sezonie zaliczyły tylko jedną porażkę – w meczu z Górnikiem Łęczna. To już w tym spotkaniu piłkarki z Bukowej mogły sobie zapewnić tytuł, jednak lepsze okazały się rywalki.
Górnik Łęczna zagrał wyśmienite spotkanie i musiałyśmy oddać zwycięstwo rywalkom. Myślę, że to, że w ubiegłym roku przegrałyśmy mistrzostwo, tak naprawdę jedną bramką, to wzbudziło w nas takie emocje, że w tym sezonie nie pozwoliłyśmy nikomu nawet pomyśleć, że może zdobyć mistrzostwo Polski. To, że w całym sezonie poniosłyśmy tylko jedną porażkę, pokazuje że na ten tytuł zasłużyłyśmy – podsumowuje w rozmowie z nami piłkarka GKS-u, Gabriela Grzybowska.
Co się odwlecze, to nie uciecze – ku wielkiej radości kibiców z Katowic, mistrzostwo kraju „uKOCHane” zapewniły sobie na legendarnym Stadionie Miejskim w Katowicach, przy ul. Bukowej. Koronacja mistrzyń odbędzie się w najbliższą niedzielę, 25 maja, na Arenie Katowice. To właśnie na nowym stadionie w Katowicach swój ostatni mecz w sezonie zagrają piłkarki GieKSy. Ich rywalkami będą Stomilanki Olsztyn.
Niedzielnemu spotkaniu GieKSy ze Stomilankami towarzyszyć będzie mnóstwo atrakcji – gośćmi meczu będą piłkarze GKS-u Katowice. Na miejscu kupić będzie można klubowe gadżety. Szereg atrakcji przygotowano z myślą o dzieciach – dostępne będą dmuchańce i punkty gastronomiczne dla najmłodszych. Swoje stoisko z dodatkowymi atrakcjami uruchomi Bajka Pana Kleksa i CyberMagia (strefa VR).
Zanim jednak piłkarki z Katowic po raz ostatni wbiegną na murawę, we wtorek, 20 maja, odebrały gratulacje od prezydenta Katowic, Marcina Krupy. Spotkanie mistrzyń polski z prezydentem odbyło się w restauracji 27th Floor.
Po raz kolejny dziewczyny udowodniły, że są najlepszymi piłkarkami w Polsce. To wielki sukces GKS-u Katowice. Można powiedzieć, że to kobiety swoim przykładem pociągnęły mężczyzn, żeby wejść do Ekstraklasy. Pokazują, że da się zwyciężać i zdobywać najwyższe trofea. Każdy sukces, niezależnie od sekcji, wpływa na budowanie marki GKS-u Katowice, a co za tym idzie, buduje też markę Katowic – podkreślał prezydent Katowic, Marcin Krupa.
Prezydent Katowic zapewniał, że miasto nadal będzie wspierać kobiecą sekcję piłkarską GieKSy, ale także cały klub. Jak wskazywał prezydent Marcin Krupa, sukcesy sportowców z Katowic nie tylko przynoszą wiele radości kibicom, ale także inspirują młode pokolenie i przyciągają graczy biznesowych, którzy chętniej wchodzą we współpracę z klubami sportowymi, które mogą się poszczycić trofeami.
Z kolei przedstawiciele GieKSy – zawodniczki, sztab szkoleniowy i nowy prezes klubu, Sławomir Witek, podkreślali zgodnie, że dla osiągnięcia sportowych sukcesów potrzebna jest dobra atmosfera panująca w klubie i wokół niego, ale także odpowiednie warunki i infrastruktura, a tego w naszym mieście nie brakuje – nie tylko kobiecej sekcji GKS-u.
Mistrzostwo Polski to nie pierwszy sukces piłkarek GieKSy. W historii klubu jest już jedno mistrzostwo kraju – w sezonie 2022/2023 oraz jedno wicemistrzostwo – w sezonie 2023/2024. Piłkarki GieKSy są też zdobywczyniami Pucharu Polski (w maju 2024). To ogromne sukcesy, zwłaszcza w perspektywie stosunkowo niedługiej historii. Kobieca sekcja GKS-u Katowice powstała w 2015 roku i rozpoczynała rozgrywki od III ligi.
O wysokim poziomie piłkarek z Katowic świadczy również fakt, że po raz kolejny zawodniczki GKS-u zostały powołane do reprezentowania naszego kraju. Selekcjonerka reprezentacji Polski Nina Patalon ogłosiła listę zawodniczek powołanych na najbliższe zgrupowanie seniorskiej reprezentacji Polski (26 maja – 4 czerwca) oraz mecze Ligi Narodów z Irlandią Północną i Rumunią.
W gronie powołanych znalazły się trzy piłkarki GKS-u Katowice:
bramkarka Kinga Seweryn,
obrończyni Jagoda Cyraniak
i pomocniczka Klaudia Słowińska.
Biało-Czerwone w dwóch ostatnich meczach obecnej edycji Dywizji B Ligi Narodów zagrają na wyjeździe z Irlandią Północną (30 maja, Belfast, godz. 20:00), a 3 czerwca podejmą onę Rumunię w Gdańsku na Polsat Plus Arenie (godz. 19:00).
dziennikzachodni.pl – Dziewczyny w Katowicach mogą grać w piłkę i spełniać marzenia. Drużyna GieKSy znów została mistrzem Polski
Piłkarki GKS Katowice po raz drugi w historii zostały najlepszą polską drużyną sięgając po tytuł na dwie kolejki przed końcem sezonu. Mistrzowska feta odbędzie się w niedzielę 25 maja na Arenie Katowice.
Podopieczne trenerki Karoliny Koch zdobyły mistrzostwo Polski w imponującym stylu. Z 21 rozegranych w tym sezonie w Orlen Ekstralidze Kobiet meczów wygrały aż 20. We wtorek mistrzynie Polski spotkały się z prezydentem Katowic Marcinem Krupą na uroczystym lunchu na 27. piętrze Altusa.
– Chciałbym podziękować pani trener i jej zawodniczkom za kawał dobrej roboty i mnóstwo emocji. Dla mnie najważniejsza jest budowa marki naszego klu-bu, która zachęci młodzież do uprawiania sportu w GKS Katowice i wy to robicie. Po pierwszym tytule mówiłem, że szkoda, że panowie nie biorą z was przykładu i proszę co się stało. Piłkarze GieKSy awansowali do Ekstraklasy i byli w niej rewelacją sezonu czerpiąc z waszych wzorców – powiedział prezydent Krupa.
W imieniu swoim i drużyny władzom Katowic podziękowała trenerka kobiecej GieKSy.
– Nie byłoby tych sukcesów gdyby nie wsparcie miasta. Jeśli chodzi o kobiecy futbol to w Katowicach budujemy coś znacznie większego niż można było sobie wymarzyć. Dziewczyny w Katowicach mogą grać w piłkę i spełniać swoje marzenia. Miasto docenia sport kobiet, ale czujemy także wsparcie męskiej sekcji, szczególnie trenera Rafała Góraka, i to też jest ogromna siła tego klubu – stwierdziła Karolina Koch.
Tytułu mistrzyń Polski pogratulował katowiczankom prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej i wiceprezes PZPN Henryk Kula, który trenerce i kapitan drużyny GKS wręczył bukiety kwiatów. Ceremonia dekoracji nowych mistrzyń kraju, które na tron wracają po rocznej przerwie, odbędzie się w niedzielę po ostatnim meczu sezonu ze Stomilankami Olsztyn. Rozegrany on będzie na Arenie Katowice, która z tej okazji zostanie przemianowana na Arenę Kobiet.
– GKS Katowice ma swój nowy sportowy dom, żeby warunki uprawiania sportu w mieście były godne dzisiejszych czasów. W niedzielę po raz pierwszy będziemy gościć tam nasze panie i z tej okazji przygotowaliśmy wiele atrakcji dla kibiców, a wy grajcie dalej z takim pazurem jak dotąd i rozsławiajcie Katowice – dodał Krupa.
HOKEJ
hokej.net – Ofensywny as zostaje! Jest „po słowie”
o z pewnością dobra informacja dla kibiców GKS-u Katowice. W zespole wicemistrzów Polski pozostaje Patryk Wronka, który był jednym z kluczowych zawodników w
Wronka imponował przeglądem pola, dobrą kontrolą krążka i dynamiką. Do GieKSy dołączył 10 października, przenosząc się z Podhala Nowy Targ, w barwach którego rozegrał 4 mecze i zdobył w nich 2 bramki i zanotował 5 asyst.
W zespole z alei Korfantego wystąpił w 47 ligowych starciach. Trzynastokrotnie wpisał się na listę strzelców oraz zaliczył 34 kluczowe zagrania. Tworzył dobrze uzupełniający się atak z Grzegorzem Pasiutem i Bartoszem Fraszką, którego zastąpił później Jean Dupuy.
Z naszych informacji wynika, że „Wronczes”ustalił już warunki nowego kontraktu z GKS-em Katowice. Stało się to jeszcze za prezesury Krzysztofa Nowaka, którego od 1 maja zastąpił Sławomir Witek.
Z napływających do nas informacji wynika, że ustna umowa między klubem a zawodnikiem zostanie wkrótce sformalizowana kontraktem na nowy sezon.
Urodzinowy kontrakt! Doświadczony skrzydłowy zostaje w GieKSie
Mateusz Bepierszcz przedłużył swoją umowę z GKS-em Katowice o kolejny rok. Dla obchodzącego dzisiaj 34. urodziny skrzydłowego będzie to piąty sezon z rzędu spędzony w zespole z alei Korfantego.
„Bepi”sięgnął z GieKSą po cztery medale: dwa złote i dwa srebrne.
W poprzednim sezonie rozegrał 43 ligowe mecze, w których zgromadził 16 punktów za 7 bramek i 9 asyst. Na ławce kar spędził 20 minut, a w klasyfikacji plus/minus wypadł na +13.
Warto jednak zaznaczyć, że trener Jacek Płachta ustawiał go przeważnie w niższych formacjach.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Felietony Piłka nożna
A jak Nowa Bukowa – to koncert
Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.
Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.
No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.
Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.
Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.
I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.
GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.
No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.
Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.
Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.
A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.
Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.
Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.
I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Najnowsze komentarze