Dołącz do nas

Piłka nożna Wywiady

Okiem rywala: kadrowa kołdra może być za krótka

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Już jutro rozegramy w Katowicach derbowe spotkanie z Piastem Gliwice. Nasi rywale zanotowali równie obiecujące wejście w sezon co GKS, notując dwa zwycięstwa. O ocenę potencjału sportowego Piasta, sytuację sportową i organizacyjną oraz przewidywania przed najbliższym meczem zapytaliśmy Kacpra Wójtowicza z redakcji serwisu PiastInfo.

Sporo krytyki spada ostatnio pod adresem klubów zarządzanych przez miejskie samorządy, głównie za sprawą Śląska Wrocław. Tymczasem Piast udowodnił, że można zbudować zespół na miarę Mistrzostwa Polski głównie z kasy miasta. Jaka jest recepta na sukces klubu miejskiego?
Zaletą klubów miejskich jest niewątpliwie stabilizacja. Natknąłem się gdzieś na statystykę, że Piast ma jedną z najstabilniejszych kadr w Europie. Większość piłkarzy gra u nas od trzech lat, a niektórzy nawet znacznie dłużej. Za czasów Bogdania Wilka (były dyrektor sportowy Piasta – przyp. red) transferów nie było aż tak wiele, przez co drużyna była zgrana. To pomaga szczególnie w defensywie. Ponadto, trzeba sobie powiedzieć, że w Gliwicach nie ma dużej presji. Kibiców jest mniej w porównaniu do innych śląskich klubów. Niektórzy z tego drwią, ale taka sytuacja pomaga piłkarzom, szczególnie gdy przychodzą tu, aby odbudować formę. Nikt nie wymaga złotych gór i nawet gdy przychodzi słabszy sezon, to nie ma gwałtownych ruchów. Wystarczy przypomnieć, że Waldemar Fornalik swój pierwszy sezon w Gliwicach zakończył tuż nad kreską, z jednym punktem przewagi nad strefą spadkową. Tymczasem rok później zdobył mistrzostwo.

Model zarządzania klubem miejskim ma jednak swoje wady. Największą z nich jest nierozsądne wydawanie pieniędzy, a jeśli ich zabraknie, to dosypie się z miejskiej skarbonki. Niedawno okazało się, że jest to też problem Piasta.
Do pewnego momentu wydawało się, że pod względem wysokości kontraktów piłkarzy i terminowości w ich wypłacaniu wszystko było jak trzeba. Przyczyn kłopotów finansowych Piasta można się doszukiwać m.in. w małych przychodach z dnia meczowego. Klub pracuje nad poprawą frekwencji i kieruje marketing w stronę dzieci, które są zapraszane na mecze i organizowane są dla nich różne atrakcje. Jest to inwestycja w przyszłość, tymczasem już dziś trzeba szukać sposobów na pokrycie wynagrodzeń. Były lata, gdy budżet na pensje sięgał 80-90% ogółu wydatków. Więcej w lidze wydawał tylko Śląsk. Paradoksalnie, przyczyną tego stanu rzeczy było mistrzostwo i medale Mistrzostw Polski, bo po takich sukcesach trudno utrzymać zawodników na takich samych kontraktach, skoro swoją postawą zapracowali na podwyżki. W pewnym momencie przelicytowano niektóre kontrakty i pojawiła się dziura w budżecie. Próbowano ją łatać podwyżką cen karnetów i biletów, co nie spotkało się z pozytywnym odbiorem kibiców i na trybunach były pustki. Wtedy myślano, że skoro gramy o mistrzostwo, to ludzie sami przyjdą. Dopiero kolejne zmiany w zarządzie przełożyły się na zmianę podejścia do kibiców: ceny biletów są przystępne, pojawiły się akcje promocyjne na mieście i klub przestał się izolować od kibiców.

Jaki styl gry prezentuje Piast?
Model gry jest niezmienny od lat i pod ten system sprowadzani są piłkarze. Piast bazuje na solidnej pracy całej drużyny w defensywie. Drużyna traci mało bramek i gra dobrze pressingiem. Ponadto nasi piłkarze dobrze czują się w grze z piłką przy nodze. Warto zwrócić uwagę, że w drużynie jest wielu Polaków, mimo że w przeszłości ta równowaga między Polakami a obcokrajowcami w drużynie nie zawsze była zachowana. Trener Vukovic też dostał dużo czasu i zaufania i to procentuje. Z resztą u was jest podobnie – trener Górak, mimo różnych zawirowań po drodze, nie stracił zaufania zarządu i dzisiaj jesteście w Ekstraklasie. Moim zdaniem kluczowa jest długofalowa wizja rozwoju klubu, wdrażana przez dyrektora sportowego i trenera, których nie zwalnia się przy pierwszym kryzysie. Poza tym, z tego co wiem, atmosfera w szatni jest bardzo dobra. Piłkarze się zwyczajnie lubią, dobrze się ze sobą czują, często też spędzają razem czas poza pracą. W naszej szatni widnieje hasło: „ciężka praca zawsze się obroni” i moim zdaniem nie jest to pusty slogan. Można dostrzec ten kult pracy w drużynie, trener Vukovic mocno stawia na tych piłkarzy, których ma, przez co transferów nie jest aż tak wiele. Każdy dostaje czas, aby zapracować na swoją pozycję w drużynie.

Jakie są największe atuty drużyny?
Na pewno wskazałbym na przygotowanie fizyczne. Zazwyczaj wiosną gramy dobrze, co pokazuje, że okres przygotowawczy został właściwie przepracowany. Ponadto naszą silną bronią są stałe fragmenty gry. Mamy też rękę do bramkarzy, bo zarówno František Plach, jak i jego poprzednicy, byli zawsze naszym mocnym punktem. Piłkarze wiedzą, że w sztabie są specjaliści w swoich dziedzinach.

Sposobem na podreperowanie klubowego budżetu jest sprzedaż piłkarzy. Tymczasem Piast ma z tym sporo problemów.
Ówczesny dyrektor sportowy Bogdan Wilk udzielił kiedyś wywiadu, w którym stwierdził, że Piast powinien więcej zarabiać na transferach. To nie zawsze się udawało, bo moim zdaniem decydowano się na nie za późno. Przykładem jest Ariel Mosór – gdyby sprzedano go pół roku wcześniej, zarobilibyśmy znacznie więcej. Inni, jak Felix, odchodzili zupełnie za darmo. Ciekawy jest też przypadek Arkadiusza Pyrki.

O tym zawodniku sporo się ostatnio mówi. Jaka jest obecnie jego sytuacja?
Z tego co słyszałem, Pyrka nie zagra już w Piaście. Mówi się, że jest rozczarowany, bo nie dostał podwyżki kontraktu, jaką mu obiecywano, a z tego, co słyszałem, jego kontrakt przedłużył się automatycznie po wypełnieniu klauzuli dotyczącej liczby rozegranych minut. Sytuacja jest patowa, bo z jednej strony nie ma kim zastąpić Pyrki, a z drugiej klub ma problemy finansowe i sprzedaż zawodnika mogłaby tu pomóc. Dziś cierpi zarówno piłkarz, jak i klub. W kwestii transferów jest dużo do poprawy, bo Piast nie potrafi się rozstawać z piłkarzami. Kolejnym przykładem może być Alberto Toril, którego swego czasu przesunięto do rezerw, za co piłkarz wytoczył klubowi proces przed organami FIFA i wygrał duże pieniądze. Na takich ruchach cierpią zarówno finanse, jak i wizerunek klubu.

Jest jeszcze szansa na transfer Pyrki w tym okienku?
Czytałem jego wypowiedź, że nie zdecydował się na transfer do Legii, bo chciałby mieć pewniejsze szanse na grę w podstawowym składzie, a w Warszawie na jego pozycji gra Paweł Wszołek. Równie mocno pozycje prawego obrońcy i wahadłowego są obsadzone w Lechu i Rakowie, a za granicą okno transferowe jest już zamknięte. Sytuacja jest patowa, bo żaden z tych większych klubów nie musi go kupować już teraz. Pozycja negocjacyjna Piasta nie jest więc zbyt mocna, dlatego być może Pyrka zostanie w Gliwicach, co dla Piasta będzie problemem, bo nie do końca wiadomo, co z nim zrobić. Na jego pozycji może grać pozyskany zimą z Lille Akim Zedadka. Szanse, że Pyrka zagra w Katowicach, są raczej nikłe.

O co gra Piast w tym sezonie?
Trudno powiedzieć, jakie cele zostały postawione przed zarządem. Miasto na pewno chce mieć sport na najwyższym poziomie, bo oprócz Piasta inwestuje też w koszykówkę w najwyższej lidze. Dlatego uważam, że będą chcieli uniknąć sytuacji, że Piast utonie w przeciętności. Natomiast na dzień dzisiejszy brakuje zaplecza w postaci infrastruktury. W pewnym momencie po prostu zabrakło pomysłu na rozwój – po zdobyciu medali Mistrzostw Polski nie wykonano kolejnego kroku w przód. Można było lepiej spożytkować te sukcesy. Dziś sami nie wiemy, o co gra Piast. Trener i niektórzy zawodnicy grają o przedłużenie kontraktów, ale trudno wskazać konkretne cele sportowe klubu. Ważny jest na pewno Puchar Polski, bo droga na Narodowy jest już dość krótka. Brakuje jednak jasnych deklaracji zarządu, który dziś bardziej koncentruje się na kwestiach finansowych i organizacyjnych.

Pewną wskazówką jeśli chodzi o cele Piasta mogą być zimowe transfery, które mogą robić wrażenie. Mało kto wzmacnia się piłkarzami, którzy jeszcze jesienią grali w europejskich pucharach.
Transfery, takie jak Jirka, Gale i Zedadka, na papierze wyglądają solidnie, ale prawdę mówiąc ci piłkarze nie grali jesienią zbyt wiele. Gale wraca do formy po kontuzji więzadeł, więc jego postawa jest na razie zagadką. Nowi zawodnicy mają wzmocnić nasze skrzydła, gdzie moim zdaniem brakowało szybkości. Potrzeba więcej opcji w ataku, pewnego powiewu świeżości. Tak jak mówiłem, stabilność składu jest dużym atutem, ale trzeba czasem dołożyć coś nowego. W pewnym momencie w Gliwicach tego zabrakło.

Na ocenę wzmocnień trzeba jeszcze poczekać, natomiast już dziś można powiedzieć, że zawodnicy, którzy odeszli z Piasta jesienią, to dla was duże osłabienie.
Dość powiedzieć, że pod względem liczby kluczowych podań Michael Ameyaw do dziś jest w czołowej trójce Piasta, mimo że nie gra tu od sierpnia. To pokazuje, jak wielkim osłabieniem ofensywy było jego odejście. Próbowano łatać tą dziurę ściągnięciem Katsantonisa, ale mnie osobiście ten piłkarz rozczarował. Odejście Mosóra również się przeciągało i można było lepiej przeprowadzić te transfery, zarówno pod względem zarobku dla klubu, jak i pozyskania ich zastępców. Moim zdaniem dlatego nie mamy dziś narzędzi, aby stosować różne warianty gry: gdy nie wychodzi plan A, trudno nam cokolwiek zmienić, aby odwrócić losy meczu. To też kamyczek do ogródka trenera, bo moim zdaniem powinien lepiej zarządzać drużyną w takich sytuacjach.

Na domiar złego w tym tygodniu poważnej kontuzji doznał Katsantonis, na którym opierała się ofensywa Piasta. Jakie macie alternatywy?
Katsantonis jako napastnik zwykle grał dość głęboko, cofając się do rozegrania. Zaliczył na przykład asystę przy bramce Jirki, zagrywając mu piłkę sprzed pola karnego. Z kolei Maciej Rosołek gra zupełnie inaczej – nie rozgrywa piłki i jest słabszy fizycznie. Jest jeszcze Piasecki, ale na dzień dzisiejszy to cień piłkarza. Dlatego być może w niedzielę w ataku zagra Felix, a na skrzydle zagra ktoś inny, na przykład Thierry Gale. Na pewno będziemy grać inaczej niż z Katsantonisem w składzie.

Częścią zespołu, który zdobywał w Gliwicach Mistrzostwo Polski, był Mateusz Mak. Rok później do drużyny dołączył Sebastian Milewski. Jak wspominasz tych zawodników?
Nie mam zbyt dobrej pamięci do piłkarzy, ale wydaje mi się, że Mak pełnił bardziej rolę zmiennika. Nie miał łatwego zadania w walce o pierwszy skład, bo rywalizował z Felixem i Badią, mimo to zagrał sporo meczów (20 – przyp. red.), ale nie był wiodącą postacią drużyny w tamtym okresie. Z kolei Sebastian Milewski trafił do nas w 2019 r. po spadku z Zagłębiem Sosnowiec. Co ciekawe, u nas grał na skrzydle, co wynikało z ówczesnych przepisów o konieczności gry młodzieżowca. Milewski był naszym najlepszym młodzieżowcem, ale nie było dla niego miejsca w środku pola, więc grał na skrzydle. Po dwóch sezonach odszedł do Arki i szczerze mówiąc spodziewałem się, że przepadnie w I lidze. Tymczasem prezentował się bardzo dobrze i jestem pozytywnie zaskoczony, że wrócił do Ekstraklasy w waszych barwach.

Trzecim piłkarzem, który łączy nasze kluby jest Tomasz Mokwa, wypożyczony z Piasta do Katowic w sezonie 2017/2018.
Jest to ciekawy przykład zawodnika, który w Gliwicach gra od dziesięciu sezonów, pełniąc rolę solidnego zmiennika. Nie zapewni żadnych fajerwerków, ale też niczego nie zawali. W każdej drużynie potrzebny jest zawodnik, który wejdzie z ławki, kiedy trzeba, a przy tym nie narzeka na swoją rolę. Może być swego rodzaju wzorem dla innych, szczególnie młodszych zawodników, że może nie trzeba mieć wielkiego talentu, ale sumiennie pracując można zaznaczyć swoją obecność w Ekstraklasie, choćby tylko dwa razy w ciągu sezonu.

Piast doskonale rozpoczął tegoroczne rozgrywki, od zwycięstw ze Śląskiem i Legią. Jesteście w stanie utrzymać takie tempo?
Początek rundy jest obiecujący, ale obawiam się, że z upływem czasu nasza kadrowa kołdra może okazać się za krótka. Będą pauzy za kartki – w Katowicach nie zagra Kostadinov, są kontuzje jak u Katsantonisa i robi się problem. Czy w takiej sytuacji uda się utrzymać poziom sportowy? Mam poważne wątpliwości. Mimo to uważam, że uda się obronić miejsce w górnej połowie tabeli.

O ile mecz we Wrocławiu wygraliście w dużej mierze słabością rywala, to nad zwycięstwem z Legią nie można ot tak przejść do porządku dziennego. Jak wyglądał ten mecz?
W mojej ocenie kontrolowaliśmy to spotkanie, a gdy tej kontroli brakowało, to ratował nas Plach, który obronił w trzech trudnych sytuacjach. Poza tym udało się zneutralizować atuty Legii. Duża w tym zasługa trenera Vukovica, który za każdym razem świetnie rozpracowuje tego rywala. Piast bardzo dobrze bronił i wyprowadzał groźne kontry. Bramka padła po stałym fragmencie, co powoli staje się naszym znakiem firmowym. Moim zdaniem nasze zwycięstwo, choć niespodziewane, było zasłużone. Zadziałały schematy ćwiczone na treningach, co na pewno doda drużynie pewności siebie.

Nasze zespoły spotkały się jesienią już w czwartej kolejce. W Gliwicach padł remis 2:2. Taki wynik z beniaminkiem był dla was rozczarowaniem?
Na początku obecnego sezonu graliśmy dobrze, natomiast traciliśmy punkty z Cracovią i Legią. Tymczasem z GKS-em zagraliśmy chyba najsłabiej, ale wystarczyło to na remis. Wy natomiast zaprezentowaliście się bardzo dobrze i zastanawiałem się wtedy, dlaczego z taką grą macie tak mało punktów. Była to jednak wczesna faza sezonu i w miarę upływu czasu wasza dobra postawa przełożyła się na miejsce w tabeli. Sprawiliście nam dużo problemów, dlatego byliśmy raczej zadowoleni z tego remisu. Obie drużyny stworzyły dobre widowisko, padło dużo goli, poza tym atmosfera była dobra, z pełnym sektorem kibiców gości.

Jak twoim zdaniem będzie wyglądał nasz niedzielny mecz?
Bez Katsantonisa w ataku nasza gra będzie wyglądać inaczej niż dotychczas, a z wami każdemu gra się ciężko. Mimo to liczę, że nasz mecz będzie podobny do tego z jesieni. Doceniam pod względem taktycznym zamknięte mecze, ale wolę oglądać drużyny ofensywne, nastawione na wymianę ciosów. Liczę, że z dobrej strony pokaże się nasza nowa ofensywa. Staną naprzeciw siebie dwa zespoły pewne swoich umiejętności, o określonym stylu gry. Stawiam na remis bramkowy – niech będzie 1:1.

Na koniec zapytam o gliwickich kibiców. Na ostatnim meczu z Legią na trybunach przy Okrzei zasiadło ponad 8 tysięcy widzów. Jak oceniasz potencjał Piasta na regularne zapełnianie waszego stadionu?
Moim zdaniem realny potencjał frekwencyjny Piasta to na dziś ok. 6 tysięcy kibiców na każdym, nawet słabszym meczu. Zdarzały się mecze, gdy było nas znacznie mniej, a to nie przystaje do standardów Ekstraklasy. Klub podejmuje działania profrekwencyjne i to pomaga. W dłuższej perspektywie taka inwestycja na pewno się zwróci.

W Katowicach sektor gości wypełni się waszymi kibicami, którzy – co ciekawe – przyjadą do Katowic za darmo. Kim jest „tajemniczy” sponsor?
Maciek Rosołek zadeklarował pokrycie kosztów transportu kibiców na mecz do Katowic. Pozytywnie oceniam tą akcję, bo Rosołek zbierał ostatnio sporo krytyki pod swoim adresem. Myślę, że pomoże mu to poprawić relacje z kibicami. Kibice dobrze pokazali się na ostatnim meczu z Legią i można potraktować taki gest jako swego rodzaju podziękowanie za wsparcie z trybun.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Opór przed rozwojem

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Przed trójmeczem wyjazdowym postanowiłem sobie określić liczbę punktów i swój stosunek do potencjalnej zdobyczy. Z góry przepraszam za przekleństwa. Ale jakoś musiałem stopniować. Mając w głowie naszą indolencję we wcześniejszych wyjazdach miałem więc w głowie coś takiego:

2 punkty – ch…owe k…a minimum
3 punkty – ch…owe minimum
4 punkty – minimum
5 punktów – dobrze
6 punktów – bardzo dobrze
7 punktów – kapitalnie
9 punktów – idealnie.

Już po pierwszym z tych trzech meczów cieszyłem się, że „ch…owe minimum” osiągnęliśmy, a do minimum brakuje jednego punktu. A do „dobrze” zaledwie dwóch remisów. Co było potem wszyscy wiemy. „Ch…owe minimum” ostatecznie zostało osiągnięte, ale patrząc z perspektywy, że już na początku, a potem nie pociągnęliśmy – frustracja jest tym większa.

Naprawdę niewiele zabrakło i niewiele trzeba było zrobić, żebyśmy po meczu z Górnikiem nie musieli już wracać do tych nieszczęsnych wyjazdów i odmieniania tego słowa – w negatywnym kontekście – przez wszystkie przypadki. Gdybyśmy wczoraj choćby zremisowali po średniej grze – można by było na ten moment uznać, że jako tako wszystko wróciło do normy – tu wygrana na wyjeździe, tu porażka, tu czasem remis wpadnie. Niestety to, co działo się zarówno tydzień temu w Gliwicach, jak i wczoraj w Lubinie każe myśleć, że kapitalne skądinąd zwycięstwo w Zabrzu było jakąś niesamowitą anomalią. Tym bardziej, jeśli spojrzymy na postawę Górnika w tym sezonie. I że to był wypadek przy pracy, tylko w pozytywną stronę.

Nie chce nawet myśleć, co by było, gdybyśmy przy Roosevelta przegrali, a przecież było tego bardzo blisko. Bilans sześciu porażek w siedmiu meczach wyjazdowych to katastrofa, ale siedem na siedem to już by była karykatura. Nawet outsiderzy nie mają takich bilansów. Na szczęście w Zabrzu wygraliśmy i ten wyłom w tragicznej wyjazdowej postawie jednak się pojawił.

Liczyliśmy jednak na to, że wygrana – i to w takich okolicznościach – da drużynie przełącznik na te wyjazdy, że w końcu siłą rozpędu zespół zacznie grać na innych stadionach niż Katowice. Tym bardziej, że przeciwników mieliśmy słabszych. Choć Piast się podnosi, to całkiem niedawno przegrywał 0:4 u siebie z Wieczystą w pewnym momencie meczu. Za to Zagłębie – toporne, beznamiętne i bezjajeczne, było tą ekipą, z którą drużyna mająca aspiracje powinna sobie w tym momencie sezonu poradzić. Albo przynajmniej nie przegrać. A już na pewno nie dać się tak kompletnie zdominować.

Naprawdę trudno mi uwierzyć, że na tle naszej drużyny, toporni na co dzień przeciwnicy, wyglądają jakby byli wirtuozami piłki. Wiadomo, że z tą wirtuozerią to lekka przesada, ale z tym, że wyglądali jak drużyna dobra i szybka już nie. Jak Miedziowi męczyli bułę czy kompromitowali się w Pucharze Polski, tak zorientowawszy się, że przyjechał „wyjazdowo najlepszy” GKS Katowice, nagle zaczęli być szybcy, dynamiczni, wygrywający pojedynki, mający pomysł na grę, atakujący i stwarzający sytuacje.

Choć to tak naprawdę tylko wrażenie. Zagłębie wcale nie zagrało wybitnego meczu. Solidny i dobry tak. Ale nic szczególnego.

Powtórzę taktykę naszych przeciwników i co tam trener mówi im w szatni. Brzmi to mniej więcej tak: „Wicie kurwa, chłopacy, kurwa rozumicie, naciście, biegajcie kurwa, uderzajcie ze łba i z bara, kurwa i oni się wtedy pogubią. A potem jak kurwa kurwa strzelicie, to oddajcie im balik, bo oni kurwa nie wiedzą, co z nim zrobić i przewracają się na chałce”.

Tak widzę odprawy przedmeczowe u naszych przeciwników.

Absolutnie niepojęte jest to, jak my  na wyjeździe zapominamy każdy aspekt gry w piłkę. Bo jak wspomniałem – wyniki to jedno. Można przegrać, można nawet przegrać 2-3 mecze z rzędu. Nieszczęśliwy splot okoliczności, jakiś kryzys, błąd sędziego, po prostu słabszy moment. Ale u nas to nie jest kryzys. To jest jakieś totalne odcięcie od umiejętności i mentalu. To jest tak systemowy problem, że właśnie jedno zwycięstwo w Zabrzu kompletnie nie zmienia tego obrazu.

I ostatecznie w defensywie jesteśmy ultrasłabi, a w ofensywie to my gramy toporny futbol. Pod przykrywką rozgrywania ataku pozycyjnego i specyficznej tiki taki, pierdyliarda podań wszerz boiska i kompletnego braku brania na siebie odpowiedzialności za podjęcie decyzji – o ostatnim podaniu, o pójściu jeden na jeden a wysokości pola karnego, o strzale. A jak już ktoś taką decyzję raz na jakiś czas podejmie, to jakość wykonania jest bardzo słaba.

Dobra, odwlekałem. Robię teraz krótką przerwę od pisania i oglądam skrót. Miejcie mnie w swojej opiece.

<ogląda skrót>

<idzie ochłonąć po obejrzeniu skrótu>

<z niechęcią wraca po godzinie do pisania>

Nie, po prostu nie dało się na to patrzeć. Jak już stworzyliśmy sobie najlepszą okazję, to Marcel zachował się absolutnie kuriozalnie – będąc w dobrej pozycji w polu karnym, taki rzut karny pod lekką presją, po prostu podał piłkę do bramkarza. Koszmar. Podobnie jak tracone bramki. W pierwszej sytuacji mieliśmy déjà vu z Gliwic. Czyli znów wysoko ustawiona obrona i prostopadłe podanie za plecy na skrzydło. Gdzie oczywiście nie było Wasyla, więc już byliśmy ugotowani, bo nasi obrońcy bardziej w centrum boiska nie byli w stanie nic zaradzić. Arek nie przeciął, Alan dał się wyprzedzić i mieliśmy bramkę.

Drugi gol to po pierwsze rozklepanie nas jak dzieci. Ale to jeszcze pół biedy – czasem przeciwnik zrobi na tyle dobrą akcję, że przechytrzy rywala, zdarza się. Natomiast tyle luzu, ile miał Kosidis w polu karnym w momencie, gdy dostawał podanie, to jest kolejny defensywny kryminał tego sezonu. Plus wisienka na torcie, czyli nasz kapitan, który chyba sam nie wie, co chciał w tej sytuacji zrobić. On się normalnie, najnormalniej w świecie położył się w tej akcji. Tak jakby chciał zniknąć, nie uczestniczyć w tym evencie. Nie doskok, nie blok, nawet nie markowanie czegokolwiek. On się po prostu położył na boisku. To już druga taka sytuacja, po uchyleniu się przy trzecim golu dla Piasta.

Fatalna też była sytuacja, w której jednym podaniem rywale dosłownie przeszyli całą naszą trójkę środkowych obrońców i Sypek wyszedł sam na sam.

I tutaj muszę trochę napisać o zawodnikach, bo ode mnie ze względu na jednak summa summarum fajny poprzedni sezon, puchary i całokształt ekstraklasy w wydaniu zespołu, mieli trochę parasola ochronnego. No i jak to mówią, bez osobistych wycieczek, bo ja lubię tych piłkarzy, ale wkurzają mnie niemiłosiernie czasem, no i ostatnio zawodzą. Więc panowie nie obrażajcie się, tylko po prostu… się ogarnijcie.

Zacznę od wspomnianego Arka. Nie chcę być złym prorokiem, ale to trochę wygląda tak, jakby ząb czasu trochę nadgryzł naszego kapitana. Chciałbym wierzyć, że w jego przypadku to jest tylko kryzys formy. Natomiast patrząc na postawę jednak naszej ikony tej nowej GieKSy, to w ostatnim czasie po prostu Arek Jędrych nie daje rady. Jest wolny, daje się wyprzedzać zawodnikom rywala, popełnia proste błędy, gdy piłka jest w jego pobliżu, gdy się broni, serce podchodzi do gardła. W niektórych meczach w dość prostych sytuacjach kilka razy grał na alibi (wybicie na aut), tak jakby sam dobrze wiedział, że piłka się go nie słucha. Źle się ustawia. Niestety – Arek jest w tym sezonie tak słaby jak znakomicie wykonuje rzuty karne. Ogólnie wszyscy wiemy, jak dużo dał GieKSie i jako szef na boisku – dokąd nas doprowadził. Jednak czas mija. I nie chodzi mi o to, żeby zawodnika teraz gdzieś totalnie odstawić. Jednak nie może być nietykalny, jeśli chodzi o pierwszy skład, tylko dlatego, że jest kapitanem i tak ważną postacią dla tego zespołu. Z tym tematem – piłkarsko i psychologicznie, jeśli chodzi o całą drużynę – sztab trenerski musi sobie poradzić.

Oczywiście to nie jest jedyny zawodnik, który zawodzi i absolutnie nie można z niego robić kozła ofiarnego. Bo zawala cała drużyna. Przede wszystkim boli to, że nie widać żadnego progresu, choćby w porównaniu z poprzednim sezonie. GieKSa utknęła w nie wiadomo czym, a niektórzy piłkarze wręcz zaliczyli regres.

Straszliwie zleciał z formą Marcin Wasielewski. Ten walczak, ten dzik, którego znamy z poprzednich sezonów, teraz gra tak beznamiętnie i nieefektywnie. Dodatkowo brakuje mu decyzyjności, woli – mimo że ma dobrą sytuację – gdzieś tam się obrócić i szukać Alana Czerwińskiego. O wygranych pojedynkach na boku możemy zapomnieć.

Mateusz Kowalczyk ogólnie dobrze, że wrócił do składu, lepiej go mieć niż nie mieć. Tragedii nie ma, ale to jednak nie jest to. W tej jego destrukcji i kreacji początku akcji nie ma błysku, o ile można mówić o błysku w destrukcji. Nie no – można jak najbardziej.

Borja Galan teraz jest kontuzjowany, ale przecież też totalnie zjechał z formą.

Eman Marković to mam wrażenie, że sobie krótkim fragmentem na wiosnę bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i sam nie wiem, jaki to jest zawodnik. Bo wtedy do czasu swojej eksplozji był ultraprzeciętny, a w tym sezonie jest bardzo słaby, nie licząc pojedynczych momentów.

Mateusz Wdowiak próbowany na wahadle też ostatecznie – jak to ktoś napisał – „przychodził jako rezerwowy Zagłębia i dalej wygląda jak rezerwowy Zagłębia”. Ja osobiście zawsze sobie dużo obiecuję, jak Mateusz wchodzi na boisko, ale na oczekiwaniach się kończy. Ciągle w niego wierzę i chciałbym go mimo wszystko zobaczyć więcej na boisku.

Marcela póki co ekstraklasa w GieKSie chyba jednak weryfikuje. Problem polega na tym, że gdy w GieKSie zaczynał, widzieliśmy zawodnika szybkiego, z potencjałem, z błyskiem, który jednak nie ma chłodnej głowy. Mieliśmy nadzieję, że jak tę głowę ustabilizuje, to będzie lepiej. Niestety teraz nawet tego potencjału nie widać. Również stał się toporny i bardzo słaby w swojej grze. I zastanawiam się, czy to przypadkiem nie jest jego poziom.

Erik Jirka od czasu, kiedy przyszedł do GKS również kompletnie nic nie wnosi. Wiele sobie obiecywałem po tym transferze, pamiętając go z Piasta. Ostatecznie próbuje jakiś szum robić na skrzydle, ale efektu z tego nie ma żadnego.

Bartek Nowak niedawno w wywiadzie w Canal Plus mówił, że chce częściej uderzać na bramkę. I tutaj wychodzi paradoks, bo ja mam wrażenie, że jakby strzelał częściej, to byłby mniej samolubny. A tak wychodzi na to, że on po prostu uwielbia szukać tych swoich podań i choć pozornie jest to gra dla zespołu, to jest to jednak bardziej… egoistyczne. Bartek naprawdę, weź uderz czasem z tego dystansu czy z pola karnego i nie szukaj na siłę podania. Technikę masz to po prostu strzelaj, a nie kombinuj. Czekamy na Twoje gole, nie tylko asysty.

Choć i tak nawet w takim żenującym meczu całego zespołu Bartek potrafił ze dwa razy świetnie obsłużyć kolegów…

Dla mnie wielkim zawodem jest Bartosz Wolski. Zdania są podzielone, jedni mówią, że gra dobrze, inni że nie. Może nawet w statystykach i analizach liczbowych wychodziłoby, jakie to Bartek ma świetne parametry, że byłoby sto odbiorów, podań progresywnych i innych badziewi. Tyle, że jakoś tego nie widać na boisku. Zawodnik jest przezroczysty, nasz środek pola nie istnieje, poza beznamiętnym przekazywaniem sobie piłki w poprzek boiska.

I tak dalej, i tak dalej, można by jeszcze mówić o np. Pau Reście, Lukasie Klemenzu itd…

Do tego wiecznie kontuzjowany Adam Zrelak, Olek Paluszek dochodzący do siebie w nieskończoność, Damian Rasak, który wraca, wraca, ale wrócić nie może.

Aha, jeszcze bramkarz Gabriel Kobylak. Meczów nie zawala, ale też nie wybrania. Sam fakt, że o nim zapomniałem trochę też mówi, że mamy bramkarza póki co przezroczystego, choć w tym przypadku akurat nie powiedziałbym, że to wada. Ale nie jest też to zaleta.

Tak naprawdę jedynym piłkarzem, który zrobił widoczny progres jest Ilja Szkurin. I tu jest kolejny niesamowity paradoks. W poprzednim sezonie, gdy widzieliśmy tę waleczną GieKSę, biorącą odpowiedzialność za różne wydarzenia boiskowe, Ilja jawił się jako ten, który nie za bardzo chce wracać, walczyć, angażować się w tę intensywną grę.

A tu nagle nastąpiło odwrócenie. Ilja się tej GieKSiarskiej gry nauczył, a reszta wygląda, jakby zapomniała. I to teraz nasz napastnik wygląda na tego, który najbardziej odpowiedzialnie pracuje. Cofa się po piłkę, próbuje rozgrywać, notuje nawet skuteczne interwencje we własnym polu karnym. Walczy z przeciwnikami w pojedynkach. Tak, Ilja zaliczył duży progres. Nie jego winą jest to, że partnerzy nie potrafią mu dostarczyć dobrej piłki do wykończenia. Ale swoich bramek już w tym sezonie i tak trochę strzelił. Naprawdę to zawodnik, do którego mam najmniej pretensji, w zasadzie to nie mam żadnych. I to cieszy. Ilja, tak trzymaj.

Tym razem trener nie mówił naokoło o efektywności czy jej braku. Powiedział wprost, co zadecydowało i że nie jest dla niego akceptowalne tak dać się zdominować. Wiadomo, że jest to konferencja prasowa i i tak jest dość dyplomatyczny, ale przynajmniej nie słyszeliśmy, że było dobrze, skoro nie było. A było fatalnie.

Jedynie nie zgodziłbym się z trenerem z tym „niefortunnym” terminarzem na początku. To znaczy wiem, że odniósł się jedynie do proporcji meczów u siebie i na wyjeździe. Ale patrząc na samych przeciwników, to schody akurat dopiero się zaczną.

No bo sorry, ale póki co graliśmy w większości z drużynami słabymi lub przeciętnymi. Motor to za chwilę będzie się dramatycznie bronił przed spadkiem, Wisła Płock czy Radomiak mają swoje problemy i w wielkiej formie nie są, Piast gra w kratkę, Zagłębie – swój głównie remisowy antyfutbol (oprócz meczu z GKS). Jeszcze takimi badziewiakami jest Cracovia, z którą nie wyobrażam sobie nie wygrać. Cracovia bowiem jest chyba jeszcze słabsza niż Zagłębie, a trener Bartosz Grzelak… nie wiem co tam robi, bo Pasy wyglądają fatalnie od jego przyjścia.

No ale przecież przed nami starcia z Rakowem, który przecież chce się odbudować i w końcu wygrał pierwszy mecz, a już na Lechu wyglądał dobrze. Zagramy niedługo z Koroną, która świetnie się spisuje w tym sezonie. Będzie Widzew, który z nową miotłą w końcu będzie chciał zacząć coś grać w tej lidze. A przecież dopiero przed nami Jagiellonia, Lech, Legia. I na koniec roku Wisła, która kto wie, czy się nie rozpędzi, bo z Jagiellonią zagrała wybitnie. Jeśli my się nie ogarniemy, to mogą nastać ciężkie czasy.

I nie możemy liczyć na te mecze u siebie. Bo statystyka i zdrowy rozsądek mówi, że prędzej pogubimy jakieś punkty na własnym stadionie niż zaczniemy regularnie je zdobywać na wyjazdach. Z prostej przyczyny – łatwiej utracić coś, co trzyma się wielkim wysiłkiem niż nagle wskoczyć na swoje wyżyny.

Czasem robimy dobrą minę do złej gry, chcemy wierzyć, że porażki czegoś będą uczyć, że wpłyną na rozwój. Rzadziej tak się wydarza, częściej jednak wnioski nie są wyciągane. Nie tylko w piłce, ale i w życiu. Taki jest świat. Dlatego też zawsze wierzę, że na przykład taka wygrana z Górnikiem będzie przełamaniem. A potem przychodzą takie „spektakle” jak z Piastem i Zagłębiem.

Jedyną moją nadzieją, której akurat się trzymam, to fakt, że w szerszym kontekście trener Górak i piłkarze z podobnych tarapatów kilkukrotnie już wyszli i potem było świetnie. Więc tu nawet nie chodzi o to, że nie mam optymizmu, bo ten u mnie nie słabnie. Ale pojawia się – myślę uzasadniona – niecierpliwość i frustracja, że po raz kolejny musimy się z czegoś wygrzebywać.

Kontynuuj czytanie

Kibice Piłka nożna SK 1964 Społecznie Stadion

Budżet Obywatelski – głosujemy!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Zachęcamy wszystkich kibiców GKS Katowice, którzy są mieszkańcami Katowic, do głosowania w Budżecie Obywatelskim na Projekt Ogólnomiejski „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!”. 

Głosowanie w ramach Budżetu Obywatelskiego potrwa do środy 23 września do godziny 23:59. Do głosowania potrzebujemy numeru PESEL oraz nazwiska pańskiego matki. Następnie z puli dostępnych projektów ogólnomiejskich wybieramy ten o ID „M/19/XIII” o tytule „Arena Katowice – stwórzmy strefę codziennego relaksu dla całych rodzin przy naszej GieKSie!„, który został zgłoszony przez Agnieszkę Piątek

Po wybraniu projektu musimy mu przyznać punkty od 1 do 3. My zachęcamy oczywiście do przyznania maksymalnej liczby punktów. Na sam koniec musimy zatwierdzić wszystko bezpłatnym SMS-em, który otrzymamy z systemu po podaniu naszego numeru telefonu. Głosować można raz, ale na jeden numer telefonu można otrzymać 5 kodów potwierdzających, więc jeśli ktoś z Waszej rodziny nie posiada telefonu komórkowego (np. osoby starsze), to możecie jej pomóc w głosowaniu.

W środę 16 września o 12:00, dokładnie w połowie głosowania, opublikowano bieżące wyniki. Nasz projekt ma na koncie 5438 punktów i zajmuje drugie miejsce na liście projektów ogólnomiejskich. Wyprzedza „doposażenie katowickiego OSP” (4974 punkty), ale ma mniej niż „kastracja, sterylizacja, chipowanie oraz szczepienia zwierząt” (6085 punktów). 

Szczegóły projektu dostępne są tutaj, a instrukcja głosowania tutaj. Głosujemy natomiast na stronie internetowej bo.katowice.eu. Zachęcamy wszystkich kibiców GieKSy nie tylko do głosowania, ale także do przekazywania informacji pozostałym sympatykom/mieszkańcom Katowic. 

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Dopiero był na Nowej Bukowej

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Sobotni mecz pomiędzy Zagłębiem Lubin i GKS Katowice poprowadzi pan Tomasz Kwiatkowski z Warszawy. Na liniach pomagać mu będą Marek Arys i Marcin Lisowski. Sędzią technicznym będzie Dorian Skwara, a na VAR-ze zasiądą Damian Kos i Dawid Golis.

Urodzony w 1978 roku Tomasz Kwiatkowski swoją sędziowską karierę rozpoczął w sezonie 2007/08 w ówczesnej trzeciej lidze i na tym właśnie poziomie prowadził mecze przez trzy sezony. Na zapleczu ekstraklasy zadebiutował w sezonie 2010/11, a na najwyższym poziomie rozgrywkowym pierwszy raz sędziował w sezonie 2013/14 i od tamtej pory jest etatowym ekstraklasowym arbitrem. Jego największym sukcesem jest sędziowanie w finale Pucharu Polski w 2024 roku, kiedy to Wisła Kraków pokonała na Stadionie Narodowym Pogoń Szczecin po dogrywce 2:1.

Arbiter był sędzią VAR podczas niedawnych Mistrzostw Świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Jako główny arbiter VAR pracował przy meczach Argentyna – Algieria, Egipt – Iran, Hiszpania – Austria i Francja – Hiszpania. Jako AVAR lub VAR Support był obecny przy spotkaniach: Holandia – Japonia, Szwajcaria – Bośnia i Hercegowina, Ekwador – Curacao, Norwegia – Senegal, Szkocja – Brazylia, Chorwacja – Ghana, Francja – Szwecja i Kanada – Maroko.

W obecnym sezonie Tomasz Kwiatkowski poprowadził na razie trzy mecze, w których pokazał 7 żółtych kartek, żadnej czerwonej i podyktował jeden rzut karny – dla GKS Katowice w starciu z Wisłą Płock, bo to właśnie było jedno z tych trzech spotkań prowadzonych przez arbitra.

W przeszłości sędzia prowadził wiele spotkań GieKSy i… od pewnego czasu tendencja w wynikach meczów prowadzonych przez arbitra jest na korzyść GKS. Przede wszystkim Kwiatkowski był rozjemcą na otwarciu Nowej Bukowej, kiedy to GieKSa w spektakularnych okolicznościach pokonała Górnika Zabrze 2:1. Ostatnio w niemniej dramatycznym meczu GKS wygrał z Radomiakiem 3:2, a w pamięci zapadła nam decyzja VAR, po której arbiter anulował trzeciego gola dla gości. To nie pierwsza sytuacja, w której decyzja o „niebycie” uratowała nam skórę. W przedostatniej kolejce sezonu 2023/24 i derbach Trójmiasta w doliczonym czasie gry sędzia został wezwany przed monitor, by obejrzeć sytuację z potencjalnym rzutem karnym dla Arki. Jakkolwiek większość decyzji po VAR jest zmienianych, tak tutaj arbiter podtrzymał werdykt o nieprzyznaniu jedenastki, a to dało szansę GieKSie walki o awans w ostatniej kolejce.

Ostatnim meczem, który sędziował GieKSie było wspomniane starcie z Wisłą Płock w sierpniu, które GKS wygrał 5:0. Ostatni raz Zagłębiu Lubin sędzia ten prowadził mecz w maju, gdy gospodarze zremisowali z Cracovią 0:0.

Mecze GieKSy prowadzone przez Tomasza Kwiatkowskiego:

Sezon 2011/12
Pogoń Szczecin – GKS Katowice 1:0 (3 żółte kartki)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 0:0 (1 żółta kartka)

Sezon 2012/13
GKS Katowice – Kolejarz Stróże 2:0 (3 żółte kartki, 1 czerwona kartka, 1 rzut karny wykorzystany przez Przemysława Pitrego)

Sezon 2013/14
GKS Katowice – Miedź Legnica 1:0 (6 żółtych kartek, 1 rzut karny wykorzystany przez Sławomira Dudę)
Sandecja Nowy Sącz – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2016/17
GKS Katowice – Miedź Legnica 0:2 (1 żółta kartka)

Sezon 2022/23
GKS Katowice – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (4 żółte kartki, 1 rzut karny wykorzystany przez gości)

Sezon 2023/24
GKS Katowice – Górnik Zabrze 0:4 (4 żółte kartki) – Puchar Polski

Sezon 2024/25
Piast Gliwice – GKS Katowice 2:2 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Piast Gliwice 0:0 (2 żółte kartki)
GKS Katowice – Górnik Zabrze 2:1 (2 żółte kartki)

Sezon 2025/26
GKS Katowice – Radomiak Radom 3:2 (9 żółtych kartek)
Motor Lublin – GKS Katowice 2:5 (5 żółtych kartek, 1 czerwona kartka dla gospodarzy)
Raków Częstochowa – GKS Katowice 1:0 (2 żółte kartki)

Sezon 2026/27
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2 żółte kartki, rzut karny dla GKS)

Bilans: 15 meczów, 7 zwycięstw, 3 remisy, 5 porażek. Bramki: 23-17.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga