Dołącz do nas

Piłka nożna Prasówka

GKS Katowice stracił prowadzenie w doliczonym czasie

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Zapraszamy do przeczytania fragmentów doniesień mediów na temat wczorajszego meczu GKS Katowice – Widzew Łódź 2:2 (2:1).

gol24.pl – Cztery gole w meczu GKS Katowice – Widzew Łódź. Gościom remis uratował Jakub Łukowski w doliczonym czasie

Emocje do samego końca. GKS Katowice mimo odwrócenia wyniku przed przerwą ostatecznie zremisował z Widzewem Łódź 2:2. Goście drugą bramkę na wagę punktu zdobyli w doliczonym czasie za sprawą wprowadzonego Jakuba Łukowskiego.. Widowisko przy Bukowej śledziło 6756 widzów. Z powodu zakazu zabrakło gości.

To był ciekawy, dynamiczny mecz. Strzelanie rozpoczął i skończył Widzew. W 13 minucie po dograniu Hilarego Gonga z prawej flanki do siatki trafił Imad Rondić. Dla Bośniaka to trzeci goli w sezonie. Tyle samo ma też w zespole Fran Alvarez i jeszcze ktoś o czym za chwilę.

Gra toczyła się przy nieustannych opadach deszczu. GieKSa odpowiedziała Widzewowi tuż przed przerwą. W kapitalnym stylu; dwie bramki pozwolił jej odwróć wynik.

Najpierw Bukową rozbudził Oskar Repka, wykorzystując szansę po wznowieniu z autu. Potem gości dobił Marcin Wasielewski. Piłka po jego strzale odbiła się od jednego z rywali i z tego powodu zmyliła interweniującego Rafała Gikiewicza.

Gdy wydawało się, że Widzew nie wywiezie ani punktu, wtedy czyli w doliczonym czasie wynik na 2:2 ustalił niezawodny Jakub Łukowski.

katowickisport.pl – GKS Katowice stracił prowadzenie w doliczonym czasie. Tylko remis z Widzewem

[…] W pierwszych minutach Widzew bardzo wysoko podszedł do zawodników gospodarzy, którzy wykorzystywali takie ustawienie Widzewa i rzucali niebezpieczne piłki za plecy obrońców. Tak właśnie katowiczanie stworzyli sobie dwie groźne okazje. Widzew uspokoił w kolejnej fazie meczu sytuację na boisku i to on kontrolował wydarzenia na boisku.

Łodzianie zachowywali bardzo dużą kulturę gry i naprawdę przyjemnie patrzyło się na to, jak łodzianie rozgrywają piłkę. Dobra gra podopiecznych Daniela Myśliwca przełożyła się na bramkę. Piłkę na prawej flance otrzymał Hilary Gong, rozejrzał się i dograł do czyhającego w polu karnym Imada Rondicia. Nigeryjczyk miał trochę szczęścia, bo po jego zagraniu był jeszcze rykoszet, ale znakomicie zachował się przede wszystkim Bośniak, który poszedł do końca na piłkę, uprzedził Kudłę i wpakował futbolówkę do siatki.

Niewiele wskazywało na to, że GKS może odrobić straty w pierwszej połowie. Katowiczanie jednak fantastycznie zareagowali na stratę bramki i jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. Najpierw zamieszanie w polu karnym po wrzucie z autu wykorzystał Oskar Repka, a kilka minut później szczęście miał Wasielewski, którego strzał odbił się od Żyry i zmylił Rafała Gikiewicza. Między pierwszym, a drugim golem dla GKS-u piękny strzał oddał Sebastian Kerk, ale kapitalna interwencją popisał się Kudła.

W drugiej połowie gra Widzewa nie wyglądała już tak dobrze. Łodzianie mieli problem z przejęciem inicjatywy. Swoje okazje mimo to mieli Sypek i Shehu. Strzał pierwszego obronił Kudła, a próba Shehu po rzucie rożnym okazała się minimalnie niecelna i wylądowała na górnej siatce.

GKS Katowice kontrolował spotkanie w drugiej połowie. Widzew miał ogromne problemy z tworzeniem sytuacji, ale kolejny raz w tym sezonie błysnął Jakub Łukowski. Pomocnik po wejściu z ławki nie miał zbyt wiele okazji do pokazania się, ale w doliczonym czasie gry zrobił to, co umie najlepiej. Łukowski pięknie przymierzył zza pola karnego i dał Widzewowi remis. Tuż po wznowieniu gry przez GKS, Widzew miał od razu kolejną sytuację, ale Said Hamulić trafił tylko w boczną siatkę. Wydaje się jednak, że należał się łodzianom rzut rożny. Więcej bramek przy Bukowej nie padło. Widzew podzielił się punktami z GKS-em Katowice.

widzewtomy.net – GKS Katowice – Widzew Łódź 2:2 (2:1)

Trzecia wyjazdowa porażka z rzędu w wykonaniu drużyny Widzewa była o włos, ale w doliczonym czasie gry gola na wagę remisu zdobył rezerwowy Jakub Łukowski. Łodzianie wywalczyli punkt w deszczowych Katowicach. Nieskory do głębokich zmian w składzie Daniel Myśliwiec zaszokował przed meczem, wymieniając w wyjściowej jedenastce aż pięciu zawodników!

[…] W pierwszych fragmentach widzewiacy zepchnęli rywali do obrony, a skorzystać mógł na tym Shehu, który uderzył płasko w kierunku długiego rogu. Niestety, niecelnie. Natychmiast odpowiedzieli gospodarze, bramkę opuścił Rafał Gikiewicz, brakowało jedynie precyzyjnego posłania piłki do siatki, lecz ani Bartoszowi Nowakowi, ani Grzegorzowi Rogale nie udało się znaleźć właściwego momentu. Za chwilę „Gieksa” znów groźnie zaatakowała, ale górę wzięło poświęcenie łodzian w defensywie, a konkretnie dobra interwencja Samuela Kozlovskyego.

Po mocnym początku z obu stron, tempo zawodów spadło, więc czerwono-biało-czerwoni postanowili znów podnieść widzom ciśnienie. I to w sposób najlepszy z możliwych, bo otwierając wynik. Na prawą flankę zagrał Kerk, piłkę dośrodkował Gong, a ta odbiła się od nóg Lukasa Klemenza, zmieniając nieco parabolę lotu. Skorzystał z tego Imad Rondić, który uprzedził Dawida Kudłę i z kilku metrów trafił na 1:0! W 24. minucie prowadzenie mogło zostać podwyższone. Wrzutka Kozlovskyego nieco zaskakująco spadła na nogę Gonga, a ten źle przyjął piłkę. Próbowali w tej akcji jeszcze Rondić i Fran Alvarez, ale Kudła i jego koledzy z pola byli czujni, blokując uderzenia.

Katowiczanie dążyli do wyrównania i trzeba im oddać, że potrafili być niebezpieczni. Zwłaszcza w 30. minucie, gdy Paweł Raczkowski podyktował kontrowersyjny rzut wolny tuż przed polem karnym. Na szczęście ani przy bezpośrednim strzale, ani przy sytuacyjnych dobitkach, GKS-owi nie udało się wykorzystać szansy. Inaczej było osiem minut później. W wydawałoby się błahej sytuacji, bo przy wyrzucie z autu, pojedynki powietrzne przegrali Kastrati, a później Mateusz Żyro, a piłka trafiła do Oskara Repki. Wystarczyło huknąć z bliska, by doprowadzić do remisu i tak się właśnie stało!

To był jednak dopiero początek problemów RTS. Cztery minuty później na solową akcję w polu karnym zdecydował się Marcin Wasielewski, który ograł Gonga na tzw. zamach, a po strzale pomógł mu delikatny rykoszet od próbującego blokować Żyry i było 2:1 dla „Gieksy„! Jedyna szansa na poprawę wyniku przed końcem pierwszej połowy to uderzenie Shehu, któremu znów zabrakło nieco celności. Po chwili Raczkowski na kwadrans wysłał oba zespoły do szatni.

Po przerwie pierwsza groźniej zaatakowała drużyna z Bukowej. Po błędzie Ibizy w wyprowadzeniu piłki nad poprzeczką uderzył Sebastian Bergier. Trzeciego gola mogła przynieść jej również dobrze wyprowadzona kontra, lecz Rogala spudłował przy finalizacji akcji. Sygnał do ataku ze strony Widzewa dał w końcu mało widoczny dotąd Jakub Sypek. Pomocnik chciał wykorzystać mokrą od intensywnego deszczu murawę i strzelił płasko, ale Kudła nie dał się zaskoczyć.

[…] Bardzo niewiele, pod drugą z bramek pomylił się też Nowak. Byliśmy też świadkami zamieszania po nieudanym chwycie piłki przez Gikiewicza, ale zakończył je gwizdek arbitra, sygnalizujący przewinienie.

Czas upływał, a rezultat sprzed przerwy pozostawał taki sam. Zmieniła się natomiast aura. I to na gorsze, bo zgodnie z czarnymi prognozami deszcz przeszedł w istną ulewę.

[…] Szans na „zamknięcie” starcia szukali natomiast gospodarze. Jedną z nich miał wprowadzony z ławki Borja Galan, lecz po początkowym małym kiksie Gikiewicz opanował sytuację. Do piątkowych zawodów doliczono cztery minuty, w trakcie których miejscowym humory popsuł Łukowski. To właśnie on najlepiej zachował się w polu karnym i posłał mocny strzał poza zasięgiem Kudły, doprowadzając do remisu! Niedługo później mecz dobiegł końca.

expressilustrowany.pl – GKS Katowice – Widzew Łódź 2:2. Cztery gole na Górnym Śląsku. Punkt gości w ulewnym deszczu

W spotkaniu ósmej kolejki piłkarskiej ekstraklasy Widzew zremisował na Górnym Śląsku z GKS Katowice 2:2 (1:2). Ten mecz rozgrywany był w strugach ulewnego deszczu. Prawda jest taka, że łodzianie już do przerwy powinni sobie zapewnić komplet punktów. Nie potrafili jednak tego uczynić, więc gospodarze odrobili straty z nawiązką. Na szczęście tuż przed końcem meczu wyrównał Łukowski. Trzeci remis podopiecznych trenera Daniela Myśliwca w tym sezonie z jednej strony pozostawia więc uczucie niedosytu, ale z drugiej trzeba się z niego cieszyć.

lodz.pl – Wyjazdowa bessa trwa. Widzew Łódź podzielił się punktami z GKS Katowice

Widzew Łódź w tym sezonie nie radzi sobie najlepiej na wyjazdach. Tym razem było podobnie. Mimo dobrego meczu RTS zremisował 2:2 z GKS Katowice. Widzew zaczął bardzo energetycznie. Wysoki pressing i bardzo ofensywna gra zepchnęła GKS do głębokiej defensywy. Z niej gospodarze wyrywali się szybkimi kontratakami. Dużo miejsca mieli po prawej stronie, gdzie grali Lirim Kastrati i Hilary Gong. Obaj dobrze sprawdzali się w ataku, ale zdecydowanie słabiej w destrukcji. Odważna gra łodzian przyniosła efekt. W 13. minucie Gong dośrodkował, piłka odbiła się od jednego z obrońców i dopadł do niej Imad Rondić, który wepchnął ją do siatki. RTS przeważał, ale nie przynosiło to kolejnych bramek. Te z kolei strzelać zaczęli katowiczanie. W 38. minucie wyrównał Oskar Repka, a cztery minuty później swój zespół na prowadzenie wyprowadził Marcin Wasielewski. Oba gole padły po błędach w defensywie zespołu Daniela Myśliwca. Taki wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy

Widzew na drugą połowę wyszedł z wolą szybkiego odrobienia start. Huraganowe ataki kosztowały wiele sił, ale nie przyniosły bramkowego rezultatu. Wtedy do głosu doszli gospodarze. GKS był blisko strzelenia trzeciej bramki, ale na przeszkodzie stawały słupek i Rafał Gikiewicz. Widzew gra do końca i kolejny raz to pokazał. Po zamieszaniu w polu karnym Jakub Łukowski wyrównał na 2:2, kilka minut później sędzia zakończył spotkanie.

dziennikzachodni.pl – Kibice GKS-u mokrzy i dumni. Ich zespół zremisował z Widzewem, ale pokazał wielkie serce do walki

Jeśli lubicie moknąć i marznąć w tłumie i jednocześnie przeżywać mocne piłkarskie emocje to piątkowy mecz GKS-u Katowice z Widzewem stanowił idealną ofertę. Alerty o możliwych ulewach i podtopieniach towarzyszyły kibicom na Bukowej, których jednak rozgrzewała nadzieja na drugie domowe zwycięstwo zespołu Rafała Góraka. Skończyło się remisem, jednak GieKSa po raz kolejny pokazała wielki charakter.

Jeśli są momenty zmieniające wszystko, to za taki trzeba uznać awans GKS-u Katowice do Ekstraklasy. Nagle Bukowa zaczęła zapełniać się kibicami, a ich wiara i doping słynną presję przekierowały na zespoły przyjeżdżające na Bukową.

Nie inaczej było w piątkowy wieczór. Alerty ostrzegające o potopie nie odstraszył fanów ekipy Rafała Góraka, którzy zresztą panowali na swoim obiekcie bezdyskusyjnie, bo Widzew musi się obywać bez wyjazdowego wsparcia po żenującej gonitwie po dachach Cracovii. Kilku kibiców Katowic postanowiło zresztą skorzystać z okazji i zajęło miejsca w sektorze dedykowanym gościom, ale ponieważ nad nim nie ma zadaszenia dość szybko ewakuowali się na macierzysty Blaszok.

Doping dla GieKSy niósł i podniósł piłkarzy, gdy ci przegrywali 0:1. Piorunująca końcówka pierwszej połowy zamieniła się w żółtą falę euforii.

Ta energia płynęła z trybun aż do końca meczu. Nie zgasła nawet wtedy, gdy Widzew w ataku rozpaczy doprowadził do remisu.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Felietony Piłka nożna

Wyzerowane atuty – diagnozy brak

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.

Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.

No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.

Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.

Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.

U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.

Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.

Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.

Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.

Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.

Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.

Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.

I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.

A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Górak: Brakuje nam wytrawności

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.

Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.

Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.

Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce.  Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.

Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.

To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Piynciok na Arenie Katowice!

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.

Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.

W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!

GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.

23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga