Piłka nożna Prasówka
Media o meczu Puszcza – GKS: Beniaminek przyjeżdża do Krakowa
Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat dzisiejszego meczu Puszcza Niepołomice – GKS Katowice.
dziennikpolski24.pl – Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice: Musimy zagrać odważnie
Puszcza Niepołomice w piątek o godz. 18 zagra z GKS-em Katowice. Dla podopiecznych trenera Tomasza Tułacza liczy się tylko i wyłącznie zwycięstwo.
Puszcza po fajnej serii pięciu spotkań bez porażki przegrała dwa kolejne mecze. Ostatnio był pomór w zespole – choroby dopadły Konrada i Mateusza Stępniów, wielu zawodników jest kontuzjowanych.
– Obaj chorzy wracają do treningu, Radecki i Cholewiak już trenują, ale nie wiadomo, czy będą gotowi na piątek -informuje Tomasz Tułacz. – Z kolei Jakov Blagaić i Dawid Szymonowicz zaczną zajęcia od poniedziałku. Mam teraz trochę większe pole manewru niż ostatnio, ale trzeba pamiętać, że uporanie się kontuzją, a dojście do pełnej sprawności to dwie różne rzeczy.
Puszcza znalazła się w strefie spadkowej. To dla niej nie nowość, bo w ubiegłym sezonie też w niej była, ale poradziła sobie.
– Spokojnie do tego podchodzimy, jesteśmy oczywiście niezadowoleni z miejsca w którym jesteśmy – mówi szkoleniowiec „Żubrów”. – Uważam, że w Częstochowie powinniśmy powalczyć przynajmniej o remis, ale niestety graliśmy tak, jak nie chcieliśmy, za mało odważnie. W meczu z Katowicami liczę na zdecydowanie więcej, choć rywal też jest trudny, wygrał ostatnio z Pogonią.
W spotkaniu z Rakowem debiutował Michał Perchel. Czy szkoleniowiec znów na niego postawi w bramce, czy wróci do Kewina Komara?
– To są młodzi zawodnicy, uważnie ich obserwujemy – mówi Tułacz. – Jeszcze nie ma decyzji. Michał przepuścił strzał Iviego Lopeza z wolnego. Wszyscy wiemy, jak dobrym zawodnikiem jest gracz Rakowa, jak świetnie egzekwuje wolne, ale na pewno nasz bramkarz mógł się lepiej ustawić.
Katowice to beniaminek, który radzi sobie całkiem nieźle w doborowym towarzystwie. Ma już 12 punktów i 10. miejsce w tabeli.
– To bardzo twardo grający zespół – analizuje przeciwnika Tułacz. – Zawsze z jasnym planem taktycznym. Bardzo się wzmocnił po awansie, to już nie ta sama drużyna co w I lidze. Nowak, Zrelak, Kowalczyk, Klemenz, Czerwiński to piłkarze o uznanej klasie. To bardzo solidna drużyna. Co możemy jej przeciwstawić? Przede wszystkim solidność, szczelność w obronie i dyscyplinę taktyczną. Musimy zagrać odważnie w ofensywie.
24kato.pl – Zapowiedź meczu Puszczy Niepołomice z GKS Katowice w 11. kolejce PKO BP Ekstraklasy
[…] Ja wiem, że kibice GKS Katowice czasem narzekają na swój klub, ale z perspektywy osoby trzeciej trzeba przyznać, że podopieczni Rafała Góraka grają w tym sezonie naprawdę dobrze, co zresztą tyczy się większości beniaminków. Zawodnicy z Bukowej po 10 meczach mają na koncie 12 punktów i zajmują 10. pozycję w tabeli (3-3-4, bramki 12-13), na dodatek 27 września w ostatnim meczu nie dali szans mocnej Pogoni Szczecin, wygrywając z nią 3:1 i, w przypadku zwycięstwa czy nawet remisu z Puszczą, będą mieli serię 3 meczów bez utraty punktów/porażki. Na wyjazdach GieKSie idzie trochę gorzej, na nieswoich obiektach mają bilans 1-1-2 (3-6), ale na kim się przełamać, jak nie na drużynie ze strefy spadkowej? Jak dotąd Trójkolorowi 3 punkty zgarnęli w Mielcu (1:0), a 1 oczko w Gliwicach (2:2). Najlepszymi strzelcami drużyny są po 2 gole Arkadiusz Jędrych, Mateusz Marzec, Oskar Repka i Adam Zrel’ák.
Z kolei ciężkie chwile przeżywa w swoim drugim sezonie Puszcza Niepołomice. Wydaje się, jakoby inne drużyny przejrzały taktyki trenera Tułacza, na co wskazują wyniki Żubrów, które po 10 meczach zajmują spadkową 16. lokatę z 8 punktami (1-5-4, 10-13). 3 punkty niepołomiczanie zdobyli tylko raz, 16 sierpnia rozbijając na swoim obiekcie Lechię Gdańsk 4:1, chociaż z drugiej strony w tych 5 remisach zawarte jest m.in. domowe 2:2 z Legią Warszawa. W ogóle u siebie Puszczy idzie o wiele lepiej, ma tu bilans 1-3-1 i w golach 9-7, jedyną drużyną, która z Krakowa wyjechała z kompletem punktów, była 22 września Cracovia (1:2), tj. drugi gospodarz obiektu przy ul. Kałuży. 28 września Żubry przegrały w Częstochowie z Rakowem 0:2 i mają w tym momencie serię 7 meczów bez zwycięstwa (w Pucharze Polski co prawda wyeliminowali Górnika Łęczna, lecz dopiero po rzutach karnych, co do statystyk liczy się jako remis). Najjaśniejszym punktem drużyny jest z 3 trafieniami na koncie Grek Michális Kossídis.
W przypadku zwycięstwa GKS Katowice może awansować na 7. miejsce (+3), natomiast Puszcza Niepołomice na bezpieczne 12. miejsce (+4).
GKS Katowice w bieżącej kampanii jest ligowym beniaminkiem. Po raz ostatni kluby zagrały ze sobą w I-ligowym sezonie 2022/2023. 15 października w Niepołomicach padł remis 1:1 po golach Piotra Mrozińskiego dla gospodarzy i z rzutu karnego Jakuba Araka, natomiast na Bukowej skończyło się na 2:2. Dla GieKSiarzy trafili niepowołany do reprezentacji Polski Antoni Kozubal oraz Sebastian Bergier, natomiast po stronie Żubrów na listę strzelców wpisali się Mroziński i Rok Kidrič. Na końcu sezonu Puszcza zajęła 5. miejsce i awansowała do Ekstraklasy dzięki play-offom.
Arbitrem spotkania jest Karol Arys ze Szczecina. Ów rozjemca 17 maja sędziował zremisowany w Zabrzu 1:1 mecz Górnika z Puszczą, w którym na listę strzelców po stronie gości wpisał się Jakub Bartosz. Oba kluby kończyły mecz w 10, gdy z boiska wylecieli za czerwone kartki Dani Pacheco oraz Thiago. 19 lutego ubiegłego roku GKS Katowice na Bukowej również 1:1 zgubił punkty z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Dla Trójkolorowych gola zdobył Grzegorz Rogala, wyrównując stan gry po wcześniejszym golu Karola Bilińskiego.
goal.pl – Puszcza Niepołomice – GKS Katowice
[…] Beniaminek chce dalej wygrywać po triumfie nad Pogonią.
[…] Puszcza Niepołomice w swoim drugim sezonie w Ekstraklasie znów jest uwikłana w walkę o utrzymanie. Aktualnie notuje nieprzyjemną serię bez zwycięstwa, przez co spadła do strefy spadkowej. W piątek spróbuje wreszcie się przełamać, bowiem przed własną publicznością podejmie GKS Katowice. Beniaminek punktuje na niezłym poziomie i zdaje się być póki co bezpieczny. Po świetnym meczu i cennej wygranej z Pogonią Szczecin nie zamierza się zatrzymywać, zwłaszcza, że teraz w teorii czeka go dużo łatwiejszy rywal. O obu drużynach na pewno nie można powiedzieć, że cechuje je skuteczna gra defensywna, bowiem straciły do tej pory dość sporo goli.
[…] Puszcza Niepołomice na ligowe zwycięstwo czeka od 16 sierpnia. W tym sezonie zdołała wygrać tylko raz – miało to miejsce przy okazji domowego meczu z Lechią Gdańsk. Udało się wówczas rozgromić rywala aż 4-1, co zwiastowało, że będzie radzić sobie lepiej. Później podopieczni Tomasza Tułacza wpadli w bardzo niekorzystną serię, a ostatnio przegrywali z Cracovią (1-2) i Rakowem Częstochowa (0-2). W międzyczasie Puszcza awansowała do kolejnej rundy Pucharu Polski, eliminując Górnika Łęczna.
GKS Katowice przeplata lepsze wyniki z gorszymi, a w tabeli Ekstraklasy zajmuje dziesiąte miejsce. W poprzedniej kolejce beniaminek sensacyjnie ograł u siebie Pogoń Szczecin 3-1. Okazał się również lepszy od lidera pierwszej ligi, ogrywając w Pucharze Polski Termalicę 2-1. Te dwie wygrane były odpowiedzią na serię trzech meczów bez kompletu punktów, podczas której GKS przegrywał z Zagłębiem Lubin (0-1) i Górnikiem Zabrze (0-3), a także remisował z Widzewem Łódź (2-2).
W meczu o stawkę ostatni raz te drużyny mierzyły się ze sobą w sezonie 2022/2023, kiedy to jeszcze obie grały na poziomie pierwszej ligi. Tamten sezon zakończył się awansem Puszczy Niepołomice do Ekstraklasy. W bezpośrednich meczach padały natomiast dwa remisy – zarówno w Niepołomicach (1-1), jak i Katowicach (2-2). Ostatnia wygrana Puszczy nad GKS-em przypada natomiast na 2018 rok. Od tego czasu albo padają remisy, albo wygrywa drużyna z Katowic.
Delikatnym faworytem piątkowego meczu jest GKS Katowice.
gol24.pl – Beniaminek przyjeżdża do Krakowa
Pierwsze spotkane 11. kolejki odbędzie się przy Kałuży w Krakowie. Puszcza prowadzona przez trenera Tomasza Tułacza zmierzy się z rewelacyjnie spisującym się beniaminkiem PKO Ekstraklasy. Podopieczni Rafała Góraka będą chcieli kolejny raz zaskoczyć i zdobyć trzy punkty.
Piłkarze Tomasza Tułacza w ostatnich meczach w najwyższej klasie rozgrywkowym spisywali się poniżej oczekiwań. Przegrali w poprzedniej serii gier z Rakowem Częstochowa (0:2), a wcześniej w Małopolskich Derbach Futboli ulegli Cracovii (1:2). Wygrali dopiero w 5. kolejce z Lechią Gdańsk (4:1).
– Jest to problem, taki samo jak problemem są kłopoty kadrowe. W ostatnim meczu siedmiu zawodników było kontuzjowanych, a dwóch chorowało. Brak dziewięciu zawodników to kolosalna wyrwa. Jedna sprawa to powrót po kontuzji, a druga powrót do formy. Nie spuszczamy głów, będziemy walczyć do końca – zwrócił uwagę Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice.
Beniaminek GKS Katowice natomiast jest w gazie. Podopieczni Rafała Góraka pokonali u siebie przy Bukowej faworyzowaną Pogoń Szczecin (3:1), a wcześniej pomyślnie zakończyli spotkanie 1. rundy Pucharu Polski z liderem Betclic 1. Ligi – Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. W Ekstraklasie plasują się na 10. miejscu.
Felietony Piłka nożna
Moje 30 lat
Obecny tydzień mija mi pod znakiem jubileuszy. Dokładnie dzisiaj mija mi 30 lat z GKS Katowice. Pomyślałem sobie, że więcej napiszę o tym w felietonie przed meczem z Pogonią Szczecin. Tym bardziej, że już w sobotę będzie kolejna okrągła rzecz – ponieważ wczorajszy pojedynek z Wieczystą był moim 699. meczem GKS Katowice. To wszystko – przyznam – robi na mnie wielkie wrażenie. To kawał życia i bardzo ważna jego część. Ale tak jak mówię – kilka słów więcej napiszę w piątkowym felietonie przedmeczowym. Ale swoją drogą – myślę sobie, że mógłbym napisać pokaźnych rozmiarów książkę, bo historii, anegdot było po prostu przez te 30 lat całe mnóstwo.
Trafiam z tymi jubileuszami na bardzo dobry czas. Zarówno w krótkim, jak i w dłuższym kontekście. Wiadomo – ostatnie 2,5 roku to pasmo radości i sukcesów. Udana walka o ekstraklasę, a potem naprawdę godne reprezentowanie klubu na piłkarskich polskich salonach. Choć bywały momenty lepsze i gorsze, to oba zakończone sezony były po tych 19 latach posuchy po prostu kapitalne. Z czego drugi dał nam Europę, co było przygodą niesamowitą i jedynie zaostrzyło apetyty na powtórkę. Jak sobie przypominam wyjazdy do Żyliny czy Miszkolca, to myślę sobie, że kurcze chciałbym to powtórzyć, że chcę więcej. A mecze u siebie ze Słowakami i Hapoelem też przecież były piłkarskim świętem.
W obecnym sezonie GieKSa nie zwalnia. Mimo swoich problemów – defensywnych czy na wyjazdach – sumarycznie notuje bardzo dobry początek sezonu. Posłuchajcie na przykład tego – w poprzednim sezonie na koniec jesieni mieliśmy 20 punktów. Teraz w połowie października mamy tych punktów 18. Czyli już za chwilę przebijemy ten zeszłoroczny dorobek. Rok temu po 10 kolejkach mieliśmy o 10 punktów mniej.
Myślałem nawet, że to może być najlepszy dorobek punktowy po 10 kolejkach za czasów drugiej kadencji trenera Góraka. Tu jednak w sezonie zakończonym awansem do pierwszej ligi GieKSa miała 20 punktów. Nie zmienia to faktu, że 6 zwycięstw w 10 meczach daje solidny dorobek nawet mimo czterech porażek. Bo grunt, że GieKSa tych meczów, których nie przegrała, nie zremisowała, tylko wygrała.
Rok temu złapaliśmy bardzo dobrą serię późną jesienią. Były wygrane z rzędu z Motorem, Koroną i Termaliką. Tamte punkty były potrzebne jak tlen i pozwoliły nie zakopać się w dole tabeli. Ostatecznie jesień skończyliśmy tuż pod kreską, ale z tego co pamiętam z tą samą liczbą punktów, co pierwsza drużyna nad nią.
Teraz GieKSa zapunktowała wcześniej, a wpływ na ten dorobek mają oczywiście trzy ostatnie mecze, w których Katowiczanie go podwoili. Rozgrywki ligowe mają tę specyfikę, że jak złapiesz serię zwycięstw, to bardzo szybko wędrujesz w górę tabeli i przede wszystkim – bardzo oddalasz się od dołu. I jak zarówno w pierwszym sezonie liczyliśmy punkty nad (albo wewnątrz) strefą spadkową, tak teraz – na tym etapie sezonu – mamy aż 10 punktów przewagi. I najzwyczajniej w świecie możemy spać spokojnie. GieKSa już nie jest żadnym kandydatem do spadku. Oczywiście czujność zawsze trzeba zachować, ale przesunęliśmy się w hierarchii i idziemy do przodu, czyli… w górę.
Wczorajszy mecz bardzo cenię. GKS miał swoje problemy, dyspozycja nie była najwyższa, a rywal pokazał się z dobrej strony. Wieczysta to nie są leszcze Stefan. Widziałem ich mecze i potrafili grać efektownie i skutecznie. Mają swoje kłopoty, próbują tę drużynę indywidualności jakoś sklecić, stąd wyniki nie do końca są takie, jakby sobie życzyli. Ale pokazali przecież swoją moc, gdy wygrali w Gliwicach czy ostatnio wysoko z Wisłą Płock. Zremisowali w Łodzi, mimo że dwukrotnie przegrywali.
I zaprezentowali swój futbol w Katowicach. Oddali więcej strzałów, także celnych, mieli większe xG. Mieliśmy trochę szczęścia, że w kapitalnych sytuacjach Semedo czy Piazon fatalnie pudłowali. Wynik był cały czas na styku.
Bardzo podobał mi się początek meczu, pierwsze pół godziny. GKS znów grał bardzo intensywnie, pressował, nie dawał specjalnie rywalowi pograć w piłkę. I co najważniejsze – strzelił gola. To jest taka mała, a jednak decydująca różnica. Mówię o porównaniu z meczami, w których niby początek jest dobry i intensywny, ale do siatki nie trafiamy i później są kłopoty. Do samych bramek zaraz przejdę, bo zasługują na osobne potraktowanie.
Po tej półgodzinie oddaliśmy piłkę i pole rywalom. Nie stwarzaliśmy sobie sytuacji, musieliśmy się skupiać na obronie. Poczytuję to trochę jako „odchorowanie” tej intensywności z Częstochowy i początku meczu z Wieczystą. I to jest kompletnie sytuacja, która ma prawo się przydarzyć i nie ma co psioczyć. Po prostu trzeba wtedy mocniej skupić się na defensywie i grać w niej skutecznie. I ostatecznie Wieczysta swoją jakością stworzyła sobie sytuacje, natomiast daleki jestem od tego, żeby negatywnie ocenić naszą grę obronną w tym meczu. Błędy oczywiście się pojawiały, ale to nie były jakieś fatalne pomyłki. Ot zwykła gra defensywna, rzetelna.
Nie ustrzegliśmy się straty bramki. Tutaj jest kwestia do poprawy, gdyż straciliśmy ją podobnie, jak dwie z Cracovią, czyli po wrzutce i z czego jeden gol z Pasami i teraz były po centrze niemal spod bocznej linii boiska. Błąd w ustawieniu? Komunikacji? To już sobie sztab z piłkarzami przeanalizują.
W piłce liczą się bramki i ta prawda wyjątkowo mocno zaistniała we wczorajszym pojedynku. I to nie były jakieś farfocle, gdzieś tam fuksem wepchnięte do bramki przeciwnika. W kluczowych momentach – gdy trzeba było – Katowiczanie dali popis techniki, kunsztu i zespołowości. Oba gole były wspaniałe. Najpierw Marcel pociągnął dynamicznie, podał do Bartka Nowaka, a ten wypatrzył swojego ulubionego Ilję Szkurina. Sposób, w jaki Ilja wbił tę bilę do łuzy był fantastyczny. To było magiczne dotknięcie, z gracją, ale przede wszystkim z pewnością i zaufaniem do swoich umiejętności. A potem Ilja włączył swoją dynamikę i kapitalnym podaniem obsłużył Borję Galana. Co zrobił Hiszpan, to ja nie wiem. Jak on wypatrzył tego Bartka, jak mu podał. Strzelanie do pustej bramki bardziej kojarzy się z podaniem poprzecznym, którym mija się bramkarza. Borja zagrał prostopadle, do tyłu, ale w taki sposób, że kapitan GieKSy miał praktycznie całą bramkę do dyspozycji, wystarczyło jedynie dołożyć nogę. Majstersztyk.
Bardzo ważne jest to, że w po tym okresie pewnej dominacji Wieczystej i po strzeleniu przez nich gola, GKS jednak ruszył po tę bramkę. I przeprowadził tę jedną, decydującą akcję. Nasz zespół w tym meczu za bardzo nie atakował. Ale gdy trzeba było – zrobił to. To jest po prostu adaptacja do warunków meczowych.
GieKSa nie będzie grać w każdym meczu tak ofensywnie i efektownie. Zdarzą się mecze lepsze i słabsze. Ale jeśli taki mecz udaje się wygrać, to ma to podwójną wartość. I najlepsze jest to, że nie mówimy tutaj o przepchnięciu meczu kolanem. Mówimy o tym, że GieKSa wygrała wspomnianym kunsztem w konkretnych dwóch akcjach. Coś pięknego.
Włożę teraz łyżkę, a może nawet dość dużą łychę dziegciu. Ale to do nas – kibiców. Abstrahując od niższej frekwencji – wiadomo poniedziałek itd. To gdy po końcowym gwizdku nagle wszyscy zaczęli się zbierać do chaty, to niestety pojawiły się smutne dla mnie obrazki. Ci z Blaszoka jeszcze jakoś zostali przytrzymani, żeby świętować z drużyną, chociaż przerzedziło się nieco. Ale gdy po radości z Blaszokiem piłkarze, jak to mają w zwyczaju, zaczęli dziękować kolejnej trybunie, to autentycznie był to… żenujący obrazek. Te trybuny były już całkowicie, ale to całkowicie puste. Naprawdę przykro patrzyło się na drużynę, która po trzecim zwycięstwie z rzędu bije brawo do pustych trybun. Ludzie, ja wiem, że poniedziałek i rano trzeba cisnąć do roboty, ale naprawdę zostać te pięć minut dłużej i podziękować drużynie za kapitalny wynik i grę w tych dwóch ostatnich meczach by po ludzku wypadało.
W sobotę mecz z Pogonią i zapowiada się fenomenalne widowisko. My mamy nadzieję, że GieKSa dalej będzie z tym swoim pazurem i dobrą formą piłkarską, ale trzeba się liczyć z tym, że i Pogoń jest w gazie. Czeka nas arcytrudne zadanie, zaryzykowałbym stwierdzenie, że najtrudniejsze u siebie w obecnym sezonie. Wiem też, że GieKSę stać na wielkie rzeczy.
Nie mam jakiegoś ciśnienia, żeby akurat z powodu mojego jubileuszu był korzystny wynik, dla mnie liczą się te liczby same w sobie, a wynik też sam w sobie, ale jakoś nie łączę tych rzeczy. Natomiast bardzo mocno będę trzymał kciuki za tę ekipę, bo tak jak pisałem wielokrotnie – są niesforni, a jednocześnie kapitalni. Nie da się nie lubić tej drużyny. I po prostu uważam, że to wielkie szczęście być kibicem GKS Katowice.
Piłka nożna
Górak: Czasem trzeba rzucić ofiarność
Po meczu wypowiedzieli się trenerzy GKS Katowice i Wieczystej – Rafał Górak i asystent Željko Kopića – Florentin Petre. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Florentin Petre (II trener Wieczystej):
Pierwszą połowę zaczęliśmy źle, ale ostatnie 20 minut graliśmy już swoją grę. Mieliśmy szansę, żeby coś strzelić, a po przerwie zaczęliśmy dobrze, mieliśmy dobre momenty, mogliśmy strzelić bramki. Wynik 2:1 to taki wynik niezbyt sprawiedliwy, wynik 2:2 byłby bardziej sprawiedliwy, choć to gdybanie. W ostatnich 15 minutach przycisnęliśmy, mieliśmy sporo szans na zdobycie gola, ale piłka nie zawsze wygląda tak, jak byśmy chcieli.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Trzeba oddać przeciwnikowi, graliśmy bardzo trudne spotkanie, rywal dał nam się we znaki – swoją fizycznością i umiejętnością gry w piłkę. Jestem pod wrażeniem przeciwnika i tym bardziej chylę czoła przed moim zespołem, bo zagrali bardzo dobry mecz. Chcielibyśmy być może mieć jeszcze więcej animuszu i kontroli, ale kiedy nie jesteś przy piłce to też warto tę kontrolę mieć.
Największy problem mieliśmy w 15 minutach drugiej połowy, kiedy rywal atakował już bardzo odważnie i wydawało mi się, że jak wytrzymamy jeszcze 3-5 minut, nie stracimy bramki, to odpowiemy skutecznie. Szykowaliśmy zmiany, ale ciut zabrakło mi czasu. To nie wina zawodników, którzy nie zdążyli wejść czy tych, którzy zeszli. Bardzo dobra energia wszystkich wchodzących i to mnie bardzo cieszy, bo dziś wygraliśmy zespołowością, nastawieniem i trzeba rzucić ofiarność, która może nie jest bardzo lubiana przeze mnie, ale bardzo ją doceniam, bo zawodnicy wykonywali świetną robotę w defensywie.
Naprawdę oddaję rywalowi, że spotkaliśmy się z rywalem bardzo trudnym, bardzo doceniam i szanuję te punkty.
Felietony Piłka nożna
Taką GieKSę chcę oglądać zawsze
Po 344 dniach GKS Katowice przegrał u siebie. Przez niemal rok Nowa Bukowa była nie do zdobycia. Jak na drużynę „aspirującą”, a nie będącą na topie, jest to wynik wybitny. Rozegrać w tym czasie 17 meczów, w których rywal nie pokonał naszego zespołu to przestrzeń całego sezonu bez porażki. A gdy dodamy do tego, że zremisować się w Katowicach udało się tylko Legii, Jagiellonii oraz Widzewowi (ale przegrał w karnych) to należy dojść do wniosku, że każdemu przeciwnikowi w Katowicach jest niebywale ciężko. Nawet jeśli strzelali oni gola czy dwa, to jedynie rozjuszali maszynę Góraka, która potrafiła wbić jeszcze więcej bramek.
Aż przyjechała Pogoń Szczecin, z którą GieKSa zaczęła budować swoją twierdzę. Jakże to był inny mecz rok temu. Wówczas GieKSa oddała rywalowi piłkę i chciała umiejętnie defensywą kontrolować spotkanie. Wtedy Pogoń miała absurdalną wręcz statystykę posiadania piłki – 77 procent. Oddali aż 27 strzałów, ale… tylko 3 celne. Nasza taktyka okazała się wówczas skuteczna, bo GKS strzelił dwie bramki jeszcze w pierwszej połowie i skutecznie neutralizując poczynania gości – wygrał to spotkanie. Wczoraj obraz był inny. Widzieliśmy GieKSę ofensywną, prącą do przodu, starającą się grać nie tylko skuteczną, ale i ładną dla oka piłkę. To Pogoń była w pozycji wyczekującej i w pewnym momencie zadała decydujący cios. Można powiedzieć, że zarówno rok temu, jak i teraz drużyny zwycięskie wygrały wyrachowaniem.
Mimo wszystko uważam, że w związku z tzw. optyczną przewagą to GieKSa była bliżej osiągnięcia korzystnego rezultatu niż Szczecinianie rok temu. Wówczas ataki Pogoni ostatecznie były w większości jałowe i oprócz tego, że często byli na naszej połowie, niewiele z tego wynikało.
GieKSa rozegrała wczoraj dobre spotkanie, a nawet uważam, że fragmentami to był bardzo dobry mecz. Zwłaszcza w pierwszej połowie zwróciłem uwagę na to, jak potrafimy kapitalnie zagrać w destrukcji, wykorzystać ten swój pressing nie tylko jako sztuka dla sztuki, ale naprawdę, by odebrać piłkę rywalowi. Bardzo ciekawie rozgrywamy krótką grę w środku boiska, również przecież będąc pod presją przeciwnika. Tu Kowal, tu Kacper, tu pomoże Bartek – i gramy gdzieś na lewe czy prawe skrzydło, zdobywając teren. Po stracie bramki to już był napór GieKSy i ciągłe zbliżanie się pod pole karne rywala.
Przeciwnika jednak mieliśmy godnego. Pogoń jest bardzo dobrze zorganizowana w swoje obronie – postawili na obronę niską i w niej bardzo skutecznie neutralizowali nasze ataki. Nie mówię, że wszystko było u nas idealnie, ale trzeba przyznać, że imponująca liczba straconych bramek Pogoni – sześć w dziesięciu meczach – nie jest dziełem przypadku i goście to wczoraj po prostu udowodnili.
Naszych ataków nie nazwałbym jałowymi. Uważam, że były dobre i dynamiczne. Brakowało natomiast trochę precyzji, a czasem decyzji. Trochę za dużo w tej końcowej fazie jest kombinacji – oczywiście, jak ta kombinacja wyjdzie, że to jest szansa na piękną, bramkową akcję. Ale nie przeplatamy właśnie tych kombinacji z próbami uderzeń. Ja wiem, że było ciasno w polu karnym, ale mimo wszystko, czasem można byłoby pokusić się o jakąś bardziej bezpośrednią próbę, na ten mityczny strzał z dystansu – i nie mam na myśli uderzenia z 25 metrów, ale jak już jesteśmy niemal na linii szesnastki, to można byłoby spróbować. Wystarczy choćby spojrzeć na wczorajsze starcie Cracovii z Legią, gdzie padły dwa podobne gole i oba zza pola karnego. U nas nie ma w ogóle takich prób.
Mimo to i mimo tej kapitalnej defensywy Pogoni, do wyrównania brakowało naprawdę niewiele. Sam ten napór naszej drużyny powoduje, że w którymś momencie jakaś piłka może przejść, nawet jakiemuś obrońcy między nogami, tu się poodbija i padnie bramka. W doliczonym czasie gry Ilja miał bardzo dobrą sytuację i minimalnie przestrzelił. Byliśmy o włos.
Nie zapominajmy też o samym początku, kiedy Borja oddał strzał, ale Cojocaru kapitalnie to wybronił. Gdybyśmy prowadzili, obraz meczu mógłby być inny.
Ten napór GieKSy – zwłaszcza po straconej bramce – był tak wielki, że chyba… czasem zapominaliśmy o obronie. Mam na myśli pójście bardzo wysoko i sytuację, w której ze dwa czy trzy razy Pogoń po prostu „wykopała” piłkę do przodu i rywale wychodzili 2 na 1 czy 2 na 2. To jest koszt aż tak bardzo ofensywnej gry. Trochę ryzykownej. Ale trzeba powiedzieć, że GKS bramki po takich kontrach nie stracił.
Piłka nożna to gra błędów i po takim błędzie Pogoń strzeliła gola. Rzeczywiście – za duża była luka pomiędzy naszymi dwoma środkowymi obrońcami, gdy Szalai zagrywał długą piłkę do Sancheza. A potem to już był indywidualny pojedynek, nie najlepsze zachowanie Pau Resty, za to Sanchez pokazał swój kunszt, zastawił się, zrobił zwód i zaraz pozostawało mu tylko wykończenie akcji.
Tak więc w tym pojedynku na styku minimalnie lepsza oraz cwańsza okazała się Pogoń. Przegraliśmy naprawdę z dobrą drużyną.
I powiem tak – bo po różnych meczach, które GieKSa przegrywała miałem różne emocje – czasem smutek, czasem żal, czasem dużą złość, jak choćby po meczu z Lubinie. Tutaj jest zupełnie inaczej. Ani wczoraj, ani dzisiaj – nie mam kompletnie negatywnych odczuć. Naprawdę byłem dumny z tej drużyny, uważam, że zrobili wszystko, by ten mecz wygrać. A że pojawiły się błędy, to mogę tylko rozłożyć ręce i powiedzieć, że taki jest sport.
Mówiąc, że zrobili wszystko, mam na myśli nie tylko „zapieprzanie”. To oczywiście było widoczne aż nadto. Ale poza tym GKS pokazał kawałek dobrej piłki i jeśli w taki sposób czasem zdarzy się przegrać mecz, to nie będę miał żadnych pretensji. Jeszcze z jednego podstawowego powodu – ta gra napawa mnie optymizmem. I dokładnie z taką postawą w starciu z rywalem, który nie ma tak żelaznej defensywy jak Pogoń – GieKSa by taki mecz wygrała lub w najgorszym przypadku zremisowała.
Więc mam prośbę. Utrzymujcie to. Wiadomo oczywiście, że taktyka jest też uzależniona od przeciwnika. Ale utrzymujcie realizowanie tej taktyki w tak rzetelny sposób jak wczoraj. I wiadomo, że można jeszcze coś dołożyć. Niech Marcel czasem strzela. Niech Bartek Nowak też czasem zdecyduje się na uderzenie. Niech Wasyl czasem po prostu dośrodkuje tą prawą nogą lub wejdzie w pole karne. Tam brakuje czasem niuansów natomiast podkład jest bardzo dobry.
Obrona dalej musi pracować, bo choć ostatnio nie gra źle, to dalej mamy zaledwie jedno czyste konto w tym sezonie. Czasem jeden błąd kosztuje tyle, ile wczoraj.
To było piękne widowisko, prawdziwy ligowy pojedynek w środku jesieni, przy jupiterach, z dopingiem kibiców gospodarzy i gości. Po prostu esencja ligowej piłki. Z dwoma bardzo dobrymi drużynami, z których jedna okazała się minimalnie lepsza.
Ostatecznie po powrocie do ekstraklasowych zmagań mamy sześć punktów w trzech meczach. Nieźle, naprawdę nieźle. Teraz mamy tydzień przerwy i za chwilę znowu zacznie się bardzo intensywny czas. Sam nie wiem, jaka jest ta Korona, bo potrafi zagrać super mecz, a potem dość mizerny. Zobaczymy, jak zagrają dziś z Lechem. No a potem włączamy się do gry o Puchar Polski i mecz z zawsze groźną Łęczną na ich zawsze trudnym terenie. I na koniec października Widzew.
Walczymy dalej!

Najnowsze komentarze