Dołącz do nas

Hokej Klub Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: GKS Katowice zatrzymany w rajdzie po mistrzostwo!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ubiegłego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki, hokeja oraz zapasów GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.

Media donoszą o zmianie prezesa Klubu – Krzysztof Nowak zostanie zastąpiony przez Sławomira Witka.

Piłkarki w 19. kolejce rozgrywek Orlen Ekstraligi Kobiet przegrały pierwszy mecz w sezonie – Górnik Łęczna pokonał naszą drużynę 2:0 (1:0). 3 maja o 10:45 nasza drużyna zmierzy się na Bukowej z Pogonią Tczew. Piłkarze przegrali z Legią Warszawa 1:3 (0:2). Prasówkę po tym meczu możecie przeczytać TUTAJ. Kolejne spotkanie drużyna rozegra 5 maja o 19:00 na wyjeździe z Koroną Kielce.

Klub poinformował o przedłużeniu umowy z libero drużyny siatkarskiej Patrykiem Waloch.

Hokeiści do wspólnych treningów wrócą w ostatnim tygodniu lipca. Podpisano dwuletnie umowy z Jonaszem Hofmanem, Jakubem Hofmanem oraz Błażejem Chodorem.

 

KLUB

dziennikzachodni.pl – We wtorek dojdzie do zmiany prezesa klubu. Spełnia się scenariusz, który opisaliśmy w DZ

Spełnił się scenariusz, który opisywaliśmy w DZ. We wtorek Krzysztof Nowak przestanie pełnić funkcję prezesa GKS Katowice, a jego miejsce zajmie Sławomir Witek.

Sławomir Witek to wieloletni naczelnik Wydziału Sportu i Edukacji. Ostatnio był także wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej GKS Katowice. Zrezygnował z tej funkcji 23 kwietnia (jego miejsce w RN zajął Tomasz Szpyrka, który w wyborach nie zdołał uzyskać mandatu radnego), co otworzyło drogę do przejęcia roli prezesa klubu. W ten sposób spełnia się scenariusz, który opisywaliśmy w DZ w tekście o politycznym dominie na Bukowej.

Do formalnej zmiany dojdzie dziś. Krzysztof Nowak z kibicami pożegnał się już w sobotę wpisem na Facebooku: „Kochani ruszam w piękną trasę! Z domu rodzinnego na Kielecczyźnie najpierw na mecz uKOCHanych do Łęcznej, potem do Katowic na mecz z Legią i dopiero podróż do do-mu do Skoczowa! Do przejechania 750 kilometrów. Ale to już ostatni taki weekend. Dobrego dnia GIEKSIARZE! Po marzenia! Cała GIEKSA razem!”.

Ustępujący prezes rządził GKS-em od sierpnia 2023, wcześniej zarządzał AZS-em AWF-em Katowice, gdzie jest także prorektorem ds. sportu . Za jego kadencji medale zdobywali hokeiści i piłkarki, a piłkarze wywalczyli oczekiwany od 19 lat awans do Ekstraklasy i przeprowadzili się na nowy stadion. Jedynie siatkarze w trwającym obecnie sezonie spadli z PlusLigi.

 

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – GKS Katowice zatrzymany w rajdzie po mistrzostwo!

Dzisiejsza data mogła na stałe zapisać się w historii GKS-u Katowice, to dzisiaj katowiczanki mogły zapewnić sobie Mistrzostwo Polski w sezonie 2024/2025, byłby to drugi tytuł w historii klubu.

Jako pierwsze celny strzał na bramkę oddały gościnie z Katowic, w 5. minucie gry soczyste uderzenie na bramkę Piątek oddała Kozak, uderzając lewą nogą sprzed linii pola karnego. Dwie minuty później niebezpiecznie atakowały łęcznianki, w polu karnym znalazła się Klaudia Lefeld, świetnie interweniowała jednak Jagoda Cyraniak, zażegnując niebezpieczeństwo. Pierwszy kwadrans spotkania upłynął w dość spokojnym tempie, żaden z zespołów szczególnie nie podkręcał tempa. W 20. minucie spotkania dwukrotnie z narożnika boiska piłkę dostarczała Klaudia Lefeld, dwukrotnie nie były to jednak dośrodkowania, które mogłyby zakończyć się strzałem na bramkę Kingi Seweryn. W 24. minucie meczu ponownie na uderzenie z dystansu zdecydowała się Kinga Kozak, tym razem piłka minęła bramkę Piątek.  W 26. minucie gry świetną, zespołową akcję przeprowadziły łęcznianki, akcja bardzo płynna, wielopodaniowa, zabrakło jedynie celnego ostatniego podania od Lefeld. Wszystko ułożyło się po myśli gospodyń kilkanaście sekund później, kiedy to doskonale w pole karne dośrodkowała Katja Skupień, wślizgiem spod końcowej linii wzdłuż bramki piłkę zagrała Tomasiak, w polu bramkowym idealnie znalazła się Piętakiewicz. Najskuteczniejsza zawodniczka Górnika strzałem głową z najbliższej odległości umieściła piłkę w siatce, Łęczna na prowadzeniu! Katowiczanki mogły błyskawicznie odpowiedzieć, zabrakło jednak odrobiny szczęścia w sytuacji pod bramką Natalii Piątek po rzucie rożnym. W 33. minucie gry genialnym prostopadłym podaniem Kozak obsłużyła Vuskane, świetnie po raz kolejny interweniowała Piątek, odważnie wychodząc do przodu i zatrzymując strzał Łotyszki. Dwie minuty później kolejną dobrą okazję miały katowiczanki, świetnie, ofiarnie interweniowała Kazanowska, wślizgiem zatrzymując strzał rywalki, będącej już w obrębie „szesnastki”. W 38. minucie Milena Kaznowska dobrze dośrodkowała z rzutu rożnego, akcja przyniosła jednak zaledwie analogiczny stały fragment gry po przeciwnej stronie boiska. Bardzo aktywna była Kinga Kozak, jej postawa zasługiwała na szczególne wyróżnienie. To po jej kolejnej akcji GKS miał rzut rożny w 40. minucie gry, zakończony bardzo niebezpiecznym dośrodkowaniem. Kolejny stały fragment gry zakończony został uderzeniem głową Julii Słowińskiej, zabrakło jednak precyzji przy uderzeniu i piłka minęła bramkę Piątek. W 45. minucie meczu doskonałe podanie z głębi pola wyprowadziło na czystą pozycję strzelecką Julię Piętakiewicz. Zawodniczka z Łęcznej świetnie złożyła się do strzału, świetnie strzeliła na bramkę, jeszcze lepiej interweniowała jednak Kinga Seweryn. To mogło być idealne zamknięcie pierwszej części spotkania dla GKS-u!

Drugą część spotkania oba zespoły rozpoczęły bez zmian w wyjściowych ustawieniach. Pierwszą dobrą ofensywną akcję przeprowadziły gospodynie, dośrodkowanie Piętakiewicz na rzut rożny wybiła Hajduk. Dośrodkowanie po rzucie rożnym sfinalizowane zostało strzałem na bramkę Seweryn, był to jednak strzał niecelny. Chwilę później w dobrej sytuacji w polu karnym rywalek znalazły się katowiczanki, dobrze w asekuracji zachowała się jednak Kłoda, wybijając piłkę poza linię końcową. W 59. minucie spotkania dobrą pozycję strzelecką przygotowała sobie Klaudia Słowińska, jej mocne uderzenie zza pola karnego trafiło jednak wprost w ręce Natalii Piątek. W 69. minucie meczu w drybling w polu karnym rywalek weszła Katja Skupień, akcję przerwały defensorki GKS-u. Sędzia z Białegostoku Ewelina Fiodorczuk-Sipko oceniła, że Skupień próbowała wymusić „jedenastkę”, za co udzieliła jej napomnienia. W 71. minucie gry bliskie doprowadzenia do wyrównania były katowiczanki, błąd popełniła Kazanowska, świetnie w asekuracji spisała się Piątek zatrzymując uderzenie Kingi Kozak. W 73. minucie meczu po raz kolejny w polu karnym przeciwniczek zagościła Katja Skupień, jej uderzenie zostało jednak zablokowane wślizgiem przez jedną z obrończyń GKS-u. W odpowiedzi Słowińska znalazła się w doskonałej sytuacji strzeleckiej, w ostatniej chwili jej uderzenie zablokowała Kazanowska, tylko rzut rożny dla GKS-u! Do końca regulaminowego czasu gry pozostawało już zaledwie trzynaście minut, katowiczanki spieszyły się coraz bardziej, Łęczna z kolei grała niesamowicie mądrze i skutecznie. W 80. minucie meczu do samego końca o piłkę walczyła Paulina Tomasiak, naciskające interweniującą Jagodę Cyraniak. Była zawodniczka Górnika Łęczna, zbyt lekko zagrywała do swojej golkiperki, co bez skrupułów wykorzystała Tomasiak, uprzedziła Kingę Seweryn i strzałem do pustej bramki wyprowadziła swój zespół na dwubramkowe prowadzenie! Do końca spotkania pozostawało zaledwie kilka minut i wszystko wskazywało na to, że pierwszą porażkę w sezonie, pierwszą stratę punktów zanotują katowiczanki. Ewelina Fiodorczuk-Sipko przedłużyła spotkanie o siedem minut. W czwartej minucie dodatkowego czasu gry ciekawie rzut wolny rozegrały łęcznianki, soczyste uderzenie Lefeld zostało jednak zablokowane. Wynik do końca meczu nie uległ już zmianie, choć kolejną dobrą okazję miała Kinga Kozak. Po raz kolejny dzisiejszego dnia genialnie interweniowała Natalia Piątek! GKS Górnik Łęczna w pełni zasłużenie zwyciężył w dzisiejszym pojedynku, zespół prowadzony przez Artura Bożyka zagrał bardzo dobrze w przekroju całego meczu, bardzo mądrze, odpowiedzialnie i skutecznie.

Dzisiejsza porażka zespołu prowadzonego przez Karolinę Koch sprawia, że z oficjalnym ogłoszeniem zdobycia Mistrzostwa Polski trzeba jeszcze poczekać, co najmniej do jutrzejszego spotkania KKS Czarnych Antrans Sosnowiec z MKS Pogonią Szczecin. Zwycięstwo Pogoni da tytuł mistrzowski katowiczankom, zwycięstwo Czarnych przedłużą walkę o prymat w Orlen Ekstralidze.

 

SIATKÓWKA

siatka.org – GKS Katowice stawia na kontynuację. Kolejny kontrakt przedłużony

Trwa przebudowa GKS-u Katowice. Patryk Waloch jest już siódmym zawodnikiem, który przedłużył współpracę ze spadkowiczem z PlusLigi – o czym klub poinformował na swojej stronie internetowej. Dla doświadczonego libero będzie to drugi sezon spędzony w górnośląskim zespole.

Po spadku z PlusLigi GKS Katowice postawił na stabilizację. Najpierw przedłużył współpracę z trenerem – Emilem Siewiorkiem a następnie nie dokonał rewolucji w składzie. Wprawdzie z zespołem pożegnało się kilku kluczowych zawodników, ale okazało się, że spore grono zawodników będzie nadal grało w barwach GKS-u. Należą do nich: Piotr Fenoszyn (rozgrywający), Damian Domagała (atakujący), Krzysztof Gibek (przyjmujący), a także środkowi – Bartłomiej Krulicki i Damian Hudzik. Do tego grona ostatnio dołączył Maciej Wóz. W środę klub przekazał, że będzie nadal współpracował również z Patrykiem Walochem.

Patryk Waloch do GKS-u Katowice trafił w połowie kończącego się sezonu, zastępując w drużynie Dawida Ogórka. W barwach górnośląskiego zespołu zadebiutował w PlusLidze, pojawiając się na parkiecie w 4 spotkaniach. Wcześniej z KS-em Rudziniec wywalczył awans do I ligi, ale na skutek problemów finansowo-organizacyjnych beniaminek nie został dopuszczony do gry w sezonie 2024/2025. Waloch dał się również poznać z gry w KPS-ie Siedlce, a także w Kęczaninie Kęty czy Hutniku Kraków.

– Patryk pojawił się awaryjnie w naszym zespole pod koniec ubiegłego roku i doskonale zrealizował swoje zadanie. Jego zaangażowanie, pomoc, ale i poziom sportowy były na tyle wysokie, że bardzo szybko postanowiliśmy przedłużyć z nim współpracę. Liczymy, że będzie ważną częścią zespołu, jeśli chodzi o grę w przyjęciu i obronie – powiedział dyrektor siatkarskiej sekcji GKS-u Katowice, Jakub Bochenek.

 

HOKEJ

hokej.net – Pierwsze decyzje w Katowicach. Trzech młodych zostaje!

Hokeiści GKS-u Katowice zakończyli rozgrywki ze srebrnymi medalami. Przed ekipą GieKSy nowe wyzwania.

Wiadomo, że trenerem ekipy z alei Korfantego pozostanie Jacek Płachta, którego umowa obowiązuje do końca sezonu 2026/27.

Ważne kontrakty z klubem mają też obrońca Kacper Maciaś oraz napastnik Brandon Magee. Ale to nie koniec.

– Miło nam także poinformować, że GKS Katowice uzgodnił warunki nowych dwuletnich kontraktów z Jonaszem Hofmanem, Jakubem Hofmanem oraz Błażejem Chodorem – taką informację zamieściło dziś w swoich mediach społecznościowych szefostwo wicemistrzów Polski.

Działacze GieKSy budują już zespół na kolejny sezon. Wiadomo, że etap przygotowań rozpocznie się od treningów indywidualnych, zgodnie z rozpiskami przygotowanymi przez sztab szkoleniowy. Start wspólnych treningów zaplanowany jest na ostatni tydzień lipca.

– Myślę, że w budowaniu drużyny na kolejny sezon będziemy kierowali się tym samym, co sprawdzało się w poprzednich latach – podkreśliłRoch Bogłowski, dyrektor sekcji hokeja na lodzie

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga