Dołącz do nas

Hokej Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka

Tygodniowy przegląd mediów: Zdecydowana wygrana GKS Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatniego tygodnia, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy najciekawsze z nich.

Piłkarki w 5. kolejce pokonały na wyjeździe drużynę Mistrzyń Polski Pogoń Szczecin 3:1 (3:0). Następne spotkanie zespół rozegra w sobotę 21 września na Bukowej o 12:00 z wiceliderem Śląskiem Wrocław. Piłkarze w ramach 8. kolejki PKO BP Ekstraklasy zremisowali z Widzewem Łódź 2:2 (2:1). Następne spotkanie drużyna rozegra na wyjeździe z Górnikiem Zabrze. Mecz rozpocznie się o godz. 20:15.

Siatkarze rozpoczęli rozgrywki PlusLigi od porażki z MKS-em Będzin 0:3. W tym tygodniu zespół rozegra dwa wyjazdowe spotkania: z Projektem Warszawa i Stalą Nysa. Mecze rozpoczną się odpowiednio o 17:30 (w środę, 18 września) i o 20:30 ( w sobotę 21 września).

W miniony piątek, rozpoczęli rozgrywki hokeiści w THL. W pierwszym spotkaniu GieKSa pokonała STS Sanok 2:0. W rozpoczętym tygodniu drużyna rozegra dwa mecze. W środę (18 września) zmierzy się na wyjeździe z Unią Oświęcim. W niedzielę (22 września) z kolei zespół podejmie w Satelicie GKS Tychy. Spotkania rozpoczną się odpowiednio o godzinie 18:00 i 17:00.

PIŁKA NOŻNA

kobiecyfutbol.pl – Zdecydowana wygrana GKS – u Katowice!

Już na samo otwarcie 5. kolejki Ekstraligi mogliśmy oglądać prawdziwy hit. Aktualnie mistrzynie ze Szczecina podejmowały na własnym stadionie ustępujące z tronu po zeszłej kampanii piłkarki GKS – u Katowice. Obie ekipy do tej pory zgarnęły komplet punktów, lecz Pogoń rozegrała jedno spotkanie mniej.

Już od samego początku mogliśmy zaobserwować niezwykle agresywne nastawienie przyjezdnych. Zakładały one na gospodyniach nieustanny pressing, tym samym często zmuszając rywalki do popełniania błędów, które już niedługo miały okazać się niezwykle kosztowne. Bowiem „GieKSa” bardzo szybko wyprowadziła cios i to bynajmniej nie pojedynczy.

W 11. minucie świetnie skrzydłem popędziła Karolina Bednarz, która wymieniła piłkę z Klaudią Słowińską. Ta wypatrzyła w polu karnym wbiegającą na krótki słupek Nikolę Brzęczek, która z bliskiej odległości pokonała bezradną przy strzale w okienko Annę Palińską. Jakby złego dla miejscowych było mało, raptem kilka minut później defensorka mistrzyń, Kinga Bużan, sfaulowała w polu karnym Klaudię Maciążkę. Rzut karny pewnie na gola zamieniła Marlena Hajduk. To nie był koniec kanonady w tej połowie. W 20. minucie po rzucie rożnym powstało ogromne zamieszanie, w którym najlepiej odnalazła się Kinga Kozak i podwyższyła na 3:0.

W następnych meczach intensywność pressingu Katowiczanek nieco zmalało, co choć na chwilę pozwoliło wziąć oddech Pogoni i powymieniać nieco dłużej piłkę. Najgroźniejszą okazję gospodynie wykreowały sobie w 37. minucie, kiedy kawałek wolnej przestrzeni wykorzystała Jaylen Crim i oddała strzał, który jednak nie zmusił do szczególnego wysiłku Kingi Seweryn. Do przerwy zatem mieliśmy teoretycznie już po meczu. Chyba nikt się nie spodziewał tak ogromnej przewagi i okazałego prowadzenia którejkolwiek ze stron.

Po zmianie stron dwie niezwykle groźne sytuacje wykreowały sobie gościnie. Najpierw Aleksandra Nieciąg uderzyła z kilku metrów, lecz świetnym refleksem wykazała się Palińska. Niedługo później po napędzeniu kontry wysoko nad bramką huknęła Grzybowska. Następne kilka minut należało jednak do Pogoni, co widzieliśmy chyba pierwszy raz w tym spotkaniu. Natomiast ta chwila przewagi przyniosła już gola, otwierającego konto Szczecinianek. Z lewej strony boiska do rzutu wolnego podeszła Luana Zajmi i wykonała idealny centrostrzał, który z pomocą wiatru całkowicie zmylił Kingę Seweryn i tym samym to cudowne trafienie wlało w serca piłkarek oraz kibiców na chociaż remis. Aczkolwiek czas był sprzymierzeńcem „GieKSy” , o której mimo zmniejszonej przewagi wciąż spokojnie należało twierdzić, że ma przebieg boiskowych wydarzeń pod kontrolą.

Kolejne minuty to po raz kolejny dominacja w posiadaniu piłki ekipy przyjezdnej. Piotr Łęczyński próbował odmienić oblicze rywalizacji zmianami, lecz rotacje nie zdawały się na wiele. Ożywiły się skrzydła, na których aktywne były wprawdzie Garbowska i Kuśmierczyk, lecz w pojedynkach ze świetnie dysponowanymi Turkiewicz, Słowińską czy Bednarz nie wywalczyły nic więcej niż parę rzutów rożnych, niebędącym realnym zagrożeniem dla defensywy GKS – u. Więcej bramek nie przyszło nam już oglądać na stadionie w Szczecinie. Przyjezdne zaliczają przekonującą i naprawdę zasłużoną wygraną po bardzo dobrym meczu. Tym samym kontynuują one serię zwycięstw, pozostając na fotelu liderek.

SIATKÓWKA

dziennizachodni.pl – Prezentacja hokeistów i siatkarzy GKS Katowice na dachu Supersamu

We wtorek 10 września w stolicy Górnego Śląska odbyła się prezentacja drużyn GKS Katowice. Hokeiści i siatkarze tego klubu spotkali się ze swoimi kibicami w niezwykłym miejscu – na dachu katowickiego Supersamu.

Zarówno hokeiści jak i siatkarze GieKSy w najbliższy weekend rozpoczną zmagania ligowe, więc we wtorkowe popołudnie 10 września obydwa zespoły zaprezentowały się katowickim kibicom. Impreza odbyła się na dachu Supersamu i uczestniczyło w niej kilkaset osób.

Jako pierwsi fanom zaprezentowali się siatkarze. W drużynie trenera Grzegorza Słabego nie ma już kapitana Jakuba Jarosza, ale jest aż siedmiu nowych graczy, których kibice mieli okazję poznać. Nowym kapitanem został Bartosz Mariański. Katowiczan czeka ciężka walka o pozostanie w PlusLidze, która po tym sezonie zostanie odchudzona. Pierwszy mecz siatkarze rozegrają w niedzielę o godz. 20.30 w hali w Szopienicach z beniaminkiem Nowak-Mosty MKS Będzin.

– Mogę obiecać, że będziemy walczyć w każdym meczu. W naszej hali w Szopienicach bardzo często dochodziło do tie-breaków i mam nadzieję, że w tym sezonie też będziemy pod tym względem rekordzistami PlusLigi – powiedział trener Grzegorz Słaby.

Później na scenie pojawili się hokeiści. Trener Jacek Płachta ma w składzie aż 12 nowych zawodników i to pewnie jeszcze nie koniec zmian w składzie, ale znów chce powalczyć o medal i kolejny raz awansować do finału Tauron Hokej Ligi. Wicemistrzowie Polski rozgrywki zaczną w piątek 13 września domowym spotkaniem z Texomem STS Sanok, który rozpocznie się w odnowionej Satelicie o godz. 17. Funkcję kapitana zespołu ponownie pełnić będzie Grzegorz Pasiut.

– Okres przygotowawczy był ciężki. Mocno trenowaliśmy, graliśmy wiele sparingów. Już nie możemy się doczekać pierwszego meczu w Satelicie i spotkania z naszymi kibicami – stwierdził trener Jacek Płachta.

Po prezentacji sympatycy GieKSy robili sobie wspólne zdjęcia ze sportowcami i zbierali ich autografy, a także podziwiali widoki na centrum miasta z dachu katowickiego Supersamu. Mogli też kupić w klubowym stoisku nowe koszulki hokeistów i siatkarzy przygotowane na rozpoczynający się w weekend sezon.

siatka.org – Znakomite wejście beniaminka, ważne trzy punkty w Katowicach

Nowak-Mosty MKS Będzin w znakomitym stylu po latach wrócił na ligowe salony. W swoim pierwszym meczu po powrocie do Plusligi będzinianie nie dali większych szans GKS Katowice inkasując bezcenne trzy punkty nie tracąc nawet seta,  Najlepszym zawodnikiem spotkania wybrany został Brandon Koppers, przyjmujący MKS-u.

Od samego początku toczyła się wyrównana walka. Będzinianie odskoczyli na dwa oczka po ataku oraz asie Brandona Koppersa (6:4). Dłużni nie byli gospodarze, którzy po asie Aymena Bouguerry oraz zatrzymaniu Damiana Schulza wygrywali 8:7. MKS po chwili wyrównanej gry, ponownie objął dwupunktowe prowadzenie po zatrzymaniu ataku Alexandra Bergera z szóstej strefy (13:11). Po chwili ponownie doszło do remisu za sprawą autowego ataku gości i uderzeniu Damiana Domagały (13:13). Po tym, jak w kontrze zapunktował Berger, grę przerwał trener Dawid Murek (16:15). Aż po sam koniec byliśmy świadkami potężnej wymiany ciosów i gry punkt za punkt, a także widowiskowych bloków autorstwa obu ekip. Losy wyrównanej odsłony musiała rozstrzygnąć gra na przewagi. Zarówno jedna, jak i druga drużyna miały piłki na jej skończenie. Po ataku ze środka oraz asie Damiana Schulza MKS objął prowadzenie.

Drugą partię również otworzyła gra punkt za punkt. Od samego startu aktywni byli Koppers i Łukasz Usowicz. Jako pierwsi na dwupunktowe prowadzenie wyszli goście po zatrzymaniu Bouguerry (8:6). Ekipa z Będzina utrzymywała się na nim do stanu 12:10. Dwukrotne zatrzymanie Depowskiego wiązało się z remisem po 12. Raz jeszcze sprawy w swoje ręce wzięli będzinianie. Po asie Grzegorza Pająka wygrywali 15:13. Wraz z czasem nawarstwiały się błędy oraz chaos w szeregach gospodarzy (18:14). Dobrze mimo to na środku siatki spisywał się Usowicz. Koncert rozgrywał Koppers, do którego kierowana była największa ilość piłek. Po dwóch atakach Schulza z prawego skrzydła MKS wygrywał 2:0.

Do trzeciej części katowiczanie przystąpili z Bartoszem Gomułką na ataku oraz Bartłomiejem Krulickim na środku. Po dwóch blokach oraz ataku pierwszego z nich wygrywali 4:1. Przyjezdni zaczęli grać bardziej technicznie, mniej siłowo. Po chwili tablica wyników wskazała na remis. Podobnie jak w pierwszej części, ekipy zaczęły wyrównaną grę punkt za punkt. Na dwa oczka zaliczki wstąpił GKS po zdrapce i asie Usowicza (13:11). Nie zwalniał ręki po drugiej stronie Schulz, który dał swojej drużynie remis (16:16). Nie zwalniali tempa mimo to siatkarze ze Śląska. Dwa asy Jewgienija Kisiliuka wiązały się z prowadzeniem 19:17, by atak Artura Ratajczaka i blok na Gomułce oznaczały kolejne wyrównanie (20:20). Przez moment trwała gra punkt za punkt, ale powtórzył się scenariusz z ubiegłej partii. Asem i po chwili atakiem po bloku zakończył mecz Schulz (25:23).

GKS Katowice – Nowak-Mosty MKS Będzin 0:3 (27:29, 19:25, 23:25)

HOKEJ

hokej.net – GieKSa otwiera sezon za trzy punkty. Czyste konto Murraya

Udanie przywitali się z własną publicznością zawodnicy GKS-u Katowice. Podopieczni Jacka Płachty pokonali 2:0 zespół Texom STS-u Sanok. Premierowe trafienie w barwach GKS-u zanotował Stephen Anderson. Punktował również Grzegorz Pasiut, dla którego dzisiejsze spotkanie było 800 meczem rozegranym na polskich taflach.

Dobre informacje na kibiców GKS-u Katowice czekały już na przedmeczowej rozgrzewce, gdzie można było dostrzec powracającego do kadry meczowej Bena Sokaya. Spotkanie inaugurujące sezon 2024/2025, było jednocześnie jubileuszem Grzegorza Pasiuta. Dla kapitana GieKSy potyczka przeciwko Texom STS-owi Sanok była bowiem 800 meczem rozegranym na polskich taflach.

Od pierwszych sekund było jasne, która z drużyn będzie starała się rozdawać karty. Już w 1. minucie swój potencjał zaprezentował flagowy atak katowiczan. Przestrzeń w tercji rywala zdobył Dante Salituro, a tempa akcji nadał Grzegorz Pasiut, który z charakterystycznym dla siebie sznytem, zagrał wprost na łopatkę Bartosza Fraszko. Mając przed sobą otwartą drogę do bramki ten uderzył jednak wprost w Dominika Salame. Wraz z upływem czasu obraz gry pozostawał niezmienny. Podopieczni Jacka Płachty coraz pewniej czuli się w tercji rywala, przyspieszając rozegrania krążka. Goście jednak nie pozwolili na przełamanie swoich szyków obronnych. Głównie za sprawą dobrze dysponowanego między słupkami Dominika Salamy, choć w niektórych momentach sanoczanom mocno sprzyjało sportowe szczęście. Katowicka karuzela nabierała tempa, dobrą dynamiką imponował Sokay, sęk w tym, że przekładało się to na otwarcie wyniku spotkania.

Na drugą tercje podopieczni Elmo Aittoli wyszli ze zdecydowanie większym apetytem gry na krążku. Nieprzyjemnie uderzenie na bramkę Murraya posłał Tamminen, ale przede wszystkim gościom udawało się utrzymywać grę z dala od własnej tercji. Paliwa do nawiązania równorzędnej walki nie wystarczyło na zbyt długo, na co spory wpływ miało wykluczenie Joony Tamminena. Choć goście wyszli z osłabienia obroną ręką, to po wyrównaniu formacji na lodzie, tempo wydarzeniom znów nadawali wicemistrzowie Polski. W 35. minucie na ławce kar zasiadł Bartosz Fraszko. Okres gry w przewadze nie pozwolił gościom na dłużej rozgościć się w katowickiej tercji. Co więcej, w ostatnich sekundach wykluczenia, kontratak zainicjował Mateusz Bepierszcz. Po chwili jego rajd zamienił się w dwójkowy atak, gdy akcję uzupełnił opuszczający boks kar Bartosz Fraszko. Tym razem Fraszko zachował zimną krew i strzałem poza zasięgiem Salamy, otworzył wynik spotkania.

Przebieg trzeciej tercji nie wskazywał aby mógł nastąpić przełom. Gospodarze utrzymywali swoją przewagę, będąc zespołem lepszym w podstawowych aspektach hokejowego rzemiosła. Ekipa z Podkarpacia płaciła coraz wyższą cenę za ciężką pracę w obronie, co skutkowało coraz większą liczbą wykluczeń. W 50. minucie grający w przewadze katowiczanie rozprowadzili obronę gości. Odwdzięczając się za podanie z pierwszej minuty, Fraszko nadał krążek do Pasiuta, jednak kolejny raz na drodze do szczęścia katowickiej dwójce stanął Dominik Salama. W 50. minucie spotkania Grzegorz Pasiut składał reklamacje odnośnie decyzji podejmowanych przez arbitrów. Bartosz Kaczmarek uznał, że roszczenia Pasiuta wyczerpują znamiona niesportowego zachowania, nakładając na kapitana GieKSy kare mniejszą. W 58. minucie Elmo Aittola poprosił o czas dla swojej drużyny, by po chwili zaryzykować wycofaniem z bramki Dominika Salamy. Ten manewr nie przyniósł jednak oczekiwanego efektu w postaci wyrównującej bramki, co więcej po chwili Stephen Anderson strzałem do pustej bramki zdobył swoje premierowe trafienia w barwach GieKSy oraz ustalił wynik spotkania.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Felietony Piłka nożna

A jak Nowa Bukowa – to koncert

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Żodyn się nie spodziewoł – żodyn. Że GKS Katowice na swoim boisku znów zagra bardzo dobry mecz. No dobra, ale żarty na bok. Bo mimo tych serii u siebie czy na wyjeździe – nigdy nie ma gwarancji, że u siebie stracimy w końcu jakieś punkty. Tak samo, jak nie jest przecież pewne, że na wyjeździe przegramy. Każde serie mają swój koniec i może to się wydarzyć w zupełnie dowolnym momencie. Dlatego trzeba było być czujnym przed meczem z Wisłą Płock i w żadnym stopniu nie przypisywać sobie trzech punktów przed pierwszym gwizdkiem tylko dlatego, że tak nakazuje statystyka.

Natomiast nie spodziewałem się, że GieKSa zagra aż tak dobrze. A wcale wynik nie musiał taki być. Bo to Wisła pierwsza w tym meczu zaatakowała i stworzyła sobie kilka bardzo groźnych sytuacji w pierwszych dziesięciu minutach meczu. Warto tu naprawdę zwrócić uwagę na pracę Ilji Szkurina w defensywie. To właśnie Ilja był naszym kluczowym obrońcą w tym momencie meczu, dwukrotnie stając na linii toru lotu piłki zmierzającej w światło bramki. To tylko pokazało coś – co mam wrażenie, że od kilku meczów jest obecne – że Ilja coraz lepiej pracuje na boisku i jak widać, także w destrukcji może być efektywny.

No i Wisła się w tej pierwszej połowie wyszumiała. Potem grała już tylko GieKSa. Pierwszą wisienką była bramka Emana Markovića. Emana, który póki co w tym sezonie nie notował udanych występów. Tutaj popisał się pięknym, precyzyjnym uderzeniem, trafiając w okienko bramki Leszczyńskiego. Ale cała akcja była kapitalna, bo przecież Eman przemieścił się z prawej strony boiska na lewą, rozprowadził tę akcję, a potem z pierwszej piłki pograł z Borją. Wszystko w tej akcji zagrało idealne. Potem Eman już grał bardzo dobrze, tak jakby coś mu się odblokowało. Był szybki, dynamiczny i dochodził do kolejnych sytuacji. Szkoda, że w tej, gdy minął bramkarza, nie podciął piłki i Halind-Sangré zdołał ją wybić.

Rzut karny. Absurdalna historia dla GKS Katowice. Mieliśmy dwie jedenastki na wyjeździe z Puszczą, potem na Rakowie w pierwszym sezonie w ekstraklasie. W poprzednich rozgrywkach w lidze mieliśmy… jedną jedenastkę w meczu z Górnikiem. I dopiero teraz przyszedł rzut karny. To, o cieszy – to że Arek Jędrych tak pewnie ją wykonał, podobnie zresztą jak z Hapoelem. Różnie to z tymi karnymi kapitana w przeszłości było, ale te dwa ostatnie były kliniczne.

Wisła przypuściła atak w drugiej połowie. Płocczanie zaczęli dominować, nabijali stałe fragmenty gry, kotłowało się pod naszym polem karnym, ale nie tak groźnie jak w pierwszej połowie. No i mieli tę sytuację sam na sam Hamulića. I choć piłka być może nie leciała w światło bramki, to Mateusz Kowalczyk nie mógł o tym wiedzieć. Instynktownie pobiegł ratować tę sytuację  i w spektakularny sposób wybił piłkę. Przy czym Kowal rozegrał świetny mecz i można jedynie powiedzieć, że… brakowało go. Brakowało właśnie tej wyrobniczej, twardej pracy w środku pola we wcześniejszych meczach. Tutaj jego praca była nieoceniona i pokazała, że musimy ciągle szukać tego balansu w środku pomiędzy technikami, a ludźmi od czarnej roboty. Bo to oni są podstawą dla technicznych zawodników, nie odwrotnie. Tak jak dobrą drużynę buduje się od tyłu, tak i w środku pola wszystko zaczyna się od neutralizowania ataków przeciwnika.

I wtedy ci artyści mogą grać. Jak Bartosz Nowak, który po ostatnich słabszych występach, wczoraj znów błysnął. Trzy asysty w drugiej połowie to było coś, co pokazuje, że on to ciągle ma. Dośrodkowanie z rzutu rożnego w punkt, a przecież odchodzącą piłkę jest nieco trudniej zagrać. Potem szybka reakcja po podaniu Sekulskiego, minięcie bramkarza i wypatrzenie Ilji w polu karnym. W końcu asysta do Jakuba Kokosińskiego. Znów Bartek zgłosił akces nie wiadomo gdzie, ale nie będę się na ten temat rozpisywał, bo już masa nerwów poszło na jednego trenera, który jest selekcjonerem.

GKS się otrząsnął z tej przewagi Wisły i właśnie swoje kolejne bramki strzelał. Wyszło tak, że Pau Resta miał tylko dołożyć głowę do tej zagranej z rzutu rożnego piłki i Hiszpan zaliczył swoje pierwsze trafienie w GKS. Bardzo cieszy bramka Ilji – i  jak mówimy, że GieKSa u siebie wygrywa, to nie sposób pominąć wkładu Białorusina, bo przecież w każdym z tych czterech meczów strzelił bramkę. I sama jego gra jest po prostu coraz lepsza. Należy mu kibicować, bo możemy mieć mnóstwo radości z jego poczynań.

No i ta kolejna wisienka na torcie. Gdy sędzia Tomasz Kwiatkowski pokazał, że dolicza zaledwie jedną minutę – taki standard „światowych” sędziów przy wysokim wyniku – pomyślałem, że szkoda, że tak krótko. A w końcówce tej jednej minuty, w absolutnie ostatniej akcji meczu młody napastnik strzelił swojego gola i patrząc na szerszy kontekst, to wspaniała sprawa, bo to dołożony kolejny pozytywny punkcik do tego meczu, całej drużyny, psychiki zespołu. Takie rzeczy naprawdę cieszą, tym bardziej, że gola zdobywa wychowanek, co przecież u nas od wielu lat się nie zdarzyło.

Naprawdę dobrą drużynę, jaką jest Wisła Płock, wypunktowaliśmy. To nie był słaby przeciwnik. To GieKSa była po prostu tak skuteczna w swojej grze. Nie dość, że udało się zachować pierwsze czyste kontro w sezonie (bardzo dobra gra Gabriela Kobylaka), to jeszcze strzelaliśmy bramki, a sytuacji było kilka więcej. Ale z tych klarownych większość wykorzystaliśmy.

Ostatnie tak wysokie zwycięstwo GKS odniósł we wspomnianym meczu z Puszczą w Krakowie w 2024 roku. Wówczas pokonaliśmy rywali 6:0. Żeby poszukać ostatniej wygranej w ekstraklasie u siebie pięcioma bramkami, musimy cofnąć się 33 lata wstecz do marca 1993 i pojedynku z Szombierkami, które GKS wygrał też 5:0. Historia dzieje się na naszych oczach.

A Wisła Płock nie lubi Nowej Bukowej, oj nie lubi. Zagrali tu trzeci mecz w ciągu roku i zainkasowali bagaż 10 bramek. Najpierw w Pucharze Polski GKS wygrał 4:2, w lidze w poprzednim sezonie było 1:0, a teraz 5:0. Rafał Leszczyński w meczu pucharowym nie grał, więc zainkasował u nas sześć bramek. To i tak lepiej niż Filip Majchrowicz, który w trzech spotkaniach na Nowej Bukowej przyjął osiem gongów.

Teraz wypada mieć nadzieję, że wajcha w końcu została przestawiona i na wyjeździe GKS zagra przynajmniej w połowie to samo, co u siebie. To już będzie dużo. A zadanie za tydzień wydaje się najtrudniejsze pod kątem wyjazdów, bo jedziemy na wybitnie nieprzyjazny dla siebie teraz, gdzie od ponad 20 lat bramki nie strzeliliśmy i przegraliśmy wszystko. Okazja wydaje się więc idealna, żeby ten schemat zmienić. Mówiłem to przed meczem z Wisłą i mówię teraz – GieKSę stać na wielkie rzeczy. Trzeba po prostu mieć do nich dostęp. U siebie mamy, na wyjeździe póki co nie. Ale liga jest długa.

Trzy wyjazdy, na których będą się kolejne rozdziały historii tego sezonu zapisywać. Myślę, że czekają nas ekscytujące spotkania i GieKSa w końcu w nich zapunktuje na tyle, że wszyscy będziemy zadowoleni.

I wszystkiego najlepszego dla Wasyla, który miał wczoraj urodziny. I dla Bartka Nowaka, który ma jutro. I w sumie dla Matiego Wdowiaka, bo ma za cztery dni. I dla Ilji, bo miał tydzień temu. Spojrzałem sobie na roczniki. Ilja – rocznik ’99. Boże, jacy wy jesteście młodzi… Sto lat Panowie!

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga