Hokej Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
Udany rewanż po zaciętym meczu na inaugurację
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki i hokeja GieKSy. Prezentujemy naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Piłkarki rozegrały pierwsze spotkanie w ramach sezonu 2024/25 Orlen Ekstraligi Kobiet. Nasza drużyna pokonała zespół Grot SMS Łódź 1:0 (1:0). Kolejne spotkanie kobieca drużyna rozegra 17 sierpnia o godzinie 17:00 z beniaminkiem Resovią Rzeszów. Mecz zostanie rozegrany na Bukowej. Piłkarze rozegrali w ramach czwartej kolejki PKO BP Ekstraklasy spotkanie z Piastem Gliwice. Na boisku zanotowano remis 2:2 (1:1). Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Kolejne spotkanie piłkarze rozegrają już w piątek 16 sierpnia, z Motorem Lublin. Spotkanie rozpocznie się o 20:30, na Bukowej.
Siatkarze rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. W pierwszym spotkaniu sparingowym (zamkniętym dla publiczności) drużyna zmierzyła się z BBTS-em Bielsko-Biała. Wygrała nasza drużyna 4:0. W tym tygodniu zaplanowano jeszcze dwa springi z PSG Stal Nysa. Pierwszy z nich zostanie rozegrany w hali w Szopienicach (w piątek 16 sierpnia, od godziny 16:40) oraz w sobotę w Nysie (początek o 13:00).
Hokeiści rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu, pierwszy mecz ligowy GieKSa rozegra 13 września z STSem Sanok. W ramach przygotowań od dzisiaj do 16 września drużyna weźmie udział w Turnieju o Puchar RT Torax. Do drużyny hokeistów dołączył kanadyjski obrońca Travis Verveda. Do zmian doszło również w sztabie trenerskim.
PIŁKA NOŻNA
kobiecyfutbol.pl – Udany rewanż po zaciętym meczu na inaugurację
Starcie w Katowicach, inaugurujące rozgrywki Orlen Ekstraligi, miało swój dodatkowy podtekst. Wszak to porażka katowiczanek z łodziankami w ostatniej kolejce sezonu 2023/24 sprawiła, że nie udało się zawodniczkom GieKSy obronić mistrzostwa i podopieczne Karoliny Koch niewątpliwie chciały się za tamto spotkanie popularnym „Amazonkom” zrewanżować. Mecz drugiej i czwartej drużyny minionego sezonu zapowiadał się więc bardzo ciekawie.
Pierwszą połowę lepiej rozpoczęły gospodynie, od początku usposobione ofensywnie, łodzianki starały się przetrzymać napór katowiczanek i szukać okazji do własnych ataków. W 16.minucie piłka po mocnym podaniu trafiła na skrzydło do Anity Turkiewicz, ta mimo nacisków obrończyni dośrodkowała w pole karne i nieupilnowana Amelia Bińkowska zdobyła pierwszą bramkę sezonu 2023/24 Ekstraligi.
Stracona bramka ożywiła przyjezdne, które zaatakowały śmielej, nie mając nic do stracenia. Blisko wyrównania była w 36.minnucie Oliwia Domin, jednak jej uderzenie przeszło nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Kingę Seweryn. Katowiczanki też miały dogodne sytuacje, najlepszą była ta z 44.minuty, gdy po zakończonym strzałem rajdzie w pole karne Anity Turkiewicz piłka również poszybowała nad poprzeczką.
W drugiej połowie obie strony wciąż atakowały; w 58.minucie Patrycja Balcerzak próbowała po rzucie rożnym pokonać Kingę Seweryn uderzeniem głową, bramkarka GieKSy była jednak na posterunku. W odpowiedzi Sowalska wyłapała groźny strzał Nieciąg. Golkiperka Łodzi popisała się jeszcze ładniejszą interwencją w 63.minucie, gdy efektownym wejściem pod nogi Klaudii Maciążki była górą w sytuacji sam na sam z napastniczką, a potem wybiła zmierzający pod poprzeczkę centrostrzał z rzutu rożnego Karoliny Bednarz. Potem do głosu coraz bardziej zaczęły dochodzić łodzianki, kilkukrotnie zmuszając Seweryn do interwencji. Najlepszą szansę zawodniczki Marka Chojnackiego zmarnowały w 78.minucie, gdy uderzenie z pola karnego Karoliny Majdy poszybowało znów nad poprzeczką. Jeszcze lepszą szansę Majda miała w 82.minucie, gdy po błędzie defensywy znalazła się sam na sam z bramkarką Gieksy, rozgrywająca znakomity mecz Seweryn jednak po ofiarnej interwencji znów była górą. Wymiana ciosów trwała do końca, już w doliczonym czasie gry efektowne techniczne uderzenie pod poprzeczkę Bińkowskiej wyłapała Sowalska. SMS jeszcze na koniec miał rzut rożny, ten jednak nie zakończył się strzałem na bramkę i wicemistrzynie Polski zaczęły sezon od zwycięstwa po bardzo ciekawym, zaciętym spotkaniu.
dziennikzachodni.pl – Rafał Musioł: Dlaczego Ekstraklasa nie ceni śląskich klubów? „Najlepsze drużyny nie grają w poniedziałki”
Poniedziałkowe derby były świetnym widowiskiem. Sam dzień ich rozegrania wzbudził dodatkowe emocje, co było słychać w wypowiedziach trenerów. To nie pierwszy taki przypadek.
Starcie Piasta Gliwice z GKS-em Katowice miało swój derbowy ciężar, specyficzną otoczkę, rangę pierwszego w historii na najwyższym poziomie rozgrywkowym oraz mogło dać gospodarzom prowadzenie w tabeli (skończyło się na remisie 2:2 i awansie na drugie miejsce – przyp. red.). Wszystko było więc super poza… terminem.
– Najlepsze drużyny nie grają w poniedziałki, to nie jest najbardziej atrakcyjny termin. Widocznie w oczach Ekstraklasy jesteśmy zespołem, który zasługuje na poniedziałki – z przekąsem mówił trener Piasta Aleksandar Vuković przed meczem.
Jego słowa potwierdziła sama prowadząca rozgrywki spółka – także w najbliższej kolejce gliwiczanie zagrają w poniedziałek. Zmierzą się wtedy ze Stalą Mielec, dla której także będzie to drugi taki przypadek. Już tydzień później ekipa z Podkarpacia zaliczy zresztą trzeci (na sześć możliwych). Poniedziałkowe występy mają na koncie jeszcze tylko Widzew Łódź (2), Cracovia (2) i Raków Częstochowa, a w szóstej kolejce dołączy do tych „wybrańców” Korona Kielce.
Na dzień rozegrania spotkania w Gliwicach – już po derbach – zwrócił też uwagę Rafał Górak.
– W Ekstraklasie często się mówi, że poniedziałki są bardzo trudne dla kibiców i ciężko wtedy trafić coś dobrego – podkreślał szkoleniowiec katowickiego beniaminka.
W Piaście Vuković próbuje wykorzystać decyzje kalendarzowe do dodatkowego podrażnienia ambicji zespołu.
– To dla nas dodatkowa motywacja. Chcemy zmienić postrzeganie nas przez Ekstraklasę – nie ukrywa szkoleniowiec.
Zamknięcie kolejki wiąże się też z możliwą dodatkową komplikacją w przypadku wyznaczenia następnego meczu już na piątek. Taki właśnie los spotkał właśnie GKS Katowice.
– Do spotkania z Motorem będziemy totalnie przygotowani, bo czasu jest wystarczająco na to, by piłkarze, nawet ci grający w poniedziałek, zdążyli się zregenerować. Nie ma jednak mowy o dniu wolnym czy zwolnieniu z zajęć – komentuje Rafał Górak.
To zresztą nie pierwszy przypadek, gdy Ekstraklasa traktuje śląskie kluby bez – delikatnie mówiąc – nadmiernej przychylności.
Przed inauguracją sezonu ligowcy często zwracają się z wnioskami i sugestiami dotyczącymi terminarza. Tym razem takich nie zabrakło też ze strony GKS-u w kontekście planowanego na wiosnę otwarcia nowego stadionu. Pojawiła się także propozycja, by pierwsze od dwóch dekad ekstraklasowe derby z Górnikiem Zabrze odbyły się jak najbliżej Barbórki, co podkreślałoby tradycję obu klubów i stanowiło dla ligi marketingowe złoto. Efekt starań? Mecz odbędzie się pomiędzy 20 i 23 września.
ESA co prawda zadbała, by GKS wiosną gościł u siebie większość atrakcyjnych rywali, ale przeciwnik na powitanie z Nową Bukową z pewnością nikogo w Katowicach nie zachwycił. Będzie nim bowiem Stal Mielec. Patrząc na jej statystyki trudno byłoby czuć zaskoczenie, gdyby ten punkt w kalendarzu wylądował w… poniedziałek.
SIATKÓWKA
gkskatowice.eu – Wygrana w zamkniętym sparingu
Katowicki klub za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformował o W pierwszej grze kontrolnej przed startem sezonu 2024/2025 siatkarze GKS-u Katowice podjęli w hali OS Szopienice pierwszoligowy BBTS Bielsko-Biała. Spotkanie miało charakter zamknięty dla publiczności, a swoje pierwsze akcje w barwach GKS-u rozegrali nowi zawodnicy naszego Klubu, Joshua Tuaniga, Aymen Bouguerra, Krzysztof Gibek i Damian Hudzik. Drużyna GKS-u wygrała w każdym czterech zaplanowanych setów i wykazała się szczególnie w czwartej partii, w której bielszczanie prowadzili już 19:15. Świetne serwisy sprawiły, że GKS zdominował końcówkę partii i wygrał ją do 22. Nie brakowało także emocji w secie numer dwa, którego po krótkim okresie gry na przewagi zakończył as Tuanigi.
GKS Katowice – BBTS Bielsko-Biała 4-0 (25:18, 28:26, 25:21, 25:22)
HOKEJ
hokej.net – Oficjalnie. Jest terminarz THL. Mistrza Polski poznamy najpóźniej 6 kwietnia
Nowy sezon TAURON Hokej Ligi, zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami, rozpocznie się 13 września. Szefostwo hokejowej centrali opublikowało oficjalny terminarz rozgrywek.
Do sezonu przystąpi dziewięć drużyn: Re-Plast Unia Oświęcim, GKS Katowice, GKS Tychy, JKH GKS Jastrzębie, KH Energa Toruń, Comarch Cracovia, Podhale Nowy Targ, EC Będzin Zagłębie Sosnowiec i Texom STS Sanok.
Schemat rozgrywania spotkań będzie taki, jak w poprzednim sezonie. Będziemy świadkami pięciu rund i 45 kolejek. Każdy z zespołów w sezonie zasadniczym rozegra więc po 40 meczów.
Wiemy już, że nowy sezon zostanie zainaugurowany 13 września. Sezon zasadniczy potrwa do 16 lutego, a pierwsze mecze fazy play-off rozpoczną się 22 lutego. Finał play-off rozpocznie się 23 marca, a maksymalnie 6 kwietnia poznamy mistrza Polski.
Zgodnie z tabelą Bergera, na podstawie której tworzy się terminarze, w pierwszej kolejce pauzować będzie mistrz Polski, czyli Re-Plast Unia Oświęcim.
To dobrze się składa, bo 13 i 15 września biało-niebiescy będą rywalizować w Hokejowej Lidze Mistrzów. Najpierw na własnym lodzie zagrają z Red Bullem Salzburg, a dwa dni później zmierzą się na wyjeździe z KAC Klagenfurt. W tym wypadku starcie oświęcimian z GKS-em Katowice zostanie przełożone na środę, 18 września.
Zmiany w sztabie szkoleniowym wicemistrzów Polski. Dwie nowe postacie
Hokeiści GKS-u Katowice tydzień temu rozpoczęli wspólne przygotowania do sezonu. Warto też wspomnieć, że sztab szkoleniowy GieKSy ma dwóch nowych członków.
Podopieczni Jacka Płachty od 5 sierpnia trenują już w pełnym składzie. Swój pierwszy sparing rozegrają 14 sierpnia.
Tymczasem w sztabie szkoleniowym GieKSy doszło do dwóch zmian. Z funkcji fizjoterapeuty zrezygnował Maciej Kleinert, który pracował z drużyną GieKSy od 2019 roku. Jego miejsce zajął Wojciech Machnik. Do tej pory współpracował on z młodzieżową reprezentacją Polski do lat 20.
Sformalizowana została także umowa Mateusza Ruckiego, trenera przygotowania motorycznego.
Sztab szkoleniowy hokejowego GKS-u Katowice na sezon 2024/2025:
Jacek Płachta – I trener
Ireneusz Jarosz – II trener
Arkadiusz Sobecki – trener bramkarzy
Mateusz Rucki – trener przygotowania motorycznego
Wojciech Machnik – fizjoterapeuta
Kamil Berggruen – kierownik drużyny
Nowy nabytek przedstawił się kibicom. „Gram wszechstronnie”
Travis Verveda uzupełnił formację defensywną GKS-u Katowice. 27-letni Kanadyjczyk w rozmowie z klubowymi mediami opowiedział o swoim stylu gry, a także o celach na zbliżające się rozgrywki.
Verveda jeszcze do niedawna występował wyłącznie w swojej ojczyźnie. W swoim CV ma 44 mecze w kanadyjskiej lidze akademickiej USports, w których zdobył 3 bramki i zanotował 18 asyst.
Przed rozpoczęciem sezonu 2023/2024 przeniósł się do węgierskiego DVTK Jegesmedvék, rywalizującego na co dzień w Erste Lidze. Na tym szczeblu rozgrywkowym wystąpił w 43 spotkaniach, w których zaksięgował 18 punktów za 3 gole i 15 kluczowych zagrań. Jego statystyki uzupełnił bilans -6 w klasyfikacji plus/minus oraz 18 minut na ławce kar.
– Powiedziałbym, że jestem obrońca typu „two-way” (dobrze radzący sobie po obu stronach tafli – przyp. red.). Lubię włączać się do akcji ofensywnej, ale sprawdzam się także w obronie. Nie jest mi obca także gra w przewadze czy osłabieniu. Można powiedzieć, że gram wszechstronnie – wyjaśnił defensor, który może pochwalić się niezłymi warunkami fizycznymi (185 cm, 86 kg).
Travis Verveda póki co niewiele wie o polskim hokeju. Obecnie stara się jak najlepiej zaaklimatyzować w zespole oraz w mieście.
– Znałem jednego zawodnika, który miał okazję u Was występować, a mianowicie Colina Shirleya, który grał w Polsce jakiś czas temu. Cały czas się uczę nowego miejsca i bardzo chcę je poznać – wyjaśnił 27-letni obrońca.
Kanadyjczyk wie, że katowicki zespół w poprzednich latach spisywał się bardzo dobrze. Chciałby, aby zespół święcił kolejne triumfy.
– Liczę na to, że rozegramy sezon z wieloma sukcesami na koncie. Wiecie doskonale, że ta drużyna w ostatnich kilku latach spisywała się doskonale i chcemy tę jakość utrzymać – zakończył Varveda.
Cykliczny turniej z udziałem polskich zespołów. Czas na zmagania w Porubie
GKS Katowice i JKH GKS Jastrzębie wystąpią w tegorocznej odsłonie Turnieju o Puchar RT Torax.
[…] W tym roku rywalizacja potrwa od 14 do 16 sierpnia, a w zmaganiach wezmą udział cztery drużyny. Oprócz gospodarzy, czyli HC RT Toraxu Poruba, a także wcześniej wspomnianych katowiczan i jastrzębian, zobaczymy także AZ Hawierzów.
Poruba zakończyła sezon zasadniczy Chance Ligi na pierwszym miejscu, a w ćwierćfinale play-off nie sprostała Dukli Igława.
Warto zaznaczyć, że ekipę z dzielnicy Ostrawy prowadzi Jiří Režnar, a jego asystentem jest Karel Suchanek. Pierwszy z nich zdobył z jastrzębianami srebrny medal mistrzostw Polski, a Suchanek złotymi zgłoskami zapisał się w historii oświęcimskiego hokeja, zdobywając z Unią trzy tytuły mistrza Polski.
W ekipie z dzielnicy Ostrawy występują gracze, którzy mają w swoim CV występy w naszej ekstralidze. Są to obrońcy Michal Gutwald (Comarch Cracovia) i August Nilsson (GKS Tychy), a także napastnicy Frenks Razgals (JKH GKS Jastrzębie), Ondrej Šedivý (GKS Tychy) i Michal Vachovec (Cracovia, Podhale),
Z kolei AZ Hawierzów rywalizuje na co dzień w drugiej lidze czeskiej. Trenerem tego klubu jest Marek Pavlačka, którego polscy kibice mogą kojarzyć z występów w zespole Stoczniowca Gdańsk i JKH GKS-u Jastrzębie. Z kolei czołowym napastnikiem „AZ-etu” jest Tomáš Franek, mający w swoim CV grę dla Podhala Nowy Targ oraz Comarch Cracovii.
Plan spotkań Turnieju o Puchar RT Torax
14 sierpnia
16:00 AZ Hawierzów – GKS Katowice
19:15 HC RT Torax Poruba – JKH GKS Jastrzębie
15 sierpnia
16:00 JKH GKS Jastrzębie – AZ Hawierzów
19:15 HC RT Torax Poruba – GKS KatowiceReklama
16 sierpnia
16:00 GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie
19:15 HC RT Torax Poruba – AZ Hawierzów
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze