Dołącz do nas

Piłka nożna

Górak: „Wygraliśmy 1-0 i jesteśmy w Ekstraklasie”

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Po wygranej w Gdyni odbyła się konferencja prasowa, w której wzięli udział trenerzy obu drużyn: Rafał Górak oraz Wojciech Łobodziński.

Górak: Dzisiaj podsumowanie to trudne. Można powiedzieć, że tydzień temu grając jeszcze z Wisłą nie byliśmy pewni miejsca barażowego na sto procent i ta nasza droga od tego 11. miejsca to jest taka historia, która utkwi i to niejednemu na lata. Zresztą w ogóle ten 5-letni okres pracy, kiedy wróciłem do GKS-u byliśmy w drugiej lidze po spadku i rzeczywiście ja doskonale wiem jak żeśmy nad tym wszystkim pracowali. To nie o to chodzi, że trzeba było coś odbudowywać, bo nie tędy droga. Także mówię, tydzień temu nie byliśmy pewni barażów, wygraliśmy spotkanie z Wisłą, jakże ważne, a wyniki to jedno i potem mecz w następny dzień w Gdańsku dał nam możliwość grania o pełną pulę i wydaje mi się, że być może z mniejszym takim balastem psychicznej nerwowości w takim meczu weszliśmy w to spotkanie i graliśmy bez jakiegokolwiek obciążenia. Zdobyliśmy bramkę, piękną bramkę w pierwszej połowie. Mieliśmy swoje sytuacje, Arka najważniejszą, chyba Czubaka na koniec, ale tym razem my okazaliśmy się tutaj lepsi. Wygraliśmy 1-0 i jesteśmy w Ekstraklasie. Uwierzcie mi państwo, że dla mnie to jest niesamowity moment i niesamowita chwila, ale to już też wiadomo, może moja opowieść, a państwu dziękuję i za tą konferencję również. 

Pytanie: Czy po rundzie jesiennej sądził pan, że ten sezon może się tak zakończyć?
Górak:
Po rundzie jesiennej mieliśmy bardzo dużo niedosytu w sobie i my jako sztab wydaje mi się, że doskonale wiedzieliśmy, że 11. miejsce, 10 punktów straty do miejsca bezpośredniego, 7 punktów straty do miejsca barażowego nie odzwierciedla tego, jak drużyna wygląda na boisku. Myśmy naprawdę grali wiele meczy, ale niestety nie punktowaliśmy. Wiadomo, że to potem rodzi znowu frustrację i ogromne trudności, przez które żeśmy przechodzili, ale dzięki zespołowi, grupie kapitalnych ludzi, których zawsze miałem w szatni zawsze mi było z tym wszystkim łatwiej i to jest ich ogromny sukces. To jest pytanie nie tyle do mnie, a do nich i wiedziałem, że w każdym dniu nie spuścili jeszcze głów w batalii, aby po prostu grać o swoje marzenia. Potem zaczęła się runda rewanżowa, gdzie graliśmy tak, jak żeśmy grali. 

Jakie było pierwsze uczucie jak usłyszał pan gwizdek dzisiaj?
Górak:
Nie wiem, naprawdę. Jest tyle emocji we mnie i tyle rzeczy, które przeze mnie przechodzą, że długo by o tym opowiadać. To, że jestem szczęśliwy, to chyba dla wszystkich jest jasne.

Co trener pomyślał, jak usłyszał z sektora gości skandowanie swojego imienia i nazwiska? Wiemy, jaka była relacja z kibicami, a dzisiaj może nie bezpośrednio, a pośrednio powiedzieli panu przepraszam. Jak pan do tego podchodzi?
Górak:
Jeżeli tak się stało i miało się to zamknąć w takie coś, to przeprosiny przyjęte.

Jak trener widzi swoją przyszłość? Kontrakt do końca czerwca, chodziły słuchy o przedłużeniu w przypadku awansu.
Górak
: Proszę nam zostawić trochę czasu, aby odpowiedzieć na to pytanie.

Powiedział pan, że mieliście groźne sytuacje w pierwszej połowie, a przypominam sobie, że tylko szukaliście stałych fragmentów gry i nie potrafię sobie przypomnieć niczego więcej.
Górak:
Stały fragment gry, piłka w centrum bramki i strzał Maka niecelny. Takie piłki często trafiamy, to była sytuacja, kiedy mogliśmy podwyższyć na dwa zero, ale zgodzę się z panem, że to nie były takie sytuacje jak Kuby Araka na koniec, gdzie ona była z tych stu procentowych, natomiast ja w wielu momentach dojrzewałem, że dużo nie brakło, żeby dojść nawet do takiej sytuacji. Także tutaj Kuby najbardziej otwiera, ale także sytuacja gdzie jest spalony, ale to wiadomo tam przewiniliśmy i było to niezgodne z przepisami. Wydaje mi się, że były sytuacje, żeby mocniej zagrozić bramce.

***

Łobodziński: Na początek gratulacje dla GKS-u Katowice za ten awans bezpośredni. Zrobiliśmy za mało dzisiaj, żeby wygrać ten mecz i to mówię z pełną odpowiedzialnością. Plan na ten mecz był taki, jak pierwsze 20 minut i graliśmy tylko 20 minut dobrze, nawet do momentu straty bramki, czyli to był nasz plan mecz. Jeżeli byśmy mieli podsumowywać, to tak chcieliśmy grać. Bardzo wysoko, bardzo agresywnie, chcieliśmy tworzyć sytuacje. No cóż, nie będę mówił o absencjach, bo wszystko zostało powiedziane. Powiem tylko, że jeszcze nie jest koniec, jeszcze nie jest koniec. Ja wiem, że wszyscy są rozgoryczeni – my też, ale ja jako trener nie mogę sobie pozwolić, żeby teraz się załamywać, bo to był trudny okres, szczególnie ten od derbów teraz za nami. Ja jako trener nie mogę sobie pozwolić na to, żeby zespół mentalnie siadł. To są trudne momenty tak po ludzku nawet, więc zrobię wszystko, co w mojej mocy i to mogę zapewnić, żeby ta drużyna, tak czy inaczej, zagrała w ekstraklasie i oddam całe serce, jak oddawałem do tej pory dla drużyny, dla tych chłopaków, aby ten awans stał się faktem. Oczywiście trudne to jest zadanie teraz dla nas, ale zrobimy wszystko, żeby wygrać te dwa spotkania barażowe.

Jak się okazuje trenerze moje pytanie podczas konferencji nie było bezzasadne. Mi chodziło o to, jak pan w przypadku porażki zamierza mentalnie popracować nad zespołem. Jak ich zmobilizować, że to nie jest koniec?
Łobodziński:
Pierwsze słowa moje były takie, że to jest sport. Oczywiście można być słabszym i przegrać, ale cechą najlepszych jest wyciągać wnioski i walczyć, dopóki jest szansa. Też pamiętajmy, że teoretycznie dwa mecze mamy u siebie i nie chciałbym w tej chwili tak jak już ciężko będzie u kibiców o optymizm. Proszę o taką szansę jeszcze dla drużyny, bo 62 punkty zdobyliśmy, cały czas jesteśmy w walce, no ale mamy problem, ale to jest moje zadanie na te kilka dni, żeby pozbierać zespół.

Teraz gracie z Odrą Opole. Na gorąco – dobrze, źle? Katowice rozpędzone, ale te drużyny 4-5-6 są na podobnym poziomie, również z problemem mentalnym. Tutaj oczywiście awans był na wyciągnięcie, ale czy nie za łatwo Arka oglądała.
Łobodziński:
Wiele razy o tym mówiłem, że w piłce już wszystko widziałem, tak mi się wydawało. Czasami 1 punkt trudno się zdobyć. Oni siedzą teraz w tej szatni i są załamani, ja ich teraz nie próbuję podnosić na duchu, bo wiem, że to nic nie da. Oni to muszą przetrawić sami sobie. Jesteśmy faworytem i chcemy po prostu awansować. Po tych barażach nawet. Czy dobrze, że z Odrą Opole? No jest to niewygodny przeciwnik, wiadomo, jaki był tu mecz z nimi w tym błocie. Mam nadzieję, że to będzie bardziej piłkarski mecz tym razem i wygramy.

Będzie Kinkać? Co z Dobrotką?
Łobodziński:
Martin wydaje mi się, że zakończył sezon. Milewski pauza za kartki. Przemek wraca, rozmawialiśmy o tym wiele razy, wszystkie ręce na pokład. Nie mamy szerokiej kadry, trochę ją powiększyliśmy, ale nie mamy kadry na tyle szerokiej, aby sobie móc pozwalać na wiele zmian. Będzie kim grać. Szykujemy kolejnych zawodników, oni są po to, oni czekają, żeby dostać szansę. Na pewno dostaną w tym meczu barażowym szansę i nie zawiodą.

Kibice nie zawiedli, prawie komplet. Czy w czwartek będzie podobnie?
Łobodziński:
Rewelacja dzisiaj była. Dzięki wielkie wydaje mi się, że ciężko, bo zawiedliśmy dzisiaj po prostu. Tak jak powiedziałem wcześniej, moja prośba jest taka ta ostatnia, żeby zaufać temu zespołowi i mi. Dużo szczęścia daliśmy, w końcówce zawiedliśmy, co nie znaczy, że to już jest koniec.

Tak jak pan wspominał co za wami, to za wami. Trzeba patrzeć w przyszłość, zapewniał pan o ofensywnej grze. Ma pan w głowie plan, żeby do meczu barażowego podejść bardziej zachowawczo, czy raczej chce pan być wierny swojej ofensywnej filozofii?
Łobodziński:
Nie może to funkcjonować, bo patrząc na nasz optymalny skład, a teraz, to są dwie całkowicie różne rzeczy. To trzeba dostosowywać do piłkarzy, ich umiejętności oraz specyfiki gry. Wydaje mi się, że czasami plan na mecz jest troszkę bardziej defensywny, a potem są zarzuty, czemu tak gramy, a nie gramy w piłkę. Różnie podchodzimy do tematu, tu na pewno będziemy chcieli zdominować przeciwnika. Tak jak chcemy to często robić. Dzisiaj te 20 minut to było za mało, a być może z Odrą wystarczy.

Po meczu w Gdańsku mówił pan, że ta drużyna musi nauczyć się przegrywać. Widział pan po chłopakach, czy zawodnicy byli w stanie przetrawić to, co się tam wydarzyło w tydzień? Czy teraz te 3 dni wystarczą?
Łobodziński:
Naprawdę patrzyłem na nich 2 dni przed meczem, rozgrzewkę, czy te pierwsze 20 minut byłem spokojny. Byliśmy tacy, jacy mieliśmy być. Nagle ta bramka spowodowała, że nie potrafiliśmy się podnieść niestety.

Powiedział pan, że chcielibyśmy zdominować. Mamy takie pytanie, czy to jest jakaś taka psychiczna blokada zawodników? Arka to była drużyna, którą się ładnie oglądało. Dziś zawodnicy są wycofani, nie ma tego zęba.
Łobodziński:
Nie znam odpowiedzi na to pytanie szczerze mówiąc. Ten sezon był taki, że ten skład nasz kręcił się wokół tych samych piłkarzy. Nie mogliśmy sobie pozwolić na rotacje, wszystko po trochu, tej presji, zmęczenia być może też. Nie no w zawodowej piłce w zmęczenie to w zasadzie trudno wierzyć. Ja też grałem co 3 dni i najlepiej mi się grało, regeneracja stoi na takim poziomie, że spokojnie możemy sobie poradzić, tym bardziej młodzi zawodnicy. Dużo nam zabrały te straty w postaci Janusza i Dawida i tu też jest problem, że drużyna się wycofała mentalnie i tak piłkarsko dlatego są takie problemy Adasia ze zdrowiem. Sidibe teraz problemy. Trochę się tego nałożyło, ale nie chcę szukać wytłumaczenia, bo po to są zawodnicy inni też, żeby utrzymać ten poziom, ale tak jest w piłce, że trudno utrzymać wszystkim ten poziom.

Katowice nie chciały grać otwartej piłki, czekały na swój moment, stały fragment. Odra jest też fizycznym zespołem, czy pan jest na to przygotowany?
Łobodziński:
Tak, już myślę o tej Odrze. Chwilę zdążyłem zobaczyć. Na pewno będzie to mecz podobny do tego, może nie tak ciężki. Pierwsza liga jest, jaka jest, być może już więcej drużyn gra dobrą piłkę, to jest bardzo mocno fizyczna liga i dopóki my się nie dostosujemy do tego, to będzie nam bardzo ciężko walczyć z tymi najmocniejszymi w tym elemencie tutaj. 

Czy to kontuzje zdaniem trenera największym problemem na finiszu?
Łobodziński:
Czy ja wiem, myślę, żę to ma wpływ. To jest futbol, na pewne rzeczy nie jesteśmy w stanie zareagować, bo nie mamy na to wpływu. Kontuzje, kartki, więc no być może tak. Tego nie wiemy do końca, być może ten punkt mógł się wydarzyć na początku sezonu, być może z Wisłą Kraków wytrzymać. To jest zbyt dużo okoliczności, żeby już to podsumowywać, a ja nie chciałbym jeszcze podsumowywać tego sezonu.

Rzecznik wspomniał dwa terminy meczów.
Łobodziński:
Trochę więcej czasu na regenerację, każda godzina jest dla nas ważna.

Krąży taka opowiastka, że trener GKS-u Katowice pokazał swoim zawodnikom fragment motywacji Arki i podobno nic nie mówił do nich, żeby ich zmobilizować.
Łobodziński:
Jakiej motywacji? Filmiku z kibicami? Kibice przyszli, ok. Liczyliśmy i taką informację dostaliśmy, że kibice nas wesprą, dlatego się zgodziłem na to spotkanie. Takie rzeczy się zdarzają, kibicom bardzo zależy. Ja takie rzeczy przeżywałem w każdym klubie, chociaż nie spodziewałem się, że to nagrają i upublicznią. Byliśmy zapewniani, że to zostaje między nami a tak się nie stało. Wiadomo, że to od nas nie wyszło. Ok, taką podjęli decyzję i tyle. Nic nie możemy zrobić z tym faktem, no bo tak się już stało i nic nie możemy zrobić.

Kliknij, by skomentować
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jednakże zastrzega sobie prawo do ich cenzurowania lub usuwania.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Galeria Piłka nożna

GieKSa&Baník – 30 lat przyjaźni

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Mecz GKS-u Katowice z Baníkiem Ostrava był wyjątkową okazją do świętowania trzech dekad kibicowskiej przyjaźni. Zobaczcie fotorelację, którą przygotował dla Was Marcin.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna

Mecz Legend GieKSy i Banika

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

W przerwie sobotniego Meczu Przyjaźni zostanie rozegrane spotkanie Legend GKS Katowice i Banika Ostrava. Będzie to nie lada gratka dla fanów obu drużyn. Ci starsi będą mogli powspominać piłkarzy, których pamiętają z przeszłości, a młodsi – zobaczyć Legendy, o których opowiadali im starsi koledzy.

Do pierwszego spotkania Legend GKS Katowice i Banika Ostrava doszło na Bazalach 27 czerwca tego roku. To właśnie wtedy na legendarnym stadionie Bazaly odbywał się kibicowski turniej Chachar Cup 2026, a w Ostrawie pojawiło się ponad 1100 kibiców GieKSy. Sam mecz Legend zakończył się remisem 6:6. Poniżej relacja wideo z oficjalnej telewizji klubowej.

W sobotę w trójkolorowych barwach będziemy mogli zobaczyć: Artura Andruszczaka, Adama Kucza, Marka i Piotra Świerczewskich, Andrzeja Nikodema, Zdzisława Strojka, Grzegorza Górskiego, Damiana Sadowskiego, Dominika Sadzawickiego, Dawida Plizgę i Jarosława Tkocza. Trenerem naszej drużyny będzie Piotr Piekarczyk. 

Banik reprezentować mają: Nemanja Kuzmanović, Vít Baránek, Martin Lukeš, Aleš Neuwirth, Antonín Buček, Petr Zajaroš, Rostislav Pikonský, Marek Heinz, Jan Daněk, Michal Daněk, Jan Laštůvka, Michal Papadopulos i Pavel Besta.

Przypominamy, że cały czas dostępne są bilety na sobotni Mecz Przyjaźni. Najprościej wejściówki zakupić na www.bilety.GKSKatowice.eu.

Kontynuuj czytanie

Piłka nożna kobiet

Demolka stołecznej drużyny

Avatar photo

Opublikowany

dnia

Przez

Kibice długo czekali na powrót Ekstraligi do Katowic, jednak zawodniczki w pełni wynagrodziły dłuższy okres piłkarskiej pustki aż sześcioma bramkami. 

Jeśli wracać po przerwie reprezentacyjnej, to tylko z takim hukiem, jak Patricia Hmirova! Po pressingu Kalaberovej i jej późniejszej centrze Hmirova tylko dołożyła nogę do pustej siatki, Nowak bardzo źle obliczyła sytuację i opuściła posterunek. Legia bardzo łatwo pozwalała wrzucać sobie długie piłki w boczne strefy, już chwilę później Nicola Brzęczek po takim zagraniu otrzymała piłkę na 12. metr od Klaudii Maciążki i tylko pozycja spalona pozbawiła ją szansy na bramkę. W 8. minucie po stracie McLaughlin wydawało się, że swoją szansę będą miały przyjezdne – nic bardziej mylnego. Błyskawicznie z Kalaberovą odzyskały posiadanie, a Hmirova ruszyła sam na sam w przegrany pojedynek z Nowak. Gra Legii zupełnie się nie kleiła w pierwszych akcjach, choć z każdą minutą udawało im się przedzierać coraz bliżej bramki Frankovej. W 13. minucie w końcu udało się stworzyć zagrożenie po błędzie przy przekazaniu krycia Zawadzkiej z Milovanović, choć golkiperka GieKSy zdawała się mieć wszystko pod kontrolą. Po przerwie spowodowanej urazem nastąpił rzut rożny, po którym Julia Przybył idealnie odnalazła głowę McLaughlin – nie udało się Legii dobrze zablokować jej wbiegnięcia. W 26. minucie złe wybicie Milovanović powinno zakończyć się przynajmniej sytuacją bramkową, jej błąd naprawiła Marcjanna Zawadzka zablokowaniem uderzenia. Dwie minuty później, po centrze Maciążki, o krok była Hmirova od wykorzystania równie nieudanego wybicia defensorki, która zdołała jednak w porę się obrócić i tym razem skutecznie wyekspediować piłkę na połowę gospodyń. 32. minutę rozpoczęła Julia Przybył od ciętej wrzutki na 7. metr, najmniejszy błąd przy próbie wyjaśnienia akcji spowodowałby ogromne zamieszanie. Chwila oddechu, wrzut z autu pomocniczki przerodził się w błyskawiczny zwód Hmirovej i podanie wzdłuż bramki do Kalaberovej, która wślizgiem dopełniła formalności. Zupełnie Legia odpuściła krycie przy tym fragmencie gry, jakby od początku nie wierzyły w możliwość jego obrony. Samodzielnie odpowiedziała Materek, oddając celny i kozłujący, acz lekki strzał w pobliże słupka bramki Frankovej. Podwyższyć mogła Maciążka po podaniu McLaughlin za linię defensywy, liniowa uniosła jednak chorągiewkę.  Po rzucie rożnym nieco później znów było groźnie, Hmirova huknęła w bliższe okienko i Nowak bardzo dobrze interweniowała. Poprawka Słowaczki spod drugiej chorągiewki i Amerykanka głowkowała w poprzeczkę, znów było bardzo blisko. W 42. minucie po podaniu z pierwszej piłki Hmirovej przez całą szerokość boiska Maciążka na pełnym spokoju zmyliła trzy przeciwniczki, posyłając piłkę obok bezradnej golkiperki. Już w doliczonej części McLaughlin wypuściła prawą półprzestrzenią Kalaberovą, Nowak zdołała w porę zareagować i wyjść z własnej bramki.

W 49. minucie kapitalną interwencją wykazała się Nowak, McLaughlin po centrze Hmirovej zupełnie niepilnowana odnalazła się w szesnastce i huknęła pod poprzeczkę. Kolejny rzut wolny i tym razem to słupek uratował Legię przed utratą bramki, po niecelnym strzale Zawadzkiej do piłki dopadła jeszcze Jaszek i minimalnie zabrakło jej do szczęścia. Rzut rożny to jednak coś, z czym Legia sobie nie mogła poradzić – Przybył odnalazła Molly McLaughlin, a ta skorzystała z prezencji Dżesiki Jaszek angażującej defensorki i sfinalizowała centrę. W 59. minucie bardzo wysoko z bramki wyskoczyła Nowak, mimo kiksu skutecznie zażegnując kontrę Kalaberovej. Kilka podań i już jednak drugą flanką gnała Julia Przybył, ostatecznie posyłając „rogalika” na dłuższy słupek i wcale nie zabrakło wiele do ładnego trafienia. W 65. minucie GieKSa zmarnowała przynajmniej 2.0 łącznego xG: po wrzutce Maciążki przed samą bramkarką nie trafiały czysto kolejno Kalaberova, Jaszek i ostatecznie Hmirova. Takie pudła spotkały się z zasłużonym ostrzeżeniem, gdy Kinga Bużan huknęła z dystansu w poprzeczkę bramki Frankovej. Swojego szczęścia spróbowała także Kazanecka, po udanym dryblingu uderzając w stronę krótkiego słupka. W 80. minucie strzał po zgraniu Jaszek oddała Vojtkova, piłka po rykoszecie znalazła się w rękawicach Nowak. Chwila nieuwagi w końcówce, i już Hmirova podaniem odnalazła wybiegającą Klaudię Maciążkę. Wiktoria Nowak zdołała uprzedzić jeszcze Dżesikę Jaszek, lecz dobitą piłkę bezlitośnie wpakowała do bramki Amelia Bińkowska.

Legia Ladies do Warszawy wraca z bagażem aż sześciu trafień, a komplet punktów zostaje w Katowicach!

26 września 2026 rok, Katowice
GKS Katowice – Legia Ladies 6:0 (4:0)
Bramki:
Hmirova (3), McLaughlin (23, 53), Kalaberova (33), Maciążka (42), Bińkowska (90).
GKS Katowice:
Fraňková – Milovanović, Zawadzka, Kłoda – Kaláberová (74. Bińkowska), McLaughlin (65. Vojtkova), Šurnovská (46. Kozarzewska), Przybył (65. Turkiewicz) – Maciążka, Brzęczek (46. Jaszek), Hmírová.
Legia: Nowak – Sokołowska, Grabowska (24. Zielińska), Kurzelowska, Prochowska, Materek (59. Grosicka), Bużan, Drożyńska (46. Koźmińska), Nestorowicz, Kazanecka (59. Jankiewicz), Dubiel.
Kartki: Kłoda.

Kontynuuj czytanie

Zobacz również

Made with by Cysiu & Stęga