Hokej Klub Piłka nożna Piłka nożna kobiet Prasówka Siatkówka
GKS Katowice najlepszą ekipą sezonu zasadniczego
Zapraszamy do przeczytania doniesień mass mediów z ostatnich dziesięciu dni, które dotyczą sekcji piłki nożnej, siatkówki oraz hokeja GieKSy. Prezentujemy, naszym zdaniem, najciekawsze z nich.
Z okazji 60-lecia istnienia GieKSy, nasze drużyny będą występować w okolicznościowych strojach. Piłkarki przed startem Orlen Ekstraligi (drugiego marca z Czarnymi Sosnowiec) pokonały w ramach 1/8 finału Pucharu Polski Rekord Bielsko-Biała 5:1. Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się pierwszego marca. Piłkarze udanie rozpoczęli zmagania rundy rewanżowej Fortuna I Ligi pokonując Motor 2:0. Prasówkę po tym meczu znajdziecie TUTAJ. Następne spotkanie drużyna rozegra w Płocku ze spadkowiczem z ekstraklasy ekipą Wisły. Mecz rozpocznie się w sobotę 24 lutego od godziny 15:00.
Siatkarze przegrali na wyjeździe z drużyną Stali Nysa 1:3. Następne spotkanie zespół rozegra w najbliższy poniedziałek z AZS-em Olsztyn.
Hokeiści w minionym tygodniu rozegrali trzy spotkania: z JKH GKS-em Jastrzębie (przegrany 2:5), Cracovią (wygrany po dogrywce 6:5) oraz z Podhalem (wygrany 3:1). W tym tygodniu zespół rozegra jeszcze dwa mecze, jutro (23 lutego) w Toruniu z Energą oraz w niedzielę (25 lutego), w Satelicie z Zagłębiem. Mecze rozpoczną odpowiednio o 18:30 i 17:00. Nasza drużyna na trzy spotkania przed końcem sezonu zasadniczego zapewniła sobie pierwsze miejsce w tabeli.
KLUB
wkatowicach.eu – Jubileuszowe stroje piłkarzy i piłkarek GKS-u Katowice. Wyjątkowy klip promocyjny z udziałem Nicoli Brzęczek i Arkadiusza Jędrycha
GKS Katowice obchodzi 60-lecie istnienia. Piłkarki oraz piłkarze GKS-u Katowice będą występować wyjątkowym jubileuszowym komplecie strojów. Koszulki zadebiutują 27 lutego w urodzinowym starciu GieKSy z Miedzią.
Ważnym elementem obchodów 60-lecia GKS-u Katowice są okolicznościowe stroje sportowców wszystkich sekcji klubu, które powstały we współpracy z partnerem technicznym klubu – Hummel. W specjalnych koszulkach występują już hokeiści i siatkarze. Teraz GieKSa prezentuje stroje piłkarskich drużyn.
Piłkarze po raz pierwszy wystąpią w nich podczas jubileuszowego spotkania 17. kolejki Fortuna 1 Ligi z Miedzią Legnica zaplanowanego na wtorek 27 lutego o godzinie 18:00 przy Bukowej. Bilety na ten mecz w cenie można kupić w okazyjnej cenie 5 złotych. Natomiast Mistrzynie Polski w nowym komplecie strojów zaprezentują się w pierwszym domowym meczu rundy wiosennej Ekstraligi kobiet.
informuje GKS Katowice
Jubileuszowe koszulki, czarne ze złotymi elementami, mają nawiązywać do górniczych tradycji katowickiego klubu. Specjalny klip promocyjny z udziałem piłkarki Nicoli Brzęczek i piłkarza Arkadiusza Jędrycha został zrealizowany… 370 metrów po ziemią w KWK Staszic-Wujek.
Wyjątkowe jubileuszowe stroje wszystkich sekcji GKS-u Katowice można już zakupić stacjonarnie w Oficjalnym Sklepie GKS-u Katowice znajdującym się na terenie Stadionu Miejskiego w Katowicach (ul. Bukowa 1A) i na stronie sklep.gkskatowice.eu
Koszulki piłkarzy oraz piłkarek będą sprzedawane w pamiątkowych, ozdobnych opakowaniach w cenach:
koszulka dziecięca (rozmiary Junior XS, Junior S, Junior M, Junior L, Junior XL) – 239 PLN
koszulka dziecięca z personalizacją – 259 PLN
koszulka dla osób dorosłych (rozmiar S, M, L, XL, XXL) – 259 PLN
koszulka dla osób dorosłych z personalizacją – 279 PLN
PIŁKA NOŻNA
bts.rekord.com.pl – Rekord Bielsko-Biała – GKS Katowice 1:5 (1:2)
Bez niespodzianki w Wapienicy…
Mistrzynie kraju wyeliminowały bielszczanki w spotkaniu 1/8 finału Orlen Pucharu Polski.
Potyczka niemal od początku toczyła się przy przewadze katowiczanek, stąd najbardziej zapracowanymi zawodniczkami na boisku były defensorki Rekordu, z Klaudią Ciupą w bielskiej bramce na czele. Największe zagrożenie czyhało na „rekordzistki” przy stałych fragmentach. Nie dość, że podopieczne Karoliny Koch mają te warianty dobrze opracowane, to jeszcze potrafiły robić użytek z przewagi wzrostowej. Kiedy gol dla GieKSy wisiał niemal na włosku zawodniczki Mateusza Żebrowskiego kompletnie zaskoczyły rywalki tzw. doskokiem pressingowym. Pogubioną obronę katowiczanek skarciła dynamicznym wejściem i celnym uderzeniem z boku pola karnego Julia Gutowska (na zdjęciu). Jak się później okazało, to zdarzenie jedynie podrażniło ekipę ze stolicy Górnego Śląska. Po kornerze, w podbramkowym zamieszaniu, najlepiej odnalazła się Dżesika Jaszek. W dużej mierze za sprawą rosłej napastniczki GKS objął prowadzenie jeszcze przed przerwą, po strzale Klaudii Słowińskiej.
Trener biało-zielonych starał się w drugiej odsłonie zaradzić zmianami na rosnącą przewagę faworytek, te jednak nie zwolniły tempa. Gdy w 61. minucie z rzutu wolnego celnie przymierzyła Joanna Olszewska stało się jasne, że kwestia ewentualnego awansu bielszczanek oddaliła się bezpowrotnie. Wprawdzie pod koniec spotkania dwukrotnie „postraszyła” rywalki strzałami z dystansu Esther Sunday, ale katowiczanki były o wiele bardziej konkretne. D. Jaszek raz jeszcze wywiodła w pole bielską defensywę, a Amelia Bińkowska ustaliła rezultat strzałem z „wapna”.
kobiecyfutbol.pl – Orlen Puchar Polski: poznaliśmy ostatniego ćwierćfinalistę
GKS Katowice pokonał w ostatnim spotkaniu 1/8 Orlen Pucharu Polski Rekord Bielsko-Biała 5:1 i zapewnił sobie awans do ćwierćfinału.
Faworyzowane katowiczanki od samego początku zaczęły mocno naciskać na bramkę. Jednak brak skuteczności, jak i dobre interwencje Ciupy, spowodowały, że przez długi czas mieliśmy bezbramkowy remis. Jeden z niewielu ataków na bramkę przyjezdnych skończył się bramką Julii Gutowskiej w 25. minucie. Młoda napastniczka Bielska uderzyła z narożnika w pola karnego i Kinga Seweryn była bez szans. Przez kolejne 10 minut to rekord nabrał wiatru w żagle i części atakował bramkę GKS-u. W 36. minucie GKS Katowice po bramce Dżesiki Jaszek wyrównał stan meczu. Trzy minuty później strzałem z szesnastu metrów do bramki Rekordu trafiła Klaudia Słowińska. Po ciekawej pierwszej połowie GKS Katowice prowadził 2:1.
Druga połowa rozpoczęła się pod dyktando GKS-u Katowice. W 61. minucie Joanna Olszewska podpisała się fenomenalnym strzałem z rzutu wolnego, trafiając do bramki Rekordu. Katowiczanki kontrolowały wydarzenia na boisku. W 85 minucie ponownie do bramki rekordu trafiła Dżesika Jaszek. Wynik spotkania ustaliła Amelia Bińkowska w pewnym strzałem z rzutu karnego w 88. minucie.
SIATKÓWKA
siatka.org – Dominacja Stali w bloku i komplet punktów
W meczu kończącym 22. kolejkę PlusLigi PSG Stal Nysa podejmowała GKS Katowice. Pierwszy set zapowiadał, że może być to emocjonujący pojedynek, bowiem Stal wygrała 33:31. Po kolejnej partii katowiczanie doprowadzili do remisu, ale było to wszystko, na co pozwolili przyjezdnym nysanie. Ekipa PSG Stali świetnie zagrała blokiem, ale GKS zrobił dobre wrażenie w polu serwisowym.
W spotkanie lepiej weszli katowiczanie, którzy po błędzie rywali objęli trzypunktowe prowadzenie (4:1). Stal na moment się do nich zbliżyła, ale po asie serwisowym Łukasza Usowicza znów traciła aż trzy oczka. Remis pokazał się na tablicy wyników, dopiero gdy skutecznością w ataku popisał się Nicolas Zerba (12:12). Goście musieli więc uruchomić blok, aby znów być w nieco lepszej sytuacji. Nie był to jednak koniec emocji, gdyż gospodarze odpowiedzieli tym samym (17:17). Kontynuowali czujną grę na siatce i w końcówce to oni byli bliżej wygranej w premierowej odsłonie. W ważnym momencie asem popisał się jednak Lukas Vasina i jeszcze wszystko wydawało się możliwe (22:21). Tym samym nie obyło się bez walki na przewagi, z której zwycięsko po dłuższej batalii wyszli zawodnicy PGE Stali Nysa. „Kropkę nad i” postawił ostatecznie atak Wojciecha Włodarczyka (33:31).
Wyrównana walka powróciła na początku seta numer dwa. Musiał więc popracować w ataku Vasina, aby to jego drużyna miała cenne dwa oczka z przodu (7:5). Nie trzeba było jednak długo czekać na wyrównanie, gdyż Stal przypomniała o swoim bloku. Co prawda katowiczanie na moment odbudowali przewagę, ale zaraz asem popisał się Maciej Muzaj (13:13). Tym samym musiał więc odpowiedzieć Marcin Waliński, aby GKS znów miał dwa oczka z przodu. Szczególnie, że zaraz dołożył kolejną punktową zagrywkę (19:15). Katowiczanie nie wypuścili już swojej szansy z rąk i to oni triumfowali po ataku ze środka Sebastiana Adamczyka (25:19).
Na początku trzeciej odsłony katowiczanie świetnie spisali się w polu serwisowym. Po punktowej zagrywce Adamczyka mieli już dwa oczka więcej (6:4). Zaraz przewaga wzrosła o kolejne, gdy asa zapisał na swoim koncie Waliński. Tym samym odpowiedział jednak Patryk Szczurek, co w połączeniu z blokiem Zerby dało remis (9:9). W dodatku skutecznością w ataku wykazał się Zouheir El Graoui i to Stal Nysa znalazła się w dogodniejszej sytuacji. Potrzeba więc było kolejnego asa Adamczyka, aby powróciło wyrównanie (15:15). Nie na długo, gdyż czujny na siatce okazał się Muzaj. Walka trwała jednak dalej, gdyż w ataku popracował Waliński (19:19). Ostatecznie w końcówce to Stal znalazła się bliżej wygranej, gdy raz jeszcze wykazała się czujnością na siatce. W dodatku w ataku pomylił się Waliński i zaraz gospodarze mogli triumfować po ataku Muzaja (25:22).
W partię numer cztery świetnie weszła Stal. Po asie Szczurka i błędzie Walińskiego miała już pięć oczek więcej (5:0). To napędziło gospodarzy, którzy po bloku Zerby byli już na dobrej drodze, aby sięgnąć po wygraną w całym meczu. W dodatku katowiczanie nie pomagali sobie popełniając błędy własne w postaci autowych ataków (8:18). Jeszcze błąd na rozegraniu popełnił Vasina i tym samym dał piłkę meczową gospodarzom. Wykorzystali ją w pierwszej próbie za pomocą asa serwisowego Włodarczyka (25:13).
PSG Stal Nysa – GKS Katowice 3:1 (33:31, 19:25, 25:22, 25:13)
HOKEJ
dziennikzachodni.pl – GKS Katowice – JKH GKS Jastrzębie: Śląskie derby dla rozpędzonych jastrzębian
W rozegranym 14 lutego meczu 40. kolejki Tauron Hokej Ligi GKS Katowice przegrał z JKH GKS Jastrzębie 2:5. Rozpędzeni jastrzębianie nie zwalniają tempa, a obrońcy tytułu mistrzowskiego przegrali drugie ligowe spotkanie z rzędu.
Hokeiści JKH GKS Jastrzębia nie zwalniają tempa. Podopieczni trenera Roberta Kalabera pokonali w wypełnionym kibicami Satelicie GKS Katowice odnosząc szóstką ligową wygraną z rzędu.
Obrońcy tytułu mistrzowskiego do śląskich derbów przystąpili bez kontuzjowanego Grzegorza Pasiuta, a podstawowy bramkarz John Murray tym razem został w boksie, bo również nie jest jeszcze w 100 procentach zdrowy.
Katowiczanie na początku spotkania dwa razy grali w liczebnej przewadze, ale jej nie wykorzystali. Później do roboty zabrali się hokeiści JKH i w odstępie 64 sekund zdobyli dwie bramki. Wynik meczu otworzył Dominik Jarosz, a chwilę później ich prowadzenie podwyższył Emil Bagin.
Hokeiści JKH GKS Jastrzębia nie zwalniają tempa. Podopieczni trenera Roberta Kalabera pokonali w wypełnionym kibicami Satelicie GKS Katowice odnosząc szóstką ligową wygraną z rzędu.
Obrońcy tytułu mistrzowskiego do śląskich derbów przystąpili bez kontuzjowanego Grzegorza Pasiuta, a podstawowy bramkarz John Murray tym razem został w boksie, bo również nie jest jeszcze w 100 procentach zdrowy.
Katowiczanie na początku spotkania dwa razy grali w liczebnej przewadze, ale jej nie wykorzystali. Później do roboty zabrali się hokeiści JKH i w odstępie 64 sekund zdobyli dwie bramki. Wynik meczu otworzył Dominik Jarosz, a chwilę później ich prowadzenie podwyższył Emil Bagin.
hokej.net – Rollercoaster wrażeń w Krakowie! GieKSa górą po dogrywce
Niesamowitych emocji dostarczył mecz Comarch Cracovii z GKS-em Katowice. Choć mistrzowie Polski po 8 minutach prowadzili już 3:0, to „Pasy” rzuciły się w szaleńczą pogoń, odrabiając straty i na… 36 sekund przed końcem spotkania obejmując prowadzenie! Katowiczanie zdołali jednak doprowadzić do dogrywki, w której zwycięstwo gościom z Górnego Śląska zapewnił Olli Iisakka.
„Pasy” przystąpiły do dzisiejszego spotkania w niemalże identycznym zestawieniu, jak do wyjazdowego spotkania w Sanoku. Jedyne roszady miały miejsce w czwartej formacji obronnej, gdzie Szymona Bieńka zastąpił Karol Sterbenz. W dalszym ciągu Rudolf Roháček nie mógł skorzystać z usług Radosława Sawickiego. W kadrze mistrzów Polski zabrakło natomiast Bena Sokaya oraz Grzegorza Pasiuta.
W pierwszych minutach spotkania to gospodarze dłużej utrzymywali się przy krążku, sprawdzając kilkukrotnie gotowość Johna Murraya. Gdy do głosu doszli goście, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Trzy pierwsze strzały GKS-u, przyniosły trzy bramki. W 4. minucie wynik spotkania otworzył Joona Monto, który przejął krążek po błędzie w rozegraniu rywala. W 7. minucie na listę strzelców wpisał się Mateusz Michalski a ledwie po 18 sekundach autorem trzeciego trafienia stał się Olli Iisakka. Po trzeciej bramce, trener Roháček podjął deczyje o zmianie bramkarza. Miejsce Matthew Robsona zajął Łukasz Hebda.
W 26. minucie „Pasy” zdołały odpowiedzieć na nokaut GieKSy z pierwszej tercji. Aapo Alapuranen wykorzystał podanie od Gustafa Berlinga i z najbliższej odległości pokonał Murraya. Minutę później katowicki golkiper raz jeszcze musiał wyciągać krążek siatki. Najprzytomniej w zamieszaniu pod bramką GKS-u zachował się Adam Raška, który wyłuskał krążek i zdobył kontaktową bramkę. Radość ze zdobytej bramki, nie trwała długo, bowiem w 29. minucie gumę do krakowskiej bramki zdołał zaadresować Hampus Olsson.
Trzecia tercja świetnie rozpoczęła się dla drużyny Cracovii. W 44. minucie Sebastian Brynkus pomimo asysty katowickiego obrońcy, zdołał posłać silny strzał z nadgarstka, którym kompletnie zaskoczył Johna Murraya. „Pasy” ponownie łapiąc kontakt z rywalem, tym razem dopięły swego. W 47. minucie wydarzenia skupiały się pod katowicką bramką. W końcowej fazie spotkania John Murray zgubił kij, co po chwili wykorzystał Adam Raška, dając gospodarzom upragniony remis.
Długimi momentami żadna ze stron nie zdołała przejąćinicjatywy nad wydarzeniami na lodzie. Nie oznaczało to jednak końca emocji. Na 36 sekund przed końcem trzeciej tercji Janne Jalasvaara wywołał eksplozję radości przy Siedleckiego wyprowadzając po raz pierwszy w spotkaniu Cracovię na prowadzenie. Posłany przez doświadczonego obrońcę na deski GKS Katowice zdołał jednak odpowiedzieć. Gdy zegar odmierzający czas wyświetlał 12 sekund do zakończenia spotkania Sam Marklund doprowadził do dogrywki. W doliczonym czasie gry więcej wyrachowania wykazali podopieczni Jacka Płachty. W 64. minucie Olli Iisakka dobił odbity przez Łukasza Hebdę po strzale Joony Monto krążek i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo.
Kropla drąży skałę. GKS Katowice najlepszą ekipą sezonu zasadniczego
Sporo cierpliwości i konsekwencji potrzebnych było zawodnikom GKS-u Katowice, aby pokonać PZU Podhale Nowy Targ. Pomimo dominacji mistrzów Polski, goście głównie za sprawą świetnie dysponowanego między słupkami Pawła Bizuba do końca pozostawali w grze o korzystny rezultat. Odniesione zwycięstwo zapewniło GieKSie miano najlepszej drużyny sezonu zasadniczego.
Trener Jacek Płachta w dzisiejszym spotkaniu mógł skorzystać z nieobecnych w Krakowie Grzegorza Pasiuta oraz Benjamina Sokaya. Katowiczanie rozpoczęli spotkanie, dokładnie tak, jak można by tego oczekiwać od głównego pretendenta do miana najlepszej ekipy sezonu zasadniczego. Gospodarze bardzo dobrze czuli się w tercji rywala, gdzie zyskiwali sporą swobodę w rozgrywaniu krążka. „Górale” choć momentami cofnięci do głębokiej defensywy, należycie wywiązywali się z zadań obronnych, pilnując swoich pozycji i wspierając dobrze dysponowanego w bramce Pawła Bizuba. W 12. minucie GieKSa otrzymała kolejną sposobność do forsowania bramki rywala, gdyż do boksu kar został oddelegowany Marcin Horzelski. GKS momentalnie zamknął zespół Podhala we własnej tercji. Najbliżej pokonania Pawła Bizuba był Sam Marklund, który przyjmując krążek, w charakterystyczny dla siebie sposób odwrócił się z nim, jednak guma trafiła jedynie w słupek. W ostatnich dwóch minutach „Górale” mogli zaprzepaścić ciężką pracę jaką wykonali w pierwszej tercji. W 18. minucie na ławce kar zasiadł Łukasz Kamiński, który po niewykorzystanej kontrze dopuścił się uderzaniem kijem rywala, a na 30 sekund przed końcem pierwszej odsłony do boksu kar został również skierowany Jakub Worwa.
Goście raz jeszcze dali pokaz solidnej gry defensywnej broniąc swoje osłabienia. Wydarzenia drugiej tercji niewiele różniły się od tego, co było nam dane oglądać w pierwszej odsłonie. Katowiczanie w dalszym ciągu dominowali nad zespołem Podhala, jednak w żaden sposób nie potrafili znaleźć drogi do bramki Pawła Bizuba. „Górale” nie pozwolili przełamać swojej defensywy pomimo kolejnych dwóch dwuminutowych gier w osłabieniu. W 38. minucie zespół Jacka Płachty dopiął swoich starań. Sam Marklund dostrzegł na lewym skrzydle Aleksi Varttinena, który silnym strzałem z nadgarstka znalazł w końcu sposób, aby zaskoczyć Pawła Bizuba. W 39. minucie gościom udało się wypracować dobrą pozycję strzelecką dla Aleksa Szczechury, ten jednak z najbliższej odległości nie znalazł miejsca na pokonanie Johna Murraya, W ostatnich sekundach drugiej odsłony Aleksi Varttinen dopuścił się rzucenia na bandę Filipa Wielkiewicza, w związku z czym arbitrzy podjęli karę o nałożeniu na fińskiego obrońcę kary 5 minut.
Równie dobrze w grze obronnej spisali się katowiczanie, którzy pomimo pięciominutowej gry w osłabieniu, nie pozwolili rywalom na wyrównanie stanu rywalizacji. Co więcej, GKS w tym okresie wyprowadził błyskawiczną kontrę. Bartosz Fraszko precyzyjnym podaniem otworzył drogę do bramki Santeri Koponenowi, jednak jak spod ziemi w ostatniej chwili między słupkami wyrósł Paweł Bizub, który tylko dla siebie znanym sposobem zatrzymał krążek. W 53. minucie na indywidualną akcję zdecydował się Mateusz Michalski, który z krążkiem przy kiju pokonał tercję rywala i stając „twarzą w twarz” z Bizubem ze stoickim spokojem wykończył akcję, podwyższając prowadzenie swojego zespołu. W 57. minucie ambitnie walczący goście stanęli przed możliwością gry w przewadze, gdy za atak łokciem w boksie kar zasiadł Shigeki Hitosato. Sztab szkoleniowy Podhala chcąc zwiększyć swoje szansę na zdobycie kontaktowej bramki, zdecydował się wycofać z bramki Pawła Bizuba. Podwójna przewaga przyniosła zamierzony efekt. Patryk Wronka posłał krążek „na nos” Alexa Szczechury, który dokładając kij z najbliższej odległości nie dał szans na interwencję Murrayowi. Po wyrównaniu formacji „Górale” postawili wszystko na jedną kartę i gdy zdołali przejąć gumę, Paweł Bizub raz jeszcze opuścił bramkę. Niestety tym razem ten ryzykowny manewr nie przyniósł kolejnej bramki, a po stracie krążka Joona Monto strzałem do pustej bramki ustalił wynik spotkania na 3:1. Chwilę później wybrzmiała syrena końcowa i stało się jasne, że GKS-owi Katowice będzie przysługiwało miano najlepszej drużyny sezonu zasadniczego sezonu 2023/2024.
Felietony Piłka nożna
Wyzerowane atuty – diagnozy brak
Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać tego felietonu, bo myślę sobie, że znowu będę pisał to samo. Rozbieżność między wynikami meczów u siebie i na wyjeździe sięgnęła absurdu. GKS rozegrał w tym sezonie siedem meczów – u siebie wszystkie trzy wygrał, na wyjeździe wszystkie cztery przegrał. Suma tego jest taka, że z europejskich pucharów już odpadliśmy, a w lidze mamy trzy punkty po trzech kolejkach. Czyli słabo – bo to średnia mogąca nawet nie dać utrzymania.
Piszę to wielokrotnie i napiszę jeszcze raz, bo już wiele razy w przeszłości czy to piłkarze czy trenerzy obrażali się na mnie, bo coś tam skrytykowałem. Nie mówię o sytuacjach, kiedy pojechałem z koksem i tak czy inaczej kogoś nazwałem, bo za to obrazę rozumiem. Cóż, młodość (która trwa, ale już inna). Ale my nie możemy doprowadzić do zagłaskania naszej drużyny – za ekstraklasę, za kapitalną w niej postawę czy za puchary. Wszyscy wiemy gdzie byliśmy i co trener wraz z kolejnymi grupami piłkarzy w ostatnich latach nam dał i daje. Więc tu nie ma mowy o podważaniu projektu jako całości. Ale trzeba mieć w tym wszystkim krytycyzm, bo jeśli w którymkolwiek momencie ktoś uznał, że zdobyliśmy już tyle, że teraz po prostu możemy do końca kariery jechać na sukcesie – to jest to – delikatnie mówiąc duży błąd. Więc tak, doceniamy ekstraklasę, super jest jeździć na te wszystkie stadiony w najwyższej polskiej lidze. I niech ten projekt w tym kształcie, z obecnym trenerem trwa jak najdłużej.
No ale są defekty. I ta postawa na wyjazdach naprawdę każe się zastanowić nad kilkoma rzeczami. Bo to jest coś, co jakiś czas się w GieKSie powtarza, mamy powtórkę z czterech przegranych wyjazdów na początek sezonu z zeszłego roku. A w pierwszym po awansie do ekstraklasy sezonie, na wiosnę także przydarzyły się cztery wtopy z rzędu na delegacjach.
Ale to nie chodzi tylko o wyniki. Chodzi o grę, która co prawda nie zawsze ten wynik gwarantuje, a w perspektywie pewnego okresu czasu (raczej krótszego niż dłuższego) dobra gra statystycznie przynosi względnie dobre wyniki. U nas nie jest największym problemem to, że przegraliśmy cztery mecze z rzędu. Problemem jest to, że te mecze przegraliśmy zasłużenie, bo graliśmy bardzo słabo.
Wczoraj chciałem wierzyć, że jak długo ten mecz trwał, w końcu coś wciśniemy. Mecz z Motorem w naszym wykonaniu nie był aż takim paździerzem, jakie trochę razy ostatnio na wyjazdach oglądaliśmy. Przypomniał się mecz z Cracovią, kiedy wydawało się, że przy 0:0 na koniec spotkania pozostanie spory niedosyt. A rywal w końcówce nam wmontował bramkę i już nawet z remisu nie można było się „cieszyć”. Ostatecznie, choć wczoraj GieKSa nie była beznadziejna, to była jednak słaba. Tym bardziej martwi to, że naprzeciw mieliśmy drużynę mocno przeciętną, do tego skleconą naprędce po kadrowych zawirowaniach, z nowym trenerem. A my – stabilni i budowani od kilku lat – nie potrafiliśmy zrobić na tym boisku nic. Przecież, gdyby nie Ndiaye czy może jeszcze Simon, to by Pan Czubak piłkę oglądał z daleka i nie miał okazji zaprezentować swojego świetnego wykończenia. Motor był do bólu średni, ale swoim jednym czy drugim błyskiej robił różnicę.
U nas tym razem w obronie nie było „wesołego miasteczka”, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów, po których padły bramki – najpierw nieuznana, a potem już prawidłowa. Jednak w tym meczu to nie obrona była naszym głównym problemem. Tym razem było to słabe/bardzo słabe/beznadziejne rozgrywanie ataku pozycyjnego. O kontrach nawet nie mówię, bo mam wrażenie, że jak my wyprowadzamy kontrę, to zaraz jeden czy drugi nasz zawodnik się zatrzymuje, robi kółeczko, wycofuje nie wiadomo gdzie i po kontrze nici.
Od patrzenia na nasze rozegranie piłki na połowie przeciwnika oczy bolały. Sposobności mieliśmy całe mnóstwo, bo Motor bronił się nieraz dość nisko – nie desperacko w swoim polu karnym – ale mocno na swojej połowie. My graliśmy po obwodzie – to na lewo, to na prawo. I często kończyło się do słabą wrzutką, z którą rywale nie mieli problemu. Przede wszystkim więcej w tym temacie oczekiwałem od Bartosza Wolskiego, bo naprawdę zawodnik ma większe umiejętności niż to, żeby zagrać leciutką piłkę à la serwis Pawła Zagumnego w pole karne i liczyć na czysty przypadek, że akurat trafi w nią ktoś z naszych, a nie przeciwników. Dlaczego nie ma mocnych, takich soczystych wrzutek? Dlaczego nie ma jakiejś próby większej precyzji? Nie mówiąc o tym, że nasi wahadłowi też chyba mocno zapomnieli, co to znaczy żwawość na boku. Nie ma dynamicznych pojedynków 1 na 1 na skrzydle na wysokości pola karnego, wejść w to pole karne. Jest to wszystko takie miałkie i nijakie i taka była ofensywa GKS w tym meczu. Naprawę zestawiając to z pojedynkiem z Motorem z rundy wiosennej i bramek, jakie GieKSa strzelała w tamtym meczu można… dostrzec różnicę.
Ostatecznie najlepszymi okazjami GKS był strzał Ilji w słupek i sytuacja, w której Ilja gola strzelił, ale Bartosz Nowak był w tej sytuacji na spalonym. Tak, był jeszcze strzał napastnika po dośrodkowaniu oraz uderzenie Mateusza Wdowiaka w boczną siatkę. I to tyle. Motor miał swoich groźnych sytuacji więcej.
Widać też, że trener szuka optymalnego składu, ale na razie większość zawodników swoją grą nie przekonuje, by zagościć w jedenastce na stałe. W pomocy kombinujemy. Bartek Nowak ma abonament na granie, ale wychodzi na to, że Bartek Wolski również. Chcieliśmy tego duetu, czekaliśmy na to, jaki zrobią oni techniczny zamęt w tej lidze. Na razie jednak to tylko mrzonki. Nie mamy twardości w środku pola. Jeszcze do tego dokładamy Marcela, który jest ambitny, szybki, ale też nie jest to skała. Do tego wygląda na to, że wczoraj przegrał z upałem, z ręką na sercu, jak widziałem, że podciąga sobie tę koszulkę i w ogóle miałem z daleka wrażenie, że jest cały czerwony, to pomyślałem, że Rafał Górak zrobi wyjątek i ściągnie piłkarza w przerwie. Tak też się stało.
Pamiętam jak w poprzednim sezonie po Górniku Zabrze trener zapowiedział, że coś musimy zmienić w samym podejściu do spotkania i strukturze gry na wyjeździe. Choć potem przegraliśmy jeszcze z Lechią, to za chwilę gra GKS na obcych stadionach zaskoczyła. GieKSa wygrała z Lublinie, Niecieczy, w Pucharze Polski z ŁKS. Na początek roku było zwycięstwo w Lubinie. Były te mecze z Rakowem i Lechem. Czyli da się. Problem jest taki, że jak drużyna wpadnie w wyjazdową otchłań bezradności i niemocy, to trudno z niej się wykaraskać.
Najgorsze jest to, że nie widać, aby był jeden mądry, który zdiagnozował, gdzie leży problem. A to musi być głębszy problem mentalny, bo przecież u siebie ci zawodnicy – zarówno indywidualnie, jak i jako cała drużyna – potrafią przecież grać w piłkę. Co się z nimi dzieje na wyjeździe i dlaczego? Może to jest coś na etapie samego wyjazdu na mecz, podróży, hotelu, dnia meczowe na wyjeździe? Może to tam trzeba poszukać, co się takiego dzieje z piłkarzami, że opada z nich cała ta agresja, moc i siła? Może gdzieś jest zbyt duże rozluźnienie, a może to rozluźnienie jest zbyt małe? Trzeba szukać, w każdym szczególe, w każdym posiłku, w każdej minucie spędzonej w autobusie.
Przyznam, że po tym kolejnym przegranym meczu nie mam smutku, żalu czy załamki. Jest po prostu po raz kolejny irytacja i taka frustracja, bo widzę tę bezradność piłkarzy i mi się udziela. Nie ma w życiu chyba gorszego poczucia niż to, że nie ma się wpływu. A gra GKS a wyjeździe wygląda tak, jakby zawodnicy nie mieli dostępu do swoich atutów, które dają różnicę, tylko próbowali sztampowych, oklepanych i zupełnie nieefektywnych na tym poziomie rozwiązań.
I trzeba coś z tym zrobić szybko, bo wkrótce czekają nas trzy trudne wyjazdy – Zabrze, Gliwice i Lubin. Tu już po prostu obowiązkowo będzie trzeba punktować.
A na razie Wisła Płock. Dobrze, że przynajmniej u siebie te atuty nie są zablokowane. Liczymy, że i tym razem tak będzie, GieKSa swoje gole będzie strzelała i trzy punkty zdobędzie.
Piłka nożna
Górak: Brakuje nam wytrawności
Po meczu Motor Lublin – GKS Katowice wypowiedzieli się trenerzy obu drużyn – Mariusz Misiura i Rafał Górak. Poniżej spisane główne wypowiedzi szkoleniowców, a na dole zapis audio całej konferencji prasowej.
Rafał Górak (trener GKS Katowice):
Jesteśmy rozczarowani tym, że przegraliśmy spotkanie, włącznie z powiedzeniem, że jeżeli nie możesz wygrać, to powinieneś umieć go zremisować.
Takie mam odczucia w stosunku do tego meczu. Niestety – nie jesteśmy jak na razie w stanie zagrać meczu na zero z tyłu, który dałby nam przestrzeń, żeby wywieźć z takiego spotkania remis, bo może on też nie byłby to szczyt naszych marzeń przed spotkaniem – bo przyjechaliśmy z zamiarem wygrania meczu – ale na pewno remis bardziej odwzorowywałby to, co się działo. Ale to jest nieistotne, bo ten który bramkę strzela ma tę radość, a ten, który tego nie robi – tej radości nie ma. W wielu momentach za dużo mamy rozpiętości poziomowych w spotkaniach. To mnie też trochę na razie smuci, bo powinniśmy się stać bardziej wytrawną drużyną, a tego nam brakuje. Mamy bardzo dobre momenty, kiedy gramy zgodnie z tym, co chcemy robić, a mamy też takie kiedy ta gra na różnych pozycjach w różny sposób ofensywie czy defensywie nam się łamie i powoduje bałagan, który kończy się niekiedy tak, jak się skończył przy straconej bramce. Byliśmy w posiadaniu piłki pod polem karnym przeciwnika i tej wytrawności jeszcze brakuje – tego będziemy szukać. Dziś jest masę rozczarowania i sportowej złości, ale nic tu po narzekaniu, trzeba brać się do roboty i mocno wyciągać wnioski choćby z tego, że przy czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie cztery razy schodzimy pokonani i to nas bardzo denerwuje i jesteśmy niezadowoleni. Ale po to niekiedy takie próby są, żeby wychodzić, silniejszym. Teraz będziemy się przygotowywać do następnego spotkania, potem mamy trzy mecze z rzędu na wyjeździe. Czeka nas nie lada sprawdzian i jestem przekonany, że wyjdziemy z tego obronną ręką. Dzisiaj jest dużo złości, rozczarowania i momentów, z których z gry jesteśmy niezadowoleni.
Mariusz Misiura (trener Motoru Lublin):
Bardzo się cieszę, że wygraliśmy mecz i zdobyliśmy trzy punkty. Bo mam poczucie, że to był czwarty naprawdę dobry mecz w naszym wykonaniu i jak ten czas leci – mijają tygodnie – przygotowujesz się do czwartego spotkania, a na koncie masz jeden punkt, to zapominamy, co się wydarzyło w pierwszej czy drugiej czy trzeciej kolejce. Wydaje mi się, że drużyna zasłużyła, żeby mieć ich więcej. Wierzę, że konsekwentną pracą i procesem będziemy budować silną drużynę.
Co do meczu to wydaje mi się, że wykreowaliśmy więcej sytuacji, na pewno w pierwszej połowie, konsekwencją tego jest bramka. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że musimy zostawić serce i charakter. 104 minuty w takim upale to szacunek dla piłkarzy. Sami państwo siedząc na trybunach czuliście gorąco i zmęczenie.
To jest coś normalnego, że w takim upale przydarzały nam się błędy, cieszę się, że nie było z tego konsekwencji w postaci gola, ale podobało nam się nasze dążenie do strzelenia bramki. Dobre zmiany, każdy z zawodników dał impuls. Bardzo się cieszę z tych trzech punktów i idziemy dalej.
Piłka nożna
Piynciok na Arenie Katowice!
W niedzielne popołudnie GieKSa podjęła u siebie Wisłę Płock, która mimo mocnego wejścia w mecz nie zdołała zatrzymać podopiecznych Rafała Góraka, która zaaplikowała im aż pięć trafień.
Już w pierwszych sekundach mocno zabiło serce przyjezdnym, nie potrafili dogadać się co do wybicia długiej piłki zagranej ze środka. Chwilę później Lukas Klemenz zgrał głową do niepilnowanego Emana Markovicia, który sam utrudnił sobie zadanie decyzją o przewrotce – wcale jednak tak dużo nie zabrakło. Po drugiej stronie Hamulić już leciał do wysoko zagranej piłki zupełnie uciekając Jędrychowi, wszystko czujnie wyjaśnił Lukas Klemenz. Napastnik doszedł do strzału głową z kolei w 7. minucie, tym razem to Pau Resta wyekspediował w bezpieczne miejsce. GieKSa nie potrafiła powstrzymać nawałnicy rzutów rożnych Wisły, choć nie przekładało się to też na szczególne zagrożenie bezpośrednio przed bramką Kobylaka. Hiszpan błysnął w 14. minucie dobrym czytaniem gry, błyskawicznie doskakując do przeciwnika za szesnastką i blokując strzał z dystansu. Chwilę później Lukas Klemenz wyprowadził nasz pierwszy atak pozycyjny, który po rajdzie Wasielewskiego rozprowadzili Marković z Wolskim i Restą. Na małej przestrzeni swoją technikę pokazał Galan, z pierwszej piłki odgrywając Markoviciowi: skrzydłowy tylko poprawił sobie piłkę i z niesamowitą rotacją ściągnął pajęczynę z bramki! W 21. minucie wślizgiem Kowalczyk rozpoczął naszą kontrę, której mocy dodał Bartosz Nowak podaniem na kilkadziesiąt metrów w przód – Wisła fizycznym, na pograniczu faulu, wariantem zmusiła szarżujących zawodników do spowolnienia gry. Dwie minuty później to pomocnik gnał na bramkę po zagraniu Markovicia z głębi naszej połowy, ostatecznie Szkurin został o krok uprzedzony przez Leszczyńskiego na skraju szesnastki. Napastnik dobrze odnalazł się też do centry Wasielewskiemu w następnej akcji, jednak nie był zadowolony z jakości podania lądującego za linią końcową. Szkurin ani myślał się poddawać, w 27. minucie po wysokim odbiorze Pau Resty chciał wypuścić techniczną asystą Markovicia i jedynie intuicyjny obrońca zdołał wystawić nogę, odbijając piłkę. W 30. minucie interweniować musiał Kobylak po strzale Sangre, wcześniej potencjalną stuprocentową okazję zablokował Arkadiusz Jędrych wygranym wyskokiem do piłki. Od razu przeszliśmy pod drugie pole karne, gdzie Bartosz Nowak wypuścił Szkurina, a ten bezczelnie dał się sfaulować Leszczyńskiemu: sędzia Kwiatkowski nie miał żadnych wątpliwości – rzut karny! Do piłki podszedł Arkadiusz Jędrych, mocno uderzając w stronę pozbawioną bramkarza. Chwilę później niespodziewanie mógłby dopisać sobie asystę drugiego stopnia po wybiciu głową, gdy Szkurin uprzedził obrońcę i czubkiem buta przedłużył do Markovicia. Norweg minął bramkarza, lecz uderzył w obrońcę zasłaniającego siatkę, po drugiej stronie poprawka Galana również trafiła w defensora. Bardzo mocne tempo narzucili Trójkolorowi po pierwszej bramce, ledwo minutę później uderzał Szkurin po centrze Wasielewskiego. W 41. minucie dwójkową akcję przeprowadzili dwaj Bartosze, nie udało się tego sfinalizować ani Markoviciowi, ani Wasielewskiemu.
W pierwszej minucie po zmianie stron Leszczyński zagrał wprost pod nogi Bartosza Nowaka, na jego szczęście pomocnik zupełnie nie był gotów na taki obrót spraw. W 47. minucie po piłce za obrońców od Mateusza Kowalczyka na bramkę ruszył Ilja Szkurin, przegrywając pojedynek z golkiperem. Poprawka po przechwycie i odbitym strzale Nowaka również nie zakończyła się powodzeniem. Wisła nadal nie potrafiła skutecznie załatać luk w swojej defensywie, uciekała się jedynie do blokowania strzałów. W 52. minucie Wasielewski ze Szkurinem wypuścili Markovicia, który nieco zaplątał się w drybling i przegrał pojedynek z Sangre. Od razu na drugą bramkę ruszył Hamulić, uderzając lekko obok skracającego kąt Kobylaka, a dla pewności piłkę zmierzającą w okolice słupka na wślizgu wybił jeszcze Mateusz Kowalczyk. Trzykrotnie w 60. minucie odpowiedzieć próbowała Wisła, jedynie strzał Pomorskiego przedostał się pod bramkę i tam bezproblemowo interweniował Kobylak. Kolejny raz odbijać piłkę musiał cztery minuty później, tym razem po bardzo mocnym uderzeniu Rogelja. W 71. minucie po rzucie rożnym mocno ucierpiało kilku zawodników, jednak faulu arbiter dopatrzył się tylko na Mateuszu Kowalczyku. W 73. minucie zobaczyliśmy rzut rożny, a jak rzut rożny to i bramkę – Pau Resta wykorzystał złe ustawienie defensywy i przekierował centrę Nowaka na słupek bardziej oddalony od chorągiewki. Sangre próbował jeszcze improwizować wobec złej formacji obranej przez kolegów, ale został niemalże staranowany przez Hiszpana. W 80. minucie Rogelj na pełnym sprincie powrócił do obrony, przecinając kluczowe podanie Bartlewicza i na chwilę oddalając zagrożenie. Minutę później Sekulski w kuriozalny sposób oddał piłkę pod nogi Nowaka po pressingu Resty, ten minął Leszczyńskiego prostym zwodem i wystawił Szkurinowi, który zmieścił futbolówkę pomiędzy trójką obrońców. W 85. minucie Gabriel Kobylak sparował strzał z dystansu Hiszpańskiego, dobijał ją Jurić: arbiter szybko odgwizdał jego pozycję spaloną. W ostatniej minucie Milewski krótko zgrał do Nowaka na 16. metrze, ten z pewną dozą przypadku obsłużył Jakuba Kokosińskiego – młody napastnik dopełnił formalności i umieścił meczówkę obok słupka!
GieKSa pewnie i wysoko pokonała Wisłę Płock. Teraz czekają nas trzy mecze wyjazdowe z rzędu – Zabrze, Gliwice i Lubin.
23.08.2026, Katowice
GKS Katowice – Wisła Płock 5:0 (2:0)
Bramki: Marković (16), Jędrych (33-k), Resta (73), Szkurin (81), Kokosiński (90).
GKS Katowice: Kobylak – Wasielewski (64. Jirka), Klemenz, Jędrych, Resta, Galan (74. Wdowiak) – Wolski, Kowalczyk (82. Milewski) – Marković (74. Bartlewicz), Nowak – Szkurin (82. Kokosiński).
Wisła Płock: Leszczyński – Rogelj, Haglind-Sangre, Kamiński, Silva (82. Więckowski), Kun (82. Kuczko) – Jimenez (71. Sekulski), Radwański, Pomorski (61. Hiszpański), Gallapeni – Hamulić (82. Jurić).
Kartki: Wasielewski – Galapeni.
Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).
Widzów: 10 889.

Najnowsze komentarze